Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00119 005108 13075780 na godz. na dobę w sumie
Powabnie kolosalnie silnia najwybitniejsza - ebook/pdf
Powabnie kolosalnie silnia najwybitniejsza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65227-00-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Absolutnie nawet nie myśl, oświecony Czytelniku, żeby kupować tę tajemniczą, acz wytworną książkę, nie czuj się zobowiązany! Owa publikacja nie przepada za roznegliżowaniem, zadowala się raczej niedostępnością. Zawarte w niej myśli, tajemna wiedza ułatwiająca życie, niezgłębione idee, fantazyjne opowiadania wolą, z całą pewnością, ukrywać się, aniżeli pozostawać na widoku. Czy żywisz na tyle odwagi, żeby sprzeciwić się tej ucieczce w sekrecję? Złamiesz zakaz i odsłonisz sekrety balsamicznej prozy, napisanej lekkim, poetyckim piórkiem?

„Powabnie kolosalna silnia najwybitniejsza” bije rekordy popularności, każdy ją czyta! W domu, w autobusie, w parku… Wszyscy chcą dotrzeć do leczniczej dla zmysłów, zapewniającej szczęście wiedzy, poszerzyć intelektualne horyzonty. Wśród licznych odbiorców bestsellera — nieobszernego tomiszcza, doliczono się profesorów i pokłady intelektualnych elit, persony dorosłe oraz zawsze poszukującą nowinek młodzież. Ty także należysz do tej wspaniałej grupy, czyż nie? Figurujesz jako świadomy Rozum, którego decyzje kształtują przyszłość!

Potrzebujesz rozkwitu, odetchnienia i umysłowej rozrywki? Uwiecznij w pamięci, ile stracisz, jeżeli nie zdążysz zajrzeć do tekstu młodziutkiego pisarza. Nawet nie mogę sobie tego wyobrazić!  Chociaż… Oferowany wytwór kultury pozostaje rzadkim i niedostępnym produktem,  nie wszyscy mogą sobie pozwolić na zakup dóbr luksusowych, prawda?

Dojrzałej, momentami obrazoburczej, pracy na pewno nie mogą analizować dzieci, ponieważ ukazane zostały tu brutalne prawidłowości rządzące społeczeństwem. Konkurencja, pasożytnictwo, relacje w antropocenozie nasiąkają biologizmem, naturalizmem i krwiożerczością. Ekspresyjna, bogata metaforyka nie ukrywa drapieżnych modeli postprzemysłowego ludu, obnaża dotyczące nas wszystkich prawdy.

Realistyczno-symboliczny płód literowy gwarantuje nieopisane doznania estetyczne, artystyczną ekstazę! Czy jesteś gotowy sprostać sile nieokiełznanego wektora matematyczności? Sam nie wiem, nie wydaje mi się! A może wyjątkowa z ciebie osoba, doceniająca artystyczny kunszt? Wówczas na pewno dostrzeżesz zalety wypływające z obcowania z wybitną silnią.

 

Nawet nie sil się na zaczytanie we fragmencie! Nie wpadaj na elegancki pomysł, ażeby w trybie natychmiastowym zakupić mistyczne dzieło… Nie zwracaj uwagi na to, że zbliża do doskonałości, otwiera nowe ścieżki samorealizacji, ułatwia podejmowanie przyszłych decyzji… Nie trać cennego czasu na odbiór fantastycznej księgi, kategoryczny zakaz!

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

W ulotnej i nieuchwytnej dla nas wykrzywionej czasoprzestrzeni skłonna do nakreślania nieskończonych funkcji oraz wyznaczania nieprzyjaznej dla adeptów matematyki delty, miłująca matematyczne rozwarcia pióropuszy wiosenna pora poczęła z niepojętym trudem słać za pomocą pachnących żywicznym drewnem wioseł, wystruganych z obumarłej, stopniowo skolonizowanej przez rudziki stożkowatej gruszy, dotąd buntownicze oraz nieposłuszne łoża oblodzonych, przywołujących na myśl najelementarniejsze prostokąty jezior. Zażyczyła sobie, co naturalne i zgodne z jej nieskomplikowaną naturą, stopić użyczającą jej pożyczki kwadraturę koła, usytuowane obok stożków deltoidy opisane na Arktyce porzeczkowej pomady, czy podgrzać mechaniczną głowę zastygłego akwenu słodyczą swej nieziemskiej aparycji, ale to wszystko nie spotkało się z jakimkolwiek, choćby najmniejszym, zainteresowaniem najechanej. Niewrażliwa na piękno, prostoduszna, mrożąca krew w żyłach, okrutna domena Okeanosa, opierająca się potędze najczystszego intelektu i ukołysanym piętrom mechanicznych źrenic, wyrażała brak gotowości do upieczenia na rożnie przez prawa fizyki, ostrzyła swe napięte włókna w warsztatach ekstatycznego uniesienia, raz po raz wyrzucając za burtę berło rozanielonej Wiosny. Agresja ta nie budzi zresztą szczególnego zdumienia; każda rozbudzona kraina, kopuła zwieńczona oranżerią przebijających koryta czasu harpunów, potrzebująca odpowiednich dawek snu, odpoczynku, opalających się zboczy do jazdy na szesnastoletniej desce, przemieniłaby w posągową barć — ostygłą, algebraiczną, łuszczącą się bezruchem tytaniczną formę, najwytrwalsze mustangi lewitującej bryzy, przybywające z husarską odsieczą, wpraszające się bez zapowiedzi nieoczekiwane masy powietrza pochodzące z karaibskich, drinkowych wysp, rezygnujące z domowego ogniska na rzecz zapewnienia towarzystwa ekscentrycznej hydrosferze, odcinającej się od zatłoczonych, obsikanych przez hydrantowe kundelki plaż. „Dlaczego dąży do alienacji oraz stawia się mej potędze?” — spytała czarodziejka, lecz nie uzyskała odpowiedzi. Samotna, barbarzyńska, pozbawiona empatii, podglądająca alkoholowej libacji, kołysząca się na wietrze, nieruchoma, bezpłodna biel odpierała utkaną boskimi mechanizmami nadchodzącą cykliczność, ciąg zdarzeń wirujący wokół nagrzanych, kolczastych zębatek, wprawiany w kołowy ruch przez płody paradoksalnej, pszenicznej, pulsującej, pompującej pokłady sodu, zapadającej w pamięć zapadki, gdyż jej nienawidziła, wzgardzoną powtarzalność próbowała zastępować nowością. „Sodówka uderzyła jej do głowy. Łamie palce dobroczynnej dłoni, ponieważ uważa się za samodzielną, wszechmocną istotę genialną. Klnie na odwieczne prawidłowości natury, stapia wieczko przyzwoitej przemiany pokoleń. Reaguje złośliwością na akt naprawczy, manierę dynamicznego pędu, pochwalaną przez wielkość” — złościła się Wiosna. Zimowa czeluść biła nieprzeniknionym chłodem, kruszyła nabrzmiałe, opadające ze świerkowych koron szyszki, mieliła wychodzące z gleby pierwsze, popiskujące zioła, tłukła łuski symetralnie poprowadzonych osi, rozgniotła muszle przepięknych łodzików, niemających już możliwości kierowania ku świetlanej przyszłości kwadratowych funkcji. Rozłożywszy knykcie na toni, utonęła w regresie, zamiast przeć naprzód, cofała się do mezozoicznej ery, gnała mechaniczne pterodaktyle, wyciągające śmigła uplecione przez cewniki i owocowe probówki w stronę jądrowego olbrzyma. Ucieczka w cień, stagnacja, destrukcja, sianie zamętu, śnieżna dyskalkulia idealnie kontrastowały z płynącą na liściu lotosu dawczynią życia, usiłującą jedynie zjednać żywioły, okiełznać wychudły grafit, wysiać nasiona ciepłej rozkoszy samotni. „Nie daje za wygraną!” — zauważyła spostrzegawcza, inteligentna persona. Wirujące wokół kapryśności, rozsiane po całym świecie, popchane najgłębszym oddechem bryzy statki — śniące wśród surowych prętów formacje, zaostrzone ledwie dwa lata temu stwardniałymi, zwinnymi rękami styranych, przemarzniętych kowali, lodowate, spiczaste spadochrony śmiejące się na widok zaminowanych pól nie śmiały zrezygnować z tronu, zrzucić z siebie ciężkiego, upchanego piórami, przyjmującego formę prostopadłościanu cesarskiego diademu. „To mnie należy się korona, nie zasługują na nią ci zazdrośni głupcy. Niech się nad sobą zastanowią” — irytacja kapała z ust niosącej życie. Sople i pokłady lodu zajmowało coś innego, niż zamyślanie się nad sensownością kontrolowania innych: puszyły się teraz niczym pawie swą geometryczną złożonością, niosły ku niebu swe odporne na bóle metryczne buławy barbaryzacji, wspominając własne pragnienia, doskonałość i szybki przepływ zamarzniętej rzeki czasu… To było tak niedawno, jeszcze wczoraj… W zeszłym roku, uczepione groniastej matki, spijały najsłodszy mróz jej obwisłego, mlecznego dymiona, wypatrującego odległego, z zamglonego horyzontu. Wysiadywane na granicy brzusznych, nakręconych spiżem śrub, torbielowych jam rozmagnetyzowanych przez nieznane północne pływy, w ekstremalnie niskich temperaturach posuwały się w rytm oczywistej dylatacji. Zawieszone między sferami, ospałe, zasypiające, machinalnie wysysały podgrzane przez anatomiczne pompy — kaskady powolnie, i nie bezproblemowo, spychające przelane w miniaturowe kielichy litry wapnia do cyklamenowych gruczołów, tłuste, pieniące się arie mleka, budzącą zachwyt wydzielinę wyjętą z wnętrza piwoniowych, połyskujących matryc, obrosłych sięgającymi granic Wszechświata rurami, elipsującymi wokół planet, najdoskonalszymi przemysłowymi tubami, ważącymi hektolitry nowoczesnymi odkurzaczami, automatycznie siorbały wyginające, skręcające się rytmicznie w różne strony arbuzy oceanu — soczyste, delikatne, wyczuwalnie opancerzone kimona sutej rozkoszy. przewodami. Przeważnie zasysającymi Siostrzana, szkarłatna, owocowa toń oblała elastyczne zmysły, wszędzie sączył się fabryczny nektar, tak obfity, klejący, mocarny, że nawet atletyczny, wyrzeźbiony napinaniem żagli marynarz oczekujący spotkania z lądem, nie dostrzegłby nic poza wypluwanym rumowiskiem rumu. słoności szaleństwa. Przesolonym, Zarumienione, zdeformowane, uciskane przez cielsko arktycznego monsunu raczkowały i turlały się po torze spiekoty, zamroziwszy na kość opadłe, dyletanckie kapelusze drzew, umieszczając je w okowach bezmyślnej przesadnie entuzjastycznym, zuchwałym jednostkom rządzącym, a nawet lodowatej, humorzastej, bezpłodnej zimie, ciężko bowiem nie zmieniać poddanych w wariatów, nie krępować ich ruchów, a wreszcie zrezygnować z zapewniających komfort rządów dzieciństwa, aliści Matematyczność wyrzuca je siłą z wyścielonego listowiem gniazda, po czym pozwala na opuszczenie portu — skazuje na, doprawdy, wieczny ewolucyjny wyścig. Chociaż żadna jednostka z utęsknieniem nie wyczekuje śmierci, tyranicznych władców życia zawsze zastępuje świeżość, bo czyż nie młodość zapewnia przetrwanie gatunków i stanowi motor postępu dla całej cywilizacji? Nowe wypiera nieopierzone, także wiecznie wygłodniałe pisklęta wyszydzają cybernetyczne, a starców, zaś często przy tym również rozwagę oraz uważność, ze względu na fakt, iż w ich żyłach płynie mniej wyblakła, doświadczona krew. Wypiwszy uplastyczniony, zlodowacony okres mózgowia, limfotyczni potomkowie-despoci wytworzyli chłodne wyrachowanie uduchowionej przeciętności, rozbili skorupkę przedwiecznego przedwiośnia. stare: splugawione, Anemiczna, genialna, amorficzna, pozbawiona cielesnej powłoki Wiosna od swojego wyklucia popierała ów ptasi światopogląd — drapieżną krwiożerczość stawiającą na piedestale zastępowalność pokoleń. Łudziła się, że jej żaglówki, w przeciwieństwie do niej, wypłyną w morze dumnie, dostojnie wystawią żagle, akceptując cały porządek ustanowiony przez lewitującą w chmurach biosferę.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Powabnie kolosalnie silnia najwybitniejsza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: