Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00821 027429 16219917 na godz. na dobę w sumie
Poszukiwacze skarbów - ebook/pdf
Poszukiwacze skarbów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 82
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-934146-9-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-80%), audiobook).

Pewien wynalazca Leopold skonstruował urządzenie pozwalające wykryć złoto, diamenty i inne cenne minerały. Niestety urządzenie to wpadło w ręce gangu złodziei, którzy zamierzają użyć go do odnalezienia i zrabowania ukrytego w podziemiach zamku skarbu. Leopold wspólnie z chłopcami Bartkiem i Kajtkiem chcą odzyskać skradzione urządzenie i za wszelką cenę zapobiec temu rabunkowi, ale nie jest to łatwe i natrafiają na coraz większe przeszkody.

Pełna przygód i zabawnych scen historia dla starszych dzieci i młodzieży.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Andrzej Malczewski Poszukiwacze skarbów Poszukiwacze skarbów Andrzej Malczewski POSZUKIWACZE SKARBÓW Redakcja i korekta: Urszula Lemańska Skład: www.mpress-freelancer.pl Copyright© Andrzej Malczewski Zielona Góra 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. e-book Wydanie I Zielona Góra 2014 ISBN: 978-83-934146-9-7 4 1 Dwóch chłopców na górskich rowerach zjechało z głów- nej drogi wychodzącej z miasta i skręciło w kierunku morza. Wąska droga, z topiącym się od słońca asfaltem, wiła się jak czarna wstążka, targana wiatrem w dół stromego zbo- cza, porosłego karłowatymi sosnami. Mniej więcej w połowie swego biegu oplotła pierścieniem zielone wzgórze lśniące bia- łymi płatami piasku. W prześwicie między wzgórzem, a leśną ścianą zbocza tkwił, jakby ściśnięty z dwóch stron, skrawek granatowego morza. Chłopcy pochyleni nad kierownicami pędem pokonywali zakręty z szumem opon toczących się kół. – Pamiętaj, hamujemy tylko w razie konieczności! – krzyk- nął czarnowłosy chłopak w zielonej koszulce jadący pierwzy. Na twarzach czuli przyjemny opór powietrza, który czesał ich włosy niczym nierealny fryzjer, w chwilę później poczuli chłodny powiew znad morza i  pokazały się pierwsze zabu- dowania. W przelocie pojawiały się im i znikały, jak w kalej- doskopie, zielone plamy trawników, czerwone połacie dachó- wek, jaskrawo pomalowane elewacje domów, czasami kręcił w nozdrzach zapach świeżo skoszonej trawy. Rowerzyści zatoczyli ostatnie koło i  zatrzymali się przy posesji najdalej wysuniętej w  kierunku morza, od którego dzielił ją wąski pas drzew i płaska plaża z białym piaskiem. Zeskoczyli z rowerów i wprowadzili je przez furtkę obrosłą bluszczem, oznaczoną numerem dwanaście, gdzie mieszkał Leopold zwany też Dziadkiem. 5 W tym miejscu drogi Czytelniku należy wyjaśnić, że Dziad- ka Leopolda znają wszyscy w naszym mieście i każdy tutaj wie, kim on jest, a jest on w rzeczy samej wynalazcą i to nie byle jakim wynalazcą. Sława jego sięga daleko poza nasze miasto i  nie zdziwiłbym się, gdyby o  nim ktoś usłyszał na innym kontynencie. Może to dziwić, skąd w tak małym mie- ście jak nasze pojawił się ktoś tak niezwykły, ale to szczera prawda. Mieszka on od wielu lat w dużym domu otoczonym rozłoży- stymi lipami. W starym domu trzyma wiele ciekawych rzeczy, a szczególnie w swojej pracowni, gdzie konstruuje wynalaz- ki. Dziadka Leopolda każdy by rozpoznał w  tłumie. Ma on bowiem długą, przyprószoną siwizną brodę. Jest mężczyzną średniego wzrostu, którego wiek trudno jest określić. Zazwy- czaj nosi gładko przyczesane włosy, sięgające mu z tyłu aż do ramion. Liczne poprzeczne zmarszczki wokół oczu zdradzają skłonność do śmiechu, a bystre zielone oczy patrzą zawsze po- godnie na świat. Dziadek Leopold jest pogodnym człowiekiem. Choć wszyscy go znają, to w gruncie rzeczy jest tajemniczą postacią. Kiedyś często wyjeżdżał, a ostatnio wiele czasu spę- dza w swojej pracowni. Jest naukowcem samotnikiem i żyje w świecie swoich idei. Wynalazł wiele ciekawych i pożytecz- nych rzeczy, ale zupełnie nie zależy mu na sławie i  unika przedstawicieli prasy czy telewizji. Odwiedza go codziennie wnuczek Kajtek. Zdarza się, że często przychodzi ze swoim najlepszym kumplem Bartkiem. Tak było też dzisiejszego dnia. U Dziadka Leopolda zawsze mają co robić. Pokazuje on chłopcom swoje najnowsze wy- nalazki, a oni pomagają mu sprzątać pracownię. Kajtek, jak na swoje dziewięć lat, jest wysoki i bardzo ciekawy świata. Słysząc o  dalekich krajach nie może usiedzieć na miejscu. W takich sytuacjach kręci się, potrząsając co chwila głową, odrzucając opadającą mu na oczy kruczoczarną grzywkę, a jego ciemne błyszczące oczy jeszcze bardziej się ożywiają. Bartek jest o rok młodszy i niższy od Kajtka, i stanowi 6 jego przeciwieństwo. Spokojny i opanowany blondyn, na lek- cjach zawsze dobrze przygotowany, chętnie służący pomocą innym. Interesuje się historią. Od Dziadka Leopolda całkiem dobrze poznał dzieje swojego miasta, a  jego opowiadań na temat historii mógł słuchać całymi godzinami. Bywało, że chłopcy ci, choć byli dobrymi przyjaciółmi, często się kłócili. – Cześć Dziadku! – Kajtek i Bartek przywitali się z wyna- lazcą, ustawiwszy rowery pod domem. Nie tylko oni nazywali Leopolda Dziadkiem. Często mówili tak do niego również ludzie miejscowi, a on nie miał im tego za złe. Chociaż niemłody, był jeszcze w pełni sił, cieszył się doskonałym zdrowiem. – O, dobrze, że jesteście chłopcy – ucieszył się Leopold. – Mam coś dla was. Kajtek szepnął Bartkowi na ucho: – Pewnie ma dla nas łuki z prawdziwymi strzałami… Pa- miętasz? Prosiliśmy go oto! – Wejdźcie pokażę wam mój nowy wynalazek! Dziadek Leopold klasnął dłońmi i zaprowadził ich do swo- jej pracowni. Po drodze Bartek pociągnął Kajtka za rękę, mówiąc tak, żeby nie usłyszał ich Dziadek: – Jakie łuki kapuściana głowo? Dziadek ma ważniejsze sprawy niż nasze dziecinne łuki. Gdy już weszli do obszernego pomieszczenia zawalonego różnymi książkami, przyrządami elektronicznymi pełnymi wyświetlaczy, wskazał im ręką na niewielki przedmiot z przy- ciskami, przypominającą wyglądem laptop. – Oto on! – rzekł z zapałem Leopold. – Co to jest? – spytał Kajtek. – Urządzenie do wykrywania… – Łał! Ale fajne! – przerwał mu Bartek. – A ile ma przycisków! – wtrącił swoje Kajtek, naciskając jeden z nich. – Zostaw! Jeszcze zepsujesz! 7 – Nie ma obawy. Jest wyłączony – uspokoił Bartka wyna- lazca. – Do czego służy ta skrzynka? – Zaraz wszystko wam wyjaśnię. Pracowałem nad nim dziesięć lat. W końcu moje poszukiwania i  mozolna praca zakończyły się sukcesem. – Teraz wiem dlaczego byłeś często niewyspany. Pewnie pracowałeś po nocach. – Dzisiaj mogę przyznać, że i tak bywało Bartku – uśmiech- nął się Leopold. – No cóż, bez pracy nie ma kołaczy. – Wiedziałem, że majstrujesz przy czymś ważnym… – Bartek daj powiedzieć wreszcie Dziadkowi o tym urzą- dzeniu! – przerwał mu zniecierpliwiony Kajtek. – Przyrząd ten – ciągnął Dziadek Leopold – reaguje na określone cenne minerały i potrafi w przybliżeniu podać ich ilość. Wskaże nam, gdzie się znajdują. – Ale do czego nam są potrzebne jakieś tam minerały? – Chodzi przede wszystkim o złoto i szlachetne kamienie takie jak diamenty, szmaragdy, szafiry i rubiny Kajtku. Są one bardzo wartościowe i wielu ludzi chciało by je mieć. Urządze- nie to ujawni nawet złoża minerałów w ziemi, jak na przykład żyłę złota. – W takim razie ja chciałbym mieć dużo złota i takich ka- mieni Dziadku! – rozochocił się Bartek. – A kto by nie chciał… Mądrala się znalazł! – A co nie słyszałeś nigdy frajerze o gorączce złota? – od- ciął się Bartek. – Ty masz chyba gorączkę i idź do lekarza zanim nie bę- dzie za późno – Kajtek puknął Bartka ręką w czoło. – Może dacie mi coś powiedzieć? – upomniał ich dobrotli- wie Leopold, mówiąc dalej: – Od wieków złoto, srebro i szla- chetne kamienie służyły do wyrobu dzieł sztuki, a ze złota i srebra wyrabiano także monety. Wszystkie rzeczy są dobre i pożyteczne dla ludzi, ale wskutek grzechu pierworodnego ludzkie serca opanowuje czasami żądza chciwości, która nisz- 8
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poszukiwacze skarbów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: