Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
01208 041702 15607132 na godz. na dobę w sumie
Ptysiowe biedronki - ebook/pdf
Ptysiowe biedronki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 49
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-50-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> dla dzieci
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Historia opowiedziana przez trzynastoletniego pełnego pełnego energii poszukiwacza przygód o imieniu Paweł. Trzeba jeszcze dodać szczęśliwego poszukiwacza. Jednak jak każdy chłopiec w jego wieku, przeżywa rozczarowania, nie przepada za sprawdzianami i czasiem kłóci się z rodzeństwem oraz kolegami. Pewnego dnia rodzice zadecydowali, że Paweł wraz z rodzeństwem i babcią Gienią wyjedzie na dwutygodniowe ferie zimowe do dziadka Feliksa.

Paweł od początku uważał, że to nie będą szarobure ferie. Przeczuwał, że wydarzy się coś niesamowitego, że przeżyje jakąś niezapomnianą przygodę. Pewnego dnia na strychu wśród starych ubrań, płyt i zabawek, odkrywa zamykany na klucz KUFER. Kiedy podnosi wieko, jego oczom ukazują się talizman na łańcuszku i stara, pomarszczona, poplamiona mapa. Od tego momentu Paweł zmienia się w Indianę Jonesa i rozszyfrowuje zagadkę talizmanu i mapy. Czy doprowadzą go do skarbu? Czy fontanna w ogrodzie dziadka spełnia życzenia? Czym są „ptysiowe biedronki” i czy babcia zdradzi swój kucharski sekret?

Książka przeznaczona dla dzieci i młodzieży w wieku 11–14 lat.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

„Ptysiowe biedronki” Agnieszka Wojciechowicz wydanie I, styczeń 2012 www.goneta.net 1. Historie rodzinne Czy wiecie, po czym poznać, że zbliża się jesień? Tak, macie rację, po spa- dających z drzew liściach, po kasztanach i żołędziach, które zbieramy w parku, po kolorach drzew. Nie jestem jakimś mądralińskim poetą, ale zwyczajnym trzynasto- letnim chłopcem, który ma na imię Paweł, chodzi do pierwszej klasy gimnazjum i lubi szurać nogami w jesiennych liściach. Muszę też wspomnieć, że mam star- szego brata Kamila, który chodzi do szkoły średniej i za rok będzie zdawał maturę. Swoją drogą, dobrze jest mieć starszego brata, który wstawi się za młodszym bra- ciszkiem, zwłaszcza kiedy chłopaki ze starszych klas płatają mu psikusy. Mam też młodszą siostrę Amelkę, która ma sześć lat i chodzi do zerówki. Jako jej starszy brat muszę się nią opiekować. Lekcje mamy w tym samym budynku, tyle że wchodzimy do niego innymi drzwiami, dlatego często odbieram ją ze szkoły. Nie- kiedy się kłócimy i czasem ją niechcący potrącę, ale kocham swoją siostrę, a ona mnie. Taką mam nadzieję. Moi rodzice, mama Renata i tatko Jurek, pracują zawodowo i w związku z tym niekiedy musimy zostać w świetlicy i czekać na Kamila albo na babcię. Bab- cie i dziadkowie są tacy kochani. Niestety, mamy tylko jedną babcię i jednego dziadka, tatę mojej mamy, dziadka Feliksa, i mamę taty, babcię Gienię. Babcia mieszka w tym samym mieście co my, więc może nas odbierać ze szkoły, nato- miast dziadek mieszka około pięćdziesięciu kilometrów od naszego domu, w małym miasteczku, dokąd jeżdżę z rodzeństwem na ferie. Niedaleko domku dziadka Feliksa jest las, gdzie zbieram różne jesienne skarby. Poza tym w ogrodzie dziadka znajduje się wiele tajemniczych zakamarków. Kiedy odwie- dzamy dziadka, razem z Amelką siadamy na drewnianej huśtawce pod dużą wierzbą i słuchamy, jak babcia Gienia, wtulona w wiklinowy fotel, czyta nam bajki i magiczne opowieści. Jeśli jest brzydka pogoda, zajmujemy werandę. Kiedy ze szkoły odbiera nas babcia Gienia, prawie za każdym razem przywo- zi ze sobą pyszne konfitury. Nawet Kamil, który raczej nie lubi mleka, nie odmówi go sobie, gdy jest szansa na zjedzenie cieplutkich maślanych bułeczek z konfiturą babci. 5 „Ptysiowe biedronki” Agnieszka Wojciechowicz wydanie I, styczeń 2012 www.goneta.net Rodziców też mam wspaniałych. Tato jest kierownikiem budowy, a mama wróciła do pracy po urlopie, który dostaje się na wychowanie dzieci. Mama szkoli psy rasowe i pracuje w schronisku dla zwierząt. Dzięki temu w naszym domu czę- sto są psy i koty, również te porzucone i bezdomne. Mama nie opowiada, jak je znajduje i jak wyglądają takie zwierzęta zaraz po ich przyjęciu do schroniska, po- nieważ uważa, że „trzeba mieć mocne nerwy, być gotowym na taki widok i opo- wiadanie lub słuchanie tylu smutnych historii”. Sama „przeżywa los każdego czwo- ronoga, a tym bardziej ja bym przeżywał” — tak mówi do mnie. Chce mi tego teraz oszczędzić, ale gdy będę już dorosły, bardziej „dojrzały emocjonalnie i psychicz- nie”, jak mawia, to będę częściej świadkiem takich sytuacji. Co nie znaczy, że nie chodzę z mamą do schroniska, ale muszę przyznać, że faktycznie ciężko przeży- wam każdą wizytę. Mój starszy brat natomiast, jako że chodzi już do szkoły śred- niej, bardziej się angażuje w pracę schroniska. Wiem, że potem pisze o tym różne referaty i udziela się w organizacji, która działa na rzecz zwierząt. Żal mi tych biednych porzuconych zwierzaków, nie tylko czworonogów. Babcia Gienia zawsze mi powtarza, że „mam nie nienawidzić ludzi, ale ich złe uczynki”, że „mam kochać bliźniego, ale potępiać to, co robią z ludźmi i zwierzętami”. Moja babcia jest mądrą kobietą. Kiedy dorosnę, chciałbym być taki jak ona. Dziadek Feliks także jest mą- dry i uczynny. Szkoda, że nie widuję się z nim codziennie, ale za to mam gdzie spędzać ferie i wakacje. Do babci Gieni jeździmy bardzo często, ponieważ jej mieszkanie znajduje się dwadzieścia minut od naszego domu. Babcia mówi, że na razie, póki jest w stanie sama o siebie zadbać, chce mieszkać w swoim przytul- nym dwupokojowym mieszkaniu. Nie mamy wielkiego domu. Mieszkamy w tak zwanym bliźniaku, to znaczy, że mamy połowę domu z ogrodem, natomiast druga połowa należy do siostry taty i jej męża. Jesteśmy oddzieleni od sąsiadów płotem. Moja mama miała brata, ale wujek zmarł dziesięć lat temu. Nie był żonaty. Niestety, nie pamiętam go za bar- dzo. Siostra taty, Ewa, i jej mąż, czyli wujek Marek, mają córeczkę Kornelię. Bar- dzo lubię swoją kuzynkę, bo zawsze tak radośnie się śmieje. Cała nasza rodzina jest bardzo zżyta i większość wolnych dni spędzamy razem z babcią, dziadkiem, ciocią, wujkiem i Kornelką. Nasza rodzina może nie należy do największej i nie jest znana, ale dzięki niesamowitym opowieściom moich najbliższych wiem, 6 „Ptysiowe biedronki” Agnieszka Wojciechowicz wydanie I, styczeń 2012 www.goneta.net że historia mojej rodziny i losy jej poszczególnych członków są bardzo ciekawe. Może kiedyś je dla was opiszę. Teraz, „na zachętę”, jak mówi moja pani od nie- mieckiego, opowiem wam jedną z historii rodzinnych. Żeby była łatwiejsza do zro- zumienia, przypomnę, że mąż mojej babci Gieni (mamy mojego taty) nie żyje. Otóż jego tato, a mój pradziadek, miał brata Franciszka, który mieszkał w Biesz- czadach. Był leśniczym. Podobno w tamtych czasach żyło się zupełnie inaczej niż teraz. Na pewno nie było komputerów i innych sprzętów elektronicznych. W jego chacie było skromnie, ale zawsze czysto. Franciszek był w tym okresie młody i przystojny, podobno oglądały się za nim wszystkie dziewczyny z wioski. Żył w lesie, ale jak na tamte czasy był na bieżąco z tym, co się dzieje we wsi i na świecie. Nosił zielony mundur i wyglądał w nim jak „spod igły” — jak opisuje go we wspomnieniach babcia Gienia. Miał zawsze przy sobie strzelbę na wypadek ataku groźnego wilka lub podstępnych myśliwych. Był odważny i raczej niczego się nie bał. Jednakże któregoś razu, kiedy wra- cał do leśniczówki z zebrania we wsi, trochę się wystraszył; usłyszał jakieś dziwne, obce dźwięki. Przecież las znał jak własną kieszeń, lecz te odgłosy słyszał pierw- szy raz. W pewnym momencie stanął i niepewnie obejrzał się za siebie. Jego oczom ukazał się grający na piszczałce leśny skrzat z czerwonym piórkiem w czapce. Pewnie trudno wam w to uwierzyć, bo przecież skrzaty istnieją tylko w baśniach, ale większość mojej rodziny potwierdziła prawdziwość tej historii. Kie- dy Franciszek chciał podejść bliżej do skrzata, ten nagle zniknął i pojawił się na gałęzi drzewa. Franciszek ponownie próbował do niego podejść, ale skrzat znowu się przeniósł, tym razem na duży kamień. W końcu brat pradziadka zapytał: — Czego chcesz, skrzacie leśny? Istniejesz naprawdę? Na to skrzat odparł: — Gdybym nie istniał, to nie miałbyś w kapeluszu mojego czerwonego piór- ka. Franciszek złapał się za kapelusz i zdziwiony stwierdził, że faktycznie teraz ma dwa czerwone piórka. — Przyszedłem, żeby ci powiedzieć, że masz do wykonania we wsi ważne zadanie. Tylko nie możesz nikomu o nim powiedzieć, bo obróci się ono przeciwko tobie. Już niedługo w nocy odwiedzą cię elfy. Wykonujesz dobrze 7 i odpowiedzialnie swoją pracę. Natura kiedyś ci się za to odwdzięczy — rzekł skrzat i zniknął. „Ptysiowe biedronki” Agnieszka Wojciechowicz wydanie I, styczeń 2012 www.goneta.net Franciszek rozejrzał się kilka razy dookoła siebie, lecz skrzata już nigdzie nie było. Zniknął tak błyskawicznie, jak się pojawił. Franciszek wrócił do leśniczówki z głową pełną pytań. Nie mógł spokojnie spać tej nocy. Mijały dni, a nic z tego, co zapowiedział skrzat, nie sprawdziło się. Franciszek pomyślał, że być może był to wytwór jego wyobraźni. Nawet to, co napisał owego wieczoru w swoim pamięt- niku, następnego dnia zniknęło. Za każdym razem, kiedy Franciszek chciał uwiecznić to zdarzenie, wpis w pamiętniku znikał. Po jakimś czasie całkowicie za- pomniał o tej historii, aż do dnia, kiedy obudził się z samego rana z pewnym po- mysłem. W związku z tym, że często rzeka, płynąca przez wioskę, zalewała pobliskie pola, docierając nawet do lasu, Franciszek wynalazł system ostrzegawczy i zbudował z mieszkańcami wioski tamę z jednej strony wsi i zaporę z drugiej. Dzięki temu niejednokrotnie ocalił zbiory rolne i siedliska różnych gatunków zwie- rząt. Nie musiał już niczego uwieczniać w pamiętniku, gdyż zapisał się na stałe w pamięci mieszkańców i w księgach pamiątkowych wsi. Skrzat miał rację: Franci- szek odegrał ważną rolę, albowiem wynalazł system ostrzegawczy i zbudował sys- tem ochronny w formie zapory, a tym samym uratował faunę i florę przed zagładą. Poza tym po jego śmierci nazwano jego imieniem park powstały z części lasu, w której miał leśniczówkę. W waszych rodzinach też z pewnością znajdzie się jakaś tajemnicza, fascy- nująca lub magiczna opowieść, która stała się legendą. Nie musi to być jakieś bardzo znane lub niesamowite zdarzenie. Każda rodzina posiada własną, niespo- tykaną historię, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. 8 „Ptysiowe biedronki” Agnieszka Wojciechowicz wydanie I, styczeń 2012 www.goneta.net 2. Moi rodzice Lubię, gdy rodzice opowiadają mi historię ich poznania się. Lubię też, kiedy wieczory spędzamy wszyscy razem — rodzice, babcia, dziadek, ja, Amelka i Kamil, jeśli nie ma czegoś do zrobienia. Czasem jeszcze pojawiają się u nas w domu wujek z ciocią i Kornelką. Jest jednak jeden wieczór tylko dla nas, który spędzam z rodzicami i rodzeństwem. Siadamy wówczas na kanapie i rozmawiamy o tym, co się zdarzyło w ciągu tygodnia. Rodzice pytają, czy mamy jakieś proble- my i czy jest coś, o czym chcielibyśmy opowiedzieć. Zazwyczaj jest to sobota wie- czorem, kiedy lekcje są już odrobione, a i rodzice także wykonali już swoje prace. Mama piecze wtedy jakieś ciasto i parzy herbatę z sokiem malinowym babci Gieni. Podczas jednego z takich wieczorów poprosiliśmy rodziców, aby opowiedzie- li, jak się poznali. Była wtedy piękna wiosenna pogoda. Tato, jako młody chłopak, szedł przez park, podziwiając pąki na drzewach. Był wtedy studentem politechniki. Jego kole- dzy namawiali go, żeby wyjechał z kraju, bo „nie spotka go tu nic dobrego”. Został on jednak wychowany przez ojca na człowieka, który jest wierny swoim przekona- niom i tradycji. Mimo to tato lubił podróżować i poznawać inne kultury. Zawsze czytał czasopisma podróżnicze. Jednak wychowanie i tradycja rodzinna były sil- niejsze. Dlatego tato nie osiedlił się w innym kraju, zadowalając się tylko ich po- znawaniem. Dostał od swojego taty dwie ważne życiowe lekcje. Pierwsza mówiła, że nawet gdyby było się bardzo biednym, nie wolno zabrać rzeczy należącej do sąsiada lub innego bliźniego, a druga przykazywała, że każde życie jest święto- ścią, zarówno istoty ludzkiej, jak i zwierzęcia. Właśnie dlatego tato „zainteresował się mamą jako pokrewną duszą”, jak to wspomina, gdyż mama również wyniosła z domu szacunek dla innych ludzi i miłość do zwierząt. Gdyby tato uparł się i wyje- chał, prawdopodobnie nie znalazłby się w danym miejscu o określonej porze i nie poznałby mamy. Mama z kolei, będąc młodą dziewczyną, pracowała jako wolonta- riuszka. Rodzice wyjaśnili mi, że jest to praca podejmowana z potrzeby serca, do- browolna i bezinteresowna, za którą nie dostaje się wypłaty. Robiła zakupy star- szym, chorym ludziom, wyprowadzała psy na spacer i dbała o zwierzęta w schro- 9
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ptysiowe biedronki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: