Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00123 007812 15712796 na godz. na dobę w sumie
Pozycje zimy - ebook/pdf
Pozycje zimy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 50
Wydawca: Portpublish Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-935227-0-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Zbiorek 'Miasta aniołów', którego zmienioną wersję stanowią 'Pozycje zimy', ukazał się pierwotnie w roku 1998 w Bydgoszczy nakładem Instytutu Wydawniczego Świadectwo oraz „staraniem Wojewody Legnickiego i Urzędu Wojewódzkiego w Legnicy”, jak czytam w ostatnim egzemplarzu, jaki się ostał w mojej bibliotece. Obecne wydanie ukazuje się bez kłopotliwego pośrednictwa urządzeń suwerennego państwa – że posłużę się agambenowskim dyskursem spiskowym – w postaci Instytutów, Urzędów i Wojewodów, co niepomiernie mnie cieszy. Tym razem, można by rzec, nie fatygując nikogo, autor postarał się sam. Wierszom towarzyszą komentarze autora oraz krytyczne omówienia Karola Maliszewskiego oraz Janusza Drzewuckiego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Grzegorz Tomicki Pozycje zimy GT GT Legnica 2012 2 Grzegorz Tomicki, Pozycje zimy Wydanie II, zmienione (poprzednie pt. Miasta aniołów) Wydawnictwo GT, Legnica 2012 Copyright © by Grzegorz Tomicki, 1998, 2012 Projekt graficzny, zdjęcia, skład itd.: autor Na zdjęciach Osiedle Piekary w Legnicy, widok z pozycji Ptasiego Osiedla ISBN: 978-83-935227-0-5 3 Wspomnienie zwrócone ku przyszłości O ile mnie pamięć nie zwodzi, gdzieś w okolicy przełomu wieków ukazały się trzy moje cieniutkie książeczki z wierszami, w tym jedna nikczemnie zwana arkuszem, co w oczach poważnych czytelników – zwłaszcza tych, którzy sami są autorami „książek”, „tomów”, a nawet „dzieł” – zupełnie ją dyskwalifikuje. Poniekąd zresztą słusznie, aczkolwiek z powodów zgoła odmiennych. Po- wiedzmy, iż zasługuje ona na słuszne zapomnienie nie ze wzglę- dów formalnych, lecz z uwagi na jakość poetyckiego dowcipu, jaki sobą reprezentuje. W zasadzie dotyczy to także dwóch moich kolejnych tomi- ków słusznie albo i niesłusznie tak zwanych, dla których określe- nia „arkusz”, „zeszyt”, a może i „brulion” pasują równie dobrze albo i niedobrze jak „książka”, „tom”, a nawet „dzieło”, że nie wspomnę o „księdze”. Z tą jednak istotną różnicą, że czytanie ich po latach nie tylko nie powoduje u mnie jakiegoś szczególnie do- tkliwego dyskomfortu, ale sprawia nawet pewną perwersyjną przy- jemność, jaką daje obcowanie ze swoim przeszłym, nieaktualnym, archaicznym ego, a więc alter ego w dosłownym słowa tego zna- czeniu, czyli alter ego par excellence, tj. całkiem innym ja, że się tak wyrażę. 4 Przyjemności tej nie muszą, rzecz jasna, podzielać ewentual- ni Czytelnicy i Czytelniczki, toteż do czytania tych tekstów – które bardziej lub mniej udolnie aspirują do bycia wierszami, a przy tym są nieprzyzwoicie osobiste – nikogo nie namawiam. Tak się bo- wiem szczęśliwie składa, że nie ani żaden sponsor, ani urzędnik, ani wydawca nie oczekują „zwrotu kosztów” ani tym bardziej zy- sków z tej wirtualnej publikacji. Nie muszę zatem podejmować ja- kiejkolwiek aktywności promocyjnej, co jest powodem mojego nieukrywanego ukontentowania, jako że zachwalanie tego, co się było zrobiło, jest jednym z najbardziej nudnych, jałowych, a przy tym nieprzystojnych sposobów egzystencji, jakie znam. O ileż po- żyteczniej jest robić coś nowego niż robić coś tam jeszcze z raz już zrobionym. Zbiorek Miasta aniołów, którego zmienioną wersję stanowią Pozycje zimy, ukazał się pierwotnie w roku 1998 w Bydgoszczy nakładem Instytutu Wydawniczego „Świadectwo” oraz „staraniem Wojewody Legnickiego i Urzędu Wojewódzkiego w Legnicy”, jak czytam w ostatnim egzemplarzu, jaki się ostał w mojej bibliotece. Obecne wydanie ukazuje się bez kłopotliwego pośrednictwa urzą- dzeń suwerennego państwa – że posłużę się agambenowskim dys- kursem spiskowym – w postaci Instytutów, Urzędów i Wojewo- dów, co niepomiernie mnie cieszy. Tym razem, można by rzec, na fatygując nikogo, postarałem się sam. W zasadzie też wiersze te spokojnie mogą obyć się bez Czy- telników, jako że jedynym kapitałem, jaki weń zainwestowano, jest mój własny czas, który nie posiadając obiektywnej wartości – zwłaszcza dla osób trzecich, a w zasadzie i drugich – nie podlega wycenie w ziemskiej walucie ani tym bardziej zwrotowi. Innymi słowy, publikacja ta nie musi się „zwracać” – ani w kosztach ani do czytelników-nabywców. Nie musi spełniać niczy- ich oczekiwań i nie nakłada na mnie jakichkolwiek zobowiązań, co w warunkach współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego czy- ni ją nie tylko bezwartościową, ale i bezinteresowną, czyli wielce 5 pożądaną. Oczywiście, wyłącznie przez tę szlachetną mniejszość, za którą mniej szlachetna większość lubi się zazwyczaj uważać. Tomik ten, brulion, zeszyt czy e-book różni się także tym od pierwszego wydania papierowego, że usunąłem z niego kilka wier- szy, kilka nieznacznie podrasowałem oraz dodałem dwa inne, po- chodzące z tamtej równie pięknej, co trudnej epoki, które z per- spektywy czasu (a więc z innej pozycji) uznałem za bardziej sen- sowne. Zupełnym novum są także zdjęcia. Szczegółowe ewiden- cjonowanie tych zmian wydaje mi się zbyteczne. Byłbym się może z podobną inicjatywą nigdy nie wychylał, gdyby nie fakt, iż po kilkunastu latach od „naukowego zwrotu” czy też „nawrócenia” – jak ze swojej, tj. profesorskiej perspektywy (pozycji) rzecz ujął Krzysztof Uniłowski – przymierzam się do wydania nowej książeczki z wierszami, co skłoniło mnie do prze- wietrzenia archiwów, których pewne fragmenty chciałbym w ten sposób ocalić od zapomnienia tudzież ku uciesze przyszłym sie- ciowym archeologom. Ponieważ intuicja podpowiada mi, że ów „zwrot poetycki” – choćby z tego względu, że brzmi głupio – mo- że nie potrwać zbyt długo, kuję żelazo, póki gorące. Toteż nieba- wem w podobnym trybie wypuszczę zapewne także moje krakow- skie Zajęcia. Jest to zatem i nie jest gest powtórzenia pewnego istotnego – aczkolwiek wyłącznie dla mnie – wydarzenia z 1998 roku. Jest też i nie jest wspomnieniem. „Powtórzenie i wspomnienie – jako rze- cze Søren Kierkegaard – to ten sam ruch, lecz skierowany w prze- ciwne strony gdyż to, co się wspomina, już było, powtarza się więc «do tyłu». A właściwe powtórzenie to wspomnienie zwróco- ne ku przyszłości”. Jakoś tak też sobie o nim myślę, tylko mniej uczenie. O ile w ogóle, to polecałbym te prostolinijne wiersze lekturze w stylu mniej poważnym, tragicznym i namaszczonym niż ten, w którym je niekiedy pisano. Tylko wtedy, jak sądzę, da się w nich znaleźć niejakie upodobanie. 6 A teraz, jeśli Państwo pozwolą, wstanę od biurka i wsiądę na rower, aby zaczerpnąć odrobiny przyjemności z bezpośredniego obcowania z naturą, bez której kultura w ogóle nie miałaby smaku. Zwłaszcza wiosną. Podobnie też jak mojemu koledze Wallace’owi Stevensowi, w pokoju świat wydaje mi się niezrozumiały, za to podczas jazdy rowerem widzę, że składa się on z trzech, może czterech wzgórz i jednej chmury. I taki wydaje mi się bardziej dorzeczny. Grzegorz Tomicki 7 8 Z wtorku na środę. Przesilenie Mając po dwanaście lat i miasto u stóp siedzimy na szpitalnym balkonie paląc duszące papierosy. Niewidoczni w tej niszy, chwilowo bezkarni. Przy nas przemycone tu cudem średniosprawne tranzystorowe radio. Widok stąd, opatrzony za dnia, teraz przedstawia się innym. Noc jak okiem sięgnąć. Równe rzędy bloków (w zarysach) upstrzone pojedynczymi światłami. Ciemne cienie porozrzucanych bez ładu, jak się zdaje, drzew. Ugięte karki latarni. Podkowiasty budynek szkoły z tonącym w mroku placem apelowym wewnątrz. Wywyższająca się ponad wieża kościoła. Widziane skądinąd pobliskie ulice okazują się w końcu nie tymi. Ogarnięte wcześniej, zawłaszczone obszary wyzwalają się, cofają w głąb. Giną z oczu znajome podwórka. Najjaśniejszy w zasięgu wzroku punkt, opustoszały dworzec PKS nie wróży rychłych, dalekich wypraw. Najbliższe przewidziane powroty będą powrotami do zdrowia. Policzone czy nie, dni staną się krótsze. Coraz. 9 Ósma rano. Czekamy, aż się ściemni Dokładnie rok temu. W tym samym miejscu, w tym samym nastroju (więc i pod tą samą gwiazdą na niebie). Wszystko inne już tylko podobne: nieład na stole, nieład pod stołem, my (w nieładzie). Nazajutrz po urodzinach. Nie wszyscy jeszcze opuścili ten dom. Tym, co pozostali, na ulice nie spieszno. Mamy tu wszystko, co trzeba, aby przetrwać. Nie jesteśmy pokoleniem. W takich chwilach, jak ta, zwyczajnie trzymamy się razem. Przekroczyliśmy już niejedną granicę – kto wie, która będzie ostatnią (coś nam mówi, że ma się pod koniec starożytnemu światu). Dlatego rozmawiamy ze sobą niewiele, słuchamy muzyki, spożywamy, co się da. Na wpół upadli, na wpół podniesieni na duchu, nie wiemy, na którą nas stronę przechyli. Jutro jest pewne. My nie. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pozycje zimy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: