Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00278 005022 12752060 na godz. na dobę w sumie
Poznać prawdę - ebook/pdf
Poznać prawdę - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9361-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Drogi Czytelniku, oddaję w Twoje ręce następną powieść. Poznasz tu losy przyjaciół, poznasz ich wzajemne relacje. I dowiesz się, czy  w chwili, kiedy los wystawi ich przyjaźń na ciężką próbę, wyjdą z niej zwycięsko. Znane jest stare porzekadło: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”…
Żyjąc już na tym świecie jakiś czas, czasem mam wrażenie, że zadeklarowani przyjaciele okazują się często najsłabszym ogniwem naszego życia, a ci, o których ma się lub miało niezbyt dobre zdanie, stają się w trudnych chwilach prawdziwą opoką wobec dramatów, smutków czy problemów…
Tak więc w mojej powieści stawiam pytanie: jak moi bohaterowie odnajdą się wobec problemów dotykających główne postacie? Opowiem tu o intrydze, zdradzie, upokorzeniu i o miłości. Czy moi bohaterowie stawią czoła problemom? Czy to, co się wydarzy w ich życiu, umocni ich przyjaźń, czy wręcz przeciwnie? Co wygra, miłość czy nienawiść? W tej powieści poznacie też i małych bohaterów, dzieci, i zobaczycie, jak one odnajdują się w tym dość mocno skomplikowanym i zawiłym świecie ludzi dorosłych. Zacznijcie czytać, a sami się o tym przekonacie. Bo nie wszystko jest zawsze oczywiste… Ani w życiu, ani w książkach.

Marta Grzebuła z d. Łukomska Pseudonim Jarzębina ur. 22 listopada 1960 roku we Wrocławiu. Tu ukończyła Szkołę Podstawową i Studium Medyczne. Pozostaje pod wpływem poezji J. Słowackiego, A. Mickiewicza czy  A. Asnyka. Pisze od 13 roku życia, w jej zbiorach jest  400 wierszy. Debiutowała w 2010 r. tomikiem poezji: „W cieniu Jarzębiny” (Black Unicorn). Następny to: „Owoce Jarzębiny” (Radwan). Wydane powieści to: „Pomarańczowe ogrody”, „To, co mogło się zdarzyć” (Radwan), „Epizod na dwa serca”, „Kobieta  z okna”, „Dzień, który nie miał jutra” (Warszawska Firma Wydawnicza sc J. Majedcki i J. Wernik) oraz „Zapomnę imię twoje” i „Dotykając Nieba” (Wydawnictwo „ASTRUM”). Autorka tekstu do piosenki zespołu „Wilczyca” (połączone dwa wiersze „Wilk wilkowi” i „W galopie”), do której muzykę skomponował Tomasz Derach. Autorka w swoich powieściach i wierszach przeprowadza Czytelnika po świecie zmagań, wyrzeczeń, prawd, miłości, zdrad, śmierci w taki sposób, by ten, zagłębiając się w kolejne strony, odczuwał nie tylko wzruszenie, sympatię do bohaterów, ale lektura budziła w nim jeden, z największych z darów, jaki posiada człowiek, empatię.
Marta Grzebuła sama mówi: „Sercem do serc, piszę”. I to jest chyba najlepsze podsumowanie jej twórczości.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Poznać prawdę Marta Grzebuła © Copyright by Marta Grzebuła Korekta: Patrycja Żurek Projekt graficzny okładki Zbigniew Kszczot Na okładce: Amanda Dobrowolska ISBN e-book 978-83-7859-361-4 ISBN druk 978-83-7859-362-1 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2014 Jakiekolwiek podobieństwo do kogokolwiek jest przypadkowe i niezamierzone. Postaci występujące w tej powieści i ich losy są fikcyjne. Powieść jest mojego autorstwa i nie może być wykorzy- stana bez mojej zgody. Z. U 1994 nr 24 poz 83 autorka, Marta Grzebuła-Jarzębina Blog autorski http://martagrzebula.blog.onet.pl/ Profil autorski na Facebook https://www.facebook.com/MartaGrzebula?ref=hl PATRONAT 4 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę Pamięci Basi Łukomskiej, mojej Mamy. A mężowi Henrykowi, synom Michałowi, Marcino- wi i Mariuszowi oraz Magdalenie dziękuję za ich ser- ca, pełne wiary, nadziei i miłości. Marta Grzebuła-Jarzębina. Ponadto pragnę z całego serca podzięko- wać za wszelkie rady i pomoc w opracowaniu, przygotowaniu tej powieści do wydania Pani Wiolecie Umeckiej i Aleksandrze Szoć. 5 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę Słowo od autorki Drogi Czytelniku, oddaję w Twoje ręce następną po- wieść. Poznasz tu losy przyjaciół, poznasz ich wzajemne relacje. I dowiesz się, czy w chwili, kiedy los wystawi ich przyjaźń na ciężką próbę, wyjdą z niej zwycięsko. Znane jest stare porzekadło: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”… Żyjąc już na tym świecie jakiś czas, czasem mam wrażenie, że zadeklarowani przyjaciele okazują się często najsłabszym ogniwem naszego życia, a ci, o których ma się lub miało niezbyt dobre zdanie, stają się w trudnych chwilach prawdziwą opoką wobec dramatów, smutków czy problemów… Tak więc w mojej powieści stawiam pytanie: jak moi bohaterowie odnajdą się wobec problemów dotykają- cych główne postacie? Opowiem tu o intrydze, zdradzie, upokorzeniu i o miłości. Czy moi bohaterowie stawią czoła problemom? Czy to, co się wydarzy w ich życiu, umocni ich przyjaźń, czy wręcz przeciwnie? Co wygra, miłość czy nienawiść? W tej powieści poznacie też i ma- łych bohaterów, dzieci, i zobaczycie, jak one odnajdu- ją się w tym dość mocno skomplikowanym i zawiłym świecie ludzi dorosłych. Zacznijcie czytać, a sami się o tym przekonacie. Bo nie wszystko jest zawsze oczywi- ste… Ani w życiu, ani w książkach. Marta Grzebuła-Jarzębina 6 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę PROLOG Las pachniał świerkiem, a ptactwo odśpiewywało arie. Grupa młodych ludzi rozlokowywała się na po- bliskiej polanie. Byli rozbawieni i sprawiali wrażenie naprawdę szczęśliwych. Stanowili paczkę przyjaciół z czasów dzieciństwa. Chodzili do tych samych szkół a wcześniej przedszkoli. Lecz to, co wyrażało siłę ich przyjaźni wynikało z wewnętrznego pragnienia. Była to potrzeba drzemiąca w sercach, umysłach, aby wciąż pielęgnować ten dar. I jako siła sprawcza oraz twórcza znajomości stała się klamrą łączącą tych młodych ludzi na długie lata. Dziś każdy z nich, wolny od obowiązków, od pracy, pragnął jedynie dobrze się zabawić w tym gronie i od- począć. Nieopodal mały strumyk udawał groźną rzekę rwąc spadziste brzegi polany. Nad wodą unosiła się mgła utworzona z miliarda kropel. Świt przecież zawsze ma tak wiele do zaoferowania: całe to piękno lata a do tego w pobliżu lasu. Cóż trzeba więcej? Nic.To, samo w so- bie, wprawiało w euforię grupkę znajomych. Dwoje przyjaciół podeszło do owego strumyka i na- brało wody w czerwone plastykowe wiaderko, po czym 7 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę na przemian rozmawiając i śmiejąc się, wróciło do resz- ty grupy. Po rozłożeniu grubych, zielono-brązowych ko- ców i rozpakowaniu plecaków zasiedli w kole. Na kocu prócz ogromnego kosza z jedzeniem pojawiły się dwa termosy, jeden z kawą, drugi z herbatą. Kiedy dwójka młodych wygodnie się rozlokowała obok jednego z męż- czyzn, ten odezwał się do siedzącej najbliżej dziewczy- ny. Miała długie włosy, które choć spięte w kucyk po- zostawały niesforne na tym lekko porywistym wietrze. Jej bardzo dziewczęce spojrzenie i łagodne rysy twarzy i opadająca co rusz na oczy grzywka odejmowała w zna- czący sposób lat. – Amando, czy ty i twój luby zaszczyci nas obecno- ścią na spotkaniu w środę? – Nie wiem – odparła dość niepewnie dziewczyna. – Myślę, że będę mieć wolne, to Bartek pewnikiem będzie na wykładach.Ale będę, spokojnie, będę niezależnie od niego i niezależnie od wszystkiego – odparła, a na twa- rzy zagościł uśmiech. – Oj, ciągle musimy mówić o przeciwnościach? – wtrącił w rozmowę inny mężczyzna, o włosach tak czarnych jak bezksiężycowa noc, a oczach jak kuszą- co smaczna czekolada. Miał tajemnicze i obiecujące wiele przyjemnych doznań spojrzenie. Uważano go za przystojniaka. Cieszył się też ogromnym powodzeniem u pań. Tej powszechnej opinii nie podzielała Amanda i chociaż lubiła Tomka, tak na swój sposób, to postrze- gała go, jako nieco zarozumiałego i nazbyt pewnego sie- bie. Nie mniej jednak z uśmiechem pełnym akceptacji i sympatii odparła: 8 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę – Nie, nie musimy o tym rozmawiać, ale zapytana odpowiedziałam. – Wiem, Adi, wiem. Kochani!– zawołał do zebra- nych Tomek, ci skupieni w mniejsze grupki zaczęli po cichu rozmawiać między sobą i tak oto znów wytworzy- ła się sytuacja, której ze wszech miar mężczyzna pra- gnął uniknąć: stworzyły się grupki, przebrzmiewające szeptami. Spojrzał z dezaprobatą i nieco głośniej bar- dziej stanowczo zawołał: – Kochani ! Posłuchajcie! Towarzystwo zwróciło się w jego kierunku, ale na twarzach jeszcze przez ułamek sekundy wygasał uśmiech i rozbawienie, które powoli zastępowało sku- pienie. Pojawiło się również dlatego, że Tomek był uwa- żany nie tylko za przystojniaka, ale i człowieka, który ma zawsze coś ważnego i mądrego do powiedzenia. Ze- brani wokółprzyjaciele po chwili dekoncentracji zamar- li w oczekiwaniu na słowa. – Kochani – powtórzył – przyjechaliśmy tu po to, aby odpocząć, zrelaksować się i zwyczajnie powygłu- piać. Proponuję zakończyć tematy typu; studia, nauka, praca, czy domowe problemy. My, mężczyźni, zadba- my o ogień, a wy, drogie panie, zadbajcie o strawę dla wszystkich. Proszę – dodał łagodniej. – No, tak. Jak zwykle. Kobiety gary, faceci spacerek – odezwała się młoda dziewczyna o płomiennych wło- sach. Tak długich, że gruby warkocz spoczywał cicho na kocu. Jej spojrzenie było równie ogniste, co włosy, choć gdzieś na dnie źrenicy oka można było dostrzec iskierki rozbawienia. Niemniej jednak kontynuowała przemo- 9 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę wę, pozorując powagę i stanowczość: – Dziś będzie inaczej. My, dziewczyny, idziemy do lasu po drzewo, a panowie rozpakują koszyk, przygo- tują palenisko nazbierają kamieni a wiadro wody przy- niesione przez Adriana i Ilonę ustawią w pobliżu pa- leniska, tak na wszelki wypadek. Ale, ale... – zawahała się. – A tak w ogóle, czy ktoś wie, czy tu można rozpalić ognisko? – Można – odparł dość wysoki, szczupły chłopak, który właśnie podniósł się z koca, po czym wskazując palcem odległy zakątek polany, dodał: – Tam, widzicie? –nie czekał na odzew. –Jest przy- gotowane palenisko, więc my, faceci – zabrzmiał dum- nie – nie musimy niczym jaskiniowcy znosić kamieni, aby je ułożyć wokół ogniska. Prościej będzie przenieść koc i inne rzeczy w pobliże. A wy, drogie panie, ru- szajcie do lasu po gałęzie, patyki i takie tam – dodał z uśmiechem i szczyptą ironii. – I same zobaczycie, że to nie takie proste. Czasem w lesie nie można znaleźć tego, czego się szuka, a co wydaję się być łatwo dostęp- ne. Spojrzeli znacząco. Ale tylko koledzy. Dziewczyny sprawiały wrażenie, że słowa są im obojętne. A zwłasz- cza podtekst i lekko drwiący uśmieszek. – My, kobitki, znajdziemy to, co wydaje się być tyl- ko wam, facetom, takie trudne i nieosiągalne – odparła hardo rudowłosa dziewczyna a wstając z koca, dodała głosem wojowniczki: – Dziewczyny, idziemy, pokażemy tym mieszczu- chom, jak się organizuje ognisko. Wśród ogólnego śmiechu i aprobaty cztery koleżan- 10 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę ki wstały, po czym szybkim krokiem udały się w głąb lasu. Amanda o blond włosach, Ilona, której szczu- płą sylwetkę podkreślała sukienka w kolorze orzecha, a długie włosy spływały miękką kaskadą na plecy. Ba- sia, łudząco podobna do koleżanek, tylko ubrana i cho- dząca bardziej jak mężczyzna oraz Weronika, z dwoma dołeczkami na policzkach, włosach czarnych i krótkich, jak u chłopca; i owa rudowłosa piękność Ania. Po chwi- li zniknęły w gęstwinie, a niknące sylwetki ukryły nie tylko zarośla, ale otulił również śpiew ptaków i szelest liści. W tym czasie panowie: Adrian, niezbyt wysoki, ale za to bardzo umięśniony, wieczny sportowiec: Romek, szczupły i długi niczym przysłowiowy ołówek (zresztą taki miał pseudonim z czasów szkolnych); Daniel, który mógłby konkurować z dębem, nieco przygarbiony, jak- by wciąż niepewny siebie; Tomek, istny model, i Paweł, który oprócz wielkiego poczucia humoru miał wielkie, silne ręce i taką samą sylwetkę, wszyscy na komendę unieśli koc, na którym spoczywał cały dobytek. Kosz z jedzeniem, plecaki, termosy, bluzy i jeszcze inne dro- biazgi zsunęły się po kilku sekundach na środek koca tworząc wybrzuszenie. Obijały się o kamienie, czy małe wzniesienia. Na szczęście nic nie zostało uszkodzone. Kiedy ponownie rozłożyli koc, wystarczyło kilka szyb- kich ruchów rąk, aby każda rzecz ponownie znalazła się na miejscu. Zasiedli wkoło śmiejąc się, rozmawiając o poczynaniach pań w lesie. Snuli przypuszczenia, jak- by wątpili w ich zdolności poszukiwawcze. Adrian nieco strapionym, udawanym głosem, stwierdził. – Myślę, panowie, że przyjdzie nam jeść kiełbaski 11 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę na zimno. – Oj, nie bądź aż takim pesymistą, bądź co bądź według tradycji to kobieta jest odpowiedzialna za tak zwane ognisko domowe. Ja tam wierzę w panie – po- wiedział Paweł, lecz w głosie zadrgały pojedyncze nut- ki ironii. Nie były tak zaakcentowane jak u kolegi. Stąd ten nie zinterpretował ich prawidłowo. – Zobaczymy – odparł Adrian rzeczowo, ponieważ nie pojął, że kolega nieco kpi. A może udał, że tych nu- tek drwiny nie usłyszał? Już miał coś dodać, gdy ode- zwał się Roman. – Pożyjemy, zobaczymy. Choć przyznam się uczci- wie, że wierzę w laseczki. – Zabrzmiał jak autentyczny obrońca zdolności pań a w głosie kryła się prawdziwa wiara w ich umiejętności. – Dość dywagacji panowie – wstał wyprostował plecy, wyginając się na boki i dodał gromkim głosem.– Pora na piwko.Co wy na to? – Za szybko, i za wcześnie. – Usłyszał w odpowiedzi od Daniela. Zaczynali się nieco nudzić. Wodząc smętnym okiem po polanie wypatrywali dziewczyn. I nagle całkiem spontanicznie zaczęli rozmawiać o pracy. Zatrudnieni byli w tej samej firmie, lub oddelegowani do filii, jak w przypadku Romka i Adriana. Zaczynali, jako młodzi konsultanci do spraw marketingu i zarządzania. W pew- nej chwili, gdy Paweł miał coś dodać w stylu: „A u mnie szef…”, Tomek wpadł mu w słowo, prawie krzycząc. – Panie nadchodzą! –Palec powędrował ku masie zieleni drzew i rozkołysał się na wietrze. 12 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę Ku ich zdziwieniu dziewczyny niosły spore ilości ga- łęzi. – A nie mówiłyśmy, że potrafmy! – zawołały. – Potraficie, potraficie! – odparli zgodnie podrywa- jąc się z koca, aby odebrać drewno. Już po chwili ognisko płonęło, a ciepło czerwono- żółtych płomieni łaskotało policzki zebranych wokół paleniska młodych ludzi. Po lesie rozchodził się śpiew i śmiech. I oczywiście zapach pieczonych kiełbasek, ziemniaków oraz papryki. Mijały godziny a oni spędzali czas, tak, jak zaplano- wali; delektując się pięknem chwili, pięknem natury i ciesząc się towarzystwem. Las wciąż pachniał, stru- myk szumiał, ptaki jeszcze dość mocno rozśpiewane chowały się pośród konarów drzew, a grupka przyjaciół zaczęła wyglądać pierwszej gwiazdy. Zapadał zmierzch, umilkły ptaki, ucichł wiatr a niebo zaczął przepełniać granat nocy wraz ze srebrem gwiazd i księżyca. Bardzo szybko na dobre zagościła noc. Spły- nęła łagodną łuną srebrnego księżyca. Amanda wpatrzona w jego blask powędrowała na chwilę myślami do Bartka. Brakowało jej go teraz. Jak- by czytając w myślach, Basia przytuliła się i szepnęła. – Nawet nie wie, co stracił. – Myślę, że nie zależało mu na przyjeździe tutaj – równie cicho odparła Amanda. –Po powrocie do domu muszę z nim o czymś ważnym porozmawiać – dodała. – A o czym? Mogę wiedzieć? – zapytała zaintrygowa- na przyjaciółka. 13 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę – Nie, nie gniewaj się, ale teraz nic więcej nie po- wiem – przepraszającym tonem powiedziała Amanda. Basia miała coś dodać, gdy do rozmowy wtrącił się Ro- mek. – No, dziewczyny, dość tych szeptów. Czas na pod- chody, jak za dawnych czasów. Zabawmy się niczym dzieci. – No to zabawmy! – zawołali pozostali, jak na ko- mendę. Dwie przyjaciółki zawtórowały. I zabawa się zaczęła, a noc swoim woalem czerni i blaskiem księżyca wypełniała przestrzeń i czas. 14 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę ROZDZIAŁ I Wiara. Amanda Amanda, powolnym i nieco zrezygnowanym kro- kiem weszła na balkon. Wiatr zaczął beztrosko bawić się długimi włosami. Księżyc wpatrywał się w zapłaka- ne oczy. Lecz dziewczyna niczego nie dostrzegała, ani rozświetlonego, niczym bożonarodzeniowa choinka miasta, ani pulsujących, kaskadą barw ulic, czy też zry- wającego się coraz silniejszego wiatru. Nie dostrzegała bezkresu nocy. Wzrok tkwił gdzieś pomiędzy granatem nieba a rozbłyskami świateł. Szukała tego czegoś, co mogłoby dać ukojenie. Może ten łagodny blask srebra księżyca otulonego milionem gwiazd będzie tym, cze- go pragnie? Może gdzieś tam, hen, spadająca gwiazda, niczym dobra wróżba, pomoże zrealizować skryte pra- gnienia? Nie wiadomo. Kiedy stała tak wciąż nierucho- mo, wpatrzona w tę przestrzeń, zdawało się, ale tylko przez ułamek sekundy, że napięta twarz, pełna spływa- jących łez, staje się spokojniejsza i to aż do chwili, kiedy z piersi wyrwało się ciche westchnienie. Uniosła wyso- ko głowę, wpatrzyła się w czerń nocy i raz jeszcze, ale znacznie głośniej i zdecydowanie, westchnęła. I to było to, co niosło ukojenie, choć tylko pozornie. Dławiący żal 15 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę nadal odbierał tak prostą i wręcz naturalną zdolność oddechu. Ciężar emocji razem ze łzami, które łykała, dusił ją, i to już od kilku dni. Nadal niczego oprócz bla- sku rozświetlonych ulic miasta i blasku srebrnego księ- życa nie dostrzegała. Łzy niczym poranna mgła spowiły oczy. Nawet nie zamrugała, stała jak zaklęta, bezwol- na, opętana bólem i żalem. Dni, ongiś tak pełne rado- ści, pełne wspaniałych uniesień i nadziei od tygodnia stały się pasmem cierpienia. Nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji, jaką narzucił los. Jednego dnia straciła wszystko, na czym jej zależało. Dziś nie miała niczego, na czym mogłaby odbudować marzenia, miłość. Czło- wiek, który przez trzy lata obdarowywał ją najpiękniej- szym z uczuć, tydzień temu powiedział coś, co zmieniło wszystko. Odszedł jakby nigdy nic. Jakby to, co ich łą- czyło przez te lata nie miało już znaczenia. Do dziś nie mogła otrząsnąć się, bo słowa wciąż rozbrzmiewały, nie tylko w uszach, ale i sercu: – „Przepraszam cię, ale duszę się tym związku” – po- wiedział pewnego upalnego dnia, w którym miała wła- śnie zakomunikować mu najradośniejszą z nowin. Tak myślała. Lecz po jego wyznaniu nie odezwała się. Nie umiała wykrztusić z siebie słowa, jedynie nieposłuszne jej woli łzy spłynęły cicho, i były pełne żalu oraz bólu. Gdy Bartek wyszedł, zdołała tylko z płaczem rzucić się na łóżko. Została sama; sama z tym, o czym myślała, że będzie radością dla nich obojga, a co teraz okazało się dla niej problemem. Kolejne poranki również nie przynosiły tak upragnionego spokoju duszy i umysłu, ani pomysłu na rozwiązanie kłopotów. Cały dzisiejszy dzień chodziła bez celu, między małą kuchnią a poko- 16 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę jem. Postawiła czajnik na kuchenkę gazową, by zrobić sobie kawę, ale zapomniała o nim do chwili, w której nie zaczęły się wydobywać kłęby pary i wrzątku. Gwiz- dek zdążył już wcześniej wystrzelić na środek kuchni, niczym korek z szampana. Weszła do kuchni, nie za bardzo wiedząc, co robić. Całkowity brak koncentra- cji. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było wyłączenie kuchenki gazowej. Kiedy opanowała sytuację, usiadła przy małym kuchennym stoliku. Ukryła umęczoną i za- płakaną twarz w dłoniach, a z jej ust niczym jęk wydo- były się ciche słowa: – Dlaczego odszedłeś? Dlaczego teraz? Ale cisza, jaka panowała w tej chwili w tej małej zie- lono-pomarańczowej kuchni, z białymi jak śnieg szaf- kami, była równie przygnębiająca, co jej nastrój i nic, co mogłoby być odpowiedzią, nie zabrzmiało w tym peł- nym kolorów pomieszczeniu. Amanda nie miała sił, aby wstać. Nie miała już sił płakać. Zdołała jedynie odczuć cichą wdzięczność, że jest niedziela, i że nie musi iść do pracy. Postanowiła też wziąć urlop od poniedziałku, w związku tym zadzwoniła w sobotę do firmy, do szefo- wej działu sprzedaży, i poprosiła o urlop, za powód po- dając jedyną wymówkę, jaka przyszła do jej skołatanej myślami głowy; że jest przeziębiona i w poniedziałek planuje iść do lekarza. Pani Wanda niechętnie przyjęła tę wiadomość, zaniepokojona jednak tonem głosu po- traktowała ją łagodnie i nad wyraz spokojnie. – Ależ oczywiście, kochanie – odparła autentycz- nie zatroskana. – Rozumiem, lecz proszę cię tylko, daj znać, do kiedy będziesz na zwolnieniu. Bo wiesz, muszę 17 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę to wiedzieć – wtrąciła jakby przepraszającym tonem. Amanda miała wrażenie, że szefowa chce coś jeszcze dodać, lecz już nic nie powiedziała i sama właściwie za- kończyła tę rozmowę telefoniczną. Dodała jedynie na koniec ciepłym i serdecznym głosem: – Kuruj się, odpoczywaj i o nic się nie martw. To ostatnie zdanie, pełne czułości i empatii, było wręcz zaskakujące, ponieważ w firmie uchodziła za nieprzystępnego, nieczułego i kąśliwego człowieka. W związku z tym zasłużyła sobie na pseudonim „Osa”. Puszysta kobieta, z krótkimi włosami w kolorze rdzy, dobrze wiedziała, co o niej mówią, zdawać by się jednak mogło, że nic sobie z tego faktu nie robi. Amanda była nazbyt obolała psychicznie, aby za- stanowić się nad zmianą zachowania szefowej. Nie to zajmowało jej umysł. Po zakończonej rozmowie, rzuciła telefon komórkowy na fotel, a sama ponownie, niczym strącony podmuchem wiatru liść, opadła z impetem na łóżko. Dzień zaczął zagarniać wieczór, a ona nawet tego nie zauważyła. I taką obojętną, zapłakaną zobaczyła ją pani noc; ale i ona była bezsilna i nie wniosła ani jednego promienia nadziei. Amanda na próżno czekała na tele- fon od Bartka. Milczał, a ona tęskniła i zadawała sobie niezmiennie to samo pytanie: W czym zawiniła, co zrobiła nie tak? Nawet echo nie zdołało jej odpowiedzieć. Jej sło- wa niczym głaz odbiły się od kolorowych ścian pokoju i równie przygnębione wróciły samotne wprost do jej duszy, a tam pośród dławiącego żalu utkwiły jak ko- 18 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę lec w ranie. Dzień trwał niepomny jej bólu. Radośnie mrugał promieniami słońca, które poprzez koronkowy splot firan wpływał łagodnym światłem do wnętrza po- koju. Amanda wciąż leżała na swoim łóżku, mieszczą- cym się w rogu niezbyt dużego pokoju, i wpatrywała się beznamiętnie w sufit, na który padały promienie słoń- ca, tworząc przeróżne wzory. Odbijały się na nim cienie firanowych kwiatów i falowały niesione podmuchem wiatru, który wpływał przez otwarte okno. Kiedy leżała tak w bezruchu, pokój wypełnił przenikliwy dźwięk te- lefonu komórkowego. Dziewczyna poderwała się ener- gicznie. – Halo, słucham – rzuciła do słuchawki. Jej serce zaczęło bić jak oszalałe, a w głowie rodziła się nadzieja, że to może... – To ja, Basia – usłyszała po sekundzie. – Cześć – odparła Amanda, ale w jej tonie nie było słychać radości, jakiej oczekiwała przyjaciółka. – Co ci, słonko? Masz taki dziwny głosik – spytała Basia. Była pełna obaw i troski; dobrze wiedziała, że to nie wróży nic dobrego, więc zamarła w oczekiwaniu na odpowiedź. – Nic takiego, jestem trochę przeziębiona – skłama- ła przyjaciółce. Nie była gotowa na wyznania, a już na pewno nie przez telefon. – Coś kręcisz, dziewczyno – z niedowierzaniem po- wiedziała Basia, a po chwili dodała szybko: – Już jadę do ciebie. I nie czekając na reakcję przyjaciółki, rozłączyła się. Amanda nie zdążyła nawet zaprotestować; zresztą na- 19 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę wet by nie próbowała, nazbyt dobrze wiedziała, że Ba- sia nie jest osobą skłonną do zmiany decyzji. Dlatego powoli zaczęła ogarniać pokój. Rozrzucone ubrania, koc walający się po brązowo-białym dywanie, niedbale zaciągnięte miodowe zasłony, wszystko to nazbyt wy- raźnie mówiło o stanie ducha właścicielki. Nie miała tak naprawdę sił ani ochoty, ale pragnęła ukryć swoją rozpacz, która wyrażała się w ogólnym nieładzie, jaki od kilku dni panował w jej schludnym dotąd mieszka- niu. Ten widok z pewnością zaalarmowałby jej wielo- letnią przyjaciółkę, a przecież chciała uśpić jej czujność. Niestety zapomniała zupełnie o własnym wyglądzie. Jej potargane włosy, zapuchnięta od płaczu twarz, pod- krążone oczy i rozciągnięty zniszczony popielaty dres z czarnymi lampasami były niczym lustro jej duszy. Ona także była pełna czerni; jej skulona sylwetka, zgarbione plecy, oczy wpatrzone w podłogę, wszystko to wskazy- wało na ogrom żalu i bólu, jaki dźwiga. I taką właśnie Amandę zobaczyła po godzinie Basia. Nic nie dało się ukryć przed czujnym okiem przyjaciół- ki. Ten widok odebrał, na ułamek sekundy, mowę jej koleżance. A zaskoczenie znalazło ujście w słowach; prawie wybuchła niepomna tego, że znajduje się jesz- cze na klatce schodowej. Jej głos był pełen zaskoczenia oraz niedowierzania, lecz nie tylko… Emanował troską, strachem i, co dziwne, bólem. – Jezu, dziewczyno! Co się stało!? – Nie czekała jed- nak na odpowiedź, szybko popchnęła bezwolną Aman- dę do wnętrza przedpokoju i zaraz po przekroczeniu progu mieszkania, przytuliła ją pełna współczucia i raz jeszcze, ale znacznie spokojniej i ciszej spytała. 20 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę Słowo od autorki PROLOG ROZDZIAŁ I Wiara. Amanda ROZDZIAŁ II Nadzieja. Amanda ROZDZIAŁ III Miłość. Amanda, Basia i przyjaciele ROZDZIAŁ IV Lustro. Basia ROZDZIAŁ V Szarość i kolory. Basia i Amanda ROZDZIAŁ VI Gdy nastanie noc. Basia ROZDZIAŁ VII Oczekiwanie ROZDZAŁ VIII Oczy kameleona ROZDZIAŁ IX Poznać prawdę… ROZDZAIŁ X Westchnienie Amandy EPILOG 6 7 15 33 70 102 117 144 160 190 201 231 241 Spis treści 248 wydawnictwo e-bookowoMarta Grzebuła Poznać prawdę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poznać prawdę
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: