Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00371 008294 15928651 na godz. na dobę w sumie
Próba felietonu - ebook/pdf
Próba felietonu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 65
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3295-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> felietony
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Niniejsza pozycja to zbiór 25 feletonów.

Autor opisuje barwnym językiem życie mieszkańców jednej z małopolskich miejscowości - Niepołomic. Możemy tu znaleźć opis Wigilii, zmianę pór roku, poszukiwanie zakładu fryzjerskiego, czy korespondencję z Burmistrzem i Radą Miasta i Gminy.

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Copyright by Jerzy Piątkowski Okładka – zdjęcie: Jerzy Golowski Wydanie pierwsze 2011 2 „Słowiczku mój! a leć a piej! Na pożegnanie piej” Historia Niepołomic drepcze mi po piętach i wyraźnie mówi: minęły czasy, gdy nasi królowie z nosami w gwiazdach wystawiali wrażliwą opuszkę ucha z zamku, by słuchać czarodziejskiego głosu słowików i koić cierpienia duszy. Bażanty widuję … ale czy słowiki poszły w las tego pewnie i burmistrz nie wie. Mieszkam na ekologicznym osiedlu „Na Jazach” (dla mało gramotnych w topografii okolicy dyskretnie podpowiem, że jest to dzielnica Niepołomic). No właśnie ! I w tym miejscu dopadła mnie zachęta Adasia Mickiewicza „Słowiczku mój ! a leć a piej”. Lecę, więc i pieję. Pieję co tu kryć, ale nie z zachwytu – pieję na Radę Miasta i Gminy, bo od Chobotu poprzez Wolę Batorską i Jazy do Niepołomic City biegnie Gościnna, ale na miłość boską – wąska i ruchliwa. Skrawka chodnika możesz ze świecą szukać i nie znajdziesz. Czy to deszcz … czy słoneczna spiekota - pchają się na drogę ludziska; matki karmiące i narzekające, z wózkami, zakupami, młodzież, ułani na rowerach, soliści ma skuterach, wędkarze, konnica, wozy z cementem, buldożery, MPO, Pogotowie takie-siakie, dzielni strażacy, służba leśna, dalej wiadomo …, wiadomo – nie trzeba gęby strzępić. Czekam na mikrobus … i jestem czujny jak najlepszy specjalista od chodnika i krawężnika. Jest potrzebny słyszę, jak włoszczyzna do rosołu, płacimy podatki. 3 Ludzie chcą być aktywni; więc jedna niewiasta mówi do drugiej … chodnik wie pani to – rarytas XXI wieku, ważniejszy niż komputer, ale Czy musi być położony pod moimi oknami ? Dla pani to rarytas … niech będzie nawet kabanos, ale – przez takie myślenie jak pani, to zamiast chodnika będą dziury, jak w szwajcarskim serze. Samochody będą ludzi zabijać i będzie pani miała drugi cmentarz przed oknami. Kawałka rowu pani żałuje a rada jak już przetarg ogłosiła to nie może z gęby robić cholewy. Mnie tam wszystko jedno - broni się kobiecina i dodaje z krystaliczną szczerością w głosie „mój stary się nie zgadza”. To niech go pani zapyta …jak długo będzie żył, z tym sumieniem które sobie zapaćkał. Dojeżdżamy do Centrum. Ryneczek … kociłby i dziury. Jakaś gracja wysiada z zaparkowanego samochodu – w szpileczkach, wspina się bidula, jak na Ornak. Aż prosi się, by do niej krzyknąć „Słowiczku Mój! a leć a piej”. „Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle” Odkąd zjawiłem się w najlepsze … w najlepszej w Małopolsce oazie spokoju, ba - wszystko stało się dla mnie najlepsze. Zamieszkałem w najlepszych Niepołomicach „Na Jazach” jak mnie szybko pouczyli najlepsi sąsiedzi . Najlepszy mój zięć, postanowił także osłodzić mi najlepsze lata i na starość kupił telewizor, czyli najlepsze kino domowe. Także w trosce o moją jak najlepszą kondycję postanowił zadbać o najlepszą 4 Do majówki, bo lepszego wyboru specjalnie nie mam, filmową klasykę, bo wiadomo, że nasza - najlepsza telewizja pogardziła w najlepsze Kabaretem Olgi Lipińskiej, i rzuciła się, byjuż tylko nakręcać najlepsze seriale, w oparciu o najlepsze brazylijskie wzorce. słucham jak biorą się za łby, najlepsze tuzy naszej polityki. Jeden powiada „najlepsze kasztany są na Placu Pigalle” a drugi mu zaraz z najlepszego Pałacu odpowiada - „Zuzanna lubi je tylko jesienią”. Po wysłuchaniu najlepszej prognozy pogody, wiem, że trzeba mi ruszyć w miasto. Pędzę , więc żwirową ścieżyną z osiedla, mijam najlepsze prywatne przedszkole, które przyzywa mocną buraczkową fasadą; i już jestem na najlepszym przystanku. Jego metalowy szkielet, wygląda jak po najlepszym bombardowaniu. Szyby wytłuczone w najlepszym stylu, przez największych głupoli, którym szkodzi najlepsze powietrze. Ludziska gadają w najlepsze. Czekam na najlepszą komunikację czyli na mikrobus. I już jestem w centrum. W najlepszym Urzędzie Gminy i Miasta załatwiam, to co trzeba i zasuwam, by kupić najlepszy chlebek z kminkiem. Przez ścieżkę parku z rozwianą fryzurą pędzi najlepszy od wielu lat pan Burmistrz, po drodze sypie najlepszym słowem, jakie ma pod ręką, do pracownika, zapewne też najlepszego, bo on pilnie słucha co do niego mówi zwierzchnik. Na ryneczku gwarno, najlepsze żony robią zakupy, siadają na najlepsze rowery i gnają do domu gotować najlepszą zupę. Najlepsi mężowie teraz oddają się trosce o najlepsze zarobki. W kawiarnianych ogródkach siedzą przy piwku najlepsze obiboki. Siadam i ja – zawsze miło kandydować na najlepszego i mruczę w najlepsze do siebie nad kufelkiem piany. 5 Fantastyczne jest i bardzo ludzkie to, że tu miejscowi mają zdrowe ambicje, bo chcą mieć wszystko najlepsze. Widać to najlepiej w kulturze, w sklepach i w biznesie. Chcą być najlepsi w obserwacji nieba, w gimnastyce; jako puszyści i na pływalni. Gładzę po sobie najlepsze krakowskie pawie pióra jakie mi zostały i zasuwam stary łakomczuch, na najlepsze niepołomickie lody. „ Kobieto ! puchu marny ! ty wietrzna istoto ! Postaci twojej zazdroszczą anieli, ...” (Adam Mickiewicz ) Gdzie jesteś Puchu ? – wołają moje rozgrzane do białości okularki. Może chwytasz z wiatrem w nozdrza zapach kasztanów, może pochłonęło ciebie jakieś magnoliowe eldorado – majówka ? Chodzę po niepołomickim deptaku, czyli po Rynku, przy „Zielonej Aptece”, przy „Salonie piękności”, gdzie hoduje się (przez długie jak wieczność - dwie godziny) ... półmetrowe biologiczne paznokcie; albo i powabny ekstrawagancki baleyage. Szukam młodych kolegów „po piórku – Jurku ”, co by wykazali się męskim honorem i rzucili do stóp „ marnego puchu”, ten wyrwany spod serca - dowód szalonej miłości, a nawet otoczyły zaborczo męskim ramieniem uwielbienia. A one rychło w rewanżu - w taką noc pełną westchnień; zesłałby na nich sen utkany z pragnień erotycznych, a tu nic... i nic. Lezę, ci to ja sam – bez żadnego z tych „po piórku” – młodych, ambitnych do … przy-zamkowego Parku i dalej szukam. Wsadzam 6 dziób i na przystanek mikrobusów, gdzie hot - dog jak pomarańcza dojrzewa i rośnie bujnie razem z pieczarką w gębie – i też nic. „Dzika plaża” jest przy poczcie i przy kościele, choć tu aniołki być powinny. W gwiazdy, to one nie patrzą - myślę sobie, bo już same w jakiś gwiazdozbiorze towarzyskim grasują. Trudno. Jedynie jakieś podfruwajki, wyżerają lody z foremki wafla i skubią z włosków, jedna drugą po łydkach. Inne mlaskają tak, że Pan Bóg zachowaj; bo żują gumy i szczęki im skrzypią jak stare zawiasy. Tarmoszą się niewiadomo dlaczego i szpanują pokazując dzwoniące „komóry”, bo jedna musi dzwonić koniecznie do drugiej a dobry tatuś zapłaci. Gdzie te chłopy ? – tu zacna Danuśka Rinn, przypomniana się jak Piłat w „credo”, i każe mi szukać dalej - i to koniecznie kogoś, kto byłby wart tej postaci, której zazdroszczą anieli. Za Chiny jak mówiła moja młodość - nie mogę w końcu ja stary wyga nikogo znaleźć. W kawiarni „Wenecja”, do której z czystego przypadku, zapałałem miłością, siadam poobijany wewnętrznie jakbym wyszedł z jakiegoś forum poświęconego opracowaniu przyszłorocznego budżetu. Drenuję do dna jeden soczek z czarnej porzeczki , potem drugi, aż mi się czarno robi w oczach. „Niechaj żywi nie tracą nadziei... ” – powtarzam za poetą Adamem Asnykiem i robię wszystko by jej nie stracić. Skoncentrowany w sobie jak dżem w słoiku, mam zamiar ruszyć do Referatu Promocji Miasta, ale czy nie wyśmieją ? Nawet miałem w tej „Wenecji” ochotę zapytać kelnerkę czy, by nie chciała robić za anioła, ale nie było okazji, bo jakaś wycieczka -młodzieży zleciała do letniego ogródka jak stadko wygłodniałych wróbli. Patrzę na to randez-vous z caca-colą sądząc, że to minie, ale gdzie tam, ćwir i ćwir - rozlega się dokoła więc odpuszczam. 7
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Próba felietonu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: