Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00500 007552 13468096 na godz. na dobę w sumie
Prawdziwy skarb - ebook/pdf
Prawdziwy skarb - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875895 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Taka miłość zdarza się tylko raz! Zaręczona z włoskim arystokratą Joanna z niecierpliwością oczekuje na ślub, tymczasem Gustavo pewnego dnia wyznaje... że kocha inną. Każde z nich rusza swoją drogą, spotykają się dopiero po dwunastu latach. Joanna ma prowadzić wykopaliska na terenie posiadłości niedoszłego męża. Gustavo wierzy, że cenne znaleziska pomogą mu uratować rodzinny majątek, jednak jeszcze bardziej pragnie odzyskać zupełnie inny skarb...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 5 0 8 1 R N , ISSN 1641-5736 9 771641 573024 5 Lucy Gordon Prawdziwy skarb 05-RO-1a.indd 2 05-RO-1a.indd 2 3/21/07 2:58:25 PM 3/21/07 2:58:25 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Lucy Gordon Prawdziwy skarb Tłumaczyła Wiktoria Mejer Drogie Czytelniczki! Witam serdecznie w najpiękniejszym wiosennym miesiącu. Mam nadzieję, że upajający zapach kwitnących krzewów, drzew i kwiatów nastraja Was optymistycznie, a te z Was, które mają kłopoty, odzyskają pogodę ducha przy lekturze książek z serii ROMANS. Przygotowałam dla Was ostatnią część miniserii Siostry McIvor, zachęcam również do lektury nowych romansów Lucy Gordon oraz Elizabeth Harbison, bo obie autorki cieszą się wśród Was zasłużonym uznaniem. W maju możecie przeczytać następujące książki: Nowa gwiazda – ostatnia część miniserii Siostry McIvor. Czy siostry dojdą do porozumienia i będą wspólnie zarządzać dziedzictwem? Prawdziwy skarb – Lucy Gordon zaprasza Was do Włoch, gdzie pewien zubożały arystokrata odzyska coś więcej niż majątek... Przepis na romans – tym razem Elizabeth Harbison nie tylko Was wzruszy, ale też rozbawi i zaintryguje! Znowu razem – spotkanie po latach pozwoli dwojgu ludzi wyjaśnić wszystkie zagadki z przeszłości. Mój książę Wyspa marzeń (DUO) – dwie opowieści o wielkiej namiętności, zgubnym braku zaufania i potrzebie szczerości. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Lucy Gordon Prawdziwy skarb Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: he Italian’s Rightful Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Korekta: Ewa Popławska © 2005 by Lucy Gordon © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3083-2 Indeks 360325 ROMANS – 905 PROLOG – Wazy ze szczerego złota, klejnoty, aż ślinka cieknie, bogactwa nad bogactwami… Opalająca się Joanna obróciła głowę i spojrzała na swe- go dziesięcioletniego syna, który siedział obok niej na pia- sku. Prawie nie było go widać, bo wsadził głowę w gazetę. – Kochanie, co ty wygadujesz? Ponad brzegiem gazety pojawiły się oczy. – Wielkie odkrycie. Znaleźli pałac pełen skarbów. – Uj- rzawszy jej niedowierzającą minę, dodał: – To znaczy, na razie parę starych cegieł. Roześmiała się. – Tak właśnie myślałam, bo wiem, jak lubisz koloryzo- wać. I gdzie są te stare cegły? – W Rzymie. – Podał jej gazetę i wskazał palcem odpo- wiednie miejsce. „Fascynujące, unikalne fundamenty – czytała Joanna. Ogromny pałac sprzed półtora tysiąca lat”. – Twoja działka, mamo – zauważył Billy. – Ruiny, staro- cie… Wszystko w twoim wieku – przekomarzał się. – Wyślę cię dziś spać bez kolacji! – zagroziła. – A załatwiłaś sobie jakiegoś innego pomocnika? – spy- tał zuchowato. I jak miała nie uwielbiać tego małego nicponia? Ponie-  Lucy Gordon waż jej praca wymagała częstych wyjazdów, a w dodatku Joanna dzieliła się opieką nad synem ze swoim byłym mę- żem, nie widywali się z Billym tak często, jak by chcieli. Na szczęście tego lata mogli spędzić trochę czasu razem, za- tem wyjechali do Włoch, do położonej na wybrzeżu Ad- riatyku Cervii. Joanna początkowo pławiła się w słodkim nieróbstwie, leżąc na plaży i tocząc niekończące się rozmowy ze swoim rozwiniętym ponad wiek synem, wkrótce jednak obojgu zaczęła dokuczać nuda. Artykuł w gazecie obudził zainte- resowanie obojga, zwłaszcza Joanny, która była znanym ar- cheologiem, choć Billy bez żadnego szacunku utrzymywał, że mama grzebie w kościach i śmieciach. Usiadła i nucąc pod nosem, zaczęła czytać. „Rozległe fundamenty liczącej tysiąc pięćset lat budow- li odkryto na terenie rodowej siedziby książąt Montegiano, nieopodal pałacu, w którym rezyduje obecna głowa rodu, książę Gustavo.” Nucenie umilkło. – Byłaś kiedyś w Rzymie, mamo? Cisza. – Mamo? Mamo! Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi, Billy pochylił się i pomachał Joannie ręką przed nosem. – Tu Ziemia, tu Ziemia. Mamo, odezwij się! Odbiór! – Przepraszam. Co mówiłeś? – Czy byłaś w Rzymie? – Co? Ja? Eee… tak, tak. – Mamo, gadasz, jakby ci padło na mózg – stwierdził przyjacielskim tonem. – Tak myślisz, kochanie? Przepraszam cię, ale… Proszę, Prawdziwy skarb  czyli on jednak miał rację, wierząc tym przekazom o zagi- nionym wielkim pałacu. – On? Znasz tego księcia Jakiegoś Tam? – Spotkałam go kiedyś. Raz. Dawno. Chcesz lody? – De- speracko zmieniła temat, bo przecież nie mogła powie- dzieć: Gustavo Montegiano to człowiek, którego kochałam bardziej niż twojego ojca, człowiek, którego mogłam po- ślubić, gdybym okazała się wystarczająco samolubna. A gdyby wolno było mówić takie rzeczy, dodałaby jesz- cze: To człowiek, który złamał mi serce, nawet o tym nie wiedząc. ROZDZIAŁ PIERWSZY – Dzwoń, do diabła! No już! Książę Gustavo utkwił spojrzenie w telefonie, który uparcie milczał. – Miałaś dzwonić co tydzień – wycedził. – A to już dwa tygodnie! Cisza. Zerwał się zza biurka, podszedł do oszklonych drzwi, wyjrzał na kamienny taras. Na ostatnim z szerokich stop- ni siedziała dziewięcioletnia dziewczynka, zgarbiona, spra- wiająca wrażenie opuszczonej, i ten widok jeszcze podsy- cił jego gniew. Przeszedł przez pokój, chwycił słuchawkę, gwałtownie wybrał numer. Oczywiście wiedział, że nikt nie jest w stanie zmusić je- go byłej żony do zrobienia czegokolwiek, na co nie miała ochoty, ale tym razem zamierzał naciskać aż do skutku. Ich córka rozpaczliwie potrzebowała jakiegoś dowodu, że ma- ma o niej nie zapomniała. – Crystal? – warknął, gdy wreszcie odebrała. – Miałaś dzwonić. – Caro – wymruczała tym swoim zmysłowym głosem, który kiedyś przyprawiał go o dreszcze. – Gdybyś wiedział, jak jestem zajęta… – Tak zajęta, że nie masz czasu dla córki? Prawdziwy skarb  – Jak się miewa moje biedne kochanie? – Tęskni za matką – rzucił z furią. – Na szczęście udało mi się ciebie zastać, więc teraz łaskawie porozmawiaj z nią. – Nie mam czasu, akurat wychodzę. I bądź tak miły, nie dzwoń więcej do tego domu. – Wyjdziesz później. Renata zaraz tu będzie – uprzedził, gdyż usłyszał tupot na tarasie. – Wyjdę teraz, bo muszę. Przekaż jej ode mnie, że ją bar- dzo kocham. – Niech mnie piekło pochłonie, jeśli to zrobię! Sama jej powiesz… Crystal? Crystal?! Ona jednak rozłączyła się dokładnie w tym momencie, w którym dziewczynka wbiegła do gabinetu. – Chcę rozmawiać z mamą! – Córka wyrwała mu słu- chawkę z ręki. – Mamo, mamo! Patrzył, jak cała radość znika z jej twarzyczki, gdy Re- nata zamiast głosu matki usłyszała ciągły sygnał. Tak jak się obawiał, mała obróciła się ku niemu z oskarżycielskim wyrazem twarzy. – Dlaczego nie pozwoliłeś mi z nią porozmawiać? – Kochanie, mama bardzo się spieszyła… Nie mogła… – Nie, to twoja wina! Ty na nią krzyczałeś, słyszałam! Ty nie chcesz, żebym rozmawiała z mamą. – To nieprawda – tłumaczył, próbując ją objąć. Nie udało mu się jej przytulić, gdyż stała zupełnie sztyw- no, a jej buzia była pozbawiona wszelkiego wyrazu. Zapad- ła się w sobie, nie miał z nią kontaktu. Zupełnie jakbym widział samego siebie, pomyślał. On też wycofywał się w podobny sposób. Tak, to była krew z jego krwi, kość z jego kości – nie to, co drugie dziecko Crystal, dziecko, którego przyjście na świat poprzedził ich rozwód. 10 Lucy Gordon – Kochanie… – spróbował ponownie, ale poddał się, po- nieważ emanowała z niej nieprzejednana wrogość. Renata winiła go za odejście mamy, a Gustavo nie wiedział, co będzie lepsze dla córki – brutalna prawda czy też bajeczka, że matka ją kocha, lecz okrutny ojciec utrudnia ich wzajemne kontakty. Gdyby tylko znał odpowiedź na to pytanie… Puścił ją z ociąganiem, wybiegła od razu, zaś Gustavo usiadł ciężko przy biurku i ukrył twarz w dłoniach. – Czy przychodzę w złym momencie? Gustavo uniósł wzrok i ujrzał starszego mężczyznę w po- brudzonym ziemią ubraniu, stojącego w drzwiach prowadzą- cych na taras i ocierającego pot z czoła. – Ależ skądże, Carlo, zapraszam. Książę podniósł się, podszedł do barku ukrytego w osiem- nastowiecznej komodzie, nalał do szklanek zimnego piwa. – Proszę. I jak posuwają się prace? – Robię, co mogę, lecz przydałby się lepszy ekspert. – Nie znam lepszego od ciebie – rzekł lojalnie Gustavo. Przyjaźnili się od ośmiu lat, kiedy to w Montegiano od- był się międzynarodowy kongres archeologów, którym książę udostępnił pałac. Gdy ostatnio na terenie posiadło- ści odkryto fundamenty dawnej budowli, prawdopodob- nie pochodzącej z czasów starożytnych, Gustavo natych- miast zadzwonił do profesora Carla Francesego. – To jest odkrycie o wielkim znaczeniu, musi się nim za- jąć wybitny znawca, ja specjalizuję się w innej epoce. Po- lecam Fentoniego. Będzie zachwycony. Ty mnie wcale nie słuchasz! – Słucham, oczywiście, tylko… A niech to piekło po- chłonie! Ona znowu… – Crystal? Prawdziwy skarb 11 – Któżby inny? Potraię znieść, że mnie zdradziła, uro- dziła syna innemu i zrobiła ze mnie głupca przed całym światem, ale nie wybaczę jej nigdy, że porzuciła Renatę. Moja córka cierpi, a ja nie mogę jej pomóc. – Nigdy nie lubiłem twojej żony – wyznał po chwili wa- hania Carlo. – Pamiętam, jak ją spotkałem bodaj dwa la- ta po waszym ślubie. Ty byłeś nią kompletnie zauroczony, jednak ona nie wydawała się aż tak zaangażowana. – Kompletnie zauroczony – powtórzył gorzko. – Tak, przez długi czas starałem się widzieć w niej same zalety, ponieważ to ze względu na nią postąpiłem niegodnie wo- bec innej osoby, która miała zostać moją żoną. Musiałem więc przekonać samego siebie, że „nagroda”, jaką dzięki te- mu zdobyłem, była tego warta. W oku Carla błysnęło żywe zainteresowanie. – Niegodnie? Jak bardzo? Gustavo aż się uśmiechnął. – Muszę cię rozczarować, nie usłyszysz żadnej roman- tycznej historii godnej uwiecznienia w wielkiej tragedii. Ani ja, ani ta dama nie byliśmy zakochani, chodziło o mał- żeństwo z rozsądku. Carlo nie dziwił się temu, gdyż wiedział, że wśród ary- stokratycznych europejskich rodów takie rzeczy wciąż się zdarzają. Osoby z tytułami zazwyczaj przyciągały osoby z pieniędzmi i poślubienie kogoś takiego stawało się prak- tycznie obowiązkiem, gdy w grę wchodziło utrzymanie starych majątków i rodowych siedzib. – I jak zostało zaaranżowane? – Wtedy jeszcze żył mój ojciec, który, niestety, nie miał drygu do inansów. Tak się jednak składało, że przyjaciół- ka mojej matki znała pewną młodą Angielkę z wyjątkowo 12 Lucy Gordon bogatej rodziny. Przedstawiono nas sobie, całkiem się po- lubiliśmy. – Jaka ona była? Gustavo zastanawiał się przez chwilę. – Przede wszystkim bardzo miła – rzekł wreszcie. – Ła- godna, delikatna, wyrozumiała. Mogłem z nią rozmawiać o wszystkim. Pewnie bylibyśmy dobrym małżeństwem, bar- dzo zgodnym. Ale nagle spokój przestał mnie pociągać, po- nieważ zjawiła się Crystal, zjawiła się jak… – przez moment szukał słów – jak kometa na ciemnym niebie. Olśniła mnie, oślepiła. Nie widziałem, że jest bezwzględna i samolubna, do- strzegłem to dopiero później, już po ślubie. – Co powiedziała twoja narzeczona, gdy z nią zerwałeś? – Nie zerwałem, ona to zrobiła. Zachowała się naprawdę wspaniale. Stwierdziła, że jeśli wolę Crystal, to ona się wy- cofuje, bo tak będzie lepiej dla nas obojga, w końcu która kobieta chce mieć męża myślącego o innej? Brzmiało to bardzo rozsądnie. – A gdyby nie zwolniła cię z danego jej słowa? Ożenił- byś się z nią? Gustavo był wstrząśnięty. – Oczywiście! – Twoi rodzice zapewne nie byli zbyt szczęśliwi? – Nie, ale nie mogli nic zrobić, bo moja narzeczona przedstawiła to jako naszą wspólną decyzję, ja tylko przy- takiwałem, w sumie chyba trochę wyszedłem na idiotę. Oj- ciec nie mógł mi darować, że rodzina straciła taką okazję. – Rozumiem, że Crystal nie wniosła do związku żadne- go majątku? – Owszem, wniosła, ale mniejszy. – Jeśli ktoś mający takie poczucie obowiązku jak ty nie Prawdziwy skarb 13 postawił na pierwszym miejscu dobra rodu, to Crystal na- prawdę musiała cię opętać. Skinął głową, przypominając sobie, jakie wrażenie na nim wywarła, gdy ją poznał. Zmysłowa, żywiołowa i bez- troska, ciągle się śmiała, była bardzo uczuciowa, a przynaj- mniej tak mu się wtedy wydawało. Dopiero później miał zrozumieć, że te jej swobodnie okazywane emocje są po- wierzchowne, że jest zupełnie niezdolna do prawdziwych, trwalszych i głębszych uczuć. On sam z kolei uchodził za niewzruszonego, przy czym prawie nikt nie wiedział, że Gustavo nie mówi o swoich uczuciach właśnie dlatego, że przeżywa je niezmiernie in- tensywnie. Zbyt intensywnie, by poważył się to okazać. Carlo jednak znał swego przyjaciela, wiedział, że temat jest dla niego bolesny, dlatego skierował rozmowę na in- ne tory. – Ale rozmawialiśmy o pracy… Otóż im szybciej Fento- ni i jego ludzie przeprowadzą tu badania, tym lepiej. – Fentoni zapewne każe sobie słono płacić – zauważył cierpko Gustavo. – Najlepsi zawsze kosztują – stwierdził sentencjonalnie Carlo. – Crystal żąda zwrotu wszystkiego, co wniosła. Ma do tego prawo, ale jej roszczenia stawiają mnie w ciężkiej sytuacji. – Może na tym odkryciu uda ci się zarobić. – Niewątpliwie – rzekł bez przekonania Gustavo. – Do- brze, skontaktujmy się z Fentonim. – Spróbuję od razu, po co czekać? Pozwolisz? – Carlo już sięgał po słuchawkę. Książę znowu podszedł do drzwi wiodących na taras i po chwili udało mu się odnaleźć wzrokiem córkę. Sie- 14 Lucy Gordon działa na ściętym pniu wiekowego drzewa, sterczącym z trawnika. Kolana podciągnęła pod brodę, objęła je ra- mionami. Kiedy zauważyła ojca, pomachał do niej z uśmie- chem, lecz ona odwróciła wzrok, a zdesperowany Gustavo aż miał ochotę tłuc głową o ścianę. Jak miał pomóc córce, jak? Czuł się bezradny, zżerało go poczucie winy. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że przyjaciel rozmawia z kimś żarliwym tonem, starając się go prze- konać. – Fentoni, stary przyjacielu, to, co mamy tutaj, to znacznie ważniejsza sprawa. Och, do diabła z twoim kontraktem! Po- wiedz im, że zmieniłeś zdanie i wolisz zająć się tym… Ile?! Rozumiem… Spojrzał na księcia i bezradnie wzruszył ramionami. – Kogo w takim razie byś polecił? Tak, oczywiście, sły- szałem o niej, ale pani Manton jest Angielką. Czy to akurat obcokrajowcy powinni orzekać w sprawie naszych zabyt- ków? Dobrze, skoro tak mówisz… Masz może numer do niej? – Nabazgrał coś na kartce i zakończył rozmowę. – Angielka? – spytał Gustavo z wyraźnym brakiem en- tuzjazmu. – Fentoni mówi, że była jego najlepszą uczennicą. Pro- ponuję zrobić tak… Skontaktuję się z nią i postaram się ją tutaj ściągnąć. Jeśli wrażenie okaże się pozytywne, ustali- my z nią warunki. – Dziękuję. Zostawiam sprawę w twoich rękach, Carlo. Kiedy Joanna usłyszała, z czym dzwoni Carlo Francese, miała tylko jedno pytanie. – Czy to książę Gustavo wybrał mnie do tej pracy? – Nie, polecił panią mój przyjaciel Fentoni. Pani Man-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Prawdziwy skarb
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: