Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00081 012313 13632286 na godz. na dobę w sumie
Psychologia na co dzień i od święta - ebook/pdf
Psychologia na co dzień i od święta - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 208
Wydawca: Charaktery Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-934376-1-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Ciekawe byłoby badanie na temat tego, co Polacy myślą o psychologii. Ogromna liczba chętnych do jej studiowania, powstające niczym grzyby po deszczu poradnie, coraz większa grupa gotowych do skorzystania z fachowej pomocy – to wszystko świadczyłoby, że nasza świadomość psychologiczna jest coraz głębsza, że coraz lepiej rozumiemy, co psychologia może nam dać i w czym pomóc. Z drugiej jednak strony rzesza Polaków uważa, że pomoc psychologiczna jest tylko dla tych, którzy „nie mają wszystkich w domu”, czyli cierpią z powodu zaburzeń psychiatrycznych. Wizytę u psychologa traktują jako poniżenie i powód do wstydu, czują przed nią strach, bo „co ludzie sobie pomyślą”.

„Charaktery” od początku istnienia konsekwentnie wyjaśniają, czym jest psychologia. W to działanie wpisuje się również Psychologia na co dzień i od święta, na którą złożyły się teksty dwóch wybitnych uczonych – Profesora Wiesława Łukaszewskiego i Profesora Tomasza Maruszewskiego. Redakcja „Charakterów” ma zaszczyt, że obaj są z magazynem niemal od pierwszych chwil jego istnienia, okazując życzliwość, wspierając swoją wiedzą i pomagając w trudnych chwilach. Obaj uczeni są znakomitymi propagatorami psychologii – nie tylko jako dziedziny wiedzy, ale też jako ważnego sposobu myślenia o świecie i ludziach. Nie bez powodu książka z tekstami Prof. Łukaszewskiego i Prof. Maruszewskiego nosi tytuł Psychologia na co dzień i od święta. Psychologia w ich ujęciu taka właśnie jest – zrozumiała, praktyczna i pożyteczna w codziennych zmaganiach z rzeczywistością. A przy tym nie traci nic z tajemniczego uroku głębokiej wiedzy o ludziach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wiesław Łukaszewski Tomasz Maruszewski PSYCHOLOGIA nA CO dzIeń I Od ŚWIĘTA Wiesław Łukaszewski Tomasz Maruszewski PSYCHOLOGIA nA CO dzIeń I Od ŚWIĘTA kielce 2012 Redaktor Piotr Żak Projekt okładki Radosław Kaszyński Zdjęcie na okładce ©iStockphoto.com Zdjęcie Wiesława Łukaszewskiego Wojtek Urbanek Zdjęcie Tomasza Maruszewskiego Maciej Okonek Skład i łamanie Jarosław Głowacki Korekta Anna Zdonek, Marta Majewska © Copyright by „Charaktery” sp. z o.o. Kielce 2012 ISBN 978-83-934376-1-0 „Charaktery” sp. z o.o. 25-502 Kielce ul. Paderewskiego 40 tel. 41 343 28 44 www.charaktery.eu Wydanie pierwsze Druk i oprawa Drukarnia im. A. Półtawskiego, Kielce Ciekawe byłoby badanie na temat tego, co Polacy myślą o psychologii. Ogromna liczba chętnych do jej studiowania, powstające niczym grzyby po deszczu poradnie, coraz więk- sza grupa gotowych do skorzystania z fachowej pomocy – to wszystko świadczyłoby, że nasza świadomość psychologiczna jest coraz głębsza, że coraz lepiej rozumiemy, co psychologia może nam dać i w czym pomóc. Z drugiej jednak strony rzesza Polaków uważa, że pomoc psychologiczna jest tylko dla tych, którzy „nie mają wszystkich w domu”, czyli cierpią z powodu zaburzeń psychiatrycznych. Wizytę u psychologa traktują jako poniżenie i powód do wstydu, czują przed nią strach, bo „co ludzie sobie pomyślą”. „Charaktery” od początku istnienia konsekwentnie wy- jaśniają, czym jest psychologia. W to działanie wpisuje się również „Psychologia na co dzień i od święta”, na którą zło- żyły się teksty dwóch wybitnych uczonych – Profesora Wie- sława Łukaszewskiego i Profesora Tomasza Maruszewskiego. Redakcja „Charakterów” ma zaszczyt, że obaj są z maga- zynem niemal od pierwszych chwil jego istnienia, okazując życzliwość, wspierając swoją wiedzą i pomagając w trud- nych chwilach. Obaj uczeni są znakomitymi propagatorami psychologii – nie tylko jako dziedziny wiedzy, ale też jako ważnego sposobu myślenia o świecie i ludziach. Nie bez powodu książka z tekstami Prof. Łukaszewskiego i Prof. Maruszewskiego nosi tytuł „Psychologia na co dzień i od święta”. Psychologia w ich ujęciu taka właśnie jest – zro- zumiała, praktyczna i pożyteczna w codziennych zmaganiach z rzeczywistością. A przy tym nie traci nic z tajemniczego uroku głębokiej wiedzy o ludziach. ‒ 5 ‒ Wiesław Łukaszewski Psychologia Ja Ja, czyli kto Wiem, kim jestem Emocje Związki Piękno życia Rzeczy pierwsze JA, CZyLI KTO Kim pani jest, taka piękna? – zapytałem pewną tajemniczą kobietę. Piękną nieznajomą – odpowiedziała. Nieznajomą, to znaczy w specjalny sposób nieznaną. Komu nieznaną? Sobie? Innym? Niektórym? Wszystkim? Kim ja właściwie jestem? – nierzadko pada to pytanie. Jeszcze częściej zadajemy je w odniesieniu do innych. Kim on/ona jest? To do mnie niepodobne – mówimy nieraz, zadziwieni swoimi włas- nymi zachowaniami. A więc kto to zrobił – ja czy nie ja? To jedna strona, ale jest też druga. Pewnego dnia zapytano urzędującego ministra edukacji, jakie jest jego zdanie na temat zatrudniania ochroniarzy do szkół. Odpowiedź była dość zaskakująca: „Jako ojciec córki, która chodzi do gimnazjum, jestem zde- cydowanie za, ale jako minister nie mogę się na to zgodzić”. Natychmiast pojawia się pytanie, ilu tych panów było. Chwila zastanowienia wystarczy jednak, aby przypomnieć sobie własne rozdwojenia czy roztrojenia. Z per- spektywy jednej roli mamy jakieś dobrze wyrobione zdanie, a z perspektywy roli drugiej – zdanie całkowicie odmienne. Choć jest to doświadczenie co- dzienne, prawie zawsze wydaje się trochę podejrzane. Problem polega na tym, aby sprawnie koordynować te role, interesy i odmienne zdania. Nie brak takich, którzy sami mają wiele twarzy, ale nie dopuszczają myśli, że można mieć Ja i drugie Ja. Stanisław Jerzy Lec powiadał: „Niektórzy widzą prawym i lewym okiem dokładnie to samo. I myślą, że to obiektywizm”. W literaturze psychologicznej, a także w literaturze pięknej opisuje się – nieraz w sposób bardzo poruszający – takie okresy w życiu człowieka, kiedy dochodzi do głębokich kryzysów tożsamości. Tu warto wspomnieć o dwóch takich okresach. Pierwszy – młodzieńczy, kończący proces prze- obrażania się dziecka w człowieka dorosłego. Kiedy się go przechodzi, wydaje ‒ 11 ‒ Wiesław Łukaszewski się horrorem, bo Ja dotychczasowe zanika, a nowego Ja jeszcze nie ma. Póź- niej okazuje się, że bywa jeszcze trudniej – przychodzi czas, kiedy prawie wszyscy wpadają w tzw. studnię czterdziestolatków, elegancko nazywaną kryzysem wieku średniego. To czas niezwykły, pełen pesymistycznych re- fleksji, że jest gorzej niż było, że będzie gorzej niż jest, jest się gorszym od innych. To czas, w którym natrętnie pojawia się myśl, że właśnie w tej chwili stajemy się kimś innym niż byliśmy dotąd. Niemal każdy, kto zna- lazł się w studni czterdziestolatków, myśli sobie: Już po mnie. Mnie już nie ma. W tym niepokoju, a nieraz w trwodze, zapomina jednak pomyśleć o tym, kto w takim razie zostaje. Jeśli mnie już nie ma, to kto jest zamiast mnie? Kto w zamian? Po kilku latach kryzysu, który dla wielu jest męczarnią, dla wielu (szczególnie kobiet) trudnym do zaakceptowania widmem starzenia się, jedni wracają do równowagi i do integracji własnego Ja na nowej zasadzie, innych trawi rozpacz, że wszystko co dobre mają już za sobą, że teraz bę- dzie tylko gorzej i gorzej. Zważywszy, że po kryzysie czterdziestolatków ludzie żyją nierzadko trzy dziesiątki lat, warto zrobić wszystko, aby tej rozpaczy uniknąć. kwiecień 2008 ‒ 12 ‒ POSZUKIWANy: JA Apfelbaum miał prawie wszystko – był wykształcony, zamożny, szano- wany. Nie miał tylko urody i powodzenia u kobiet. Modlił się więc do Boga, by zesłał mu urodę. Lata płynęły, Apfelbaum codziennie rano przeglądał się w lustrze i codziennie widział siebie tak samo brzydkiego. Aż pewnego dnia ujrzał w nim pięknego mężczyznę. „To chyba ja” – pomyślał. Tak się zachwycił, że wybiegł z domu, krzycząc: „Ludzie...!”. I przez nieuwagę wpadł pod autobus. Resztką sił zwrócił się do Boga: „Panie, co ja Ci zrobiłem, że teraz, gdy jestem – o ile to ja – nie tylko wykształcony, bogaty i szanowany, ale też piękny, i miałbym powodzenie u kobiet, Ty wpychasz mnie prosto pod autobus”. Wtedy z nieba odezwał się głos: „Wybacz mi, Apfelbaum, ja ciebie po prostu nie poznałem”. Sądzimy, że można poznać siebie, a co więcej – że można poznać siebie niemal całkowicie, do dna. Na pierwszy rzut oka nic prostszego: mamy siebie pod ręką, a także pod kontrolą, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by dowiedzieć się o sobie wszystkiego (a na- wet więcej). Skąd zatem biorą się kłopoty? Mariola twierdzi, że zbyt późno dowiedziała się, że nie potrafi współpracować z innymi. Stefan wolałby nie wiedzieć, że jest „zaledwie” średnio muzykalny, tak dobrze było mu ze złudzeniem, że jest Mozartem. Mariola boi się nowych zadań, bo nie umie przewidzieć, jak w nich wypadnie. Stefan ciągle liczy swoje zalety i wady. Za każdym razem wychodzi mu inny wynik. Mariola uważa, że lepiej zbytnio nie wnikać w siebie, bo a nuż odkryje się coś kłopotliwego, przerażającego. Stefan zaś sądzi, że nikt nie zna go tak dobrze, jak on sam. Polityk z egoistą Poświęcamy niemało czasu i energii, aby zdobyć informacje o sobie. Po- wstaje jednak pytanie, z jakim skutkiem. Własna osoba jest wyróżnionym ‒ 13 ‒ Wiesław Łukaszewski obiektem poznania. Ja jest aktywizowane automatycznie. Dane na swój te- mat przyciągają uwagę bardziej niż inne. Z drugiej strony informacje o sobie wzbudzają emocje łatwiej i silniej niż te o innych ludziach, a tym samym są bardziej podatne na zniekształcenia. Richard Robins i Oliver John wskazują, że w poznawaniu siebie wyróżnić można cztery postawy. Pierwsza postawa – naukowca – polega na próbach bezstronnego gromadzenia informacji, na starannej ich analizie, na porówny- waniu i wnioskowaniu. Efektem tych wysiłków jest prywatna teoria własnej osoby, która stanowi podstawę do przewidywania swoich zachowań. Postawa druga – polityka – wiąże się z poszukiwaniem skuteczności swojego działania, a środkiem do tego staje się gromadzenie danych o reakcjach, jakie nasze za- chowania wywołują u innych. Miarą jej skuteczności jest osiągany szacunek czy prestiż. Postawa trzecia – negocjatora – polega na takim selekcjonowaniu informacji, które zapewni zgodność różnych danych na temat siebie, a także da przekonanie o własnej stałości w zmieniających się warunkach. Czwarta postawa – egoisty – przejawia się poszukiwaniem takich danych o sobie, które zapewniają dobre samopoczucie. Można tu mówić na przykład o ten- dencyjnym zniekształcaniu informacji czy o wyborze wyłącznie tych pozy- tywnych. Jak widać, te cztery tendencje nie są spójne. Wszystko wskazuje na to, że współistnieją one u każdego z nas (być może w różnych proporcjach). W efekcie ich działania powstaje subiektywny obraz własnej osoby. Rozważmy dwie kwestie: w jaki sposób zdobywamy informacje na swój temat i jakie są ograniczenia w poznaniu siebie. Z ważnych powodów za- cznę od ograniczeń. Najważniejszym ograniczeniem w poznawaniu siebie jest brak dystansu do własnej osoby. Poznający i poznawany są tymi samymi osobami, a co więcej – narzędzia poznania też są w tym uwikłane. Świadomość poznaje treść świadomości za pomocą świadomości. Wynika z tego, że najważniejszą cechą samopoznania jest stronniczość. Toczą się spory, czy ludziom bardziej zależy na prawdzie o sobie (jak twierdzi William Swann), czy raczej na za- chwytach nad sobą (jak uważa wielu innych badaczy, np. Anthony Green- wald). Wiele wskazuje, że na tym drugim zależy nam bardziej. Poszukując korzystnych (czy prawdziwych, to inna sprawa) informacji o sobie, uciekamy się do wielu strategii: dokonujemy korzystnych porów- ‒ 14 ‒ Ja, czyli kto nań społecznych, pławimy się w cudzej chwale, odpowiednio interpretu- jemy przyczyny sukcesów (osobiste zalety – zdolności lub pracowitość) i porażek (cechy zadania, inni ludzie, pech), zastępujemy trafność sądów pewnością siebie, koncentrujemy się na swoich cechach sprawnościowych (np. „Jestem inteligentny”) i na cudzych cechach moralnych (np. „On jest niegodny zaufania”), zbieramy dowody na trafność własnych sądów (naj- częściej post hoc: „Od razu wiedziałem, że tak będzie”) i na błędy innych (częstość cudzych błędów w poznaniu społecznym oceniamy dość trafnie, częstość swoich błędów – bardzo nietrafnie). Nie przyklejaj etykiet Inną przeszkodą w poznawaniu siebie jest etykietowanie i samoetykie- towanie. Gdy otrzymujemy od kogoś etykietkę – „nonkonformista”, „al- truista”, „egoista” itd. – zwiększa się prawdopodobieństwo, że będziemy zachowywać się zgodnie z jej treścią. Nierzadko etykietujemy się sami, choć wyraźnie można to zobaczyć najczęściej u dzieci, bo dorośli na ogół skry- wają samoetykietowanie przed innymi ludźmi. Dziecko, które wykrzykuje, że jest mistrzem świata (a więc jest wspaniałe), nie wydaje się dziwaczne. Zachowujący się w ten sposób człowiek dorosły – pewnie tak. Etykieto- wanie siebie również zwiększa prawdopodobieństwo zachowań zgodnych z etykietą. Tak więc coś, co w punkcie wyjścia jest pustą nazwą (etykietą), stać się może trafną charakterystyką. Problemem w poznawaniu siebie jest skomplikowanie wiedzy doty- czącej Ja. Z jednej strony wiedza o sobie stanowi odpowiedź na pytanie: „Jaki jestem?” lub „Kim jestem?”, z drugiej zaś zawiera odpowiedzi na dwa inne pytania: „Jakim (kim) pragnę być?” i „Jakim (kim) być powinienem?”. Oznacza to podwojenie standardów ukierunkowujących zmiany w obrazie własnej osoby. Rzadko pragniemy być tacy, jacy być powinniśmy. Rzadko też powinniśmy być tacy, jakimi być pragniemy. Co więcej, chodzi nie tylko o podwojenie standardów, ale też o inne ich źródła; w przypadku pragnień są to najczęściej standardy osobiste, w przypadku powinności – oczekiwa- nia innych ludzi. Kolejne ograniczenie wynika z ukierunkowania naszej uwagi. W nor- malnych okolicznościach (jak pokazuje np. Dariusz Doliński albo Maria ‒ 15 ‒ Wiesław Łukaszewski Lewicka) ukierunkowanie uwagi zależy od roli – czyli od tego, czy jesteś aktorem wykonującym jakieś zadanie lub czynność, czy też obserwatorem. Jeśli jesteś aktorem, wtedy kierujesz uwagę na świat zewnętrzny, na cechy sytuacji itp. Jeśli jesteś obserwatorem – patrzysz na aktora. Odmienność perspektywy aktora i obserwatora to jedna z ważniejszych prawidłowości psychologicznych. Ja jako figura na tle Ograniczony jest też zakres naszej kontroli nad poznawaniem siebie. Po pierwsze, sporo czynności, które wykonujemy, to czynności automatyczne. Po drugie, tylko niewielka część tego, co znajduje się w polu percepcyjnym, jest „figurą” – znaczna większość to „tło”. Spostrzegamy głównie „figurę”, zaś „tło” bardzo niedokładnie lub wcale. Po trzecie, wiele bodźców peryfe- rycznych oddziałuje na nas, ale o tym nie wiemy. Po czwarte, dużo naszych zachowań zależy od zaktywizowanych stereotypów. Jak pokazują badania Johna Bargha, aktywizacja stereotypu człowieka starego sprawia, że chodzimy wolniej. Natomiast aktywizacja stereotypu Afroamerykanina powoduje, że gorzej rozwiązuje się zadania umysłowe. Po piąte wreszcie, zdarza się, że jesteśmy roztargnieni, co oznacza, że odłączyliśmy uwagę od czynności, które wykonujemy. Krótko mówiąc, nie można wiedzieć wszystkiego – ani o sobie, ani o innych ludziach. Wielu rzeczy nie chcemy o sobie wiedzieć. Można by to nazwać samo- okłamywaniem, gdyby nie fakt, że nie zawsze jest to tendencja świadoma. Czasem gwałtownie zaprzeczamy informacjom pochodzącym od innych, czasem nie dopuszczamy do siebie myśli czy wiadomości, które mogłyby być sprzeczne z naszymi przekonaniami na swój temat. W służbie tej ten- dencji działa tzw. naiwny realizm. Lee Ross i Bogdan Wojciszke uważają, iż polega on na przekonaniu, że to ja znam prawdę i wszyscy ludzie, którzy mają choć odrobinę rozsądku, zgodzą się ze mną. Jeżeli jednak się nie zga- dzają, to znaczy, że albo nie chcą (bo mają taki interes), albo nie potrafią (bo nie mają dość rozumu). Z pewnością nie znaczy to – z mojego punktu widzenia – że to ja nie mam racji. Kiedy ktoś pyta mnie, w jaki sposób można najlepiej poznać siebie, zazwyczaj mówię mu: „Zapytaj innych, jaki jesteś. Zapytaj zwłaszcza tych, ‒ 16 ‒ Ja, czyli kto o których wiesz, że cię nie lubią”. Poza rzadkimi wyjątkami inni ludzie znają nas lepiej niż my. Badania Ireny Zuber wskazują, że najlepszą wiedzę o nas mają ci, którzy nas nie lubią – bo są uważniejszymi obserwatorami naszego zachowania. Radziłbym też pytać ludzi, którzy spełniają dwa warunki: dość długo nas znają i są w złym nastroju, bo oni – jak wykazali Alice Isen i Jo- seph Forgas – także popełniają mniej błędów w ocenie innych. Informacje pochodzące od innych ludzi stanowią bodaj najważniejsze źródło wiedzy o sobie. Kłopot polega jednak na tym, że – w imię dążenia do utrzymywania dobrego mniemania o sobie – z łatwością uruchamiamy mechanizmy selekcji sprawiające, że chętnie przebywamy z osobami, które są źródłem informacji pozytywnych, a niechętnie z tymi, które mówią nam rzeczy przykre lub krytykują nas. W tym ostatnim przypadku łatwo docho- dzimy do wniosku, że o prawdzie nie decyduje przecież większość, a nawet – że mylić się mogą wszyscy (poza mną, rzecz jasna). Informacji o sobie dostarczają nam zadania. Są one dobrą miarą na- szych kwalifikacji, umiejętności, sprawności. Chodzi tu głównie o zadania typowe, powtarzające się. Co więcej, analiza zadań pozwala na wnioskowa- nie o swoich preferencjach – część wykonywanych zadań lubimy, a części nie; część wykonujemy lepiej niż inni, a część gorzej. Ważnym źródłem wiedzy o sobie jest interpretacja zachowań czy emocji. Daryl Bem uważa, że szczególnie duże znaczenie ma interpretacja zachowań częstych („Kupuję chleb razowy; z tego wniosek, że go lubię”) lub – na co wskazuje Elliot Aronson – nieuzasadnionych, zaskakujących, na przykład nieoczekiwanego sukcesu albo niezrozumiałego dla siebie postępowania („Dlaczego tak długo patrzę na bawiące się dzieci? Może jestem pedofi- lem...”). Jeśli jednak znajdziemy zewnętrzne wyjaśnienie danego zachowa- nia, to z łatwością je przyjmujemy. Wyjaśnień wewnętrznych poszukujemy wtedy, gdy nie uda się nam znaleźć przyczyny zewnętrznej. Możemy też wnioskować o sobie z naszych emocji. Mężczyźni, którzy przechodzili przez wiszący nad przepaścią most, odczuwali sympatię do kobiety spotkanej po drugiej stronie mostu. Ci, którzy przechodzili przez stabilny most betonowy, niczego takiego nie doświadczyli. Pierwsi zinter- pretowali swoje pobudzenie jako wywołane przez napotkaną kobietę, choć w istocie było ono związane z chybotliwym mostem. ‒ 17 ‒ Wiesław Łukaszewski Sposobem dowiedzenia się czegoś o sobie może być również wniosko- wanie z przeżywanego w danej chwili nastroju – czy jest nam wesoło, czy raczej smutno. Nastrój nie musi mieć nic wspólnego z sytuacją, ale może sprawić, że dzięki niemu wywnioskujemy (niezbyt trafnie), co jest dla nas przyjemne, a co przykre czy zasmucające. Jak dwie krople Kolejne istotne źródło informacji o sobie to podobieństwo lub niepo- dobieństwo do innych ludzi i przynależność do grup społecznych, zwłasz- cza tych, z którymi się identyfikujemy. Działa tu mechanizm odróżniania się od innych. Ważne jest przy tym, czy należymy do większości, czy też do mniejszości. Bogdan Wojciszke i Bożena Kłusek wykazali, że poczucie przynależności do grupy mniejszościowej (elity) pociąga za sobą szczególnie silną tendencję do przeceniania trafności swojego zdania i liczby osób, które żywią podobne do naszych przekonania. Informacja o podobieństwie do innych ma różne znaczenie zależnie od tego, czy tych innych akceptujemy, czy też nie. Jeśli jesteśmy podobni do ludzi akceptowanych, łatwo przypi- szemy sobie analogiczne cechy – nawet jeśli nie będą one dla nas pochlebne. Warto też wspomnieć o lustrze. Z jednej strony oglądanie w nim włas- nego wizerunku zapewnia nam możliwość rozpoznawania siebie, a w szcze- gólności wykrywania dużych zmian zachodzących w wyglądzie. Ale lu- stro jako źródło wiedzy o sobie bywa zawodne. Trafne rozpoznanie siebie wymaga dość optymalnych warunków, bo – jak dowiodła Irena Zuber – w warunkach trudnych, choćby w złym świetle, własny wizerunek (np. zdjęcie) rozpoznajemy gorzej niż wizerunek innych osób, szczególnie tych nielubianych. Stale popełniamy błędy w ocenie rozmiarów swojego ciała. Sulamith i Hans Kreitlerowie wykazali, że dzieci mogą się tu mylić nawet o 40 proc., a dorośli o 20. Alicja Głębocka twierdzi, że dorosłe kobiety za- zwyczaj o około 30 proc. zawyżają rozmiary swoich bioder i ud, ale inne części ciała oceniają trafniej. Wiele jest metod poznawania, ale wszystkie są obciążone znacznym błędem. Powie ktoś, że jeśli proces poznawania czegokolwiek (siebie także) jest rozciągnięty w czasie, to w miarę jego kontynuacji coraz więcej o so- bie wiemy i coraz lepiej siebie znamy. Niekoniecznie, bo jedna ze zmór ‒ 18 ‒ Ja, czyli kto poznawania (również siebie) to tendencja do podtrzymywania powziętych przypuszczeń. W miarę napływu nowych informacji niechętnie zmieniamy przypuszczenia, natomiast systematycznie rośnie nasza pewność co do ich trafności. Oczywiście nie dotyczy to wszelkich elementów wiedzy o sobie – chodzi jednak o niemałą ich część. Zwróćmy uwagę na bardzo niską trafność przewidywań – o ile nie są to „przewidywania” post hoc – co do naszych zachowań. To najlepiej pokazuje defekty naszej wiedzy o sobie. Nie znaczy to jednak, że nie warto zajmować się jej gromadzeniem i ulepszaniem. Nie ma powodów, by bać się wyników naszego poznania. W najgorszym razie popełnimy błąd, a błądzić jest rzeczą ludzką. luty 2005 ‒ 19 ‒
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Psychologia na co dzień i od święta
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: