Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00278 006026 13111340 na godz. na dobę w sumie
Powrót do życia - ebook/pdf
Powrót do życia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875598 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Abby Monroe z Milwaukee marzy o podróżach. Pierwszym etapem jej przygody ma być wyjazd do pracy w szpitalu na Florydzie, potem paromiesięczne pobyty w każdym z pozostałych stanów Ameryki. Gdy poznaje doktora Nicka Tremayne’a, od razu wie, że chętnie spędziłaby z nim życie. Jest skłonna zrezygnować ze swych planów, Nick jednak utrzymuje, że każde z nich powinno iść wybraną przez siebie drogą...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Laura Iding Powrót do życia Tłumaczyła Iza Kwiatkowska Droga Czytelniczko! Oto nasze lipcowe propozycje: Za horyzontem (Medical Duo) – John chciałby się stać częścią z˙ycia Abbey, uwaz˙a jednak, z˙e pewne wydarzenie przekreśliło jego szanse; Rodzina ze snów (Medical Duo) – Libby i Nick przez wiele lat nie mogli uwierzyć, z˙e ich marzenia były kiedyś rzeczywistością... Powrót do z˙ycia (Medical) – Abby przestała marzyć o podróz˙ach, gdy poznała doktora Tremayne’a, on zaś przy niej odzyskał wiarę w siebie; Spadkobiercy (Medical) – Isabel musiała pokonać w sobie wiele z˙alu, by uwierzyć w miłość Rossa... Zapraszam do lektury, Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Laura Iding Powrót do życia Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: The Consultant’s Homecoming Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2006 by Laura Iding ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5100-4 Indeks 325260 MEDICAL – 388 PROLOG 14 marca 2005 Juz˙ w progu Abby Monroe usłyszała dzwonek telefonu. Ściągnęła brwi. Szpital? Dopiero stamtąd wyszła. Nie zrobiła wpisu do karty któregoś z pa- cjentów? Rzuciła torbę na podłogę i czym prędzej podbiegła do aparatu. – Słucham. – To ja, Adam. – Co się stało? Mama? Tata? – Nie potrafiła ukryć niepokoju. – Nie, rodzice są okej. Kamień spadł jej z serca. – To o co chodzi? Właśnie wróciłam z pracy. – Chodzi o Shane’a... Pod Pekinem rozbił się sa- molot... Abby, Shane nie z˙yje. Osunęła się na podłogę. Niemoz˙liwe. To pomyłka. Shane jest za młody, ma trzydzieści trzy lata. Miała ochotę krzyczeć, ale powstrzymała ją cisza w słu- chawce. Zna Shane’a od dziecka, bo Shane był ser- decznym przyjacielem jej brata. Ich rodzice trakto- wali go jak własne dziecko. Marzyła, z˙e pewnego dnia zostanie jego z˙oną. – To straszne – szepnęła. Starała się nie myśleć 6 LAURA IDING o sobie i skoncentrować się na tym, co czuje jej brat. – Trzymasz się? – Chyba tak, ale jeszcze muszę powiedzieć o tym rodzicom. – Zaraz tam będę. – Musi wesprzeć brata w takiej trudnej sytuacji. – Dzięki – odpowiedział zmęczonym tonem. Odłoz˙yła słuchawkę i ukryła twarz w dłoniach. Jej zaz˙yłość z Shane’em ledwie co wyszła poza granice przyjaźni, a jego juz˙ nie ma. Na zawsze. ROZDZIAŁ PIERWSZY Cztery miesiące później – Jeszcze trochę, panie Goetz, juz˙ prawie jesteś- my na miejscu. – Abby zachęcała otyłego staruszka, który mozolnie posuwał się przy pomocy balkonika w stronę jadalni w centrum rehabilitacji szpitala woj- skowego w Milwaukee. – Dla mnie to szmat drogi – wymamrotał pacjent, z trudem szurając szpitalnymi kapciami. – Nie rozu- miem, dlaczego nie wolno mi zjeść w pokoju. – Bo nie chcemy, z˙eby siedział pan tam sam na sam ze swoimi zmartwieniami. Proszę popatrzeć, jaki mamy słoneczny dzień. Balkonik zahaczył jedną nogą o listwę przypo- dłogową, co sprawiło, z˙e pacjent nagle niebezpiecz- nie się zachwiał. – Trzymam pana. – Jedną ręką mocno ujęła go pod ramię, drugą przytrzymała balkonik. Kilkadziesiąt sekund później pan Goetz mocno stanął na lewej nodze, mniej sprawnej po operacji, i odzyskał równowagę. – Stoi pan pewnie? Nie puszczę pana, dopóki nie będzie pan stał na obu nogach. – Juz˙ jest dobrze. – Perspektywa kolizji z podłogą kazała mu nieco spuścić z tonu. – Dojdę. 8 LAURA IDING – Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwo- ści. Ale do końca będę panu towarzyszyła. Zapach sosu pomidorowego zwiastował bliskość jadalni. Jeszcze kilka kroków i pan Goetz bez niczy- jej pomocy usadowił się przy stoliku, przy którym juz˙ siedziało trzech męz˙czyzn. – Wspaniale – pochwaliła go Abby. – Jestem z pa- na dumna. – Spróbowałaby siostra nie być. – Staruszek nare- szcie się uśmiechnął. Zapewne obecność kolegów podniosła go na duchu. – Siostro, kiedy wreszcie siostra za mnie wyjdzie? – Zna pan moją odpowiedź – odparła Abby ze śmiechem, poniewaz˙ propozycja ta padała z ust pana Goetza kaz˙dego dnia w porze lunchu. – Nie wyjdę za pana ani za nikogo innego, dopóki nie zrealizuję swojego celu zwiedzenia wszystkich pięćdziesięciu stanów. – Coś takiego?! Dlaczego siostra chce nas opuś- cić? – zainteresował się drugi pacjent. – Jak jeden mąz˙ wszyscy podpisaliśmy petycję, z˙eby siostra zo- stała. – Będę tu jeszcze pięć tygodni, więc niech się panowie zrelaksują. Nie jest wykluczone, z˙e zanim wyjadę, wy juz˙ opuścicie to miejsce. Proszę, nie podpisujcie więcej petycji. To jest moja decyzja, a nie szpitala. – Abby! – zawołała pielęgniarka siedząca przy biurku w holu. – Doktor Roland do ciebie! – Juz˙ idę. Z˙yczę panom smacznego. I pamiętajcie, bądźcie grzeczni. – Ale nudy – jęknął pan Baker. POWRÓT DO Z˙YCIA 9 Abby z uśmiechem na twarzy wyszła z jadalni i pospieszyła do telefonu. – Doktor Roland? Szukam pana od paru godzin. – Jestem zajęty – odrzekł lekarz. Nie liczyła, z˙e ją przeprosi. – Badanie moczu pana Goetza znowu wykazało ostry stan zapalny pęcherza. Nalez˙y pacjentowi po- dać antybiotyk. Nie rozumiem, dlaczego ta infekcja nie ustępuje. – Podajcie mu baktrim. Przez dziesięć dni. To wszystko? – Lekcewaz˙ący ton kierownika oddzia- łu doprowadzał Abby do szewskiej pasji. – Jeszcze nie wiem – warknęła. – Czy odezwie się pan następnym razem, gdy zgłoszę się na pańs- ki pager? Cisza, a chwilę potem atak. – Niech mi siostra nie mówi, jak mam kierować moim oddziałem! Zawsze się odzywam we właści- wym czasie. Nie z˙yczę sobie takich insynuacji! – Uff... – Odłoz˙yła słuchawkę. – Prawda w oczy kole. Irene, pielęgniarka, patrzyła na nią szeroko otwar- tymi oczami. – Nie wierzę własnym uszom, z˙e mu to wygar- nęłaś. – Wkurza mnie, z˙e nie odpowiada, kiedy go wzy- wam. – Abby sięgnęła po kartę pana Goetza, by wpisać nowe zalecenie. – Gdyby nie wykręcał się od obchodów, sam o wszystkim by wiedział. – Irene przytaknęła. – Nie pokazał się na oddziale przez cztery dni. To widać po adnotacjach w kartach pa- cjentów. 10 LAURA IDING – Masz rację, ale mimo to... Nie mogę wprost ochłonąć z wraz˙enia, z˙e moz˙na tak naskoczyć na lekarza. – Irene była o trzy lata młodsza od Abby, ale w takich sytuacjach Abby miała wraz˙enie, z˙e dzieli je róz˙nica stu lat. – Co będzie, jak on złoz˙y na ciebie skargę do dyrekcji? – Niech złoz˙y. – Abby wzruszyła ramionami, mi- mo z˙e wiedziała, z˙e doktor Roland, jeśli zechce, mo- z˙e przysporzyć jej powaz˙nych problemów. Wpraw- dzie odetchnie z ulgą, przenosząc się do szpitala na Florydzie, ale spokoju nie da jej los tutejszych pa- cjentów. Jeśli nie przytrze rogów doktorowi Rolan- dowi, to kto ją wyręczy? – Przekaz˙ to zamówienie do apteki. – Podała Irene karteczkę. – I miej oko na naszych podopiecznych. Pójdę do Leanne, z˙eby przed- stawić jej mój punkt widzenia, zanim Roland ją do- padnie. Irene westchnęła. – Ale jeśli ona mnie wezwie – zaczęła Irene – to opowiem jej o wszystkim, co usłyszałam. – Spokojnie, nie proszę cię, z˙ebyś kłamała. Sama wszystko jej powiem. Oraz dodam, z˙e przez cztery dni doktor Roland nie pojawił się na ani jednym obchodzie. – Abby uśmiechnęła się ponuro. Jej kon- trakt wygasa piętnastego sierpnia, więc nic się nie stanie, jeśli szef zwolni ją wcześniej. Jazda, do roboty, pomyślała, kładąc rękę na klam- ce do pokoju siostry przełoz˙onej. Trzy godziny później jej dyz˙ur dobiegł końca. Za szybko, bo wciąz˙ na coś brakowało jej czasu. Wcześ- niej wysłuchała kazania Leanne poświeconego ko- nieczności okazywania lekarzom nalez˙nego szacun- POWRÓT DO Z˙YCIA 11 ku. Dzięki Bogu, Leanne na nią nie krzyczała, a co więcej podjęła się poinformować dyrekcję o tym, z˙e doktor Roland nie robi obchodów. Wracając do domu, Abby zastanawiała się, czy taka pogawędka Leanne z dyrektorem odniesie jaki- kolwiek skutek. Chyba nie jest pierwszą pielęgniar- ką, która ma zastrzez˙enia do doktora Rolanda. Mimo to ten facet ciągle pracuje w szpitalu, pobie- ra wynagrodzenie za to, z˙e zajmuje się pacjentami przez telefon, nie ruszając się z fotela, zamiast stanąć przy łóz˙ku pacjenta i osobiście go zbadać. Szła do domu piechotą, rozprostowując ramiona, by ulz˙yć obolałym barkom. Podtrzymywanie stukilo- gramowego pana Goetza mocno nadweręz˙yło jej mięśnie. Nie wolno jej się uz˙alać, tym bardziej z˙e po po- wrocie do domu ma pomóc niesprawnej matce w ką- pieli. Stłumiła westchnienie, zawstydzona swoim egoizmem. Śmierć Shane’a wstrząsnęła całą jej rodziną. Abby cierpiała z powodu tego, co juz˙ się nie stanie, ale uznała, z˙e będzie to doskonały pretekst, by uwolnić się od rodziny. Poznać świat. Od dziecka marzyła o podróz˙ach. Bardzo przez˙yła śmierć Shane’a, a gdy juz˙ pogodziła się z tą stratą, matka spadła ze scho- dów. Stwierdzono pęknięcie stawu biodrowego, który zrastał się powoli, ale na szczęście systematycznie. Gdy Abby była w pracy, opiekował się nią ojciec, sam jednak nie był w stanie zrobić wszystkiego. Rodzice bez entuzjazmu przyjęli jej decyzję o wy- jeździe, ale ich miłość nie mogła jej powstrzymać. 12 LAURA IDING Przez lata z˙yła otoczona starszym rodzeństwem, te- raz natomiast uznała, z˙e nadszedł czas, by zrobiła coś dla siebie. Z˙ałowała, z˙e nie ma własnego mie- szkania, poniewaz˙ czuła się zmuszona poświęcać swój wolny czas matce. Pomyślała jednak, z˙e jej wyjazd niewiele zmieni, bo rodzice mają jeszcze pięcioro innych dzieci. Kiedyś wraz z Shane’em planowali wspólne podró- z˙e. Niedługo przed tym, jak wyjechał do Chin, poca- łował ją, co pozwoliło jej wierzyć, z˙e ich przyjaźń wkracza w nowy etap. Czekanie na jego powrót było istną torturą. Mimo to nie miała do niego z˙alu o to, z˙e skorzystał z szansy i pojechał na specjalistyczne szkolenie dla chirurgów w Pekinie. Jego śmierć wydawała się jej zupełnie nierealna. Miała wraz˙enie, z˙e w kaz˙dej chwili Shane stanie na werandzie ich domu, pytając, co będzie na kolację. Brakowało jej Shane’a. Zbliz˙ając się do domu, zauwaz˙yła męz˙czyznę o kuli, mniej więcej trzydziestoletniego, który wpat- rywał się w tabliczkę z numerem posesji ustawioną przy podjeździe. Był bardzo wysoki. Trzymał się prosto i był ostrzyz˙ony jak wojskowy. Przeszło jej przez myśl, z˙e prawdopodobnie jest to z˙ołnierz, który szuka szpitala wojskowego, ale jego dz˙insy i T-shirt w niczym nie przypominały munduru. Zauwaz˙ył ją, gdy była bardzo blisko. Przywitała go uprzejmym uśmiechem. – Dzień dobry. Zabłądził pan? – Hm... Szukam rezydencji państwa Monroe, a konkretnie Abigail Monroe. – Abby Monroe to ja. POWRÓT DO Z˙YCIA 13 – Ach tak. – Omiótł ją wzrokiem. – Spodziewa- łem się kogoś... starszego. Poczuła ukłucie złości. Ma dwadzieścia sześć lat i zdecydowanie dosyć osobników, którzy biorą ją za małą dziewczynkę. – A ja nikogo się nie spodziewam – odcięła się. – O co chodzi? Dopiero teraz zauwaz˙yła granatowy worek mary- narski stojący na ziemi. Nieznajomy pochylił się, by wyjąć z niego zniszczone pudełko od cygar. Wypros- tował się z kamienną twarzą, ale ona wyczuła, z˙e cierpi z bólu, bo jego ruchy były bardzo powolne i ostroz˙ne. – Mam coś, co nalez˙y do pani – zaczął. – Prze- praszam, z˙e zabrało mi to tyle czasu, ale zatrzymały mnie sprawy... niezalez˙ne ode mnie. Nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia. Splotła ramiona na piersi. – Kim pan jest? Dlaczego jest pan w posiadaniu czegoś, co nalez˙y do mnie? – Nazywam się Nick Tremayne, przyjaźniłem się z Shane’em Reinhartem. W tym pudełku są pani listy oraz e-maile do Shane’a. – Przez jego twarz przebiegł grymas bólu. – Współczuję pani. Oby wzięła od niego to cholerne pudełko, zanim on padnie na twarz. Kaz˙dy mięsień w jego nodze krzyczał z bólu. Czuł, z˙e na górnej wardze wystąpiły mu krople potu. Dziewczyna Shane’a w końcu wyciągnęła rękę po pudełko. Opuszczając ramię, poczuł taką ulgę, z˙e miał ochotę zamknąć oczy. Zdecydowanie przecenił 14 LAURA IDING swoje uszkodzone mięśnie, podróz˙ując przez pół kra- ju bez środków przeciwbólowych. – Dobrze się pan czuje? – Jasna blondynka o wy- glądzie szesnastolatki i piegach na nosie podeszła bliz˙ej. – Niech pan usiądzie. Mógłby przysiąc, z˙e znosi ból z kamienną twarzą. Spojrzał w jej pełne niepokoju oczy. – Nie muszę siadać. – Panie Tremayne, jestem pielęgniarką i wiem, z˙e trzeba usiąść, z˙eby się nie przewrócić. – Wskazała ręką na stopnie wiodące na ganek pokaźnego białego budynku. – Tam jest cień. – Doktorze Tremayne... – Słucham? – Gdy siadała na schodku, z domu wypadł uradowany seter. Nick Tremayne bezwiednie pogładził psa, po czym odwrócił się niezgrabnie, by usiąść obok niej. – Niewaz˙ne. Mów mi Nick. – Odczuł bezgranicz- ną ulgę i mimo z˙e przysięgał sobie, z˙e nikt nie zoba- czy, jak cierpi, zdrową ręką zaczął masować nad- weręz˙one mięśnie nogi. – Nick. Jasne! – Uderzyła się w czoło. – Przypo- minam sobie. Shane pisał o tobie w kilku listach. Jesteś chirurgiem traumatologiem, prawda? Spochmurniał. Nie wolno mu zapominać, po co tu przyjechał. By wyrazić współczucie dziewczynie Shane’a. – Byłem. – Juz˙ nie jesteś? – Niezupełnie. – Potrząsnął głową. Otworzył dłoń, po czym zacisnął ją w pięść. Ramię słuchało go w większym stopniu niz˙ noga, ale daleko mu jeszcze
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Powrót do życia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: