Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00383 005824 14493102 na godz. na dobę w sumie
Pozdrowienia z Rosji - ebook/pdf
Pozdrowienia z Rosji - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 217
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8135-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Karina od miesięcy ucieka i powoli oswaja się z myślą, że już nigdy nie wróci do Moskwy… Groźny i wpływowy człowiek, który kazał zamordować jej męża, ma wszędzie swoich szpiegów. Nawet w Stanach, dokąd ściągnął ją ojciec chrzestny. Kiedy i on zostaje zabity, Karina składa swój los w ręce jego syna Viktora. To jedyna przyjazna dusza w obcym i wrogim świecie. Viktor namawia Karinę, by postarała się o stały pobyt w USA, najlepiej poprzez fikcyjne małżeństwo. Wybrał już nawet kandydata – swego najlepszego przyjaciela Luke’a Hubbarda…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Kerry Connor Pozdrowienia z Rosji Tłumaczył Jacek Żuławnik Tytuł oryginału: Trusting a Stranger Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2008 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Janina Krawczyk Korekta: Małgorzata Narewska, Janina Krawczyk ã 2009 by Kerry Connor ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8135-3 PROLOG Gwałtowny podmuch wiatru targnął pozbawio- nymi liści gałęziami, które z impetem uderzyły w szybę. Odbiły się od szklanej tafli ledwie kilka centymetrów od twarzy Kariny, nawet jednak nie mrugnęła okiem. Miała na głowie zbyt wiele praw- dziwych zmartwień, z˙eby przejmować się jakimś tam wiatrem. Jak kaz˙dego dnia od przyjazdu do Stanów Zjed- noczonych wpatrywała się w ulicę za oknem. Ob- serwowała sunące ulicą samochody, lustrowała przechodniów. Właściwie nie wiedziała, dlaczego nieodmiennie czuwa w milczeniu przyklejona do szyby, poniewaz˙ tak naprawdę nie było na co pat- rzeć. Gdyby niebezpieczeństwo, którego z niepo- kojem wypatrywała, faktycznie miało nadejść, ra- czej nie pojawi się od frontu, lecz wślizgnie chył- kiem tylnymi drzwiami. Odpowiedzi, które tak bar- dzo pragnęła znaleźć w głębi swej duszy, tam nie było. Nie wiedziała, co więcej mogła zrobić. Przyjechała do Stanów Zjednoczonych ponad miesiąc temu, na początku lutego. Od tego czasu widok za oknem prawie się nie zmienił, nadal było szaro i zimno. Zupełnie jak w Rosji o tej porze 6 KERRY CONNOR roku, pomyślała z nutką sentymentu. Za nic ma- jąc wszelką logikę, zapragnęła popatrzeć na nijaki obraz za oknem i przekonać samą siebie, z˙e nigdzie nie wyjechała i nadal jest w domu. To jednak trwa- ło tylko krótką chwilę, a rzeczywistość była inna. Karinie nie udało się zapomnieć, z˙e opuściła swój kraj, pamiętała doskonale, dlaczego to zrobiła. – Wychodzę. Nie przestraszyła się tubalnego głosu, który roz- legł się za jej plecami. A moz˙e była juz˙ zbyt odręt- wiała, by bać się czegokolwiek? Z wymuszonym uśmiechem odwróciła się, by spojrzeć w oczy ojcu chrzestnemu. Stał w drzwiach prowadzących do pokoju, miał na sobie płaszcz, wkładał rękawiczki. Był rosłym, silnym męz˙czyzną z rudawym zaros- tem okalającym szeroki, promienny uśmiech. Wy- czuła w jego zachowaniu napięcie, łudząco podob- ne do tego, które stało się jej udziałem. Nie potrafił ukryć niepokoju, zdradzał go wyraz oczu. Chociaz˙ nawet aluzyjnie o tym nie napomknął, Karina wie- działa, z jak duz˙ym nakładem sił i środków spro- wadził ją do Ameryki. Nienawidziła siebie za to, z˙e pokonała pół świata po to tylko, by rzucić pod nogi ojcu chrzestnemu własne problemy, ale cóz˙, tylko tu mogła znaleźć pomoc, nigdzie indziej. – Powinnaś wyjść ze mną – powiedział Sergei. – Zobaczysz miasto. Od przyjazdu nie ruszyłaś się z domu. – Dobrze się tu czuję. – Bezpiecznie, chciała dodać. POZDROWIENIA Z ROSJI 7 – Nie, wcale nie czujesz się tu dobrze – odparł z przyganą. – Ukrywasz się. – Mam powody. – Przywiozłem cię tutaj, z˙ebyś była bezpieczna, a nie po to, z˙eby ten budynek stał się dla ciebie więzieniem. – To zbyt przyjemne miejsce jak na więzienie – odrzekła znuz˙ona, bo po raz kolejny odgrywała tę samą scenę. Rozejrzała się po pokoju. Był pięknie udekoro- wany, podobnie jak pozostała część rezydencji Ser- geia. Zupełnie jak domy, które urządzała w Mosk- wie, kiedy jeszcze miała pracę i z˙ycie, które nie ograniczało się do tych czterech ścian. Lecz wszyst- ko się zmieniło. Nie zasługiwała na te luksusy. – Istnieje wiele rodzajów więzienia – powie- dział Sergei, patrząc na nią intensywnie. – Wiesz, Amerykanie mawiają, z˙e USA to kraj wolnych ludzi. – Uśmiechnął się lekko, dystansując się nie- co od tych słów, okraszając je nutą protekcjonal- nego rozbawienia. – To nie jest mój kraj – odparła ze smutkiem. – Mam prawo nie czuć się tutaj wolna. – Jesteś bezpieczna – powiedział z mocą. Tez˙ sobie to uparcie powtarzała, a jednak gdy usłyszała te słowa od Sergeia, poczuła wątpliwo- ści. Mimo to odparła: – Wiem. – Ale nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Sergei ujął jej dłonie. 8 KERRY CONNOR – Nie pozwolimy, z˙eby wygrał. Poczuła ucisk w z˙ołądku. Mógł powtórzyć to tysiąc, nawet milion razy, a wciąz˙ nie potrafiłaby mu uwierzyć. Opuściła głowę, by nie dostrzegł w jej oczach powątpiewania. Pocałował ją w czoło i wyszedł. Karina słuchała odgłosów kroków, a potem, gdy Sergei zamknął za sobą drzwi, pozwoliła, by ciepło jego słów i dotyku pomogło jej uwierzyć w zapew- nienia, których jej nie szczędził. Lecz i tak nie zdołał dotrzeć do głęboko ukrytego w Karinie zim- na, które wypełniało całe jej ciało. Objęła się ramionami, chociaz˙ uczucie chłodu nie miało nic wspólnego z panującą w pomiesz- czeniu temperaturą, i powoli wróciła na stanowis- ko przy oknie. Wiatr znów się wzmógł. Gałęzie drzew wyginały się na wszystkie strony niczym ramiona uwięzionej w konarach zjawy. Zalała ją kolejna fala wszechogarniającego nie- pokoju, którego, mimo nieocenionej pomocy Ser- geia, nie umiała się pozbyć. Była późna noc. Karina juz˙ dawno przeniosła się spod okna na sofę, gdy nagle usłyszała, jak ktoś coś mówi ostrym, ponaglającym tonem. Zmar- szczyła brwi, zła, z˙e ten hałas rozproszył jej myśli, choć przeciez˙ to, o czym dumała, wcale nie było przyjemne. Spojrzała na zamknięte drzwi. Bariera odgra- dzająca ją od zewnętrznego świata była gruba i so- POZDROWIENIA Z ROSJI 9 lidna, a jednak głosy brzmiały na tyle donośnie, z˙e doskonale je słyszała. Opadły ją tak dobrze znane złe przeczucia. Coś było nie tak. Z jednej strony chciała zostać na miejscu, od- grodzona kurtyną bezpieczeństwa od tego, co znaj- dowało się po drugiej stronie drzwi, zarazem jed- nak wiedziała, co się dzieje, co musi się stać. Mia- nowicie to, czego obawiała się od chwili, gdy Ser- gei przywiózł ją do tego domu. Niemal bezwiednie wstała z miejsca. W transie zmusiła się do przemierzenia pokoju i otwarcia drzwi. Na korytarzu ujrzała słuz˙ącą Sergeia. Gdy tylko ją zobaczyła, serce Kariny podeszło do gard- ła. Słuz˙ąca zasłaniała dłonią usta, na jej twarzy malowały się smutek, szok i przeraz˙enie. Karina juz˙ wiedziała, z˙e miała rację. – Co się stało? – zapytała obcym głosem. – Pan Yevchenko... nie z˙yje. To, z˙e spodziewała się takiej odpowiedzi, nie powstrzymało strasznej fali bólu. W głębi ducha miała rozpaczliwą nadzieję, z˙e przypuszczenia okaz˙ą się fałszywe lub tez˙, jez˙eli juz˙ koniecznie musiało się coś wydarzyć, to Sergei zostanie tylko ranny, ale przez˙yje. – Jak... jak to się stało? – Strzelanina. Wysiadał z samochodu i podje- chało drugie auto. Ktoś do niego strzelił. Oczywiście, przemknęło jej przez myśl. Tego nalez˙ało się po nich spodziewać. Nie zapytała, czy 10 KERRY CONNOR udało się ująć napastnika. Dobrze wiedziała, z˙e zrobili to tak, by nikt nie wpadł na ich trop. Stała nieruchomo jak wmurowana, niezdolna do jakiejkolwiek reakcji. Jedynie wpatrywała się tępo w przeraz˙oną twarz słuz˙ącej, świadoma, z˙e taki sam strach rysuje się równiez˙ na jej obliczu. Słuz˙ąca zaczęła coś mówić, jednak Karina nie słuchała. Właśnie wspominała ostatnie słowa Ser- geia. Jak na ironię, były to słowa pocieszenia. ,,Jesteś bezpieczna’’. ,,Nie pozwolimy, z˙eby wygrał’’. Nagle usłyszała jeszcze jeden głos. Głos, który zwykle odzywał się tylko w jej koszmarach. Był wyraźny, jakby ten człowiek stał tuz˙ obok i szeptał Karinie do ucha: – Ja zawsze wygrywam. ROZDZIAŁ PIERWSZY Karina wpatrywała się w zamknięte drzwi, pró- bując uspokoić rozszalałe serce. – Nie wiem, czy potrafię to zrobić. – A masz lepszy pomysł? – Viktor popatrzył na nią karcąco. – Nie. – Przeciez˙ gdyby miała, juz˙ by się nim pochwaliła. Bóg raczy wiedzieć, ile czasu w ze- szłym tygodniu spędziła na rozmyślaniu o tym, z˙e śmierć Sergeia nastąpiła z jej winy, o tym, jak trudno będzie jej bez niego przetrwać. To Viktor, syn Sergeia, wpadł na pomysł nawią- zania kontaktu z tym człowiekiem, jedyną osobą, która moz˙e pomóc Karinie. Całe jej z˙ycie. Nadzieja na ocalenie. Wszystko w rękach obcej osoby. Starając się nie przestępować nerwowo z nogi na nogę, spojrzała na Viktora. – Myślisz, z˙e on się zgodzi? – Nie wiem, choć zawsze jest szansa. Owszem, była szansa, choć nikła. Tym bardziej nikła, z˙e w grę wchodziło inne, całkiem ekstremal- ne, szalone rozwiązanie. Otóz˙ wcale nie była pew- na, czy przyjmie jego pomoc, nawet gdyby zaapro- bował jej ofertę. 12 KERRY CONNOR Lecz najpierw trzeba otworzyć drzwi i spotkać się z tym, który stał po drugiej stronie. Zerknęła za siebie, czując się niepewnie, jakby pozbawiona osłony. Viktor poszedł za jej przykładem. Nie spo- sób zapomnieć o śmierci Sergeia i nie poczuć się bezbronnym w takiej sytuacji. Wreszcie drzwi otwarły się. Podczas drogi z Waszyngtonu do Baltimore Vik- tor opowiedział jej co nieco o męz˙czyźnie, z któ- rym przyjechali się spotkać. Nie wspominał nic o jego wyglądzie, a ona nie pytała, poniewaz˙ w po- równaniu z całą resztą nie wydało jej się to szcze- gólnie istotne. Tak więc teraz mogła jedynie pat- rzeć w osłupieniu na powaz˙nego człowieka, który otworzył drzwi, i czekać, co zdarzy się dalej. – Viktor – z delikatnym uśmiechem odezwał się gospodarz. – Trochę minęło... – Zbyt duz˙o – odparł Viktor, przywołując na twarz cień czarującego uśmiechu, który Karina tak dobrze znała z ich wspólnego dzieciństwa. Kiedy podali sobie ręce, Karina miała czas, z˙eby dobrze przyjrzeć się nowo poznanemu męz˙czyź- nie. A więc to tak wygląda Luke Hubbard, stary znajomy Viktora. Jej jedyna szansa na ratunek. Próbowała wyobraz˙ać sobie, jak moz˙e wyglądać ten człowiek, ale okazało się, z˙e wyobraźnia prze- grała w starciu z rzeczywistością. Był potęz˙ny, wysoki i barczysty. Miał na sobie zwyczajną białą koszulkę polo i ciemne spodnie. Niewątpliwie był przystojny, choć jego twarz sprawiała zbyt surowe POZDROWIENIA Z ROSJI 13 wraz˙enie. Po wyglądzie sądząc, był rówieśnikiem Viktora, czyli miał około trzydziestu trzech lat. Viktor mówił, z˙e Luke pracował jako adwokat. Zajmował się prawem handlowym lub czymś po- dobnym, nie pamiętała dokładnie, w końcu to nie takie waz˙ne. Ale za to owszem, potrafiła go sobie wyobrazić jako nieprzejednanego przeciwnika w negocjacjach. Być moz˙e taki właśnie będzie w starciu z Solokovem. Oby. – Przykro mi z powodu tego, co spotkało twoje- go ojca – odezwał się Luke. – Dziękuję. – Viktor z nieskrywanym smut- kiem skinął głową. Od tragicznego zdarzenia minął zaledwie ty- dzień, więc Viktor był nadal w głębokiej z˙ałobie. Karina świetnie to rozumiała, tez˙ pogrąz˙ona w smutku, a takz˙e dręczona wyrzutami sumienia. Ojciec chrzestny zginął z jednego tylko powodu: próbował udzielić jej pomocy. A teraz przyszła prosić o to samo kolejnego człowieka. Chciała, by podobnie jak Sergei, dla jej bezpieczeństwa postawił na szali swoje z˙ycie. Po- czuła ukłucie winy. To nie w porządku tak an- gaz˙ować następną osobę, skłaniać do najwyz˙szego ryzyka. Tylko czy miała inny wybór? – Dziękuję, z˙e zgodziłeś się z nami spotkać. – Viktor objął ją w pasie i popchnął delikatnie do przodu. – Pozwól, z˙e przedstawię ci Karinę Andree- vnę Fedorovą. Nasze rodziny od dawna z˙yją z sobą w przyjaźni. Mój ojciec był jej ojcem chrzestnym. 14 KERRY CONNOR Zmusiła się do uśmiechu, kiedy Hubbard w koń- cu skupił na niej swoją uwagę, jednak uśmiech zamarł jej na ustach. Juz˙ w momencie, gdy ot- worzył przed nimi drzwi, zauwaz˙yła, z˙e Luke ma niebieskie oczy, lecz ta surowość oblicza była po- głębiona pozbawionym emocji, nieprzeniknionym wzrokiem... Zimny jak lód, pomyślała, czując lodowaty dreszcz. Jak Syberia. Spojrzała w te oczy, desperacko szukając w nich potwierdzenia, z˙e to jest ten właściwy człowiek, męz˙czyzna, który zgodzi się jej pomóc. Szukała w nich odrobiny ciepła, choćby cienia z˙yczliwości. Nie znalazła niczego takiego. W jego oczach była tylko zimna surowość. – Miło mi poznać – powiedział uprzejmym to- nem, jednak zachował absolutną rezerwę. Mruknęła coś niewyraźnie, skinęła głową. – Wejdźcie, proszę. – Usunął się na bok, wska- zał ręką. Starając się ukryć złe przeczucia, Karina weszła do domu. Viktor podąz˙ył za nią. Luke zaprowadził ich do salonu połoz˙onego na lewo od wejścia. Pokój był wyposaz˙ony w stylowe, lśniące meble i nowoczesny sprzęt elektroniczny, ale emanował takim samym bezosobowym, obojętnym chłodem, jak gospodarz. Brakowało rzeczy osobistych, foto- grafii, jakiejkolwiek personalizacji pomieszczenia. Trudno było znaleźć nawet ksiąz˙ki lub porozrzuca- ne po kanapie magazyny. Nic nie wskazywało na POZDROWIENIA Z ROSJI 15 to, z˙eby w ogóle ktoś tu mieszkał. Salon wyglądał sterylnie niczym pokój hotelowy. Kiedy usiedli – goście na kanapie naprzeciw- ko Luke’a – Karina próbowała przypomnieć so- bie wszystko, co Viktor powiedział jej o tym człowieku. Był adwokatem, i to zapewne odno- szącym sukcesy, sądząc po kosztującym krocie i bogato wyposaz˙onym domu. To zresztą z˙adna niespodzianka. Luke i Viktor poznali się na stu- diach w Yale, a zdobyty tam dyplom otwierał drzwi do kariery. Wiedziała tez˙, z˙e Luke był wdowcem. Kiedy tylko o tym pomyślała, odruchowo prze- niosła wzrok na jego dłoń. Brak obrączki. Czyli się zgadza. Viktor nie powiedział, kiedy umarła z˙ona Luke’a, ale Karina uznała, z˙e juz˙ jakiś czas temu, bowiem niezalez˙nie od okoliczności Viktor nie zwróciłby się z taką sprawą do kogoś, kto jest pogrąz˙ony w z˙ałobie. Nie, on musiał stracić z˙onę na tyle dawno temu, z˙e niewłaściwe by było, gdy- by nadal nosił obrączkę. Mąz˙ Kariny nie z˙ył od niecałych dwóch miesię- cy, a ona juz˙ schowała ślubną obrączkę. Uznała, z˙e w świetle tego, czego się o nim dowiedziała, praw- dy o tym, jakim w rzeczywistości był człowiekiem, i z uwagi na kłopoty, które zostawił jej w spadku, noszenie obrączki byłoby czymś kompletnie nie- stosownym. Zresztą nawet gdyby tak nie było, i tak bez z˙adnego oporu pozbyłaby się kawałka złota z palca. 16 KERRY CONNOR – Cóz˙ was sprowadza do Baltimore? – zapytał prosto z mostu Luke. – Potrzebujemy twojej pomocy – odparł równie otwarcie Viktor, choć głos lekko mu zadrz˙ał. Spra- wa nie była ani łatwa, ani prosta. – O co chodzi? – Po pierwsze, chciałbym, z˙ebyś obiecał, z˙e nikomu nic nie zdradzisz z naszej rozmowy. – Oczywiście – odparł Luke bez wahania. Ta przyjacielska reakcja odrobinę poprawiła Karinie samopoczucie. Viktor odetchnął głęboko. – W styczniu mąz˙ Kariny, Dmitri, został zamo- rdowany. Pracował dla Antona Solokova. Nie wiem, czy o nim słyszałeś. – Hm... – Luke zmarszczył brwi. – Raczej nie. – Jest jednym z najbogatszych ludzi w Rosji. Jak wielu innych, po upadku Związku Radziec- kiego szybko wdarł się na szczyty i zbił fortunę, najpierw na ropie, a potem na innych surowcach. – To tam umarł twój mąz˙? – zapytał Luke, na Karinę. spojrzenie przenosząc – W Rosji? lodowate – Tak, w Moskwie. – Za zamachem stał Solokov – dodał Viktor. – Zamachem... – powtórzył jak echo Luke. – Twierdzisz, z˙e twój mąz˙ zginął w zamachu? – Tak – odparła cicho. – Skąd ta pewność? – Pewnego wieczora przyszło do nas dwóch
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pozdrowienia z Rosji
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: