Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00044 005081 13075897 na godz. na dobę w sumie
Przerwany lot - ebook/pdf
Przerwany lot - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 56
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64865-01-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Akcja tej mikropowieści SF Edwarda Guziakiewicza toczy się na ogromnym statku pasażerskim, lecącym z Ganimedesa (księżyc Jowisza) na Marsa. To daleka przyszłość. Głównym bohaterem jest Bob, agent Wywiadu Solarnego, oddelegowany na Czerwoną Planetę w związku ze Świetlistymi, reprezentantami cichej i groźnej cywilizacji, której ostrożną ekspansję odnotowano w obrębie Układu Słonecznego, a której istnienie utrzymywano w tajemnicy.

Nieprzewidziany ciąg wydarzeń na pokładach tnącego próżnię „Titanica” sprawi, że sprawy osobiste głównego bohatera wysuną się na pierwszy plan, usuwając w cień służbowe. Przystojny agent Bob ze zdumieniem odkryje, że światem naprawdę rządzą piękne kobiety i że z pozoru niezależny mężczyzna może być zabawką w ich rękach…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

W chwilę później niby to przypadkiem rzucił okiem w stronę stolika impulsywnej nastolatki. Siedziała do niego plecami. Jej pap- cio wydał mu się przez moment kimś znajomym. Mężczyzna miał na karku pięćdziesiątkę i nosił się z wyszukaną włoską elegancją. Bob nieoczekiwanie uzmysłowił sobie, że nadal o nim nic nie wie. Jednak nie rwało go do tego, by brać go pod lupę. Słodka Jennifer nie była zapatrzoną w siebie egoistką, niezdol- ną do przyjaźni, o co ją skrycie posądzał. Miała koleżankę. Ciągnęły jego tropem w bezpiecznej odległości, rozbawione i rozpaplane. Blondyneczka była nieco młodsza, otarł się o nią na pływalni. Jeśli zamierzały się kamuflować, to czyniły to nieumiejętnie. Połapał się, kogo ma w ogonie, kiedy wracał z pasażu handlowego. Był starym wygą, miał oczy z tyłu głowy i nie można go było nabrać na takie ograne numery. — He, he, co za agenciary! — mruknął rozanielony. Dopadła go ochota, by robić zapiski starym szkolnym zwycza- jem, więc kupił sobie najprawdziwszy pod słońcem zeszyt w kratkę i kilka grafitowych ołówków. Do tego dorzucił aparacik do strugania w kształcie statku kosmicznego z maleńką korbką z boku. Z tymi skarbami wracał do swego apartamentu, a chcąc zmniejszyć dzielą- cy go dystans, niby to przypadkiem wdepnął po drodze do jednej z kafejek. Cofnął się z odrazą, bo w imitowanej na stajnię kiepsko oświetlonej karczmie przesiadywali sami Wenusjanie. Dalej była francuska kawiarenka, którą odkrył poprzedniego dnia — z wirtual- nymi oknami na Lasek Buloński późną wiosną. Miała piękny wy- strój z faux-marbre, wypolerowanego mosiądzu i koronkowych za- słon. Pomyślał, że mógłby tu przychodzić na kawę. Dogoniły go i z chichotem wyprzedziły. Potem Jennifer zosta- wiła na chwilę przyjaciółkę od serca i niespodziewanie zawróciła, zatrzymując go w pół drogi. Czekająca na nią laska z warkoczykami nie szokowała urodą, choć też nie brakowało jej seksapilu, a wyraź- nie grała przy niej rolę drugich skrzypiec. — Klawo, że cię widzę. Zajrzę dziś do ciebie — zapowiedziała z błyszczącymi oczami. Wyczuł w jej słowach odrobinę niepokoju. 47 Udał, że to go zaskoczyło. Zmarszczki na czole świadczyły o niezwykłym skupieniu. — Jak to? Jeszcze nie ma tygodnia — pozwolił sobie na ostrożny żart. — Zostały całe dwa dni. Czterdzieści siedem godzin i trzydzieści pięć... Roześmiała się, a w jej policzkach pojawiły się śmieszne do- łeczki. — Bez przesady, nie rób sobie jaj z pogrzebu. Pochodzę z pla- nety Memphis, a tam czas płynie szybciej niż tutaj — z dziewczęcą fantazją odbiła piłeczkę. — Za godzinę — podkreśliła. — A co to masz? — zapytał, widząc w jej rękach e-czytnik. — Takie tam bzdety, nie dla facetów. „Cztery miliony męż- czyzn czeka na ciebie” — podała mu tytuł. — He, he, he, to za dużo nawet dla kogoś takiego jak ty! — Wiedziałam, że tak powiesz, dowcipnisiu — zareagowała na zaczepkę. — To o doborze naturalnym — rzuciła z przekąsem na obchodne i pofrunęła do tamtej. Dopiero gdy znikały za zakrętem, uchodząc w stronę siłowni, z nagła sobie uprzytomnił, gdzie ją pierwszy raz ujrzał. Zatrzymał się i mimowolnie przetarł ręką czoło. Doznał raptownego olśnienia. Wprost nie chciało mu się wierzyć. „Rozsypane kostki domina. Nie da się z nich zbudować Muru Chińskiego. To trzeba we dwoje!” — Tak, w Nowym Amsterdamie — wyszeptał z przejęciem, przeciągając sylaby. — Jasny gwint! Do jego ukochanej kwiaciarni nieśmiało zaglądnęła młodziutka klientka i po chwili pozorowanego namysłu zamówiła trzy gerbery. Usiłował zainteresować ją różami herbacianymi, akurat miał ich więcej, ale bez skutku. Kiedy jego sprzedawczyni sposobiła bukiet, dobierając wstążki, dziewczyna nerwowo wyjrzała za siebie na uli- cę, jakby tam ktoś na nią czekał, zleciwszy jej uprzednio sekretną misję. Przez szkło witryny mimowolnie poszedł za jej spojrzeniem, by ujrzeć niecierpliwiącą się koleżankę. Dlaczego tam sterczała? Przecież kwiaciarnia była lokalem, do którego mogła śmiało wejść. Otulała się krótką ciemną opończą, a twarz kryła pod szerokim kap- turem, jakby nie chciała, by ją rozpoznano. No, ale te boskie nogi. Takich zgrabnych się nie zapominało. 48
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przerwany lot
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: