Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00204 011972 7452399 na godz. na dobę w sumie
Przebudzenie - ebook/pdf
Przebudzenie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9604-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Na początek rodzi się pytanie, co mają ze sobą wspólnego
Włocławek, zjawiska paranormalne, demony i irytująca dziura w ziemi?
O czym jest nowa książka Jarka? Już po lekturze pierwszego rozdziału, czytelnik wpada w kontrolowany chaos fabuły. I wcale nie wyklucza się to, że jest to chaos poddany kontroli. Autor zachęca nas do poznania jego sposobu patrzenia na otaczającą go codzienność. Zaprasza to intymnego świata swoich myśli i przeżyć, miejsc, które lubi, problemów, które absorbują na chwilę jego uwagę. To takie skupisko luźnych uwag, inspiracji, przeczuć otaczających z pozoru zwykłego człowieka – homo familiaris, który co prawda nieźle w życiu się czuje, ale pozostaje mu pewna niecierpliwość, niedookreślenie, irytacja i kłujące, drażniące oczekiwanie na … coś?

 

(...)

Gorzka to opowieść z momentami wiary, nadziei i piękna. Z podskórnym, wyraźnie wyczuwalnym, gniewnym oczekiwaniem na nowe, lepsze. Czy mieszkańcy miasta stojący nad brzegiem rozpadliny, którą do życia powołali, przebudzą się? A jeśli jakimś nieziemskim cudem tak, to jacy?

Bożena Laskowska

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Jarosław Wojciechowski Przebudzenie © Copyright by Jarosław Wojciechowski Projekt okładki: Grzegorz Dębowski Konsultacja: Henryk RumińskiSłowo wstępne: Bożena Laskowska ISBN 978-83-7859-604-2 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie II 2015 Dedykuję: śp. Janowi Zacniewskiemu mojemu dziadkowi z Bobrownik nad Wisłą 4 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie Słowo wstępne „puszczałem najpierw do przodu pierwszą złapaną myśl, po czym podążałem za nią – trop w trop zbierając po drodze wszystko to, co do niej się przyczepiało…” Na początek rodzi się pytanie, co mają ze sobą wspólnego Włocławek, zjawiska paranormalne, demony i irytująca dziura w ziemi? O czym jest nowa książka Jarka? Już po lekturze pierwsze- go rozdziału, czytelnik wpada w kontrolowany chaos fabuły. I wcale nie wyklucza się to, że jest to chaos poddany kon- troli. Autor zachęca nas do poznania jego sposobu patrzenia na otaczającą go codzienność. Zaprasza to intymnego świata swoich myśli i przeżyć, miejsc, które lubi, problemów, które absorbują na chwilę jego uwagę. To takie skupisko luźnych uwag, inspiracji, przeczuć otaczających z pozoru zwykłego człowieka – homo familiaris, który co prawda nieźle w życiu się czuje, ale pozostaje mu pewna niecierpliwość, niedookre- ślenie, irytacja i kłujące, drażniące oczekiwanie na … coś? Narrator zabiera nas na wędrówkę po Włocławku. Poka- zuje nam słodko-ironiczny portret ulubionych miejsc, daw- kuje je nam, okraszając całą masą zaskakujących pół-spojrzeń i komentarzy o tym, co aktualnie przeżywa. Popada w skraj- ności od euforii po depresję, rzuca się w różnorodne klimaty. Tańcząc przed nami, mami kolejnymi maskami i odsłonami. A wszystko przesycone mocnymi, zdecydowanymi akcenta- mi opinii o świecie i ludziach tworzących mikroklimat miej- sca, które nam autor portretuje z nieco złośliwą i gniewną 5 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie swadą oraz wyraźną goryczą. Nie dystansuje się od tego miej- sca. Jest jego integralną, niezaprzeczalną częścią. Jest dla czytelnika niczym przewodnik, jednak zamiast kompetencji i wiedzy serwuje nam stan rozdygotanego ocze- kiwania. Przez całą fabułę towarzyszy mu silne pragnienie odkrycia, co go prześladuje, co nie pozwala mu na spokojne korzystnie z chwili obecnej i co wreszcie narzuca mu koniecz- ność uważnego obserwowania świata i stanów towarzyszą- cych mu, wręcz łaskoczących skórę i przeczucia. Dlatego je- steśmy świadkami poważnych i niepoważnych chwili w jego życiu, od rozmów o sensie i bezsensie egzystencji po stra- tegiczne plany uśmiercenia irytującej muchy. Przeżywamy wzniosłe chwile wypełnione nieziemską muzyką, by nagle śledzić atak dzikiej, irracjonalnej czkawki. Kontrola i chaos w każdym możliwym wydaniu. Rodzi się pytanie, po co śle- dzić ten metafizyczny dygot bohatera w realnym świecie? Być może po to, by odczytać wyraźne ostrzeżenie przed złem? Bohater w jasnym świetle pogodnego dnia doznaje przebłysków obcowania z ciemną stroną bytu. Mówi: „zo- baczyłem wypełzające demony ze wszystkich zakamarków ludzkiej istoty, o których aż do dzisiejszego dnia nie mia- łem pojęcia”. To go stawia w stan gotowości, tylko czego tu oczekiwać i kiedy nastąpi przebudzenie ze stanu podwyższo- nego zrozumienia spraw racjonalnie niejasnych? Być może dlatego, by popchnąć naszą z reguły skoncen- trowaną na prozie i dosłowności wyobraźnię, by jej podsunąć wręcz oniryczne wizje nieziemskiego piękna, które przecież można dostrzec wokół nas. Widok motyli, „zrzucających ze 6 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie swoich skrzydełek na ziemię kryształki”, adorujących boha- tera w jednej z jego zaskakujących ucieczek od realności, jest przecież zupełnie nieziemski, a jakże dla wrażliwej wyobraź- ni przejmujący. A może dlatego, bo „czas najwyższy wyłożyć sprawy ta- kie, jakie są one naprawdę”? Tylko co to, u licha znaczy?- chciałoby się w tym momencie nieco dziecinnie zapytać. Bohater próbuje więc czytelnikowi właściwe rozwiązanie za- sugerować, prowadząc go w dalsze części swojej nieco obłęd- no- kontrolowanej historii. Nasz przewodni spotyka na swej drodze mieszankę typów i charakterów. Obok bezdomnego, światków Jehowy, badacz zjawisk niewyjaśnionych, młodej samobójczyni i bandy tre- fnisiów chcących dostać się na salony – bo gdzieżby indziej. I Henryk – pasjonat od wpływu różnego rodzaju energii na człowieka i środowisko, który jeździ nas bicyklu. Janusz – artysta na nowo malujący świat. I wielu innych, których narrator spotyka w trakcie swojego spaceru ulicami Wło- cławka. Co ma z  tym wszystkim wspólnego katastroficzna rozpadlina, która z jakiegoś zagadkowego powodu postano- wiła pojawić się w centrum miasta i ujawnić prawdę starych pomników? I jakąż to prawdę ujawnić? Ciąg pytań, które fa- buła stawia, misterna wiązanka zagadek rodząca się w masie oszołomionych i sfrustrowanych mieszkańców z wyraźnie wydzielonymi z tego tłumu pozytywnie zakręconymi. Czy „skumulowana energia zaśpiewa we Włocławku”? I co to bę- dzie za pieśń- tryumfu czy rozpaczy? Nagle zaczynamy uczestniczyć w jakiejś gigantycznej, 7 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie zaczarowanej uroczystości. Skupienie, wyciszenie, powaga i oczekiwanie. Bohater już dawno zarzucił pozory homo fami- liarusa, by stać się częścią nierozerwalną tłumu, jednocześnie przekształcając się w jednostkę owładniętą obsesją poznania rozwiązania zagadki energii miasta. I wcale nie przeszkadza mu brzydki obraz tłumu, jego zakłamanie, prostactwo i wul- garność. Przelewa się to i kotłuje, nie mając pozornie wpływu na patos i podniosłość chwili skupienia przed katastrofą. Czy ona przyjdzie? Czy pochłonie? A może wręcz przeciwnie, coś objawi! I da hasło do rozpo- częcia wielkiego karnawału radości, szczęścia i wyzwolenia. Przyniesie nowe spojrzenie, nową wiarę, moralność, piękno. Jaka będzie ta katastrofa? Gorzka to opowieść z momentami wiary, nadziei i piękna. Z podskórnym, wyraźnie wyczuwalnym, gniewnym oczeki- waniem na nowe, lepsze. Czy mieszkańcy miasta stojący nad brzegiem rozpadliny, którą do życia powołali, przebudzą się? A jeśli jakimś nieziemskim cudem tak, to jacy? Bożena Laskowska 8 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie Motto: A werbelki grają w gaju oliwnym dzisiejszego dnia usłyszałem je nad Wisłą – czyżby spektakl się zaczął? (autor: Jarosław Wojciechowski) 9 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie Rozdział I Moja żona Teresa dzisiejszego dnia zrobiła wyjątko- wo większe zakupy. Ogarnęła mieszkanie, tak by wszystko w miarę leżało na swoim miejscu, bo dzień ten był wyjąt- kowo szczególny. Przyjeżdżał nas syn Marcin. Zapowiedział swój przyjazd już jakiś czas temu dzwoniąc do mojej żony. Od kilku lat mieszka w Warszawie i tam też pracuje, jako administrator sieci. Mój syn Marcin to młody i przystojny chłopak, znający kindersztubę mimo swojego ostrego cha- rakteru. Bywa niekiedy szczery do bólu i bezkompromisowy, co tyle samo zjednuje mu przyjaciół, co oponentów. Mimo wszystko potrafi się pochylić nad rzeczywistą potrzebą dru- giego człowieka nie oczekując poklasku. Muszę przyznać, że jego wygląd zewnętrzny nie budzi zastrzeżeń – dba o siebie i zawsze jest na czasie z aktualnymi trendami w modzie. Jed- ną ma szczególną cechę, która w jego twarzy głęboko się wy- ryła – wrodzoną uczciwość i wstręt do krętactwa. Wszystko to razem sprawia, że przebywanie w jego towarzystwie jest nie tylko przyjemnością, ale i bezpieczną przystanią. Swoim nietuzinkowym sposobem bycia potrafi urzec albo rozłożyć na łopatki – do bólu. Na pewno, z kim jak, z kim, ale z Mar- cinem nie można się nudzić, bo komunikatywność „wyssał z mlekiem matki”. Za każdym razem ilekroć się u nas pojawia pozwalam sobie na otwartość i bezkompromisowe osądy rze- czywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Nie zawsze zgadzamy się, jednak potrafimy w sposób spokojny i wyważony wyło- 10 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie żyć swoje racje, nie zmuszając się przy tym do ich bezwarun- kowego przyjęcia. Przyznam, że przy moim dość impulsyw- nym sposobie bycia daje sobie doskonale ze mną radę. Tak więc nie będzie grzechem, jeśli powiem, że za każdym razem byłem i jestem zadowolony z jego odwiedzin. Po krótkiej i serdecznej ceremonii przywitania usiedliśmy w gościnnym pokoju a moja małżonka Teresa udała się do kuchni by zapa- rzyć kawę i dokończyć obiad. Tymczasem my jak zazwyczaj od razu przeszliśmy do rozmowy, a było, o czym rozmawiać. Pierwszy zagaił Marcin: – Widzę po tobie, że chcesz mi koniecznie o czymś opo- wiedzieć. – A to widać – odpowiedziałem zaczepnie. – Oczywiście! – I owszem aż się palę! – odparłem z przekąsem. Faktycznie, aż się paliłem by mojemu synowi niczym ka- rabin maszynowy wszystko od razu powiedzieć. Oczywiście miałem świadomość tego, że tak od razu wszystkiego opo- wiedzieć po prostu nie da się, ale jednak „ktoś” we wnętrz mnie poganiał. – Tylko spokojnie – skwitował Marcin – Nie martw się dam sobie radę. – Tak myślę. – No, ale cieszy mnie twoja wiara! – To, co jest? – Wiesz, niby nic szczególnego, ale … Nie dokończyłem, bo myśli mi się poplątały. Tymczasem 11 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie Marcin uśmiechną się jakby do mnie i nie do mnie i głęboko westchnąwszy zajrzał mi prosto w oczy. Jego spojrzenie było przenikliwe (przenicowało mnie do głębi), po czym lekkim skinięciem głowy dał mi znać, że mnie rozumie. Jego spokój pozwolił mi się wyluzować i ogarnąć przynajmniej na tyle bym bez dalszych kłopotów emocjonalnych „wyśpiewał” to, co mi w duszy gra. – Widzisz Marcinku, jest jednak sprawa… – Tak tato. – Ostatnie miewam dziwne stany ducha. – Niepokój się wkradł? – Niezupełnie niepokój. – Czyli? – Prześladuje mnie uczucie oczekiwania... Marcin z wrażenie zrobił wielkie oczy i zdjął okulary prze- cierając je kilkakrotnie irchą, po czym chrząknął ze trzy razy a może więcej i zaniżając głos zapytał: – Na co? – I to jest najbardziej ciekawe, że tego nie wiem?. – To jest problem. – Zapewne i to jak cholera, ale najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś w głębi siebie wiem, o co chodzi (czuję to!) – I co? – No nic, pustka w głowie która po prostu boli? Gdy tylko to wyrzuciłem z siebie od razu poczułem się 12 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie lepiej. Tymczasem Marcin cały czas przyglądał mi się bacznie skanując, każdy mój grymas twarzy, który niewątpliwie po- jawiał się kiedy mu o tym mówiłem. Zapewne moje wyzna- nie go zaskoczyło ponieważ znał mnie jako człowieka raczej silnego, który zawsze sobie radę dawał ze swoimi emocjami. A tu coś takiego! Być może teraz zmienił o mnie zdanie – do- konał korekty kto wie być może właśnie? W każdym bądź ra- zie zanim odezwał się do mnie, zlustrował mnie najpierw od stóp do głowy, jakby po raz pierwszy mnie zobaczył, w końcu zapytał: – Zamierzasz tak cierpieć w nieskończoność? – Oczywiście, że nie – odparłem. – To, co dalej? – No co? Tego nie wiem, dlatego o tym ci mówię. – To może tak na początek uporządkujmy twój problem. – O widzisz, to jest dobre. – Tato mam pomysł! – Jaki? – Zacznij swoje poszukiwania od momentu, kiedy to wszystko się zaczęło. – A wiesz, że ty masz rację? Pomysł wydawał mi się świetny, jednak zanim zabrałem się do niego zrobiłem najpierw głęboki wdech i wydech. Nie wiem dlaczego, ale byłem głęboko przekonany, że właśnie w ten sposób mogłem tylko rozbroić swoją niemożność roz- kodowania siebie. Przyznam, że to nie skończyło się tylko na jednym razie. Wielokrotnie robiłem głęboki wdech i wydech 13 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie aż pomyślałem sobie, że chyba odmawiał mantrę. Kiedy wy- dawało mi się, że już, już uda mi się zlokalizować mój niepo- kój i poznać jego oblicze nieoczekiwanie mój wzrok utkwił na grafice wiszącej na ścianie. Dostałem ją jakiś czasu temu od znajomego artysty (Zbigniewa Kresowatego) w dowód sympatii. Grafika przepięknie wykonana na czarnym karto- nie zatopiona w białym pas partu. Artysta przedstawia węża z kolorowymi łuskami, którego głowa oparta o czaszkę czło- wieka w kolorze zieleni, dumnie uniesiona do góry gotowa jest do ataku na swoją upatrzoną ofiarę. Z czaszki wyrasta młode drzewko dopiero, co kiełkujące. Na głowie węża arty- sta umieścił pegaza w kolorze bladej czerwieni ze zmierzwio- ną grzywą gotowego do lotu. Im dłużej spoglądałem na nią tym coraz wyraźniej docierało do mnie, że scena przedsta- wiona przez artystę stanie się dla mnie jakąś nierozerwalną częścią. A czego – tego wówczas nie wiedziałem. Przyznam, że owa myśl była dla mnie – na tą chwilę niezrozumiała. Chcąc czy nie chcąc zaadoptowałem ją i kiedy rozeszła się w moim krwiobiegu nagle doznałem olśnienia – od czego mam zacząć poszukiwanie. Marcin tymczasem nie przeszka- dzał w moim odlocie, choć cały czas czułem, że bacznie mnie obserwował i zapewne czekał cierpliwie na mnie. Myślę, że tak właśnie było bo mimo wszystko mój syn był w gruncie rzeczy człowiekiem taktownym i delikatnym. Zresztą byłem o tym święcie przekonany i nie sądzę abym się mylił (w koń- cu coś po mnie odziedziczył). W każdym razie jego cierpli- wość pozwoliła mi się ogarnąć i pozbierać myśli. – Więc tak, może zacznę od nietypowego spotkania – po- wiedziałem w końcu powoli. 14 wydawnictwo e-bookowoJarosław Wojciechowski Przebudzenie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przebudzenie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: