Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00356 007493 15355612 na godz. na dobę w sumie
Przebudzenie Cheopsa - ebook/pdf
Przebudzenie Cheopsa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 179
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 83-89375-84-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> ezoteryka
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Książka jest połączeniem pomiędzy ezoteryką i nauką poprzez badania, które mają być wykonane na podstawie niekonwencjonalnych źródeł informacji takich jak hipnoza i chaneling telepatyczny, oraz sprawdzenie ich za pomocą metod geofizycznych i wykopalisk. Treść książki dotyczy roli Wielkiej Piramidy w Gizie w ochronie Ziemi i ludzi przed możliwym kataklizmem, który niektórzy naukowcy przewidują na grudzień 2012 roku. W książce przedstawione są również hipotezy dlaczego Wielka Piramida została zbudowana, kto ją zbudował i w jakim celu.

Główne tematy zawarte w książce:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Andrzej Wójcikiewicz Przebudzenie Cheopsa Jak uniknąć światowego kataklizmu w roku 2012 Przebudzenie Cheopsa Andrzej Wójcikiewicz Copyright by Andrzej Wójcikiewicz, 2012 Wydanie e-book – Maj 2012 All rights reserved Wszystkie prawa, w szczególności do powielania i rozpowszechniania treści książki, są zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może zostać reprodukowana w jakiejkolwiek formie, przeredagowana, lub rozpowszechniona bez pisemnej zgody Autora. ISBN: 978-83-272-3695-1 Projekt okładki: Marek Ciesielczyk Redakcja, typografia i łamanie: Julian Brudzewski Korekta: Mariusz Grygierczyk Spis treści Wstęp Rozdział 1. Zaczęło się od uśmiechu Rozdział 2. Jak Ta, Która Na Imię Ma Życie, odwiedziła Wszechświat Rozdział 3. Pierwszy sen Kapłanki - budowa piramidy Rozdział 4. Słuchanie Wszechświata Rozdział 5. Szaman z Markahuasi Rozdział 6. Sen o Kapłanie Juno Rozdział 7. Sny Sen Tej, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek Sen Wędrowca Rozdział 8. Dlaczego faraon musi ujrzeć słońce? Rozdział 9. Wahania Wędrowca Rozdział 10. Powrót do piramidy - kolejny sen Kapłanki Rozdział 11. Biznesmen Rozdział 12. Inne znaczenie zdarzeń Rozdział 13. Znaczenie życia Rozdział 14. Ten najważniejszy Rozdział 15. Ta, Która Ma Odwagę Mówić Rozdział 16. Och, te zbiegi okoliczności Rozdział 17. Proroctwo Oriona i Złote Komnaty Rozdział 18. Sfinks i zabezpieczenie Ziemi Rozdział 19. Filozofia Wszechświata Rozdział 20. Ten, Który Odważył Się Być Mądrym Rozdział 21. Kierunek Ślęża Rozdział 22. Pierwsze wejścia na Ślężę Rozdział 23. Bonifacy, opiekun Ślęży Rozdział 24. Tajemnice Świętej Góry Rozdział 25. Strażnik Rozdział 26. Labirynt - sen o przyszłości Rozdział 27. Misja Ratowania Ziemi Rozdział 28. Sen o labiryncie Rozdział 29. Sen o przyszłościach Rozdział 30. Jeszcze raz przyszłość Rozdział 31. Przebudzenie faraona Cheopsa Epilog Podziękowania O Autorze Inne książki Autora Wstęp Drogi Czytelniku, sądzę, że nie jest przypadkiem, że ta właśnie książka trafiła do Twoich rąk. Tak zwane „przypadki” są często drogą, przez którą prowadzi nas życie, a więc po przeczytaniu tej książki być może i Twoje życie w jakimś stopniu zmieni swój kierunek. W książce opisane są historie osób, które w przeciągu kilku lat doświadczyły tak ogromnej ilości zbiegów okoliczności i zdarzeń, że w pewnej chwili pojęły, iż to, co się dzieje, nie może być przypadkowe. Główną postacią książki jest mieszkanka Wrocławia – Lucyna, która w treści występuje jako Ta, Która Na Imię Ma Życie. Jej prawdziwe imię i nazwisko to Lucyna Łobos. Od niej zaczęła się opisana tutaj historia związana z „przebudzeniem Cheopsa”. Lucyna posiada niezwykłe zdolności, które zaczęły się w niej rozwijać od czasu śmierci klinicznej i „powrotu z tamtej strony”. W treści książki zawarte są fragmenty autentycznych przekazów uzyskanych drogą hipnotycznej regresji wieku i channelingu telepatycznego, które odbyły się z nią pomiędzy majem 2001 a lipcem 2005 roku. Hipnoza jest w książce opisana jako „sen”, a channeling telepatyczny jako „sen na jawie”. W trakcie hipnotycznych regresji Lucyna cofana była do czasów budowy Wielkiej Piramidy i opisywała, co widzi, oczyma egipskiej kapłanki. W czasie niektórych sesji była też w stanie podróżować w czasie i przestrzeni. Channeling nie wymagał wprowadzenia Lucyny w stan zmienionej świadomości. Po krótkiej koncentracji była w stanie „połączyć się” ze swoim Przewodnikiem Duchowym, telepatycznie usłyszeć jego głos i powtarzać wypowiedziane przez niego słowa. Sesje były nagrywane na kasety audio, dzięki czemu, za pozwoleniem Lucyny, mogłem posłużyć się ich treścią podczas pisania. Metafory „sen” i „sen na jawie” (zamiast hipnoza i channeling) zostały użyte, aby ułatwić czytelnikowi zrozumienie tych niezwykłych zjawisk. Umożliwiło to przekazanie wielu szokujących informacji w sposób prosty, mniej „ezoteryczny” i łatwiejszy do przyswojenia, zwłaszcza dla tych, którzy nie znają, nie rozumieją lub po prostu nie akceptują tego rodzaju zjawisk. Celem przekazów Lucyny jest dotarcie do miejsca pochówku Faraona, który budował Wielką Piramidę. W książce został on nazwany Cheopsem, choć jego prawdziwe imię brzmi Chufu. Odnalezienie jego grobowca może być odkryciem archeologicznym wszechczasów, przy którym odkrycie grobu Tutenchamona jest kroplą w oceanie sensacji. Najważniejszym jednak celem całego projektu jest uratowanie Ziemi i ludzi przed zagrożeniami roku 2012. Wszystkie opisane w książce osoby są autentyczne i uczestniczą w „Projekcie Cheops”. Niektórzy są wymienieni z nazwiska, inni tylko z imienia, nieliczni ukryci są pod pseudonimem. Źródło płynących przez Lucynę informacji w treści książki zostało określone jako „Wszechświat”. To on prowadzi ją i inne osoby, on rozmawia z nimi pośrednio lub bezpośrednio. W rzeczywistości Wszechświat z książki symbolizuje konkretną Istotę Duchową, która poprzez Lucynę komunikuje się z naszym poziomem materii i przekazuje przez nią informacje. Imię tej Istoty Duchowej podane jest pod koniec książki. Opisywane zdarzenia dzieją się naprawdę. W kolejnych rozdziałach Czytelnik krok po kroku śledzi okoliczności, które doprowadziły do wykopalisk archeologicznych na górze Ślęży pod Wrocławiem. Wykopaliska te prowadzone są od sierpnia 2004 roku do tej pory (sierpień 2005) przez Instytut Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Ten etap uwiarygodnił otrzymywane dzięki Lucynie informacje. Uświadomił też wielu naukowcom i archeologom, że sesje z nią nie są jedynie projekcją jej wyobraźni czy chęcią uzyskania rozgłosu, lecz fizycznie sprawdzalną rzeczywistością. Kolejnym etapem są badania w Egipcie, które zostały zainicjowane wyjazdem ekipy do Kairu w czerwcu 2005. Książka jest metaforą i ostrzeżeniem. Jest zwróceniem uwagi na aktualną sytuację na Ziemi, na problemy związane z globalnym ociepleniem, z zagrożeniem z zewnątrz od strony zmieniającej się aktywności Słońca oraz tak zwanej Planety X, o której naukowcy piszą raporty do Pentagonu. Jest ostrzeżeniem przed zagrożeniami roku 2012, o których była mowa w pismach Majów oraz starożytnych Egipcjan. Ostatnie rozdziały są „projekcją w przyszłość” – one się jeszcze nie zdarzyły, ale zostały przepowiedziane w sesjach („snach”) Lucyny. Czy się sprawdzą – pokaże życie. Andrzej Wójcikiewicz Rozdział 1. Zaczęło się od uśmiechu Od wielu lat, od kiedy pamiętam, byłem Wędrowcem... Wędrowałem od miasta do miasta i uczyłem ludzi rozpoznawania w sobie Swojego Głosu i znajdowania Najlepszej Drogi. Uczyłem rozmawiania z nim, uczenia się od niego. Wielu zazdrościło mi, bo mogłem przemieszczać się po kraju, całym świecie, nie byłem przywiązany do żadnego miejsca i wydawało mi się, że to jest moja Najlepsza Droga. Każdy człowiek szuka swojej Drogi i są momenty, kiedy już wydaje mu się, że znalazł To, Czego Szuka, aby po pewnym czasie stwierdzić, że To Jednak Jeszcze Nie To. Mnie wydawało się, że To Jest Już To... Wtedy właśnie, w pewne marcowe popołudnie 1997 roku, spotkałem na swojej Drodze Tę, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek i powoli zaczął zmieniać się mój cały, tak dobrze ułożony świat. Od pierwszego spotkania zawsze towarzyszył jej uśmiech. Nawet kiedy się nie uśmiechała, kiedy na twarzy był smutek, istniał uśmiech wewnętrzny, ukryty, widoczny tylko dla wtajemniczonych. To ten uśmiech spowodował, że kiedyś zaprosiłem ją na obiad. I tak się zaczęło. Jak w bajce o Małym Księciu, stałem się odpowiedzialnym za to, co oswoiłem, chociaż były momenty, kiedy nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić z tą odpowiedzialnością. Poznawanie nasze trwało bardzo długo, choć tak naprawdę znaliśmy się od początku istnienia, tylko teraz, w tym życiu, jeszcze nic nam nie było o tym wiadomo. Spotykaliśmy się od czasu do czasu. Ona się uśmiechała, a ja wędrowałem dalej. Trwało to parę lat, dopóki nie przyszedł do nas Czas... Czas zapukał do drzwi Poranka i zapytał: „Czy jesteś gotowa na zmianę?”. „Nie wiem – odpowiedziała – ale skoro przyszedłeś, widocznie jestem”. I wtedy Czas zesłał nam pocałunek, nawet nie pytając mnie o pozwolenie. Od tamtej chwili uśmiechy zaczęły nas prowadzić zupełnie inną Drogą niż ta, która do tej pory wydawała się jedyną. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że jej pocałunki, będą tak niepodobne do pocałunków wszystkich innych Kobiet, Które Chciały Być Całowane. Że będą początkiem Drogi Nowego Poznania, Drogi Do Przebudzenia Faraona... Ta droga rozpoczęła się właściwie od dnia, w którym wędrówki po raz kolejny zaprowadziły mnie w strony, gdzie mieszkała Ta, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek. Gdy mnie zobaczyła, powiedziała tajemniczo: – Chodź, przedstawię ci Bardzo Wyjątkową Osobę. Czy chcesz ją poznać? – Twoi przyjaciele są moimi. Chętnie ją poznam, jeśli dla ciebie to jest ważne. – Tak, jest ważne, bo ona mnie o to prosi, a ja zawsze staram się spełniać prośby moich przyjaciół. W ten sposób dzięki Tej, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek poznałem Tę, Która Na Imię Ma Życie. To było dziwne spotkanie. Nowa znajomość początkowo wcale nie wyglądała obiecująco. Ta, Która Na Imię Ma Życie, była płochliwa, oddalona, ostrożna. Bała się wszystkiego i wszystkich. I choć jej Droga była wyraźnie wyznaczona, w tym momencie jeszcze nie miała pewności, czy dobrze idzie. Miała jednak ogromną przewagę nad Wszystkimi Innymi, Którzy Szli Po Swojej Drodze. Słyszała Wszechświat, który ją prowadził. Rozmawiała z nim codziennie, codziennie była zapewniana, że idzie Właściwą Drogą, ale gdzieś głęboko był w niej lęk przed Nieznanym. Lęk przed samą sobą. Nie wiedziała jeszcze, jak daleko ma iść i czy na pewno dojdzie tam, gdzie chce być. Poza tym nie mogła dojść tam sama. Pewnie dlatego Wszechświat postawił na jej Drodze Tę, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek. Energia uśmiechu wzmacnia cel, daje poczucie większej pewności, rozjaśnia życie, jak słońce rozjaśnia ziemię. Taki uśmiech Wszechświat postanowił podarować Tej, Która Na Imię Ma Życie, aby pomóc jej iść wyznaczoną Drogą. Pewnego dnia sama Droga podpowiedziała jej, że powinna mnie, Wędrowca poprosić o pomoc. Początkowo nie chciałem pomagać. Skąd zresztą mogłem wiedzieć, dokąd ona chce iść i dlaczego mielibyśmy wędrować gdzieś razem? Nie znałem jej. Na razie moje wędrówki zahaczały tylko o miejsce, gdzie mieszkała Ta, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek. Wkrótce jednak okazało się, że Wszechświat nie przez przypadek postawił na mojej Drodze jej uśmiech. – Dlaczego chcesz, abym ci pomagał? – spytałem Tę, Która Na Imię Ma Życie. Przecież się prawie nie znamy. – Wszechświat powiedział mi, że razem mamy obudzić Faraona – odrzekła. Zdziwiła mnie ta prośba. Nie miałem pojęcia, o czym mówi Ta, Która Na Imię Ma Życie. O jaki wszechświat i jakiego faraona chodzi? Wiedziałem, że wszyscy faraonowie dawno poumierali. Są najwyżej ich mumie, a mumii obudzić się nie da. – Nie widzę sensu w twoich słowach – odpowiedziałem – wyjaśnij mi to dokładniej. – Wędrowcze – zaczęła tłumaczyć Ta, Która Na Imię Ma Życie – jest taki poziom istnienia, który ja nazywam Wszechświatem. Rozmawiam z nim na co dzień w moich myślach, on mnie prowadzi przez życie, pomaga spotykać różnych ludzi. To on pomógł mi spotkać Tę, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek, pomógł mi spotkać ciebie, on dał mi obecne imię. Przedtem miałam na imię Ta, Która Boi Się Własnego Cienia. W czasie wędrówek spotykam różnych ludzi i nie dziwię się, kiedy opowiadają rzeczy niezwykłe. Tym razem była to wyjątkowa niezwykłość... tak wyjątkowa, że zacząłem słuchać jej słów z uwagą. – Dlaczego Wszechświat rozmawia właśnie z tobą? Czy rozmawia też z innymi? – zapytałem. Wpadła mi myśl, że u psychologów aż roi się od pacjentów, którzy twierdzą, że rozmawiają z różnymi wyjątkowymi istotami albo nimi są. W zachowaniu Tej, Która Na Imię Ma Życie, było jednak coś fascynującego i normalnego. Uczucie, którego nie da się wytłumaczyć rozumem. – On rozmawia z każdym człowiekiem na ziemi – odpowiedziała na moje pytanie – mówi też do ciebie, tylko go jeszcze nie słyszysz. Razem mamy obudzić Faraona Cheopsa. Tego, Który Budował Wielką Piramidę. – Przecież teraz mamy już dwudziesty pierwszy wiek – starałem się pozostać po stronie myślenia racjonalnego. – Cheops żył bardzo, bardzo dawno temu. Jak możemy go obudzić? – Cheops tylko śpi. Czeka na przebudzenie. On musi ujrzeć słońce, zanim zacznie się dziać źle na Ziemi... To znaczy musimy odnaleźć jego ciało, jego mumię i odkopać ją. – Dlaczego akurat my mamy szukać jego mumii? – spytałem zdziwiony. – Przecież na Ziemi jest tylu ludzi, którzy zrobią to lepiej od nas. – Nie wiem, dlaczego my. Wiem tylko, że macie w tym pomóc. Ty i Ta, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek. – Jestem Wędrowcem – uśmiechnąłem się bez przekonania – nie znam się na faraonach, nie znam się na archeologii, a piramidy widziałem tylko na zdjęciach. Przez chwilę zastanawiałem się, co mam zrobić, ale to, co usłyszałem, wydawało mi się tak nieprawdopodobne, że spokojnie powędrowałem do innego miasta, aby przestać myśleć o Faraonie i o tym, że jest gdzieś coś, czego jeszcze nie rozumiem. Był marzec 2001 roku. Rozdział 2. Jak Ta, Która Na Imię Ma Życie, odwiedziła Wszechświat Ta, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek, ma na imię Iwona. Jej uśmiech był tak wyjątkowy, jak wyjątkowa była ona sama, więc nadałem jej to specjalne imię. Kiedy spotykasz kogoś na swojej drodze, nie wiesz, co to spotkanie dla ciebie znaczy, gdzie zaprowadzi, jakie spowoduje zmiany, jak zmieni twoją przyszłość. I ja nie wiedziałem, co jej uśmiech naprawdę znaczy. Dlaczego zdarzył się ten przypadek? Jego właściwe znaczenie wyjaśniła dopiero Ta, Która Na Imię Ma Życie. Jej prawdziwe imię – Lucyna. To ona zaczęła nadawać sens kolejnym przypadkom, wyjaśniła mi, dlaczego jeden uśmiech może zmienić całe przeznaczenie człowieka. Jej życie było początkowo tak normalne, jak życie każdego „normalnego” człowieka na ziemi. Dopiero spotkanie z Wszechświatem zmieniło jej Przeznaczenie. Pojawił się wiele lat temu, w momencie, gdy przeżyła śmierć kliniczną, i poprosił, aby mu złożyła wizytę. – Opowiedz mi, jak to było z tym spotkaniem – poprosiłem, gdy spotkaliśmy w czasie mojej wędrówki. – Opowiem ci – odpowiedziała – ale otwórz swój umysł na rzeczy, których być może nie rozumiesz. – Mój umysł jest otwarty. Przecież w moich wędrówkach też mówię ludziom rzeczy dziwne, więc mów śmiało. Jeśli czegoś nie rozumiem, to chcę zrozumieć. – To, co usłyszysz, też jest dziwne – zaczęła swoją opowieść Lucyna. – Dwanaście lat temu, w czasie operacji w szpitalu, byłam „po tamtej stronie” i zostałam „odesłana” z powrotem. Roześmialiśmy się oboje z tego „odesłania”, choć nie mogłem sobie wyobrazić, jak można być „odesłanym” z miejsca, które istnieje tylko w wyobraźni – bo tak zrozumiałem jej wzmiankę o „tamtej stronie”. – Mów dalej – poprosiłem – powiedz, co to była za operacja, która zafundowała ci taką „wycieczkę”? – Miałam raka. W czasie operacji lekarze pomylili się i przedawkowali narkozę, więc odpłynęłam im w zaświaty. Złożyłam wizytę Wszechświatowi w jego mieszkaniu i to była „tamta strona”. Przypomniały mi się książki lekarzy, którzy opisywali śmierć kliniczną i historie na temat „podróży przez tunel” opowiadane przez pacjentów, którzy z niej wrócili. Czyżby Lucyna też odbyła taką podróż? – Powiedz, jak wyglądało to „mieszkanie”? Jak zaczęła się „wizyta”? – W czasie operacji w pewnej chwili zaczęłam się w zastanawiać, jak ci lekarze mnie uśpili, skoro widzę, co robią. Zdawałam sobie sprawę, że jestem na stole operacyjnym, że już jestem operowana, słyszę lekarzy, jak krzyczą, jak przeklinają. W jakiś sposób starałam się im dać znać, że nie śpię, ale nie było żadnej reakcji ciała z mojej strony. Nadal próbowałam się skontaktować z lekarzami i w pewnym momencie przestałam cokolwiek widzieć. Ciemność zupełna. Z tej ciemności zaczęło się wyłaniać małe światełko. Nie wiedziałam, co to może być, ale mnie to zaintrygowało. Światełko zaczęło rosnąć i wirować. To światło zaczęło mnie wciągać, czułam, że przelatuję przez jakiś świetlny tunel. Nie widziałam już swojego ciała. Tak jakby istniał tylko mój duch, ale nie rozumiałam tego zupełnie. Razem ze światłem zaczęła mnie wciągać muzyka. To było coś tak pięknego, że do dzisiaj, do tej pory jeszcze nie słyszałam czegoś podobnego – połączenie fletu z dzwoneczkami kościelnymi. To wszystko robiło się coraz intensywniejsze, a światło było takie ciepłe, otulało mnie. Nie pamiętam, jak długo to trwało. Wiem, że muzyka dalej istniała, a mi tak było w tym wszystkim dobrze, iż nic już nie trzeba było – tylko w tym być. – Czy wtedy wiedziałaś, że to Wszechświat poprosił, abyś go odwiedziła? – zapytałem. – Skąd mogłam wiedzieć? Przecież nie wiedziałam, gdzie jestem, u kogo, w jakiej formie istnieję. Nie miałam pojęcia, że to Wszechświat zaprosił mnie do siebie. Było mi tak dobrze, że chciałam już na zawsze zostać tam, gdzie byłam. – No to jak to się stało, że wróciłaś? – To on mi kazał. Nagle usłyszałam głos... głos nakazujący powrót. – Co ci powiedział? – Głos, który tam usłyszałam powiedział mi, że muszę wracać, powiedział coś znamiennego: „Wracaj! My się do ciebie zgłosimy”. To będę pamiętała do końca życia. – Co było potem? – Wtedy na siłę zostałam wypchnięta. Było tak, jakby zadziałał jakiś odkurzacz, tylko w odwrotną stronę. W przyspieszonym tempie zostałam wtłoczona do tego świetlnego tunelu i znowu usłyszałam głosy lekarzy, kiedy mówili do siebie: „No, mamy ją z powrotem”. Punkt światła zniknął, a ja zobaczyłam zegar, który wskazywał dziesiątą godzinę. Kiedy mnie już wybudzono, kiedy byłam na sali pooperacyjnej, powiedziałam lekarzom, że za bardzo klęli i nie wypada w obecności kobiety takim mięsem rzucać. Popatrzyli tylko na siebie w milczeniu. Potem zrobiłam uwagę, że operacja długo trwała, że zaczęła się o ósmej a skończyła o dziesiątej, bo widziałam zegar. Lekarz powiedział: „Jaki zegar? Na sali operacyjnej nie ma zegara”. Okazało się, że właśnie o dziesiątej umierałam. Milczeliśmy chwilę z Lucyną. Widać było, że ponownie przeżywa swoją niezwykłą podróż do miejsca, skąd niewielu ludzi wraca. Pozwoliłem jej pomilczeć, bo i mnie potrzebna była chwila zadumy nad tym, co tak naprawdę jest „po tamtej stronie”. – Wycieczkę miałam super – powiedziała po chwili – ale widocznie musiałam tu wrócić. – Co się stało z tobą po tym „powrocie”? – Od chwili „powrotu” zaczęły się ze mną dziać dziwne rzeczy. Miałam jakieś przywidzenia, zaczęłam „widzieć” postacie. Bardzo się tego bałam, bo to na ogół działo się w nocy. Kiedy zaczęło się nasilać, zdawało mi się, że po prostu zwariowałam. Poszłam do psychiatry, który mnie przebadał dokładnie i nie znalazł żadnych patologii, żadnych zmian klinicznych. A ja dalej miałam te nocne wizyty. – O jakich wizytach mówisz? Czy ktoś cię w nocy nachodził? – Cóż, teraz wiem, że to Wszechświat dawał znać o sobie, że już wtedy zaczął mnie przygotowywać do mojej roli na scenie teatru innego życia niż to, którym dotychczas żyłam. Wtedy nie bardzo wiedziałam, czyje to były wizyty. Widziałam w wyobraźni postacie, słyszałam głosy. Pewnego dnia kolega, któremu o tym powiedziałam, zaprowadził mnie do Tego, Który Potrafi Usypiać. Pan Stanisław (bo takie było imię tego specjalisty) zapytał, z czym przyszłam. „Nie wiem – odpowiedziałam – proszę mnie uśpić, coś się powinno wyjaśnić”. Popatrzył na mnie jak na wariatkę, wzruszył ramionami, na wszelki wypadek zapytał, czy nie jestem na haju i rozpoczął swoją procedurę. Po paru chwilach już mnie nie było. I wtedy, jak u brzuchomówcy, przemówił przeze mnie głos męski, który bardzo ładnie powitał Stanisława i powiedział: „Nazywam się Wszechświat, jestem duchowym przewodnikiem Lucyny. Przekaż jej, że już się zgłaszam, że nadszedł czas rozpoczęcia pracy dla mnie”. Mówił jeszcze długo i pan Stanisław nie był w stanie zadać żadnego pytania. Kiedy zostałam wybudzona, zobaczyłam, że obydwaj, Stanisław i mój kolega, są bladzi jak ściana i roztrzęsieni. Opowiedzieli mi ze szczegółami, co się zdarzyło. I tak oto Wszechświat stał się już „oficjalnie” częścią mojego życia. – Czy przestałaś się bać? – Tak, przestałam się bać, bo odczuwałam Wszechświat jako bardzo dobrą energię. Od tej pory zaczęłam być prowadzona, uczona. – Na czym polegało to „uczenie”? Czy wchodziłaś w stan zmienionej świadomości i Wszechświat cię wtedy uczył? – Nie, nie tak było – odpowiedziała Lucyna. – Słyszałam coś, co można nazwać „głosem wewnętrznym”, który mi mówił: „Zrobisz to czy tamto, zaczniesz się uczyć, będę ci pokazywać nowe rzeczy, przygotowywać do misji”. To było tak, jakby ktoś uczył małe dziecko. Uczyłam się „chodzić”, uczyłam się śnić. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, o jaką misję chodzi. Często mówiłam do Wszechświata: „Czegoś się mnie uczepił? Nie mogłeś sobie znaleźć kogoś innego? Tylu jest przecież jasnowidzów na świecie, którzy tylko czekają na to, aby z tobą pogadać”. Czasami padały z jego strony słowa: „Bo jesteś kapłanką”. Nie wnikałam w to i nie wiedziałam, o co mu chodzi. Pewnego dnia powiedział mi: „Będziesz prowadzona do Piramidy Cheopsa”. – Czy byłaś tym bardzo zaskoczona? – Oczywiście. Dawniej patrzyłam na piramidy, szczególnie na Piramidę Cheopsa, jak na kupę kamieni i zadawałam sobie pytanie, co różni wariaci widzą w tych kamieniach. Jednak gdzieś około roku 1997 nastąpiło coś, co mogę nazwać punktem zwrotnym. Wpadło mi wtedy w ręce zdjęcie Wielkiej Piramidy. Poczułam, jakby przeniknął mnie prąd, kiedy wzięłam je do rąk. Kiedy spytałam o to, Wszechświat powiedział, że czas misji jest rozpoczęty. Wtedy przyszło mi do głowy, że to był właśnie czas, gdy Wszechświat postawił na mojej drodze uśmiech Tej, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek. Ciekawy zbieg okoliczności – pomyślałem. – Czy przeczytałaś jakieś książki o Piramidzie? – pytałem dalej. – Z książek o Piramidzie przeczytałam tylko jedną. Napisał ją jakiś niemiecki uczony, który był tam w środku ze swoim robotem. Często w księgarniach brałam do ręki książkę o Piramidzie Cheopsa, a wychodziłam z inną książką. Do dzisiejszego dnia nie jestem w stanie czytać na ten temat. Co wezmę jakąś książkę, to tak, jakby mnie parzyła. Oczy mi zachodzą łzami, nic nie widzę, spać mi się chce. To tak, jakby Wszechświat „zabierał” mi ją z rąk. Zapytałam go o to, a on powiedział: „Nie będziesz zaśmiecać sobie umysłu bzdurami, które ludzie wymyślają. Masz mieć umysł czysty”. – Co jeszcze powiedział Wszechświat? – Wszechświat powiedział, że byłam kapłanką w czasach budowy Piramidy i że w odpowiednim czasie postawi na mojej drodze ludzi, którzy mi pomogą i którzy mnie poprowadzą, a ja tylko będę narzędziem. Ludzie ci nie będą przypadkowi. Będą wybrani drogą selekcji. – Co było potem? – Przez długi czas był spokój. Wszechświat mówił do mnie, uczył mnie pisma automatycznego, uczył słuchać swojego głosu, uczył rozumieć. Na początku, kiedy zaczęłam pisać automatycznie, wychodziły z tego jakieś bzdury. Powoli udawało mi się coraz lepiej, pozwalałam prowadzić swoją rękę. – Jak reagowali na ciebie ludzie? Czy mówiłaś im o rozmowach z Wszechświatem? – W trakcie tych lat nauki pojawiało się wokół mnie sporo ludzi, ale szybko znikali. Odchodzili, jakbym ich odpychała. Wszechświat tłumaczył mi, że odstrasza ich moja wyjątkowość. Nie uważam się za „wyjątkową” i wiem, że jestem tylko narzędziem, łącznikiem, ale cieszę się, że tak było, bo nie musiałam tracić czasu na ludzką głupotę, która widziała tylko moją „inność”. – Co robisz, żeby się skontaktować ze Wszechświatem? Czy zamykasz oczy i rozluźniasz się? – Muszę się na czymś skupić. Najlepiej skupiam się, patrząc na kwiaty. Korzystając z mojego skupienia – Wszechświat nawiązuje kontakt ze mną. Pomaga mi widzieć obrazy, pomaga śnić. Kiedy śpię – on opiekuje się moimi snami. – Czy rozmawiałaś z jakimś księdzem? Przecież Wszechświat to świat duchowy, świat, o którym księża powinni dużo wiedzieć. Czy oni ci pomogli? – Wędrowcze, wiesz przecież, że księża na ogół trzymają się z daleka od takich, jak ja. Owszem, spotkałam na swojej drodze księdza. Miał na imię Stanisław i był specjalistą od egzorcyzmów. Najpierw zarzucił mi, że albo wszystko zmyślam, albo zajmuję się spirytyzmem. Kiedyś spotkałam się z nim i poprosiłam, aby Wszechświat przemówił do niego moim głosem. Mówiłam długo i kiedy ksiądz to usłyszał, powiedział do mnie: „Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, ale mówiłaś językiem kapłańskim. Co do tego, że jest to autentyczny przekaz, nie ma najmniejszej wątpliwości. Nie wiem jak, ale udało ci się przekroczyć bramę do tamtego świata”. Na zakończenie dodał: „Daję ci swoje błogosławieństwo. Czyń to dalej, bo to jest dobre. Nie daj się zwieść żadnym podszeptom ludzi. Jest w tym jakiś cel, skoro Wszechświat się do ciebie zgłosił. Nie wolno ci się teraz wycofać. Musisz iść dalej tą drogą, bo jest to droga prawdy”. – W takim razie dla niego to też musiało być duże przeżycie – zauważyłem. – Był bardzo wzruszony i miał łzy w oczach. Ja też się wtedy rozpłakałam. Tak skończyło się nasze spotkanie, które upewniło mnie, że jestem na drodze dobra, a nie przywidzeń czy halucynacji. W ten sposób, pod koniec dwudziestego wieku, w czasie, kiedy Ryba miała zamiar oddać władzę Wodnikowi, narodziła się ponownie Ta, Która Na Imię Ma Życie. Wszechświat zaczął istnieć w jej wyobraźni, rozmawiała z nim, kłóciła się, dyskutowała, choć w życiu prywatnym ciągle trudno jej było komukolwiek powiedzieć, że takie rozmowy odbywa. Kiedy ktoś twierdzi, że „słyszy głos Wszechświata”, że rozmawia z nim, tak zwany „normalny człowiek” stuka się w czoło i stara trzymać z daleka. Dla „normalnego człowieka” tak właśnie wygląda schizofrenia. Czas płynął i Lucyna dalej wykonywała swój zawód – masaże terapeutyczne. „Inny wymiar” stawał się w jej życiu elementem coraz wyraźniejszym, coraz bardziej wiarygodnym i znaczącym. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wiem, że Wszechświat bardzo dokładnie zaplanował wszystkie zdarzenia. Prowadził każdego z nas, po kolei dopasowywał wszystko tak, aby Ta, Do Której Uśmiecha Się Każdy Poranek, uśmiechnęła się we właściwym momencie do mnie, Wędrowca. Żebym dokładnie wtedy, kiedy trzeba, poznał Tę, Która Na Imię Ma Życie. Żeby dla nas wszystkich włączonych w ten projekt i tych, którzy będą włączeni, droga w kierunku Egiptu i grobowca zaczęła się właśnie na początku Ery Wodnika. Rozdział 3. Pierwszy sen Kapłanki – budowa piramidy Spotykam wielu ludzi na mojej drodze, ale nieczęsto zdarza mi się z nimi zaprzyjaźnić. Jak każdy Wędrowiec, spotykam ich, dzielę się moją wiedzą i odchodzę. Z Lucyną było inaczej. Było to natychmiastowe zauważenie jej niezwykłości, jej wyjątkowości. Skąd się wzięło? Przypadek? Być może po prostu lubię ludzi, którzy bezpośrednio wyrażają swoje emocje i opinie, nie owijając ich w pięknie brzmiące słowa, które tak naprawdę nic nie znaczą. Lucyna wprost wygłaszała swoje opinie dotyczące życia codziennego w Polsce. Rozmawiała ze mną szczerze, choć początkowo z dużą rezerwą. W końcu byłem Wędrowcem, obieżyświatem, który już niejedno w życiu widział, a ona była Masażystką Naprawiającą Kręgosłupy Ludzi Nieznajomych i Osobą, Której Wszechświat Nadał Imię Życie. Dla mnie jej świat był czymś nieznanym. Nazywała go Światem Istot Duchowych, Światem Energii. Tym właśnie był dla niej Wszechświat, który prowadził ją, uczył. Dla mnie tematy „z tamtej strony” były bajką dla dzieci. Duchy kojarzyły mi się zawsze z czymś, co straszy. Podświadomy lęk istniał u mnie jeszcze długo, nawet w życiu dorosłym. Zawsze patrzyłem z podziwem na tych, którzy twierdzili, że „rozmawiają z duchami”, ale obawiałem się takich ludzi i stroniłem od nich. W Lucynie spotkałem osobę, która nie tylko zachowuje się zupełnie normalnie i jak każdy zwykły Polak analizuje sytuację rodzinną osób, których nie lubi, ale także twierdzi, że rozmawia z Wszechświatem, kłóci się z nim i że to dla niej chleb powszedni. Jak zjedzenie jajecznicy czy wypicie kawy... Nie tylko nie czułem przed nią lęku, ale byłem tym zafascynowany. Słuchałem jej historii z lekkim niedowierzaniem, ale cóż, każdy z nas ma swojego Anioła Stróża. Dla Lucyny jej Aniołem był Wszechświat. Dla niej to był świat Opiekunów Ludzi, Opiekunów Ziemi, świat reprezentujący najwyższe Istoty Duchowe kierujące naszym życiem jako ludzkości i życiem każdego człowieka. To był świat kierowany wolą Istoty Najwyższej, Istoty Wszechmogącej, Najwyższej Inteligencji – istoty, którą my, ludzie, nazywamy Bogiem. Dlatego Lucyna nie bała się kontaktów z Wszechświatem. Był dla niej uosobieniem Dobra Najwyższego, Opiekunem Wszystkiego, Co Istnieje, który poprzez swoich Aniołów wybrał ją, aby przekazywać ludziom ważne informacje. – Czy Wszechświat to twój Anioł Stróż? – spytałem kiedyś. – Anioł Stróż jest czymś innym – odpowiedziała – on przychodzi w momencie urodzenia i zawsze jest z tobą. Wszechświat opiekuje się mną poprzez Specjalnych Opiekunów, którzy pomagają mi w misji, prowadzą mnie. On mówi nie tylko do mnie, ale do wszystkich ludzi. Do ciebie też. Tak, Wszechświat przemawiał do mnie swoim głosem, ale ja słuchałem tylko tego, co chciałem usłyszeć. – Czy możesz pomóc mi zasnąć? – zapytała któregoś dnia Lucyna. – Nie znam się na zasypianiu – zdziwiłem się. – Wszechświat twierdzi, że się znasz – odpowiedziała – chcę, abyś mi pomógł cofnąć się we śnie do czasu budowy piramid. Temat był dla mnie obcy i bardzo daleki. Nie wyobrażałem sobie, jak mogę komuś pomóc śnić o czymś, o czym sam nie miałem pojęcia. Moja niechęć sprawiła, że na drodze Lucyny pojawiała się Ta, Która Potrafi Cofać w Czasie. Na imię miała Łucja. Nawet psychologowie posiadają kręgosłupy, które od czasu do czasu dają o sobie znać, domagając się szczególnej uwagi. Ponieważ Lucyna była Osobą, Która Potrafi Naprawiać Bolące Kręgosłupy, Łucja została naprawiona. Być może z wdzięczności, być może przez przypadek zgodziła się zostać Psychologiem, Który Po Raz Pierwszy Cofnie Lucynę w Czasie i Pozwoli Jej Przyśnić Sen o Piramidzie. I tak pierwsza Ważna Rozmowa z Wszechświatem została przeprowadzona dzięki Łucji. Odbyło się to w domu Iwony. Pewnego majowego dnia 2001 roku Lucyna ułożyła się wygodnie do snu i zaczęła słuchać głosu Tej, Która Potrafi Cofać w Czasie. – Chcę, żebyś zasnęła – Łucja mówiła cichym, kojącym głosem – chcę, żebyś zaczęła śnić swój sen o czasie bardzo dawnym. Chcę, abyś wyszła poza wrota swojego obecnego istnienia, przekroczyła je i zaczęła śnić od nowa sen, który być może kiedyś już śniłaś. To będzie sen o Piramidzie, o Cheopsie, o tym, o czym nikt tak naprawdę jeszcze nie śnił, czego nikt z żyjących obecnie nie widział. Czy możesz przyśnić taki sen? – Mogę – odpowiedziała Lucyna i otworzyła wrota czasu, łącząc swoje myśli z jednością czasu i przestrzeni, z polem informacji, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją jednocześnie. Stała się Kapłanką Ki. Stała się Tą, Która Na Imię Ma Życie. Sen był wyraźny, kolorowy. Łucja nie miała wątpliwości, że ten sen jest autentycznym snem Kapłanki przygotowanej do podróży w czasie. – Jestem w świątyni w Egipcie – śniła Kapłanka – świątyni Bogini Izis. Nadano mi imię Ki – Życie. Jestem Kapłanką, służebnicą Kapłana Juno. On buduje Piramidę razem z Cheopsem. Jest Głównym Budowniczym. – Śnij dalej – prosiła Łucja – i powiedz, czy Piramidę budują już teraz? – Nie – mówiła powoli i sennie Ki. – Przygotowania zaczynają się od budowy zaplecza. Trzeba ludziom zapewnić mieszkania. Powstają namioty, bardzo dużo namiotów. Jak okiem sięgnąć widać namioty. Budują coraz to nowe. Powstaje też Namiot–Świątynia. Ma służyć Cheopsowi i Juno. To dziwny namiot. Wszystko trwa jakiś czas. – Który to jest rok? – zapytała Łucja. – Nie widzę czasu. Jestem przy kapłanie. Jest bardzo dobry. – Czym się zajmuje Kapłan Juno? – Jest Głównym Kapłanem, jest na usługach Faraona. – Czy jesteś przy nim? – Jestem przy nim zawsze, pomagam mu, spełniam jego polecenia. Kończy się budowa zaplecza dla ludzi i zwierząt. Kończy się zasiedlanie. Przybywa sam Cheops. Jest to mężczyzna w wieku 35–40 lat. Jest bardzo piękny, posiada tyle godności. Oznajmia ludziom, że praca przy budowie zostaje rozpoczęta. Cheops i Juno przygotowują ludzi do tego, że przy budowie będą tylko pomagać, wykonywać prace pomocnicze. Praca nie będzie ciężka, więc jeszcze więcej radości jest wśród ludzi. Przybyli z całego Egiptu i z całego świata. – Mów dalej, opowiadaj swój sen – zachęcała Łucja. – Mów wszystko, co widzisz, co przeżywasz, wszystko, co twoje oczy oglądają, bo mówisz rzeczy, których nikt nie widział. Jeśli mówisz prawdę i jesteś Kapłanką Ki, przeżywaj to życie i śnij o nim, bo śnisz sen, którego nikt jeszcze nie śnił. Tak wielu ludzi bardzo pragnie śnić takie sny, ale nie umieją. Śnij i mów, co widzisz. – Widzę, jak budują Piramidę – ciągnęła swoją opowieść Ki. – Budują ją nie ludzie, lecz Biali, Skrzydlaci Bracia, którzy przybyli z Drugiej Ziemi... Z bardzo daleka... Są piękni, a ich baza jest za Ziemskim Księżycem. Cheops mówił mi o tym wszystkim. Jest dla mnie bardzo dobry. Wierzę mu, choć ludzie nie mogą tego pojąć. Widzę pojazdy, którymi się poruszają. Będą tak budowali przez dwadzieścia lat. – Opowiadaj dalej swój sen – szeptała Łucja. – Śnić może każdy, ale Twój sen jest tak wyjątkowy, że czas staje się jednością tego, co było i tego, co jest teraz. Być może patrzysz na bramę czasu, której nikt jeszcze nie przekroczył tak, jak to zrobiłaś ty. Czy wiesz, dlaczego to śnisz? – Wiem. Znam swoją Drogę, znalazłam ją. Mam pomóc znaleźć Grobowiec. Teraz patrzę na budowę Piramidy, bo Cheops jeszcze żyje. To on kieruje budową... On i Juno. Kierują ludźmi, którzy pomagają przy budowie... są dla nich dobrzy... Cheops i Juno są przyjaciółmi Białych Braci. Tak naprawdę, to Piramidę budują Biali Bracia. Oni są przybyszami z Oriona, z planety Aszun. Są bardzo wysocy i piękni. Noszą kombinezony, szczelnie zasłaniają swoje ciało. Na głowie mają hełmy. Widzę ich, mają takie dobre oczy. Chciałabym całe życie tak śnić. Czuję tyle ciepła i miłości... Czy pozwolisz mi na zawsze pozostać w tym śnie? – Proszę cię, żebyś dalej śniła. Twój sen jest niezwykły – zapewniała Łucja. – Pozwolę ci śnić tyle, ile chcesz, ale powrócisz do mnie, bo powiedziałaś, że masz misję do spełnienia. To jest ważna misja. – Piramida budowana jest nocą – śniła dalej Ki – bo noce są w Egipcie chłodniejsze, a głazy na budowę tak gorące, że w dzień nie da się tego robić. Są zwożone na plac budowy. Przenoszą je statki powietrzne, statki Białych Braci. Statki są prostokątne, mają też kształt kolby kukurydzy. Każdy blok z kamienia jest unoszony za pomocą jakichś dziwnych promieni. Te promienie wychodzą ze statku i w ten sposób bloki ustawiane są jedne na drugich. Widzę, jak statek unosi blok, który najpierw jest szlifowany. Cięcie bloku następuje za pomocą miecza podobnego do błyskawicy, która też wychodzi ze statku. Potem smuga światła unosi blok, przenosi w powietrzu i blok stawiany jest na piramidzie jak klocek. Bez żadnych urządzeń, bez ludzi, bez wysiłku, bez cierpień. To jest cudowny, wspaniały widok; coś, czego my, Egipcjanie nie rozumiemy, ale z czego cieszymy się, bo czujemy, że jesteśmy pod opieką. Faraon jest pod opieką, Juno i my wszyscy... – Wiem, że śnisz swój sen coraz głębiej, że widzisz swoje sny coraz wyraźniej – szeptała Kapłance Łucja – ale Faraon i Juno są ludźmi, tak jak ty. Jesteś człowiekiem z przyszłości... Człowiekiem na tej ziemi i z tej ziemi. Czy twój sen pokazuje ci, czym zajmują się ludzie? Przecież tam, przy Piramidzie musi być bardzo dużo ludzi. Śnij dalej i powiedz, co widzisz. – Tak, widzę ludzi – śniła Ki. – Pracujących ludzi. Ludzie polewają wodą kamienie, które były postawione przez statek. Potrzeba bardzo dużo wody... Woda chłodzi... Woda jest spoiwem... Każdy następny blok polewany jest wodą... W przyszłości nikt nie zgadnie, jak bardzo potrzebna była woda... Ludzie będą się dziwić, jak Piramida była budowana, jak bloki były ze sobą spajane... To była woda... Takie proste... Tak wymyślili Biali Bracia... – Ki – szeptała Łucja – niedługo będę cię musiała obudzić. Musisz wrócić ze snu i stać się Tą, Która Na Imię Ma Życie w dalekiej przyszłości. Musisz stać się znowu Lucyną. Twoja przyszłość jest piękna... tylko przyśnij swoją misję. Powiedz, dlaczego masz odnaleźć Grobowiec? Ki skuliła się w swoim śnie i zaczęła płakać. – Nie chcę o tym śnić – powiedziała. – Nie chcę... Faraon umarł. Nastała chwila milczenia, w czasie której Kapłanka coś przeżywała. To była jej tragedia, jej smutek, jej rozpacz. Wreszcie poruszyła lekko głową i dalej opowiadała swój sen: – Mam odnaleźć grobowiec Cheopsa – powiedziała cicho. – Mam wrócić na Ziemię w dalekiej przyszłości i spotkać ludzi, którzy mi w tym pomogą. Teraz widzę, jak chowają Faraona. Chowają go nie w Piramidzie. Cheops celowo nie dał się pochować wewnątrz Piramidy. Przybysze, którzy budowali Piramidę zrobili wszystko, żeby zatrzeć ślady i przewidzieli, że piramidy mogą być splądrowane przez ludzi. Będą szukać skarbów i dlatego Faraon znalazł miejsce blisko, a jednocześnie daleko. Blisko dlatego, że nauce nie przyjdzie do głowy, że tak blisko może być. W grobowcu są kamienne tablice, całe zapisane. Jest ich dużo. Zrobione są z kamienia podobnego do granitu, tylko że błyszczące. Zapisem informacji trudnili się kapłani przez cały czas budowy Piramidy. Na tablicach jest zapis, kto budował i co kryje Piramida. Jest napisane, że Piramida jest centralnym punktem łączenia się z Drugą Ziemią. W Piramidzie jest urządzenie, które cały czas działa na zasadzie pól magnetycznych płynących w obu kierunkach. – Twój sen niedługo się skończy – szeptała cicho Łucja – więc powiedz tylko, dlaczego w przyszłości trzeba znaleźć Faraona? – Grobowiec trzeba znaleźć – śniła Ki – bo tajemnica musi być ujawniona, żeby ludziom stworzyć taką samą Ziemię, jaka jest tam. Gdy to się stanie, ci, co budowali, przybędą, będą uczyć wszystkiego, będą naprawiać to, co zostało zniszczone przez ludzi. Będą uczyć miłości i dawać miłość. Wszystko było dokładnie przemyślane, opracowane, omówione już za czasów budowy. Tak się musi stać, tak powiedział mi Juno, tak postanowili Biali Bracia. Ja muszę grobowiec odnaleźć, bo wiem dokładnie, gdzie jest... i będę wiedziała w przyszłości, kiedy wrócę na Ziemię.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przebudzenie Cheopsa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: