Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00362 007256 13464369 na godz. na dobę w sumie
Powrót wiosny - ebook/pdf
Powrót wiosny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875864 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Nigdy więcej nie będę nianią! – postanawia Jaqui, która po utracie posady nie może zapomnieć o wychowance. W dniu wyjazdu na wakacje do Hiszpanii przyjmuje ostatnie, bardzo pilne zlecenie - musi odwieźć małą Maisie do babci. Jednak w ponurej rezydencji zamiast miłej staruszki czeka na nie gburowaty i stroniący od ludzi ojciec dziewczynki. Takiemu człowiekowi nie można powierzyć dziecka, dlatego Jaqui postanawia zmienić pierwotne plany...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 4 0 5 1 R N ISSN 1641-5736 9 771641 573031 1 Liz Fielding Powrót wiosny 04-RO-1.indd 3 04-RO-1.indd 3 2/22/07 11:19:43 AM 2/22/07 11:19:43 AM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Liz Fielding Powrót wiosny Tłumaczyła Adela Drakowska Drogie Czytelniczki! Już kwiecień, zapowiedź słonecznych i ciepłych dni, kiedy rozkwita nie tylko przyroda, ale i uczucia. Bohaterki naszych powieści spotkały miłość, może i Wy powinnyście zaufać sercu. W kwietniu przygotowałam dla Was bardzo ciekawą ofertę. Szczególnie polecam pierwszą część miniserii Siostry McIvor. Jestem pewna, że i w tym miesiącu ROMANS przyniesie Wam wiele radości. A oto wszystkie propozycje na kwiecień: W pełnym słońcu – pierwsza część miniserii Siostry McIvor. Czy Darcy, najstarsza z klanu, zaufa mężczyźnie, który przed laty boleśnie ją zranił? Małżeńska przygoda – pełna humoru opowieść o dziewczynie, która marzyła o nudnym, spokojnym życiu, lecz los chciał inaczej. Powrót wiosny – zgorzkniały samotnik spotyka kobietę, która zmusi go, by znów otworzył serce. Wielka wygrana – czyli wspaniały przepis na to, jak uratować związek. Cztery serca, Weselna wróżba (DUO) – dwie opowieści o bardzo nieufnych mężczyznach, którzy bali się emocjonalnego zaangażowania. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Liz Fielding Powrót wiosny Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: A Nanny for Keeps Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Anna Sarnecka, Władysław Ordęga © 2005 by Liz Fielding © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są (cid:31) kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak (cid:31) rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra(cid:31) a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3076-4 Indeks 360325 ROMANS – 901 ROZDZIAŁ PIERWSZY Jacqui Moore starała się przeniknąć wzrokiem nisko zawieszone, kłębiaste chmury, by utrzymać swój bezcenny samochód na krętej, obrzeżonej kamiennym murem dro- dze, zbyt wąskiej, by czuła się za kierownicą swobodnie. Nie po raz pierwszy tego dnia żałowała, że przystała na tę propozycję. – Tylko na chwilę zaopiekujesz się dzieckiem, Jacqui. To nic trudnego dla osoby tak doświadczonej jak ty. – Nie jestem nianią. Już nie. – To tylko dwie godziny – ciągnęła Vickie Campbell, jak- by Jacqui w ogóle się nie odzywała. – Nie prosiłabym cię o to, gdyby nie zupełnie wyjątkowa sytuacja. Selina Talbot jest naszą specjalną klientką. – Selina Talbot? – Nareszcie mnie słuchasz – zauważyła Vickie z satysfakcją. – Wiesz, że zaadoptowała osierocone dziecko uchodźców? – Tak, widziałam jej zdjęcie w „Celebrity”. – Szukamy dla niej kogoś naprawdę dobrego. – Tak? – Jacqui żachnęła się gwałtownie. – A więc dla- czego jedna z twoich cudownych niań nie zajmie się jej małą córeczką? – Właściwie mam już odpowiednią kandydatkę, ale jest na wakacjach. 6 Liz Fielding – Na wakacjach! Co za ciekawy zbieg okoliczności. Nie wiem, czy sobie przypominasz, ale prosiłaś mnie, żebym do ciebie wpadła w drodze na lotnisko. – Jacqui położy- ła znamienny nacisk na ostatnie słowo. – Powiedziałaś, że masz do mnie ważną sprawę. – Ach tak. – Vickie otworzyła szu/ adę biurka i podała jej grubą kopertę. – Od państwa Gilchrist. Jacqui rozdarła kopertę, opatrzoną znaczkiem z Hong- kongu, i wysypała zawartość na dłoń. Wizytówka spadła na podłogę. Podniosła ją i z lękiem odwróciła. Przeczyta- ła wiadomość. Mrugając gwałtownie, pochyliła głowę, jakby chciała wymazać ten widok sprzed oczu. – Co się stało? Czy Gilchristowie przysłali ci jakąś pa- miątkę? – Coś w tym rodzaju – wykrztusiła Jacqui. Vickie wyjęła jej z ręki mały przedmiot. – Och, to bransoletka na breloczki. Zaczęli kolekcję od maleńkiego serduszka. Jakie śliczne… – Odwróciła bran- soletkę do światła i zmrużyła oczy. – Tu jest coś wygrawe- rowane… „Zapomnij i uśmiechnij się”. – Zmarszczyła brwi. – Co to znaczy? – To znany cytat z Christiny Rossetti – mruknęła Jacqui. – Lepiej zapomnieć i uśmiechnąć się, niż pamiętać i się smucić. – Och, tak… Rozumiem. – Potem Vickie dodała: – Mo- że to i dobra rada. – Tak – przyznała Jacqui. – Wiem, jak bardzo przeżyłaś jej utratę, Jacqui – powie- działa Vickie. – Po tym, co dla niej zrobiłaś, ona nigdy cię nie zapomni.. Powrót wiosny 7 Dobrze wiedziała, ile zrobiła. Już nigdy więcej nie po- dejmie takiego ryzyka. – Zapiąć? Jacqui wyciągnęła rękę, a Vickie zapięła jej bransoletkę. Byłoby dziwne, gdyby schowała ją do koperty. – No cóż – powiedziała – już pójdę. – Nie spiesz się. Twój samolot odlatuje dopiero za parę godzin. A ponieważ kupiłaś bilet na tanią linię, wygląda na to, że potrzebujesz pieniędzy. Od miesięcy nie pra- cujesz. – Od miesięcy nie pracuję dla ciebie – poprawiła ją Jacqui. – Tak jak zamierzałam. Ale zatrudniłam się w pewnym mi- łym, małym biurze. Ustalone godziny pracy, wolne weekendy i całkiem niezłe pieniądze. Vickie z niedowierzaniem przewróciła oczami. – Poprosili mnie, abym została – dodała Jacqui. – Na stałe. – Nie mogło być tak wspaniale, skoro się wycofałaś. Jacqui doskonale wypełniała swoje obowiązki, jednak praca była nużąca i monotonna. Nienawidziła każdej spę- dzonej w biurze minuty, lecz potulnie harowała przez sześć miesięcy. No i wreszcie miała dość. Będzie musiała spró- bować czegoś innego. Może jej rodzina miała rację? Dwa tygodnie wakacji da jej czas na podjęcie decyzji, co zrobić z resztą życia. – Będziesz przejeżdżać obok tego domu – nalegała Vi- ckie, wdzierając się w jej myśli. – Doprawdy? Autostrada biegnie prosto przez Little Hinton, nieprawdaż? – Niezupełnie, ale niewiele trzeba zboczyć. Wieś znajdu- je się najwyżej osiem kilometrów od najbliższego zjazdu. 8 Liz Fielding – Osiem? Chyba w linii prostej! – No, może dziesięć. Pokażę ci na mapie. – Dziękuję, i tak tam nie wstąpię. – Będę z tobą szczera… – Co za miła odmiana. – Liczę na ciebie. Och, błagam cię… Selina Talbot przy- jeżdża lada moment. Muszę mieć czas na znalezienie ko- goś odpowiedniego. – Jeśli lubisz działać w stylu Machiavellego, powinnaś mieć plan awaryjny. – Proszę cię. To tylko przelotne zajęcie. Nie zostawisz przecież małej, zapłakanej dziewczynki w moim biurze, prawda? Jacqui tak mocno zacisnęła dłoń wokół łańcuszka, aż zaczęła odczuwać ból. – Przeżyję to. – Proszę cię, Jacqui. Mam spotkania, wywiady… – I biuro pełne pracowników. – Którzy są bardzo zajęci. Po prostu odwieź Maisie do domu jej babci, a potem możesz jechać do ciepłych krajów i na dwa tygodnie zapomnieć o naszym deszczu. – Myślisz, że wzbudzisz we mnie poczucie winy? – spy- tała Jacqui z nonszalancją. Wprawdzie wakacje nie były jej pomysłem, tylko rodzi- na na nie nalegała, ale Jacqui i tak już dojrzewała do tej myśli. Cóż, każdego ranka przeglądała się w lustrze. Po- winna wyjść i zostawić Vickie z całym tym jej bałaganem. – Zapłacę ci podwójnie. – Musisz być naprawdę zdesperowana. – A gdy wrócisz – ciągnęła Vickie, jakby Jacqui w ogóle się nie odzywała – pogadamy o twojej przyszłości. Powrót wiosny 9 – Nie mam żadnej przyszłości – oświadczyła gwałtow- nie Jacqui, podejrzewając, że własne sprawy wymykają jej się spod kontroli. Zgodziła się przyjechać do agencji po drodze na lotni- sko tylko po to, by powiedzieć Vickie prosto w oczy, żeby na zawsze wykreśliła ją ze swoich rejestrów. Ostatecznie i nieodwołalnie. Koniec z nagrywaniem na jej sekretarkę kuszących propozycji pracy. W słonecznej Hiszpanii będzie przynajmniej z dala od takich pokus. – W każdym razie jako opiekunka do dzieci – dodała, kierując się do drzwi. – Przyślę ci pocztówkę. Vickie skoczyła na równe nogi, gotowa zagrodzić Jacqui drogę do wyjścia, gdy w drzwiach stanęła Selina Talbot – wysoka, piękna blondynka, warta tych milionów dolarów, które zarobiła, pracując jako topmodelka w znanej (cid:31) rmie kosmetycznej. Maisie, jej sześcioletnia adoptowana córka – znana z se- tek kolorowych zdjęć w magazynach, przedstawiających „szczęśliwą rodzinę” – stała u jej boku. Mała dziewczynka nie miała na sobie normalnego, wy- godnego ubrania, jakie włożyłaby jej na podróż każda nor- malna niania. W białej, szerokiej sukience z tiulu, prze- pasanej szarfą – stanowiącej znakomity kontrast dla skóry w kolorze ciemnej czekolady – oraz w białych rajstopach i satynowych pantofelkach wyglądała jak mała księżnicz- ka. Całości dopełniała błyszcząca tiara na czubku pokrytej lokami głowy. Brakowało tylko skrzydeł. Jednym paluszkiem trzymała matkę za palec. W drugiej rączce miała białą torbę z lnu, na której widniała satynowa aplikacja z jej imieniem. Logo designera wyha8 owane ta- 10 Liz Fielding kim samym kolorem świadczyło, że było to unikalne dzie- ło wykonane dla małej modelki. U większości znanych Jacqui małych dziewczynek – a poznała ich sporo – w pięć minut taki strój byłby brud- ny i wygnieciony. Ale Maisie Talbot prezentowała się jak lalka z wystawy. Większość dzieci, które zostawały pod opieką obcych ludzi – a Jacqui mnóstwo razy była tą „obcą osobą” – z roz- paczy czepiałoby się swoich matek. Ale Maisie stała spokojna, milcząca i opanowana. Selina Talbot zaś pocałowała powietrze nad głową córki i – wy- słuchawszy Vickie, która szybko przedstawiła Jacqui Moore jako „doświadczoną nianię, o której pani opowiadałam” – podała jej białą torbę podręczną i wyszła, nie okazując żad- nych oznak matczynego niepokoju. Jacqui, pod wpływem nagłego współczucia dla tego dziecka–lalki, zapragnęła wziąć małą na ręce i uściskać. Jednak impuls zgasł, gdy spojrzała w oczy Maisie. Odbijał się w nich wystudiowany chłód, taki sam jak w spojrzeniu jej matki na paryskich wybiegach. – Chciałabym już iść, Jacqui – odezwała się Maisie wynio- śle i podeszła do drzwi, czekając, aż ktoś je dla niej otworzy. Potem ze zniecierpliwieniem uderzyła stopą w podłogę. Vickie Campbell bezgłośnie powtarzała słowo „proszę”. Jacqui naprawdę miała wielką ochotę wyjść, pozostawiając ją z tym problemem. I to nie błagalna mina Vickie spra- wiła, że zmieniła decyzję. Nie potra(cid:31) ła odrzucić dziecka, które pomimo pozorów chłodu i opanowania wyglądało na ogromnie samotne. – Jesteś mi winna przysługę, Vickie – poddała się w koń- cu, niezdolna odeprzeć ataku z dwóch stron. Powrót wiosny 11 – Zgoda. – Vickie uśmiechnęła się z ulgą. – Koniecznie odwiedź mnie po powrocie, a dostaniesz pracę, którą bę- dziesz zachwycona. Czyżby wpadła w starannie zastawioną pułapkę? – Chodźmy, Maisie, zanim założą mi blokadę na koła. – Czy to twój? – spytała dziewczynka z niesmakiem, gdy podeszły do starego volkswagena. – Mój. – Jacqui otworzyła drzwi. – Podróżuję tylko mercedesami – oświadczyła dziew- czynka. Jacqui dobrze wiedziała, dlaczego Vickie obawiała się zostać sam na sam z Maisie Talbot. – To jest mercedes – oznajmiła z wigorem. – Nie wygląda. – Doprawdy? Po prostu ma dziś swój nieformalny dzień. Maisie zmarszczyła brwi. – Co to jest nieformalny dzień? Jacqui zdążyła pożałować, że nie trzymała języka za zę- bami. Musi uważać, gdy następnym razem będzie usiłowa- ła przechytrzyć małą. – To taki dzień, gdy możesz pójść do pracy ubrana na przykład w dżinsy zamiast w kostium. – Dlaczego ktoś chciałby to robić? – Dla zabawy. – Ale ponieważ ideałem zabawy Maisie było strojenie się, dodała: – Och, czasami po to, żeby ze- brać pieniądze na jakiś zbożny cel. Dorośli płacą za to, że przychodzą do pracy ubrani jak im się podoba. Czy na przykład nie chciałabyś zamiast szkolnego mundurka wło- żyć do szkoły tę sukienkę i jednocześnie zebrać trochę pie- niędzy? 12 Liz Fielding – Ja nie chodzę do szkoły. – Nie chodzisz? – To nauczyciel do mnie przychodzi. – I dodała: – Czy właśnie dlatego nie nosisz odpowiedniego uniformu? Ubrałaś się tak, żeby wpłacić pieniądze na jakiś cel? Jacqui, która nigdy nie nosiła żadnego uniformu, pomi- nęła tę uwagę milczeniem i zaczęła robić w samochodzie porządki. Zebrała z tylnego siedzenia papierki po cukier- kach, następnie postawiła białą torbę obok swojej i powie- działa: – Wskakuj, Maisie, i zapnij pas. Mała weszła do środka jak księżniczka do rolls–royce’a i ostrożnie rozpostarła sukienkę na siedzeniu. Dopiero gdy była zadowolona z efektu, pozwoliła zapiąć sobie pas. Jacqui spróbowała nawiązać rozmowę: – Czy też chcesz zostać modelką, tak jak mama? – Już to robiłam, ale to strasznie nudne. – Maisie posłała jej spojrzenie pełne irytacji. – Słyszałam o tym. – Jacqui siadła za kierownicą, włą- czyła silnik i ruszyła z miejsca. – Gdy dorosnę, zamierzam zostać lekarzem tak jak… – Jak kto? Ale Maisie nie odpowiedziała. Wyjęła ze swojej torby odtwarzacz CD i włożyła słuchawki do uszu, dając do zro- zumienia, że zakończyła konwersację. Świetnie, pomyślała Jacqui. Zaczynała się przyzwyczajać do podróży bez niekończącej się dziecięcej paplaniny. – Jesteśmy na miejscu, Maisie – powiedziała, skręcając na rondzie w kierunku Little Hinton. – Nie, jeszcze nie. – Maisie nawet nie podniosła oczu. Oczywiście miała rację. Powrót wiosny 13 Wioska znajdowała się w odległości raczej piętnastu niż ośmiu kilometrów od autostrady, ale łatwo ją było znaleźć. Był tam sklep, poczta, pub i mała szkoła, gdzie dzieci ba- wiły się na boisku, oraz domy rozrzucone wśród zieleni. W ciągu pięciu minut Jacqui sprawdziła je wszystkie i wca- le się nie zdziwiła, że nie znalazła pomiędzy nimi Samot- nego Szczytu. Wioska znajdowała się w niewielkiej dolinie, za któ- rą wznosiło się pasmo wzgórz tonących w nisko zawie- szonych chmurach. Nietrudno było zgadnąć, że rezyden- cja nosząca nazwę Samotny Szczyt musiała znajdować się gdzieś tam. – Niewielkie zboczenie z drogi… – mruknęła pod no- sem, zatrzymując się przed sklepem. – Możesz zapomnieć o pocztówce, Vickie Campbell. – Mówiłam ci, że to jeszcze daleko – wtrąciła Maisie. – To prawda. – Tam! – Wskazała wzgórza tonące we mgle. – Poczekaj, spytam o drogę. – Znam drogę. Powiedziałam ci, że to tam, na górze. – Poczekaj, zaraz wracam. Dziewczynka wzruszyła ramionami i założyła słuchaw- ki na uszy. – Samotny Szczyt? Jedzie pani do Samotnego Szczytu? – Spojrzenie pełne wątpliwości, jakim obrzuciła ją ekspe- dientka, nie podziałało na Jacqui krzepiąco. – Czy tam się pani spodziewają? Jacqui miała na końcu języka niezbyt uprzejmą ripostę, ale na prowincji ludzie na ogół byli wścibscy, a ona potrze- bowała wskazówek. – Tak, spodziewają się mnie. 14 Liz Fielding – Może pani przy okazji zawieźć im korespondencję? – Nie czekając na odpowiedź, sprzedawczyni podała rekla- mówkę pełną poczty. – Jeśli udzieli mi pani wskazówek. Jestem trochę spóź- niona. – Oczywiście. Niech pani tylko nie pędzi w górę tą dro- gą. Nigdy nie wiadomo, co się wyłoni zza zakrętu. Kiedyś spotkałam lamę… – Ekspedientka wyprowadziła Jacqui ze sklepu i zaczęła objaśniać: – Pojedzie pani tędy, za szkołą skręt w lewo i w górę. Tam jest jeden dom. Nie można się zgubić. Ale naprawdę proszę uważać. Niebo jest pochmur- ne, a droga pełna kolein i dziur. Dobra tylko dla wozów terenowych. – Obrzuciła volkswagena powątpiewającym spojrzeniem. Gdy spostrzegła Maisie, spytała: – Czy to…? – A potem sama zdecydowała, że tak, więc dodała: – Praw- dziwa z niej laleczka, prawda? Jej matka tak samo wygląda- ła w jej wieku… Nie, nie całkiem tak samo… – Być może zrozumiawszy, że jej słowa mogą mieć rasistowski posmak, dodała: – Zawsze wyglądała jak mała księżniczka. – Dziękuję za wskazanie drogi. – Jacqui uśmiechnęła się przyjaźnie. – I za przestrogi. Będę uważać na dziury. I na lamy. Naprawdę uważała. Zaciskając zęby, wolniutko wspina- ła się pod górę, a wycieraczki ledwie nadążały ściągać bło- to klejące się do szyby. – Już prawie jesteśmy na miejscu – powiedziała krze- piąco bardziej do siebie niż do Maisie, która ignorowała wstrząsy jak prawdziwa mała księżniczka. Tortura ciągnęła się jeszcze przez kilometr. Jacqui z na- pięcia zesztywniały ramiona. Gdy zakiełkowała jej myśl, że przegapiła dom albo w ogóle pojechała złą drogą, nag-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Powrót wiosny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: