Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00329 007960 10171361 na godz. na dobę w sumie
Poziom zero - ebook/pdf
Poziom zero - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 208
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Język publikacji: polski
ISBN: 9788323397311 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

NAGRODA LITERACKA UNII EUROPEJSKIEJ 2012!

Pyszna uczta dla smakoszy literatury, powieść-zagadka dla czytelników-detektywów oraz wielka przyjemność dla tych, którzy zamiast ślizgać się po powierzchni, wolą zaglądać do wnętrza.

Powieść Sary Mannheimer to poetycka historia o tym, jak pewna kobieta próbuje poskromić rzeczywistość i stworzyć znaczenie.

Z pomocą nieco trudnego przewodnika, jakim jest Stopień zero pisania Rolanda Barthes’a, stara się zbliżyć

do istoty światowej literatury. Poziom zero to także przepiękny opis „straconego” życia.

Okazuje się, że brak i smutek potrafią być siłą, która sprawia, że człowiek poświęca się literaturze.

Niczym czerwona nić biegnie przez książkę pytanie o granicę między życiem a pisaniem.


Czuję podniecenie, jestem zwrócona ku słowom, zwrócona ku ich niesłychanej umiejętności rozciągania się, umiejętności otwierania mikroskopijnych punktów jak nowych kosmosów, czuję, jak wszystko faluje, moje myśli poruszają się po ciele jak po wybuchu, słowa trafia ją w serce, słowa trafiają w puls, roznoszą się w wodach ciała, roznoszą rytm nad morzami, nad globem.

Fragment

Poziom zero trzeba smakować i kontemplować, napawać się urodą fraz i oryginalnością bohaterki, jednocześnie cały czas pilnując, by nie dać się zwieść wielu mylącym tropom.

Szczere Recenzje

Z każdą kolejną stroną Poziomu zero obserwowanie poszukiwań i przemyśleń narratorki dotyczących literatury staje się dla nas coraz bardziej wciągające, a jednocześnie Sara Mannheimer kreśli tutaj intrygujący, a zarazem niepokojący obraz zagmatwanego świata uczuć i zmieniających się relacji bohaterki z jej życiowym partnerem oraz nowo poznanymi ludźmi.

Marcin Mroziuk, Książki WP.pl

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

POZIOM ZERO Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. Sara Mannheimer POZIOM ZERO Tłumaczenie Justyna Czechowska Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych.Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Projekt okładki Agnieszka Kucharz-Gulis Fotografia na okładce: CorDesign/ Depositphotos Tytuł oryginału: Handlingen Copyright © Sara Mannheimer 2011 Published by agreement with Agentur Literatur Gudrun Hebel, Germany © Copyright for Polish Translation and Edition by Wydawnictwo Uniwersy- tetu Jagiellońskiego Wydanie I, Kraków 2016 All rights reserved Niniejszy utwór ani żaden jego fragment nie może być reprodukowany, przetwarzany i rozpowszechniany w jakikolwiek sposób za pomocą urzą- dzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych oraz nie może być przechowywany w żadnym systemie informatycznym bez uprzedniej pisemnej zgody Wydawcy. Projekt współfinansowany w ramach programu Unii Europejskiej „Kreatyw- na Europa”. Publikacja odzwierciedla jedynie poglądy autora i Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za umieszczone w niej treści. Co-funded by the Creative Europe Programme of the European Union ISBN 978-83-233-4048-5 e-ISBN 978-83-233-9731-0 www.wuj.pl Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Redakcja: ul. Michałowskiego 9/2, 31-126 Kraków tel. 12-663-23-81, tel./fax 12-663-23-83 Dystrybucja: tel. 12-631-01-97, tel./fax 12-631-01-98 tel. kom. 506-006-674, e-mail: sprzedaz@wuj.pl Konto: PEKAO SA, nr 80 1240 4722 1111 0000 4856 3325 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. Mądrość zaleca samą siebie Czyż mądrość nie nawołuje? nie wysila głosu Roztropność? Na najwyższym szczycie, przy drodze, na rozstaju zasiada, przy bramach, u wejścia do miasta, w przejściach głos swój podnosi: (…) od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć… Księga Przysłów (8, 1–3. 23–25) Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. JESIEŃ 7 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. Dom Wreszcie! Muszę powiedzieć to głośno – Jest jesień, a ja nie pozbawiona języka, nie pozba- wiona domu, Dom mam wewnątrz, którego język się rozwiązał. Mówię o tym głośno, by na dobre zakorzeniło się w mojej świadomości, ukryłam w szkatule wszystkie-inne- -możliwe-przyszłe-oczekiwania, które kleją się do wyob- rażenia o kolejnych miejscach i większych postępach. Tymczasem noszę z sobą szkatułę po pokojach. Cho- dzę przez pokoje, gdzie roi się od zapieczętowanej nie- obecności. Nieobecności tego, co mogło się stać, oraz oczywiście tego, co wciąż może nastać. Bo oczywiście niemożliwe jest wyprzedzenie zdarzeń oraz wyklucze- nie, że coś może wyrosnąć z wnętrza – albo że Wielkie Andy mogą nagle wyrosnąć niczym tło – kto wie, ale szkatuła musi być zamknięta. To, co jest lub może być jej zawartością, nie może być rozrzucone niczym czaro- dziejski pył po Domu, po życiu. Teraz jestem tu, wreszcie jakiś port, jakieś zaspoko- jenie. A szkatułę, zdaje się, coraz trudniej zlokalizować, pro- wadzi coraz głębiej w tunele i pasaże mojego ciała, jakby zewnętrzne ściany Domu otwarły wewnątrz nieprzebraną 8 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. przestrzeń. Słyszałam, jak ludzie mówili: wewnętrzna po- dróż jest dalsza od geograficznej, ale to były puste słowa, coś, czego znaczenia nigdy nie zrozumiałam. Dopiero teraz tu dotarłam. Zajęło mi to trochę czasu, dotarcie tutaj. Ciągałam swój dobytek przez świat, od domu do domu, zawsze dziwiło mnie, że to właśnie mój bagaż tak dziwnie wy- gląda, nie jak prostokątne walizki, zamknięte na mały szyfrowy zamek, ale jak opatulone miniaturowe noso- rożce albo jak wielkie obrazy zapakowane niezgrabnie w brezent i owinięte sznurkiem. W pokojach i mieszkaniach, które wcześniej zajmo- wałam, to prowizorka i paranteza decydowały, gdzie ma stać szafa. Masa klejąca ześlizgiwała się po ścianach zgodnie z prawem ciężkości, nad brzegami listewek rozkołysały się jak żagle reprodukcje Aroseniusa i Ver- meera, a potem już był czas, by je związać gumką przed kolejnym wyjazdem. To w ruchu, w byciu w drodze ku temu, co miało na- dejść, w roju atrybutów przyszłości, stałam się dla siebie. Teraz stoję pośrodku Domu, jakby otoczona miejscem, lecz mimo zwycięskiego uczucia, że wylądowałam, czuję się schwytana na gorącym uczynku, czuję się rozebrana, mówiąc wprost, naga. Jeśli podczas objazdowego życia byłam ubrana lub opakowana we flagę przyszłości, okutana w kombinezon obietnicy w kolorze marchewki, teraz cały ten mundur zwiało ze mnie, tak że łopocze podobny do rozbuchanej pochodni u wrót Domu. Własne bandaże muszę znaleźć w środku, w środku siebie. Gonienie ich na nowo przez świat byłoby poronione, ponieważ za żadne skarby nie chcę być gdzie indziej, nie chcę stąd iść. 9 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. Jestem tu, moja praca jest tu, Máram, Randi i Löwet są tu, wszystko, czego potrzebuję, by istnieć, by żyć, jest tutaj. A jednak, poza sprawą nagości, poza pulsującą nie- obecnością i tym, co może przybrać formę od środka, jakby to powiedzieć, jest kilka rzeczy, co do których nie mam jeszcze jasności. Chociaż nie wątpię, że to tu chcę być, jak bardzo nie- wątpliwe jest to, że sam Dom będzie trwał? Jak to jest na przykład ze ścianami? Czy to prawdziwe ściany czy są tylko zaszpachlowane i pomalowane farbą? A światło, czyż to nie prawie nienaturalne światło? Chociaż jestem bliska euforii, że znajduję się tu, py- tanie powraca: Skąd mam wiedzieć, że to prawdziwy Dom, prawdziwe Mieszkanie? Muszę przyznać, że jeszcze nie oswoiłam się z Domem. Muszę przyznać, że wątpię w jego trwałość. Czy to sto- sowne, by ufać ścianom z materiału, który się rozłoży, ufać farbie malarskiej, wełnie szklanej i szpachli? Czy nie uży- wa się tego, by pokryć, zatuszować właśnie – katastrofę. Katastrofa może nadejść. Katastrofa może nadejść, choć się ufa. Czy Dom nadal stoi, chroni, czy Dom jest moją twier- dzą? (Gdy przepaść otwiera się i pochłania?) * * * Na przykład krzyczałam na cały głos, a gdy Máram nagle pojawił się w drzwiach, trzymając w dłoni siatkę z zaku- pami, serce zaczęło gwałtownie bić. – Uspokój się! 10 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. Jak to możliwe, że człowiek jest nieprzygotowany na czyjeś przyjście, kiedy ten ktoś, było nie było, mieszka w tym samym domu? – Ale – słyszę sama siebie, jak mówię do Márama to- nem mowy obronnej (tak naprawdę mówię chyba sama do siebie), czyż spotkania w drzwiach pokoi o ścianach z cienkiej sklejki nie są poprzedzone próbami? Czy przy- znano mi choćby najmniejszą przestrzeń, by przygoto- wać się na to nagłe wejście? (Nie, wpadło jakby z jakie- goś zupełnie innego przedstawienia). Podnoszę wzrok i w tym samym momencie dostrze- gam pęknięcia w suficie, które wprawdzie tworzą cieka- we wzory, ale jednocześnie są bezpośrednim dowodem na to, tak przynajmniej uważam w tej chwili, że ten Dom jest równie nietrwały co wszystkie inne konstruk- cje i być może jest czymś zupełnie innym niż domem, może raczej swoistą dekoracją, którą sama stworzyłam, by w chronionym warsztacie móc przerobić różnorakie akcje i zdarzenia na mój własny sposób, no tak, poprzez wsadzenie tego w językowe śpioszki: Wieczne dziecko, wieczne To wiersza, by przekroczyć Czas, który już przekroczył Miejsce, by wziąć Śmierć-która-nadejdzie we własne ręce, masować ją, pogładzić ją atramentem, może to niegodziwe, rozkosznie idiotyczne – Ale co to jest, co tak po prostu nazywane jest moim Życiem, jeśli mój Dom to scena, albo powiedzmy kon- strukcja? W jakim zatem wymiarze znajduje się tak zwana rze- czywistość? * * * 11 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych. W nocy śnił mi się mały, gruby chłopiec. Byliśmy na piętrze, bałam się, że się zarażę od chu- dych kobiet z dołu infekcją gardła, na którą cierpią. Ba- łam się również, że zarażę się od tego małego grubasa, ale przeszło mi. Bawiłam się z nim, chciałam, żeby po- czuł, że naprawdę chcę się z nim bawić! Nie tak, jakbym robiła to tylko ze względu na niego. Zabawa była z tych akrobatycznych. Turlaliśmy się  po podłodze, była tam kołdra, nie widziałam jego twarzy, raczej czułam ciężar, wałki, białe mięso, miękkie, niepewne, chyba był trochę smutny, w końcu był grubasem, bladym, tłustym i ma- łym, nie przynależał do domu, a jednak, gdzie miał się podziać? Ja też nie miałam dokąd pójść, ja też nie przynależa- łam do domu. A jednak poszedł, tak mi się wydaje. To wtedy otwo- rzyłam okno, żeby porządnie wytrzepać kołdrę, która być może miała zarazki mięsa, zagubienia. Teraz za nim tęsknię. Za chłopcem, który być może był mną? Teraz, kiedy znów tu jestem. W rzeczywistości? Czy po to jest Dom? Czy to tu mam mieć odwagę być grubą, wreszcie spuchnąć, zacząć się trząść, błądzić bezwładnie? Czy to tu mam oddać się organicznemu ruchowi? Nie posiadam odpowiedzi. Ale moje ciało wciąż kryje w sobie szkatułę; szkatułę, która ugina się pod ciężarem innych miejsc. Owinię- te dziury nieobecności i tęsknoty. Trzymam w sza- chu spuchniętą otchłań, trzymam ją  wewnątrz, cichą, 12 Publikacja objęta prawem autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie zabronione.Publikacja przeznaczone jedynie dla klientów indywidualnych. Zakaz rozpowszechniania i udostępniania w serwisach bibliotecznych.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: