Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00285 005250 13072370 na godz. na dobę w sumie
Przepis na romans - ebook/pdf
Przepis na romans - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875901 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Trwa eleganckie przyjęcie dla nowojorskiej elity. Rose, ceniona szefowa kuchni, zyskuje uznanie w oczach gospodarza, bogatego i wpływowego Warrena. Jednak na skutek podłej intrygi Rose jeszcze przed końcem kolacji traci pracę. Zatrudnia się jako kelnerka w obskurnym barze. Gdy jego właściciel zostaje postrzelony, Rose przejmuje pieczę nad kuchnią. Wkrótce ponownie spotyka Warrena, który proponuje jej pomoc w prowadzeniu lokalu. Ich współpraca układa się wspaniale, może dlatego, że Rose nie zna prawdziwych motywów i planów Warrena...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 5 0 9 1 R N ISSN 1641-5736 Elizabeth Harbison 9 771641 573031 906 Przepis na romans 05-RO-1a.indd 3 05-RO-1a.indd 3 3/21/07 2:59:24 PM 3/21/07 2:59:24 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Elizabeth Harbison Przepis na romans Tłumaczyła Anna Bieńkowska Drogie Czytelniczki! Witam serdecznie w najpiękniejszym wiosennym miesiącu. Mam nadzieję, że upajający zapach kwitnących krzewów, drzew i kwiatów nastraja Was optymistycznie, a te z Was, które mają kłopoty, odzyskają pogodę ducha przy lekturze książek z serii ROMANS. Przygotowałam dla Was ostatnią część miniserii Siostry McIvor, zachęcam również do lektury nowych romansów Lucy Gordon oraz Elizabeth Harbison, bo obie autorki cieszą się wśród Was zasłużonym uznaniem. W maju możecie przeczytać następujące książki: Nowa gwiazda – ostatnia część miniserii Siostry McIvor. Czy siostry dojdą do porozumienia i będą wspólnie zarządzać dziedzictwem? Prawdziwy skarb – Lucy Gordon zaprasza Was do Włoch, gdzie pewien zubożały arystokrata odzyska coś więcej niż majątek... Przepis na romans – tym razem Elizabeth Harbison nie tylko Was wzruszy, ale też rozbawi i zaintryguje! Znowu razem – spotkanie po latach pozwoli dwojgu ludzi wyjaśnić wszystkie zagadki z przeszłości. Mój książę Wyspa marzeń (DUO) – dwie opowieści o wielkiej namiętności, zgubnym braku zaufania i potrzebie szczerości. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Elizabeth Harbison Przepis na romans Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: A Dash of Romance Pierwsze wydanie: Silhouette Romance Redaktor serii: Grażyna Ordęga Korekta: Jadwiga Przeczek © 2006 by Elizabeth Harbison © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3084-9 Indeks 360325 ROMANS – 906 SAŁATKA Z KARCZOCHÓW Z SZALOTKAMI I TRUFLOWYM WINEGRETEM Porcja dla 4 osób 3 łyżki oliwy extra virgin 3 szalotki, pokrojone i wymieszane z odrobiną brązowego cukru 1 duży zmiażdżony ząbek czosnku 1 łyżka soku z cytryny 1 łyżka wytrawnego szampana lub sherry 2 łyżki octu z szampana 3 łyżki oliwy trulowej szczypta soli świeżo zmielony pieprz 2 iliżanki serc karczochów w oliwie, odsączonych 1 iliżanka umytej i osuszonej rukoli Na patelni o grubym dnie rozgrzać oliwę na średnim ogniu. Pokrojone szalotki podsmażyć na złoty kolor, dodać czosnek i smażyć jeszcze minutę. Zdjąć patelnię z ognia. Wymieszać sherry lub szampana z sokiem z cytryny i octem winnym. Ciągle mieszając, powoli dolewać oliwę trulową. Dodać sól i pieprz. Na patelnię wyłożyć serca karczochów i podgrzewać na małym ogniu, by smaki i zapachy się połączyły. Karczochy z szalotkami przełożyć do salaterki, polać so- sem i delikatnie wymieszać. Dodać rukolę i jeszcze raz wymieszać sałatkę. Podawać na gorąco lub na zimno. PROLOG Dwadzieścia pięć lat temu – Co za straszna tragedia! – wyszeptała Virginia Porter, dyrektorka domu małego dziecka, patrząc na niemowlęta, których rodzice tydzień temu zginęli w wypadku. Trzy ma- leńkie dziewczynki wreszcie usnęły, wyczerpane niekoń- czącym się płaczem. Virginia czuwała przy nich noc w noc. Przez ten tydzień jej ciemne włosy posiwiały. – Takie kru- szyny zostały same na świecie. Boże, co za nieszczęście! Włączyła się klimatyzacja i do sali wtargnęło chłodne powietrze. – Oby tylko nie trzeba było ich rozdzielać! – załamując ręce, westchnęła siostra Gladys. – Nie mogę nawet o tym myśleć! – Będziemy szukać ich krewnych – rzekła Virginia. – Choć na razie nie wygląda to dobrze. Chyba powoli mu- simy zacząć myśleć o rodzinie zastępczej. – Na jej twarzy odmalował się niepokój. Sytuacja trojaczek była bardzo trudna. Jeśli znajdą się chętni na jedno dziecko, nie bę- dzie innego wyjścia, jak się z tym pogodzić, bo wtedy przy- najmniej jedna z nich wychowa się w kochającej rodzinie. Dziewczynki miały niewiele ponad rok, były zbyt małe, by cokolwiek pamiętać. – Zrobimy, co tylko w naszej mocy.  Elizabeth Harbison – One powinny być razem – powtórzyła siostra. – Tak nagle straciły rodziców. Naprawdę musimy zrobić wszyst- ko, by nie zostały rozdzielone. Rudowłosa Rose poruszyła się niespokojnie i Virginia po- śpiesznie pochyliła się nad jej łóżeczkiem. Pogłaskała ją czu- le po główce. Jeśli się obudzi, zaraz zacznie płakać. Rose była najdelikatniejsza i najbardziej wrażliwa z całej trójki. – Postaramy się o to – cicho powiedziała Virginia, deli- katnie gładząc miedziane loczki dziewczynki. – Obiecuję, że zrobimy wszystko. ROZDZIAŁ PIERWSZY – Warren Harker, wiek czterdzieści jeden lat, wzrost sto osiemdziesiąt sześć, włosy czarne, oczy niebieskie, studiował w Stanford, dyplom zrobił w Harvard Business School. Rose Tilden z niedowierzaniem popatrzyła na swo- ją szefową, Martę Serragno, właścicielkę irmy Serragno Catering. Pan Harker wynajął ich do obsługi dzisiejszego bankietu. – Od 1988 roku działa w branży deweloperskiej, w 1992 założył Harker Companies – ciągnęła Marta. – Lubi mało wysmażone steki, chłodne podejście do interesów i gorące kobiety. Na koncie ma plus minus czterysta dwadzieścia siedem milionów. – Marta oblizała usta. – I wkrótce będzie mój. – Popatrzyła na Rose. – Gwarantuję ci to. – Jesteś bardzo pewna swego – zareplikowała Rose. – Wątpisz we mnie? Zdarzało się, i to wcale nie rzadko, pomyślała Rose, lecz nie powiedziała tego na głos. Z Martą nie warto było dys- kutować. Zawsze musiała postawić na swoim. – Nigdy. – Mądra dziewczynka – pochwaliła szefowa. – To właś- ciwa odpowiedź. – Chociaż, gdybyś chciała znać moje zdanie… – mimo- 10 Elizabeth Harbison wolnie zaczęła Rose. Jej siostra, Lily, nie raz napominała ją, by bardziej się pilnowała. Śmiała się, że to przez rude wło- sy Rose miała niepotrzebną skłonność do prezentowania własnej opinii. – Może lepiej koncentrować się na tym, co już istnieje, zamiast budować od nowa. Marta zmroziła ją wzrokiem. – Mam nadzieję, że nie zamierzasz wyjechać z tą teorią w obecności Harkera. – Tylko jeśli sam zapyta – odparła. Nigdy nie ukrywa- ła własnego zdania, przez co czasami wpadała w tarapaty. Jednak nie umiała się powstrzymać. Powinna być uprzejma i wyrozumiała dla klientów i ich gości, bez względu na okoliczności. A zdarzały się niedwu- znaczne propozycje, czasami też wyimaginowane preten- sje, których celem było wyłudzenie bezpłatnej obsługi czy rabatu. Przez trzy lata pracy naprawdę dużo się nauczyła i na wiele spraw patrzyła teraz inaczej. Przekonała się, że im klient bogatszy, tym bardziej pazerny. Nie potraiła się z tym pogodzić, lecz dla Marty to nie był żaden problem. Dla niej najważniejsze były pieniądze. – Raczej na to nie licz – rzekła Marta. – Nie jesteś tu po to, by z nim konwersować. Swoje zdanie możesz więc po- zostawić dla siebie. Rose skinęła głową. Marta nie była przyjemna w kon- takcie. Jednak Rose nie zamierzała przejmować się jej uwa- gami, bo były po prostu śmieszne. – No dobrze – rzekła szefowa. – Zrobiłaś tę sałatkę z kar- czochów, która cieszy się takim powodzeniem? – Prawie dwa kilogramy – wskazała na wielką misę sa- łatki. To była jedna z jej specjalności. Domyślała się, czemu Przepis na romans 11 Marcie tak zależało na tym daniu. Chodziły słuchy, że ma właściwości afrodyzjaku. – Jest taka jak zwykle? – z chytrym uśmieszkiem zapy- tała Marta. Rose zdusiła uśmiech. Martę tak łatwo przejrzeć. – Zawsze robię ją według tego samego przepisu – zapew- niła. – Doskonale. – Marta skierowała wzrok na atrakcyjne- go mężczyznę stojącego na środku salonu wchodzącego w skład hotelowego apartamentu. – Nie omieszkam nało- żyć sobie porządnej porcyjki. Mimo że naprawdę nie cier- pię karczochów. – No to jej nie jedz – powiedziała Rose. – Jeśli to, co o niej mówią, jest prawdą, to na pewno zjem. – Nie wszystko, co ludzie mówią, jest zgodne z prawdą. – Lepiej, żeby tak było – odparła Marta. Trudno było jednoznacznie określić, czy miała to być groźba, czy żart. Rose wzruszyła ramionami. – Przecież nawet nie znasz tego Warrena. Może jest bez- nadziejny? Marta wbiła w nią spojrzenie ciemnych oczu. – Po pierwsze, już go poznałam. Po drugie, nawet jeśli jest beznadziejny, ma czterysta dwadzieścia siedem milio- nów. – Ściągnęła wąskie, pomalowane czerwoną szminką usta. – Dla takiej sumy jestem gotowa polubić karczochy. Zaraz… – Dotknęła palcem brody. – Choć to ma sens tyl- ko pod warunkiem, że on lubi karczochy. Rose pokręciła głową i zaczęła układać sery. Marta nie lubiła serów. Podobnie jak ryb, warzyw, słodyczy. Właści- 12 Elizabeth Harbison wie prawie niczego nie kosztowała. Aż dziwne, że prowa- dziła irmę obsługującą przyjęcia. Odziedziczyła ją po drugim czy trzecim mężu, który zmarł kilka lat temu. Marta jeszcze ją rozwinęła. Jedze- nie jej nie interesowało, ale była chorobliwie ambitna i żądna sukcesu. Zatrudniła najlepszych fachowców i wszystko trzymała żelazną ręką. Firma kwitła. Marta nie miała pojęcia o go- towaniu, robili to za nią inni. Tacy jak Rose. Rose wychowała się wraz z Lily w sierocińcu Barrie Children’s Home w Brooklynie. Sporo czasu spędziły w ro- dzinach zastępczych, jednak im były starsze, tym częściej z powrotem traiały do domu dziecka. Ludzie woleli młod- szych podopiecznych. Ich pierwsza zastępcza matka zapisała im w spadku swój niewielki majątek, by mogły skończyć szkołę. Miały wtedy po szesnaście lat. Rose wybrała szkołę gastronomiczną, siostra hotelarską. Teraz Rose pracowała w cieszącej się wielką renomą irmie Marty, a Lily w jednym z najlepszych nowojorskich hoteli. – Jak wam idzie? – zapytał drobny, zdenerwowany męż- czyzna o ciemnych przylizanych włosach i w okularach w czarnej oprawie. – Wszystko zgodnie z planem? – Jak najbardziej, panie Potts – ze słodyczą w głosie ode- zwała się Marta. – Może poinformować pan swego sze- fa, że wszystko jest jak należy. Może zechce przyjść i… – uśmiechnęła się obłudnie – skosztować moich wyrobów. Pan Potts wysoko podniósł brwi i gniewnie poprawił okulary. Przepis na romans 13 – Pani Serragno, pan Harker jest przekonany, że jakość waszych potraw jest jak zawsze bez zarzutu. Rose stłumiła chichot. Potts odszedł. Marta odwróciła się do Rose, – Czy ty to słyszałaś? Niech no tylko dopnę swego, to ta kreatura pierwsza wyleci na bruk. – On nie miał złych intencji – pośpiesznie rzekła Rose. Mniej chodziło jej o uspokojenie Marty, a bardziej o Pottsa, który na pewno straci posadę, jeśli Marcie uda się złowić Harkera. – Pan Harker jest zajętym człowie- kiem. Ma do nas zaufanie i liczy, że go nie zawiedziemy. Bo zawsze stajemy na wysokości zadania. Marta skinęła głową. – Ja na pewno się o to postaram. Podaj mi tę sałatkę. Ogromny apartament, w którym odbywało się przyję- cie, rzeczywiście robił wrażenie. Rose miała okazję praco- wać w wielu wyjątkowych rezydencjach na Manhattanie, jednak rzadko zdarzało się jej widywać podobne wnętrza. Sam żyrandol pewnie był więcej wart niż jej roczne do- chody. Podobno Harker miał jeszcze drugą rezydencję na Manhattanie i kilka innych w różnych zakątkach świata. – Może małą przekąskę? – zapytała Rose, podchodząc do grupy gości i podsuwając półmisek z eleganckimi mi- niaturowymi przystawkami. – Och, a co to jest? – z zachwytem w głosie zapytała zbyt pulchna tleniona blondyna. – Krokieciki z awokado – wyjaśniła Rose. To była jedna z jej specjalności. – Wybornie smakują z sosem tamaryn- dowym. 14 Elizabeth Harbison Blondynka nałożyła sobie na talerz kilka krokiecików. – Ja też tego spróbuję – za plecami Rose rozległ się głę- boki męski głos. Odwróciła się zaskoczona i stanęła twarzą w twarz z Warrenem Harkerem. Był nieco wyższy, niż się spodziewała, mimo iż Mar- ta opisała go tak dokładnie. Miał jasne, niebieskie oczy, twarz ozłoconą opalenizną i delikatne zmarszczki od uśmiechu. – Witam, panie Harker. – Podsunęła półmisek w jego stronę. – Może się pan na coś skusi? – Na wszystko, byle nie na sałatkę z karczochów, którą pani koleżanka próbuje we mnie wmusić. – Uśmiechnął się, sięgając po koreczek z sera. – Nie lubi pan karczochów? – Nie lubię być zmuszany do jedzenia czegokolwiek. – Uśmiechnął się. – Od razu przypominam sobie, jak moja mama namawiała mnie do zjedzenia wątróbki. To niezbyt przyjemne wspomnienie. – Rozumiem. – Skrzywiła się w duchu. Marta czasem nie znała umiaru, gdy za wszelką cenę chciała czegoś do- piąć. – Przepraszam za nią. Ona nie… – Urwała. Przecież to cała Marta. Przeczulona na swoim punkcie i zawzięta. – Zwykle taka nie jest – skłamała. – Długo pani z nią pracuje? – Miał piękny głos. Niski, aksamitny, ze wspaniałą modulacją. – Około roku. – Nie myślała pani o rozpoczęciu czegoś na własny ra- chunek? Popatrzyła na niego. – W jakim sensie?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przepis na romans
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: