Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00360 007157 15370803 na godz. na dobę w sumie
Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego. Dlaczego jedne kraje są biedne, podczas gdy inne są bogate? - ebook/pdf
Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego. Dlaczego jedne kraje są biedne, podczas gdy inne są bogate? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 257
Wydawca: Wolters Kluwer Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-264-5263-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> ekonomia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W książce przedstawiono, w jaki sposób współczesna gospodarka światowa utrwala i wzmacnia przewagę ekonomiczną krajów wygrywających, pozostawiając te słabsze w pułapce zacofania i ubóstwa.

Czytelnik znajdzie w publikacji między innymi:

Adresaci:
Książka adresowana jest do pracowników naukowych zajmujących się naukami ekonomicznymi i społecznymi, studentów uczelni ekonomicznych, a także wszystkich osób zainteresowanych problematyką teraźniejszości i przyszłości globalnej gospodarki oraz powiązanych z nią społecznych zjawisk.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marek Garbicz Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego Dlaczego jedne kraje są biedne, podczas gdy inne są bogate? Warszawa 2012 Wydawca Monika Pawłowska Redaktor prowadzący Janina Burek Opracowanie redakcyjne Renata Włodek Redakcja, korekty i łamanie www.wydawnictwojak.pl Projekt graficzny okładki Studio Kozak © Copyright by Wolters Kluwer Polska Sp. z o.o. 2012 All rights reserved. ISBN 978-83-264-3955-1 Wydane przez: Wolters Kluwer Polska Sp. z o.o. Redakcja Książek 01-231 Warszawa, ul. Płocka 5a tel. 22 535 82 00, fax 22 535 81 35 e-mail: ksiazki@wolterskluwer.pl www.wolterskluwer.pl Księgarnia internetowa www.profinfo.pl Spis treści Wstęp .................................................................................................... 7 Rozdział 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego ................. 13 Rozdział 2. Mechanizmy budowania przewag i pułapki zastoju .......... 33 Rozdział 3. Strategie rozwoju – potrójne fiasko ................................... 65 Rozdział 4. Globalizacja na horyzoncie ............................................... 90 Rozdział 5. Nie ma dziś rozwiniętych krajów o zamkniętej gospodarce ........................................................................ 108 Rozdział 6. Pod wpływem klimatu i w kleszczach malarii .................... 131 Rozdział 7. Izolacja geograficzna ........................................................ 156 Rozdział 8. Przekleństwo zasobów naturalnych ................................... 168 Rozdział 9. Kluczowa rola instytucji w rozwoju ................................... 182 Rozdział 10. Dlaczego istnieją złe instytucje? ........................................ 207 Rozdział 11. Studium przypadku: wahania wzrostu gospodarczego w średniowiecznej Europie ................................................ 228 Zakończenie .......................................................................................... 241 Bibliografia ............................................................................................ 245 Indeks .................................................................................................... 253 Wstęp W 2010 roku Polska, ze swym dochodem w wysokości 54 USD dzien- nie (według parytetu siły nabywczej), znajduje się gdzieś wśród uboż- szych członków klubu najbogatszych mieszkańców planety1. Oznacza to, że wykazuje już ona wiele cech kraju rozwiniętego, ale ma także sporo cech niedorozwoju. Mimo tego oczywistego dualizmu sytuacji gospodarczej zainteresowania polskich ekonomistów są dość jedno- stronnie skierowane na studiowanie wyłącznie doświadczeń krajów wysoko rozwiniętych. Te zainteresowania bardziej jednak wyraża- ją wygórowane ambicje niż przyziemne realia polskiej ekonomiki. Nie mamy przecież pewności, że np. proces zbliżania się Polski do unijnych gospodarek jest zapewniony automatycznie. Jest prawdą, że w obrębie Unii Europejskiej procesy konwergencji postępują, ale proces doganiania krajów wyżej rozwiniętych nie jest powszechny, co m.in. znajduje wyraz w narastaniu nierówności ekonomicznych w skali światowej. Dlatego dla Polski kluczowy dziś problem to próba ustalenia źró- deł naszego niedorozwoju gospodarczego i pytania o warunki oraz szanse przezwyciężenia tego zacofania. Na te pytania główny nurt współczesnej ekonomii odpowiada dość słabo. Do niedawna proble- my rozwoju nie budziły w ogóle szczególnego zainteresowania eko- nomistów, a zapewne także zainteresowania szerszej opinii publicznej w krajach rozwiniętych. Dlaczego tak się działo? Bo to nie jest i nie był zasadniczy problem dla Unii Europejskiej czy USA. Niedorozwój jest kategorią względną i siłą rzeczy nie dotyczy tych, którzy repre- 1 Odpowiada to produktowi krajowemu brutto na głowę w wysokości nieznacznie ponad 19 tys. USD rocznie. Według Banku Światowego to już kwalifikuje nas do grona krajów o wysokich dochodach. Niemniej polski PKB na głowę wciąż znacznie ustępuje średniej dla krajów rozwiniętych (ponad 37 tys. USD rocznie, czyli prawie dwa razy wię- cej niż w Polsce). Źródło: World Development Indicators Database, World Bank, 1 July 2011. 8 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego zentują technologicznie rozwinięte centrum. W obszarze tych kra- jów wzrost gospodarczy i postęp techniczny dokonuje się niejako sa- moczynnie i w dużym stopniu spontanicznie. Badanie mechanizmów wzrostu i rozwoju nie jest zatem priorytetem dla nauk ekonomicz- nych w tych krajach ani też dla głównych ośrodków finansujących badania ekonomiczne. Z tych względów to krótkookresowa równo- waga ekonomiczna, a nie długookresowa dynamika gospodarki, była do niedawna centralnym przedmiotem zainteresowania ekonomi- stów-teoretyków i głównego nurtu ekonomii. Ekonomię teoretyczną uprawia się niemal wyłącznie w krajach wysoko rozwiniętych, a bez większego ryzyka można sądzić, że ponad 90 teoretyków mieszka i tworzy w centrach rozwiniętego kapitalizmu. Ekonomia rozwoju była tu uprawiana bardziej z potrzeb poznawczych niż dla bieżącej, praktycznej użyteczności (oczywiście z punktu widzenia użyteczno- ści społeczeństw bogatych). Można stąd wyprowadzić wniosek, że inspiracji dla odpowiedzi na polskie problemy należy szukać także poza głównym nurtem ekonomii, w szczególności – choć nie tylko – w znaczących dokonaniach współczesnej ekonomii rozwoju, która w ostatnich latach wypracowała kilka nowych, interesujących idei. Ostatnio sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać. Przyczy- niają się do tego procesy globalizacyjne. Problemy energetyczne, surowcowe i demograficzne, zmiany klimatyczne na Ziemi, eko- nomiczne skutki terroryzmu światowego, AIDS, wzbierające fale migracyjne ludności czy światowy wymiar kryzysu finansowego – wszystko to sprawia, że w coraz większym stopniu postrzegamy świat jako całość. Mamy też rosnące przekonanie, że „płyniemy w jednej łodzi”. Zwiększa to zainteresowanie przyczynami nierów- ności ekonomicznych, biedy i ubóstwa, gdyż te zjawiska, choć do- legliwe głównie dla obszarów niedorozwoju, przestały być jedynie lokalnymi problemami, a zaczęły być odczuwane w skali globalnej. Fascynujące procesy przebiegają dziś także w obszarze krajów daw- niej peryferyjnych. Po raz pierwszy od 200 lat dominująca tendencja zaczyna się zmieniać. Dystans rozwojowy między Europą (i Amery- ką Północną) a resztą świata, rosnący od czasu rewolucji przemy- słowej, od dwóch, trzech dekad zaczął się stopniowo zmniejszać. Pozycja krajów Zachodu wobec rosnącej potęgi ekonomicznej Chin, Indii, Brazylii i innych szybko rozwijających się gospodarek dawne- go Trzeciego Świata względnie słabnie, a geopolityczna mapa świata szybko się zmienia, oddając nowy układ sił w globalnej gospodarce. Musi to rodzić zwiększone zainteresowanie zarówno analizą me- Wstęp 9 chanizmów tego przyspieszenia u jednych, jak i zwolnienia wzrostu u drugich. Wśród kluczowych kwestii, na które ekonomia winna przekonu- jąco odpowiedzieć, znajduje się pytanie, jakie czynniki mają decydu- jące znaczenie dla długookresowego wzrostu i rozwoju gospodarcze- go. Czy zasadniczą rolę odgrywają czynniki wewnętrzne, zależne od danego społeczeństwa i na które ma ono wpływ poprzez swą poli- tykę i działania własnych obywateli? Czy też może jest przeciwnie: proces rozwoju i perspektywy sukcesu ekonomicznego zależą od ja- kichś czynników zewnętrznych? Zarówno w tej, jak i w wielu innych kwestiach ekonomiści są bardzo podzieleni. Oczywiście na wzrost gospodarczy możemy patrzeć jak na wy- nik nakładów czynników produkcji. Niedorozwój ekonomiczny był- by w tym świetle rezultatem niedostatecznego nasycenia gospodarki kapitałem ludzkim i rzeczowym oraz technologiami. Gdyby usunąć lukę technologiczną i kapitałową, to problemy zacofania gospodar- czego i niskiej stopy życiowej rozwiązywałyby się automatycznie. Jest to jednak rozumowanie, które niewiele wyjaśnia, gdyż pozostawia otwarte pytania co do przyczyn, dla których luka technologiczna i niedobory kapitału utrzymują się permanentnie i w długim okre- sie. Należałoby sięgnąć do tzw. głębokich źródeł rozwoju/niedoro- zwoju, pozwalających dotrzeć do mechanizmów odpowiedzialnych za sukcesy i porażki procesów rozwojowych. Dlaczego do pewnych krajów kapitał nie dopływa w dostatecznie dużej skali mimo ogrom- nych, niezaspokojonych potrzeb? Dlaczego wewnętrzny poziom oszczędności jest tam niski? Co blokuje rodzimą przedsiębiorczość i innowacyjność? Ponieważ opinie co do przyczyn tych zjawisk różnią się radykal- nie, to pomocna tu może być klasyfikacja odmiennych szkół myśle- nia, zaproponowana przez D. Rodrika2. Wskazuje on, że obecnie trzy szkoły ekonomiczne zdominowały nasze myślenie na temat mechanizmów napędowych (lub blokujących) pożądanej zmiany społecznej i ekonomicznej oraz odpowiedzialnych za niedorozwój ekonomiczny. • Pierwsza z tych szkół zwraca uwagę na czynnik geograficzny, któ- ry ma w pełni wymiar egzogeniczny. Klimat, zasoby naturalne 2 D. Rodrik, Institutions, Integration, and Geography: In Search of the Deep Deter- minants of Economic Growth, [w:] In Search of Prosperity: Analytic Narratives on Eco- nomic Growth, red. D. Rodrik, Princeton University Press, Princeton 2003. 10 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego i położenie geograficzne (np. bliskość rynków zbytu czy izolacja terytorialna) mogą mieć znaczenie rozstrzygające dla szans roz- wojowych danego kraju. • Druga szkoła reprezentuje podejście instytucjonalne. W tym przy- padku źródeł porażek upatruje się w obszarze złych, toksycznych instytucji, nieefektywnych reguł gry ekonomicznej, które blokują pożądany postęp. Problemem mogą być źle zabezpieczone prawa własności, wysokie ryzyko w obrocie towarowym, problemy ko- rupcji czy brak wielu instytucji redukujących koszty transakcyjne. Zwolennicy tego podejścia sądzą zatem, że źródła niedorozwoju mają raczej wewnętrzny charakter i nie należy ich szukać poza daną gospodarką. • Zgodnie z trzecim punktem widzenia warunkiem szybkiego roz- woju jest integracja z gospodarką światową. Oznacza to stawkę na rozwój handlu oraz możliwie pełne otwarcie własnej gospo- darki, tj. przeprowadzenie liberalizacji na rynkach towarowych i kapitałowych. Argumentuje się, że bardziej otwarte gospodarki rozwijają się szybciej niż zamknięte. Klasyfikacja D. Rodrika umożliwia zaprezentowanie głównych idei, pomysłów i koncepcji, jakie współczesna myśl ekonomiczna ma dziś do zaoferowania. Autor niniejszej książki przyjmuje ten punkt widze- nia i wykorzystuje go do wyjaśnienia głównych źródeł ekonomiczne- go niedorozwoju, ale i do pokazania, jak rodzi się sukces gospodarczy i jakie mechanizmy utrwalają przewagi ekonomiczne. Niemniej byłyby tu potrzebne dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, całe nasze dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że zjawisko wzrostu ekonomicznego jest bardzo skomplikowanym procesem. Jego urucho- mienie i podtrzymywanie wymaga spełnienia jednocześnie wielu wa- runków ekonomicznych, społecznych i politycznych. Nie jest to zmiana o charakterze jednoczynnikowym, dlatego wszelkie próby poszukiwa- nia Świętego Graala, jakiegoś kamienia filozoficznego czy cudownej formuły wzrostu z reguły są skazane na niepowodzenie. Szybki rozwój gospodarczy jest uwarunkowany istnieniem odpowiedniej infrastruk- tury instytucjonalnej, która jednak musi uwzględniać różne lokalne uwarunkowania, w tym geograficzne, a także zmiany technologiczne, które popychają w kierunku integracji ze światem zewnętrznym. Tak więc każda szkoła reprezentuje nie jakiś całościowy ogląd, ale opisu- je jedynie jakiś ważny, acz wyodrębniony aspekt problemu rozwoju. Wstęp 11 W tym sensie nie mamy tu do czynienia wyłącznie z rywalizującymi z sobą podejściami teoretycznymi, ale raczej winniśmy traktować te szkoły jako – do pewnego stopnia – komplementarne. Po drugie, zaprezentowany wyżej podział czynników rozwoju może się wydawać niezbyt konsekwentny. Gdyby znacznie uprościć obraz sytuacji, można by argumentować, że procesy rozwojowe do- konują się w obrębie dwóch kluczowych uwarunkowań: techniczno- -przyrodniczych (geografia) oraz społecznych (instytucje). To przy- roda nas ogranicza, gdyż to jej zasoby mamy przetwarzać na dobra zaspokajające potrzeby społeczne. I to jakość instytucji określa, jak ludzie w tym skomplikowanym dziele społecznego wytwarzania ko- operują z sobą, zarówno tworząc nowe technologie, jak i posługując się już dostępnymi. Problem integracji danego kraju z gospodarką światową wydaje się jednak elementem jego infrastruktury instytu- cji. Otwieranie się (lub nie) danej gospodarki na świat jest bowiem funkcją prowadzonej przezeń polityki gospodarczej, systemu prawa i ewentualnie norm społecznych wyznawanych przez daną zbioro- wość. Wszystko to jest już zawarte w istniejącym systemie instytu- cji i poniekąd stanowi jego część, a więc oddzielanie kwestii handlu i integracji od reszty systemu instytucjonalnego wydaje się sztuczne i niepotrzebne. Warto jednak bronić podejścia D. Rodrika w tym względzie. Choć z formalnego punktu widzenia zarzut jest słuszny, to z perspektywy poszczególnych gospodarek problem ich otwarcia na świat zewnętrzny jawi się jako istotny i do pewnego stopnia samo- istny czynnik rozwoju. Integracja ekonomiczna wyraża skłonność do kooperacji danej gospodarki i jej podmiotów w wymiarze dużo szer- szym niż tylko lokalny, regionalny. Historycznie rzecz biorąc, ludzie bogacili się na różne sposoby: ekstensywnie zagospodarowując wol- ne przestrzenie, podbijając innych i przejmując ich zasoby lub w spo- sób bardziej wyrafinowany, tj. drogą wymiany, handlu. Pierwszy spo- sób ma swe oczywiste ograniczenia, drugi – w ogóle nie zwiększa zasobów w skali globalnej i jest jedynie ich redystrybucją przy użyciu przemocy. Jedynie ta trzecia droga sprzyja długookresowo dobro- bytowi wszystkich (potencjalnie) zaangażowanych stron. Jeśli zatem analiza rozwoju nie jest prowadzona wyłącznie w wymiarze global- nym – tj. z perspektywy całej ludzkości, lecz w układzie poszcze- gólnych gospodarek narodowych – to warto uwzględnić stopień ko- operacji czy rywalizacji tych gospodarek, wielkość ich narodowych rynków zbytu, stopień przenikania przez granice nowych idei i tech- 12 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego nologii oraz migrację czynników produkcji. To samo w sobie bardzo różnicuje sytuację i warunki rozwoju. R. Lucas, dostrzegając wielkie nierówności społeczne między kra- jami i ogromne różnice w tempie ich wzrostu gospodarczego, pogłę- biające te różnice, napisał w jednym ze swoich artykułów, że „kiedy zaczynasz o tym myśleć, trudno jest myśleć o czym innym”3. Dlacze- go jedni są tak bogaci, a drudzy tak biedni? Dzisiejsze różnice mię- dzy dochodami najbogatszych krajów i najbiedniejszych są jak 150:1. Czy da się to jakoś wyjaśnić? I dlaczego tak wielu krajom i społeczno- ściom nie udaje się wejść na ścieżkę rozwoju? O tym jest ta książka. 3 R. Lucas, On the Mechanics of Economic Development, „Journal of Monetary Eco- nomics” 1988, Vol. 22, No. 1, s. 5. Rozdział 1 Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego Kiedy turysta odwiedza Muzeum Egipskie w Kairze, wśród licznych eksponatów może się natknąć na starożytną figurkę jakiegoś wiel- moży egipskiego z bardzo wielkim, wyeksponowanym brzuchem. To nie jest dzieło złośliwego artysty portretującego ówczesnego dygni- tarza w sposób ośmieszający czy karykaturalny. Wprost przeciwnie, egipski dostojnik został pokazany jako człowiek bogaty i żyjący do- statnio, a więc człowiek sukcesu. Możność najedzenia się do syta i niedoświadczanie głodu były w całym średniowieczu i starożytności synonimem zamożności i dostatku. Aż do czasów nowożytnych, a być może nawet do XX wieku, istniał oczywisty związek między konsumpcją i produkcją żywności przypadającą na głowę a dobrobytem. Wcześniej ogromna większość ludzi znajdowała się na granicy fizjologicznego minimum w dostę- pie do żywności i prowadziła wręcz rozpaczliwą walkę o przetrwa- nie1. Poza wąską grupą uprzywilejowanych2 pozostali cierpieli na chroniczne niedożywienie, trapiły ich choroby, a średnia długość ich życia ledwo przekraczała 30 lat. Nawet w stosunkowo wysoko rozwiniętej Anglii i Francji oczekiwana długość trwania życia w mo- mencie urodzenia przekroczyła 40 lat dopiero w połowie XIX wie- ku3. Na ten niezwykle niski wskaźnik wpływała, co prawda, bardzo 1 R. Fogel szacuje, że 20 populacji Anglii i Francji z końca XVIII wieku o najmniej- szym dostępie do żywności było tak niedożywionych, że nie było zdolne do jakiejkol- wiek pracy, ci zaś, którzy pracowali, mieli relatywnie mało siły (R. Fogel, The Escape from Hunger and Premature Death, 1700–2100, Cambridge University Press, Cambridge 2004, s. 33). 2 Wielkość tej grupy zapewne się zmienia, ale jest to z reguły nie więcej niż kilka procent całej społeczności. Na przykład dysponujemy szacunkami, że w Bizancjum w 1000 ro- ku n.e. 0,5 najbogatszych ludzi rozporządzało 56 całego dochodu społeczeństwa, a 5 najbogatszych – 63 dochodu (por. B. Milanovic et al., Measuring Ancient Inequal- ity, NBER Working Paper 2007, No. 13550). 3 R. Fogel, op. cit., s. 2. 14 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego wysoka stopa śmiertelności wśród dzieci, z reguły szacowana na ok. 30 , ale i śmiertelność wśród dorosłych była znaczna. W swej ogromnej masie ludzie niedojadali i żyli krótko. Te dwie kwestie po- zostają zresztą w ścisłym związku. Przyczyny wysokiej śmiertelności w historii są wciąż przedmiotem naukowych kontrowersji. Wiemy jednak na pewno, że podstawowe znaczenie miała tu poprawa wyży- wienia, choć nastąpiło to dość późno. Stereotypowe, potoczne wy- jaśnienia przyczyn znacznego wydłużenia się obecnej długości życia z reguły wskazują przede wszystkim na osiągnięcia medycyny i/lub poprawę higieny. To z pewnością ważne powody, ale większość spe- cjalistów wskazuje jednak na postęp w dziedzinie konsumpcji żyw- ności i zwiększenie kaloryczności diety. Nastąpiło to jednak bardzo późno. C. Clark, wykorzystując zarówno własne badania, jak i ustalenia W.S. Jevonsa4, wylicza, że średni dochód klas pracujących w Bizan- cjum w czasach Justyniana był wyższy niż w Grecji i innych krajach południowej Europy w latach 40. XX wieku5. A zatem w ciągu nie- mal półtora tysiąca lat nie zarysował się istotny lub wręcz żaden po- stęp w poziomie konsumpcji nieuprzywilejowanych grup społecznych. Dysponujemy również dość dokładnymi szacunkami i wyliczeniami dokonanymi dla Francji pierwszej połowy XIX wieku, dotyczącymi płac realnych robotników6. Wynika z nich, że wydatki na żywność stanowiły wówczas 65–70 budżetu domowego, przy czym wydatki na chleb aż 30–50 . Po potrąceniu wydatków na ubranie, kosztów mieszkania i podatków pozostawało jedynie 3 na zaspokajanie pozo- stałych potrzeb. Z tych danych wynika niezbicie, że aż do połowy XIX wieku realne płace pracowników – i to w kraju relatywnie rozwiniętym w tym okresie – kształtowały się na poziomie minimum fizjologicz- nego. Te z pewnością niepełne i niedoskonałe szacunki potwierdzają, że ówczesne społeczeństwa, poza wyjątkowymi okresami prosperity, znajdowały się w kleszczach pułapki Malthusa, spychającej dochody większości ludności do poziomu minimum. Niedożywieni ludzie padali często ofiarą chorób, które nie byłyby groźne dla zdrowego organizmu. Wpływało to na obniżanie się oczekiwanego czasu życia. Cytowany 4 W.S. Jevons – na którego powołuje się C. Clark – pokazuje, że realne płace w Grecji za czasów Aleksandra Wielkiego były mniej więcej na poziomie płac niewykwalifikowa- nych robotników w XIX wieku. 5 C. Clark, The Conditions of Economic Progress, Macmillan, London 1960, s. 622. 6 Poniższe dane zaczerpnięto z: A. Emmanuel, Unequal Exchange. A Study of the Im- perialism of Trade, „Monthly Review Press”, London 1972, s. 50. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 15 wcześniej R. Fogel podaje7, że ok. 1875 roku średnia długość trwania życia brytyjskiej elity przekraczała aż o 17 lat średnią dla całego kra- ju. Dziś ta różnica, choć wciąż istnieje, zmniejszyła się do 4 lat, czyli skurczyła się o 3/4. Czy był to wynik postępu medycyny? Raczej nie. Co prawda, dostęp do nowoczesnej opieki zdrowotnej z pewnością różnicował sytuację elity i klas pracujących w całym tym okresie, ale nie na tyle, by wyjaśnić tak dużą różnicę. Natomiast poziom wyży- wienia brytyjskiego społeczeństwa bardzo się wyrównał w ciągu tych stu kilkudziesięciu lat. Jest to dość przekonująca przesłanka dotycząca kluczowej roli poprawy wyżywienia jako czynnika odpowiedzialnego za spadek śmiertelności i wydłużenie się życia. Widać zatem, że w całej niemal historii ludzkości aż do czasów prawie współczesnych bogac- two i dobrobyt społeczny można utożsamiać z wielkością konsumpcji żywności. Potwierdzeniem tego są np. spotykane w różnych miejscach wzdłuż Nilu urządzenia zbudowane w starożytnym Egipcie, zwane nilometrami i służące do pomiaru wysokości wody w rzece. Wiemy, że pomiar ten służył pośrednio ustaleniu wielkości przewidywanych zbiorów żywności. Ze względu na szczególny charakter gospodarki ówczesnego Egiptu, w której oczywiście dominowała produkcja rol- na – skoncentrowana wzdłuż Nilu i zależna od corocznych wylewów rzeki – nilometry były swoistymi narzędziami pomiaru produkcji („sta- rożytnego PKB”), a w dalszej kolejności – pozwalały oszacować wiel- kość wpływów podatkowych. Dopiero rewolucja przemysłowa zapoczątkowała ucieczkę od głodu i przedwczesnej śmierci. Od 1830 roku (jeśli ten rok przy- jąć umownie za początek angielskiej rewolucji przemysłowej) do dziś brytyjski produkt krajowy brutto (PKB) powiększył się 32 razy, a PKB per capita 12 razy. Dzisiejszy PKB per capita w porównaniu z początkiem XX wieku jest w przypadku Wielkiej Brytanii 4 razy większy, Niemiec i USA – 5,5 razy, a Japonii aż 14 razy. Podobnie w przypadku innych krajów rozwiniętych. Nawet gdybyśmy badali jedynie kraje słabo rozwinięte, stanowiące wszak aż 4/5 całej świa- towej populacji, to i tak dzisiejszy świat jest niewiarygodnie bogaty w porównaniu z całkiem jeszcze nieodległą przeszłością. R. Easter- lin8 tak podsumowuje zmiany, jakie zaszły w okresie ostatniego pół- wiecza, tj. od 1950 ro ku, w kręgu krajów słabo rozwiniętych: 7 R. Fogel, op. cit., s. 40. 8 R. Easterlin, The Reluctant Economist. Perspectives on Economics, Economic His- tory, and Demography, Cambridge University Press, Cambridge 2004, s. 33–34. 16 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego • Materialny poziom życia przeciętnej osoby potroił się od 1950 ro - ku, tj. mierzony PKB per capita rósł w tempie 2,5 średnio- rocznie. • Oczekiwane dalsze trwanie życia od urodzenia wydłużyło się o 21 lat, tj. z 41 do 62 lat. • Wskaźniki analfabetyzmu spadły o połowę – z 60 do 30 . • O połowę spadły wysokie wskaźniki płodności, odpowiedzialne za eksplozję demograficzną. Są to dane przeciętne: według ocen FAO w 2010 roku ok. 1/7 lu- dzi na świecie (ok. 1 miliarda) jest niedożywiona i cierpi głód. Warto zatem mieć na uwadze, że postęp miał charakter dość nierównomier- ny. Niezależnie od faktu, że nie wszystkie społeczeństwa doświadcza- ły jego dobrodziejstw, ogólna poprawa sytuacji materialnej na świecie w XX wieku nie ma precedensu, tym bardziej że poza Afryką Sub- saharyjską, w której obraz jest dużo mniej optymistyczny, wszystkie główne obszary świata jakoś partycypowały w tym postępie. Czy za- tem ludzkość docenia ogromny wzrost dochodów i konsumpcji, jaki stał się jej udziałem w ostatnich kilkudziesięciu latach? Czy fakt, że jesteśmy na ogół zamożniejsi, powoduje nasze większe zadowolenie, szczęście i satysfakcję? Jest to w praktyce pytanie o to, czy wzrost do- chodów, produkcji na głowę mieszkańca czy też PKB per capita jest dziś wystarczającą miarą wzrostu dobrobytu – dziś, kiedy ogromna większość ludzi nie jest już zmuszona do ograniczania swych potrzeb i aspiracji jedynie do zdobycia dostatecznego wyżywienia. Kiedy władca małego Bhutanu zaczął od 1972 roku lansować swą ideę szczęścia narodowego brutto (Gross National Happiness) jako kompleksową miarę jakości życia i dobrobytu społecznego zamiast koncepcji produktu krajowego brutto, wielu ekonomistów potrakto- wało ten pomysł pobłażliwie jako niezbyt poważny. Szczęście jest ka- tegorią tak subiektywną i ulotną, że jej pomiar nie jest łatwy. Z tego względu użycie szczęścia w roli ekonomicznego narzędzia, jakiejś wielkości operacyjnej do podejmowania decyzji w polityce gospo- darczej, wydawało się mało realistyczne. Poza tym ekonomiści zde- cydowanie preferują używanie kategorii dających się zobiektywizo- wać9. Na początku zatem idea badania subiektywnego szczęścia była 9 Takie są przynajmniej deklaracje, nie należy jednak traktować ich zbyt poważnie. Subiektywna koncepcja użyteczności stosowana w analizie gospodarstwa domowego jest bowiem wyraźnym zaprzeczeniem takiego podejścia. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 17 uważana za żart i ciekawostkę naukową. Dziś jednak cała kwestia jest już traktowana bardzo poważnie, a „ekonomia szczęścia” może być nawet postrzegana jako nowy dział dociekań ekonomicznych10. I tak np. World Values Survey11 prowadzi od dawna badania nad subiektywnym postrzeganiem dobrobytu i jego uwarunkowaniami. Z reguły polegają na odpowiedzi na pytania typu: czy uwzględniając wszystkie okoliczności, jesteś dziś szczęśliwy (proponuje się cztero- szczeblową drabinkę możliwych deklaracji co do stopnia szczęśliwo- ści)? Alternatywnie pytania dotyczą satysfakcji w życiu (tu drabinka jest dziesięcioszczeblowa)12. Pierwsze takie badanie przeprowadzono w 1981 roku, a ostatnie – obejmujące już 97 krajów, w których żyje 88 ludności świata – w 2007. Wyniki uzyskiwane z tych i podob- nych badań są intrygujące, ponieważ – przynajmniej w części – wca- le nie są intuicyjne. Naturalne będzie np. pytanie o to, czy istnieje korelacja między indywidualną zamożnością (dochodami) a subiek- tywnym postrzeganiem dobrobytu. W tej kwestii mamy trzy główne rezultaty: • Po pierwsze, porównując osobników w danym kraju, dostrzega- my, że szczęście i satysfakcja rosną wraz z ich dochodami. • Po drugie, przeciętny poziom szczęścia w danym kraju pozostaje na ogół bez zmian mimo wzrostu dochodów. Jest to tzw. para- doks Easterlina. Zadał on intrygujące pytanie, czy w sytuacji, kie- dy wszystkie dochody rosną, rośnie również szczęście wszystkich. I udzielił nań negatywnej odpowiedzi. • Po trzecie, w układzie krajów nie ma wyraźnej korelacji między średnimi dochodami a szczęściem obywateli. 10 I tak np. biblioteka World Database of Happiness jest kopalnią wiedzy na temat ba- dań i zebranych danych statystycznych dotyczących problematyki szczęścia. 11 World Values Survey (WVS) jest światową organizacją zrzeszającą uczonych pro- wadzących badania nad zmianą systemów wartości oraz wpływem tych zmian na życie społeczne i polityczne. 12 Oba wspomniane wyżej pytania nie są identyczne i mogą być odmiennie interpre- towane przez respondentów. Dlatego w praktycznych badaniach staramy się wykorzy- stywać oba podejścia. Subiektywna miara dobrobytu (Subjective Well-Being – SWB) jest definiowana wówczas jako SWB = „satysfakcja z życia” – 2,5 x „szczęście”. Ta formuła wykorzystuje 10-punktową miarę „satysfakcji z życia” (od najniższej satysfakcji = 1 do maksimum = 10) oraz 4-punktową miarę „szczęścia” (od bycia bardzo nieszczęśliwym = 1 do bycia bardzo szczęśliwym = 4). Dla znormalizowania miary i uwzględnienia róż- nej kolejności przyrostu pożądanej cechy w obu miarach odejmujemy miarę „szczęście” pomnożoną przez 2,5. Dzięki temu SWB jest rosnącą funkcją przyrostu satysfakcji. 18 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego O ile pierwszy wynik wydaje się zgodny z intuicją, o tyle dwa pozostałe ustalenia są zaskakujące. Oznacza to, że w jakimś stop- niu obiektywne zmiany dochodów i materialnej zamożności rozcho- dzą się z subiektywnymi ocenami dobrobytu i poczuciem satysfakcji. Kiedy np. w Belgii przeprowadza się takie badania w odstępie 20 lat – a jest to okres, w którym płace realne w tym kraju mniej więcej podwajają się – to reagujemy zdumieniem, gdy okazuje się, że re- spondenci deklarują brak jakiejkolwiek zmiany w subiektywnym po- czuciu dobrobytu. Widoczne jest, że sam wzrost gospodarczy, więk- sza produkcja i konsumpcja dóbr, wyższe dochody i bogactwo nie przekładają się jednoznacznie na subiektywne poczucie postępu. Jest to dodatkowy, ważny argument – obok wielu innych znanych – po- kazujący słabość PKB (per capita) jako syntetycznej miary dobrobytu. Istnieją dwa wyjaśnienia paradoksu Easterlina. Pierwsze odwołu- je się do teorii perspektywy13. Badani po prostu bardzo szybko przy- zwyczajają się do osiągniętego poziomu życia i stopy życiowej, a kiedy adaptujemy się do nowej sytuacji, zmienia to nasz punkt odniesienia. W teorii perspektywy liczy się raczej zmiana niż poziom dochodów. Eksperymenty wskazują, że respondenci pytani o pożądany przyrost dochodów byli skłonni postrzegać 50-procentowy ich wzrost jako satysfakcjonujący. Osiągnięcie tego pułapu lub nawet jego znaczne przekroczenie nie wpływało jednak na zmianę charakteru deklaracji. W nowej sytuacji 50-procentowy przyrost dochodu nadal był trakto- wany jako satysfakcjonujący. Wiemy również, że takie przystosowa- nie dotyczy nie tylko sytuacji, kiedy następuje poprawa materialnej pozycji jednostek, ale także gdy jej dochody spadają, stan zdrowia ulega pogorszeniu, a jej obiektywna sytuacja życiowa ulega degrada- cji. Dostosowujemy się do każdej sytuacji i każdy nowy poziom do- brobytu/ubóstwa traktujemy jako nowy punkt odniesienia, do które- go przymierzamy następujące później zmiany. Nic dziwnego zatem, że prowadzone badania nie wykazują, by ludzie – stając się zamoż- niejszymi – subiektywnie czuli się bardziej zadowoleni z życia. Istnieje jeszcze drugi ważny argument na rzecz paradoksu Easter- lina. Mianowicie nasze poczucie dobrobytu jest społecznie uwarun- kowane, względne i uzależnione od tego, co mają inni. W przeciwień- stwie do rozważanej wcześniej przyczyny ludzie nie tyle chcieliby 13 Bardzo dobre i proste wprowadzenie do sposobu postrzegania zachowań ludzi, zgodne z teorią perspektywy, można znaleźć w książce R. Frank, Mikroekonomia jakiej jeszcze nie było, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2007, rozdz. 8. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 19 mieć więcej (choć chcieliby!), nie tyle liczy się znaczny przyrost do- chodów, poprawa sytuacji życiowej, zamożności i bogactwa (choć liczy się!), ile raczej pragną mieć więcej niż inni. Jak ktoś kiedyś po- wiedział: nie wystarczy być bogatym, chodzi o to, by innym było gorzej. R. Easterlin odnotował więc, że szczęście (czyli subiektyw- nie postrzegany dobrobyt, użyteczność) zmienia się zgodnie z kierun- kiem zmian naszego własnego dochodu, ale odwrotnie proporcjo- nalnie do zmian dochodu innych14. Bogactwo jest zresztą całkowicie względną kategorią. Co to znaczy być bogatym czy ubogim? Czy np. Bolesław Krzywousty był bogaty? W kontekście swojej epoki i cza- sów, w których żył, zapewne był bogaty, ale jego zamożność jest zu- pełnie znikoma w porównaniu z obecnymi czasami. Ile wtedy pro- dukowano dóbr i rzeczy? A ile dziś? Oczywiście władca miał dostęp do niemal wszystkiego, co w ówczesnej gospodarce wytwarzano, ale ta gospodarka wytwarzała niezmiernie mało. Nie tylko w sen- sie ilościowym, ale przede wszystkim – różnorodności i zdolności do zaspokajania bardziej wyrafinowanych potrzeb. Możemy obecnie dyskutować, ile różnych dóbr produkowała średniowieczna gospo- darka, lecz nie było to zapewne więcej niż setki czy tysiące odmien- nych produktów. Współczesna, rozwinięta gospodarka wytwarza na- tomiast miliony różnych dóbr finalnych. Z tej perspektywy patrząc, stopa życiowa i jakość życia przeciętnego Polaka jest o wiele wyższa niż Krzywoustego15, a polski władca nie był wcale bogaty. Książę nie miał wszak dostępu do antybiotyków, samochodu, telefonii komór- kowej, Internetu czy elektryczności. Natomiast jego książęca pozycja sytuowała go wysoko ponad innymi, i to pod każdym względem: statusu społecznego, władzy, prestiżu, autorytetu, a także – mimo wszystko – ogromnej przewagi materialnej w porównaniu z podda- nymi. Mechanizmy rządzące zachowaniami ludzi są skomplikowa- 14 R. Easterlin, Will Raising the Incomes of All Increase the Happiness of All?, „Journal of Economic Behavior and Organization” 1995, Vol. 27. 15 Możemy oszacować absolutny poziom dochodu Bolesława Krzywoustego. Przyj- mijmy, że najniższy poziom konsumpcji (pułap fizjologicznego minimum) nie może być niższy niż ok. 1 USD dziennie (według obecnego parytetu siły nabywczej). Stopień mak- symalnych rozpiętości dochodów między najwyższymi a najniższymi dochodami w sta- rożytności i średniowieczu kształtował się jak 1:100 (por. B. Milanovic et al., op. cit.). Tym samym szacujemy, że maksymalna konsumpcja elity jest równoważna 100 USD dziennie na osobę. Uwzględniając obecną siłę nabywczą dolara na poziomie 2 PLN/USD, możemy wnioskować, że wysokość stopy życiowej Krzywoustego była mniej więcej rów- noważna 6000 PLN miesięcznie, tj. nieco mniej niż dwukrotna średnia płaca miesięczna w Polsce z 2011 roku. 20 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego ne i trudno tu o jednoznaczne rozstrzygnięcia. Co jest ważniejsze: względna czy absolutna pozycja, jaką zajmujemy? Czy Krzywousty chciałby zająć nasze miejsce i sięgnąć po nasz poziom dobrobytu, re- zygnując ze swego uprzywilejowanego statusu społecznego władcy, ze swej przewagi materialnej nad innymi? Tego nie wiemy, ale w żad- nym razie nie możemy być pewni, że chciałby zostać np. menedże- rem projektu w sieci handlowej wielkiego marketu z wyższą stopą życiową niż w XII wieku. Wiele eksperymentów i badań oraz potoczne doświadczenie potwierdzają, jak ważna dla nas jest względna pozycja zajmowana w strukturze społecznej i jak silnie nasze poczucie satysfakcji życio- wej jest uwarunkowane społecznie. Często np. wybieramy mniejsze korzyści finansowe w wymiarze absolutnym, jeśli poprawia to naszą względną pozycję, rezygnując z większych korzyści, bo ceną jest po- gorszenie się naszego statusu względem innych. Kiedy jedno z biur turystycznych reklamuje wycieczkę „Tam, gdzie nie byli jeszcze twoi sąsiedzi”, możemy być pewni, że to dobry i chwytliwy slogan. A. Hirschman wprowadził do literatury pojęcie „efektu tunelowe- go”16. Autor ten zaobserwował, jak silne frustracje targają kierow- cami, którzy utknęli na pasie autostrady w tunelu, podczas gdy inni kierowcy na innym pasie jadą. Sytuację tę postrzegają jako nieak- ceptowalną, niewytłumaczalną i niesprawiedliwą, choć wcześniej, kiedy wszystkie pasy były zablokowane i wszyscy musieli czekać na wznowienie ruchu, jakoś godzili się z przymusowym postojem. Oczywiście „efekt tunelowy” to metafora niezgody na niesprawied- liwe różnicowanie. A. Smith podejmuje jeszcze inny wątek, wskazując, że nie tylko bogactwo, ale także ubóstwo jest społecznie uwarunkowane17. Nie wydaje się, by lniana koszula była niezbędna do życia, skoro zapewne i Rzymianie, i Grecy jakoś sobie dawali bez niej radę. Dziś jednak – pisał A. Smith – szanujący się robotnik naraziłby się na wstyd i upo- korzenie, pokazując się publicznie bez takiej koszuli. Ubóstwo i bieda to nie tylko, albo nawet nie przede wszystkim, fizyczny brak i nie- dostatek. To głównie poczucie, że się jest gorszym, mniej wartościo- wym. To utrata poczucia własnej wartości. Możemy to odczuwać, 16 A. Hirschman, The Changing Tolerance for Income Inequality in the Course of Eco- nomic Development, „The Quarterly Journal of Economics” 1973, Vol. 87, No. 4. 17 A. Smith, An Inquiry into the Nature and Causes of the Wealth of Nations, London 1776. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 21 pojawiając się na przyjęciu w wytartym garniturku, ale także wtedy, kiedy nasi znajomi spędzają urlopy w egzotycznych miejscach, a my jeździmy na wakacje „tylko” do Góry Kalwarii. W tej perspektywie paradoks Easterlina jest dość łatwo wytłuma- czalny. Jeśli w danym społeczeństwie subiektywne poczucie wzro- stu dobrobytu uwarunkowane jest głównie poprawą własnej pozycji względem innych, to staje się oczywiste, że na poziomie makrospo- łecznym nie jest możliwe przesuwanie się wszystkich w górę. Względ- na poprawa pozycji jednych jest kompensowana pogarszaniem się pozycji drugich. Łącznie skutkuje to brakiem zmiany średniego wskaźnika dobrobytu lub co najwyżej jego nieznacznymi ruchami. Najbardziej zdumiewający jest jednak trzeci wynik, który sy- gnalizuje słabą korelację między dochodami per capita a szczęściem w układzie poszczególnych krajów18. Widać, że obywatele krajów bogatych są niemal bez wyjątku szczęśliwi. Te wyjątki charakteryzu- jące się niskimi wskaźnikami to niektóre kraje azjatyckie (Korea Po- łudniowa, Tajwan, Singapur), ale także Grecja. Progiem zamożności, który oddziela kraje raczej szczęśliwe, jest poziom PKB w wysokości ok. 15–20 tys. USD per capita rocznie. Za tym progiem wzrost bo- gactwa nie przyczynia się w istotny sposób do zwiększenia się su- biektywnej satysfakcji z życia. Racjonalną strategią w przypadku tych krajów byłoby zatem położenie większego nacisku nie tyle na dalsze powiększanie produkcji i konsumpcji, ile raczej na problemy jakości życia. Dla krajów biedniejszych korelacja między subiektywnym do- brobytem a zamożnością i dochodami w zasadzie nie istnieje. W tej grupie są zarówno szczęśliwi, jak i kraje względnie bogate, ale o ni- skich wskaźnikach SBW. Lista krajów szczęśliwych i nieszczęśliwych jest zdumiewająca. Na pierwszych pozycjach o najwyższych wskaźnikach SBW znajduje się wiele krajów z regionu Ameryki Łacińskiej, przy czym zmagająca się z narkotykami Kolumbia zajmuje jedną z najwyższych lokat na tej liście. Są tam wszystkie kraje skandynawskie, a poza czołówką znaj- dują się Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania i Japonia. Polska zajmu- je środkowe miejsce na liście, a wyprzedzają nas np. Wietnam i Filipi- ny. Końcowe miejsca na liście zajmują prawie wszystkie kraje byłego ZSRR (w tym: Armenia, Rosja, Białoruś, Ukraina, Mołdawia), ale 18 Odpowiedni wykres prezentuje R. Inglehart et al., Development, Freedom, and Ris- ing Happiness. A Global Perspective (1981–2007), „Perspectives On Psychological Sci- ence” 2008, Vol. 3, No.. 4, s. 269. 22 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego także wszystkie kraje bałtyckie o relatywnie wysokiej zamożności. Nie wiemy do końca, jak wyjaśniać te prawidłowości czy raczej pa- radoksy. Istotnym argumentem będzie zapewne zwrócenie uwagi na kwestie aspiracji. Poczucie satysfakcji jest dlatego w dużym stopniu subiektywne, gdyż może być uzależnione od tego, jak wysoko stawia- my sobie poprzeczkę, tj. jakie mamy oczekiwania względem otaczają- cego nas świata. Jeśli te oczekiwania są niewielkie, to paradoksalnie nawet bardzo biedni, pozbawieni dostępu do wielu dóbr ludzie będą czuli się szczęśliwi19. C. Graham, pisząc swą książkę o szczęściu na świecie, dała jej podtytuł „Paradoks szczęśliwych biedaków i przy- gnębionych milionerów”20. Autorka zwraca np. uwagę, że wzrost go- spodarczy może unieszczęśliwiać bogatych, bo biedni i tak na nic nie liczą. Dla elit zmiany mogą być groźne, gdyż potencjalnie podkopu- ją ich pozycję, grożą zepchnięciem w dół, obniżają status material- ny względem innych. Grupy społeczne, które już uzyskały wysoką pozycję w układzie społecznym, cechują się rosnącymi aspiracjami i stosunkowo wysoką mobilnością w systemie. Szybkie tempo zmian ekonomicznych nie tylko stwarza szanse na poprawę pozycji, ale tak- że rodzi zagrożenia i frustracje związane z walką o utrzymanie do- tychczasowego statusu. Ekonomia behawioralna podpowiada nam, że porażka jest o wiele bardziej bolesna (w sensie ubytku użyteczno- ści) niż radość z równoważnego materialnie sukcesu. Pod tym wzglę- dem ludzie zajmujący niskie pozycje, nieuczestniczący w pożytkach z rozwoju, mają dużo mniej powodów do obaw. Te dość zaskakujące prawidłowości znajdują potwierdzenie w globalnych danych różnych krajów, wskazujących na negatywną korelację między wzrostem eko- nomicznym a szczęściem. Rzeczywiście, badania nad subiektywnymi miernikami szczęścia zaskakująco często prowadzą do mało intuicyjnych wyników. Jest to ważna obserwacja i warto do niej powrócić w toku dalszych roz- ważań, niemniej w tym miejscu należy odnotować, jakie są ostatnie ustalenia dotyczące czynników kształtujących subiektywne poczucie 19 Niezmiernie zaskakujące – pod tym względem – dane podaje C. Graham. Przytacza ona wyniki własnych badań z Afganistanu z 2009 roku, które sygnalizują, że mieszkańcy tego kraju są niemal tak szczęśliwi jak mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, czyli poziom ich su- biektywnej satysfakcji z życia jest zdumiewająco wysoki. Nawet uwzględniając zastrzeżenia autorki, że badania w tym kraju z oczywistych względów nie mogły być w pełni reprezen- tatywne, wyniki odzwierciedlają zapewne niski poziom aspiracji respondentów (C. Gra- ham, Happiness around the World, Oxford University Press, Oxford 2009, s. 74–84). 20 Ibidem. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 23 szczęścia SBW w różnych krajach i kulturach czy mających wpływ na nie. Wydaje się, że te ustalenia można sprowadzić do poniższych dziewięciu kluczowych wyników21. 1. Ludzie bardzo szybko przystosowują się do nowej sytuacji, po- strzegając ją jako nowy punkt odniesienia. Dotyczy to zarówno zmian korzystnych, jak i niekorzystnych (takich jak spadek do- chodów, pogorszenie się stanu zdrowia czy wzrost zagrożenia przestępczością). 2. Pieniądze przynoszą szczęście w wymiarze indywidualnym, nie- mniej kluczowym elementem są porównania z innymi. Liczy się głównie względny sukces materialny i statusowy, a nie bezwzględ- ny poziom zamożności. 3. Społeczeństwa jako całość nie wydają się szczęśliwsze, w miarę jak stają się bogatsze. 4. W relacji do wieku krzywa SBW przyjmuje kształt litery U, tj. najbardziej szczęśliwi są młodzi i starzy. Poziom SBW w średnim wieku jest niższy. 5. Kobiety z reguły wykazują wyższe wartości SBW niż mężczyźni. 6. Szczęście wzrasta wraz z poziomem wyedukowania. 7. Wyższy poziom satysfakcji życiowej mają ludzie prowadzący ak- tywne życie seksualne. 8. Silny pozytywny wpływ na poczucie szczęścia ma stan zdrowia. 9. Dwa czynniki najsilniej negatywnie wpływające na szczęście to bezrobocie i rozwód. Jak właściwie można oceniać wyniki i ustalenia ekonomii szczę- ścia? Ile nowego wnoszą one do naszej wiedzy, a przede wszystkim – potencjalnie – do polityki gospodarczej, jeśli miałaby się ona orien- tować na te ustalenia? Czy byłoby rozsądnie zastępować dotychcza- sowe miary dobrobytu nowym miernikiem (miernikami) szczęścia? Odpowiedź nie może być jednoznaczna. Błędem byłoby zignoro- wanie lekcji płynących z analizy subiektywnych ludzkich ocen. Je- den przykład będzie tu instruktywny. W latach 60. ubiegłego wieku A. Okun zaproponował użycie tzw. indeksu nieszczęścia (misery in- dex) będącego swoistą miarą niepowodzeń gospodarki. Indeks był 21 Por. np. D. Blanchflower, International Evidence on Well-Being, IZA Discussion Pa- per 2008, No. 3354. 24 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego wyliczany jako suma stopy inflacji i bezrobocia. Im wyższa była war- tość wskaźnika, tym gorzej winna być oceniana gospodarka i poli- tyka gospodarcza. Miara Okuna ewidentnie ujmowała dodatkowy 1 inflacji jako równoważnik jednoprocentowego wzrostu bezro- bocia. Natomiast badania nad subiektywnymi źródłami nieszczęścia postrzegają bezrobocie jako problem aż o cały rząd wielkości groź- niejszy niż inflacja. Warto, by polityka gospodarcza wzięła ten wynik poważnie pod uwagę, dotychczas bowiem wagi, jakie przypisuje się obu negatywnym zjawiskom – inflacji i bezrobociu – preferują raczej inflację jako główny cel do zwalczania. Subiektywne miary dobrobytu, choć dają ciekawy wgląd w spo- sób, w jaki ludzie postrzegają swe położenie ekonomiczne i społeczne, nie mogą jednak zastąpić pewnych obiektywnych miar. Dopiero ich użycie sprawia, że stąpamy po dostatecznie twardym gruncie, choć oczywiście używane dotąd sposoby pomiaru, jak np. kategoria pro- duktu krajowego brutto, mają znane i wielokrotnie opisywane man- kamenty. Obecny kryzys ekonomiczny jeszcze dodatkowo wzmocnił wątpliwości, czy będące dziś do dyspozycji metody globalnych ra- chunków ekonomicznych są poprawne, dobrze oddają rzeczywistość i stanowią właściwe drogowskazy dla podejmowanych decyzji. W lu- tym 2008 roku prezydent Francji Nicolas Sarkozy powołał zespół wybitnych specjalistów do przeanalizowania tego zagadnienia (dalej nazywany Komisją)22. Motywem Sarkozy’ego w jakimś stopniu była zapewne chęć pokazania się w roli intelektualnego przywódcy Za- chodu, promocja Francji, ale również zrozumiała chęć jakiejś reakcji na kryzys kapitalizmu. To, że ta inicjatywa wyszła z Europy, wynika z tego, że zapewne jest ona w ogóle bardziej wrażliwa społecznie niż Ameryka, stąd europejska inspiracja. Formalnie celem Komisji było zidentyfikowanie słabości miernika PKB jako miary osiągnięć gospo- darczych i postępu społecznego oraz rozważenie, jakie dodatkowe informacje byłyby niezbędne do skonstruowania bardziej adekwat- nych mierników, a także jakie alternatywne narzędzia pomiaru mo- głyby być zastosowane. Obszerny raport sporządzony przez Komisję jest bardzo interesujący i dlatego warto przyjrzeć się bliżej dokona- nym w nim ustaleniom. 22 Zespół nosił nazwę The Commission on the Measurement of Economic Perfor- mance and Social Progress. Kierowali nim J. Stiglitz, A. Sen i J.P. Fitoussi, a w skład ze- społu wchodziło – obok kilkunastu uczonych – trzech laureatów Nagrody Nobla z dzie- dziny ekonomii. Komisja przedstawiła swój raport końcowy 14 września 2009 roku. 1. Mierzenie satysfakcji i dobrobytu społecznego 25 Przede wszystkim Komisja wskazała, że dla potrzeb oceny wzro- stu dobrobytu właściwy jest raczej pomiar efektów konsumpcyjnych wzrostu gospodarczego niż samej produkcji. Jak wiadomo PKB mie- rzy – w taki czy inny sposób – jedynie produkcję dóbr finalnych, a nie to, czy potrzeby społeczne są zaspokajane i w jakim stopniu. Nawet intuicyjnie wiemy, że dobrobyt społeczny (także w wymiarze indy- widualnym) rośnie, gdy poprawia się stan zdrowia obywateli, spa- da zachorowalność, wydłuża się czas życia, natomiast niekoniecznie ten dobrobyt jest większy, gdy rejestruje się wzrost produkcji usług i dóbr medycznych. To drugie może być warunkiem uzyskania po- stępu w dziedzinie zdrowotności, ale także – sygnałem pogarszania się stanu rzeczy. Tym samym bezpośredni pomiar efektów jest istot- ny, liczenie PKB natomiast daje nam jedynie obraz wielkości nakła- dów, jakie ponosimy na dany cel społeczny. Nie dotyczy to jedynie obszaru zdrowia. Wzrost przestępczości będzie skutkował zapewne zwiększoną podażą usług ze sfery bezpieczeństwa, tj. pojawią się do- datkowi policjanci, będzie więcej patroli, zwiększą się zakupy sprzę- tu na potrzeby kryminalistyki, nastąpi rozbudowa aparatu ścigania, więziennictwa i systemu sądowniczego. Natomiast rosnąca przestęp- czość bez wątpienia obniża poczucie bezpieczeństwa, a zatem do- brobyt spada. Kiedy w społeczeństwie szerzy się narkomania i alko- holizm, a także inne patologie społeczne, wtedy mamy poczucie, że sytuacja pogarsza się. Paradoksalnie reakcja na te zjawiska pozor- nie podnosi wartość PKB, bo wymusza dostarczanie jakichś usług mających na celu ograniczenie tych patologii. Jeśli w społeczeństwie następuje erozja kapitału społecznego, a relacje społeczne pogarsza- ją się i słabną, to rosnąca armia prawników i oferowane przez nich usługi mające rozładować konflikty społeczne są czynnikiem formal- nie powiększającym PKB, tym samym zaś sztucznie zawyżającym po- stęp. Ryzykując pewną przesadę, można rzec, że do pewnego stopnia funkcjonuje tu reguła: im gorzej wygląda sytuacja, tym lepiej wypada pomiar dobrobytu. Jeśli mierzy się jedynie nakłady, a zupełnie igno- ruje efekty tych działań, to bardziej zanieczyszczone środowisko albo dłuższy czas dojazdu do pracy skutkuje tym, że ilość dostarczanych dóbr, neutralizujących te negatywne zjawiska, musi być odpowiednio większa. Propozycja komisji J. Stiglitza polega na tym, by mierzyć właśnie efekty konsumpcyjne, i to na poziomie gospodarstwa domowego. Trzeba otwarcie powiedzieć, że propozycja ta nie jest łatwa do wdro- żenia. Główny powód to wysokie koszty takiego pomiaru i ogrom- 26 Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego ne problemy z dotarciem do milionów potencjalnych respondentów. Nie wydaje się, by gospodarstwa domowe odniosły się z entuzja- zmem do perspektywy nałożenia na nie dodatkowych obowiązków statystycznych. Postęp w zakresie technik informatycznych może to jakoś zmienić, ale chyba nie w najbliższym czasie. Z kolei badania reprezentacyjne nie dają pełnego obrazu stanu rzeczy. Niezależnie jednak od tych trudności technicznych sama idea mierzenia efek- tów zamiast produkcji wydaje się niemal rewolucyjna. Zauważmy przy tym, że sugerowany pomysł jest wyrazem przekonania, iż we współczesnym świecie związek między uruchomioną produkcją dóbr i usług a uzyskanymi efektami konsumpcyjnymi nie jest tak jedno- znaczny jak jeszcze w niedalekiej przeszłości. Autorzy raportu zwró- cili uwagę na trzy bardzo ciekawe aspekty kształtujące poziom stopy życiowej. Przede wszystkim uznali, że konieczne jest uwzględnienie produkcji domowej. Dotychczas powszechnie uznawano, iż jest to konieczny krok w przypadku krajów o niskim poziomie rozwoju, jako że udział produkcji rynkowej jest w nich niewielki i bez takiej korekty obraz ekonomicznej sytuacji wielu krajów, np. afrykańskich, byłby zafałszowany. J. Stiglitz i inni zwrócili jednak uwagę – i poparli to odpowiednimi wyliczeniami – że taka korekta jest jak najbardziej celowa także w odniesieniu do najbardziej rozwiniętych krajów świa- ta. Według ocen zawartych w raporcie Komisji praca domowa sta- nowi 30–40 wartości konwencjonalnie mierzonego PKB w takich krajach, jak Francja, Finlandia czy USA. Oczywiście, wskaźniki te są zróżnicowane między krajami, np. w USA praca domowa ma rela- tywnie niższą wartość niż w innych krajach rozwiniętych. Ponadto obok pracy domowej także wartość czasu wolnego ma istotny wpływ na poziom stopy życiowej. Ogólna konkluzja sprowadza się do tego, że uwzględnienie ekonomicznej wyceny czasu wolnego niemal po- dwaja poziom dochodów osobistych do dyspozycji w krajach rozwi- niętych23. Jakie ma to znaczenie dla porównań międzynarodowych? Te wszystkie argumenty nie są nowe. Od dawna pokazywano, że proste porównania między USA a Europą (Unią Europejską), po- zornie wskazujące na przewagę Stanów Zjednoczonych w dziedzinie wzrostu gospodarczego i produktywności, w dużym stopniu zależą od wyboru mierników. G. Irvin dość przekonująco dowodzi, że „to, 23 Ściślej rzecz biorąc, raport nie bada wszystkich krajów, ale jedynie wybrane pań- stwa rozwinięte, i to one są podstawą formułowanych ocen. Zwraca się zatem uwagę, by traktować wyniki jako szacunki pokazujące rząd wielkości.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Problemy rozwoju i zacofania ekonomicznego. Dlaczego jedne kraje są biedne, podczas gdy inne są bogate?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: