Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00132 006258 12459855 na godz. na dobę w sumie
Przeszłość jako przedmiot wiedzy - ebook/pdf
Przeszłość jako przedmiot wiedzy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-2857-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Publikacja ukazuje proces kształtowania się nowoczesnych pojęć definiujących historię jako dyscyplinę naukową. Jednak autor wykracza znacznie poza samą tematykę formowania się nauk historycznych, prezentując zmiany w tkance społecznej i światopoglądowej, które temu procesowi nie tylko towarzyszyły, lecz także go warunkowały. Publikacja jest zatem również znakomitym przewodnikiem po świecie kultury umysłowej od średniowiecza aż do początków Oświecenia.

'Można, unikając zbyt wielkiego uproszczenia, określić to dzieło jako niezwykle celne opracowanie najbardziej istotnych problemów z dziejów epistemologii nauk humanistycznych, w którym Autor umiał do dawnych tekstów poświęconych refleksji w tej właśnie dziedzinie zastosować niezwykle trafny i owocny kwestionariusz'.
z recenzji Juliusza Domańskiego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział I Historia między retoryką a teologią Pół wieku ostrej dyskusji nie obaliło bynajmniej poglądu, wedle którego XV–XVI w., stanowiąc niejako pomost między średniowieczem a czasami nowożytnymi, różnią się wszakże w sposób istotny zarówno od poprzedzającego je, jak i od następującego po nich okresu. Choć nie możemy już dziś podzielać entuzjazmu Burckhardta i traktować owych dwóch stuleci jako epoki prawdziwego wydźwignięcia się kultury z upadku, w którym rzekomo znajdowała się ona przedtem; choć widzimy nie tylko to, co było wprowadzoną przez owe stulecia innowacją, lecz również to, w czym przejawiało się trwanie dawniejszych tradycji – niemniej mamy prawo wyodrębniać owych dwieście lat z średniowie- cza i nadawać im własne imię. Prawo to bywa niekiedy kwestionowane na podstawie nieujawnionych założeń, że nowa faza rozpoczyna się w dziejach dopiero wtedy, gdy definitywnie zanikły wszystkie zjawiska charakterystyczne dla wcześniejszego stadium. Wydaje się jednak, że tego rodzaju konserwatywne kryterium wyróżniania epok dziejo- wych prowadzi do całkowicie ciągłościowego ujmowania historii i czyni przeto wszelką periodyzację bezsensowną; nic więc dziwnego, że nawet jego zwolennicy nie posługują się nim konsekwentnie. Toteż przyjmujemy tu, że do wpro- wadzenia wyraźnej cezury periodyzacyjnej uprawnia stwier- dzenie, iż w jakimś okresie, w jednej przynajmniej dzie- dzinie, pojawiły się stosunki międzyludzkie, postawy czy idee, które wcześniej były nie tylko nieobecne, lecz zgoła niemożliwe. „Problem renesansu” sprowadza się tedy do dwóch pytań: 13 1. Czy w XV–XVI w. pojawiły się idee, które przedtem nie występowały? wcześniej? Otóż, na pierwsze z tych pytań można od razu odpo- wiedzieć twierdząco, wymieniając choćby ideę renesansu, której rozpatrywane tu czasy zawdzięczają połowę swej nazwy1. Argumenty niektórych historyków protestujących przeciw wydzielaniu epoki dziejowej tylko na tej podstawie, iż wyróżniali ją i przeciwstawiali wcześniejszym wiekom ci, którzy w niej właśnie żyli – argumenty te wydają się bez- zasadne. Albowiem to, że pojęcie renesansu pojawiło się i rozpowszechniło w XV–XVI w. i że miało w intencji po- sługujących się nim ludzi ukazać kontrast między czasami przez nich przeżywanymi a epoką „ciemności” i „gockiej barbarii”, lepiej niż cokolwiek innego przemawia na rzecz tezy, iż świadomość tych ludzi nie była już świadomością średniowieczną. Nie jest też ważne to, czy właściwe owym ludziom przeświadczenie o przeżywaniu przez nich szcze- gólnej epoki, zasadniczo odmiennej od poprzedzających ją czasów, było prawdziwe; nawet gdyby było tylko złudze- niem, „bylibyśmy jeszcze zmuszeni do przyjęcia, że samo to złudzenie było charakterystyczne i że pojęcie renesansu ma przynajmniej znaczenie subiektywne”2. Słuszności tych stwierdzeń nie podważa również fakt sporadycznego wy- stępowania pojęć, takich jak „odrodzenie” lub „odnowa” w dobie karolińskiej i później w XII w., ponieważ używane one wtedy były nie w celu przeciwstawienia własnych cza- sów wcześniejszym epokom, lecz z zamiarem podkreślenia ciągłości, zwrócenia uwagi na kontynuowanie dawnych tra- —————— 1 O narodzinach idei renesansu i jej przemianach por. W.K. Ferguson, La Renaissance dans la pensée historique, Paris 1950. Mówimy, że idea renesansu dostarcza omawianym tu czasom tylko połowy ich nazwy, gdyż uważamy – o czym niżej – renesans i reformację za dwa aspekty tej samej całości. 2 P.O. Kristeller, Humanism and Scholasticism in the Italian Renais- sance, w: tegoż, Studies in Renaissance Thought and Letters, Roma 1956, s. 553–554. 14 2. Czy idee te mogły były, czy też nie, narodzić się dycji3. Otóż, jak postaramy się wykazać, dla świadomości XV–XVI w. znamienna była nie tyle sama idea renesansu, ile przekonanie, że żyje się w szczególnym okresie, różnią- cym się istotnie od czasów wcześniejszych. W rzeczy samej, już na przełomie XV i XVI w. występują poglądy, które nie dają się zredukować do idei renesansu, ponieważ zakłada ona, że niepodobieństwem jest wykroczenie poza osiąg- nięcia starożytnych, podczas gdy owe poglądy zasadzają się właśnie na dopuszczeniu takiej możliwości. Mamy tu na myśli ideę kumulacji4, którą poddamy dalej nieco do- kładniejszej analizie, podobnie zresztą jak ideę renesansu. Chwilowo wystarczy nam stwierdzenie, że również rzecz- nicy kumulacji przekonani są, iż żyją w uprzywilejowanym momencie historycznym i przeciwstawiają własny czas epo- kom minionym. Dlatego też za charakterystyczne dla świa- domości XV–XVI w. uznać należy właśnie to przekonanie, tym bardziej, że wynikają z niego liczne konsekwencje dla samego warsztatu historyka. Właściwa ludziom owej epoki postawa wobec teraźniejszości równoważna była bowiem założeniu, że w dziejach istotne jest to, co się zmienia, nie zaś to, co trwa. 1. Człowiek jako współtwórca świata Wygłaszając pochwałę ludzkiej godności i wymieniając w związku z tym różne osiągnięcia umysłu człowieka, Bartolomeo Fazio podkreśla, że właśnie dzięki umysłowi ludzie „occulta cognoverint, urbes aedificaverint, tecta et —————— 3 W sprawie idei „odrodzenia” w średniowieczu por. P.O. Kristeller, op. cit., s. 544 oraz E. Panofsky, Renaissance and Renascences in the Western Art, Uppsala 1960, s. 42 i nast. Panofsky przekonywająco do- wodzi, że w średniowieczu idea „odrodzenia” łączyła się z ciągłościowym rozumieniem historii. Por. jego wnioski s. 111 i nast. 4 Por. np. dane zestawione przez E. Zilsela w artykule The Genesis of the Concept of Scientific Progress, „Journal of the History of Ideas”, t. VI, 1945, s. 324–349. Dlaczego zamiast zwrotu „idea postępu” używa- my zwrotu „idea kumulacji”, wyjaśniamy niżej. 15 vestimenta adinvenerint, leges condiderint”5. Godność czło- wieka manifestuje się tedy w jego dziełach, którymi są za- równo posiadane przez ludzi wiadomości i ustanawiane przez nich prawa, jak dokonywane przez nich wynalazki i fabrykowane przedmioty; piękno tych przedmiotów świad- czy najlepiej o możliwościach tych, którzy je stworzyli. „Nasze bowiem, czyli ludzkie, jako że stworzone przez człowieka, są rzeczy, które nas otaczają: wszystkie domy, wszystkie zamki, wszystkie budowle na całym świecie, które niewątpliwie są tak liczne i znakomite, że z powodu jakiejś ich wielkiej doskonałości winny być zasadnie poczy- tane raczej za dzieła aniołów niżli ludzi. Nasze są obrazy, nasze rzeźby, nasze są sztuki, nasze nauki, nasza [...] jest mądrość. Nasze są wreszcie [...] wszystkie wynalazki, nasze są wszystkie rodzaje różnych języków i odmiennych pism; im więcej zaś myślimy o nieuchronności użytkowania ich, tym gorliwiej podziwiamy je i zdumiewamy się” – pisał Gianozzo Manetti6. Toteż właśnie poznawanie i wytwarza- nie oraz gromadzenie wytworzonych dóbr stanowi o różni- cy między ludźmi a zwierzętami. „Nic bardziej nie różni człowieka od człowieka jak to, wskutek czego jest on bardzo odległy od świata zwierząt, a to jest rozum i znajo- mość dobrego rękodzieła; do tego, jeśli chcesz, możesz do- dać także bogactwo” – stwierdzał L.B. Alberti7, a jeszcze mocniej podkreślał to Ficino w długiej i patetycznej tyradzie mającej udowodnić panowanie duszy nad ciałem: „Wszę- dzie człowiek traktuje materialne byty świata: elementy, kamienie, metale, rośliny i zwierzęta – tak, jak gdyby były one na jego służbie. Zmienia na wiele sposobów ich formę i ich jakość, czego nie umie zwierzę, i pracuje nie tylko nad jednym czy kilkoma elementami na raz, jak zwierzęta, lecz używa wszystkich, jak powinien to czynić pan wszechrze- —————— Filosofi italiani del Quattrocento, Firenze 1942, s. 218–220. przekł. I. Biegańskiej, Warszawa 1960, s. 96–97. 16 6 G. Manetti, De dignitate et excellentia hominis, tamże, s. 238. 7 L.B. Alberti, De re aedif. IV.1; Ksiąg dziesięć o sztuce budowania, 5 B. Fazio, De excellentia ac prestantia hominis, w antologii: E. Garin, czy. Kroczy po ziemi, pływa po wodzie, wznosi się w po- wietrze na wysokich wieżach, a można by przecież wspo- mnieć również o piórach Dedala i Ikara. Umie rozpalać ogień i jest jedynym, który pospolicie używa ogniska dla pożytku i przyjemności, albowiem tylko byt niebiański znaj- duje przyjemność w niebiańskim elemencie. [...] Człowiek nie tylko korzysta z elementów, lecz nadto, czego nigdy nie czyni zwierzę, podporządkowuje je swym twórczym zamie- rzeniom”. Ficino wyprowadza stąd wniosek o daleko sięga- jącym podobieństwie między człowiekiem a Bogiem, na- dając tedy tradycyjnemu wątkowi obrazu i podobieństwa bożego najzupełniej nowy sens: godność naszej natury sta- nowi już nie tylko to, że odbijają się w nas, jak w zwier- ciadle, promienie bożej dobroci (św. Leon Wielki), lecz to przede wszystkim, że przez nasze działania przedłużamy niejako i uzupełniamy boski akt stworzenia, wnosimy bo- wiem do świata coś, co nie zawierało się w nim przedtem8. Wolno więc stwierdzić, że ideą przedtem nie tylko nie- obecną, lecz wręcz niemożliwą, uprawniającą zatem do wy- różnienia czasów renesansu jako specyficznej epoki dziejów myśli – że ideą taką było uznanie człowieka za byt ak- tywny, zdolny działać bez stałego pobudzania i kierowania z zewnątrz oraz powodować tym działaniem zmiany trwałe, tzn. modyfikujące poszczególne rzeczy jako całości; właśnie ta idea znajdowała, jak zobaczymy, wyraz w przekonaniu, wedle którego przeżywane czasy są okresem uprzywilejo- wanym, zasadniczo różniącym się od poprzedzającej je epoki. Takie rozumienie człowieka właściwe jest nie tylko autorom cytowanym wyżej i wszystkim, którzy podzielali ich zapatrywania; jest obecne również w tekstach tych filo- zofów, pisarzy i teologów, którzy właśnie w owej twórczej działalności człowieka upatrywali główne źródło nieszczęść, w jakich jest on pogrążony. Kalwin nie zaprzecza bynaj- mniej temu, że człowiek może wnosić o własnych siłach —————— l’art, Genève – Lille 1954, s. 60 i por. uwagi Chastela s. 57–61. 8 M. Ficino, Theol. Piat. XIII, 3; cyt. w: A. Chastel, Marsile Ficin et 17 jakiś trwały wkład do świata, co przejawia się we wprowa- dzaniu innowacji i udoskonaleń do sztuk mechanicznych i wyzwolonych; potępia jednak wszelkie próby tworzenia przez ludzi poglądów na świat i ich w nim miejsce, przez co daje zresztą wyraz przekonaniu, iż faktycznie, choć bez- prawnie, działają oni również na tym polu9. Z zupełnie in- nych pozycji krytykuje wytwory ludzkie Montaigne. Czło- wiek, jego zdaniem, przeciwstawił się naturze przez swą sztukę, odłączył się od Boga, gdyż otrzymaną odeń wiarę przeistoczył na własną modłę, zatracił zdolność poznawania, albowiem ma dostęp tylko do złudzeń wytwarzanych przez zmysły i fantazmatów fabrykowanych przez to, co uważa za rozum10. Zawiera się w tym uznanie człowieka za byt twór- czy, połączone z upatrywaniem w owej twórczości świa- dectwa ludzkiej nędzy; takie samo stanowisko zajmowali pisarze porównujący człowieka ze zwierzętami i stwierdza- jący, iż jest on bardziej nieszczęśliwy od nich11; analogicz- ne poglądy znajdowały też wyraz w pochwałach dobrych, cnotliwych i szczęśliwych „dzikusów”, którzy niczego nie tworzą, lecz korzystają jedynie z tego, co jest im dane12. We wszystkich tych utworach zawiera się tedy przekonanie, że człowiek może działać bez stałego pobudzania i kierowania z zewnątrz i wnosić dzięki temu trwałe zmiany do świata, choć owe działania i ich rezultaty wartościowane są przez jednych pozytywnie, przez innych zaś – zdecydowanie ujemnie. Niemniej właśnie takie rozumienie człowieka i je- —————— 9 Por. np. J. Calvin, Institution de la religion chrétienne Il. 2–14; wyd. F. Baumgarten, Genève–Paris 1888, s. 124–125 i tamże 11, 3, s. 131 i nast. 10 Por. M. de Montaigne, Próby, zwłaszcza II, 12; przekł. T. Żeleń- skiego (Boya), t. II, Warszawa 1957, s. 133 i nast. 11 Por. G. Boas, The Happy Beast in French Thought of the Seventeenth Century, Baltimore 1933, zwłaszcza rozdz. I–V. 12 Klasyczne przykłady apologii „dzikusa” u Montaigne’a, Próby 1, 31 i 111, 6; cyt. wyd., t. I, s. 302 i nast., t. III, s. 165 i nast. O popularności literatury poświęconej „dzikim” i przeważnie gloryfikującej ich pisze G. Atkinson, Les nouveaux horizons de la Renaissance française, Paris 1935. 18 go możliwości tkwi u podstawy całego sposobu myślenia; jest więc obecne nie tylko, a nawet nie przede wszystkim w deklaracjach, lecz we wszystkich pojęciach składających się łącznie na język filozoficzny, używany przez ludzi XV– XVII w. Egzaltacja niektórych przytoczonych wyżej wypowiedzi nie powinna przesłaniać faktu, że możliwości człowieka jawiły się ich autorom jako ograniczone: człowiek nie może, ich zdaniem, stworzyć żadnej całości, której sam jest częś- cią, ani przekształcić jej jako całości właśnie; taka całość jest zawsze dana człowiekowi z zewnątrz, a zmieniać można tylko jej części w tym zakresie, w jakim nie narusza to całości samej. Obecność tego przekonania manifestuje się wyraźnie na terenie estetyki, która przecież bardziej niż jakakolwiek inna dyscyplina filozoficzna ma do czynienia z wytworami ludzkimi; przekonanie, o którym mowa, wy- stępuje w estetyce renesansu jako teza o mimetycznym cha- rakterze dzieła sztuki, powtarzana przez wszystkich niemal ówczesnych teoretyków13. Świadomość tego, że możliwości człowieka, choć wielkie, są niemniej przeto ograniczone i że musi się on liczyć z działaniem innych sił, odsłania się wyraźnie w takiej np. wypowiedzi L.B. Albertiego: „Cho- ciaż [człowiek] czasami przeciwstawia się siłom przyrody i zmienia ich kierunek za pomocą jakiejś siły lub przeszko- dy, to jednak mają one tę właściwość, że potrafią prze- zwyciężyć i zburzyć to, co się im przeciwstawia i stoi na zawadzie, a przez stałe codzienne działanie, w miarę upływu czasu i przez swą wielką siłę złamią i zrównają z ziemią każdą nienawistną (jeżeli tak można powiedzieć) przeszko- dę, którą spotkają na swojej drodze. O iluż to rzeczach czy- —————— 13 Por. L.B. Alberti, O malarstwie, przekł. L. Winniczuk, Warszawa 1963; Leonardo da Vinci, Traktat o malarstwie, przekł. M. Rzepińskiej, Wrocław 1961. W obu tych tekstach przekonanie o mimetycznym cha- rakterze dzieła sztuki dochodzi bardzo często do głosu. O obecności tego przekonania u Ficino pisze A. Chastel, op. cit., s. 64 i nast. Trzeba dodać, że obok teorii mimetycznej u tych samych autorów występuje rozumienie dzieła sztuki jako wyrażającego idee artysty. Wrócimy do tego niżej, por. przyp. 74. 19 tamy i ileż takich rzeczy widzimy, które, wykonane ręką ludzką, nie przetrwały – nie z innej przyczyny, tylko dla- tego, że sprzeciwiały się prawom natury”14. Wypowiedź ta jest o tyle ciekawa, że współwystępują w niej obie kompo- nenty zapatrywań epoki na możliwości człowieka: człowiek może wytwarzać dzieła trwałe; jego możliwości w tym za- kresie są ograniczone przez całość, w obrębie której jest on usytuowany. Właśnie te dwa koegzystujące ze sobą przeko- nania wyznaczały główne linie wewnętrznych napięć myśli XV–XVII w., narzucały tedy jednostkom rozliczne proble- my, zmuszając je do poszukiwania rozwiązań, z których żadne nie mogło okazać się ostateczne. Zauważmy, że mó- wimy tu cały czas o XV–XVII w., wykraczając tedy poza okres Odrodzenia i Reformacji, ponieważ oba zaprezen- towane przekonania obecne są również w myśli XVII w.; zostały one wydobyte na jaw i zakwestionowane dopiero w XVIII w. przez myślicieli, którzy wykroczyli poza for- mację oświeceniową, czyli przez Hume’a, Rousseau i Kan- ta. Przełom antyrenesansowy w myśli europejskiej nie polegał bynajmniej na zakwestionowaniu podstawowych założeń sposobu myślenia, panującego w XV–XVI w.; był następstwem wytyczenia szerszego zakresu możliwościom twórczym człowieka, pojawienia się przekonania, wedle którego wszystko, co jest dostępne doświadczeniu, może być przez człowieka przetworzone; prowadziło to do uzna- nia każdej całości, jako całości, za doświadczeniu niedo- stępną. Wrócimy jeszcze niżej do tych kwestii, by omówić je za jednym razem i już więcej nie zajmować się nimi przy rozpatrywaniu XVII w. Przełożona na język formalnego schematu, nadającego się do porządkowania wszelkich możliwych stosunków mię- dzy dowolną całością a jej częściami, idea człowieka jako bytu zdolnego działać bez stałego pobudzania i kierowa- nia z zewnątrz i powodować tym działaniem trwałe zmiany – idea ta ma swój odpowiednik w przekonaniu, wedle któ- rego czynnik aktywny w każdym układzie działa, nie otrzy- —————— 14 L.B. Alberti, De re aedif. 11, 2; cyt. wyd., s. 45. 20 mując nieprzerwanie ruchu z zewnątrz, przy czym modyfi- kuje w sposób trwały poszczególne składające się na ten układ elementy. Tak pojmowany układ nie jest już właści- wie układem w przyjętym przez nas znaczeniu tego termi- nu; jest raczej całością zdolną istnieć samodzielnie z chwilą, gdy raz została stworzona. Usytuowany w obrębie tej ca- łości i konstytuujący ją jako całość właśnie czynnik aktyw- ny nie jest jednak w stanie stworzyć jej ani przekształcić jako całości; zakres jego działania ograniczony jest do po- szczególnych składników tej całości, a i w nich może on zmieniać wyłącznie te cechy, których przeobrażenie nie po- woduje transformacji całości jako takiej. Stwierdzenie to rozciąga tylko na wszelki możliwy czynnik aktywny to, co zostało wyżej powiedziane o człowieku jako istocie zdolnej wnosić trwałe zmiany do świata, niemogącej jednak zmienić świata jako całości. Założenie, wedle którego żaden czynnik aktywny nie może ani stworzyć tej całości, w której jest usytuowany, ani zmienić jej jako całości, prowadzi wszak- że do wniosku, że musi istnieć jakaś jedność, różna od ca- łości i tworząca tę całość, albowiem nadająca ruch czynni- kowi aktywnemu, który działa od tej chwili spontanicznie. Charakteryzowany teraz sposób myślenia określimy jako myślenie kategoriami jedności i całości, a jego siedemna- stowieczną odmianę – jako myślenie kategoriami jedności i substancji, rozumiejąc przez substancję każdą całość, która ex definitione nie jest dostępna doświadczeniu. Zauważyć wypada, że przy myśleniu kategoriami jedności i całości (oraz jedności i substancji) mamy do czynienia z trzema siłami czy bytami, których istnienie jest przez ten sposób myślenia postulowane: z jednością, całością (lub substancją) oraz z czynnikiem aktywnym. Stąd dwa wielkie problemy, które trzeba odróżniać, choć są ze sobą powiązane: pytanie o stosunek między czynni- kiem aktywnym a całością oraz pytanie o stosunek między jednością a całością; zaczniemy od omówienia drugiej z tych kwestii, by pokazać analogie między omawianym teraz sposobem myślenia a myśleniem kategoriami jedności i wielości oraz jedności i układów. Przy porównywaniu tych sposobów myślenia odsłania się bowiem pewna ciągłość, 21 2. Tworzyć oraz utrzymywać w bycie i w ruchu dowolną która zasługuje na podkreślenie. Porównajmy trzy sformuło- wania, z których każde charakteryzuje jeden z przedstawio- nych dotąd sposobów myślenia: 1. Oddziaływać na dowolną całość, tzn. tworzyć ją, in- tegrować, utrzymywać w bycie i w ruchu oraz zmieniać jej części, może tylko coś, co znajduje się na zewnątrz niej. całość może tylko coś, co znajduje się na zewnątrz niej. zmienić może tylko coś, co znajduje się na zewnątrz niej. Łatwo zauważyć, że drugie z tych sformułowań, zna- mienne dla myślenia kategoriami jedności i układów, przy- pisuje temu, co zewnętrzne wobec dowolnej całości, rolę mniejszą, niż sformułowanie pierwsze; trzecie z nich, cha- rakteryzujące omawiany teraz sposób myślenia, jeszcze bar- dziej minimalizuje tę rolę. Wszystkim tym sposobom myś- lenia wspólne jest jednak przekonanie, wedle którego coś zewnętrznego względem dowolnej całości istnieć musi, przy czym musi to być jakaś jedność. Różnice w rozumieniu całości, czynnika aktywnego, jedności oraz stosunku między nią a całością, zwłaszcza zaś „bycia na zewnątrz” – różnice te stanowią o specyfice każdego sposobu myślenia, o zmien- ności wszystkich terminów języka filozoficznego, słowem, o występowaniu w dziejach myśli dających się wyodrębnić epok. Analogie między sposobami myślenia, uwarunkowa- ne przez trwanie pewnych założeń, takich np. jak to, wedle którego musi istnieć jakaś jedność zewnętrzna względem każdej całości, stanowią natomiast o występowaniu w dzie- jach myśli ciągłości przejawiającej się w uporczywym po- wtarzaniu się pewnych problemów oraz w nawiązywaniu przez ludzi do dorobku poprzedników. Ciągłość i nieciąg- łość są w dziejach jednakowo obecne, z tym że ciągłość manifestuje się na poziomie źródłowo uchwytnym, nieciąg- łość natomiast może być stwierdzona jedynie przez odwo- łanie się do analiz, które pozwalają wykazać, iż pewne zja- wiska należące do danej dziedziny były wcześniej nie tylko nieobecne, lecz wręcz niemożliwe. 22 3. Stworzyć dowolną całość, utrzymywać ją w bycie oraz
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przeszłość jako przedmiot wiedzy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: