Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00274 006560 13231471 na godz. na dobę w sumie
Racjonalność a umysł piśmienny - ebook/pdf
Racjonalność a umysł piśmienny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1551-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Dzieło brytyjskiego językoznawcy jest dokonaniem wyjątkowym: z jednej strony podejmuje i wzmacnia główne założenia teorii oralności/piśmienności, w tym zwłaszcza tezę sygnalizowaną w tytule, z drugiej zaś przekracza tę teorię, wprowadzając do niej doniosłe modyfikacje. Harris podejmuje jedną z głównych jej tez, głoszącą, że racjonalność, której najwyższym wykwitem jest logika, stanowi wytwór rozwiniętej piśmienności alfabetycznej.

Książka powinna stać się podstawową lekturą dla szeroko pojętych kierunków humanistycznych, poczynając od filozofii, poprzez nauki o kulturze (antropologię, kulturoznawstwo), po wszelkiego rodzaju filologie i językoznawstwo.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wstęp do wydania polskiego Językoznawca w poszukiwaniu kontekstu Współczesne językoznawstwo jest dziedziną zbyt obszerną i zróżnicowaną, by można było bezpiecznie i rozsądnie orzekać cokolwiek o jego ogólnych właściwościach – dlatego dalsze uwa- gi będą dotyczyły tych jego odmian, które podporządkowane są orientacji strukturalnej (przez większą część ubiegłego stulecia najbardziej wpływowej odmianie myślenia o języku). Języko- znawstwo strukturalne, którego podstawy stworzył Ferdinand de Saussure, dzieli się – niczym średniowieczne artes liberales – na siedem dyscyplin; są to fonetyka, fonologia, morfologia, syntaktyka, semantyka, pragmatyka i analiza dyskursywna. I podobnie jak w sztukach wyzwolonych, można tu wyzna- czyć podział na trivium („poziom podstawowy”) i quadrivium („poziom zaawansowany”), ponieważ trzy pierwsze z wymie- nionych dyscyplin dotyczą podstawowych elementów systemu językowego, cztery dalsze zaś – ich wzajemnych relacji oraz ich relacji wobec zjawisk pozajęzykowych. Przeświadczenie, że podział ten odzwierciedla autentyczną, rzeczywistą i uniwer- salną naturę zarówno samego języka rozumianego jako pewien abstrakcyjny system znaków i znaczeń, jak i jego poszcze- gólnych realizacji historycznych, społecznych i kulturowych, było jednym z aksjomatów kierujących poczynaniami niemal wszystkich przedstawicieli nauki o języku działających w XX stuleciu. Temu przekonaniu nowoczesne językoznawstwo za- wdzięcza większość sukcesów, jakie osiągnęło po uwolnieniu się od historyczno-porównawczego modelu wypracowanego w połowie XIX wieku przez szkołę młodogramatyków. 9 Ale to samo przekonanie przyczyniło się też do uwięzie- nia myśli językoznawczej w granicach, które, jak się okazało, niezwykle trudno było przekroczyć, ponieważ XX-wieczni językoznawcy niemal bez wyjątku przyjęli za pewnik, że za- rysowany przez de Saussure’a system opozycji rządzących znakami językowymi (który legł również u podstaw filozofii strukturalnej i wszystkich jej następstw intelektualnych oraz społecznych) istnieje niezależnie od wszelkich bytów nieję- zykowych, w szczególności zaś – od kontekstów i sytuacji kulturowych i dziejowych. Dla pierwszych zwolenników tego poglądu był on cudownym środkiem służącym uwolnieniu się od balastu nieskończonych ilości danych wynikających z hi- storycznej ewidencji faktów językowych. Zamiast badać ten materiał, mogli oni operować eleganckimi abstrakcyjnymi modelami, odwołując się do danych historycznych tylko wte- dy, kiedy okazywało się to dla nich przydatne. Był czas, gdy językoznawcom zazdrościli literaturoznawcy, religioznawcy czy historycy, marzący o takich uniwersalnych algorytmach myślenia dla własnych dziedzin – ich zazdrość była jednym z czynników decydujących o zawrotnej karierze strukturali- zmu w humanistyce lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jednakże w miarę rozwoju szczegółowych subdyscyplin językoznawstwa strukturalnego okazywało się, że izolacja i autonomizacja rzeczywistości językowej w refleksji języ- koznawczej uniemożliwia uczonym podjęcie wielu istotnych kwestii. Na czym polega sprawcza moc wypowiedzeń? Jak to się dzieje, że dźwięki mowy wpływają na stany rzeczy? Jakie czynniki ustanawiają znaczenie w konkretnych aktach języ- kowych? Jak konstytuuje się relacja między treścią wypowie- dzi a sytuacją, w której wypowiedź ta zachodzi? Jak zmienia- ją się kryteria rozumienia w praktykach komunikacyjnych? Jak wytwarza się doraźne rozumienie w sytuacjach wymiany słów między ludźmi? Na czym polegają związki między wy- powiedziami językowymi a ich mediami kulturowymi? Czy te media wpływają na postać, sens i rozumienie wypowiedzi? Czy wypowiedź piśmienna (tekst) jest prostą reprezentacją 10 wypowiedzi ustnej (mowy), czy też jest od niej jakościowo różna i na czym ta różnica polega? Wobec tych i wielu innych problemów (których z początku nie formułowano, rzecz ja- sna, w takiej postaci, lecz świadomość ich istnienia nasilała się w różnych szkołach i środowiskach intelektualnych języ- koznawstwa) myśl wywodząca się z tradycji de Saussure’a, poddanej w dodatku rozmaitym nad- i niedo-interpretacjom przez jego następców, pozostawała bezradna, mimo wielkich sukcesów odnoszonych na innych polach. Już w latach trzy- dziestych XX wieku, czyli niedługo po tym, jak zaczął się okres dominacji paradygmatu strukturalnego w językoznaw- stwie, tacy myśliciele jak Edward Sapir i Benjamin Lee Whorf (a jeszcze wcześniej Bronisław Malinowski) podejmowali pró- by wyprowadzenia myśli językoznawczej poza świat abstrak- cyjnych bytów znakowych w stronę świata doświadczanego egzystencjalnie. Chodziło im przy tym zwłaszcza o doświad- czenie kulturowe – wszyscy trzej dążyli bowiem do rozma- itych form syntezy językoznawstwa i antropologii. Nieco później, już po drugiej wojnie światowej, podobnym tropem podążyli uczeni oksfordzcy wypracowujący „teorię aktów mowy” (wśród nich zwłaszcza John Langshaw Austin, potem zaś jego amerykański uczeń John Searle), którzy w swoich dociekaniach na temat „działania słowami” kontynuowali myśl późnego Wittgensteina i „filozofię zdrowego rozsądku” G.E. Moore’a. Wszystkie te próby intelektualne przyniosły znaczące rezultaty i oddziałały bardzo silnie na humanistykę drugiej połowy XX wieku. Lecz – tylko z pozoru paradoksalnie – na „twardy strukturalizm” w językoznawstwie wywarły stosunkowo najsłabszy wpływ. Nawet dalsze etapy rozwoju „ścisłego” językoznawstwa – z gramatyką transformacyjno- -generatywną Chomsky’ego i kognitywizmem na czele – nie zaczerpnęły zbyt wiele z nieortodoksyjnych nurtów, utrzymu- jąc zasadę całkowitej rozdzielności „języka” i „świata”. Moc tego podziału sprawiła i nadal sprawia, że wszelkie próby łą- czenia elementów systemu językowego ze zjawiskami świata 11 pozajęzykowego, jakie podejmuje się na gruncie współczesne- go językoznawstwa zorientowanego strukturalnie, wymagają wielkiego nakładu pracy i przynoszą skromne rezultaty. Tak samo – i z podobnych przyczyn – dzieje się w poststruktural- nych teoriach literatury. Roy Harris (ur. w 1931 roku) przez cztery dekady praco- wał w środowisku językoznawców oksfordzkich, będących na ogół zwolennikami tradycyjnych metod, zwłaszcza po wygaśnięciu zainteresowania teorią aktów mowy. W próbach wykroczenia poza granice głównego nurtu swojej dziedziny pozostawał więc dość osamotniony (wąski krąg uczniów po- zyskał dopiero w latach osiemdziesiątych) i skutki tej izolacji intelektualnej dają się zauważyć w jego pismach, a zwłaszcza w używanych tam środkach retorycznych, takich jak ironia i sarkazm, od których Harris, oględnie mówiąc, nie stroni, w szczególności gdy odnosi się do prac swoich kolegów po fachu. W ciągu ostatnich trzech dekad opublikował dwadzieś- cia dwie książki, wśród nich The Language Myth (1981), The Origin of Writing (1986), Reading Saussure (1987), Lan- guage, Saussure and Wittgenstein (1988), Rethinking Writing (2000), Saussure and His Interpreters (2001), The Semantics of Science (2005), a wreszcie Rationality and the Literate Mind (2009), którą Czytelnik polski ma w tej chwili przed sobą. Harris należy do autorów, których produkcja piśmien- nicza nie słabnie z wiekiem – po tej książce zdążył już wy- dać dwie kolejne (After Epistemology oraz The Great Debate About Art). Godna uwagi jest działalność Harrisa w roli wy- dawcy i komentatora pism de Saussure’a – wynikająca z niej kompetencja w tej dziedzinie dodatkowo legitymuje przedsię- wziętą przez niego krytykę myślenia strukturalnego. Od początku swojej kariery intelektualnej Harris zajmo- wał się między innymi ewolucją myśli językoznawczej w kul- turze Zachodu. Interesowały go przy tym nie tyle same fak- ty z historii językoznawstwa, ile szersze procesy kulturowe. W swoich analizach łączył wątki językoznawcze i antropolo- giczne, a ponadto uwzględniał osiągnięcia teorii mediów. Wy- 12 korzystywał sformułowane przez badaczy „szkoły z Toronto” (Marshall McLuhan, Harold Innis) tezy dotyczące wpływu środków przekazu treści kulturowych na kształt i rozumienie kultury w umysłach jej użytkowników. Zadawał pytania od- noszące się do możliwego wpływu tych mediów na najgłęb- szy poziom komunikacji kulturowej – na rozumienie samego języka, systemu znaków językowych, mowy i jej poszczegól- nych reprezentacji. Chyba żaden inny teoretyk przed Harrisem nie zastana- wiał się tak wnikliwie na przykład nad tym, w jaki sposób media kulturowe (słowo pisane, tekst, a konkretnie – tekst drukowany, typograficzny) wpłynęły na ukształtowanie się nowoczesnego językoznawstwa, którego kształt w najogól- niejszym zarysie naszkicowano w tym miejscu. Zresztą – co widać choćby w Racjonalności… – dostrzega on ten wpływ już u zarania myśli językoznawczej Zachodu, w poglądach Arystotelesa. Harris nie poprzestał bowiem na lekturze ojców założycieli teorii mediów. Przeczytał również ich następców, także tych, którzy zastosowali ich tezy do poszczególnych epok historycznych. Tak więc znajdziemy w książkach Harri- sa cytaty z Erica Havelocka i z Alberta Lorda (w odniesieniu do antyku), z M.T. Clanchy’ego i z Briana Stocka (w konteks- tach średniowiecznych), z Briana Streeta i z Davida Olsona (jeśli chodzi o późniejsze, rewizjonistyczne fazy teorii oralno- ści i piśmienności zachodniej). Dodać trzeba, że Harris rzadko cytuje kogokolwiek bezkrytycznie lub choćby aprobatywnie. Z reguły przytacza autorytety po to, żeby w jakimś punkcie nie zgodzić się z nimi – jego krytyka nie zmienia się jednak w krytykanctwo, a interpretacja cudzych poglądów przyczy- nia się do budowania spójnej całości teoretycznej. W swojej syntezie historii myśli językoznawczej z metodo- logią antropologiczną i teorią mediów kulturowych Roy Har- ris zmierza do ujawnienia „przed-sądów” językoznawczych i ogólnokulturowych, wynikających z użytkowania medium pisma. Interesują go zwłaszcza te praktyki językowe, które pieczętowały w kulturze Zachodu z jednej strony radykalne 13 oddzielenie „mowy i pisma” od „świata” (ostatecznym skut- kiem tego podziału jest Saussure’owska opozycja langue i pa- role), z drugiej zaś – przeświadczenie o ścisłym, jednoznacz- nym związku między mową i pismem, w którym to drugie jest mimetyczną reprezentacją pierwszego. Harris uważa, że owo przeświadczenie, które nazywa „mitem języka”, ugrunto- wane zostało w kulturze Zachodu już przez Arystotelesa, i że wywarło ogromny i – przynajmniej pod pewnymi względami – szkodliwy wpływ na całokształt kulturowych i społecznych praktyk Europejczyków, którzy przez długie stulecia żyli w nieświadomości co do odmiennego statusu mowy i pisma, a prawodawcy i mistrzowie ich kultury utwierdzali ich w tym błędnym mniemaniu. Wiele napięć i konfliktów, i to nie tylko czysto intelektualnych, dręczących naszą kulturę od wieków, wywodzi się z „mitu języka”. Należą do nich chociażby prze- świadczenia co do kryteriów racjonalności, edukacji szkolnej i hierarchii intelektualnych – a te kwestie przekładają się już na bardzo konkretne rozwiązania społeczne i polityczne, do- tyczące choćby zasad regulujących powszechną edukację czy też oceny przydatności poszczególnych jednostek do życia społecznego. Według Harrisa postać nowożytnego językoznawstwa także jest jednym ze szkodliwych skutków wiary w moc pi- sma. Wspomniane już radykalne oddzielenie systemu zna- ków językowych od rzeczywistości pozajęzykowej wynikło przecież, twierdzi Harris, właśnie z wiary w to, że język (czytaj – „tekst”, „zapis wypowiedzi językowych”) sam w so- bie odzwierciedla świat w sposób tak pełny i wierny, że nie ma potrzeby utrzymywania mentalnej więzi między jednym a drugim przy analizie i interpretacji zjawisk językowych. Wprawdzie filozofowie i językoznawcy wszystkich czasów zastanawiali się (intensywnie i bezskutecznie), na czym do- kładnie polega owo odzwierciedlenie, lecz aż do ostatniego stulecia byli pewni, że ich dociekania zostaną uwieńczone po- wodzeniem – Wielka Relacja istnieje, trzeba ją tylko odkryć. 14 Harris tropi tego rodzaju następstwa piśmienności nie tylko w autotematycznej refleksji dotyczącej samego języka. Zainteresowany jest również ich działaniem w nauce. Książka Semantics of Science w całości poświęcona jest analizie zało- żeń myślenia naukowego, które przez wiele stuleci wydawały się Europejczykom naturalnymi skutkami „nauki jako takiej” oraz „natury rzeczywistości”, podczas gdy według Harrisa były raczej złudzeniami wynikającymi z głębokiej interna- lizacji praktyk piśmiennych i związanych z nimi nawyków myślowych dotyczących zarówno „natury rzeczywistości”, jak i „samej nauki”. W książce, którą udostępniamy polskie- mu Czytelnikowi, Harris pokazuje zresztą to „medialne” podłoże jednego z najbardziej rozpowszechnionych w kultu- rze Zachodu przeświadczeń – wiary w przyrodzoną ludziom „racjonalność”. Widać więc, że Harris podziela rewizjonistyczne poglądy takich uczestników debaty na temat piśmienności europej- skiej, jak Brian Street czy David Olson – którzy po opadnięciu pierwszej fali entuzjazmu wobec „wyższości pisma alfabe- tycznego” zaczęli wykazywać, że ma ono, poza niewątpliwy- mi zaletami, również mniej pozytywne właściwości. Lub ra- czej nie tyle samo pismo je przejawiło – jest ono bowiem tylko mechanicznym środkiem przekazu informacji i jak każda inna technologia nie determinuje pragmatyki ani etyki włas- nego użytkowania – ile raczej jego użytkownicy, piśmienni Europejczycy, na przestrzeni wieków uznali, że ich obraz świata, który wyłonił się z praktyk piśmiennych, jest obrazem wiernym i jedynym; światem samym, ujętym w słowa. A stąd był już tylko krok do odrzucenia wszystkich innych obrazów. Zdaniem Harrisa, nawet niektórzy teoretycy mediów nie uwolnili się wystarczająco z siatki piśmiennych „przed-są- dów”, które we własnym mniemaniu przezwyciężyli niczym Heidegger „przezwyciężający metafizykę”, a w istocie kon- tynuujący jej fundamentalne założenia. Harris tropi ślady „nachylenia piśmiennego” nie tylko u strukturalistycznych językoznawców, lecz nawet wśród antropologów i teoretyków 15 oralności. W swoich rozważaniach wprowadził na określenie takiej nieświadomej postawy termin s k r y p t y z m. Słowo to, pokrewne takim określeniom, jak „nachylenie tekstowe” czy „tekstocentryzm”, oznacza właściwą językoznawcom skłonność do opierania własnych analiz na pojęciach wywodzących się z medium pisma [writing-induced concepts], takich jak „fonem”, „słowo”, „znaczenie dosłowne” czy „zdanie”, przy jednoczesnym uznawaniu zasady, w myśl któ- rej w badaniach lingwistycznych przyznaje się naczelne miejsce mowie1. Innymi słowy, skryptyzm polega na wynikającym z pi- śmiennych dystynkcji pojęciowych analizowaniu praktyk ży- wej mowy (oraz, w dalszej perspektywie, również na badaniu ich pozycji i oddziaływań w kulturach i społeczeństwach). Na tym nieporozumieniu, twierdzi Roy Harris, zbudowano znaczną część założeń organizujących kształt i funkcjonowa- nie kultury Zachodu. Tego rodzaju twierdzenia formułowane są dziś często w kontekstach myślenia postkolonialnego, którego celem jest między innymi wyprowadzenie skrajnych konsekwen- cji z zasad relatywizmu kulturowego oraz dowartościowanie wszelkich narracji kulturowych wywodzących się z nieza- chodnich (a zatem również nie-piśmienno-alfabetycznych) założeń. Lecz Harris ignoruje postkolonializm. Nie interesuje go demontaż zasad kultury Zachodu w imię jakkolwiek po- jętej „sprawiedliwości społecznej” lub „dziejowej”. Pod tym względem pozostaje wierny tradycjom anglosaskiej elity inte- lektualnej ubiegłego stulecia – której członkowie zgłaszali ak- ces do ideologii społeczno-politycznych rzadziej niż ich kon- tynentalni bracia w intelekcie i działali w nich z mniejszym entuzjazmem. Odsłonięcie głębokich założeń kultury pisma alfabetycznego oraz ich wpływów jest dla Harrisa celem sa- mym w sobie, a co najwyżej – bodźcem mającym skłonić do 1 The Blackwell Encyclopedia of Writing Systems, ed. F. Coulmas, Blackwell 1999, s. 455 (wszystkie cytaty przełożył P.M.). 16 podjęcia reform szkolnictwa czy polityki społecznej. Globalna dyskredytacja własnej kultury nie jest natomiast jego celem. Inna rzecz, że w toku swoich rozważań dyskredytuje on wiele, zdawałoby się, bezdyskusyjnych autorytetów tej kul- tury. Żaden z jej prawodawców – od McLuhana począwszy, przez Locke’a czy Bayle’a po samego Stagirytę – nie jest dla Harrisa wyrocznią. Jego wywody prowadzone są sugestywnie i z retoryczną swadą w jasnym zamiarze, jakim jest ujawnie- nie (a niekiedy wręcz zdemaskowanie) elementów skrypty- stycznych w dziełach tych autorów. Należy więc zapytać – co Harris proponuje w zamian? Z czego składa się konstruktyw- na cząstka jego myślenia? Własny pomysł na zrozumienie zasad kierujących prakty- kami językowymi kultury Zachodu nazwał Harris integracjo- nizmem. Z grubsza rzecz biorąc, pogląd ten jest następstwem odrzucenia skryptystycznych nawyków myślowych całego współczesnego językoznawstwa i w ogóle znacznej części humanistyki – obciążonej nimi z powodów, o których już tu wspomniano i które sięgają bardzo głęboko w przeszłość. Ważnym składnikiem propozycji Harrisa jest uwzględnie- nie neurofizjologicznych aspektów funkcjonowania mowy, w czym zbliża się on do przedstawicieli psychologii rozwo- jowej, a zarazem próbuje przez to uniknąć redukowania włas- nej myśli do warunków konkretnej kultury czy nawet własnej epoki kulturowej (co groziłoby powtórzeniem błędu skrypty- zmu w jakiejś innej postaci). Oczywiście, taki wybór punktu odniesienia stwarza inne ryzyko – konieczności korygowania własnych tez w miarę rozwoju wiedzy naukowej, a rozwój ten w przypadku neuronauki jest nadzwyczaj szybki. Lecz Harris daleki jest również od prostego redukcjonizmu czy determi- nizmu biologicznego i nie twierdzi, jak czynią to niektórzy socjobiologowie i ich zwolennicy, że język jest „po prostu” jednym z efektów procesu ewolucji naszego gatunku, jednym z bardziej wyrafinowanych czynników przystosowawczych czy też jednym z nadmiarowych potencjałów czynnościo- wych, jakie pojawiły się w układzie nerwowym naczelnych. 17 Wróćmy do integracjonizmu. Harris twierdzi, że po oba- leniu skryptyzmu językoznawcom nie pozostaje nic innego, jak otworzyć się na pozajęzykowe, pozatekstowe aspekty wyrażeń językowych. Powinni oni zintegrować jak najwięcej tych aspektów we własnej pracy naukowej i interpretacyjnej, tak aby uzyskać możliwie pełny obraz życia języka zarów- no w umysłach poszczególnych ludzi, jak i w ich działaniach i w ich życiu zbiorowym. Dla Harrisa integracjonizm jest przeciwieństwem segregacjonizmu, poglądu, według którego „systemy komunikacji są niezależne od swoich użytkowników i od kontekstów, w których znajdują zastosowanie”2. W ra- mach ujęć segregacjonistycznych znaki językowe badane są, by tak rzec, w pozycjach izolowanych, co nie daje szansy na wydobycie ich kontekstów, ich oddziaływań z innymi forma- mi przekazów komunikacyjnych, ich płynności i zmienności w ramach poszczególnych konkretnych praktyk językowych, w których same te znaki są każdorazowo od nowa współtwo- rzone przez użytkowników, a wreszcie – nie uchwytuje się tu również związków znaczenia znaków językowych oraz dzia- łań społecznych i kulturowych. Jak pisze Harris w autopre- zentacji swojej teorii: Innymi słowy, komunikacja nie jest zamkniętym procesem au- tomatycznej „transmisji” określonych znaków czy przekazów z umysłu jednej osoby do umysłu innej osoby. Jest ona procesem ustalania warunków, które zezwalają wszystkim użytkownikom przekazów na swobodne konstruowanie możliwych interpretacji przekazu w zależności od kontekstu. Proces ten, co Harris dobitnie podkreśla, zachodzi w cza- sie. Czasowość jest podstawowym warunkiem istnienia ję- zyka, ponieważ „w świecie, w którym nie istniałby czas, nie byłaby możliwa temporalna integracja [elementów procesu komunikacji] – nie byłoby ani znaków, ani języka”. Rzecz bo- 2 Ten i kolejne cytaty pochodzą z tekstów zamieszczonych na stronie www.royharrisonline.com w zakładkach „Integrationism” i „Integrationism: a very brief introduction”. 18 wiem w tym, że samo zjawisko znaczenia i związany z nim proces kontekstualnej interpretacji przekazów językowych są możliwe tylko w następstwie czasowym, jakie zachodzi między nadaniem przekazu a jego odbiorem. W tym odstę- pie czasu dokonuje się dywersyfikacja kontekstu i znaczenia. Można tu przypomnieć średniowieczne rozważania teologów o wszechwiedzącym i wszystko pojmującym boskim umyśle, który ogarnia całe istnienie w jednym momencie. Sporo uwagi poświęca Harris konceptualnemu ujęciu „kontekstu” – pojęcia kluczowego dla jego własnej teorii. Po- wiada na ten temat: Kontekstualizacja jest działaniem złożonym, któremu wciąż po- święca się zbyt mało uwagi i zbyt niedbale ujmuje się je teoretycz- nie. Nie jest to jedynie funkcja dziejącej się bezpośrednio sytuacji, lecz również całość doświadczenia komunikacyjnego jej uczest- ników. Akt kontekstualizacji jest aktem nadawania znakowi jego znaczenia. Bez kontekstualizacji nie ma w ogóle znaku. Oto pod- stawowe założenie lingwistyki integracyjnej. I dalej objaśnia praktyczny problem: Złożoność kontekstualizacji jest jednym z powodów, dla których w komunikacji międzyludzkiej powszechnie dochodzi do niepo- rozumień. Poszczególne jednostki kontekstualizują, każda na swój sposób, zależnie od osobistego doświadczenia, jakie każda z nich wnosi do sytuacji komunikacyjnej. Nawet w przypadku bliźniąt jednojajowych nie mamy do czynienia z identyczną historią do- świadczenia komunikacyjnego. Dopiero wtedy, powiada Harris, gdy uczeni wezmą pod uwagę wszystkie te problemy, językoznawstwo dotrze do swo- jego podstawowego celu – uzyska możliwość pełnego opisu fenomenów, które składają się same w sobie oraz w swoich rozlicznych wzajemnych oddziaływaniach na język ludzki, mowę, słowo w działaniu, komunikację. Z punktu widzenia współczesnego antropologa kultury czy kulturoznawcy propozycje Harrisa nie są niczym innym jak zamianą „bytów językowych” na „praktyki słowne”, a in- tegracjonizm trudno uznać za ideę rewolucyjną czy choćby 19 nowatorską. Istotnym novum jest on bardziej w perspektywie strukturalnie zorientowanego językoznawstwa, do którego słabo przenikają nurty antropologiczne i mediologiczne. Nie oznacza to jednak, że Harris nie ma kulturoznawcom niczego ciekawego do powiedzenia. Godna uwagi jest choćby droga, którą obrał. Musiał na niej pokonywać wiele przeszkód w po- staci tych właśnie przekonań i przeświadczeń intelektualnych, które zdeterminowały myśl językoznawczą XX stulecia, a z którymi Malinowski i Wittgenstein, formułujący wcześ- niej podobne wnioski, nie musieli się mierzyć. Kontekstowe ujęcie praktyk językowych z kolei pozwala Harrisowi wykro- czyć poza ograniczenia ujęć antropologicznych – dzięki głę- bokiej świadomości ciężaru wielowiekowych tradycji kulturo- wych tkwiących w poszczególnych odmianach tych praktyk, podczas gdy wielu antropologów zajmujących się nimi widzi je w perspektywie diachronicznej lub transkulturowej. Wielką zaletą wypracowanego przez Harrisa ujęcia kul- turowych praktyk słownych jest także jego geneza – stanowi ono bowiem rezultat jedynej chyba w swoim rodzaju syntezy językoznawstwa, antropologii i teorii mediów (a zwłaszcza jej ujęć historycznych). Roy Harris twórczo przepracował mate- riał stanowiący dorobek tych dziedzin, zgromadzony w ciągu zeszłego stulecia. Jego koncepcja integracjonistyczna – poza tym, że jest samodzielną propozycją teoretyczną – to rów- nież zarys nowego scenariusza dziejów naszej kultury. Jest ona zaproszeniem do twórczego rozwijania tego scenariusza i stosowania go w badaniu różnych form i przejawów kultury Zachodu. Paweł Majewski
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Racjonalność a umysł piśmienny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: