Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00292 016520 15999670 na godz. na dobę w sumie
Pożegnałem demona, anioła nie będzie - ebook/pdf
Pożegnałem demona, anioła nie będzie - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 89
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-364-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Pożegnałem demona, anioła nie będzie” jest książką o przezwyciężaniu choroby alkoholowej. Jest również opowieścią o trudnej przyjaźni między kobietą i mężczyzną, Ewą i Maćkiem, dwojgu ludzi uprawiających na kartach książki odważną autowiwisekcję. Ewa Klepacka-Gryz to terapeutka, autorka wielu książek z zakresu psychologii życia rodzinnego, zaś Maciej Kiełbasiński jest biznesmenem, który wszystko stracił wskutek picia, lecz podniósł się z upadku i zdecydowanie zerwał z nałogiem. W „Pożegnałem demona…” znajdziemy wiele pożytecznych szczegółów dotyczących wspólnot Anonimowych Alkoholików, przebiegu typowego uzależnienia i procedur umożliwiających powrót do normalnego życia. Przed laty nieco podobne dzieło stworzył prof. Wiktor Osiatyński, dając mu tytuł „Alkoholizm. Grzech czy choroba?” Ewa Klepacka i Maciej Kiełbasiński, odpowiadając niejako na pytanie Osiatyńskiego stwierdzają, że pijaństwo jest i grzechem, i chorobą. Nie można uleczyć się z alkoholizmu bez pomocy Siły Wyższej (tak ją nazywają). Tylko ona jest w stanie dać nam nowe siły. Dokładnie to samo zapisano w „Dwunastu krokach” Anonimowych Alkoholików.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Maciej Kiełbasiński Ewa Klepacka(cid:486)Gryz Po(cid:258)egnałem demona(cid:481) anioła nie będzie ŁATWA KSIĄŻKA O TRUDNYM ŻYCIU Motto: „Rzucić picie? To nic trudnego. Trzeba tylko zmienić całe swoje (cid:298)ycie.” Dla ka(cid:298)dego, kto pogr(cid:261)(cid:298)ony w chorobie alkoholowej, ogarni(cid:266)ty l(cid:266)kiem i samotno(cid:286)ci(cid:261), odnajdzie sił(cid:266) i wyzwoli si(cid:266) z cierpie(cid:276) uzale(cid:298)nienia. Ka(cid:298)demu, kto poprosi mnie o pomoc, b(cid:266)d(cid:266) towarzyszył przy ka(cid:298)dym kroku stawianym na trudnej drodze do trze(cid:296)wego (cid:298)ycia. MACIEJ KIEŁBASI(cid:275)SKI WST(cid:265)P Drogi Czytelniku! Ta ksi(cid:261)(cid:298)ka jest efektem eksperymentu. Bardzo ryzykownego eksperymentu. Tak przynajmniej twierdzi moja terapeutka. Pomysł na napisanie tej ksi(cid:261)(cid:298)ki zrodził si(cid:266) przypadkiem. Je(cid:286)li wierzysz, (cid:298)e w (cid:298)yciu nic nie dzieje si(cid:266) przypadkiem i wszystko, co nam si(cid:266) przydarza, ma jaki(cid:286) sens to... No wła(cid:286)nie. Najpierw było spotkanie, niespodziewane, po ponad 30 latach. Potem długie rozmowy, próba streszczenia swojego (cid:298)ycia, zaspokajanie wzajemnej ciekawo(cid:286)ci i wreszcie pomysł: „Mo(cid:298)e napiszemy razem ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266)?”. Dzi(cid:286) nawet nie jeste(cid:286)my w stanie przypomnieć sobie, które z nas pierwsze na ten pomysł wpadło. Uprzedzaj(cid:261)c pytanie „Dla kogo jest nasza ksi(cid:261)(cid:298)ka?” odpowiadamy, (cid:298)e dla ka(cid:298)dego. Dla „pechowców”, którzy przed laty, niczego nie(cid:286)wiadomi, si(cid:266)gn(cid:266)li po pierwszy kieliszek alkoholu, a dzi(cid:286) nie potrafi(cid:261) wyzwolić si(cid:266) z obsesji nałogowego picia. Dla „pocz(cid:261)tkuj(cid:261)cych”, którzy stawiaj(cid:261) pierwsze kroki na drodze trze(cid:296)wienia, ale te(cid:298) tych, którzy na tej drodze s(cid:261) ju(cid:298) od kilku, albo kilkunastu lat i od czasu do czasu zadaj(cid:261) sobie pytanie: „Co dalej?”. Dla ich rodzin, przyjaciół, znajomych i współpracowników. A tak(cid:298)e dla tych wszystkich, którzy maj(cid:261) ochot(cid:266) razem z nami w(cid:266)drować po labiryncie emocji. Bo ksi(cid:261)(cid:298)ka jest wła(cid:286)nie o emocjach. Wiele w niej rado(cid:286)ci, poczucia sukcesu, szcz(cid:266)(cid:286)cia, zachwytów, ale te(cid:298) l(cid:266)ku, cierpienia, niepokoju i w(cid:286)ciekło(cid:286)ci. Zupełnie jak w (cid:298)yciu. Miejscami bywa chaotyczna, wiele w(cid:261)tków si(cid:266) powtarza, trudno znale(cid:296)ć w niej konsekwentn(cid:261) chronologi(cid:266). Bo tak wła(cid:286)nie działaj(cid:261) emocje. Czy zdarzyło Ci si(cid:266) (cid:286)miać do łez, a za chwil(cid:266) płakać z bezsilno(cid:286)ci i poczucia braku sensu? Je(cid:286)li tak, to zrozumiesz nasz zamysł. My zrobili(cid:286)my swoje. Bywało trudno. Zdarzały nam si(cid:266) chwile zw(cid:261)tpienia, kryzysy i pytania „co dalej?”. Teraz Twoja kolej. Mo(cid:298)esz otworzyć t(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) w dowolnym miejscu, przeczytać fragment, poczuć, dopiero potem zrozumieć i... podj(cid:261)ć decyzj(cid:266), czy chcesz towarzyszyć nam od pocz(cid:261)tku do ko(cid:276)ca, strona po stronie. Maciek: Siedem lat temu urodziłem si(cid:266) na nowo. Trudno zrozumieć, ile rado(cid:286)ci mo(cid:298)e nie(cid:286)ć trze(cid:296)we (cid:298)ycie, bez do(cid:286)wiadczenia koszmarów uzale(cid:298)nienia. Zdrowiej(cid:266) ja, moja rodzina i całe moje otoczenie. Czuj(cid:266), (cid:298)e jestem w(cid:286)ród ludzi i jestem im potrzebny. Ale zawsze mo(cid:298)e zdarzyć si(cid:266) co(cid:286), co... Ewa: Moje (cid:298)ycie wydawało si(cid:266) być we wzgl(cid:266)dnej równowadze. Stabilna sytuacja zawodowa, rodzina, dom, ci sami od lat przyjaciele. I tylko czasami czułam lekki niepokój pomieszany z zaciekawieniem. Takie przeczucie, (cid:298)e za chwile wydarzy si(cid:266) co(cid:286), co... *** Siedzimy w warszawskiej knajpie o radosnej nazwie „P(cid:266)dz(cid:261)cy Królik”. Jest sobotni wieczór. Prawie wszystkie stoliki zaj(cid:266)te. Obok nas pary flirtuj(cid:261)ce przy kieliszkach wina, przyjaciółki, które wyskoczyły na kaw(cid:266), (cid:298)eby poplotkować, kumple z pracy, którym udało si(cid:266) wyrwać z domu na piwo. Wszyscy zaj(cid:266)ci rozmow(cid:261). Kelnerka bezszelestnie pojawia si(cid:266) przy naszym stoliku. Zamawiam col(cid:266), bez lodu, z cytryn(cid:261). Maciek prosi o kaw(cid:266) ze słodzikiem, zamiast cukru, col(cid:266) bez cytryny i… – Mo(cid:298)e lody, ale bez alkoholu. Bez alkoholu? Ile alkoholu mo(cid:298)e znajdować si(cid:266) w pucharku lodów? Wła(cid:286)ciwie to mam ochot(cid:266) na kieliszek białego wina, półsłodkiego. Nic z tego, jestem samochodem. Kiedy(cid:286) piłam tylko czerwone. Nie lubi(cid:266) słodkich alkoholi, (cid:298)adnych likierów, „ajerkoniaków” i tych wszystkich babskich trunków. Nie musz(cid:266) pić, spokojnie mog(cid:266) si(cid:266) obej(cid:286)ć bez alkoholu. Za to bez papierosów nie bardzo. Obydwoje palimy jak smoki. Mo(cid:298)e to zdenerwowanie? Podobno papieros „robi atmosfer(cid:266)”. Obłoczek dymu pozwala ukryć si(cid:266), kiedy kontakt z drugim człowiekiem staje si(cid:266) zbyt intensywny. A nasz jest, a(cid:298) za bardzo. Choć Maciek podczas rozmowy rzadko patrzy prosto w oczy, raczej ucieka wzrokiem, bł(cid:261)dzi po sali, to mówi w taki sposób, (cid:298)e nie da si(cid:266) odwrócić uwagi ani na chwil(cid:266). W pewnym momencie jest tak intensywnie, (cid:298)e musz(cid:266) wstać od stolika. – Przepraszam ci(cid:266), zaraz wróc(cid:266). – Jasne. Uff! Taki rozmówca to ekscytuj(cid:261)ce prze(cid:298)ycie, ale te(cid:298) trudne. No có(cid:298), nie widzieli(cid:286)my si(cid:266) od... 30 lat. Kiedy(cid:286)... Zreszt(cid:261) niewa(cid:298)ne. Umówmy si(cid:266), (cid:298)e to takie mniej lub bardziej zaplanowane spotkanie po latach dwojga znajomych, którzy kiedy(cid:286)... Mo(cid:298)e dlatego jest tak intensywnie. Trudno w ci(cid:261)gu jednego wieczora stre(cid:286)cić wydarzenia z tylu lat. Najwa(cid:298)niejsze, (cid:298)e jest ciekawie. I to bardzo. Bałam si(cid:266), (cid:298)e w pewnej chwili zabraknie nam tematów. Wła(cid:286)ciwie nawet umówiłam si(cid:266) sama ze sob(cid:261), (cid:298)e kiedy przejdziemy do rozmów o pogodzie: „zimno dzisiaj”, „dobrze, (cid:298)e nie pada, zapowiadali deszcze” itp., to wymkn(cid:266) si(cid:266) „po angielsku”. Skoro przez tyle lat (cid:298)adne z nas nie czuło potrzeby nawi(cid:261)zania kontaktu, mogliby(cid:286)my zako(cid:276)czyć na jednym spotkaniu. „Miło było ci(cid:266) zobaczyć” i takie tam okr(cid:261)głe zdanka, a potem ka(cid:298)de z nas wróci do swojego (cid:298)ycia. Póki co, tematów nam jednak nie brakuje. Rozmawiamy o naszych rodzinach, dzieciach, pracy. Obydwojgu nam nie było łatwo. Obydwoje jeste(cid:286)my w drugich zwi(cid:261)zkach, obydwoje mamy po troje dzieci, Maciek – córki, ja – trzech synów. Od czasu do czasu próbujemy nawi(cid:261)zywać do przeszło(cid:286)ci. Wła(cid:286)ciwie to on nawi(cid:261)zuje. Ja niewiele pami(cid:266)tam. – Pami(cid:266)tasz tego S., z którym byłem na tej imprezie zim(cid:261)? – Nie pami(cid:266)tam. – Ju(cid:298) nie (cid:298)yje, zapił si(cid:266) na (cid:286)mierć. Niezbyt dobrze pami(cid:266)tam imprez(cid:266), siebie sprzed 30 lat ani S., który zapił si(cid:266) na (cid:286)mierć. Po co o tym rozmawiamy? Nie lubi(cid:266) alkoholików. Uwa(cid:298)am, (cid:298)e alkoholizm to choroba ludzi o słabej woli. Kiedy na drugim roku studiów kole(cid:298)anki wybierały specjalizacj(cid:266) „z uzale(cid:298)nie(cid:276)”, ja wolałam psychologi(cid:266) kliniczn(cid:261) dorosłego. Mogłam pracować z psychicznie chorymi, ale nie z alkoholikami. Sama nigdy nie miałam problemu z alkoholem, ani mój ojciec, ani (cid:298)aden z moich facetów... Bo trzy piwa do kolacji, to chyba nic gro(cid:296)nego? Przecie(cid:298) w tak niewinny sposób pij(cid:261) wszyscy. Temat alkoholu powraca w naszej rozmowie jak bumerang. Dlaczego? Nie mam poj(cid:266)cia. Bo alkohol chyba trudno nazwać tematem zast(cid:266)pczym, jak rozmow(cid:266) o pogodzie? Chyba, (cid:298)e... Po pierwszym spotkaniu były nast(cid:266)pne. Jestem ciekawa ludzi, a mój znajomy sprzed lat to fascynuj(cid:261)cy m(cid:266)(cid:298)czyzna. Obydwoje nie mamy zbyt du(cid:298)o wolnego czasu. Praca, dom, obowi(cid:261)zki. Ale mamy telefony komórkowe i internet. Kr(cid:261)(cid:298)(cid:261) maile na ka(cid:298)dy temat, rozmowy przez telefon i sms-y; kiedy w ci(cid:261)gu dnia wydarzyło si(cid:266) co(cid:286) wa(cid:298)nego, które(cid:286) z nas przeczytało jaki(cid:286) ciekawy artykuł, zobaczyło jaki(cid:286) interesuj(cid:261)cy film. Szybko okazało si(cid:266), (cid:298)e mamy wiele wspólnych tematów... Temat alkoholu pojawiał si(cid:266) niemal przy ka(cid:298)dym kontakcie. Najpierw tak ostro(cid:298)nie. Kiedy na przykład kolejny raz siedzieli(cid:286)my w „naszym” „Króliku” i jaka(cid:286) para przy stoliku obok zamówiła wino do kolacji. – To taka polska tradycja. Wino do kolacji, przy tradycyjnym obiedzie, a na (cid:286)wi(cid:266)ta obowi(cid:261)zkowo. – No wiesz. Ludzie chc(cid:261) si(cid:266) odpr(cid:266)(cid:298)yć, zrelaksować po ci(cid:266)(cid:298)kim dniu. – Alkohol odpr(cid:266)(cid:298)a na chwil(cid:266), a potem... Pewnego dnia, w ostatniej chwili odwołałam nasze spotkanie. S(cid:261)siadka, któr(cid:261) znam wła(cid:286)ciwie z widzenia poprosiła, (cid:298)ebym zaj(cid:266)ła si(cid:266) jej siedmioletnim synkiem, „Bo widzi pani, m(cid:261)(cid:298) znowu wrócił po jednym gł(cid:266)bszym. Tak prosiłam, błagałam, obiecywał mi, (cid:298)e ju(cid:298) nigdy wi(cid:266)cej... Teraz (cid:286)pi i pewnie nie obudzi si(cid:266) do rana, ale mały boi si(cid:266) z nim zostać, a ja musz(cid:266) do pracy.” Całe osiedle wiedziało, (cid:298)e s(cid:261)siad „za kołnierz nie wylewa”. S(cid:261)siadka z synem nieraz w (cid:286)rodku nocy uciekała na klatk(cid:266) schodow(cid:261). Inne (cid:298)yczliwe osoby z osiedla radziły, (cid:298)eby „pogoniła drania”, wystawiła walizki za drzwi, zmieniła zamki. A ona tłumaczyła, (cid:298)e w gruncie rzeczy to dobry człowiek. Kiedy nie pije jest kochaj(cid:261)cym m(cid:266)(cid:298)em, czułym ojcem i... ma go wyrzucić na ulic(cid:266), jak psa? Daleka byłam od dawania rad, zwłaszcza, (cid:298)e z racji zawodu nieraz byłam zaczepiana na podwórku i pytana: „A co by pani, jako psycholog, zrobiła na moim miejscu?”. Ludziom trudno zrozumieć, (cid:298)e psycholog nie jest od tego, by być „na czyim(cid:286) miejscu”, a takie „podwórkowe porady” niewiele maj(cid:261) wspólnego z psychologi(cid:261). Syna s(cid:261)siadki wzi(cid:266)łam do siebie, z Maćkiem umówiłam si(cid:266) na nast(cid:266)pny dzie(cid:276). Byłam zdziwiona, (cid:298)e zapytał o s(cid:261)siadk(cid:266). Powiedział: „W takim przypadku pomóc mo(cid:298)e jedynie twarda miło(cid:286)ć. Sam przez to przeszedłem”. (???) Nie wiem jak to si(cid:266) stało, (cid:298)e zacz(cid:266)li(cid:286)my na ten temat rozmawiać... I tak, od słowa do słowa okazało si(cid:266), (cid:298)e mój dawny znajomy jest alkoholikiem, niepij(cid:261)cym od ponad siedmiu lat. Jak si(cid:266) wtedy poczułam? A jak Ty by(cid:286) si(cid:266) poczuł, Czytelniku? Spróbuj to sobie wyobrazić. Na pocz(cid:261)tku oczywi(cid:286)cie zbagatelizowałam problem. Nie byłam w stanie doszukać si(cid:266) analogii pomi(cid:266)dzy „trunkowym” s(cid:261)siadem, który po pijaku nieraz rozstawiał rodzin(cid:266) po k(cid:261)tach, i tym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261) w eleganckim garniturze, o wypiel(cid:266)gnowanych dłoniach, błyskotliwym dowcipie i oczach koloru morza po burzy. A mo(cid:298)e nie chciałam poznać bolesnej prawdy? Usłyszałam jedynie, (cid:298)e mówił o tym w czasie przeszłym. „Byłem..., miałem..., sko(cid:276)czyłem z tym... ”. W porz(cid:261)dku. Historia z przeszło(cid:286)ci. Podobnie jak była (cid:298)ona, kolejne kobiety, bł(cid:266)dy młodo(cid:286)ci i cała reszta. Chciałam być „tu i teraz”. Cieszyć si(cid:266) z relacji z dojrzałym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261), z którym cudownie mi si(cid:266) rozmawiało. Dzi(cid:286), po blisko roku naszej „odnowionej” znajomo(cid:286)ci ju(cid:298) wiem, (cid:298)e tamtego dnia (cid:298)ycie napisało pierwszy rozdział naszej historii. Ja – pełna ciekawo(cid:286)ci, zupełnie nie(cid:286)wiadoma tego, jaki scenariusz tym razem los nam przygotował, on – na pewno bardziej (cid:286)wiadomy, ale chyba te(cid:298) nie do ko(cid:276)ca. Je(cid:286)li wierzysz, (cid:298)e w (cid:298)yciu nie ma przypadków i ka(cid:298)de spotkanie z drugim człowiekiem jest w jakim(cid:286) celu, spróbuj wyobrazić sobie t(cid:266) relacj(cid:266): m(cid:266)(cid:298)czyzna, który przede wszystkim koncentruje si(cid:266) na (cid:298)yciu w trze(cid:296)wo(cid:286)ci i kobieta, która mimo, (cid:298)e psycholog, na temat alkoholizmu wie tyle, co przeci(cid:266)tny zjadacz chleba, czyli nic. Uzale(cid:298)nienie od alkoholu jest chorob(cid:261) niezawinion(cid:261), nieuleczaln(cid:261), przewlekł(cid:261), post(cid:266)puj(cid:261)c(cid:261) i (cid:286)mierteln(cid:261). Na dzisiejszym poziomie wiedzy medycznej i psychologicznej nie mo(cid:298)na si(cid:266) z niej w pełni wyleczyć. Człowiek uzale(cid:298)niony od alkoholu nigdy nie wróci do picia kontrolowanego. To choroba duszy, ciała i umysłu. *** Nasza znajomo(cid:286)ć rozwijała si(cid:266) intensywnie. Zupełnie, jakby(cid:286)my w ekspresowym tempie próbowali nadrobić stracony czas. Na dodatek poł(cid:261)czył nas wspólny temat. Podobno nie da si(cid:266) uciec przed przeznaczeniem, scenariuszem jaki napisał dla nas los. Czy to spotkanie po latach było naszym przeznaczeniem? Moja niech(cid:266)ć do problemu uzale(cid:298)nienia od alkoholu, zacz(cid:266)ła si(cid:266) przeplatać z ciekawo(cid:286)ci(cid:261) psychologicznego zgł(cid:266)bienia, a mo(cid:298)e raczej prób(cid:261) zrozumienia tematu. Starałam si(cid:266) przypomnieć sobie Maćka z „tamtych czasów”. Czy ju(cid:298) wtedy pił? Nie wiem, wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e nie. Na imprezie, któr(cid:261) wspominali(cid:286)my na pierwszym spotkaniu po latach, pił tyle, co wszyscy. Dzi(cid:286) na moje pytanie: „Kiedy to si(cid:266) zacz(cid:266)ło?”, u(cid:286)miechał si(cid:266) smutno i odpowiadał: „Zawsze zaczyna si(cid:266) niewinnie. Gdyby ka(cid:298)da osoba si(cid:266)gaj(cid:261)ca po swój pierwszy kieliszek była w stanie przewidzieć, (cid:298)e ma pecha i nie b(cid:266)dzie mogła pić bezkarnie, nie byłoby alkoholików”. Maciek rozbudził moj(cid:261) ciekawo(cid:286)ć, ale nie zawsze ch(cid:266)tnie chciał mówić o sobie. Chyba nie chodziło o wstyd. Cz(cid:266)sto powtarzał, (cid:298)e nie ma si(cid:266) czym chwalić. Ale ja chciałam zrozumieć i, mniej lub bardziej napastliwie, pytałam. Czasami dra(cid:298)niłam si(cid:266) z nim, mówiłam, (cid:298)e przesadza, przedstawia si(cid:266) w gorszym (cid:286)wietle ni(cid:298) jest w rzeczywisto(cid:286)ci. Kiedy indziej celowo nie dawałam si(cid:266) wci(cid:261)gn(cid:261)ć w rozmow(cid:266) o alkoholizmie. A on przygl(cid:261)dał mi si(cid:266) uwa(cid:298)nie, jakby zastanawiał si(cid:266), czy mo(cid:298)na mi zaufać i... Pewnego dnia przysłał mi mailem swój „piciorys”, czyli histori(cid:266) picia. Ka(cid:298)dy alkoholik lecz(cid:261)cy si(cid:266) z uzale(cid:298)nienia, na pewnym etapie terapii ma za zadanie napisać swój „piciorys” i przeczytać go na głos, w obecno(cid:286)ci innych uzale(cid:298)nionych. Zacz(cid:266)ło si(cid:266) niewinnie – pisał Maciek – w miejscu, które doskonale znałem z dzieci(cid:276)stwa. Kiedy miałem dwa, mo(cid:298)e trzy lata, wła(cid:286)nie tutaj babcia przyprowadzała mnie na spacery. Piaskownica, drzewa z rajskimi jabłuszkami, sklep zoologiczny z rybkami i kino, do którego chodziłem na poranki. Gdybym wtedy wiedział, (cid:298)e za 12 lat wła(cid:286)nie w tym miejscu wypij(cid:266) swoj(cid:261) pierwsz(cid:261) butelk(cid:266) taniego wina, to... Byłem nastolatkiem i szybko spostrzegłem, (cid:298)e alkohol ma jakie(cid:286) magiczne działanie, pozwala opanować l(cid:266)k, zapewnić lepszy kontakt z kolegami, z którymi wypicie piwa lub wina było wspólnym mianownikiem do zawarcia „cennej”, m(cid:266)skiej znajomo(cid:286)ci. W szkole (cid:286)redniej piłem ju(cid:298) systematycznie, co sobot(cid:266). Alkohol dodawał mi odwagi, zapewniał rang(cid:266) „duszy towarzystwa”, po kieliszku mijało poczucie wstydu, a zmiana nastroju nie wymagała jakich(cid:286) szczególnych zabiegów. Wystarczyło napić si(cid:266) wódki i napi(cid:266)cie emocjonalne mijało. Jakie to było proste. To rewelacyjne odkrycie towarzyszyło mi przez wiele lat. Dzi(cid:266)ki wódce nie doznałem bolesnych skutków dojrzewania. Moi koledzy z podwórka, czy szkolnej ławy uczyli si(cid:266) odpowiedzialno(cid:286)ci, prze(cid:298)ywali swoje nastoletnie stresy, młodzie(cid:276)cze dramaty i próbowali sobie z nimi jako(cid:286) radzić. Ja po ka(cid:298)dym niepowodzeniu piłem. Piłem tak(cid:298)e z rado(cid:286)ci. Wszystkie zdarzenia w moim (cid:298)yciu, którym towarzyszyły jakiekolwiek emocje, zalewałem alkoholem. Piłem w najmniej oczekiwanych momentach i wbrew logice. Przed trudn(cid:261) klasówk(cid:261), a potem egzaminem czy wa(cid:298)nym spotkaniem, w czasie podejmowania istotnych decyzji (cid:298)yciowych, w obliczu l(cid:266)ku i zdenerwowania. Szukaj(cid:261)c ucieczki przed jak(cid:261)kolwiek odpowiedzialno(cid:286)ci(cid:261), manipulowałem sob(cid:261) i (cid:286)wiatem, aby zapewnić sobie komfort picia. Niech(cid:266)tnie wyznaczałem sobie dalekosi(cid:266)(cid:298)ne cele, bo wymagały po(cid:286)wi(cid:266)cenia czasu i wytrwało(cid:286)ci, a moje kilkutygodniowe ci(cid:261)gi alkoholowe przekre(cid:286)lały mo(cid:298)liwo(cid:286)ć ich realizacji. W miar(cid:266) upływu czasu było coraz gorzej. „Pijackie jazdy” stawały si(cid:266) dłu(cid:298)sze, a wychodzenie z nich coraz bole(cid:286)niejsze. Odstawienie alkoholu powodowało okropnego kaca, delirium i bezsenno(cid:286)ć. Dr(cid:298)enie r(cid:261)k, nóg było nie do opanowania. Nie spałem po kilka dni i nocy. Le(cid:298)ałem patrz(cid:261)c w sufit i błagałem o bli(cid:298)ej nieokre(cid:286)lon(cid:261) pomoc, obiecuj(cid:261)c sobie, (cid:298)e to ostatni raz. Chodzenie po domu bez celu, za to z potwornymi wyrzutami sumienia i moralnym kacem, raz ko(cid:276)czyło si(cid:266) powodzeniem i dochodziłem do siebie na kilka dni, tygodni, czasem nawet miesi(cid:266)cy, a innym razem pora(cid:298)k(cid:261). Bywało, (cid:298)e wychodziłem z domu w (cid:286)rodku nocy po wódk(cid:266), (cid:286)wiadomy tego, (cid:298)e ulga b(cid:266)dzie tylko chwilowa, a jutro zacznie si(cid:266) wszystko od pocz(cid:261)tku. I ten potworny l(cid:266)k, który towarzyszył mi dosłownie przed wszystkim: niespodziewanym telefonem, nagłym dzwonkiem do drzwi, listonoszem, powrotem do pracy i konieczno(cid:286)ci(cid:261) tłumaczenia si(cid:266) z przedłu(cid:298)enia zaplanowanego urlopu, wzi(cid:266)tego wył(cid:261)cznie po to, (cid:298)eby pić do dna... Jak ka(cid:298)dy alkoholik, powoli traciłem kontrol(cid:266) nad ilo(cid:286)ci(cid:261) wypijanego alkoholu, a nawet nad tym, kiedy i z kim b(cid:266)d(cid:266) pił. Czasami ci(cid:261)gi alkoholowe rozpoczynałem niespodziewanie, bez (cid:298)adnej przyczyny. Innym razem do „pój(cid:286)cia w tango” układałem cały scenariusz. Brałem urlop, odkładałem gotówk(cid:266), szukałem racjonalnego powodu, (cid:298)eby si(cid:266) napić. Nazywałem to prób(cid:261) kontrolowania niekontrolowanego picia. Awantury domowe dopieszczałem do perfekcji, (cid:298)eby w efekcie trzasn(cid:261)ć drzwiami i i(cid:286)ć na wódk(cid:266) bez poczucia winy. Moje relacje z (cid:298)on(cid:261) pogarszały si(cid:266) z dnia na dzie(cid:276). Kochałem j(cid:261), widziałem jej bezradno(cid:286)ć i codzienny l(cid:266)k, kiedy wracała z pracy do domu, zastanawiaj(cid:261)c si(cid:266), co tym razem w nim zastanie. Mo(cid:298)e ju(cid:298) nie (cid:298)yj(cid:266), mo(cid:298)e spaliłem dom, zasypiaj(cid:261)c pijany z pal(cid:261)cym si(cid:266) papierosem? Zastaj(cid:261)c mnie pijanego, reagowała wybuchami zło(cid:286)ci i płaczu. Jedn(cid:261) z awantur pami(cid:266)tam, jakby to było dzi(cid:286). (cid:297)ona krzyczała, a ja byłem niewzruszony, nawet mnie to nie denerwowało, chyba nie czułem nic. Nie zareagowałem równie(cid:298), kiedy rzuciła si(cid:266) na mnie z pi(cid:266)(cid:286)ciami. W ko(cid:276)cu, z bezradno(cid:286)ci, wylała mi butelk(cid:266) wódki na głow(cid:266). A potem zaniemówiła ze strachu. Mo(cid:298)e bała si(cid:266), (cid:298)e j(cid:261) uderz(cid:266)? Ale ja nie biłem, nie awanturowałem si(cid:266) nawet wtedy, kiedy (cid:286)wiat wydawał mi si(cid:266) beznadziejny i okrutny. Wiedziałem, (cid:298)e (cid:298)ona za chwil(cid:266) pójdzie spać, a ja b(cid:266)d(cid:266) pił do rana. A rano uwierzy mi, (cid:298)e to było tylko jedno piwo, no, mo(cid:298)e dwa. I była jeszcze córka, 10-letnia dziewczynka, któr(cid:261) matka, wychodz(cid:261)c do pracy, prosiła: „Córeczko, przypilnuj tatusia, (cid:298)eby si(cid:266) nie napił”. W „dobrych” okresach potrafiłem nie pić przez osiem miesi(cid:266)cy. Najdłu(cid:298)ej nie piłem rok. W okresach mojej abstynencji panowała idylla. W domu był spokój, a ja „odrabiałem” straty spowodowane pija(cid:276)stwem. Przerwy w piciu umacniały mnie w przekonaniu, (cid:298)e nic si(cid:266) nie dzieje, (cid:298)e mog(cid:266) pić, skoro wytrzymuj(cid:266) bez alkoholu całe miesi(cid:261)ce. Sk(cid:261)d ten pomysł, (cid:298)e jestem alkoholikiem? Niestety po jakim(cid:286) czasie wracała obsesja i nadzieja na „kontrolowane picie”. Kolejny raz podejmowałem prób(cid:266) picia bez zagro(cid:298)enia „alkoholowym ci(cid:261)giem”. Ponownie nieudan(cid:261). (cid:297)ona prosiła, (cid:298)ebym co(cid:286) ze sob(cid:261) zrobił, poszedł si(cid:266) leczyć…. Leczyć? Na co? Uspokajałem j(cid:261), (cid:298)e cały (cid:286)wiat pije, jedni mniej, drudzy wi(cid:266)cej, a ja nie nale(cid:298)(cid:266) do wyj(cid:261)tków. Owszem, czasami faktycznie przesadzam z ilo(cid:286)ci(cid:261) wypijanego alkoholu, ale sam sobie z tym poradz(cid:266). Ile razy obiecywałem, (cid:298)e to ostatni raz! Nie bardzo wierzyłem w to, co mówi(cid:266), ale ci(cid:261)gle nie dopuszczałem do siebie my(cid:286)li, (cid:298)e jestem alkoholikiem. Choć w gł(cid:266)bi duszy coraz cz(cid:266)(cid:286)ciej bałem si(cid:266), (cid:298)e ju(cid:298) nie da si(cid:266) wysi(cid:261)(cid:286)ć z tej karuzeli. Moje własne odbicie w lustrze, rano, tu(cid:298) po obudzeniu, przyprawiało mnie o mdło(cid:286)ci. Miałem dosyć własnego widoku, picia, a tak(cid:298)e pracy i otaczaj(cid:261)cych mnie ludzi. Miałem 41 lat i straciłem poczucie sensu (cid:298)ycia. Było mi wszystko jedno co si(cid:266) stanie, czy b(cid:266)d(cid:266) miał prac(cid:266), pieni(cid:261)dze. Dzi(cid:286) my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e w gł(cid:266)bi duszy przygotowywałem si(cid:266) na najgorsze. Ta wizja najgorszego powracała jak bumerang. Ale wystarczył pierwszy kieliszek i w pijackich marzeniach znów stawałem si(cid:266) silnym facetem z wyrobion(cid:261) pozycj(cid:261) (cid:298)yciow(cid:261). Wmawiałem sobie, (cid:298)e jestem jak kot, który zawsze spada na cztery łapy i upajałem si(cid:266) własn(cid:261) pych(cid:261), podlewaj(cid:261)c j(cid:261) alkoholem. A potem nagle co(cid:286) si(cid:266) zmieniło. Nie we mnie, tylko w rodzinie. (cid:297)ona z dnia na dzie(cid:276) przestała si(cid:266) mn(cid:261) zajmować. W pierwszej chwili nawet si(cid:266) ucieszyłem, bo cieszyło mnie wszystko, co dawało komfort picia bez awantur i konieczno(cid:286)ci tłumaczenia, ile piw dzisiaj wypiłem. Ale znikn(cid:266)ły te(cid:298) obiady, ciuchy musiałem prać sam, a sterta niezapłaconych rachunków rosła w zastraszaj(cid:261)cym tempie. (cid:297)ona wychodziła z domu nie mówi(cid:261)c gdzie idzie, ani o której godzinie wróci. Lodówka (cid:286)wieciła pustkami. Gdzie jadały, ona i córka? Mo(cid:298)e u te(cid:286)ciowej? Po kilku dniach zacz(cid:261)łem odczuwać samotno(cid:286)ć. W szufladach biurka coraz cz(cid:266)(cid:286)ciej znajdowałem ulotki poradni leczenia uzale(cid:298)nie(cid:276), jakie(cid:286) poradniki dla (cid:298)on alkoholików. Czytałem z lekkim zaciekawieniem, ale na koniec, jak zwykle, kwitowałem to u(cid:286)mieszkiem i gło(cid:286)nym, cynicznym komentarzem, wygłaszanym do czterech (cid:286)cian ci(cid:261)gle pustego domu. Zauwa(cid:298)yłem równie(cid:298), (cid:298)e nasz(cid:261) „wspóln(cid:261) tajemnic(cid:266)” (cid:298)ona zacz(cid:266)ła, wr(cid:266)cz w sposób demonstracyjny, ujawniać. Jeszcze do niedawna, kiedy dzwonili moi, wiekowi ju(cid:298) rodzice, a ja byłem w pijackim cugu, mówiła, (cid:298)e mnie nie ma w domu, albo wymy(cid:286)lała jak(cid:261)(cid:286) inn(cid:261) bajeczk(cid:266), (cid:298)eby ich nie denerwować. Teraz mówiła prawd(cid:266): „Jest pijany i trudno z nim rozmawiać, ale oczywi(cid:286)cie mog(cid:266) oddać mu słuchawk(cid:266)”. A ja zdemaskowany, bełkocz(cid:261)c przepraszałem, (cid:298)e znowu si(cid:266) upiłem i składałem kolejne fałszywe obietnice, (cid:298)e to ostatni raz. Ostatni raz! To było zdanie- -klucz, w które sam coraz mniej wierzyłem. Pewnego poranka w przedpokoju pojawiły si(cid:266) spakowane walizki. Szybko domy(cid:286)liłem si(cid:266), (cid:298)e tym razem przeholowałem z piciem i (cid:298)ona wyprowadza si(cid:266) z domu. Przyst(cid:261)piłem wi(cid:266)c do ofensywy. Grzecznie poprosiłem o rozmow(cid:266). Byłem pewny, (cid:298)e i tym razem wycisz(cid:266) problem. Przecie(cid:298) byłem mistrzem (cid:286)wiata wagi ci(cid:266)(cid:298)kiej w oszustwie i manipulowaniu otoczeniem. Sprawa wymagała delikatno(cid:286)ci i dyplomacji. Kilka mocnych słów, takich od serca do serca, kilka obietnic, magiczne słówko „wybacz”, albo „przepraszam” i ciuchy wróc(cid:261) do szafy, ale... Niestety, tym razem si(cid:266) nie udało. Nie było krzyków, szanta(cid:298)u, ani łez. Chyba po raz pierwszy od dawna popatrzyłem (cid:298)onie prosto w twarz i... zrozumiałem, (cid:298)e (cid:298)arty si(cid:266) sko(cid:276)czyły. Wynegocjowałem tyle, (cid:298)e walizki pozostan(cid:261) w przedpokoju, spakowane, a ona pójdzie do pracy. Je(cid:298)eli po powrocie nie przekona si(cid:266), (cid:298)e naprawd(cid:266) chc(cid:266) si(cid:266) leczyć, odejdzie. Tu(cid:298) przed wyj(cid:286)ciem dała mi adresy poradni dla uzale(cid:298)nionych od alkoholu i przyznała, (cid:298)e od dłu(cid:298)szego czasu chodzi na spotkania grup terapeutycznych dla (cid:298)on alkoholików. Wtedy zrozumiałem sk(cid:261)d w domu pojawiły si(cid:266) te wszystkie ulotki, które jeszcze kilka dni temu tak mnie bawiły. Po chwili usłyszałem warkot odje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cego samochodu. Miałem 10 godzin na przemy(cid:286)lenie tego, co si(cid:266) stało i podj(cid:266)cie decyzji, co dalej. Chyba po raz pierwszy od wielu lat, w obliczu trudnego problemu, nie si(cid:266)gn(cid:261)łem po moje niezawodne lekarstwo na zmartwienia. Nie napiłem si(cid:266). Siedziałem i my(cid:286)lałem. O sobie, o tym jak doprowadziłem si(cid:266) do takiej ruiny, o krzywdzie jak(cid:261) wyrz(cid:261)dzam (cid:298)onie, córkom, rodzicom... Wyra(cid:296)nie, jak na kinowym ekranie, pojawiały si(cid:266) migawki z mojego (cid:298)ycia. Obraz matki, błagaj(cid:261)cej (cid:298)ebym nie pił, sceny z detoksu, kiedy le(cid:298)ałem pod kroplówk(cid:261) i marzyłem o tym, by zobaczyć córki z pierwszego mał(cid:298)e(cid:276)stwa, których, z powodu pija(cid:276)stwa, nie widziałem od dwóch lat. Tej projekcji w wyobra(cid:296)ni towarzyszyło dziwne uczucie bólu, ale nie fizycznego. Co(cid:286) (cid:286)ciskało mnie w gardle. Pojawiła si(cid:266) ch(cid:266)ć płaczu. Wyłem patrz(cid:261)c w sufit, a obraz przesranego (cid:298)ycia był coraz jaskrawszy. Nie napiłem si(cid:266), ale ci(cid:261)gle jeszcze nie wiedziałem, co teraz. Co mam robić? Cokolwiek: bo bezradno(cid:286)ć równała si(cid:266) si(cid:266)gni(cid:266)ciu po kieliszek. Przecie(cid:298) to był dobrze znany mi scenariusz. Mo(cid:298)e jedyny? Wzi(cid:261)łem do r(cid:266)ki słuchawk(cid:266), wykr(cid:266)ciłem numer kolegi, który kiedy(cid:286) leczył si(cid:266) w o(cid:286)rodku terapeutycznym. Wiedziałem, (cid:298)e od kilku lat nie pije. Przez łzy poprosiłem, (cid:298)eby co(cid:286) poradził, bo do(cid:286)ć mam ju(cid:298) wódy i samego siebie. Opisałem domow(cid:261) sytuacj(cid:266), opowiedziałem o spakowanych walizkach, postawionym ultimatum i... chyba w tym momencie podj(cid:261)łem decyzj(cid:266): „Id(cid:266) si(cid:266) leczyć!”. O dziwo, Krzy(cid:286)ka nie zaskoczył ani mój stan psychiczny, ani to, (cid:298)e prosz(cid:266) o pomoc. – Piłe(cid:286)? Bo je(cid:286)li tak, to nasza rozmowa nie ma sensu – powiedział. Zapewniłem, (cid:298)e jestem trze(cid:296)wy. Wtedy opowiedział mi swoj(cid:261) histori(cid:266): osobne sypialnie, gro(cid:296)ba rozwodu i wyjazd (cid:298)ony w rodzinne strony, jak najdalej od wiecznie pijanego m(cid:266)(cid:298)a. Ul(cid:298)yło mi. Krzysiek nie pił od czterech lat. Powiedział, (cid:298)e w miar(cid:266) upływu czasu sytuacja w domu wróciła do normy. Polecił mi terapi(cid:266) w o(cid:286)rodku stacjonarnym, w którym sam si(cid:266) leczył, dał numer telefonu i (cid:298)yczył powodzenia. Obudził we mnie nadziej(cid:266), (cid:298)e mo(cid:298)e i mnie si(cid:266) uda… W sumie od czterech lat był trze(cid:296)wy. To chyba namacalny dowód, (cid:298)e mo(cid:298)na odbić si(cid:266) od tego dna. Mo(cid:298)e uda si(cid:266) ocalić siebie, rodzin(cid:266), miło(cid:286)ć przykryt(cid:261) alkoholem, pych(cid:261), egoizmem i kłamstwem? Zerwać z twarzy mask(cid:266) kogo(cid:286), kim nigdy nie byłem? A jaki jestem? Nie wiedziałem o sobie nic. (cid:297)ona uwierzyła w moje starania, ale walizki stały spakowane jeszcze przez wiele dni. Na przyj(cid:266)cie do o(cid:286)rodka czekałem trzy tygodnie. Wcze(cid:286)niej miałem i(cid:286)ć na 10 mityngów Anonimowych Alkoholików. Tam pierwszy raz na głos przyznałem, (cid:298)e jestem alkoholikiem. Nie czułem wstydu, tylko ulg(cid:266) i wewn(cid:266)trzny spokój. Po raz pierwszy od wielu lat byłem uczciwy wobec samego siebie. Po schodach o(cid:286)rodka wchodziłem czuj(cid:261)c strach przed terapi(cid:261) i przera(cid:298)aj(cid:261)c(cid:261) wizj(cid:261), (cid:298)e ju(cid:298) nigdy nie wezm(cid:266) do ust alkoholu. Wydawało mi si(cid:266) to nierealne. Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie „piciorysu”, miałam m(cid:266)tlik w głowie. Czułam (cid:298)al, (cid:298)e tak si(cid:266) Maćkowi w (cid:298)yciu „porobiło”, czułam te(cid:298) troch(cid:266) zło(cid:286)ci, dlaczego to przytrafiło si(cid:266) wła(cid:286)nie jemu. Snułam fantazje, (cid:298)e mo(cid:298)e gdyby wtedy do mnie zadzwonił, to... przynajmniej byłabym obok. I przede wszystkim poczułam ulg(cid:266), (cid:298)e to wszystko ma ju(cid:298) za sob(cid:261), ale... – Alkoholizm to choroba (cid:286)miertelna i nieuleczalna. To skaza na całe (cid:298)ycie – tłumaczył Maciek. Nie mogłam tego zrozumieć. Cał(cid:261) sob(cid:261) buntowałam si(cid:266) przeciwko etykietce: „Jestem alkoholikiem, nie pij(cid:266) od... lat”. Po co to? Dlaczego człowiek, który od tylu lat (cid:298)yje w trze(cid:296)wo(cid:286)ci, do ko(cid:276)ca swoich dni nie mo(cid:298)e zapomnieć o tym, (cid:298)e kiedy(cid:286) butelka wódki była sensem jego (cid:298)ycia? Jak, nie pozwalaj(cid:261)c sobie sko(cid:276)czyć z przeszło(cid:286)ci(cid:261), mo(cid:298)na (cid:298)yć i cieszyć si(cid:266) (cid:298)yciem? Robić plany, odnosić sukcesy, czerpać rado(cid:286)ć z seksu, wiosny za oknem, sukcesów dzieci? To jaki(cid:286) koszmar. Pomy(cid:286)lałam, (cid:298)e mo(cid:298)e bł(cid:261)d le(cid:298)y w nieskutecznym sposobie leczenia alkoholików. Statystyki s(cid:261) bezlitosne. Tylu ludzi, pomimo wielu lat abstynencji, wraca do nałogu. Dlaczego? – pytałam tak w ka(cid:298)dym zdaniu, a Maciek uparcie powtarzał, (cid:298)e w przypadku alkoholizmu to pytanie nie ma (cid:298)adnego sensu. – Od pierwszego dnia trze(cid:296)wo(cid:286)ci, nigdy nie pytam: „Dlaczego piłem?”, albo: „Po co?”. Natomiast ka(cid:298)dego dnia zadaj(cid:266) sobie pytanie: „Jak (cid:298)yć, (cid:298)eby nie si(cid:266)gn(cid:261)ć po kieliszek?”. Bo(cid:298)e, jak bardzo go rozumiałam. Czasami, kiedy patrzyłam na tego silnego m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266), który tłumaczył mi: „Jestem bezsilny wobec alkoholu”, miałam ochot(cid:266)... – wiem, (cid:298)e to dziecinne, ale kiedy(cid:286) napisałam mu w sms-ie, (cid:298)e chciałabym schować go do kieszeni, (cid:298)eby ju(cid:298) nigdy nic złego mu si(cid:266) nie stało. Bywały te(cid:298) dni, kiedy obiecywałam sobie, (cid:298)e ju(cid:298) (cid:298)adnych wi(cid:266)cej rozmów na temat alkoholu, (cid:298)e przecie(cid:298) to było i min(cid:266)ło, (cid:298)e teraz jest inaczej, (cid:298)e to chore tak ci(cid:261)gle wracać do tamtych dni, (cid:298)e ja si(cid:266) do tego nie nadaj(cid:266), nie rozumiem, nie potrafi(cid:266) pomóc, choć bardzo bym chciała... Pewnego dnia Maciek powiedział: – Gro(cid:296)b(cid:266) wódki odsun(cid:261)łem daleko. Ale nadal idziemy równoległymi (cid:286)cie(cid:298)kami, ona i ja, i mog(cid:266) dbać tylko o to, (cid:298)eby te drogi ju(cid:298) nigdy si(cid:266) nie przeci(cid:266)ły. A ja nadal uparcie wierzyłam, (cid:298)e to minie, (cid:298)e Maciek jest po terapii, (cid:298)e chodzi na mityngi, (cid:298)e tyle dobrego zrobił dla innych trze(cid:296)wiej(cid:261)cych, (cid:298)e przecie(cid:298) najwa(cid:298)niejsze jest to, (cid:298)e od tylu lat (cid:298)yje w trze(cid:296)wo(cid:286)ci. Byłam naiwna jak nastolatka, uparta w swojej niewiedzy jak grecki osioł, pełna wiary w siły drzemi(cid:261)ce w ka(cid:298)dym człowieku, ale... czasami, kiedy Maciek nie odzywał si(cid:266) przez kilka dni, gdzie(cid:286) z tyłu głowy (cid:286)witała mi my(cid:286)l, (cid:298)e... mo(cid:298)e si(cid:266)gn(cid:261)ł po kieliszek? Pami(cid:266)tam, kiedy(cid:286) dostałam od niego sms, (cid:298)e bardzo (cid:296)le si(cid:266) czuje, wezwał karetk(cid:266), chyba b(cid:266)dzie miał zawał... Akurat byłam w gabinecie u lekarza. Złapałam jak(cid:261)(cid:286) infekcj(cid:266), bałam si(cid:266), (cid:298)e to mo(cid:298)e zapalenie oskrzeli. Był wieczór. Padałam ze zm(cid:266)czenia po całym dniu pracy. W poczekalni czekał mój najmłodszy synek. Wiedziałam, (cid:298)e jest (cid:286)pi(cid:261)cy. I tu nagle ten sms. Przeprosiłam lekarza: – Dostałam wa(cid:298)n(cid:261) informacj(cid:266), musz(cid:266) zadzwonić. – Ale(cid:298) oczywi(cid:286)cie, poczekam. Maciek nie odebrał mojego telefonu. Jak we (cid:286)nie słuchałam słów lekarza. W my(cid:286)lach gor(cid:261)czkowo zastanawiałam si(cid:266), co mog(cid:266) zrobić. Nie wiedziałam, czy jest sam w domu. Nie mogłam tego sprawdzić, bo jego telefon domowy zapisałam w notesie, którego nie miałam przy sobie. Kiedy wyszłam z gabinetu, zastanawiałam si(cid:266), co teraz? Z kim zostawić synka, je(cid:286)li oka(cid:298)e si(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) musiała jechać na drugi koniec Warszawy? A je(cid:286)li on si(cid:266) nie odezwie, do kogo mog(cid:266) zadzwonić...? Wtedy zadzwonił. Powiedział, (cid:298)e to był (cid:298)art, (cid:298)e gdybym dokładnie przeczytała jego wiadomo(cid:286)ć, wiedziałabym, (cid:298)e to nieprawda... Chyba wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, (cid:298)e zdrowienie alkoholika, to proces trwaj(cid:261)cy do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia. I jeszcze to, (cid:298)e alkoholizm to choroba, która niszczy nie tylko alkoholika, ale te(cid:298) ludzi, dla których jest wa(cid:298)ny. Nast(cid:266)pnego dnia po naszym pierwszym spotkaniu po latach, Maciek napisał mi w sms-ie, (cid:298)e (cid:296)le si(cid:266) czuje, boli go serce, nie rozumie co si(cid:266) z nim dzieje. Mnie bolał brzuch. Brzuch to u kobiet siedlisko emocji. U m(cid:266)(cid:298)czyzn l(cid:266)k, rado(cid:286)ć, w(cid:286)ciekło(cid:286)ć, bezradno(cid:286)ć i pozostałe uczucia odzwierciedlaj(cid:261) si(cid:266) w sercu. Chyba wtedy po raz pierwszy zrozumiałam sens zdania, (cid:298)e alkoholizm to choroba emocji. Kiedy przestajesz pić, twoje emocje nie znikaj(cid:261). *** „Trze(cid:296)wienie jest jak wchodzenie po ruchomych schodach, które jad(cid:261) w dół” – to jeden z ulubionych cytatów Maćka. Pami(cid:266)tam, kiedy(cid:286) moja najlepsza przyjaciółka była w toksycznym zwi(cid:261)zku z m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261). Moje tłumaczenia, (cid:298)e ten facet j(cid:261) niszczy, (cid:298)e powinna z nim zerwać, nie odnosiły (cid:298)adnego skutku. Czułam si(cid:266) tak, jakby najbli(cid:298)sza mi osoba miała zamiar skoczyć na główk(cid:266) do basenu bez wody, a ja nie mogłam nic zrobić. Czy tym razem mogłam? Z poczuciem totalnego braku wiedzy na temat choroby alkoholowej, za to z zaci(cid:266)to(cid:286)ci(cid:261) podró(cid:298)nika maj(cid:261)cego zamiar odkryć nowy l(cid:261)d, zacz(cid:266)łam czytać wszystko, co si(cid:266) da o trze(cid:296)wieniu. Miałam pełn(cid:261) (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e nie jestem terapeut(cid:261) uzale(cid:298)nie(cid:276) i prawdopodobnie nigdy nie b(cid:266)d(cid:266). Przez chwil(cid:266) nawet miałam pomysł, (cid:298)eby porozmawiać z kim(cid:286), kto jest w tej kwestii profesjonalist(cid:261), ale... wyznam ci w sekrecie, (cid:298)e nie bardzo wierzyłam w skuteczno(cid:286)ć terapii uzale(cid:298)nie(cid:276). Bo je(cid:286)li działa, to dlaczego tylu trze(cid:296)wiej(cid:261)cych alkoholików wraca do nałogu? Co jest nie tak, (cid:298)e osoba, która od dwóch, trzech, pi(cid:266)ciu lat nie pije, nagle pewnego dnia si(cid:266)ga po butelk(cid:266)? Z całych sił chciałam zrozumieć, czym jest ta podst(cid:266)pna choroba, dlaczego tylu warto(cid:286)ciowych ludzi upija si(cid:266) do nieprzytomno(cid:286)ci, trac(cid:261)c rodzin(cid:266), prac(cid:266), pieni(cid:261)dze, własn(cid:261) godno(cid:286)ć, a czasami nawet (cid:298)ycie? Szukałam w pami(cid:266)ci, ilu wa(cid:298)nych dla mnie osób dotyka problem alkoholizmu? Ich, albo ich bliskich. Było ich sporo. Facet kole(cid:298)anki z pracy – m(cid:261)dry, czuły, opieku(cid:276)czy, ale tylko kiedy nie pije. Gdy wpada w ci(cid:261)g alkoholowy, znika na całe tygodnie, a ona umiera ze strachu, (cid:298)e tym razem zapije si(cid:266) na (cid:286)mierć. S(cid:261)siad, który zaoferował pomoc, gdy szukałam opiekunki do dziecka. Zaproponował, (cid:298)e zawiezie mnie do znajomej, której córka pracuje jako babysiterka. Zapukałam do jego drzwi, tak jak si(cid:266) umawiali(cid:286)my, a on otworzył mi w stroju Adama i bełkocz(cid:261)c dopytywał, czy jestem pani(cid:261) z agencji towarzyskiej. Szef z dawnej pracy. Był surowy, wymagaj(cid:261)cy, ale te(cid:298) perfekcyjny w tym, co robił. Pewnego pi(cid:261)tkowego wieczora wpadłam do firmy po jakie(cid:286) wa(cid:298)ne dokumenty. Zastałam go z butelk(cid:261) whisky. Był tak pijany, (cid:298)e nawet mnie nie zauwa(cid:298)ył. Bardzo bliski mi m(cid:266)(cid:298)czyzna, który obowi(cid:261)zkowo wypija trzy piwa, co wieczór... Zawsze wydawało mi si(cid:266), (cid:298)e w chorobie alkoholowej najwa(cid:298)niejsze jest podj(cid:266)cie decyzji: „Ko(cid:276)cz(cid:266) z tym. Od dzi(cid:286) nie pij(cid:266)”, a potem to ju(cid:298) „bułka z masłem”. Bo przecie(cid:298) dojrzały i inteligentny człowiek potrafi dotrzymać obietnicy, zwłaszcza tej, danej sobie samemu. Maciek przekonywał mnie jednak, (cid:298)e wła(cid:286)nie intelekt wyj(cid:261)tkowo przeszkadza w sko(cid:276)czeniu z piciem, a decyzja o abstynencji to dopiero pocz(cid:261)tek trudnej drogi. Oto dalszy ci(cid:261)g „piciorysu” Maćka: Przed rozpocz(cid:266)ciem leczenia zrezygnowałem z pracy, w której cz(cid:266)ste wyjazdy, delegacje zagraniczne ko(cid:276)czyły si(cid:266) mocno zakrapianymi kolacjami. Nie byłem na tyle silny, (cid:298)eby umieć odmawiać. Niewa(cid:298)ne było z czego b(cid:266)d(cid:266) (cid:298)yć, najwa(cid:298)niejsze było, (cid:298)eby przestać pić. L(cid:266)k to uczucie, które zawsze towarzyszy alkoholikowi, zarówno w trakcie picia, jak i w trakcie leczenia i jeszcze długo w trze(cid:296)wym (cid:298)yciu. L(cid:266)k towarzyszył mi podczas opuszczania o(cid:286)rodka terapeutycznego. Bałem si(cid:266) spotkania z pij(cid:261)cym towarzystwem, pokus alkoholowych i nawrotu obsesji picia. Chodziłem na mityngi Anonimowych Alkoholików, pi(cid:266)ć, czasami sze(cid:286)ć razy w tygodniu. To wła(cid:286)nie wspólnota AA była sił(cid:261) nap(cid:266)dow(cid:261) mojego trze(cid:296)wienia. Poznałem tam ludzi, którzy bezinteresownie pomagali mi wytrwać w trze(cid:296)wo(cid:286)ci. Czasami miałem wra(cid:298)enie, (cid:298)e to oni lepiej wiedz(cid:261), co si(cid:266) ze mn(cid:261) dzieje i jak mi pomóc. W pierwszym roku trze(cid:296)wienia uczyłem si(cid:266), jak panować nad szkodliwymi zachowaniami i emocjami, z którymi wcze(cid:286)niej nie umiałem sobie poradzić. W AA uczyłem si(cid:266), jak opanowywać towarzysz(cid:261)c(cid:261) mi jak cie(cid:276) zło(cid:286)ć, najwi(cid:266)ksz(cid:261) przeszkod(cid:266) w trze(cid:296)wieniu. W drugiej cz(cid:266)(cid:286)ci terapii, zwanej „dziennikark(cid:261)”, gdy miałem ju(cid:298) prawo korzystać z telefonu i po zaj(cid:266)ciach je(cid:296)dziłem do domu, dostawałem ró(cid:298)ne oferty pracy. Niektóre bardzo kusz(cid:261)ce. Jednak postanowiłem rzucić si(cid:266) na gł(cid:266)bok(cid:261) wod(cid:266) i sprawdzić, czy b(cid:266)d(cid:266) na tyle silny, by ud(cid:296)wign(cid:261)ć ci(cid:266)(cid:298)ar swojej własnej firmy. Musiałem przekonać si(cid:266), czy b(cid:266)d(cid:266) umiał wywi(cid:261)zać si(cid:266) z zaci(cid:261)gni(cid:266)tych zobowi(cid:261)za(cid:276) w stosunku do klientów, kontrahentów, urz(cid:266)dów. Dla alkoholika to du(cid:298)e wyzwanie. Kiedy piłem, wszystkie plany, cele i marzenia odpływały rzek(cid:261) wódki, a zaci(cid:261)gni(cid:266)te zobowi(cid:261)zania powodowały wstyd, bo nie potrafiłem ich dotrzymać. Pocz(cid:261)tki były trudne. Pracowałem po 12 godzin na dob(cid:266), z ró(cid:298)nym skutkiem, a z wszystkimi niepowodzeniami biegłem natychmiast na mityng. Zamiast, jak przez tyle lat, szykować or(cid:266)(cid:298) i walczyć z rzeczywisto(cid:286)ci(cid:261), uczyłem si(cid:266) jak si(cid:266) z ni(cid:261) pogodzić i zaakceptować. Przede wszystkim musiałem uwierzyć, (cid:298)e wszystko co robi(cid:266) doprowadzi mnie szcz(cid:266)(cid:286)liwie do zamierzonego celu. Po dwóch latach firma si(cid:266) rozrosła, zatrudniłem pracowników, moja sytuacja finansowa zacz(cid:266)ła si(cid:266) poprawiać. Przeniosłem firm(cid:266) z domu do wynaj(cid:266)tych pawilonów, które w nast(cid:266)pnym roku kupiłem ju(cid:298) jako spółka z ograniczon(cid:261) odpowiedzialno(cid:286)ci(cid:261). Dla mnie to był ogromny sukces. Nie tylko zawodowy i finansowy, ale tak(cid:298)e, a mo(cid:298)e przede wszystkim, sukces na drodze trze(cid:296)wego (cid:298)ycia. Powoli przekonywałem si(cid:266), (cid:298)e mo(cid:298)na załatwiać interesy, uczestniczyć w biznesowych kolacjach i nie pić. Odmowa wspólnego wypicia alkoholu nikogo nie dziwi i wcale nie trzeba si(cid:266) tłumaczyć ze swojej abstynencji. Mało tego, okazało si(cid:266), (cid:298)e rzadko kto o to pyta. Powoli docierało do mnie, (cid:298)e wła(cid:286)nie to mylne poj(cid:266)cie o konieczno(cid:286)ci picia „dla sprawy” przez wiele lat pogr(cid:261)(cid:298)ało mnie w chorobie. Było coraz lepiej. Dzi(cid:266)ki mityngom zaczynałem zmieniać swój sposób my(cid:286)lenia. Odkrywałem warto(cid:286)ci według których chciałbym (cid:298)yć, a tym samym powracał sens (cid:298)ycia, który pod wpływem wódki gdzie(cid:286) zgubiłem. Odnowiłem kontakty z córkami, stali(cid:286)my si(cid:266) sobie bli(cid:298)si, powoli odzyskiwałem u nich autorytet ojca, człowieka któremu mo(cid:298)na si(cid:266) zwierzyć ze swoich problemów, poprosić o pomoc. „Tata, jak my si(cid:266) cieszymy, (cid:298)e nie pijesz, podziwiamy twoj(cid:261) wytrwało(cid:286)ć” – tego zdania, wypowiedzianego przez jedn(cid:261) z córek, nie zapomn(cid:266) do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia. Było pierwsz(cid:261) i najwi(cid:266)ksz(cid:261) nagrod(cid:261), jaka mnie spotkała w pierwszych latach trze(cid:296)wo(cid:286)ci. Nagle odkryłem, (cid:298)e jest we mnie miło(cid:286)ć rodzicielska, która przez lata topiona była w alkoholu. Poczułem, (cid:298)e ja w ogóle mam jakie(cid:286) uczucia i, z ciekawo(cid:286)ci(cid:261) dziecka, miałem apetyt, by je poznawać, nazywać, wyra(cid:298)ać. Z czasem odzyskałem zaufanie (cid:298)ony, która przestała dr(cid:298)eć, (cid:298)e ka(cid:298)de moje wyj(cid:286)cie z domu, czy słu(cid:298)bowy wyjazd sko(cid:276)cz(cid:261) si(cid:266) alkoholowym ci(cid:261)giem. Zrozumiała, (cid:298)e trze(cid:296)wienie jest wył(cid:261)cznie moj(cid:261) spraw(cid:261), i (cid:298)e to mnie powinno najbardziej na tym zale(cid:298)eć. Nie wyganiała mnie na mityngi AA, nie wracała do przeszło(cid:286)ci, bo wiedziała, (cid:298)e jest we mnie ogrom poczucia winy i potrzebuj(cid:266) czasu, by si(cid:266) go pozbyć. Widziała moje zaanga(cid:298)owanie w leczenie, prac(cid:266) i (cid:298)ycie rodzinne. Obserwowała, jak ka(cid:298)dego dnia bior(cid:266) coraz wi(cid:266)ksz(cid:261) odpowiedzialno(cid:286)ć za siebie i swoich bliskich. Poprawiłem stosunki z rodzicami. Widywali(cid:286)my si(cid:266) cz(cid:266)(cid:286)ciej, a nasze rozmowy nie zaczynały si(cid:266) od sprawdzenia, czy jestem trze(cid:296)wy. Rozmawiali(cid:286)my o przyszło(cid:286)ci wnuczek, o mojej pracy, o naszych planach na przyszło(cid:286)ć. Tak, planach! Kiedy(cid:286) to było niemo(cid:298)liwe. Owszem, dawałem mnóstwo obietnic, przysi(cid:266)gałem, zapewniałem, (cid:298)e ju(cid:298) nigdy nie nawal(cid:266) i... O moim alkoholizmie rozmawiali(cid:286)my tylko wtedy, kiedy sam poruszałem ten temat. Choć ojciec do dzisiaj twierdzi, (cid:298)e piłem, bo nie miałem silnej woli. A ja dzi(cid:286) ju(cid:298) wiem, (cid:298)e w stosunku do alkoholu nie miałem (cid:298)adnej woli, ani silnej, ani słabej. Piłem, bo jestem alkoholikiem. Kiedy nim zostałem? Nie wiem i nawet nie próbuj(cid:266) dociekać. Ta wiedza nie jest mi potrzebna do mojego trze(cid:296)wienia, wi(cid:266)c szkoda czasu, (cid:298)eby si(cid:266) nad tym zastanawiać. Przez ponad 20 lat alkohol był dla mnie lekarstwem. Choć nigdy mi nie smakował, uwielbiałem pocz(cid:261)tkowy stan upojenia, kiedy kłopoty mijały i wypływałem na morze pozornej wolno(cid:286)ci, gdzie unosiły mnie fale beztroski. Dzi(cid:286) miałem za zadanie nauczyć si(cid:266) twardo stać na ziemi, bez podpórki w postaci butelki wódki. Min(cid:266)ło ju(cid:298) wiele lat od mojego ostatniego kaca. Pami(cid:266)tam, (cid:298)e pocz(cid:261)tkowo bałem si(cid:266) kontaktu nawet z minimalnymi dawkami alkoholu. Unikałem wszystkiego, co go zawiera: batoników na spirytusie, tortów podlewanych koniakiem, lodów z alkoholem, cukierków, a nawet syropów na kaszel zrobionych na bazie alkoholu. Nie wystawiałem równie(cid:298) na prób(cid:266) swojej bezsilno(cid:286)ci wobec alkoholu i nie kupowałem piwa bezalkoholowego. Wi(cid:266)kszo(cid:286)ci tych produktów nie próbuj(cid:266) do dzisiaj. Zdaj(cid:266) sobie spraw(cid:266), (cid:298)e nie jestem „byłym alkoholikiem” tylko „alkoholikiem niepij(cid:261)cym od siedmiu lat”, a wysiłek jaki wło(cid:298)yłem w to, (cid:298)eby stać si(cid:266) tym, kim dzi(cid:286) jestem, nie jest wart ryzyka choćby w postaci bezalkoholowego piwa. Kiedy przestałem pić, straciłem wielu znajomych. Okazało si(cid:266), (cid:298)e cz(cid:266)(cid:286)ć z nich była jedynie „kompanami do kieliszka”, a nie kolegami czy przyjaciółmi. Okazało si(cid:266), (cid:298)e bez wódy brakuje wspólnych tematów, a ja na trze(cid:296)wo nie jestem ju(cid:298) taki rozrywkowy. Trudno, nie (cid:298)ałuj(cid:266). Zrozumiałem, (cid:298)e to nie ze mn(cid:261) si(cid:266) przyja(cid:296)nili, tylko z jakim(cid:286) ogarni(cid:266)tym obsesj(cid:261) picia kuglarzem, który bawił ich swoj(cid:261) arogancj(cid:261) i nietrze(cid:296)wym dowcipem. Mam nowych przyjaciół, i to wi(cid:266)cej, ni(cid:298) przypuszczałem. Zarówno ludzi pij(cid:261)cych, którzy szanuj(cid:261) to, (cid:298)e ja nie pij(cid:266), jak i trze(cid:296)wiej(cid:261)cych alkoholików z ró(cid:298)nych grup społecznych i zawodowych: nauczycieli, muzyków, dziennikarzy, lekarzy, nawet siostr(cid:266) zakonn(cid:261), z któr(cid:261) byłem na leczeniu odwykowym. Choroba alkoholowa jest nadzwyczaj demokratyczna i dotyka wszystkich bez wyj(cid:261)tku. Ilekroć wybieram si(cid:266) na imprez(cid:266), na której wiem, (cid:298)e b(cid:266)dzie alkohol, a zazwyczaj jest, zadaj(cid:266) sobie pytanie: „W jakim celu tam id(cid:266)? Dla miłego towarzystwa, ludzi, których dawno nie widziałem, a mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e b(cid:266)dzie morze wódki?”. Odpowied(cid:296) musi być szczera. Najtrudniej być szczerym wobec siebie samego. Zwłaszcza alkoholikowi, który latami oszukiwał siebie i innych. Zwykle przed wyj(cid:286)ciem na przyj(cid:266)cie prosz(cid:266) (cid:298)on(cid:266), (cid:298)ebym to ja decydował, w którym momencie wracamy do domu. Oczywi(cid:286)cie na wi(cid:266)kszo(cid:286)ci imprez (cid:286)wietnie si(cid:266) bawi(cid:266), dowcipkuj(cid:266), (cid:286)miej(cid:266) si(cid:266), bo to s(cid:261) równie(cid:298) elementy trze(cid:296)wienia. Kto(cid:286) kiedy(cid:286) powiedział: „Trze(cid:296)wienie jest rzecz(cid:261) powa(cid:298)n(cid:261), ale nie ponur(cid:261)”, i ja si(cid:266) z tym zgadzam. Wa(cid:298)nym elementem mojego trze(cid:296)wienia jest umiej(cid:266)tno(cid:286)ć zagospodarowania czasu wolnego, który wcze(cid:286)niej sp(cid:266)dzałem przy wódce. Na pocz(cid:261)tku nie było to wcale takie proste. Powoli wróciłem do wielu zainteresowa(cid:276) z lat młodo(cid:286)ci. Przecie(cid:298) wszystkie moje hobby, choćby uprawianie sportu, porzuciłem przez wódk(cid:266). Wi(cid:266)cej te(cid:298) czasu po(cid:286)wi(cid:266)cam dzieciom. Córki z pierwszego mał(cid:298)e(cid:276)stwa s(cid:261) ju(cid:298) dorosłe, wi(cid:266)c mog(cid:266) z nimi rozmawiać na ka(cid:298)dy temat. Wszystko mnie ciekawi, bo mam (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e wiele lat stracili(cid:286)my przez moj(cid:261) chorob(cid:266). Wiem, (cid:298)e pewnych spraw nie da si(cid:266) ju(cid:298) odrobić. Widz(cid:266) wady i zalety moich dzieci, znam ich charakter i stosunek do ludzi i (cid:286)wiata. Wiele rzeczy chciałbym w ich (cid:298)yciu zmienić, ale jest ju(cid:298) za pó(cid:296)no na wychowanie. Czas kiedy było to mo(cid:298)liwe, sp(cid:266)dziłem w towarzystwie kieliszka. Mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Wa(cid:298)n(cid:261) rzecz(cid:261), któr(cid:261) udało mi si(cid:266) wpoić córkom jest zapał do nauki. Nawet w czasach kiedy piłem, starałem si(cid:266) nadrabiać z nimi zaległo(cid:286)ci szkolne, przygotowywać do klasówek. Dzisiaj obydwie s(cid:261) studentkami, maj(cid:261) (cid:286)wietne wyniki w nauce i wiedz(cid:261), co chc(cid:261) robić w (cid:298)yciu. Córka z drugiego mał(cid:298)e(cid:276)stwa jest przed matur(cid:261). Du(cid:298)o ze sob(cid:261) rozmawiamy, o szkole, o (cid:298)yciu. Stawiam jej siebie jako przykład człowieka, który wiele szans (cid:298)yciowych zaprzepa(cid:286)cił, poniósł tego konsekwencje, ale dał rad(cid:266) d(cid:296)wign(cid:261)ć si(cid:266) z uzale(cid:298)nienia i teraz nie(cid:296)le (cid:298)yje. Kocham je wszystkie i lubi(cid:266) realizować si(cid:266) w roli ojca, na trze(cid:296)wo. Trze(cid:296)wienie uzdrowiło nie tylko mnie, ale cał(cid:261) moj(cid:261) rodzin(cid:266). W moim domu nie było awantury od…, nawet nie pami(cid:266)tam od kiedy. Mam (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e wiele rodzin rozpada si(cid:266) wła(cid:286)nie wtedy, kiedy chory partner wchodzi na drog(cid:266) trze(cid:296)wo(cid:286)ci i wszystkie dotychczasowe relacje zmieniaj(cid:261) si(cid:266). W moim przypadku, przetrwanie, wspólnie z (cid:298)on(cid:261), pijanego etapu mojego (cid:298)ycia umocniło nasz zwi(cid:261)zek. Mam do niej ogromny szacunek i wdzi(cid:266)czno(cid:286)ć za pomoc, jak(cid:261) mi okazała. Kiedy pozostawiła samemu sobie z pust(cid:261) lodówk(cid:261) i stert(cid:261) brudnych ciuchów, poczucie wstydu i strach przed zdemaskowaniem mnie jako alkoholika były tak silne, (cid:298)e zdecydowałem si(cid:266) leczyć. Dzisiaj staj(cid:266) przed lustrem i z u(cid:286)miechem mówi(cid:266) do siebie: „Maciek, jaki z ciebie fajny facet”. A gdy mnie pytaj(cid:261) „czy lubi(cid:266) pić?”, odpowiadam: „No jasne!”. Nie zmienia to jednak faktu, (cid:298)e jestem alkoholikiem niepij(cid:261)cym i to najwa(cid:298)niejsza rzecz, jaka do tej pory mi si(cid:266) udała”. To prawda Maciek, fajny z ciebie facet, ale dlaczego ci(cid:261)gle wracasz do przeszło(cid:286)ci? I sk(cid:261)d pomysł, (cid:298)eby podzielić si(cid:266) ze mn(cid:261) swoj(cid:261) histori(cid:261)? Po co? Wiem, (cid:298)e nie lubisz tych pyta(cid:276), ale ja chc(cid:266) je zadawać. Mo(cid:298)e łudz(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e kiedy zamkniemy temat twojej pijanej przeszło(cid:286)ci, to... No wła(cid:286)nie, co wtedy? *** Zdrowienie jest jak szukanie nowej drogi do domu. Droga jest trudna i nieprzewidywalna. Poza jednym – wiadomo, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:261) zakr(cid:266)ty, a na ka(cid:298)dym z nich czyha niebezpiecze(cid:276)stwo nawrotu choroby, bezradno(cid:286)ć, poczucie zniech(cid:266)cenia, przekonanie, (cid:298)e to wszystko nie ma sensu i pokusa: „Jeden kieliszek jeszcze nikomu nie zaszkodził”. Jak zawsze masz wybór. Mo(cid:298)esz uznać, (cid:298)e picie nie było takie złe. Albo łudzić si(cid:266), (cid:298)e sam dasz sobie rad(cid:266). OK. Mo(cid:298)esz kłamać, kr(cid:266)cić, oszukiwać, ale przecie(cid:298) wiesz, (cid:298)e oszukujesz samego siebie. Je(cid:286)li nie odnajdziesz nowej drogi, zginiesz. Pij(cid:261)cy alkoholik ma poczucie, (cid:298)e jest p(cid:266)pkiem (cid:286)wiata. Wierzy w swoje nieograniczone mo(cid:298)liwo(cid:286)ci i swoj(cid:261) moc. Interesuje go tylko jedna osoba – on sam. Niedojrzały emocjonalnie, przepełniony pych(cid:261), samolubstwem i egoizmem, nie liczy si(cid:266) z nikim i z niczym. Kiedy ma problemy, pije. I to pomaga. Niewa(cid:298)ne, (cid:298)e na krótko, bo kiedy minie kac, a bolesna rzeczywisto(cid:286)ć na nowo zacznie dobijać si(cid:266) do drzwi, pod r(cid:266)k(cid:261) jest zawsze niezawodny „przyjaciel”. Na pocz(cid:261)tek kieliszek pozornie lepszego, bo dro(cid:298)szego alkoholu, potem drugi, trzeci. Po n-tym mo(cid:298)e być ju(cid:298) czysta, wino „marki wino” pite „z gwinta”, a(cid:298) wreszcie nadchodzi taki etap, kiedy Pan Wa(cid:298)ny nie pogardzi płynem do mycia szyb, spirytusem salicylowym, a nawet dezodorantem, pryskanym w otwarte usta. Uwierz, (cid:298)e to nie jest obraz charakterystyczny jedynie dla pijaka le(cid:298)(cid:261)cego w rynsztoku. Wódka zrównuje swoich koneserów do jednego poziomu, bez wzgl(cid:266)du na wiek, płeć, wykształcenie, czy status maj(cid:261)tkowy. Podobno opami(cid:266)tanie przychodzi, kiedy alkoholik si(cid:266)gnie dna. Tak przynajmniej twierdz(cid:261) autorzy m(cid:261)drych poradników. Co to oznacza? Czym jest to dno? Czy ka(cid:298)dy ma swoje własne? W zasadzie to był moment, w którym mogli(cid:286)my zako(cid:276)czyć nasz(cid:261) drog(cid:266) po meandrach alkoholizmu. Przynajmniej ja. Maciek nie pił od ponad siedmiu lat i to było moim zdaniem najwa(cid:298)niejsze. Byłam gotowa zostawić ten temat na tym etapie, choć nadal miałam wiele w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. Nie do ko(cid:276)ca np. rozumiałam stwierdzenie, (cid:298)e podstawowym i niezb(cid:266)dnym warunkiem zaprzestania picia jest zaniechanie „walki” z alkoholem, zrozumienie i zaakceptowanie swojej bezsilno(cid:286)ci wobec wódki. Jak mo(cid:298)na kontrolować co(cid:286), wobec czego czujesz si(cid:266) bezsilny? Nie do ko(cid:276)ca równie(cid:298) rozumiałam, dlaczego AA jest skuteczniejsz(cid:261) form(cid:261) leczenia alkoholizmu, ni(cid:298) terapia psychologiczna. Zwyczaj etykietowania: „Nazywam si(cid:266)..., jestem alkoholikiem”, budził mój wewn(cid:266)trzny sprzeciw, ale… Maciek odbił si(cid:266) od dna, a ka(cid:298)dy kolejny dzie(cid:276) jego (cid:298)ycia był nast(cid:266)pnym mocnym krokiem na drodze wytrwania w trze(cid:296)wo(cid:286)ci. Liczyłam, (cid:298)e temat alkoholizmu wreszcie uda nam si(cid:266) zamkn(cid:261)ć, a nasza znajomo(cid:286)ć skoncentruje si(cid:266) na tera(cid:296)niejszo(cid:286)ci. Kino, teatr, koncert, wystawa – było tyle mo(cid:298)liwo(cid:286)ci. No i przyja(cid:296)(cid:276), je(cid:286)li wierzysz, (cid:298)e jest ona mo(cid:298)liwa pomi(cid:266)dzy kobiet(cid:261) i m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261). Ale przyja(cid:296)(cid:276) to wymiana, równowaga pomi(cid:266)dzy dawaniem i braniem. Gotowo(cid:286)ć do tego, (cid:298)e je(cid:286)li twój przyjaciel w (cid:286)rodku nocy poprosi ci(cid:266) o pomoc, pobiegniesz do niego boso i w koszuli nocnej, o nic nie pytaj(cid:261)c. Gotowo(cid:286)ć, a tak(cid:298)e pewno(cid:286)ć, (cid:298)e on zrobi to samo, gdy ty b(cid:266)dziesz w potrzebie. Trze(cid:296)wiej(cid:261)cy alkoholik jest jak małe dziecko, które uczy si(cid:266) odkrywania, nazywania i wyra(cid:298)ania pozytywnych emocji, takich jak czuło(cid:286)ć, rado(cid:286)ć, optymizm, miło(cid:286)ć. Bo przez całe pijane (cid:298)ycie znał tylko l(cid:266)k, w(cid:286)ciekło(cid:286)ć, cynizm, agresj(cid:266). A kiedy (cid:286)wiat stawał si(cid:266) nie do zniesienia, wódka była najlepszym „znieczulaczem”. Maciek uczył si(cid:266) na nowo odkrywania swoich emocji, a ja, bardzo długo nie zdaj(cid:261)c sobie z tego sprawy, uczyłam si(cid:266) przy nim prze(cid:298)ywania swoich własnych. Wła(cid:286)nie tak – prze(cid:298)ywania, a nie jakiej(cid:286) intelektualnej obróbki. Pytanie: „Co czujesz?” to był, przez wiele lat, młyn na moj(cid:261) zawodow(cid:261) to(cid:298)samo(cid:286)ć. Mogłam w niesko(cid:276)czono(cid:286)ć wyliczać „dlaczego czuj(cid:266) to, co czuj(cid:266)?”, albo „co zrobić, (cid:298)eby poczuć si(cid:266) lepiej?”. Przecie(cid:298) psychologia to nauka o emocjach. Alkoholizm to choroba emocji. Przyznasz, (cid:298)e to niezły duet. Bywało, i(cid:298) to Maciek grał rol(cid:266) mojego terapeuty. Potrafił być bezwzgl(cid:266)dny, czasami krzyczał: – Pani psycholog, obud(cid:296) si(cid:266), poczuj, zamiast si(cid:266) m(cid:261)drzyć! Troch(cid:266) wi(cid:266)cej pokory! Dla mnie pokora to było poddanie si(cid:266), zaprzeczenie wiary w sił(cid:266) człowieka. On rozumiał inaczej: „Pokora, to my(cid:286)lenie o sobie rzadziej, ale nie gorzej”. Pewnego dnia zrozumiałam, (cid:298)e zupełnie niepostrze(cid:298)enie obydwoje wkroczyli(cid:286)my na drog(cid:266) do samych siebie, ka(cid:298)de z własnym baga(cid:298)em (cid:298)yciowym i plecakiem spraw do przepracowania. Nie było ju(cid:298) odwrotu. Poczułam, (cid:298)e zostałam zaproszona, a wła(cid:286)ciwie dałam si(cid:266) zaprosić na t(cid:266) karuzel(cid:266), z której mo(cid:298)na łatwo spa(cid:286)ć i bole(cid:286)nie si(cid:266) poranić, ale je(cid:286)li na ni(cid:261) nie wsi(cid:261)dziesz, to nigdy sobie tego nie wybaczysz. Wsiadłam. I tak zacz(cid:266)ła si(cid:266) nasza wspólna w(cid:266)drówka po labiryntach zdrowienia. Które z nas miało wi(cid:266)cej do zrobienia? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? *** Terapia zamkni(cid:266)ta składa si(cid:266) z dwóch etapów. Najpierw trzy tygodnie w zupełnej izolacji, bez telefonów komórkowych, radia i telewizji. Wizyty rodziny odbywaj(cid:261) si(cid:266) tylko w niedziel(cid:266). Kolejne trzy tygodnie, nazywane „dziennikark(cid:261)”, to stopniowe odzyskiwanie kontaktu ze (cid:286)wiatem, popołudniowe wyj(cid:286)cia do domu po zaj(cid:266)ciach i poranne powroty do o(cid:286)rodka. Na pierwsz(cid:261) przepustk(cid:266) do „normalnego” (cid:286)wiata, odebrał mnie kolega. Pojechali(cid:286)my do niego na działk(cid:266). Był pi(cid:266)kny, słoneczny dzie(cid:276). Jechałem w milczeniu, ogl(cid:261)daj(cid:261)c (cid:286)wiat przez otwarte okno samochodu. Ładna pogoda zawsze wywoływała we mnie pozytywne emocje, ale tym razem dominowały l(cid:266)k i niepewno(cid:286)ć. Miałem za sob(cid:261) dwie trzecie terapii i zostałem wypuszczony jak balon sonda(cid:298)owy, (cid:298)eby sprawdzić jak si(cid:266) czuj(cid:266) w nowej roli – niepij(cid:261)cego faceta w starym (cid:286)rodowisku kolegów i znajomych. Z nieograniczonym dost(cid:266)pem do sklepów monopolowych, bar
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pożegnałem demona, anioła nie będzie
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: