Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00050 006691 14488982 na godz. na dobę w sumie
Przemytnik i dama  - ebook/pdf
Przemytnik i dama - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 265
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8338-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, XIX wiek
Niewielka przesyłka jest  niczym puszka Pandory. Wraz z jej otwarciem stare sprawy wracają i ponownie obciążają żyjących jeszcze świadków dawnych dramatów, a także następne pokolenia.

Honoria Carlow, córka hrabiego Narborough uwikłanego przed laty w głośny skandal, staje się ofiarą przebiegłej intrygi. Skompromitowana i porzucona przez narzeczonego, wykluczona z grona londyńskiej socjety, ucieka do Kornwalii. Tam, z pomocą życzliwej ciotki, odzyskuje spokój ducha, po czym włącza się w życie miejscowej społeczności i spotyka Gabriela Hawkswortha. Przystojny kapitan dąży do zawarcia bliższej znajomości z Honorią, która, pamiętając o niedawnych kłopotach, stara się trzymać go na dystans. Wkrótce oboje ulegają jednak uczuciu, a kapitan postanawia odkryć, kto zniszczył reputację jego ukochanej.    

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Julia Justiss Przemytnik i dama Tłumaczyła Barbara Ert-Eberdt Tytuł oryginału: The Smuggler and the Society Bride Pierwsze wydanie: Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Marianna Chałupczak ã 2010 by Janet Justiss ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8338-8 ROMANS HISTORYCZNY – 336 Rozdział pierwszy Sennlack Cove, Kornwalia, maj 1814 roku Krzyki krążących nad głową mew zagłuszał huk fal rozbijających się o skały. Lady Honoria przystanę- ła na skraju klifu i spojrzała w dół, ku zatoczce. Trwał odpływ. Wycofujące się morze odsłoniło długą łachę srebrzystego piasku. Ucieszyła się. Zboczyła ze szla- ku na wijącą się ścieżkę, wiodącą w dół, ku plaży. To ustronne miejsce zauważyła już podczas jedne- go z pierwszych spacerów po przybyciu miesiąc temu do Kornwalii. Posłuchała rady ciotki Foxe, żeby spo- żytkować rozsadzającą ją energię na poznanie nad- morskiego klifu, nad którym stał ich kamienny dwór, oddalony kilka mil od wioski Sennlack. Uśmiechnęła się smutno. Opuszczając Londyn, marzyła o ucieczce od ludzi i izolacji. Znalazła je. Kiedy jej powóz mijał Penzance, a osiągnąwszy Land’s End*, skręcał na trakt biegnący do Foxeden, domu ciotki górującego nad morskim urwiskiem, * Nazwa przylądka, najdalej na zachód wysuniętego punktu w Anglii. Po angielsku znaczy koniec, skraj lądu (przyp. tłum.). 6 Julia Justiss miała wrażenie, że rzeczywiście znalazła się na końcu świata. A przynajmniej z dala od londyńskiej socjety i rodziny, która ją zdradziła i odrzuciła. Rozpryśnięte o skały fale kołysały się pod wytwo- rzonym na wierzchu kożuchem piany. Czy jakiś ślad pozostanie na powierzchni, gdy ona zdobędzie się kiedyś na poskładanie w całość swojego rozbitego ży- cia? U stóp urwiska było dość zacisznie, Honoria zsu- nęła na plecy szal, którym wcześniej był przewiązany jej kapelusz. Woda obmywająca plażę w zatoczce wyglądała spokojnie, prawie zachęcająco. Uśmiechnęła się na wspomnienie leniwych letnich popołudni w dzieciń- stwie. Namawiała starszego brata, Hala, i każdego z jego przyjaciół, którzy akurat u nich gościli, aby razem wymknąć się nad staw. Ubrana w pożyczone od chłopców spodnie i koszulę, uczyła się pływać w gęstej od wodorostów toni, wynurzając się trium- falnie na powierzchnię cała umazana mułem z dna. Któregoś lata – właśnie przypadały jej siódme uro- dziny – gościem brata był Anthony. Honoria postano- wiła nie myśleć o byłym narzeczonym. Nie będzie psuła sobie przyjemności obcowania z bezkresem złymi wspomnieniami z przeszłości, której i tak nie może odmienić. Skupiła się na pięknym widoku, jaki roztaczał się w zatoczce. Było tu niemal sielsko i zastanawiała się, czy nie zdjąć butów i nie zamoczyć stóp. U schyłku wiosny woda wpływająca z morza przez wąski oto- czony skałami przesmyk musiała być, w odróżnieniu od nagrzanego letnim słońcem stawu w Stanegate Court, bardzo zimna. Przemytnik i dama 7 Wzrok Honorii powędrował ku wejściu do zatoki. Jej uwagę przykuł błysk słońca odbitego od białego żagla. Światło słoneczne raziło w oczy, ale przez zmrużone powieki dostrzegła niewielką łódź płynącą w stronę brzegu. W polu widzenia ukazała się druga łódź, najwi- doczniej ścigająca tę pierwszą, która w ostatniej chwili przed wejściem w przesmyk wykonała zwrot i umknęła na pełne morze. W następnej chwili ściga- jąca łódź wpadła między skały oddzielające zatoczkę od morza i zatrzymała się gwałtownie. Pierwsza znik- ła z pola widzenia, z pokładu drugiej zwaliła się w toń bezwładna postać ludzka. Łódź musiała natrafić na podwodną skałę, domy- śliła się Honoria. Przeniosła uwagę z kołysanej falami łodzi na człowieka za burtą. Wypłynął na powierz- chnię, chwilę bił bezradnie ramionami, po czym znik- nął pod wodą. W porze odpływu zatoczka była dość płytka, jed- nak by dotknąć nogami dna, ów człowiek powinien przepłynąć jeszcze dobrych kilka jardów. A jeśli zo- stał ranny podczas upadku? Czy umiał pływać? Ho- noria obserwowała go. Wynurzył się ponownie, znik- nął pod wodą i wcale nie przybliżył się do brzegu. Klnąc pod nosem – tych przekleństw nauczyła się od Hala – rozglądała się gorączkowo po plaży. Za- uważyła wyrzuconą na piasek deskę. Błyskawicznie zrzuciła pelerynę, żakiet i buty, odpięła ciężką spód- nicę amazonki. Zamierzała się dostać dostatecznie blisko do tonącego, żeby podać mu deskę. Straciła niemal nadzieję, że jej się to uda, gdy ze skał zamykających wejście do zatoczki wskoczył do 8 Julia Justiss wody mężczyzna. Honoria zatrzymała się. Rozpryś- nięta woda chlupnęła nad jej głową. Mężczyzna ciął powierzchnię wody szybkimi, wprawnymi ruchami, chwilę później uchwycił tonącego za ramię i zaczął go holować do brzegu. Odetchnęła z ulgą i skierowała się ku plaży. Dopiero wtedy zauważyła sznur wozów podskakujących na nierównościach szlaku nad klifem sterczącym nad zatoczką. Nagle te ,,regaty’’ nabrały sensu. Przemytnicy! Zatoczka musiała służyć przemytni- kom do przechowywania kontrabandy. W okolicy krążyły o tym legendy. Pierwsza łódź prawdopodob- nie próbowała odciągnąć drugą od miejsca, w którym pod osłoną nocy złożono trefny towar, by go potem przewieźć w głąb lądu. Mokre ubranie hamowało swobodę ruchów Honorii. Zatrzymała się na chwilę w płytkiej wodzie, by złapać oddech i popatrzeć, jak ratownik holuje do brzegu swój ciężar. Podziw nad jego brawurą przekształcił się w oszo- łomienie widokiem męskiej sylwetki. Nieznajomy podniósł się na nogi, gdy dotarł do płycizny. On także zrzucił z siebie ubranie, zanim skoczył na ratunek to- nącemu. Woda ściekała po nagim torsie, ramionach i pięknie umięśnionej piersi na płaski brzuch. Mokre spodnie ściśle przylegały do ciała, uwidoczniając wy- datny kształt. Rumieniec pokrył policzki Honorii. Spojrzała wy- żej i dostrzegła białą bliznę przecinającą żebra i drugą na lewym ramieniu, wreszcie popatrzyła na twarz i jej wzrok zderzył się z przenikliwym spojrzeniem nie- bieskich oczu pływaka. Poczuła, jak jej wargi unoszą się w uśmiechu, gdy patrzyła na tę wyraziście zaryso- Przemytnik i dama 9 waną twarz i okalające ją czarne włosy. Muskularnym ramieniem holował kaszlącego, plującego wodą nie- doszłego topielca. Honoria zauważyła poniewczasie, że teraz on pod- dawał ją oględzinom równie skrupulatnym, jak to ona czyniła przed chwilą. – Hej, dziewczyno! – zawołał. Wyczuła ledwo słyszalny akcent irlandzki. – Czyżbyś była wyłaniają- cą się z morskiej piany Afrodytą? Honoria znowu spłonęła rumieńcem, albowiem uświadomiła sobie, że stoi po kostki w wodzie, a mok- ra koszula oblepiająca jej nogi i brzuch jest prawdo- podobnie prawie przezroczysta. – Dobrze się pan spisał – rzuciła. Odwróciła się i uciekła. Na brzegu w pośpiechu nakryła się zapiaszczoną peleryną. Zdrętwiałe z zim- na palce z trudem radziły sobie z zawiązaniem trocz- ka. Schylając się, by pozbierać żakiet, spódnicę i bu- ty, zauważyła, że wąska plaża zaczyna się zaludniać. Ludzie ci przyszli po ukrytą kontrabandę, by ją roz- prowadzić w głąb lądu. Honoria zdała sobie sprawę, że głównym przed- miotem ich zainteresowania nie jest bohaterski pły- wak, nie są nim także skryte w skalnych załomach towary, lecz ona. Prawie fizycznie czuła na sobie ła- kome spojrzenia mężczyzn, lustrujące jej postać od mokrych włosów po bose stopy. Spanikowana, zerwała się z kamienia, na którym przysiadła, aby włożyć buty. Nie zważając na wołanie przystojnego ratownika, żeby zaczekała, utorowała sobie drogę przez otaczający ją krąg i pobiegła ku ścieżce wiodącej na szczyt urwiska. 10 Julia Justiss Gabriel Hawksworth podążał wzrokiem za ucieka- jącą z plaży płowowłosą dziewczyną. Porzucił na pia- sku plującego słoną morską wodą niedoszłego topiel- ca. Chwilę potem zajęli się nim wieśniacy. Odprowa- dzili w głąb lądu, przedtem jednak założyli opaskę na oczy i skrępowali mu ręce. Gabe otrząsnął się jak pies. Było mu zimno na wie- trze. Ucieszył się, że wśród zgromadzonych znalazł się Richard Kessel, dawny kolega z wojska, zwany Dickinem, właściciel kutra, na którym Gabe sprawo- wał tymczasowo funkcję szypra. – Niezły z ciebie pływak – powitał Gabe’a Dickin, okrywając go kurtką. – Miejmy nadzieję, że stary George tak się ucieszy, że uratowałeś jego człowieka, że weźmie mniejszą dolę od przemyconego towaru. Nie spodziewaj się jednak aplauzu ze strony miej- scowych. Będąc nowicjuszem, nasz ociekający wodą przyjaciel – Kessel wskazał głową odprowadzane- go – jest wyjątkowo gorliwy; nie zawahałby się przy- łożyć pistoletu do głowy żadnemu z nas, nie wyłącza- jąc ciebie. – Trzeba było pozwolić morzu, by go zabrało – odezwał się brat Dickina, John. – Nie ma o czym mówić – odpowiedział Dickin. – Można było naturze pomóc – mruknął pod no- sem John. – Szkoda, że nie ty skoczyłeś za nim do wody, braciszku – odpalił Dickin. – A swoją drogą, co za pomysł ściągać towar na ląd w biały dzień, wiedząc, że brzeg patroluje ten nowy? To kuszenie losu. – Zakładałem, że nawet jeśli ten strażnik nadąży za Thomasem, co było mało prawdopodobne, bo An- Przemytnik i dama 11 glicy nie znają wybrzeża, Thomas mimo wszystko zdoła go zgubić – bronił się John. – Tak, nawet gdyby przyszło mu go utopić – upie- rał się Dickin. – Co cię obchodzi, że ubyłoby jednego agenta kró- lewskiego? – zezłościł się John. – Poza tym ja zajmuję się odbiorem towaru i decyduję, jak, kiedy i gdzie powinien on dotrzeć. – Jeśli masz narażać ludzi i łodzie na niebezpie- czeństwo, to może nie powinieneś się tym zajmować. Gabe w milczeniu przysłuchiwał się kłótni braci, po czym powiedział: – Obiecaj, Dickin, że strażnik bezpiecznie dotrze do miasta. Los człowieka na morzu jest w ręku Boga. Na lądzie jest inaczej. Nie chciałbym cię opuszczać, wiem, że potrzebujesz szypra na ,,Rybitwę’’, ale nie będę maczał palców w morderstwie. – Wydelikatniało ci ostatnio sumienie, Gabe – za- uważył Dickin. – Mieliśmy kiedyś takie same skrupuły. Nie za- strzeliłeś francuskiego jeńca na wojnie. Nie zostawi- łeś też żadnego partyzantom, choć Bóg świadkiem, że Hiszpanie mieli swoje powody, aby nie cackać się z Francuzami. A teraz kupujesz od naszych dawnych wrogów brandy, jedwab i koronki. – Fakt. – Dickin zgodził się bez oporów. – Wojna to wojna, a handel to handel – zauważył sentencjonal- nie. – Strażnik popełnił błąd, że ścigał Thomasa za dnia. Jak chce się walczyć z przemytem, trzeba lepiej znać wybrzeże. – Albo wypuszczać się na łowy nocą. – Wątpię, by któryś z nich chciał się mierzyć 12 Julia Justiss z morzem po ciemku. Tylko nieliczni Kornwalijczy- cy są takimi głupimi ryzykantami, jak wy, Irlandczy- cy. I takimi dobrymi żeglarzami. – Ignoruję przytyk do mego pochodzenia i akcep- tuję komplement – odparł ze śmiechem Gabe. – Wiesz co? Gdybyś kupił własną łódź, my dwaj moglibyśmy na stałe utworzyć dobry zespół. Chyba że zmieniłeś zdanie i zamierzasz wrócić do domu, żeby siedzieć na garnuszku u brata? Gabe ujrzał oczyma wyobraźni rodzinny dwór w Ballyclarig, wśród smaganych wiatrem irlandzkich wzgórz, i niezadowoloną twarz starszego brata. – Jeszcze nie wiem, co zrobię, ale nie wybieram się z powrotem do Irlandii. Właśnie się zastanawia- łem, gdzie by osiąść, gdy złożyłeś mi propozycję. – Dobrze się stało, bo jak byś całkowicie wyli- zał się z ran, to chyba z bratem pozabijalibyście się, jeśli on jest taki zasadniczy, jak go opisywałeś. – Kes- sel klepnął przyjaciela w ramię. – Nic w tym dziw- nego. Bracia często ze sobą walczą. Popatrz na mnie i Johna. Jak Gabe sięgał pamięcią, brat krytykował wszyst- ko, co on zrobił lub powiedział. – Najlepiej zejdź mu z drogi – orzekł Di- ckin. – Czy ta twoja szacowna rodzinka nie wy- rzekłaby się ciebie na zawsze, gdyby się dowie- działa, w jaki sposób pomagasz staremu druhowi z wojska? Gabe wyobraził sobie zgorszenie, jakie zagościło- by na pełnej godności twarzy pedantycznego sir Ni- gela Hawkswortha, gdyby odkrył, jakiemu zajęciu oddaje się jego nieodpowiedzialny brat. Nie dość, że Przemytnik i dama 13 wyrzekłby się go na zawsze, to jeszcze nasłałby na niego agentów królewskich. – Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym – zaproponował. – Kim jest ta czarująca Afrodyta, któ- ra rzuciła się do wody? Nigdy jej dotąd nie spotkałem. Sądząc po życzliwości okazanej celnikowi, nie prze- bywa na stałe w Kornwalii. – Nie przebywa – potwierdził Dickin. – Nie wiem, jak się nazywa, ale to nie żadna Afro... coś tam. Moja siostra, Tamsyn, która jest pokojówką we dworze Fo- xeden, mówi, że przyjechała w gościnę do panny Foxe. To jej krewna. Czasami widuję ją spacerującą po klifie. Po raz pierwszy Gabe poczuł cień sympatii do za- trudnionego przez ojca nudnego kleryka, który wbijał do głowy niezainteresowanemu nauką młodszemu synowi chlebodawcy elementy wiedzy niezbędnej dżentelmenowi. To głównie dzięki temu nieuznającemu żadnych odstępstw od narzuconej przez ojca dyscypliny gu- wernerowi Gabe przy pierwszej nadarzającej się spo- sobności uciekł do wojska. Nieraz się zastanawiał, jak zdołałby się wymknąć spod ciężkiej ręki rodzica, gdyby nie wybuchła wojna z Napoleonem. – Krewna panny Foxe – powtórzył w zamyśle- niu. – Na długo przyjechała? Nie wiesz przypad- kiem? – dociekał. – Zapytam Tamsyn, może się dowie. Nie wystar- czą ci wszystkie wzdychające do ciebie w okolicy dziewczyny, pchające ci się na wyprzódki do łóżka? Chciałbyś upolować nową zdobycz? – Co ja poradzę, że jestem piękny i młody – rzekł 14 Julia Justiss ze śmiechem Gabe, uchylając się przed kuksańcem przyjaciela. – Zaraz umrzesz z wychłodzenia, jeśli nie prze- bierzesz tego swojego pięknego i młodego ciała w su- che ubranie. Sprawisz mi kłopot, bo stracę nie tylko świeżo zatrudnionego szypra, ale i najbliższego kom- pana z wojska. Idź już, muszę pomóc chłopakom za- ładować towar na wozy. Zobaczymy, jakie wiadomo- ści przyniesie Tamsyn na temat tej panny. – Będę wdzięczny. – Gabe skłonił się z galanterią. – Przekonamy się jak bardzo, gdy przyjdzie czas postawić mi kolejkę. Do zobaczenia w gospodzie. Gabe ruszył ścieżką na szczyt klifu. Dobrze zor- ganizowana grupa marynarzy i ludzi z wioski spraw- nie uwijała się ze ściąganiem zatopionych beczek na brzeg, ładowaniem ich na taczki, wtoczeniem pod gó- rę, gdzie już czekały wozy. Jeden czy drugi odpowie- dzieli kiwnięciem głową na pozdrowienie, większość ignorowała Gabe’a. Wiedział, że to normalne. Prze- mytnicy nie przyglądają się sobie zbyt uważnie. Jeśli wpadniesz w ręce władz, możesz z czystym sumie- niem zapewnić, że nikogo nie widziałeś. Gabe odnalazł konia i pojechał do domu – to jest do Sennlack, do gospody ,,Pod Mewą’’, w której wynaj- mował pokój. Gospoda należała do Perrana, ojca Dickina i Johna. Pół roku, które obiecał koledze spędzić jako szyper na ,,Rybitwie’’ w podzięce za uratowanie życia pod Vittorią, wygaśnie pod koniec lata. Gabe jeszcze nie postanowił, co będzie robił potem. Nie przyrzekł Ni- gelowi, że wróci do domu. Wyjeżdżając, nie wdawał się w szczegółowe wyjaśnienia. Na odjezdnym Nigel Przemytnik i dama 15 zauważył z przekąsem, że ma nadzieję, iż młodszy brat, udając się na morze, nie zniweczy niegodnym postępowaniem zasług, którymi w chlubnej służbie wojskowej zmazał wszelkie niegodziwości, jakimi wcześniej splamił honor rodziny. Gdy Dickin przyjechał prosić o przysługę, która wymagała przymknięcia oka na obowiązujące prawo, Gabe zgodził się bez wahania. Po wielomiesięcznej bezczynności, w czasie której leczył wojenne rany, ucieszyła go możliwość spełnienia młodzieńczej mi- łości do morza. Czuł, że ostry, południowo-zachodni wiatr przywróci mu w pełni zdrowie i siły, i znowu będzie miał cel w życiu, co z tego, że niezbyt zgodny z prawem. Wprowadzając konia do stajni w gospodzie, Gabe doszedł do wniosku, że najuczciwiej byłoby się przy- znać, że po przeżyciach wojennych musiał uznać eg- zystencję w Irlandii za niewyobrażalnie nudną. Na morzu, gdzie zza każdego załamania wybrzeża mogło się wyłonić śmiertelne niebezpieczeństwo w postaci zdradzieckiej mielizny lub przyczajonego strażnika, oddychał pełną piersią. Chociaż dowódca królewskiej straży ochrony wy- brzeża, George Marshall, był w zmowie i przymykał oko na przemyt pod warunkiem, że regularnie miał udział w każdej partii towaru, zawsze mógł się zna- leźć jakiś nowy, jak ten, co nadział się dzisiaj na ska- łę, który serio traktował obowiązek zwalczania wol- nego handlu. Do procesów sądowych dochodziło rzad- ko, a jeszcze rzadziej do skazania przez kornwalijską ławę przysięgłych, istniało jednak niebezpieczeństwo dokonania żywota w Newgate ze stryczkiem na szyi
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przemytnik i dama
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: