Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00401 005980 13100798 na godz. na dobę w sumie
Poznaj Amie - ebook/pdf
Poznaj Amie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 101
Wydawca: Silva Rerum Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65697-13-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Amie to młoda, mądra, uzdolniona plastycznie Amerynkanka. Na swej drodze spotyka rozkapryszonego syna nowojorskiego bogacza. Zderzenie tych dwojga tak róznych ludzi, konfrontacja ich postaw wobec choroby oraz siła rodzącego się uczucia stanowi o sile tej książki. Autorką jest białostocka lekarka, która materiał do swej powieści zbierała w nowojorskich klinikach, a także w... Central Parku.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

P oznaj A mie A gnieszka Kułak-Bejda P oznaj A mie Poznań 2017 © 2017 by Wydawnictwo Literackie SILVA RERUM © 2017 by Agnieszka Kułak-Bejda Grafiki: Beata Hryniewicz Redaktor prowadzący: Paulina Wiśniewska Korekta: Katarzyna Kędzierska Projekt okładki: Agnieszka Kułak-Bejda Skład i łamanie: Studio StrefaDTP Ilustracja na okładce: © tr3gi/Depositphoto.com ISBN druk – 978-83-65697-12-7 ISBN e-book download – 978-83-65697-13-4 Wydanie I Wydawnictwo Literackie SILVA RERUM www.wydawnictwo-silvarerum.eu Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny Moś i Łuczak spółka jawna ul. Piwna 1, 61-065 Poznań tel./fax 0-61 6337165 www.mos.pl I P oczątek — Powtarzam…. – ze zniecierpliwieniem powiedział młody czło- wiek. – Wsiadłem do samochodu i jechałem przed siebie… Było ciem- no. Skąd miałem wiedzieć, że zza zakrętu wyjedzie samochód? Zresztą on też jechał za szybko! – i spojrzał na siedzącego po stronie oskarżycieli mężczyznę w ortopedycznym kołnierzu i ze złamaną nogą. Sala sądowa nie była duża. Wyglądem nie wyróżniała się niczym od pozostałych sal sądowych Amerykańskiego Wymiaru Sprawie- dliwości. Cała wykończona elementami z  ciemnego drewna, gdzie centralnym punktem było podwyższone miejsce zajmowane przez sę- dziego. Oprócz niego, w pomieszczeniu znajdował się oskarżony, jego adwokat i oskarżyciel. Na widowni zaś przebywało tylko kilka osób. 2 5 — Byłeś pijany! I to ja jestem ranny, a nie ty! – rzucił oskarżyciel do młodego człowieka. – Jest synem bogatego tatuśka, to myśli, że mu wszystko wolno! — Nie byłem pijany! Może ty! — Spokój! Spokój! To jest sąd! – mówił zdenerwowany sędzia. — Wysoki Sądzie, nie ma jednoznacznych dowodów na to, że mój klient był pod wpływem alkoholu podczas jazdy. To są tylko nie- poparte żadnymi dowodami insynuacje. Jestem pewien, że dojdzie- my do porozumienia – rzekł mężczyzna około trzydziestki, ubrany w garnitur. Był adwokatem młodego człowieka oskarżonego o spo- wodowanie wypadku samochodowego. — Panie mecenasie, zapraszam do mnie – rzekł sędzia. – Jeśli nie uspokoi pan swojego klienta, to wsadzę go do więzienia za obrazę sądu i nie będzie obchodzić mnie to, że jest on synem senatora – po- wiedział na stronie. — Dobrze! Nie ma obawy. Już się to więcej nie powtórzy Wysoki Sądzie. — Mam nadzieję! Wezwano pierwszego świadka. W tym czasie adwokat koił nerwy swojego porywczego klienta: — Uspokój się. Wiesz dobrze, jakie mogą być konsekwencje. Je- śli się nie opanujesz, to pójdziesz za kratki, Tom. Sędzia i tak jest na ciebie cięty za to, jaki cyrk odstawiłeś wcześniej. Nie pamiętasz? Nie pierwszy raz siedzisz na ławie oskarżonych. Na twoje nieszczęście to ten sam sędzia. — Dobra, postaram się, ale ten palant mnie wkurza! Naprawdę pamięta sprawę z tym, jak mu tam…, Fox’em? No, może wtedy lekko przesadziłem, ale to on zaczął i to on pobił mnie za artykuł. Rzeczywiście, pół roku wcześniej ten sam młody człowiek zo- stał oskarżony przez wpływowego biznesmena o zniesławienie. Jako ambitny początkujący dziennikarz chciał za wszelką cenę udowod- nić na łamach poczytnego i powszechnie szanowanego biznesowego czasopisma, że ów mężczyzna był zamieszany w aferę korupcyjną. To okazało się błędem. Sprawa potoczyła się dość szybko i zakończyła ugodą. Dziennikarz miał przeprosić go na łamach „Businessweek 6 2 Magazine” i zamieścić sprostowanie. Nie chciał tego uczynić, a takie nieposłuszeństwo groziło utratą pracy. — Tak…, ale dzisiaj nie szarżuj, różnie może być. Rozprawa trwała jeszcze około pół godziny. Na koniec sędzia wy- dał wyrok: — W imieniu sądu stanu Nowy Jork ogłaszam Thomasa Harri- sona winnym stawianych mu czynów i zobowiązuję do wypłaty od- szkodowania w wysokości 150 tysięcy dolarów na rzecz poszkodowa- nego Johna White’a. Rozprawę uznaję za zakończoną. — Ile? Pięknie! Jeszcze tego brakuje, że będę musiał mu tyle za- płacić – miotał się Tom. — Ciesz się, że tak to się skończyło. A twojego ojca nie było? – zapytał adwokat rozglądając się po sali. — Nie, a co miałby sobie reputację psuć wyrodnym synem?! – odparł z gniewem w głosie. – Skąd ja wezmę tyle kasy?... – westchnął. — Może ojciec ci pożyczy? – podsunął mecenas. — Nie, dzięki. Wiesz co, kumplem jesteś dobrym, ale doradcą Wśród nielicznych widzów na sali sądowej obecna była matka marnym… Toma. — Synku! Jak dobrze, że tak to się skończyło! — Cześć, mamo! Co ty tutaj robisz? – zdziwił się patrząc na matkę. — Witaj! No jak to co, przyszłam cię zabrać do nas na obiad! — Nie wiem, czy mam ochotę… Wychodząc z sądu, rzucili się na nich dziennikarze węszący sen- sację. W końcu była to rozprawa syna powszechnie szanowanego se- natora Michaela Harrisona. — Mój klient na żadne pytania nie będzie udzielał odpowiedzi – powtarzał mechanicznie adwokat. Szybko przedarli się przez tłum reporterów i wsiedli do samochodu. — Dobrze, że wszystko się tak skończyło – podsumowała roz- trzęsiona pani Harrison. — Tak, ale niewiele brakowało – adwokat spojrzał wymownym wzrokiem na Toma. – Jak myślisz, stary szybko cię przywróci z po- wrotem do pracy? 2 7 — Nie wydaje mi się… nie wiem… nie pytaj… nie teraz. – i spojrzał na matkę. — Aha… A na ile cię zawiesił? – kontynuował mimo wszystko. — Do odwołania – odrzekł Tom. — Uuu, nie najlepiej to wygląda… – powiedział adwokat. — Wiem… Skończ już. — No, już dobrze, nie martwmy się tym teraz – starała się złago- dzić napięcie matka chłopaka. Kierowca zawiózł ich do apartamentu na Manhattanie, gdzie mieszkali rodzice Toma. Czekał tam na nich ojciec chłopaka. Był on powszechnie szanowanym i  lubianym przez obywateli senatorem. Większość czasu spędzał na podróżach między Waszyngtonem a No- wym Jorkiem. Tak też wyglądały czasy licealne Toma. Dorastający chłopak ojca widywał niemal wyłącznie w weekendy, co nie sprzyjało wzajemnym relacjom. Kiedy najbardziej go potrzebował, jego akurat przy nim nie było. Matka Toma, Jane, była z kolei kobietą całkowicie podporząd- kowaną swojemu mężowi. Jedyne jej zajęcie, oprócz prowadzenia domu, stanowiła sporadyczna działalność charytatywna. Kiedy Mi- chael Harrison został wybrany na senatora, zasiadła w zarządzie fun- dacji St. Vincent’s Hospital. Zniecierpliwiony senator, usłyszawszy, że ktoś wchodzi do apar- tamentu, wyszedł naprzeciw drzwi: — No nareszcie! Czemu to tak długo trwało, panie Roberts? – zapytał wyniośle. — Niestety, nie da się przewidzieć wszystkiego. Czy mój asystent poinformował pana o wyroku? — Owszem. — To ja już się pożegnam. Do widzenia, pani Harrison, panie senatorze! Trzymaj się, Tom – dodał do niego na stronie, ściskając rękę na pożegnanie. — Dzięki, Ben! Odprowadzę cię – odpowiedział przyjaźnie Tom. A przy drzwiach dodał: — Nie chciałem, byś przy matce pytał o  pracę, bo nie wiem, czy wiesz, ale wywalili mnie! Ojciec nic nie wie. Pewnie wkrótce się 8 2 dowie, bo mój były szef to jego kumpel. Ale na razie ty też o niczym nie wiesz. Jasne? — No pewnie. W gazecie nic nie o tym nie pisali… – zakpił. — Jesteś prawnikiem gazety, nie kadrowym. — Fakt… I co teraz zrobisz? — Nie wiem, na razie muszę to wszystko przemyśleć. — W taki razie powodzenia! Trzymaj się stary! — Ty też! – zamknął za Benem drzwi. Po wyjściu adwokata senator zwrócił się do Toma: — Musimy porozmawiać, Thomasie! — Dobrze, ojcze! — Wyrokiem sądu się nie przejmuj. Już zrobiłem przelew na konto poszkodowanego – mówił ojciec przechodząc do gabinetu. — Nie trzeba, sam mogę zapłacić odszkodowanie dla tego pa- — Niby skąd? Nie masz tyle oszczędności. Jeśli w  ogóle jakieś masz. To już załatwione i koniec – nie dał wejść sobie w słowo senator. — Nie zgadzam się. Sam chcę o sobie decydować – upierał się lanta! Tom. — Proszę bardzo! Jak sobie wyobrażasz spłacić karę, skoro cię zwolnili! Co, myślałeś, że się nie dowiem? – zapytał widząc zdziwienie na twarzy syna. – Nie bój się, nie powiem matce. Chcesz, by dostała przez ciebie zawału? Ryan nigdy by tak nie postąpił. — No pewnie, że nie. Ty i twój idealny syn. Szkoda, że wyjechał do Japonii, bo gdyby był w Nowym Jorku, to zająłbyś się nim, a mnie zostawił w spokoju! – krzyknął w gniewie Tom. — Tak uważasz? Myślisz, że mnie nie obchodzisz? To nieprawda. — Tak. Tak myślę! — Jesteś moim synem, ale zawiodłem się na tobie, Thomasie! — Jak zwykle. Cały czas to samo… Zawsze się do wszystkiego musisz wtrącać! — Uznam, że tego nie powiedziałeś. — Dobrze ojcze, przepraszam – odpowiedział Tom pokornie, przez co był zły na siebie, że ojciec, jak mu się wydawało, tak łatwo nim manipuluje. 2 9
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poznaj Amie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: