Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00362 006726 15555298 na godz. na dobę w sumie
Przyszłość książki (tytuł oryginału: The Future of the Book) - ebook/pdf
Przyszłość książki (tytuł oryginału: The Future of the Book) - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 388
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63879-24-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czy książka ma przyszłość? Trwają gorące dyskusje na ten temat. Wielu nie ma wątpliwości, że drukowane książki, linearna narracja, biblioteki, księgarnie, wreszcie tradycyjni wydawcy zostaną zastąpieni przez elektroniczne dokumenty i instytucje. Eseje zebrane w tym tomie zdecydowanie wskazują inaczej.  Autorzy zastanawiają się nad przyszłością książki w kontekście wszechobecnej digitalizacji treści. 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

przyszłość książki Kultura 2.0 Według Platona (w Fajdrosie), Theut, czyli Hermes, rzekomy wynalazca pisma, przedstawia swoje odkrycie faraonowi Thamusowi, zachwalając nową technikę, która pozwoli ludziom pamiętać to, co niechybnie by zapomnieli. Jednak faraon nie jest zachwycony. Theucie, mistrzu najdoskonalszy, mówi, pamięć jest wspaniałym darem, który należy nieustannie ćwiczyć. Z nadejściem twojego wynalazku ludzie przestaną odczuwać potrzebę ćwiczenia pamięci. Będą przypominać sobie rzeczy nie z własnego wnętrza, lecz poprzez zewnętrzne narzędzie. Pismo było niebezpieczne, ponieważ zmniejszało władzę umysłu, oferując ludziom skostniałą duszę, karykaturę umysłu, roślinną pamięć. Jeżeli dawniej ludzie musieli ćwiczyć pamięć, aby przypominać sobie o różnych rzeczach, po wynalezieniu pisma musieli również ją ćwiczyć, aby pamiętać o książkach. Książki rzucają wyzwanie pamięci i ją poprawiają, a nie odurzają. Książki pozostaną nieodzowne nie tylko w przypadku literatury, lecz w każdym przypadku, który wymaga uważnej lektury oraz przemyśleń i refleksji na jej temat, a nie tylko dotarcia do informacji. Czytanie na ekranie komputera nie jest tym samym, co czytanie książki. W historii kultury nigdy nie doszło do tego, że jedna rzecz po prostu uśmierciła inną. Jedna rzecz dogłębnie inną zmienia.  Umberto Eco – z posłowia Patroni medialni Cena 29,90 zł ISBN 978-83-63879-24-2 9 788363 879242 p r z y s z ł o ś ć k s i ą ż k i Przyszłość książki Redakcja Geoffrey Nunberg Przyszłość książki tłumaczenie Joanna Rzepa, Alicja Szatkowska Biblioteka Analiz Warszawa 2013 Kultura 2.0 Tytuł oryginału: The Future of the Book Copyright by Brepols Publishers, Belgium, 2006 Copyright for the Polish edition by Biblioteka Analiz, 2013 Copyright for the Polish translation by Biblioteka Analiz, 2013 Redakcja: Łukasz Gołębiewski Opracowanie graficzne serii: Grzegorz Zychowicz | Tatsu Przygotowanie okładki: Janina Gerłowska Korekta: Joanna Ożóg Łamanie: TYPO 2 Ilustracja na okładce: Hartmann Schedel „Geocentric universe” – „Liber chronicarum mundi”, 1493 ISBN 978-83-63879-24-2 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Wydanie I Warszawa 2013 Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa ul. Mazowiecka 6/8 tel./fax (022) 828 36 31 www.rynek-ksiazki.pl Firma jest członkiem Polskiej Izby Książki Spis treści Patrizia Violi Przedmowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Łukasz Gołębiewski Najlepszy towarzysz w schronie atomowym (wprowadzenie do polskiego wydania) . . . . . . . . . . 9 Geoffrey Nunberg Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 20 Carla Hesse Książki w czasie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 36 James J . O’Donnell Pragmatyka nowego: Tritemiusz, McLuhan, Kasjodor . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 56 Paul Duguid Materia ma znaczenie: przeszłość i futorologia książki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 89 Geoffrey Nunberg Pożegnanie z wiekiem informacji . . . . . . . . . . . . . . 139 Régis Debray Książka jako symbol . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185 Patrick Bazin W stronę metaczytania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 202 6 Przyszłość książki Luca Toschi Hipertekst a pojęcie autora . . . . . . . . . . . . . . . . . . 222 George P . Landow Dwadzieścia minut do przyszłości, czyli jak wychodzimy poza książkę? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 270 Raffaele Simone Formuła tekstu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 301 Jay David Bolter Ekfraza, rzeczywistość wirtualna i przyszłość piśmiennictwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318 Michael Joyce Przemieszczanie autora: „Książka z ruin” . . . . . . . . 344 Umberto Eco Posłowie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 371 Patrizia Violi PRZEDMOWA Niniejszy zbiór został zainspirowany konferencją, która odbyła się w Centrum Badań Semiotycznych i Kognitywnych Uniwersy- tetu w San Marino (Centre for Semiotic and Cognitive Studies at the University of San Marino) w  dniach 28-30 lipca 1994 roku . Centrum, utworzone w  1988 roku przez nowo powstały Uniwersytet w San Marino, pod kierownictwem Umberta Eco oraz Patrizii Violi, zajmuje się organizacją konferencji, warszta- tów i spotkań, a także krótkich kursów i szkół letnich, promuje badania oraz dyskusje na szeroko zakrojone tematy, nawiązujące do teorii semiotyki oraz jej praktycznego zastosowania w ramach studiów nad procesami semiotycznymi i kognitywnymi . Na tym tle rozwój techniki oraz wpływ jaki wywiera ona na ewolucję i  organizację praktyk społecznych i  kulturowych, stanowi główny problem, który dotyka wielu różnych obszarów kultury, społeczeństwa i  mediów . Szczególnie słusznym wy- dawało się zatem zorganizowanie konferencji na temat zmian i  transformacji dotyczących bezsprzecznie najstarszej formy komunikacji rozwijającej się pod wpływem techniki: książki i czytania . Jaka jest przyszłość książki w  tej nowej epoce, pod koniec tysiąclecia? Pytanie to porusza kwestie dotyczące przekształce- nia instytucji kulturalnych poświęconych przechowywaniu oraz konserwacji książek, a  także kognitywnych procesów czytania i  pisania, powstałych pośrednio bądź bezpośrednio wskutek wprowadzenia i zastosowania nowych technik w odniesieniu do czytania i pisania . Ponadto chcemy się dowiedzieć, w jaki sposób zmieni się struktura samych tekstów, a również kształtowanych społecznie i kulturowo systemów gatunków i norm tekstowych . Jak interaktywne systemy tekstowe przeznaczone do pisania 8 Przyszłość książki i  oddziaływania, takie jak sieć WWW czy programy MOO, wpłyną na rozwój i ewolucję norm tekstowych? Czy książka jako obiekt materialny zachowa w jakimś stopniu swoją symboliczną wartość, czy może rozpłynie się w domenie jedynie wirtualnych bytów? Czy nowe techniki pozwolą nam spojrzeć na starożytne teksty w nowy sposób, ujawniając ukryte struktury? Te i  podobne pytania są istotne dla badaczy z  różnych ob- szarów: filozofów, językoznawców, semiotyków, historyków, psychologów, ekspertów w  dziedzinie nowych technik  – nie wspominając o  autorach, bibliotekarzach, wydawcach oraz in- nych osobach, które z racji swojego zawodu zainteresowane są produkcją i rozprowadzeniem konwencjonalnej książki . Ta róż- norodność perspektyw oraz postaw została dobrze zaprezento- wana przez uczestników konferencji . Co więcej, na czas konferencji stworzony został specjalny kącik w  celu zaprezentowania urządzeń elektronicznych oraz produktów, których zadaniem jest wspieranie takich gatunków jak fikcja, eseistyka i pedagogika . Rozdziały niniejszej książki przedstawiają referaty wygłoszone podczas konferencji, zrewidowane jednak pod wpływem dysku- sji oraz komentarzy . Opisy konferencji w Centrum w San Marino są zazwyczaj publikowane przez Brepols . Jednakże, zachęceni dużym zainteresowaniem jakim cieszy się ten temat w Ameryce Północnej, zdecydowaliśmy się podjąć współpracę z  wydawni- ctwem University of California Press, które zostało współwy- dawcą oraz dystrybutorem niniejszej książki poza Europą . Szczególne podziękowania należą się Geoffreyowi Nunber- gowi, który był pomysłodawcą konferencji, a  dzięki konstruk- tywnej krytyce oraz nieocenionemu wsparciu naukowemu przyczynił się do jej sukcesu; oraz Rank Xerox Research Centre w Grenoble, które hojnie wsparło organizację konferencji, poka- zując tym samym, jak może wyglądać wysoce korzystna współ- praca bardzo różnych instytucji kulturalnych . Łukasz Gołębiewski NAJLEPSZY TOWARZYSZ W SCHRONIE ATOMOWYM (WPROWADZENIE DO POLSKIEGO WYDANIA) Dyskusja, która złożyła się na tę książkę, odbyła się w czasach, kiedy nie było jeszcze smartphonów, tabletów, e-czytników i elektronicznego papieru . Trudno w to uwierzyć, ale nie było na- wet Google i Wikipedii, Web 2 .0 i mediów społecznościowych . Internet i multimedia cyfrowe były w powijakach . A mimo to zebrane tu głosy zachowują w pełni aktualność, stawiane diag- nozy dotyczące przyszłości książki okazały się być zaskakująco trafne, okazuje się bowiem, że przyszłość książki wcale nie jest tak bardzo zdeterminowana nośnikiem (papierem) i technologią (drukiem) jak zwykliśmy sądzić . We współczesnych dyskusjach nad przyszłością książki być może zbyt mocno utożsamiamy ją z jedną tylko z jej form . Choć od publikowanej tu debaty nad przyszłością książki minęła ponad dekada, my wciąż jesteśmy mocno związani z  wyobrażeniem książki jako zadrukowanymi stronicami zebranymi w kodeks . Zebrane tu głosy naukowców, bibliotekarzy, lingwistów, hi- storyków i  literaturoznawców są wyrazem troski o  przyszłość książki . Nie wieszczą jej rychłego odejścia . Przeciwnie, dają nadzieję na to, że pomimo zmian technologicznych i  cywiliza- cyjnych książka przetrwa . Nie zastąpi jej hipertekst, spełniają- cy inne role . Książka przetrwa jako ważny element kulturowej i  twórczej wymiany, jako niepowtarzalna forma kontaktu mię- dzy twórcą a  odbiorcą, czytelnikiem . „Książka umacnia dialog społeczny”, dowodzi Patrick Bazin . A Umberto Eco zauważa, że: „Książki pozostaną nieodzowne nie tylko w przypadku literatury, 10 Przyszłość książki lecz w każdym przypadku, który wymaga uważnej lektury oraz przemyśleń i refleksji na jej temat, a nie tylko dotarcia do in- formacji” . To wciąż jest aktualne, choć cyfrowy papier, e-ink, zmienił nasze wyobrażenie przynajmniej w zakresie czytania na ekranie . Użytkowy charakter tekstu O przyszłości książki zadecyduje jej użytkowy charakter, a tak- że nasze – czytelników – potrzeby i upodobania . Słusznie za- uważa Jay David Bolter, gdy pisze o tym że: „Niektóre grupy – niektórzy z naukowców, szczególnie w dziedzinie nauk ścisłych i społecznych, jak również biznesmeni i urzędnicy – przenoszą swoją lojalność w stosunku do drukowanych stronic na ekran komputera . Traktują komputer jak podstawowe narzędzie ko- munikacji werbalnej, a druk jako narzędzie drugorzędne bądź specjalistyczne . Jeżeli nasza kultura podąży za ich przykładem, zacznie kojarzyć z  tekstem własności komputera (elastycz- ność, interaktywność, szybkość przesyłu danych), a nie książki drukowanej (stabilność i autorytet) . Książki drukowane mogą nadal być obecne w  dużych lub wręcz ogromnych ilościach, tak jak obecnie, lecz mimo to utracić swój status symbolu definiującego komunikację” . To ostatnie wydaje się być naj- ważniejszym kryterium przy ocenie książki jako współczesnego medium . Na ile jeszcze jest elementem komunikacji  – żywej wymiany myśli, a na ile staje się bibliotecznym reliktem, repo- zytorium wiedzy, symbolem dawnej kultury druku, ale i komu- nikacji? Czy użytkowy charakter umiejętności czytania pozbawi nas przyjemności z obcowania z fabułą? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, gdyż jednak wciąż żyjemy w czasach fabularnych, a hi- pertekst funkcjonuje na obrzeżach kultury i komunikacji (może poza Wikipedią) . A  jednak technologia nieuchronnie prowadzi do zmniejszania się rangi informacji, a także dzieła literackiego czy naukowego . Łatwość publikowania jest dobrodziejstwem Najlepszy towarzysz w schronie atomowym 11 tylko dla grafomanów . Eco ma rację, gdy pisze, że książek jest za dużo, że nie ma co ich żałować, lepiej selekcjonować . Aby jed- nak mieć wybór, trzeba umieć rozróżniać . Czy naprawdę może- my się w pełni zdać na wyszukiwarkę Google, która wyręczy nas w dokonywaniu wyborów? „W obecnym momencie, kiedy nowe techniki pamięci mogą w nas budzić obawy przed niepokojącym nadmiarem śladów – prawdziwą zmianą skali w zbiorowym na- gromadzeniu archiwów, jednocześnie pisemnych, dźwiękowych, wizualnych, jak i  audiowizualnych  – te same techniki w  coraz większym stopniu zmniejszają ich ciężar, niemalże w  tym sa- mym tempie, ułatwiając zindywidualizowane wyszukiwanie”  – przestrzega w swoim eseju Régis Debray . Trudne prognozowanie Zebrane w książce głosy prezentują różne stanowiska, ale swe- go rodzaju klamrą jest dla nich cytat z  „Katedry Marii Panny w Paryżu” Wiktora Hugo, zdanie które wypowiada archidiakon Klaudiusz Frollo: „Ceci tuera cela” (to zabije tamto; książka uśmierci katedrę, alfabet uśmierci obraz) . „Wiemy wystarcza- jąco dużo o cela (książce), lecz nie do końca wiadomo, jak ro- zumieć ceci (komputer)”  – pisze Umberto Eco i  zaraz stawia pytania dotyczące tego rozumienia: „Jako narzędzie, które w  coraz większym stopniu będzie pozwalać na komunikację przy pomocy ikon? Jako narzędzie, które umożliwia pisanie i  czytanie bez użycia papieru? Jako medium, dzięki któremu można przeżyć niesamowite doświadczenia hipertekstowe?” . Pomimo upływu dekady odpowiedź na te pytania wciąż nie jest jasna, a dochodzą nowe, związane już nie tylko z hipertekstem czy czytelnictwem, ale z  uczestnictwem społecznym poprzez takie narzędzia jak Facebook, Google+ czy fora Web 2 .0, a tak- że związane z  konsekwencjami łatwości wyszukiwania treści i  mnogością internetowych zasobów, wielkim śmietniskiem jakim stał się internet, po którym przewodnikiem jest algo- rytm wyszukiwarki Google . Mam wrażenie, że gdy mówi się 12 Przyszłość książki o „inteligentnym internecie”, to pod znakiem zapytania stawia się inteligencję jego użytkownika . Problemy z  prognozowaniem pojawiły się już na samym początku epoki cyfryzacji książki . Jay David Bolter pisze: „Nie- mądrze byłoby podejmować próby przewidzenia zmian tech- nicznych o  więcej niż kilka lat naprzód . Wiele z  argumentów wysuwanych przeciwko rozpowszechnianiu komputera jako techniki odczytu, dotyczy fizycznego rozmiaru ekranu kompute- ra i jakości obrazu, który się na nim pojawia . Jednak nie wiemy, jak będą wyglądały komputery przyszłości: nie wiemy, jakiej będą wielkości, na ile będą przenośne, jak wygodne w  użyciu i w jakim stopniu nadające się do pełnienia roli czytników . Jesz- cze trudniej jest przewidzieć wpływ przemian technicznych na rzeczywistość społeczną i kulturową . Nie wiemy, czy czytelnicy w roku 2050 będą woleli komputery od książek drukowanych . Wybory dyktowane kulturą z pewnością utrzymują wysoki sta- tus książek i innych materiałów drukowanych w chwili obecnej . W przypadku większości krajów uprzemysłowionych druk moż- na by dzisiaj z powodzeniem wyeliminować, jeśli autorzy i czy- telnicy by się na to wspólnie zdecydowali . Większość czytelni- ków nie jest dzisiaj przygotowana na zastąpienie swych książek komputerami, ale w przyszłości mogą zmienić zdanie . W historii piśmiennictwa niektóre techniki i  technologie zostały niemal całkowicie wyparte z  użycia . W  starożytności forma kodeksu praktycznie wyeliminowała formę zwoju . Pergamin zastąpił pa- pirus w Europie wieków średnich . Najczęściej chyba dochodzi do sytuacji, w której nowa technika przejmuje jedną z funkcji istniejącej już techniki, pozostawiając jej funkcje pozostałe . Druk wyparł pismo ręczne w  rozpowszechnianiu większości typów tekstów, lecz nie doprowadził do całkowitego wyelimi- nowania pisma . Technologia elektroniczna już przejęła niektóre z funkcji należących do tej pory do druku lub pisma ręcznego (komunikacja biznesowa, księgowość, archiwizacja, i tak dalej) i  wydaje się prawdopodobne, że przejmie kolejne . Nie moż- na jednak przewidzieć, czy istnieją funkcje, które na zawsze Najlepszy towarzysz w schronie atomowym 13 pozostaną w  domenie książki drukowanej” . Amazon i  Kindle w XXI wieku dowiedli, że w domenie książki drukowanej po- została już tylko wartość materialna . Ta ma jednak wymiar ko- lekcjonerski, być może prestiżowy, ale straciła swoją utylitarną pozycję . Przyszłość bibliotek Swój bardzo interesujący wykład Patrick Bazin poświęca najbliż- szej sobie problematyce  – przyszłości bibliotek . „Bibliotekarze sami będą musieli dokonać własnej rewolucji kopernikańskiej, zamiast trzymać się kurczowo technik, które przemysł multime- dialny i tak stopniowo im odbiera . Będą musieli zostać, a raczej ponownie stać się, pośrednikami wiedzy”  – pisze . Biblioteka przyszłości to miejsce, które ułatwia poruszanie się w nadmiarze informacji . „Zarządzanie biblioteką, które tradycyjnie polegało na sztuce klasyfikacji, staje się sztuką tworzenia przejść” . Jest też „trzecią przestrzenią”, miejscem, w którym można się spoty- kać w wolnym czasie – niekoniecznie po to, by czytać . „Wbrew temu, co głoszą utarte komunały, biblioteka jest nie tylko miej- scem odpowiednim do medytacji, przygnębiającą skamieliną pamięci czy też reakcyjną, liniową kolumnadą wiedzy . Biblioteka nigdy nie przestała być środowiskiem dynamicznym, a  dowo- dem na to jest nieustanna reorganizacja przestrzeni i katalogów, jak również nieustanne przemiany zachodzące w  strukturze użytkowników i  ich potrzeb” . I  dalej Patrick Bazin pisze: „Bi- blioteki będą w rezultacie nadal odgrywać ważną rolę, zdecydo- wanie wykraczającą poza zwykłe przechowywanie dziedzictwa . Będą musiały stać się miejscami nauczania i kształcenia, aby za- pobiec pogłębianiu się przepaści pomiędzy tymi, którzy opano- wali udoskonalone metody metaczytania a resztą społeczeństwa . Być może najważniejszym jest, że biblioteki pozwolą wszystkim obywatelom wspólnie ustanawiać – we względnym i wirtualnym kontekście  – publiczną przestrzeń wiedzy, bez której wiedza przyswojona nie stanowi kultury” . 14 Przyszłość książki Trochę inaczej widzi sprawę Geoffrey Nunberg, który prze- strzega przed zbarbaryzowaniem biblioteki zaśmieconej nadmia- rem treści: „Gdy tylko pojęcie zbioru nie jest dłużej ograniczone materialnie, zazwyczaj w  naturalny sposób poszerza się w  nie- skończoność . Oczywiście zawiera wiele z  tego, co większość czytelników uznałaby za trywialne i efemeryczne . Kiedy burzy się mury biblioteki, nie powinno się dziwić, że czytelnia zapełnia się ludźmi z ulicy” . Do miejsca biblioteki jako wielkiego repozytorium i katalogu powraca Umberto Eco, niezwykle przywiązany do idei katalogo- wania . „Przekonaliśmy się już, że nadzieja iż komputery, w szcze- gólności edytory tekstu, pomogą ocalić drzewa była przypadkiem myślenia życzeniowego . Komputery wspomogły produkcję mate- riałów drukowanych . Możemy wyobrazić sobie kulturę, w której nie będzie książek, a jednak ludzie będą funkcjonować wśród ton luźnych arkuszy papieru . Będzie to raczej nieporęczne i stworzy nowe wyzwanie dla bibliotek” – pisze w posłowiu Eco . Przyjemność czytania Wielu autorów zebranych tu esejów zwraca uwagę na komfort lektury, na różnicę między czytaniem na ekranie i na papierze . Nie bez znaczenia jest też umiejętność skupienia się na tek- ście, jakiej media elektroniczne nie są w stanie zapewnić . Dziś, w czasach tabletów, zdajemy sobie z tego sprawę zapewne lepiej niż przed dekadą . Lekturę na płaskim ekranie przerywają komu- nikaty o przychodzącej poczcie, nowych wpisach na Facebooku itp . Tymczasem, jak zauważa Carla Hesse: „Książka stanowi niespieszną formę wymiany . Jest trybem czasowości, w którym komunikacja społeczna nie jest pojmowana jako działanie, ale ra- czej jako refleksja nad działaniem . W rzeczy samej forma książki służy odroczeniu działania, poszerzeniu odstępu czasowego po- między myślą a czynem, tworzeniu przestrzeni dla refleksji i de- baty” . „Czytanie na ekranie komputera nie jest tym samym, co czytanie książki”, lakonicznie stwierdza Umberto Eco . Najlepszy towarzysz w schronie atomowym 15 Geoffrey Numberg idzie jednak dalej w radykalnym potrak- towaniu nowego medium, twierdząc że „komputer kładzie kres epoce informacji” . Kontrowersyjna to teza i być może jest właś- nie na odwrót, warto jednak mieć ją w pamięci, gdy traktujemy Google jako podstawowe narzędzie w poszukiwaniu wiedzy . Ra- cjonalnie brzmi tu głos Jamesa J . O’Donnella, który zastanawia się nad rolą wydawcy, analizując zmieniającą się rolę księgi na przestrzeni wieków . „Wydawcy mają nadzieję, że w przyszłości nadal będę chętnie płacił za specjalne informacje, ale zastana- wiam się, czy nie są zbyt optymistyczni, czy zbytnio nie przy- pominają Tritemiusza desperacko trzymającego się przestarzałej struktury społecznej . Jestem pewien, że gdy fale oceanu danych będą uderzać o moje drzwi, z chęcią zapłacę za pomoc w zna- lezieniu w  tej powodzi informacji tych, których potrzebuję . Obecnie, spośród uczestników procesów produkcji, rozprowa- dzania i konsumpcji wiedzy, to właśnie bibliotekarze uczynili tę umiejętność swoją specjalnością” – pisze O’Donnell . Na drugim biegunie jest prezentowane w książce stanowisko Paula Duguida – szlachetne, lecz naiwne – w którym zawiera się wiara w  materialną magię zadrukowanych i  oprawionych stro- nic . „Ołówek oraz zawiasy przetrwały techniczną czystkę dzięki rozwiniętej zaradności społecznej . Z tego też powodu możemy zakładać, że prosta, oprawiona książka okaże się równie wytrwa- ła . Zamykana okładka, przewracane strony, złamany grzbiet, wydawana w  seriach, niezmienny tekst, masywny, charaktery- styczny format, poręczny rozmiar i  tak dalej mają do zaofero- wania swoje własne, głęboko zakorzenione i żywotne połączenie techniki i procesu społecznego, a także nie ustają w dostarczaniu niezrównanej, znaczącej materii” – przekonuje Duguid . O przyjemności czytania można jednak przekonywać jedynie przekonanych, czyli tych, którzy czytają . Jest to grupa mała i co- raz mniejsza, niczym ostatni obrońcy dawnej cywilizacji . A może jednak nie? Może należy sobie jasno powiedzieć, że wcale nie wszyscy muszą czytać, przeciwnie – że nasza historia i kultura wcale nas do tego nie predestynują, że czytanie było i  będzie 16 Przyszłość książki przywilejem elit . Jak zauważa Umberto Eco: „Możemy narze- kać, że wielu ludzi spędza dnie na oglądaniu telewizji i nigdy nie czyta książek ani gazet, i z pewnością jest to problem społeczny i  edukacyjny, lecz często zapominamy, że ci sami ludzie kilka stuleci temu oglądali co najwyżej kilka standardowych obrazów i byli całkowicie niepiśmienni” . Być może jest to bolesna praw- da, że alfabetyzacja została nam sztucznie wpojona, ale w głębi świadomości wciąż pozostajemy analfabetami . Być może dlatego z taką łatwością dajemy się wyręczać maszynom, tym inteligen- tnym wyszukiwarkom, które zwalniają nas z trudnego obowiąz- ku samodzielnego myślenia, szukania, analizowania, wyciągania wniosków, a  jednocześnie zaspokajają jedną z  podstawowych potrzeb  – dzielenia się . Cóż w  tym dziwnego, że dzielenia się paplaniną? Czy publikowanie postów na Facebooku tak bardzo różni się od wygłaszania jedynie słusznych racji przy kuflu rozga- zowanego piwa? Kultura bez książki Przyszłość kultury bez książki niemal wszystkim wydaje się być barbarzyństwem . Wizja naszego dziedzictwa bez bibliotek, bez czytelników, bez ciągłości związanej z  przekazem tekstowym przypomina manifest futurystyczny Filippo Tommaso Marinet- tiego, który wzywał: „Niechże więc nadejdą radośni podpala- cze o zwęglonych palcach . Oto oni! Nuże! Kładźcie ogień pod szafy biblioteczne! Zmieńcie bieg kanałów, aby zatopić muzea! Co za radość widzieć pływające po wodzie, zdane na łaskę fal, podarte i  wypłowiałe dawne wspaniałe płótna . Chwytajcie za kilofy, za siekiery, za młoty i burzcie bez litości szacowne mia- sta!” . A jednak przynajmniej w części ciągłość zostaje naruszo- na – chodzi o ciągłość fabuły . Złożony z leksji hipertekst nie jest już zamkniętą opowieścią, nad którą autor sprawuje kontrolę . „Hipertekstualizacja nie tworzy elektronicznej książki, lecz elektroniczną bibliotekę” – zauważa – nie bez racji – George P . Landow . I dalej: „Hiperłącze elektroniczne, będące kluczowym Najlepszy towarzysz w schronie atomowym 17 elementem tej nowej techniki informacyjnej, umożliwia wie- loliniowe lub wielosekwencyjne  – nie nieliniowe  – odczytania . Pozwalając czytelnikom na wybranie własnych ścieżek pomię- dzy poszczególnymi zestawieniami leksji, hipertekst zasadniczo przenosi niektóre z  przywilejów autora na czytelnika . Hiper- tekst, który domaga się nowych form czytania i pisania, może radykalnie zmienić nasze wyobrażenia na temat tekstu, autora, własności intelektualnej oraz wielu innych pojęć, począwszy od osobowości aż po edukację” . A jednak, jak uważa ten sam autor: „Nie sądzę, by czytanie i  pisanie powieści w  tym nowym środowisku w  jakikolwiek sposób zapowiadało śmierć fikcji literackiej . Podobnie jak kino i telewizja, które do pewnego stopnia zastąpiwszy narrację op- artą o druk, nadal z niej czerpią, jak również na nią wpływają, e-powieść, szczególnie powieść hipertekstowa, jak można ocze- kiwać również będzie pozostawać we wzbogacającym związku z powieścią stworzoną dla świata druku” . Przynajmniej na razie tak jest . Nawet jeśli preferujemy czytanie na ekranie, to w spo- sób ciągły, fabularny . Wciąż nie wyobrażamy sobie żeby hiper- tekstowa powieść miała być czymś więcej niż peryferyjnym eks- perymentem . Jak dotąd żaden autor narracji hipertekstowej nie tylko nie dostał literackiej nagrody Nobla, ale na dobrą sprawę żaden nie został nawet zauważony przez krytyków . Pozostaje też pytanie o przyszłość dyskursu zdominowanego przez media cyfrowe . Paul Duguid tylko częściowo ma rację, gdy pisze, że: „nowe techniki są w stanie produkować wiadomości, ale obecnie przede wszystkim je reprodukują, zdając się w tym procesie na starsze, bardziej okrzepłe formy publiczne” . Te nowe techniki roszczą sobie pretensję do zajęcia równoprawnej pozy- cji w  świecie mediów, nawet jeśli wyzbyte są „sita” w  postaci: redaktora, korektora, wydawcy, jednym słowem, gdy są radosną twórczością, w  dodatku często  – przyznajmy to  – reprodukcją, czy wręcz plagiatem . Nie jest też niestety prawdziwa obserwacja Geoffreya Nunberga, który pisze, że „podczas gdy absolutna licz- ba pisarzy i dokumentów miarowo wzrasta, współczynnik pisarzy 18 Przyszłość książki do czytelników pozostaje relatywnie stały lub może nawet zmalał przez stulecia, podobnie jak czas, przez który przeciętny, opub- likowany dokument pozostaje w obiegu” . Przeciwnie, w czasach Web 2 .0 proporcje te uległy niebezpiecznemu zachwianiu, żart o  byłym prezydencie Lechu Wałęsie, który  – jak mówiono – „jedną książkę przeczytał, dwie książki napisał”, odnosi się dziś do szerokich rzesz „autorów”, którzy publikują, nie czytając . Często nawet nie czytają odpowiedzi do własnych wyzewnętrz- nień . Pod względem pisarskim internet w czasach Web 2 .0 stał się ekshibicjonistycznym dziennikiem, do którego wrzuca się zarówno tekst, jak i zdjęcia, filmy czy współrzędne GPS, wszyst- ko traktując jako równorzędną informację zasługującą na uwagę . Miernikiem tej uwagi stały się „polubienia” na Facebooku . Uwa- ga to niestety sekundowa, bo tyle zajmuje kliknięcie na ikonę „like” . Oddając Nunbergowi sprawiedliwość, trzeba przyznać, że zwracał uwagę na niską jakość publikowanych w sieci informa- cji: „Niemalże nie istnieją bariery dla zamieszczania dokumentu w  internecie, nawet minimalne wymagania, którym trzeba by było sprostać przed opublikowaniem swoich doświadczeń, swego zażalenia, reportażu za pośrednictwem tego czy innego organu wydawniczego . To prawda, wiele internetowych grup dyskusyj- nych ma moderatorów, ale ich obowiązki zazwyczaj ograniczają się do kasowania przejawów naszych jawnych nieuprzejmości . W internecie nie ma silnego bodźca materialnego bądź ekono- micznego, który pomógłby wykluczyć pustosłowie lub odsiać zbyteczne wpisy, a zasięg i otwartość dyskusji oraz zainteresowań niespodziewanie stają na przeszkodzie monitorowaniu treści pod względem poprawności” . I dalej: „Nie ma już istotnych, material- nych limitów objętości dokumentów – możemy zmieścić w gaze- cie tyle treści, ile chcemy – lecz również o to, że jednocześnie zanikają granice wiadomości . Nie istnieje wydarzenie na tyle try- wialne lub specyficzne, aby ktoś nie mógł go uznać za przydatne, nic nie musi zostać pominięte ze względu na brak miejsca” . I na koniec konstatuje: „Sieć jest wciąż elektronicznym odpowied- nikiem zamkniętej społeczności przedmiejskiej i  nie powinno Najlepszy towarzysz w schronie atomowym 19 dziwić, że zawiera mnóstwo przedmiejskiej paplaniny” . Pytanie czy książka przetrwa wciąż zachowuje aktualność . I  wciąż nie brakuje zarówno entuzjastów nowych technologii, którzy jak James J . O’Donnell gotowi są ogłosić: „Pomimo mojej pasji i mi- łości do książek, nie interesuje mnie troska o przyszłość książki . Książki są jedynie drugorzędnymi nośnikami kultury”, jak i tra- dycjonalistów pokroju Régisa Debraya, który pisze, że „instytucja pisania bez książki odpowiada rolnictwu bez ziemi, ekonomii bez materialności, wymianie pieniężnej bez walut” . Dziś pewnie bar- dziej niż dekadę temu jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świat bez książek . Ponieważ jednak wychowałem się w kulturze druku, spytam „Ale co to będzie za świat?” . Umberto Eco nieco złośli- wie zauważa, że „książki są nadal najlepszymi towarzyszami na wypadek rozbicia statku lub wojny atomowej” . Obyśmy dożyli starości, czytając w bujanym fotelu, nie w atomowym bunkrze . Geoffrey Nunberg WSTĘP Coraz częściej osoba mówiąca o przyszłości książki jest przede wszystkim zainteresowana tym, czy owa przyszłość będzie miała w ogóle miejsce . Publiczną debatę zdominowały proroctwa ludzi chętnie określanych przez prasę „wizjonerami komputerowymi” (ang . computer visionaries) . Oferują nam przyszłość, w  której drukowane książki, tradycyjne biblioteki, księgarnie i wydawni- ctwa, zastępowane są przez elektroniczne gatunki i  instytucje; gdzie narracja liniowa we wszystkich swoich ważnych funkcjach ustępuje pola hipertekstowi i multimediom; gdzie zacierają się granice pomiędzy tradycyjnymi mediami i  dyscyplinami; gdzie z  wszelkim prawdopodobieństwem społeczeństwo druku jest wypierane przez o  wiele bardziej harmonijną i  sprawiedliwą strukturę dyskursu . Jest to wizja stworzona, aby prowokować oburzone reakcje bibliofilów, takie jak ta deklaracja pisarki E . Annie Proulx (cytowanej w eseju Jamesa O’Donnella w niniej- szej książce): „Nikt nie zasiądzie do czytania powieści na ma- łym, drgającym ekranie . Nigdy .” Mimo wszystko obie strony mają ze sobą więcej wspólnego niż się spodziewają . Reakcje bibliofilów są niezaprzeczalnie za- barwione fetyszyzmem, o czym świadczy ich zbytnie zatroskanie o trudności związane z umoszczeniem się w łóżku z kompute- rem . Co więcej, jak wnikliwie zauważa w niniejszej książce Geo- rge Landow, ów fetyszyzm jest nieco zwodniczy, jako że bogato oprawiony ideał przywoływany przez bibliofilów ma niewiele wspólnego z formą, w jakiej studenci poznają teksty klasyczne, z tanimi książkami, które nie przetrwają w nienaruszonym sta- nie nawet jednego czytania, a  jeszcze mniej ze zbindowanymi zbiorami kserowanych kartek pełniących funkcję podręczników . Jednak zwolennicy nowych technologii też nie są do końca wolni Wstęp 21 od fetyszyzmu, zarówno ze względu na lśniące nowe zabawki, jak również za sprawą obsesyjnych, bezcelowych manipulacji, którym te sprzyjają . I to prawdopodobnie te dwa zderzające się fetyszyzmy popychają obie strony do przyjęcia szczególnie twar- dego i nieprzejednanego typu technicznego determinizmu . Nie tylko zakładają, że przyszłość dyskursu zasadza się całkowicie na artefaktach, które ją kształtują, ale że artefakty, a tym samym epoki kulturowe, mogą jedynie znieść jedna drugą – najbardziej znanym wyrażeniem tej doktryny jest zdanie wygłoszone przez archidiakona w  Katedrze Marii Panny w  Paryżu Hugo: „Ceci tuera cela”1 (jak zauważa Umberto Eco w posłowiu, konferencję czy zbiór esejów na temat przyszłości książki nie można uznać za kompletne bez zacytowania tych słów, więc równie dobrze mogę zamieścić je już na wstępie) . W opowiadanej przez wizjonerów historii, komputer musi zatem zabić książkę, a  nie jedynie ją okaleczyć bądź usunąć lekko na bok . A ponieważ obrońcy sta- rego porządku akceptują tę wizję bez zastrzeżeń, poczuwają się nie tylko do zaciekłej obrony książki, ale również dyskredytują technikę, która ma zająć jej miejsce, te „małe, drgające ekrany” oraz wszystko wokół nich . Oczywiście w  ogólnym zarysie ten rodzaj dialektyki nie jest niczym nowym . Jak zauważa Paul Duguid w  zamieszczo- nym w  niniejszej książce eseju, doktryna zniesienia jest blisko spokrewniona z  teoretycznym programem postmodernizmu pod względem uporu z  jakim twierdzi, że historię tworzą na- głe i gwałtowne nieciągłości . Jasnym jest również, że niektórzy wizjonerzy ulegli bezpośredniemu wpływowi jednej z  wersji pojęcia autorstwa Daniela Bella, która mówi, iż stoimy na progu nowej ery postindustrialnej, ponieważ ład społeczny oparty na produkcji i  dystrybucji dóbr ustępuje pola porządkowi opar- temu na wiedzy teoretycznej . Zbliżając się jeszcze bardziej do sedna, program ten w  oczywisty sposób zawdzięcza ogromnie 1 „To zabije tamto”, słowa wypowiedziane przez archidiakona Klaudiusza Frollo w powieści Wiktora Hugo w odniesieniu do księgi, akcja rozgrywa się w XV wieku (red .) . 22 Przyszłość książki dużo paleotechnicznym, post-Gutenbergowskim poglądom McLuhana . W rzeczy samej, jeżeli przyjmiemy dłuższą perspek- tywę – podobnie jak kilku autorów tekstów w niniejszej książ- ce – przeszłość może wydać się nam nieprzerwanym potokiem stwierdzeń, że człowiek żyje w przełomowym momencie . Jak to ujął pewnego razu Proudhon: „La révolution est en permanence dans l’histoire”2 . Mimo to współczesne przepowiednie końca książki mają pewne cechy, które odróżniają je od deklaracji wielu innych millenarystów . Przede wszystkim istnieje kwestia periodyzacji . Pod tym względem wizjonerzy stają w jednym rzędzie z McLu- hanem, nie zaś z  postmodernistami albo postindustrialistami, umiejscawiając początek przemijającej epoki w  piętnastym wieku, a  nie w  osiemnastym czy wczesnym dziewiętnastym, i  tłumacząc kluczowe cechy tych dwóch ostatnich, takie jak industrializacja czy Oświecenie, jako po prostu opóźnione kon- sekwencje wprowadzenia druku . Bądź też, jak często się słyszy, cechy te wynikały z „logiki” techniki – jest to przenośnia, która bezwarunkowo redukuje potrzeby i  pragnienia człowieka do zbioru uniwersalnych aksjomatów . Powierzchowny determinizm przedstawionej sytuacji jest analizowany w  niniejszej książce przez Carlę Hesse, która bada podobieństwa pomiędzy skut- kami współczesnej rewolucji cyfrowej oraz zmianami na rynku wydawniczym zapoczątkowanymi przez nieco bardziej krwawe wydarzenia z  1789 roku . Były to czasy podobne naszym, jak zauważa autorka, które doświadczyły zalewu nowych form, mediów i instytucji, tworzących podwaliny „współczesnego sy- stemu literackiego”, w tym nowego pojęcia własności intelektu- alnej . Ale czynnikiem powodującym te zmiany, jak udowadnia autorka, nie była technika, lecz wydarzenia takie, jak Wielki Terror: „nie ma dowodów na jakiekolwiek wyraźne powiązania pomiędzy wynalezieniem druku a  powstaniem pojęcia indywi- dualnego autora jako źródła wiedzy czy prawd” . 2 „Rewolucja jest nieodłączną częścią historii”, cytat pochodzi z  artykułu Pierre’a-Josepha Proudhona Toast a la révolution z 1848 roku (red .) . Wstęp 23 W  przeciwieństwie do postmodernistów i  postindustria- listów  – a  także, w  rzeczy samej, do McLuhana  – większość zwolenników nowych technologii nie jest zainteresowana wy- suwaniem tezy historycznej . Odnoszenie się do Gutenberga ma na celu głównie wykazanie, że obecna sytuacja jest przynajmniej epokowa, jeżeli nie całkowicie bezprecedensowa3 . Wyczuwa się, że celem ich historycznego determinizmu jest głównie usta- nowienie prawa do kontrolowania momentu kulturowego oraz zasobów materialnych, których ten wymaga . Oto jak będzie wy- glądać przyszłość – mówią – i jedyny wybór jaki mamy, to wsiąść do pociągu albo stać na stacji i patrzeć jak odjeżdża . Ci, którzy twierdzą, że jutro należy do nich, zazwyczaj polują na cząstkę dnia dzisiejszego . W ten sposób słowa „wizjoner” i „wizjonerski” zostają zbanalizowane do tego stopnia, że pracownicy pewnych firm w  Dolinie Krzemowej muszą składać „deklarację wizji” jako część podsumowania rocznego . Istotnym jest, aby nie tracić z  pola widzenia powyższej kwestii, kiedy oceniamy przyszłe techniczne roszczenia wizjo- nerów, które są bardziej zakotwiczone w teraźniejszości niż im się wydaje . Nikt nie wątpi, że techniki cyfrowe odcisną głębokie piętno na sposobie, w  jaki prowadzimy dyskurs, i  że niosą ze sobą obietnicę doprowadzenia do powstania nowej „mediasfe- ry” (termin Régisa Debraya), nowego reżimu dyskursu . Jednak sama technika zmienia się tak szybko i  nieprzewidywalnie, że nawet ci, którzy mają w zwyczaju myśleć o niej w sposób deter- ministyczny, powinni mieć wątpliwości, próbując przewidzieć, jaki będzie jej ostateczny kształt albo jakie prawdopodobnie będzie mieć konsekwencje kulturowe . Kiedy słucha się kogoś z  przekonaniem przepowiadającego, jak rozwinie się technika 3 Pewien dobrze znany entuzjasta zmian technologicznych lubi powtarzać, że analogia do Gutenberga nie oddaje sprawiedliwości komputerowi; to, do czego po- winniśmy się odwoływać – mówi najwyraźniej bez ironii – to ujarzmienie ognia albo ewolucja przeciwstawnych kciuków (a co – chciałoby się powiedzieć – z rowerem?) . Jednakże jest to jedynie druga strona doktryny zniesienia wykorzystywanej jako śro- dek do nadawania wyjątkowości chwili obecnej: nie tylko „nigdy więcej”, ale „nigdy wcześniej” . 24 Przyszłość książki w  ciągu następnych pięćdziesięciu lub siedemdziesięciu pięciu lat, na myśl przychodzi eoceński doradca do spraw wyścigów konnych, który próbuje ustalić zwycięzców przyszłego Kentucky Derby na podstawie obserwacji dorastającego mu do kolan stada eohippusów . Na krótką metę z pewnością istnieją techniczne przepowied- nie, które możemy wypowiadać z  przekonaniem . Na przykład wiadomo, że „drgające małe ekrany” zostaną wkrótce zastąpio- ne, być może przez ekrany z  silikonu amorficznego, już testo- wane w laboratoriach, które konkurują z drukiem offsetowym pod względem kontrastu i rozdzielczości . Rozsądnie jest też za- łożyć, że przed końcem tego tysiąclecia, będziemy mieć ekrany wagą i  elastycznością odpowiadające papierowi . Jednakże, jak zauważają w  niniejszej książce Duguid i  Debray, użyteczność oraz znaczenie formy książki nie sprowadza się do drukowanej strony . Powinniśmy również mieć na uwadze, że zastosowania technik cyfrowych nie ograniczają się do wyświetlania tekstów na ekranach, ale także niosą obietnicę fundamentalnych zmian w  wydawnictwie drukowanym (ten argument jest zazwyczaj pomijany w dyskusjach, być może dlatego, że przeciętny konsu- ment niezbyt często obserwuje te techniki przy pracy) . Na przy- kład drukowanie cyfrowe zmniejsza znacznie koszty produkcji, magazynowania oraz dystrybucji, związane z  wcześniej stoso- wanymi metodami druku offsetowego, a  wszystko to przynosi bezpośrednią korzyść małym wydawnictwom, wydawnictwom uniwersyteckich, czasopismom, publikacjom naukowym i  in- stytucjom wydającym przedruki (do których zaliczają się siłą rzeczy właściciele aktualnie opublikowanych pozycji oraz cy- frowych bibliotek dostępnych do przedruku) . Pierwsze nakłady mogą być mniejsze, a dodatkowe kopie mogą być drukowane na życzenie, co umożliwia małym wydawnictwom opublikowanie większej liczby tytułów niż byłoby to możliwe w  przypadku tradycyjnego druku offsetowego oraz utrzymanie ich w ofercie w  nieskończoność . Małe firmy prawdopodobnie skorzystają również z  możliwości zareklamowania się w  sieci, gdzie mogą Wstęp 25 umieścić katalogi, które pozwolą czytelnikom na zapoznanie się z jednym rozdziałem lub dwoma przyszłego zakupu . Nawet bio- rąc pod uwagę nowe usprawnienia, sektory te będą miały oczy- wiście stosunkowo małe znaczenie w szerszej perspektywie, ale tak długo jak będą dobrze funkcjonowały, ciężko będzie twier- dzić, że „książka” jest w agonii . Istotnie, jak sugeruje Eco, sama wszechobecność i powszech- ność techniki sprawia, że trudno określić jedno cyfrowe ceci4 . Problem ten uwydatnia sposób, w jaki zwolennicy nowego pró- bują odnaleźć istotę techniki w jej kolejnych odsłonach – w cy- frowych tekstach umożliwiających wyszukiwanie, w wyświetla- czach bitmapowych, hipertekście, multimediach, rzeczywistości wirtualnej, programach MOO i MUD, w sieci – zazwyczaj wy- kazując jednoaspektowość, która przywodzi na myśl światy science fiction (planeta dżungla, planeta pustynia) oddane jed- nemu ekosystemowi . Niemniej trudne jest zdefiniowanie przed- cyfrowego cela, którego istnieniu zagraża technika . Ostatecznie, jak zauważa Raffaele Simone w niniejszym zbiorze, książka jest formą heterogeniczną, zdolną pomieścić wielu różnych teksto- wych gości . Jeżeli mówiąc o książce w szerokim znaczeniu tego słowa odnosimy się po prostu do oprawionych, drukowanych tomów, w  takim wypadku większość książek prawdopodobnie niedługo zniknie, ale znaczna część z nich należy do tego rodza- ju dokumentacji, której zaistnienie w  formie kodeksu nie ma szczególnego znaczenia kulturowego – katalogi, instrukcje tech- niczne, wykazy, regulacje, dokumentacja prawnicza i  tak dalej (i może tym lepiej; jak zauważa Eco – już teraz istnieje za dużo książek) . Natomiast w  przypadku książek, na którym ludziom zależy ze względu na ich formę, proces przekształcenia będzie prawdopodobnie wolniejszy i  bardziej selektywny . Publikacje naukowe niemal na pewno ulegną cyfryzacji, ale w  przypadku popularnych gazet i  czasopism, ekonomiczne argumenty prze- mawiające za konwersją mają mniejszą siłę przekonywania . Już 4 Ceci i następnie cela odnoszą się do wspomnianego wcześniej cytatu z Wikto- ra Hugo „Ceci tuera cela” (red .) . 26 Przyszłość książki obecnie płyty CD przyczyniły się do znacznego zmniejszenia sprzedaży drukowanych encyklopedii, do tego stopnia, że mało prawdopodobnym jest, aby przetrwały jeszcze jedno pokolenie . Jednakże, jak się wydaje, sprzedaż tradycyjnych słowników nie ucierpiała znacznie z  powodu cyfryzacji (najnowsze wydanie American Heritage Dictionary okazało się bestsellerem zarów- no w  wersji drukowanej, jak i  cyfrowej) . Co się tyczy edycji: wierszy, powieści, samouczków, biografii polityków, opracowań krytycznych, albumów o  sztuce, przewodników… cóż, zbyt wcześnie, aby o tym orzekać . Niektóre z nich prawdopodobnie dalej będą głównie korzystać z  drukowanej podpory, niektóre podzielą swoje żywoty pomiędzy druk a media cyfrowe, a inne wyemigrują na stałe, zajmując miejsce w poczcie różnorodnych, zupełnie nowych gatunków cyfrowych . Przewidywanie, jak zauważa James O’Donnell, jest bez- celowe . Jednak jestem skłonny zaryzykować jeszcze jedno stwierdzenie: do końca tej dekady cała nasza obecna dyskusja na temat „końca książki” będzie brzmiała przestarzale i  dzi- wacznie, jak większość innych przepowiedni tego typu, których historycznych przodków wymieniają Duguid i Eco – fotografia zabije malarstwo, filmy zabiją teatr, telewizja zabije filmy i tak dalej . „Le cinéma va-t-il disparaître”5 brzmiał tytuł na okładce jednego z  numerów „Paris Match” z  1953 roku, który widzia- łem niedawno na stoisku antykwarycznym, ozdobiony zdjęciem Marilyn Monroe o tak niezaprzeczalnym blasku, że współczesny czytelnik zachodzi w głowę, jak można było kiedykolwiek wąt- pić, że film przetrwa . Po pierwsze, złożoność oraz różnorodność nowej mediasfery powinna być już wtedy tak oczywista, jak oczywista stała się około 1960 roku heterogeniczność świata filmu i  telewizji . Po drugie, obwieszczenia te niechybnie tracą swoją wartość z  chwilą, gdy technika przestaje być własnością materialną czy intelektualną pewnej uprzywilejowanej frakcji . W rzeczy samej dostęp do internetu upowszechnił się na tyle, że wielu akademików i technologów, którzy torowali drogę dla 5 „Kino zniknie” (red .) . Wstęp 27 jego rozwoju, zaczyna narzekać na wulgaryzację oraz omijać grupy dyskusyjne . Sieć zaczyna przypominać modną restaura- cję, o której Sam Goldwyn miał powiedzieć: „Ostatnio jest tak zatłoczona, że nikt już tam nie chodzi” . W przeciągu kilku lat, nie będzie już nikogo z przedcyfrowej burżuazji, kogo można by bulwersować6 . Uważam, że to wszystko wyjdzie nam na dobre, ponieważ oczyści atmosferę dla innych dyskursów dotyczących przy- szłości książki, które prawdopodobnie będą bardziej owocne . Zmiana ta jest już widoczna w  środowiskach technicznych i branżowych . Na przykład podczas powszechnych konferencji na temat bibliotek cyfrowych, Borgesowska nuta jest niemalże niesłyszalna na tle gwaru dyskusji o  architekturze serwerów klienckich, językach znaczników, standardach oprogramowania pośredniczącego i tym podobnych – wszystkie te pytania rodzą się, kiedy myślimy o „przyszłości” jako o czasie, który możemy zaplanować . Czy też starać się go zaplanować, podobnie jak projektanci nowych budynków bibliotek, które muszą sprostać wymaganiom technicznym wychodzącym nawet 100 lat w przy- szłość . Przypomina to wyzwanie, któremu musieli stawić czoła urbaniści ostatniego fin de siècle, kiedy ulice dopiero zaczynały zapełniać się rowerami masowej produkcji . Koniec millenaryzmu stwarza również pole dla kolejnego rodzaju dyskursu, gdzie pytanie o „przyszłość książki” staje się okazją do krytycznej refleksji nad relacją techniki i komunika- cji . Pomijając indywidualne cechy każdego z autorów niniejszej publikacji, można z pewnością stwierdzić, że każdy z nich pisał 6 Dostęp do technik cyfrowych prawdopodobnie stanie się w niedługim czasie przywilejem klasy średniej (w  Stanach Zjednoczonych komputery stacjonarne są obecnie cztero- lub pięciokrotnie bardziej popularne w białych niż afroamerykańskich gospodarstwach domowych) . Wraz ze wzrostem ich znaczenia jako środków przekazu kulturowego, klasowe podziały kulturowe uwidocznią się jeszcze bardziej . To prawda, że spadek całkowitego kosztu mocy obliczeniowej jest gwałtowny i jednostajny, ale nie wróży to końca technicznych nierówności pomiędzy bogatymi i biednymi, gdyż dostęp do kolejnych ulepszeń w komunikacji cyfrowej – sieć jest najnowszym przy- kładem – wymaga odpowiednio większych nakładów inwestycyjnych . 28 Przyszłość książki mając ten cel przed oczyma . Niezaprzeczalnie wszyscy są entu- zjastycznie nastawieni do możliwości, jakie otwierają techniki cyfrowe, a większość autorów aktywnie uczestniczy w rozwija- niu nowych technik bądź zastosowań (i choć niektórzy z nich nie są bezkrytyczni wobec techniki, nikt nie skarży się na „drgające małe ekrany”) . Jednak żaden z autorów nie bierze „książki” za pewnik, ani w wąskim ani w szerokim znaczeniu tego terminu . Mogą się nie zgadzać co do tego, jak ważna będzie jej przyszła rola, ale nikt nie zakłada, że cyfryzacja dyskursu może nastąpić bez bolesnych przemieszczeń i można uczciwie powiedzieć, że żadne z nich nie akceptuje uproszczonego determinizmu wizjo- nerów . W końcu techniki nie mogą same decydować o tym, jak i  gdzie zostaną wykorzystane . To my mamy podjąć tę decyzję w  świetle o  wiele głębszego zrozumienia cech kultury druku, które przywołujemy podczas rozmów o  „książce” . W  rzeczy samej powodem, dla którego te techniki przykuły uwagę wielu pisarzy, nawet tych nie biorących bezpośredniego udziału w ich wdrażaniu, jest to, że stwarzają wspaniałą okazję do refleksji nad formą dyskursu . Istnieje tutaj widoczne podobieństwo do debat sprowokowanych możliwością naśladowania przez komputer ludzkich zachowań, takich jak percepcja czy rozumowanie, co doprowadziło do naturalnej refleksji nad istotą tych zdolności . W  tym sensie eseje zamieszczone w  niniejszej publikacji wpisują się w  długą tradycję krytycznej zadumy nad kulturo- wymi efektami nowych form i mediów, której ścieżki prowadzą do Raymonda Williamsa, Carlyle’a i Colerige’a albo Benjamina i  Baudelaire’a . Bądź, jak wykazuje James O’Donnell, znacznie dalej . Współcześni przeciwnicy techniki, jak sugeruje, zdają się naśladować „pragmatyków starego”, takich jak piętnastowieczny opat Tritemiusz, którego dzieło De Laude Scriptorium, stano- wiło rozwiniętą krytykę nowej techniki druku, i  choć teore- tycznie ją podziwiał, nie potrafił zmusić się do wprowadzenia jej do życia monastycznego . Wizjonerzy mogą znaleźć poprzed- nika w bliższej przeszłości, w osobie „teoretyka nowego” jakim był McLuhan, którego ekstrawaganckie przepowiednie oraz Wstęp 29 nietolerancja wobec wszelkiej krytyki nowych mediów, zapew- niły mu medialny sukces oraz intelektualną porażkę . Według O’Donnella lepszy model do naśladowania od dwóch poprzed- nich, stanowią „pragmatycy nowego”, tacy jak Kasjodor, który podjął się próby (jak się okazało, nieudanej) zaadaptowania no- wej kultury monastycznej w celu zachowania tradycji łacińsko- -chrześcijańskiej . Jak twierdzi autor, możemy zrobić to samo, próbując wykorzystać nowe techniki do ocalenia pamięci kultu- rowej – a na tym tak naprawdę nam zależy, nie zaś na książkach, które są jej nośnikami . Przypuszczam, iż nie ma nic dziwnego w tym, że klasycy po- kroju O’Donnella (i również Jaya Boltera) są bardziej skłonni niż większość humanistów do ostatecznego obycia się bez książki, skoro tradycja kulturowa pozostająca w centrum ich zaintereso- wania przetrwała już kilka fundamentalnych zmian materialnego nośnika . Dla innych jednak perspektywa zaniku drukowanej książki stanowi źródło znacznych trudności . Jak zauważa Paul Duguid, cała ta dobrze znana dyskusja o zastąpieniu i zniesieniu zakłada, że treść jest rodzajem neutralnej substancji, którą moż- na usunąć z materialnego podłoża, nie powodując zmiany . Jest to założenie leżące u  podstaw „teologii wyzwolenia” techniki, która implikuje, że „nowy Prospero w końcu uwolni tekstowe- go Ariela z pnia sosny – a przynajmniej z wyrobów drzewnych, w których jest obecnie uwięziony” . Ale – jak zauważa za pisarza- mi takimi jak McGann, McKenzie, Genette i innymi – „każdy tekst jest w pewnym stopniu zależny od materiału, od którego ma być mu dane techniczne wyzwolenie” . Praktyka społeczna zmieniła fizyczne właściwości książki – jej wielkość, namacalną treść istniejącą w przestrzeni, materialnie wyodrębnioną nume- rację, okładkę – w zasoby interpretacyjne i społeczne . W istocie sugeruje, że książka może mieć przed sobą długie życie . Régis Debray używa podobnej argumentacji, ale raczej w na- wiązaniu do duchowych, aniżeli instrumentalnych następstw ko- deksu . Zaczyna od przeczytania fragmentu autobiorgrafii Sartre’a, w  którym pisarz opisuje swoje wspomnienia biblioteki dziadka 30 Przyszłość książki oraz wagę jej zasadniczej fizyczności: „Nie umiejąc jeszcze czytać, czciłem już te ruchome głazy; orientowałem się, że dobrobyt na- szej rodziny zależał od książek ustawionych pionowo lub ukośnie, ściśniętych na półkach bibliotecznych niczym cegły albo szla- chetnie spiętrzonych i niby menhiry tworzących aleje”7 . W tym „miniaturowym sanktuarium”, przez proces, który Debray określa jako odwróconą Eucharystię, Sartre przemienił się w „człowieka- książkę”, bezwładny obiekt stał się swego rodzaju bytem upłcio- wionym . Jest to, jak sugeruje Debray, mikroskopijny przekrój historii wspomnianiej techniki pamięci: kodeks jako symboliczna matryca, za pośrednictwem której łączymy się ze światem zna- czeń . W jej trwałości i niezmienności odnajdujemy, podobnie jak Sartre, emocjonalną stabilizację, schronienie przed napływem czasu i śmiercią . „Kultura bez zamknięcia nie może stworzyć gra- nic” – zauważa i sugeruje, że właśnie zdolności mediów cyfrowych do przezwyciężenia materialnych i  czasowych ograniczeń druku, prowadzą do pewnej fundamentalistycznej reakcji . „Stary czło- wiek nie powiedział jeszcze swojego ostatniego słowa” . Ale co z  nowymi mediami elektronicznymi, które wciąż powstają? Tutaj wyzwanie polega na tym, aby znaleźć tryb ist- nienia, pozwalający im pozostać wiernymi swojej naturze przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości kulturowej . Na przykład, jak zauważa Carla Hesse, współczesny system literacki został stworzony w oparciu o pewne nieodłączne właściwości procesu produkcji literackiej, w  tym w  szczególności o  przestrzenność i  obiektywizację . W  dziewiętnastowiecznej Francji jedynie książka była zwolniona z  przedwydawniczej cenzury, ponieważ produkcja i  dystrybucja były bardziej czasochłonne, a  zatem książkę uważano za lepiej przemyślaną i mniej efektywną w roli zachęty do lekkomyślnego działania, niż na przykład gazety i ulotki . Jednak techniki cyfrowe, jak zauważa autorka, wprowa- dzają nowy sposób produkcji literackiej, w którym przestrzen- ność książki zostaje zastąpiona przez w głównej mierze czasowy 7 Jean-Paul Sartre, Słowa, tłum . Julian Rogoziński, Państwowy Instytut Wy- dawniczy, Warszawa 1968 (red .) . Wstęp 31 tryb organizacji . W  owym świecie kategorie dyskursu druku podlegają niechybnie przeformułowaniu . Możemy na przykład dalej mówić o „książkach”, ale nie będą one tworzyły fizycznego oraz czasowego dystansu pomiędzy twórcą i  czytelnikiem, co stanowiło nieodłączną cechę ich drukowanych poprzedników . Wyzwanie, przed którym stajemy  – sugeruje autorka  – polega na przebudowie systemu literackiego i  jego pośredników, czy- li książek, bibliotek i tak dalej, kontynuujących tradycję „misji kulturowej humanizmu obywatelskiego” . Bibliotekarz Patrick Bazin dochodzi do podobnych wnio- sków, choć obiera inną drogę argumentacji . Jest zaniepoko- jony jednym aspektem tego nowego systemu, a  mianowicie rozwojem narzędzi umożliwiających łatwy dostęp do zbiorów w literackim wszechświecie, w którym nie możemy już dłużej polegać na trzech rodzajach granic nieodzownych dla tekstu drukowanego: „związanych z samym tekstem w jego wymiarze przestrzenno-czasowym; oddzielających czytelnika od autora; oraz pozwalających na odróżnienie tekstu od obrazu, stanowią- cego nie-tekst par excellence” . Ten „przewrót kopernikański” nadaje większe znaczenie, jak twierdzi, „narzędziom zdobywa- nia wiedzy” dostosowanym zarówno do formy samego tekstu cyfrowego, zmiennej i  elastycznej, jak i  do szeregu zależności, jakie mogą zaistnieć pomiędzy różnymi autorami i czytelnikami . W skrócie twierdzi on, że musimy stworzyć system „metaczyta- nia”, który wykracza poza indywidualny tekst charakteryzujący się stałymi granicami, miejscami i  rolami, ale nie pozostawia czytelnika z poczuciem dezorientacji wywołanym utratą wszyst- kich stałych punktów odniesienia; uczuciem podobnym do tego, kiedy na przykład błąkamy się po sieci . Dodaje, że instytucje takie jak biblioteki, mają do spełnienia ważną funkcję, nie tyl- ko nadzorując, ale również zapewniając obywatelom ten rodzaj dostępu – i tutaj słyszymy wyraźne echa wniosków wyciągnię- tych przez Hesse, Debraya i  Eco  – który „pozwoli wszystkim obywatelom wspólnie ustanawiać, we względnym i wirtualnym kontekście, publiczną przestrzeń wiedzy” . 32 Przyszłość książki Jednakże problem przemieszczeń spowodowany przez teksty elektroniczne trzeba rozstrzygnąć nie tylko za pomocą zewnętrz- nych środków dostępu, jakie im narzucamy, ale również (przy- najmniej w stopniu, w jakim takie rozróżnienie jest uzasadnione w  tej dziedzinie) za pośrednictwem ich nieodłącznej formy . W tym celu potrzebna jest nowa retoryka oraz nowa typografia (w  szerszym, siedemnastowiecznym rozumieniu tego słowa) . Także w tym przypadku technika musi znaleźć sposób na pogo- dzenie swych właściwości materialnych oraz określonych przez kulturę sposobów czytania, które angażuje . Problem ten poru- szają w swoich esejach Luca Toschi oraz George Landow . Każ- dy z nich czerpie ze swojego doświadczenia zdobytego podczas projektowania systemów hipertekstowych i  związanych z  tym prób odnalezienia retorycznych zasad definiujących organizację owych systemów . Toschi w szczególności kładzie nacisk na histo- ryczne korzenie tej retoryki . Zaczyna od stwierdzenia, które jest zbyt często lekceważone, że nasiona nowych form hiperteksto- wych są już obecne w tradycji modernistycznej, uosabianej przez takich pisarzy jak Pirandello, i dodaje, że „z tego powodu pismo elektroniczne wymaga między innymi solidnej wiedzy krytycz- nej i filologicznej oraz wiedzy z zakresu retoryki, estetyki i hi- storii piśmiennictwa w różnych jego formach . (…) Przy pomocy hipertekstu możliwe jest wreszcie stworzenie materiału, który będzie odzwierciedlał to, co od zawsze czyniliśmy w praktyce, a  mianowicie tworzył systemy związków, w  których odnośni- kom, jakie papier jest w stanie jedynie umownie zasygnalizować naszym umysłom, ( . . .) można nadać formę fizyczną i przepro- wadzać na nich eksperymenty” . W  tym sensie  – sugeruje au- tor – hipertekst może służyć między innymi jako idealny nośnik zestawiający i przedstawiający warianty tekstowe, które prowa- dzą do utworzenia autorytatywnego tekstu literackiego (i  tym samym przy okazji pokonują jedno z domniemanych ograniczeń druku, o których pisał Tritemiusz pięć wieków temu) . Ponadto, jak zauważa, literacki hipertekst pozostaje tekstem autorskim uformowanym przez jedną świadomość . Wstęp 33 Landow z  kolei ma skłonność do podkreślania nieciągłości charakteryzujących nowe formy, takie jak multimedia i  hiper- tekst, które prowadzą nas „poza książkę”, tworząc nowe sposoby czytania oraz „nowe formy wymiany intelektualnej i  kulturo- wej” . Być może większa część tego, co się tam znajduje, jest nieokrzesana i nazbyt sobie folgująca, ale z drugiej strony, są to dopiero początki (ostatecznie, jak zauważa, dopiero po stu la- tach od powstania książki wymyślono stronę tytułową) . W prze- ciwieństwie do Toschiego, Landow kładzie nacisk na współ- pracę jaka leży w  naturze hipertekstu i  sieci, pozwalającą na stworzenie tekstów, które „urzeczywistniają różnorodne punkty widzenia” oraz mieszają gatunki i  sposoby . Tę opinię rozwija w  nieco innym kontekście Raffaele Simone, który spoglądając w przyszłość książki widzi rozkład błony otaczającej historycznie tworzony „tekst zamknięty” – oryginalny, autorski, doszlifowa- ny, będący przestrzenią opierającą się wszelkiej ingerencji – oraz powrót do średniowiecznego konceptu „tekstu otwartego”, czyli obiektu, który jest „przenikalny, odwzorowywalny, podlegający bezgranicznej interpretacji” . W  przeciwieństwie do Landowa, któremu bliżej do technicznego determinizmu niż pozostałym autorom, Simone dostrzega znaki ostrzegawcze takiej zmiany w  powstaniu drukowanych nie-książek (na przykład instrukcji obsługi czy też rozmówek, zbiorów żartów lub cytatów), k
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Przyszłość książki (tytuł oryginału: The Future of the Book)
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: