Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00071 006894 14488912 na godz. na dobę w sumie
Przełom lata - ebook/pdf
Przełom lata - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9405-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Morze, plaża i miłość wiejskiego chłopaka do młodziutkiej, ślicznej naturystki – ze środowiska, które paradoksalnie przeżywało swój rozkwit w trudnym okresie stanu wojennego.

Czy taka miłość może być źródłem szczęścia czy przeciwnie – zmieni się koszmar.

 Andrzej Janczewski

Urodziłem się pod sam koniec wojny. Potem normalne dzieciństwo w niezbyt normalnych czasach i barwna młodość w szarej rzeczywistości. Dalej studia i lata zawodowo związane z elektroniką: pierwsze telewizory kolorowe, pierwszy internet szerokopasmowy. Niedawno przekazałem pałeczkę młodszym. A poza tym proste, zwyczajne życie: żona, dzieci, dom i domownicy mniejsi.

Co lubię? Cztery pory roku, lasy, rzeki, zwierzęta.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Andrzej Janczewski Przełom lata © Copyright by Andrzej Janczewski e-bookowo Projekt okładki: e-bookowo Zdjęcie na okładce: Andrzej Janczewski ISBN 978-83-7859-405-5 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie II 2014 IV Ksiądz Tokarczyk, proboszcz miejscowej parafii, przecha- dzał się z brewiarzem w ręku po przykościelnym dziedzińcu. Dopiero dziesiąta rano, a już taki upał. Czuł jeszcze nie- strawność po wczorajszej kolacji z komendantem ochotni- czej straży pożarnej, więc jak mógł, chronił się przed słońcem w cieniu starych, gotyckich murów kościoła. Kątem oka zobaczył grupę żywo gestykulujących kobiet najwyraźniej zmierzających w jego kierunku. Kilka metrów za nimi, kuśtykał prowadząc rower Mroczek, były kierownik miejscowego GS-u. O ile kobiety zawsze pilnie uczestniczyły w życiu parafii, to Mroczek był starym bezbożnikiem, który pod koniec wojny walczył w partyzanckich oddziałach AL. Miał przetrąconą nogę i przestrzelone płuco, przez które już od kilku lat był na rencie inwalidzkiej. Diabli ich nadali – pomyślał ksiądz. Akurat dzisiaj, jak ledwo żyję po wczorajszym. Pewnie kolejna kłótnia o tę ka- pliczkę na środku drogi do szkoły. Są tacy, jak ten poganin Mroczek, którym przeszkadza wszystko co święte. – Bedzie pochwalony! – jeszcze z daleka zawołała w stronę księdza Gawronowa. – Na wieki wieków – mruknął ksiądz, nie próbując nawet ukryć grymasu niezadowolenia z nagłej wizyty. Co tam zno- wu kobiety? – My tu przychodzim do księdza, żeby ksiądz jutro z am- bony powiedział do słuchu tym naszym chłopom, co to za 29 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata robote sie nie biorom, tylko im teraz te gołe we łbie siedzom. – Zaraz, zaraz, co z ambony? – A bo najechało się tu tych zboczeńców z całej Polski, leżom gołe na plaży, a chłopy durne, robota czeka, a oni po wydmach łażom i się gapiom. – A nie możesz kobieto swojemu ścierą przez łeb dać, żeby na te wydmy nie łaził? – On sie nie przyznaje, gada głupi, że po urzędach musi chodzić, ale Malakowa go przydybała, jak z jej Szymkiem z wydmy wracał. Co nie Bronka? – A prawda, widziałam ich, skaranie boskie, na własne oczy ich widziałam. – A co ci twój Szymek powiedział, jak go przy tej wydmie – A że sołtys mu kazał sprawdzać, czy wydmy nie rozdep- – Dużo waszych chłopów teraz te wydmy sprawdza? – Ano już ja widzę, jak oni te wydmy sami rozdeptują, tyle nakryłaś? tane. ich tam. i wtrącił: – I niech ksiądz sam powie, że też naród katolicki taki, a tyle tych zboczonych po świecie łazi. I akurat do Morwów musieli przyjechać. Mroczek, który dotąd stał z boku i słuchał, podszedł bliżej – Bo też takie z was wszystkich katoliki. Przykazania zna- cie, ale macie je gdzieś. Potem do spowiedzi i znów święte jesteście. – Po coś za nami lazł antychryście jeden – wydarła się na niego Makowska. Głupoty tu będzie gadał. Polska katolicka jest! Najbardziej w całej Europie. Papieża swojego mamy! – A czy przez to u nas mniej złodziejstwa jest, niż gdzie indziej? Mniej się zabijają, mniej chlają – co? Ile razy twój 30 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata Romuś, jak napity był, zlał cię po pysku, że się przez tydzień nie pokazywałaś z chałupy? A w każdy post, pół dnia w ko- ściele krzyżem leży! – Niech ksiądz mu co powie, bo jak go czym walne, to razem z tym rowerem na drzewo poleci! Ty pewnie też cały dzień na wydmie siedzisz, a nam tu bedziesz o przykazaniach gadał. – A czy ksiądz by nie mógł wzionść kropidła i ich z tej plaży prześwięcić? – spytała Gawronowa z nadzieją w głosie. – Co, mam z krzyżem za tymi tam – bezwstydnikami – po plaży latać? – A może by to co dało. Chłopy za robote by się wzieły i znów by było jak Pan Bóg przykazał. – Ja tam Boga obrażał nie będę. Ale jeszcze dziś pójdę do komendanta, niech ich milicja pałami przegoni. – O, o, prosze księdza, niech ksiądz idzie. Władza nas musi przed zboczeniem bronić. Bóg zapłać. – Bóg zapłać kobiety. I postraszcie swoich, że ich milicja na tych wydmach za niszczenie będzie łapać. – Chodźta kobity… Żeby tylko komendant nie nachlany był, bo wtedy to on dupy z komendy nie ruszy. 31 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata Właśnie na tę chwilę zaplanował rewię przebierańców. Do urządzenia scenografii imprezy, przyciągnął skądś starą sieć rybacką. Rozwiesił ją na wyrzuconych przez morze deskach. Najwięcej uciechy miały oczywiście dzieciaki, które postro- jone, z kolorowo pomalowanymi gębulami, przedstawiały Indian, skrzatów – co tam kto sobie wymyślił. Kilku plażo- wiczów zawinęło się w białe prześcieradła i udawało Arabów, inni przystroili się w gałązki krzewów, czy wycięte z gazety ubrania. Henryk obserwował to z niezbyt zadowoloną miną. – Powiem wam, że Seweryn już nieco przegina z tymi im- – A co ci to przeszkadza – zaoponował Maciek – przynaj- – Robi się jarmark. Ja wolę jak jest spokój, każdy w swoim – Starzejesz się chłopie, pamiętam, że kiedyś nie miałeś nic prezami. mniej nie jest nudno. towarzystwie... przeciwko temu. kupa atrakcji. – Nigdy tego nie lubiłem. – Ale na basen w zimie na Inflancką chodzisz. A tam też – Chodziłem, to prawda, ale odkąd na brzegu basenu za- częli urządzać dyskoteki, przestałem. Nie uważasz, że widok trzęsących się golasów, facetów zwłaszcza, jest cokolwiek ża- łosny? – Może, ale przecież obowiązkowych tańców tam nie było. A ja sobie siedziałem w wodzie. Taka cieplutka... Mmm... Co najmniej trzydzieści stopni. Ty wiesz, kiedyś się zastanawia- łem, dlaczego tam woda jest zawsze taka ciepła. I myślę, że tak musi być, żeby utrzymać nad nią gorące powietrze, bo inaczej ten balon nad basenem klapnąłby nam na łeb. 38 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata Wstał, bo przy falochronach zrobiło się jakieś zamiesza- – Co się tam dzieje? – spytał zaintrygowany. – Chodźmy nie. zobaczyć! Zebrała się tam grupka młodych dziewczyn i chłopaków. Białym kremem wypisali sobie na brzuchach wielkie litery: S O L I D A R N O Ś Ć – po literze na osobę. Potem powo- li i ostrożnie wchodzili na słupki falochronu, każdy z nich na jeden. Nie było to łatwe: poszczególne pale oddalone były od siebie prawie o metr i sporo wystawały nad powierzchnię wody. Ostatni stał już na dość dużej głębokości. Kilka osób spadło i trzeba było poprawiać napisy. Więc trochę to trwało, zanim wszyscy ustawili się jak trzeba i można było zobaczyć szpaler – naprzemian dziewczyn i chłopaków, tworzących wspólnie napis „Solidarność”. Otoczyła ich wielka grupa gapiów, w tym niemal połowa przypadkowych tekstylnych. Rozległy się pierwsze, nieśmiałe okrzyki: – Solidarność! Solidarność... Były brawa, trzaskały migawki aparatów fotograficznych. Ci na falochronie podali sobie ręce. Okrzyki stawały się coraz głośniejsze, a już po chwili prawie wszyscy skandowali: – So-li-darność! So-li-darność! So-li-darność! So-li-dar- ność!... Jan patrzył na to z dość mieszanymi uczuciami. – No bracie, jeśli dowiedzą się o tym jakieś lokalne wła- dze – odezwał się do niego Henryk – to mamy przechlapane. Przecież jest jeszcze stan wojenny. – Dowiedzą się, to jasne – odpowiedział Jan. – Zobacz, ilu ludzi robi zdjęcia. – I pewnie niektórzy z tych tekstylnych, co teraz tu sterczą i krzyczą, chętnie wykorzystają to jako pretekst, żeby wywalić 39 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata VI Kapral Wiśniewski siedział przy biurku jak myszka i bał się oddychać. A komendant posterunku MO w Morwach miotał się po pokoju z pianą na ustach. Zatrzymał się wreszcie na moment i nerwowo wykręcił numer Komendy Wojewódzkiej. Ale oficer dyżurny się nie zgłaszał. Z hukiem odłożył słuchawkę i znów ryczał na cały posterunek: – To sukinsyny jedne! Debile! Zamiast siedzieć cicho i opa- lać te swoje dupska w słońcu, zachciało im się demonstracji! Spróbował ponownie, ale telefon wciąż nie odpowiadał. – A jeszcze w południe był u mnie proboszcz, w sprawie interwencji. Nie lubię tego klechy jak cholery i gówno bym z tym zrobił. Ale jak tak...! W stanie wojennym! Co jest z tym dyżurnym... O nareszcie. Sierżant Jakubiak. Tak, z posterun- ku Morwy. Z porucznikiem Zawadzkim proszę... Co? Week- end? Dopiero w poniedziałek? A kto go... Nikogo już nie ma? Rzucił słuchawkę. – Kurwa, nikomu się robić nie chce. Dopiero w poniedziałek. – To może sami pogonimy im kota – pisnął Wiśniewski. – Nie sami – tu trzeba pluton ZOMO z pałami. Ma być o tym głośno! Usiadł. – Musimy zaczekać – dodał. No, ale będą mieli za swoje, te gołodupce pieprzone. Już ja im zrobię lany poniedziałek, chociaż to nie Wielkanoc. 41 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata *** Była już piąta, kiedy Seweryn dowlókł się do swojej kwate- ry. Był pewien, że nad zjazdem gromadzą się czarne chmury, choć akurat pogoda była bez zarzutu. Przy samym wejściu, na drewnianej ławeczce siedział Leon, gospodarz domu. Kiedyś był tu, w Morwach, sołtysem, ale podpadł za brak pokory wobec władzy i teraz prowadził coś w rodzaju prywatnego pensjonatu. – Co masz taką spiczniałą minę – spytał Seweryna. – A bo dzisiaj na plaży... – Wiem, wiem, już gadają o tym w Morwach. – Popatrz Leon, zanim zdążyłem się zorientować, oni już stali na tym falochronie. – Nie twoja wina. Ale smród będzie. Jak znam Jakubia- ka, naszego komendanta milicji, zrobi z tego aferę. Bo tak po prawdzie, zawsze był świnią. – Ty go dobrze znasz? – No jak to, chodziłem z nim do szkoły, to wiem. – Jaki on jest? – No mówiłem. Świnia i pijak. Straszny służbista, ale za wódkę już niejednej sprawie łeb ukręcił. – A ty jak z nim teraz żyjesz? – Jeśli mogę, omijam go na kilometr. Ale szacunek u niego mam. Gdyby nie ja, nie skończyłby chyba nawet podstawów- ki. Brał u mnie korepetycje – Jak myślisz, gdyby go tak zabrać do knajpy i przyprawić solidnie, dałoby się to jakoś zatuszować? – To zależy. Jeśli już zdążył zadzwonić gdzie trzeba, to po ptakach. I musiałbyś mieć do niego podejście. – Leon, a ty? Nie pomożesz w potrzebie? 42 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata – Wolałbym się w to nie mieszać. Już ci mówiłem, staram się nie wchodzić mu w drogę. – Proszę cię, pogadaj z nim jakoś. Ja zorganizuję wszystko – wódy ile trzeba, ze dwie, trzy dziewczyny do towarzystwa. Będę ci wdzięczny do grobowej deski. – Oj Seweryn, wchodzisz na złą drogę. – Coś muszę zrobić. Za kilka dni miss natura, cała Polska będzie o tym gadać. Leon wahał się przez dłuższą chwilę. – No dobra. Ale niczego nie obiecuję. Bo i tak może jest już za późno. A i Jakubiaka nie można być pewnym. Jeśli śni mu się awans, nic z tego. – Dzięki, jesteś super. – To ty zrób sobie teraz coś do żarcia, a ja pójdę do jego chałupy, pewnie już tam jest. Zaniosę mu jego wędkę, co ją kiedyś u mnie zostawił. *** Dom Jakubiaka stał nieco na uboczu Morw. Niezbyt stary jeszcze, ale już dość zaniedbany. Murowany klocek bez gustu, z cokołem wykładanym potłuczonymi talerzami. A wokół zarośnięty chaszczami ogród. Drzwi otworzyła jego żona, wysoka, chuda kobieta o nie- zbyt sympatycznym wyrazie twarzy. – Cześć Justyna, jest Stefan? – Jest, ale śpi od przyjścia z roboty. – Cholera, to chyba przyjdę później. Z sypialni rozległ się donośny głos. – Co jest Justyna, kogo tam przyniosło? – Nie śpisz już? Leon przyszedł do ciebie. Po chwili zza drzwi wyłonił się komendant w podkoszul- 43 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata nieprzychylnym wzrokiem patrzą na kręcących się w pobliżu tekstylnych, w czasie wyborów robili się nieco bardziej tole- rancyjni. W samo południe wszyscy utworzyli jedno wielkie koło, jedni siedzieli, inni stali. Prawie każdy z aparatem fotogra- ficznym. Tekstylni, tworząc zewnętrzny, mniej zwarty pier- ścień oczekiwali na imprezę w milczeniu. Seweryn znów był w swoim żywiole. Wziął nawet żółtą tubę ze wzmacniaczem, dzięki czemu słychać go było na sa- mym końcu plaży. Przewiesił przez siebie prześcieradło jak tunikę, stanął w środku koła i zaczął: – Witam serdecznie wszystkich zgromadzonych tu natu- rystów! – zawołał przez tubę. Odpowiedzią były dzikie wrzaski, wycia i gwizdy. – Niniejszym otwieram wybory Miss Natura 1982! Znów gwizdy, wrzaski i wycia. – Jesteście gotowi?! – Taaaaak! – Nie słyszę! – TAAAAK! – To prosimy o zgłaszanie się kandydatek! Śmiało dziew- czyny! Zapraszam do środka! Powstało zamieszanie, bo każda z grup towarzyskich chciała wysunąć swoją kandydatkę, a one się zapierały – mniej lub bardziej szczerze. – No dziewczyny, nie dajcie się prosić! – zachęcał Sewe- ryn. – Prawda jest naga, obłuda ubrana! To było jego ulubione powiedzenie. Wreszcie, jako pierwsza zgłosiła się Monika. Najtrudniej jest zacząć, więc teraz powinno iść sprawniej. Ale Monika była dość ładna i zgrabna, więc większość poten- 51 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata jak w banku. zgłaszają. się o mnie. – Nawet o tym nie myśl. – Czemu? – poparł go Maciek – patrz jakie kaszaloty się – Tak? Nie mam zamiaru, żeby ktoś w ten sposób wyrażał cjalnych kandydatek, które już, już prawie były zdecydowane, teraz znów nabrało wątpliwości. Lecz kiedy do koła wstąpiły dwie dziewczyny, z których jedna z góry miała zapewnione zasłużone ostatnie miejsce, poszło jak z płatka. Na środku stało już siedem nagich dziewczyn. Maciek i Henryk podeszli do Izy. – Iza – zaczął Henryk – startuj. Zobacz, masz zwycięstwo – O tobie? Dziewczyno przecież ty jesteś najładniejsza na całej plaży! Oprócz mojej Bożeny oczywiście – powiedział mrugając do Henryka. No i Oli – dodał szybko, bo zobaczył, że żona Henryka też stoi obok i wszystko słyszy. – Maciek, daj spokój. Nie i koniec – widać było, że Iza za- czyna już tracić cierpliwość. Może dlatego nie czuła na sobie pary wpatrzonych w nią oczu. Kilka kroków dalej stał jakiś miejscowy – sądząc po ubraniu – chłopak. Gdyby ktoś chciał uważnie obserwować wyraz jego twarzy, co w tym zamieszaniu było wykluczone, wiedziałby, że dla niego świat właśnie przestał istnieć. I chociaż wokół przewijało się całe mnóstwo młodych, atrakcyjnych dziewczyn – w końcu odbywały się wybo- ry miss natura – które on, jak wielu innych wczasowiczów i mieszkańców pobliskich wsi, przyszedł obejrzeć sobie z bli- ska – cała reszta zlała mu się w jedną, jasnobrązową masę stanowiącą tylko banalne, nic nie znaczące tło. A ta jedna, jedyna dziewczyna, jak wszyscy – śmiała się, 52 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata coś tam krzyczała, nie przeczuwając nawet, że komuś obok nagle zabrakło tchu. Wreszcie udało się zgromadzić dziesięć kandydatek. Każ- da z nich otrzymała swój, wymazany białym kremem na brzuchu, numer i wszystkie ustawiły się w równym szeregu. Kilka było nawet niezłych, ale reszta mogła sobie raczej da- rować. Uśmiechały się niepewnie, machając rękami do zgro- madzonej gawiedzi. Każda z nich, wywoływana po imieniu i numerze, wystę- powała do przodu, i robiła efektowny obrót. Miarą uznania był aplauz publiczności. I po zakończeniu prezentacji wszyst- kich dziewczyn, nie było już wątpliwości. Seweryn stanął na środku i ogłosił przez tubę: – Uwaga, uwaga! Uroczyście ogłaszam, że zgodnie z wolą zgromadzonej tu publiczności, tytuł Miss Natura 1982 otrzy- muje... – tu zrobił dłuższą przerwę dla podgrzania atmosfery – kandydatka z numerem 1 – Monikaaaa!!! Ogólny wrzask był wyrazem pełnego poparcia zgroma- dzonych dla tego werdyktu. Seweryn podszedł do najpiękniejszej, założył jej koro- nę i szarfę z napisem ”Miss Natura 1982”. Potem ucałował ją w obydwa policzki i wręczył nagrodę. Butelkę znane- go, radzieckiego szampana. Monika w tryumfalnym geście podniosła ją do góry. Owacje, gratulacje, uściski. Trzaskały migawki aparatów fotograficznych. Impreza, choć już nieoficjalna i chaotyczna trwała jeszcze dość długo, a potem wszyscy stopniowo rozeszli się do swo- ich grajdołów. Kulminacyjny moment tegorocznego zjazdu naturystów przeszedł do historii. 53 wydawnictwo e-bookowoAndrzej Janczewski Przełom lata
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przełom lata
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: