Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00054 005901 12597675 na godz. na dobę w sumie
Raz jeszcze o niewidzialnym - ebook/pdf
Raz jeszcze o niewidzialnym - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788361184102 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Sposób konstrukcji narracji można by najtrafniej określić jako 'zabiegi swobodnej, spontanicznej asocjacji' ewentualnie, 'zapis automatyczny' jako daleka podstawa sposobu, w jaki nieoczekiwane i alogiczne asocjacje pojawiają się w opowiadaniach na powierzchni jego imaginacji narracyjnej. Ivan Potić znajduje się gdzieś pomiędzy dwiema skrajnościami, dadaizmem i pop-artem. Można mówić o chwiejnej równowadze tej prozy jak na przykład w jego opowiadaniu 'Na trybunach', gdzie zakłócona jest chronologia. Ponadto gdzie indziej połączone zostało średniowiecze i pseudo fantastyczno-naukowa futurystyka, w którym to połączeniu ukryty jest ironiczny dyskurs o niedostatkach i zaletach tych dwóch kompletnie różnych epok i kultur (średniowieczna rodzina liczy 8 synów i trzy córki, a ich życie mija wśród dżumy, gwałtów, wojen krzyżowych i samowoli feudałów). Pośród dawnej przeszłości i infantylnie zmontowanej, niewiarygodnej przyszłości wplecione zostały przesłanki z naszych czasów: aborcja, reżim totalitarny, zewnętrzny mur sankcji, kontrola liczebności, azyl polityczny, handel białymi niewolnikami; jak i przesłanki dotyczące życia za Żelazną Kurtyną, w dawnej Europie Wschodniej (system surowych treningów i ideologicznego forsowania sportu jako priorytetu państwowego). Opowiadania Ivana Poticia stanowią syntezę trzech efektów: efektu zadziwienia i czarnego humoru, efektu krytyki socjalnej i politycznej i postmodernistycznego efektu konfekcji metatekstualnej, a zatem jest obecna opowieść o powstawaniu opowieści lub jej braku. W sposobie budowania komizmu i tzw. absurdu najwyraźniej można dostrzec opieranie się na surrealistycznym zapisie automatycznym, czy też na niekontrolowanym strumieniu różnorodnych asocjacji: średniowieczna rodzina zjada ziemniaki ze stonką ziemniaczaną, mąż z nienazwanego nigdzie wyjechał do Wenecji by odetkać kanał, spod maski rakiety wyłania się Stellan Raducioiu, sekretarz rumuńskiego związku astro-atletycznego, który w kosmosie i w historii urządza casting na nową Nadię Comaneci, martwy głuszec suszy się na oknie jako przyszłe suszone mięso lub suszony owoc. Sama segmentacja rzeczywistych przesłanek działa jak małe szokujące przypomnienie o realnych przypadkach historycznych i politycznych, ale w kontekście opowiadania, powiększa ono stopień nieoczekiwanej dziwaczności, tworząc tak zwany świat przedstawiony lub mozaikowo złożony świat z karnawałowym zatrzęsieniem. Opowiadania Poticia zachowują cierpkiego ducha faktów, które są wbudowane w opowieść jako zaskakujące asocjacje lub porównania, równocześnie dążąc do autonomii groteskowego czarnego humoru. Jednakże w przeciwieństwioe do egzystencjalnej definicji absurdu wg Camusa, u Poticia brak prymarnego metafizycznego patosu. Jego świat jest na miarę człowieka i historii ludzkości. Możnaby przeczuć, że sprawy są urządzone inaczej, aby efekty bardziej pasowały ludziom. Innymi słowy, zmiana jest możliwa, lepsze życie istnieje, jest ono kategorią rzeczywistą, ale nie istnieje tu i teraz, tak w Serbii lat 90. -tych jak i w Serbii po roku dwutysięcznym. Stąd jego pesymizm nie ma finału nihilistycznego. Jakiś rodzaj absurdu istotnie stanowi ducha świata Poticia ale jest to duch intrygi i heurystycznej kombinatoryki, z oczami otwartymi na różnorodny materiał życia, nie camusowski duch skrajności i rozpaczy, kompletnego wyobcowania człowieka ze świata i z własnego życia.   (napisano wg recenzji S. Ćiricia dla pisma 'Politika')    
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

IIvvaann PPoottiićć RRaazz jjeesszzcczzee oo nniieewwiiddzziiaallnnyymm I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 3 Copyright by Ivan Potić e-bookowo 2009 Tytuł oryginalny: Joń jednom o nevidljivom Tłumaczenie: Agnieszka Żuchowska-Arent Grafika i projekt okładki: Agnieszka Żuchowska-Arent ISBN 978-83-61184-10-2 www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2009 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 4 SPIS TREŚCI NIE MA ŻYCIA NA MARSIE .................................................................... 6 Najlepsza religia ................................................................................... 6 Die Brücke ......................................................................................... 14 Rosyjsko – serbskie charty przyjaźni .................................................. 16 Autobus ............................................................................................. 18 Iluzja świata w ruchu ......................................................................... 21 Świnie ................................................................................................ 24 Upadek .............................................................................................. 26 Sutki i egzotyka ................................................................................. 28 Akademia fryzjerska ........................................................................... 31 Piękno pochodzi z wnętrza ................................................................. 33 Lumbrikultura ................................................................................... 35 Pod koniec dnia pracy ........................................................................ 37 Fotomontaż ........................................................................................ 41 Miś w kontenerze ............................................................................... 43 Robert Altman jest moim kolegą ......................................................... 45 Komin ................................................................................................ 47 Złoty wiek .......................................................................................... 52 Prototyp ............................................................................................. 54 Astronomia ........................................................................................ 56 LEWITACJA I ATERRYZACJA .............................................................. 59 Lewitacja i aterryzacja ........................................................................ 59 Finito ................................................................................................. 61 Metastazy i meta – przestrzenie .......................................................... 63 Znowu wojna ..................................................................................... 64 Znowu martwy ................................................................................... 66 Statyczna wizualizacja ruchu antropomorficznego .............................. 68 i ekwiwalent iluzyjności w ruchu mechanicznym ................................ 68 Wehikuł czasu ................................................................................... 70 Meksyk .............................................................................................. 72 Banalnie wspaniale ............................................................................ 73 Hosni, to znaczy ryba ......................................................................... 75 Arteria ............................................................................................... 78 Szczenię w windzie ............................................................................. 80 Pojęcie ............................................................................................... 81 Barka ................................................................................................ 83 Dziecko autystyczne ........................................................................... 85 Każdy ma swoją minę ......................................................................... 87 SANU ................................................................................................. 89 Pryzmat ............................................................................................. 91 Niedowiarek ....................................................................................... 92 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 5 POD ZNAKIEM ZAPYTANIA ................................................................. 94 Jak zostać kretynem .......................................................................... 94 Raz jeszcze o niewidzialnym ............................................................... 97 Ach, och, ech i uch ............................................................................ 99 Uroczystości ..................................................................................... 100 Termoizolacja ................................................................................... 103 Zły bibliotekarz ................................................................................ 105 Normalne rzeczy ............................................................................... 107 Nowe tendencje ................................................................................ 109 Pod znakiem zapytania..................................................................... 111 Negacje ............................................................................................ 113 Nigdy nic nie napisałem ................................................................... 115 Nowa technologia ............................................................................. 117 Na trybunach ................................................................................... 123 Ludzie, rośliny i zwierzęta ................................................................ 125 Eony ................................................................................................ 128 Homo poeticus na dnie..................................................................... 132 Życie to rzeczownik abstrakcyjny ..................................................... 135 Ostatnie kęsy ................................................................................... 138 Wielkie pojednanie z móżdżkiem ...................................................... 140 Notka o autorze ................................................................................ 143 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 6 NIE MA ŻYCIA NA MARSIE Najlepsza religia Janicije obudził się tego ranka ze strasznym bólem głowy, co było czę- stym wydarzeniem w ostatnim tysiącleciu. Wyjrzał przez okno pełne mar- twych much, w dół, na ulicę, gdzie tłoczył się nawał świata w czapkach i bez czapek, na górze i pod górą, rzymscy żołnierze o wielkich nosach, ślepcy, prorocy i umęczony serbski naród. Postawił dżezwę1 na brudną fajerkę i wy- ciągnął ostatniego papierosa. Na stoliku leżała publikacja z niedalekiej przy- szłości. Książka nosiła tytuł Złe duchy . Oprócz tego, że bolała go głowa, słyszał też głosy, które polecały mu się ruszyć, żeby uczynił wysiłek i otworzył oczy, aby raz jeszcze sprawdził swoje konto w banku, żeby głośno zaklął i udał się do fabryki, która nie produkowała niczego, lecz służyła jako wymówka dla istnienia samego miejsca. Niegdyś był to gigant przetwórstwa drzewnego, z wielkimi regałami kuchennymi, łożami małżeńskimi, wygodnymi fotelami... On był tu głównym projektantem, człowiekiem, którego słowa słucha się bez gadania, fachowcem i ulubionym zwierzchnikiem. Firma teraz pracowała tylko na 5 swoich moż- liwości, a jedynymi produkowanymi artykułami były trumny. No dobrze, cza- sami również jakieś krzyże do ukrzyżowań. Czuł się niepotrzebny, bez pie- niędzy i motywacji, wypłukany z jakiejkolwiek kreatywności tracił dzień za dniem wykonując krzyże dla nochatych użytkowników. Po drodze do fabryki wstępował do Łazarza, który mieszkał kilka domów dalej i był wielkim bojownikiem przeciwko dyktaturze i tyranii. Lubił 1 džezva – mosiężny tygielek z uchwytem używany na Bałkanach do parzenia kawy. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 7 też dobre trunki. Zapukał w okno, spodziewając się ujrzeć w nim pociągłą, przepitą twarz kolegi, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zawołał go po imie- niu, ale nikt nie odpowiadał. Gdy wkroczył do nędznego pokoju, miał na co patrzeć: dwóch rzymskich żołnierzy trzymało świece i opowiadało dowcipy, kury znosiły jaja wokół łóżka, a w łóżku leżał Łazarz, blady i zesztywniały. – Łazarzu! – zawołał Janicije i znowu usłyszał głosy, które mamrotały mu zagadkowo coś o życiu pozagrobowym, rybach, chlebie, małych i dużych przedsiębiorstwach... Rzymscy żołnierze zgasili świece. – Potrzebna nam będzie trumna, to znaczy, krzyż, no tego, trumna... Chcieliśmy go ukrzyżować z powodu szerzenia optymizmu, ale się rozmyśliliśmy. Pochowamy go. – Ale ten człowiek nie jest martwy – powiedział Janicije i dotknął czoła nieboszczyka. W tym samym momencie Łazarz podskoczył jak oparzony. – Wygrzebałem się z tego paskudztwa – powiedział Łazarz wobec onie- miałych żołnierzy. Tak narodziła się legenda. * * * W fabryce – całkowity upadek systemu. Niektórzy pracownicy rzucają w siebie butelkami od piwa, inni strzelają z najwyższego piętra do przechodniów. Pod deszczem pocisków Łazarz i Janicije weszli do fabryki na dział produkcji trumien i krzyży. Podbiegł do nich brygadzista Paweł i zdyszany paplał bez sensu: – Powiedzieli, żebyśmy zdjęli glinę i przemalowali. Krzyże musimy ozdo- bić perłami i drogimi kamieniami. Wszystko to musi być gotowe do jutra. Ju- tro spodziewamy się epidemii. – Czekaj chłopie, człowieku! Kto ci to powiedział? – Głosy... www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 8 Janicije nie był pewien, czy to przypadkiem nie te same głosy, które nie- pokoiły go już od wielu dni. On jednak nie rozumiał tych bredni, głosy w jego mózgu sugerowały coś zupełnie innego – generalny strajk. Padł na kolana i zaczął mówić w jakimś dziwnym języku. Po pół godziny odprowadzany przez tłum, niosący motyki i kilofy, Janicije wyleciał z terenu fabrycznego, zdecydowany uczynić ostateczne przeobrażenie. Jedynie To- masz, magazynier, cmokał z niedowierzaniem. – Rzymianie ich zabiją – mówił sam do siebie – jeśli nie oni to policja. * * * Maria, powód cichych cierpień wszystkich mężczyzn z fabryki, odprowa- dzała gościa i rzuciła spojrzenie w dół, na ulicę. Wydało się jej, że widzi Jani- cija na czele rozjuszonej masy, która zmierzała do centrum. Przypomniała sobie dni spędzone z nim i noce, gdy jego wiara w siebie była większa. Wciąż lubiła tego Janicija, chociaż był zbyt miękki i dobry jak na jej gust. On spoj- rzał ku górze i ujrzał rozchełstaną kobietę, jeszcze ciepłą od niedawnego grzechu. Zatrzymał kolumnę i wbiegł na schody. – Czego chcesz? – zapytała Maria obojętnie. – Ucałować ci nogi, nazwać cię bezgrzeszną, wybawić cię od świń pod twymi drzwiami... – Ty masz mnie bronić przed klientami?! Nie potrzebuję żadnej ochrony. Sama umiem postępować z mężczyznami. Prawdziwymi mężczyznami. – Powariowali – powiedział Janicije. – Gotowi są palić, łamać i gwałcić. Wspominali też o jakimś kamienowaniu. – A tyś dla nich kto – jakiś wódz? – zapytała Maria. – A jakże... Ja pierwszy usłyszałem głosy i wtedy we mnie zawrzało. Wszystko, czego pragnę to normalne życie, praca, żona, dzieci... To jest w pewnym sensie protest społeczny. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 9 – Mnie tam tak jest dobrze, całkiem dobrze. Ja sprzedaję miłość i nie chcę strajkować. W tym momencie rozpoczęło się kamienowanie. Wtedy Janicije pod- niósł ręce i powiedział: – Jedynie komitet protestacyjny jest upoważniony do kamienowania i to – pomidorami. Przemoc nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest – miłość. * * * – Życie to nie pokój, lecz nieustanna walka – stwierdzili pojednawczo członkowie komitetu protestacyjnego. Maria jednego po drugim zaciągała do łóżka. Gdy wyszli, polecili zgromadzonym, aby zajrzeli do własnych serc, rzucili motyki i kilofy i oddali się błogiemu otępieniu, aż w ich sercach zamieszka radość. Janicije nie chcąc, by go napadnięto, zostawił Marię i udał się na pu- stynię tak, jak mu to poleciły głosy. Po paru krokach ziemia się otworzyła i połknęła go. Gdy doszedł do sie- bie, ujrzał starca o oleistych oczach i długiej brodzie. – Jestem Jan – powiedział starzec. * * * Głęboko w sercu węzła sanitarnego, opowiadano mity i legendy, prowa- dzono dysputy teologiczne zrodzone w smrodzie, krwi i pocie ameby teozofii. Starzec podniósł warząchew, którą mieszał zupę ze szczurów. – Ty musisz być Aragorn – powiedział. – Nie. Na imię mi Janicije. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 10 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 11 – Janicije – powtórzył starzec. – Dziwne... Słyszysz głosy? – Słyszę. – I co ci mówią – te głosy? – Alty mówią, jak im serca biją, barytony śpiewają o zdradzie i śmierci... – Pomogę ci – powiedział starzec i zanurzył jego głowę w płytkim potoku pomyj. Po kilku sekundach w brudnej wodzie, głosy ucichły. * * * Po tym jak o mało go nie utopił, starzec zachwiał się i padł oślepiony blaskiem kocich wnętrzności. – Coś powstaje z niczego, światło z ciemności, droga z bezdroża, życie ze śmierci... Twój koniec jest naszym początkiem. Janicije znowu bolała głowa. Gdy wypełzł z kanalizacji, gwiazda świeciła jeszcze silniej. Zaparkowany radiowóz spozierał na społeczeństwo, skłonne do rewolucji i ekshibicjonizmu. Czuł się źle, bolało go żebro i uwierała go au- reola. Chciał pójść do Marii, ale akurat nie była jego kolej. Poszedł pod górę, nie przypuszczając, że na górze znajduje się batalion pancerny Korpusu Prisztińskiego. * * * Żołnierze nie wyglądali na żołnierzy, lecz na przymusowo zmobilizowane bóstwa, lub też niczym energia obleczona w mundury. Jedynym, prawdzi- wym żołnierzem był chorąży Piotr. Miał wąsy i szerokie ramiona, okryte epo- letami. Właśnie szykował się by uzbroić Janicija w bomby i broń białą, gdy przerwał mu głos pułkownika Budimira. Buda był grubym, dobrodusznym strzelcem o wielkich oczach i łagodnym wzroku. – Kocham cię – powiedział do Janicija. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 143 Notka o autorze Ivan Potić ur. w 1972 r. w Zajeczarze (Serbia), ab- solwent historii sztuki na Uniwersytecie w Belgra- dzie, jest autorem zbiorów opowiadań Złamania karku (Vratolomije, 2003), oraz To, co stworzyło człowieka (To, što je stvorilo čoveka, 2005), który znalazł się na liście najlepszych książek roku we- dług krytyki czasopisma Danas . Trzeci zbiór opo- wiadań Raz jeszcze o niewidzialnym (Još jednom o nevidljivom, 2007) również został uznany za najlep- szą książkę roku według krytyków Danas , oraz znalazł się na liście 10 najlepszych publikacji roku, opracowanej przez krytykę czasopisma Politika . Jego opowiadania (Pod znakiem zapytania; Astronomia; Onomatopeja; Lewitacja i aterryzacja) zostały także opublikowane w polskim przekładzie w czasopiśmie Por- tret . www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Raz jeszcze o niewidzialnym
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: