Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00344 005356 15692046 na godz. na dobę w sumie
Psychopomp - ebook/pdf
Psychopomp - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 400
Wydawca: Marpress Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Koszula w kratę – jest.

Walkman i zapasowe baterie – są.

Kaseta Pearl Jamu – jest.

Dla Aśki, dwudziestoletniej gdynianki, rock to nie tylko pasja, ale też remedium na życiowe zawirowania. A tych ma niemało – na głowie matura, egzaminy na studia, nowa miłość i w dodatku… zdolności psychopompa, które nieoczekiwanie odkrywa w sobie pewnej sierpniowej nocy. Okazuje się, że Aśka rozmawia z umierającymi i pomaga im „przejść na drugą stronę”. Jak pogodzić zwykłe życie i niezwykłe umiejętności? Czy stąpająca twardo po ziemi nastolatka zaakceptuje swój dar?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Psychopomp Agatha Rae Psychopomp Projekt okładki i opracowanie graficzne: Zuzanna Nowak Redakcja i korekta: Urszula Obara Skład i łamanie: Zuzanna Nowak Fotografia autorki: Justyna Prabucka Photography © Copyright by Agatha Rae, Gdańsk 2019, under exclusive license to Wydawnictwo Marpress sp. z o.o. through arrangement with Renata de la Chapelle Agency ISBN 978-83-7528-171-2 (wydanie drukowane) ISBN 978-83-7528-176-7 (e-book) Wydawnictwo Marpress sp. z o.o. ul. Targ Rybny 10B 80-838 Gdańsk tel. 58 301 47 00 biuro@marpress.pl, www.marpress.pl Dla Kasi. Dziękuję. Rozdział pierwszy Kiedy przyjdzie ten dzień Pękniesz jak drzewa pień Nie bój się i do mnie przyjdź Ja nad rzeką, nad rzeką będę stał Do mnie przyjdź, nad rzeką będę stał Do mnie przyjdź, nad rzeką będę stał Rzeko, rzeko, matko ma Przytul, weź w ramiona swe i bezpiecznie prowadź nas Na drugą, na drugą stronę dnia Matko ma, bezpiecznie prowadź nas Matko ma, bezpiecznie prowadź nas Ørganek, Psychopomp, album Czarna Madonna Moje życie zmieniło się bezpowrotnie pewnej nocy latem tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego roku. Mia- łam osiemnaście lat, była połowa sierpnia, trwał obóz siat- karski nad Jeziorem Dąbrowskim na Kaszubach, gdzie wraz z drużyną trenowałyśmy przed nowym sezonem rozgrywek wojewódzkich. W bardzo wczesnych godzinach porannych obudziłam się, czując gwałtowny, przeszywający ból w sercu. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś podobnego; uczucie, jakie temu to- warzyszyło, wywołało zimne krople potu na czole i brutalnie wyrwało mnie ze spokojnego snu. Otworzyłam oczy, gorączko- wo próbując złapać oddech, czując w klatce piersiowej metalo- 7 we, rozgrzane ostrze. Przerażona, że mógłby to być zawał serca, przyłożyłam tam lewą dłoń i wszystko ustąpiło. Ból zniknął, mój puls, nagle przyspieszony, uspokoił się i jedynym, co jesz- cze przez dłuższą chwilę czułam, był niepokój, który krążył w moich żyłach i rozpływał się po całym ciele, od serca po same końce palców u stóp i rąk. Oddychałam szybko, ale już mniej łapczywie. Poczu- łam, że muszę napić się wody. Usta i gardło miałam zupełnie wyschnięte. Poruszyłam się na łóżku, spojrzałam w lewo. Na drugim tapczanie, pod przeciwległą ścianą, spała spokojnie Gośka, moja koleżanka z drużyny. Przez szparę między dwiema cien- kimi, zielonymi zasłonami wdzierał się nieśmiało świt. Sięg- nęłam ręką po zegarek, który leżał na stoliku między moim i Gośki łóżkiem. Ledwo dostrzegłam wskazówki w ciemności, ale wyglądało na to, że dochodziła czwarta nad ranem. Odrzuciłam kołdrę i zanim wstałam, zdałam sobie sprawę, że w pokoju jest dość zimno. Czułam się już zupełnie nor- malnie, pomyślałam więc, że odczuwam chłód, bo schodzą ze mnie emocje. Zaskoczyła mnie delikatna, wilgotna para wydo- bywająca się z moich ust – taka sama, która pojawia się zimą. – Co się dzieje? – szepnęłam i jeszcze raz powoli wypuści- łam powietrze ustami, dla pewności. Para znów się pojawiła. „Mróz? W sierpniu?” – pomyślałam i jednocześnie poczułam, że nie chce mi się już pić, że wolę wgramolić się z powrotem pod kołdrę. Położyłam się na plecach i mimowolnie krzyk- nęłam. Na skraju łóżka siedział mężczyzna. Siedział w zupeł- nym bezruchu, bezszelestnie, spokojnie. Zakryłam usta dłonią w obawie, że znów krzyknę i obudzę Gośkę, ale kątem oka za- uważyłam, jak ona przewraca się spokojnie na drugi bok i śpi głęboko dalej. Moje serce waliło jak szalone, ale jednocześnie z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu czułam, że nie mam czego się bać, że nic złego się nie dzieje, że jesteśmy z Gośką bezpieczne, że to żaden złodziej czy gwałciciel. Mężczyzna nie ruszał się. Nawet jego klatka piersiowa nie poruszała się w rytm oddechu. Siedział lekko bokiem, jego 8 dłonie spoczywały na kolanach. Był ubrany w ciemną koszulę zapinaną na guziki, dość znoszoną brązoworudą marynarkę, jeansy i zamszowe buty. – Jezus Maria – szepnęłam przerażona, czując jednocześnie, że znów się uspokajam, że kolejna fala stresu przechodzi. – Kim pan jest, co pan tu robi? Mężczyzna nie poruszył się, nie odpowiedział. Nie wiedzia- łam, co robić, czy obudzić Gośkę, czy zapalić światło… i wte- dy do mnie dotarło, że mężczyzna nie ma twarzy. Widziałam wyraźnie jego głowę, ciemne krótko przystrzy- żone włosy, dostrzegałam zarys uszu, kark, ale nie miał oczu, nosa ani ust. Jego twarz była zamazana, niewyraźna, dosłownie rozlewała się w ciemności. Pomimo tak szokującego odkry- cia nie zdenerwowałam się ponownie; przeciwnie, poczułam jeszcze większy spokój oraz coś, czego nie potrafię wytłuma- czyć – że mi tego człowieka żal, że ten żal zaczyna wypełniać mnie całą, że zaraz się rozpłaczę. Byłam pewna, że osoba sie- dząca przede mną jest nieszczęśliwa, przeraźliwie smutna, boi się dużo bardziej i mocniej niż ja. Zrobiło mi się wstyd, bo zrozumiałam, że to on ma prawdziwe powody do lęku. Nie wiedziałam jakie, ale wiedziałam, że jest przerażony. Usiadłam na łóżku. Przybliżyłam się do tej pozbawionej twarzy postaci i wyciągnęłam do niego lekko drżącą rękę. Mężczyzna pochylił nieco głowę, podniósł swoją prawą dłoń i położył na mojej. Nasze palce splotły się, zakręciło mi się w głowie. Temperatura w pokoju wyraźnie zaczęła rosnąć, wra- cała do normy. Z moich ust przestała wydobywać się para, moja ręka przestała drżeć. Doświadczyłam niesamowitego, wszechogarniającego nas oboje spokoju; byłam pewna, że gdyby jego twarz wyglądała normalnie, uśmiechnąłby się do mnie teraz. Ogarnęła mnie senność tak silna, że nie byłam w stanie nad nią zapanować. Moje powieki stały się ciężkie, zaczęły bez- wiednie opadać mi na oczy i chociaż z początku walczyłam z tym uczuciem, w końcu zupełnie mu się poddałam. Zasnę- łam mocnym snem. 9 Gdy prawie cztery godziny później odezwał się budzik, otworzyłam oczy i zorientowałam się, że leżę pod kołdrą, a przy mnie nie ma już nikogo. Słyszałam szum wody, Gośka brała prysznic. Pomimo pozornie zwyczajnego poranka ponad wszelką wątpliwość wiedziałam, że to wszystko mi się nie przy- śniło. Po całym ciele przechodziły mnie ciarki. *** – Gośka, zmarzłaś może w nocy? – spytałam, gdy wyszła z łazienki. – Nie – odpowiedziała, wycierając energicznie włosy ręczni- kiem – a co? Tobie było zimno? – Trochę – wzruszyłam ramionami. – Dobra, Aśka, rusz dupę, za piętnaście minut mamy być na przebieżce – Gośka rzuciła mokry ręcznik na łóżko i wycią- gnęła z szafy dres i buty. Zawsze mnie zastanawiało, jaki jest sens kąpania się i mycia głowy przed treningami, ale nigdy jej o to nie zapytałam. – A w ogóle, to co ci się stało? – zapytała. – Ale o co chodzi? – zmarszczyłam brwi. – No o to – Gośka patrząc na mnie zakreśliła palcem wska- zującym koło w okolicy swojego nosa. – Dobrze się czujesz? Dotknęłam nosa i przestrzeni między nim a ustami. Poczu- łam coś pod palcami. Potarłam je i spojrzałam na opuszki: były rdzawoczerwone, brudne od zaschniętej krwi. – Uderzyłaś się w nocy? – spytała Gośka siedząc na łóżku i sznurując buty. Przyglądała mi się z ciekawością i lekkim nie- pokojem. – N… nie… nie – odparłam dość niepewnym głosem. Cały czas patrzyłam na swoje umorusane palce. – Chyba nie. – Dobra, no nic. Mojej matce czasami leci krew z nosa jak się gwałtownie zmienia ciśnienie, jak burza idzie czy sztorm… Może w nocy była burza, może masz tak samo. – Nie, burza to nie – powiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niej. 10 – No nic, ja lecę na zewnątrz, trochę się porozciągam. Pa- miętaj, że zaraz rozgrzewka! Gośka wyszła, a ja przez moment myślałam, czy powiedzieć jej, co się stało w nocy, ale uznałam, że to nie byłby najlep- szy pomysł. Sama nie wiedziałam, co dokładnie się stało, więc doszłam do wniosku, że nie ma sensu nikomu o tym mówić. Rozejrzałam się po pokoju, nic nie zginęło, nie doszło też do napaści czy kradzieży, nie było więc potrzeby, aby kogokol- wiek niepokoić moimi przeżyciami. Zresztą z każdą kolejną minutą wydawały mi się coraz bardziej mgliste. Bolała mnie głowa, byłam niewyspana i nie miałam najmniejszej ochoty na przysiady i pajacyki, ale w końcu wstałam, umyłam twarz, zaścieliłam łóżko i przebrałam się do wyjścia. Zanim zeszłam na plażę przed ośrodkiem, sama już nie byłam pewna tego, czy w nocy faktycznie cokolwiek się wydarzyło, a do południa już całkiem o tym zapomniałam. Wspomnienie tego, co wydarzyło się w nocy, wróciło do mnie na chwilę, gdy po całym dniu grania, uczenia się tak- tyk i siłowni padłam wykąpana na swoje łóżko, marząc tyl- ko o tym, żeby zasnąć i odpocząć. Leżąc, pomyślałam o tym dziwnym zdarzeniu, które wybudziło mnie nad ranem. Ku swojemu zdziwieniu pomyślałam, że chętnie przeżyłabym to wszystko jeszcze raz, że może tym razem zadałabym mężczyź- nie kilka ciekawszych i więcej wnoszących pytań i że teraz już na pewno w ogóle bym się nie bała. Szybko jednak zasnęłam i spałam tak mocno, że nie obudziłam się nawet, gdy Gośka wróciła z potajemnego spotkania na plaży z kilkoma dziewczy- nami z drużyny. Ostatni tydzień obozu minął spokojnie. Gdy wysiadałam z rozklekotanego jelcza na parkingu Uniwersytetu Gdańskiego w Oliwie, czekała na mnie stęskniona mama, która stojąc nie- co dalej od reszty rodziców, powitała mnie energicznym ma- chaniem ręki i szerokim uśmiechem. Wzięłam torbę z luku ba- gażowego, pożegnałam się z koleżankami i kadrą i kilka minut później jechałyśmy z mamą naszą fioletową Škodą favorit do domu, w kierunku Gdyni. Był upalny sierpniowy dzień, niebo 11 błękitne, po powierzchni jezdni co jakiś czas przetaczały się cienie chmur, bielutkich i poszarpanych niczym poodrywane kawałki waty, a my opowiadałyśmy sobie nawzajem minione trzy tygodnie. Miałyśmy dużo do nadrobienia, bo chociaż wy- jeżdżając z domu miałam sporo impulsów na karcie, to kolejki do jedynej działającej budki telefonicznej w okolicy ośrodka były tak ogromne, że dałam radę zadzwonić do mamy tylko dwa razy. *** Mieszkaliśmy w czteropokojowym mieszkaniu na trzecim piętrze kamienicy w gdyńskim Śródmieściu, w samym cen- trum miasta, na ulicy Bema, niedaleko Teatru Miejskiego. Było to całkiem duże lokum ze sporymi pokojami i wysokim sufitem. Mój tata pracował jako marynarz, mama była polo- nistką w szkole średniej. Ja zajmowałam najmniejszy pokój, w którym najważniej- sze dla mnie były słomiana mata na ścianę przeznaczona na wieszanie plakatów mojego ukochanego Pearl Jamu, a także Nirvany, Soundgarden i Metalliki, oraz regał na książki, któ- re z braku miejsca upychałam już na poszczególnych półkach w przeróżnych pozycjach i konstelacjach, byle tylko je na nim zmieścić: skosem, bokiem, jedna na drugiej. Od dłuższego czasu już prosiłam rodziców o nowy, większy regał. Tata po powrocie miał mi powiesić dwie, może trzy dodatkowe półki na ścianach. Nie mogłam się doczekać. Uwielbiam grunge. Pewna moja koleżanka z klasy, słysząc to, co u mnie leciało, określiła to mianem suicide rock, czy- li rocka samobójców. Wtedy się oburzyłam, ale patrząc na moją późniejszą historię i kilku grunge owych artystów, być może nie powinno dziwić, że umiłowałam sobie akurat taki rodzaj muzyki… Pokój obok był królestwem mojego starszego brata, Ryśka, studenta skandynawistyki na Uniwersytecie Gdańskim, który za kilka dni miał wrócić do domu z wyjazdu zarobkowego do 12
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Psychopomp
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: