Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00102 004466 14465603 na godz. na dobę w sumie
Przyjaciel czy wróg? - ebook/pdf
Przyjaciel czy wróg? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 218
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8378-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Andi, dziennikarka śledcza, pomogła policji przy kilku sprawach, na przykład przy tropieniu groźnych bandytów odpowiedzialnych za śmierć jej ojca. Dzięki pracy zyskała wielu fanów, ale też zajadłych wrogów. Coraz częstsze listy i telefony z pogróżkami zmuszają ją do wyjazdu z Teksasu. Podejmuje pracę w lokalnej gazecie w Whitehorse w Montanie. Liczy na to, że w sennym miasteczku odzyska spokój. Jednak pewnego dnia znajduje na biurku stary wycinek prasowy i taśmę z intrygującym nagraniem. Wszystko wskazuje na to, że zabójcy jej ojca znaleźli schronienie właśnie w Whitehorse i byli ściśle powiązani z rodziną miejscowego szeryfa… 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

B. J. Daniels Przyjaciel czy wróg? Tłumaczyła Hanna Hessenmüller Tytuł oryginału: Classified Christmas Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2007 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska-Wardęcka Korekta: Ewa Popławska, Krystyna Barchańska-Wardęcka ã 2007 by Barbara Heinlein ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8378-4 OSOBY: Cade Jackson – kowboj, po raz pierwszy od sześciu lat czekający z niecierpliwością na święta Boz˙ego Narodze- nia. To znaczy – tak było, póki w mieście nie pojawiła się niejaka Andi. Miranda West Blake, czyli ,,Andi’’ – nowa reporterka lokalnego tygodnika. W Whitehorse natrafia na temat swojego z˙ycia, w konsekwencji czego znajdzie się nie tylko w bardzo niebezpiecznej sytuacji, lecz takz˙e w ra- mionach męz˙czyzny, z którym absolutnie nie powinna się wiązać. Grace Browning Jackson – kiedyś bała się panicznie, by nikt nie odkrył jej tajemnicy. Chyba z˙e dopiero po jej śmierci. Houston Calhoun – nic dziwnego, z˙e wybrał z˙ycie przestępcy, skoro przyszedł na świat w rodzinie, która z napadów na bank uczyniła profesję. Lubbock Calhoun – czeka tylko, kiedy wypuszczą go z więzienia i będzie mógł powrócić do Whitehorse. Chce dokończyć to, co kiedyś zaczął. Bradley Harris – pracuje w teksaskiej telewizji jako asystent dziennikarza. Wyszukuje informacje, poza tym OSOBY: Cade Jackson – kowboj, po raz pierwszy od sześciu lat czekający z niecierpliwością na święta Boz˙ego Narodze- nia. To znaczy – tak było, póki w mieście nie pojawiła się niejaka Andi. Miranda West Blake, czyli ,,Andi’’ – nowa reporterka lokalnego tygodnika. W Whitehorse natrafia na temat swojego z˙ycia, w konsekwencji czego znajdzie się nie tylko w bardzo niebezpiecznej sytuacji, lecz takz˙e w ra- mionach męz˙czyzny, z którym absolutnie nie powinna się wiązać. Grace Browning Jackson – kiedyś bała się panicznie, by nikt nie odkrył jej tajemnicy. Chyba z˙e dopiero po jej śmierci. Houston Calhoun – nic dziwnego, z˙e wybrał z˙ycie przestępcy, skoro przyszedł na świat w rodzinie, która z napadów na bank uczyniła profesję. Lubbock Calhoun – czeka tylko, kiedy wypuszczą go z więzienia i będzie mógł powrócić do Whitehorse. Chce dokończyć to, co kiedyś zaczął. Bradley Harris – pracuje w teksaskiej telewizji jako asystent dziennikarza. Wyszukuje informacje, poza tym 6 B. J. DANIELS lubi przyjaźnić się z reporterami, a najbardziej ze znaną dziennikarką śledczą Andi Blake. Arlene Evans – matka trojga juz˙ dorosłych dzieci jest coraz bardziej przygnębiona, poniewaz˙ sądzi, z˙e najpraw- dopodobniej nie będzie jej dane widzieć, jak pociechy osiągają wiek dojrzały. Podejrzewa bowiem, z˙e przynaj- mniej jedno z nich – o ile nie więcej – nadal pragnie jej śmierci. Violet Evans – córka Arlene, najstarsza z rodzeństwa, planuje swój powrót do Whitehorse. Charlotte Evans – druga córka Arlene, najmłodsza z rodzeństwa. Trudno jej uwierzyć, z˙e rodzona matka nie zauwaz˙yła, jaki to sekret juz˙ od kilku miesięcy nosi pod swoim sercem jej córka. ROZDZIAŁ PIERWSZY Tego roku było inaczej. Cade Jackson nie był jeszcze w stanie sprecyzować, na czym dokładnie to polegało, chociaz˙ jednej, konkretnej zmiany trudno było nie za- uwaz˙yć. Czekanie na zbliz˙ającą się rocznicę śmierci z˙ony nie było juz˙ tak przytłaczające i bolesne. Podchodził do tego zdecydowanie spokojniej, moz˙e więc czas faktycz- nie zrobił swoje. Zagoił ranę w sercu, choć to wcale nie znaczyło, z˙e Cade zapomniał o zmarłej z˙onie. Tęsknił za nią, wspominał, choć teraz, po sześciu latach, niewąt- pliwie rzadziej. W sumie to bardzo smutne, pomyślał z goryczą, usa- dowiony na najwyz˙szym szczeblu ogrodzenia wokół are- ny, skąd obserwował zmagania kowboi. Siedział tu sobie od dłuz˙szego czasu. Patrzył, rozmyślał, wsłuchiwał się w tętent kopyt, wzbijających tumany kurzu. Pachniało końmi i wyprawioną skórą. Znajome zapachy, tak samo bliskie jak cała ta kraina rozpościerająca się dookoła. Preria, teraz przykryta białym śniegiem, która ciągnie się az˙ do przełomów rzeki Missouri, wijącej się przez stan Montana. I wzgórza, zwane Małymi Górami Ska- listymi, których ciemne sylwety widniały na horyzoncie. Czuł się tak, jakby budził się ze śpiączki. Wszystko wydawało się inne, nowe, kaz˙dy zapach wyjątkowo in- tensywny. I – o dziwo – czekał na święta. Przez lata całe, zapamiętały w swoim z˙alu, unikał rodziny, a podczas świąt uciekał do swojej chaty albo na jezioro, do budki 8 B. J. DANIELS rybackiej. Tam czekał, az˙ święta miną. Dopiero w tym roku przyszła mu do głowy myśl, z˙e mógłby je spędzić inaczej. Nagle zadrz˙ał. Ale to, co teraz poczuł, nie było chło- dem. Coś innego. Lęk? Dlaczego? Czego niby miałby się bać?! Niczego. Dość. Nie pozwoli, by znów zaczęły dręczyć go zmory przeszłości, akurat teraz, kiedy wreszcie po- czuł, z˙e jest w stanie zapanować nad nimi i obudzić się do z˙ycia. Andi Blake swój pierwszy poranek w redakcji tygo- dnika ,,Milk River Examiner’’ spędziła na porządkowa- niu biurka, odziedziczonego po poprzedniku. Owszem, trochę się zdenerwowała, kiedy dowiedziała się, z˙e jej poprzednik został zamordowany, ale naprawdę tylko tro- chę. Ów poprzednik, reporter Glen Whitaker, niestety nie był człowiekiem schludnym. Po spakowaniu do kartonu wszystkich jego notatek Andi zmuszona była zabrać się za czyszczenie biurka, by usunąć z niego brud z wielu miesięcy, moz˙e nawet i lat. Po tym niezbyt miłym zajęciu poszła na lunch, a kiedy wróciła do redakcji, zauwaz˙yła, z˙e na jej biurku pojawiła się jakaś szara duz˙a koperta. Zaadresowana była na nią, wysłana została stąd, z Whitehorse. W sumie nic nad- zwyczajnego, oprócz pewnego drobiazgu. Ktoś napisał: Andi West. Zadrz˙ała, czując nagle dziwny lęk. Nikt tutaj, w Whitehorse, nie znał jej jako Andi, a tym bardziej jako Andi West. Tak naprawdę nazywała się Miranda West Blake. West – po ojcu, który miał na imię Weston. I który kiedyś pierwszy zaczął nazywać ją pieszczotliwe ,,Andi’’. PRZYJACIEL CZY WRÓG? 9 Kiedy zaczęła pracować w telewizji w stacji Fort Worth, wymyśliła sobie, z˙e na wizji będzie występować jako Andi West. Ale po podjęciu decyzji o wyjeździe z Teksasu, ubiegała się o posadę w tygodniku wyda- wanym w Whitehorse, małym mieście w Montanie, jako Miranda West Blake. Teraz podpisywała się M. W. Blake. Jaka była naiwna! Łudziła się, z˙e przeprowadzka do Montany i powrót do prawdziwego nazwiska pomogą uciec przed tym, co wygnało ją z Teksasu. Przed panicz- nym strachem. Nie udało się. Ten strach przyjechał tu za nią. Drz˙ącą ręką podniosła kopertę i obróciła ją w palcach. W porządku, nie ma w niej nic cięz˙kiego, nic nie tyka... Nagle w kopercie coś się przesunęło. Przeraziła się, po sekundzie jednak strach znikł, pojawił się gniew. O, nie, miała juz˙ powyz˙ej uszu gróźb wrednego psychola. Przez niego musiała wyjechać z Teksasu, zostawić wszystko, na czym jej tak bardzo zalez˙ało. A ten łajdak ją wytropił! Nie moz˙na dać się tak zaszczuć. Spokój, tylko spokój. Zaraz sprawdzi, co jest w kopercie. Noz˙ykiem do papieru rozcięła z boku kopertę i prze- chyliła ją, by zawartość wysunęła się na blat biurka. Najpierw pojawiło się coś białego, twardego. Kaseta ma- gnetofonowa. Zaraz po niej na biurko sfrunął kawałek gazety, jakiś stary wycinek prasowy. Bardzo ostroz˙nie wzięła do ręki kasetę, nieduz˙ą, wiel- kości talii kart. Do magnetofonu starego typu. Odtwa- rzacz CD, stojący na biurku, był w tym momencie cał- kowicie bezuz˙yteczny. Trzeba będzie popytać, moz˙e ktoś ma tu stary magnetofon... Nie, nie powinna tej taśmy przesłuchiwać. Andi miała juz˙ okazję przekonać się, z˙e w tego rodzaju sytuacji lepiej 10 B. J. DANIELS nie być dociekliwym. W przypadku telefonu – od razu się rozłączyć, listów – nie czytać. Chociaz˙ ona, niestety, większość listów przed przekazaniem ich policji jednak przeczytała. A policja okazała się całkiem bezsilna. Nie złapali psychola, nie byli nawet w stanie go spłoszyć, z˙eby wreszcie się od niej odczepił, przestał dzwonić i przysyłać listy z pogróz˙kami. Odłoz˙yła kasetę i wzięła do ręki poz˙ółkły wycinek z lokalnej gazety. Krótka informacja o wypadku samocho- dowym, który wydarzył się poza miastem, na południe od Whitehorse. Ofiara wypadku, Grace Jackson, z˙ona Cade’a, przypuszczalnie, jadąc z wielką prędkością, straciła pano- wanie nad kierownicą. Samochód kilkakrotnie przekozioł- kował, stoczył się do jaru i stanął w płomieniach. Straszne. Co ta nieszczęsna kobieta przez˙ywała przed śmiercią, uwięziona w płonącym samochodzie... Ale kto przysłał jej, Andi Blake, ten wycinek? Prze- ciez˙ wiadomo, z˙e nie psychol z Teksasu. Po co jej to przysłano? Ktoś uwaz˙a, z˙e warto, by lokalna prasa zajęła się tym wypadkiem? Moz˙e, niemniej jednak jest to za- stanawiające. Ten wypadek przeciez˙ miał miejsce sześć lat temu, w Wigilię Boz˙ego Narodzenia. Ale przynaj- mniej nie ma to z˙adnego związku z jej prześladowcą z Teksasu, czyli nie ma powodu do zdenerwowania. Jest. Jej nazwisko. Przesyłkę wysłano z Whitehorse do Andi West, a tu, w Whitehorse, tylko Mark Sanders, wydawca tygodnika, wiedział, pod jakim nazwiskiem występowała w telewizji. – Andi? Wspomniany Mark Sanders stanął w drzwiach. Andi bez słowa wyciągnęła do niego rękę z wycinkiem. Mark podszedł do biurka, odebrał wycinek i szybko przebiegł po nim oczami. PRZYJACIEL CZY WRÓG? 11 – Tak, to bardzo przykra sprawa. Byli świez˙o po ślubie – powiedział, kładąc wycinek na biurku. – Chcesz, z˙ebym się tym zajęła? – Bo ja wiem... Minęło sześć lat, chyba nie ma sensu do tego wracać. – Ale ktoś mi to przysłał! – Odłóz˙ więc ad acta i po kłopocie. Aha, pamiętasz, z˙e dziś wieczorem bierzesz na siebie Paradę Świateł? W Whitehorse to naprawdę wielkie wydarzenie. Jesteś pewna, z˙e moz˙esz porobić zdjęcia? – Jasne. Sprawy nazwiska nie poruszyła. Bo i po co? Mark Sanders najprawdopodobniej komuś o tym wspomniał, do czego miał zresztą prawo i na tym jego rola się kończyła. Skąd mógł wiedzieć, z˙e ta informacja dotrze do kogoś, komu zachce się stworzyć jej problem? Mark wyszedł. Andi uśmiechnęła się do siebie. Parada Świateł! Proszę, proszę! Dobrze, z˙e nie wie o tym Brad- ley, jej najlepszy kumpel ze stacji telewizyjnej w Fort Worth. Na pewno umarłby ze śmiechu. Ona, gwiazda telewizji, teraz reporterka małomiasteczkowej gazety, la- ta na jakieś parady i pstryka zdjęcia. Co za upadek! Bradley... Moz˙e do niego zadzwonić? Na pewno się o nią niepokoi, był przeciez˙ zdecydowanie przeciwny jej wyjazdowi do Montany. Tęskniła za nim, ale jeszcze do niego nie dzwoniła. Postanowiła, z˙e zrobi to wtedy, kiedy jakoś się tu wszystko ułoz˙y. Pomyślnie. Z˙eby uniknąć komentarzy typu – a nie mówiłem? Ale do Parady Świa- teł jeszcze sporo czasu, trzeba czymś się zająć. Poza tym ona naprawdę miała wielką ochotę pogadać z serdecz- nym przyjacielem. Bradley odezwał się jakoś dziwnie niepewnym, wyci- szonym głosem. 12 B. J. DANIELS – Halo? – To ja! Andi! Bradley, u ciebie wszystko w po- rządku? – Andi?! Cześć! – Głos Bradleya brzmiał juz˙ normal- nie. – Wszystko gra, myślałem tylko, z˙e to ktoś inny. Zdarzają się takie świńskie telefony, moz˙e i bym je polu- bił, gdybym, jak to mówią dowcipnie, nie kochał inaczej. Ale niewaz˙ne.... Andi, wreszcie się odezwałaś! A ja tu szaleję z niepokoju! Myślałem, z˙e juz˙ o mnie zapom- niałaś! – O tobie? Nie ma takiej opcji! – oświadczyła Andi zdecydowanym głosem, wygodniej sadowiąc się w krze- śle. Cudownie, z˙e zadzwoniła. Nie ma to jak stary kum- pel. Z Bradleyem potrafiła gadać godzinami, o starych filmach, ksiąz˙kach, o wszystkim i o niczym. – Andi? Jak jest? – Przede wszystkim... ciekawie. – Ciekawie?! Z˙artujesz. Jestem pewien, z˙e konasz z nudów. Mówiłem ci, z˙ebyś nie brała tej roboty. Po co w ogóle wyjechałaś? Nikt cię stąd nie wyganiał, dobrze wiesz. Wsiadaj do najbliz˙szego samolotu, za kilka godzin będziesz w Teksasie. O której mam cię odebrać z lotniska? Andi roześmiała się. – Oj, kusisz mnie, kusisz! Ale nic z tego, Bradley. Zostaję. – Trudno, jakoś to przez˙yję. W takim razie opowia- daj. Jak to jest na tym najbardziej dzikim z dzikich, czyli na tym twoim Dzikim Zachodzie? – Dla kogoś, kto stawia tu pierwsze kroki, przede wszystkim okropnie zimno. – Wiem. Słuchałem prognozy pogody. Uwaz˙aj na sie- bie, bo jeszcze odmrozisz sobie swój zgrabniutki tyłe- czek. Andi, ale tak na serio, nie jest ci tam źle? PRZYJACIEL CZY WRÓG? 13 – Sama jeszcze nie wiem, jak mi jest. Chociaz˙ juz˙ zaczynam tęsknić... oczywiście za tobą, ale takz˙e za ład- ną pogodą i za moją ulubioną kuchnią meksykańską. W Whitehorse to towary deficytowe! Powiedz, co tam w robocie? – Młyn, jak zawsze. Poza tym pole bitwy. O to miej- sce po tobie doszło do prawdziwej walki. Chociaz˙ wiado- mo, z˙e nie jest to robota na stałe. Fakt. Szef obiecał, z˙e przez pół roku stanowisko Andi będzie na nią czekało. Moz˙e wracać w kaz˙dej chwili. – Powiedz, kto w końcu dostał moją robotę? Ktoś, kogo znam? Bradley westchnął, prychnął i zamilkł, czyli wiadomo juz˙ było, kto. Jego antypatia Rachel. – Jednak Rachel? Super. Bardzo się cieszę. Andi była zaprzyjaźniona z Rachel jak z z˙adną inną reporterką zatrudnioną w stacji. Bradley jęknął. – Andi, proszę! Ze mną moz˙esz być szczera! – Alez˙ ja naprawdę się cieszę, z˙e to Rachel! A ty się wściekasz, bo ona nigdy nie pozwala ci przymierzyć swoich pantofli! – Przede wszystkim wściekam się, z˙e to nie ty! Tak bardzo mi ciebie brak, Andi! – Ja tez˙ tęsknię. Bradley, powiedz mi, czy po moim wyjeździe były jakieś listy czy telefony z pogróz˙kami? – Owszem. Dopilnowałem, z˙eby przekazane zostały na policję. Andi, nie odpuszczę gliniarzom, dopóki nie znajdą tego świra i go nie przymkną. Wtedy wrócisz do nas. Bo wrócisz, prawda? – Jasne. I dzięki, Bradley. Jesteś kochany. Poz˙egnali się. Rozmowa z serdecznym przyjacielem bardzo podniosła ją na duchu, umocniła tez˙ w przekonaniu, 14 B. J. DANIELS z˙e decyzja o wyjeździe do Montany była słuszna. Skoro do stacji telewizyjnej nadal przychodzą listy z pogróz˙- kami, lepiej od Fort Worth trzymać się jak najdalej. Przed odłoz˙eniem wycinka z gazety ad acta przeczyta- ła go jeszcze raz. Grace Jackson, z˙ona Cade’a Jacksona... Chwileczkę, a czy przypadkiem tutejszy szeryf nie nazy- wa się takz˙e Jackson? Oczywiście, z˙e tak! Carter Jack- son. Przypomniała to sobie, poniewaz˙ przed wyjazdem do Montany poczytała trochę miejscowych gazet, z˙eby zapoznać się z nową rzeczywistością. Nazwisko szeryfa przewijało się dość często, między innymi w związku z zamordowaniem reportera Glena Whitakera, który przedtem urzędował właśnie przy tym biurku. Ciekawe, czy szeryf Carter Jackson i Cade Jackson to rodzina. Całkiem moz˙liwe... Zajrzała do koperty, sprawdzając, czy czegoś jeszcze w niej nie ma, na przykład krótkiego listu od nadawcy, z jakimś wyjaśnieniem. Ale koperta była pusta. Koperta, na której napisano ,,Andi West’’ i którą nadano na po- czcie w Whitehorse... Tak, to wszystko razem jest dość niepokojące i tę taśmę w białej kasecie jednak powinna przesłuchać... Parada Świateł w Whitehorse, starym miasteczku w stanie Montana, dla jego mieszkańców faktycznie była wielkim wydarzeniem. Przybyli tłumnie, Andi podejrze- wała, z˙e nie tylko mieszczuchy z Whitehorse, lecz i oko- liczni ranczerzy z rodzinami. Wszyscy, szczelnie opatu- leni w ten mroźny grudniowy wieczór, stali na chod- nikach i bardzo podekscytowani podziwiali przeciągają- ce jezdnią platformy. Platform było bardzo duz˙o, wszyst- kie własnej roboty, kaz˙da inna. Widać było, z˙e twórcy włoz˙yli w nie sporo pracy i inwencji. PRZYJACIEL CZY WRÓG? 15 Andi ustawiła się na krawęz˙niku i zrobiła sporo zdjęć. Podobała jej się ta parada, ta specyficzna atmosfera małe- go miasta, gdzie wszyscy się znają, tworząc jedną wielką rodzinę. A znali się, bo bez przerwy do siebie pokrzyki- wali, ci z platform do tych, co stali na ulicy, i na odwrót. Nagle usłyszała, jak ktoś zawołał: – Cade! Halo! Cade! Pamiętasz mnie? Natychmiast spojrzała tam, skąd dobiegł głos. Zauwa- z˙yła, z˙e jedna z dziewcząt na przejez˙dz˙ającej platformie macha bardzo gorliwie, spoglądając w prawo. Andi szyb- ko spojrzała w tę samą stronę. Pod ścianą domu stał jakiś męz˙czyzna, wysoki, bar- czysty, ubrany jak kowboj ze starego westernu. Kowboj- skie buty, dz˙insy, skórzana kurtka, na głowie stetson, nasunięty nisko na czoło. Z tyłu, na karku, spod kapelu- sza wymykały się ciemne, wijące się włosy. Ustawił się wyraźnie na uboczu, jakby wcale nie miał ochoty, z˙eby ktoś go zauwaz˙ył. Cade. Czyz˙by Cade Jack- son? Mąz˙ kobiety, która zginęła w wypadku, o którym napisano w tym wycinku z gazety? Andi odruchowo podniosła aparat i pstryknęła zdjęcie. Miała szczęście, bo kiedy opuszczała aparat, męz˙czyzna znikał juz˙ w tłumie. Zziębnięta i zmęczona wróciła do redakcji, na szczęście miała blisko, tylko kilka domów dalej. Było juz˙ bardzo późno, dlatego postanowiła, z˙e przekopiuje tylko zdjęcia do komputera i wraca do domu. Kiedy jednak trochę się rozgrzała, postanowiła iść za ciosem i od razu napisać artykuł. Szczerze mówiąc, wcale jej się nie spieszyło do obecnego domu, czyli do małego, kompletnie pozbawio- nego duszy wynajętego mieszkania. Oczywiście, z˙e z cza- sem i to mieszkanie da się oswoić, moz˙e nawet zrobić przytulnym, ale jak na razie wcale jej tam nie ciągnęło.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przyjaciel czy wróg?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: