Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
01918 017496 17793563 na godz. na dobę w sumie
Raz jeszcze o niewidzialnym - ebook/pdf
Raz jeszcze o niewidzialnym - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 142
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-61184-10-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sposób konstrukcji narracji można by najtrafniej określić jako „zabiegi swobodnej, spontanicznej asocjacji” ewentualnie, „zapis automatyczny” jako daleka podstawa sposobu, w jaki nieoczekiwane i alogiczne asocjacje pojawiają się w opowiadaniach na powierzchni jego imaginacji narracyjnej.

Ivan Potić znajduje się gdzieś pomiędzy dwiema skrajnościami, dadaizmem i pop-artem. Można mówić o chwiejnej równowadze tej prozy jak na przykład w jego opowiadaniu 'Na trybunach', gdzie zakłócona jest chronologia. Ponadto gdzie indziej połączone zostało średniowiecze i pseudo fantastyczno-naukowa futurystyka, w którym to połączeniu ukryty jest ironiczny dyskurs o niedostatkach i zaletach tych dwóch kompletnie różnych epok i kultur (średniowieczna rodzina liczy 8 synów i trzy córki, a ich życie mija wśród dżumy, gwałtów, wojen krzyżowych i samowoli feudałów). Pośród dawnej przeszłości i infantylnie zmontowanej, niewiarygodnej przyszłości wplecione zostały przesłanki z naszych czasów: aborcja, reżim totalitarny, zewnętrzny mur sankcji, kontrola liczebności, azyl polityczny, handel białymi niewolnikami; jak i przesłanki dotyczące życia za Żelazną Kurtyną, w dawnej Europie Wschodniej (system surowych treningów i ideologicznego forsowania sportu jako priorytetu państwowego).

Opowiadania Ivana Poticia stanowią syntezę trzech efektów: efektu zadziwienia i czarnego humoru, efektu krytyki socjalnej i politycznej i postmodernistycznego efektu konfekcji metatekstualnej, a zatem jest obecna opowieść o powstawaniu opowieści lub jej braku. W sposobie budowania komizmu i tzw. absurdu najwyraźniej można dostrzec opieranie się na surrealistycznym zapisie automatycznym, czy też na niekontrolowanym strumieniu różnorodnych asocjacji: średniowieczna rodzina zjada ziemniaki ze stonką ziemniaczaną, mąż z nienazwanego nigdzie wyjechał do Wenecji by odetkać kanał, spod maski rakiety wyłania się Stellan Raducioiu, sekretarz rumuńskiego związku astro-atletycznego, który w kosmosie i w historii urządza casting na nową Nadię Comaneci, martwy głuszec suszy się na oknie jako przyszłe suszone mięso lub suszony owoc. Sama segmentacja rzeczywistych przesłanek działa jak małe szokujące przypomnienie o realnych przypadkach historycznych i politycznych, ale w kontekście opowiadania, powiększa ono stopień nieoczekiwanej dziwaczności, tworząc tak zwany świat przedstawiony lub mozaikowo złożony świat z karnawałowym zatrzęsieniem. Opowiadania Poticia zachowują cierpkiego ducha faktów, które są wbudowane w opowieść jako zaskakujące asocjacje lub porównania, równocześnie dążąc do autonomii groteskowego czarnego humoru.

Jednakże w przeciwieństwioe do egzystencjalnej definicji absurdu wg Camusa, u Poticia brak prymarnego metafizycznego patosu. Jego świat jest na miarę człowieka i historii ludzkości. Możnaby przeczuć, że sprawy są urządzone inaczej, aby efekty bardziej pasowały ludziom. Innymi słowy, zmiana jest możliwa, lepsze życie istnieje, jest ono kategorią rzeczywistą, ale nie istnieje tu i teraz, tak w Serbii lat 90. -tych jak i w Serbii po roku dwutysięcznym. Stąd jego pesymizm nie ma finału nihilistycznego.

Jakiś rodzaj absurdu istotnie stanowi ducha świata Poticia ale jest to duch intrygi i heurystycznej kombinatoryki, z oczami otwartymi na różnorodny materiał życia, nie camusowski duch skrajności i rozpaczy, kompletnego wyobcowania człowieka ze świata i z własnego życia.

(napisano wg recenzji S. Ćiricia dla pisma 'Politika')

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 2 IIvvaann PPoottiićć RRaazz jjeesszzcczzee oo nniieewwiiddzziiaallnnyymm Copyright by Ivan Potić e-bookowo 2009 Tytuł oryginalny: Joń jednom o nevidljivom Tłumaczenie: śgnieszka (cid:303)uchowska-Arent Grafika i projekt okładki: śgnieszka (cid:303)uchowska-Arent ISBN 978-83-61184-10-2 www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrze(cid:304)one. źopiowanie, rozpowszechnianie cz(cid:269)(cid:292)ci lub cało(cid:292)ci bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2009 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 3 SPIS TRE(cid:291)CI NIE żś (cid:303)YCIś Nś żśRSIE .................................................................... 5 Najlepsza religia ................................................................................... 5 Die Brücke ......................................................................................... 13 Rosyjsko – serbskie charty przyja(cid:302)ni .................................................. 15 Autobus ............................................................................................. 17 Iluzja (cid:292)wiata w ruchu ......................................................................... 20 (cid:291)winie ................................................................................................ 23 Upadek .............................................................................................. 25 Sutki i egzotyka ................................................................................. 27 Akademia fryzjerska ........................................................................... 30 Pi(cid:269)kno pochodzi z wn(cid:269)trza ................................................................. 32 Lumbrikultura ................................................................................... 34 Pod koniec dnia pracy ........................................................................ 36 Fotomonta(cid:304) ........................................................................................ 40 żi(cid:292) w kontenerze ............................................................................... 42 Robert śltman jest moim koleg(cid:264) ......................................................... 44 Komin ................................................................................................ 46 Złoty wiek .......................................................................................... 51 Prototyp ............................................................................................. 53 Astronomia ........................................................................................ 55 LEWITACJA I ATERRYZACJA .............................................................. 58 Lewitacja i aterryzacja ........................................................................ 58 Finito ................................................................................................. 60 Metastazy i meta – przestrzenie .......................................................... 62 Znowu wojna ..................................................................................... 63 Znowu martwy ................................................................................... 65 Statyczna wizualizacja ruchu antropomorficznego .............................. 67 i ekwiwalent iluzyjno(cid:292)ci w ruchu mechanicznym ................................ 67 Wehikuł czasu ................................................................................... 69 Meksyk .............................................................................................. 71 Banalnie wspaniale ............................................................................ 72 Hosni, to znaczy ryba ......................................................................... 74 Arteria ............................................................................................... 77 Szczeni(cid:269) w windzie ............................................................................. 79 Poj(cid:269)cie ............................................................................................... 80 Barka ................................................................................................ 82 Dziecko autystyczne ........................................................................... 84 źa(cid:304)dy ma swoj(cid:264) min(cid:269) ......................................................................... 86 SANU ................................................................................................. 88 Pryzmat ............................................................................................. 90 Niedowiarek ....................................................................................... 91 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 4 POD ZNAKIEM ZAPYTANIA ................................................................. 93 Jak zostać kretynem .......................................................................... 93 Raz jeszcze o niewidzialnym ............................................................... 96 Ach, och, ech i uch ............................................................................ 98 Uroczysto(cid:292)ci ....................................................................................... 99 Termoizolacja ................................................................................... 102 Zły bibliotekarz ................................................................................ 104 Normalne rzeczy ............................................................................... 106 Nowe tendencje ................................................................................ 108 Pod znakiem zapytania .................................................................... 110 Negacje ............................................................................................ 112 Nigdy nic nie napisałem ................................................................... 114 Nowa technologia ............................................................................. 116 Na trybunach ................................................................................... 122 Żudzie, ro(cid:292)liny i zwierz(cid:269)ta ................................................................ 124 Eony ................................................................................................ 127 Homo poeticus na dnie .................................................................... 131 (cid:303)ycie to rzeczownik abstrakcyjny ..................................................... 134 Ostatnie k(cid:269)sy ................................................................................... 137 Wielkie pojednanie z mó(cid:304)d(cid:304)kiem ...................................................... 139 Notka o autorze ................................................................................ 142 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 5 NIE żś (cid:303)YCIś Nś żśRSIE Najlepsza religia Janicije obudził si(cid:269) tego ranka ze strasznym bólem głowy, co było cz(cid:269)- stym wydarzeniem w ostatnim tysi(cid:264)cleciu. Wyjrzał przez okno pełne mar- twych much, w dół, na ulic(cid:269), gdzie tłoczył si(cid:269) nawał (cid:292)wiata w czapkach i bez czapek, na górze i pod gór(cid:264), rzymscy (cid:304)ołnierze o wielkich nosach, (cid:292)lepcy, prorocy i um(cid:269)czony serbski naród. Postawił d(cid:304)ezw(cid:269)1 na brudn(cid:264) fajerk(cid:269) i wy- ci(cid:264)gn(cid:264)ł ostatniego papierosa. Na stoliku le(cid:304)ała publikacja z niedalekiej przy- szło(cid:292)ci. źsi(cid:264)(cid:304)ka nosiła tytuł Złe duchy . Oprócz tego, (cid:304)e bolała go głowa, słyszał te(cid:304) głosy, które polecały mu si(cid:269) ruszyć, (cid:304)eby uczynił wysiłek i otworzył oczy, aby raz jeszcze sprawdził swoje konto w banku, (cid:304)eby gło(cid:292)no zakl(cid:264)ł i udał si(cid:269) do fabryki, która nie produkowała niczego, lecz słu(cid:304)yła jako wymówka dla istnienia samego miejsca. Niegdy(cid:292) był to gigant przetwórstwa drzewnego, z wielkimi regałami kuchennymi, ło(cid:304)ami mał(cid:304)e(cid:281)skimi, wygodnymi fotelami... On był tu głównym projektantem, człowiekiem, którego słowa słucha si(cid:269) bez gadania, fachowcem i ulubionym zwierzchnikiem. Firma teraz pracowała tylko na Ńą swoich mo(cid:304)- liwo(cid:292)ci, a jedynymi produkowanymi artykułami były trumny. No dobrze, cza- sami równie(cid:304) jakie(cid:292) krzy(cid:304)e do ukrzy(cid:304)owa(cid:281). Czuł si(cid:269) niepotrzebny, bez pie- ni(cid:269)dzy i motywacji, wypłukany z jakiejkolwiek kreatywno(cid:292)ci tracił dzie(cid:281) za dniem wykonuj(cid:264)c krzy(cid:304)e dla nochatych u(cid:304)ytkowników. Po drodze do fabryki wst(cid:269)pował do Łazarza, który mieszkał kilka domów dalej i był wielkim bojownikiem przeciwko dyktaturze i tyranii. Żubił 1 džezva – mosi(cid:269)(cid:304)ny tygielek z uchwytem u(cid:304)ywany na Bałkanach do parzenia kawy. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 6 te(cid:304) dobre trunki. Zapukał w okno, spodziewaj(cid:264)c si(cid:269) ujrzeć w nim poci(cid:264)gł(cid:264), przepit(cid:264) twarz kolegi, ale nic takiego si(cid:269) nie wydarzyło. Zawołał go po imie- niu, ale nikt nie odpowiadał. Gdy wkroczył do n(cid:269)dznego pokoju, miał na co patrzeć: dwóch rzymskich (cid:304)ołnierzy trzymało (cid:292)wiece i opowiadało dowcipy, kury znosiły jaja wokół łó(cid:304)ka, a w łó(cid:304)ku le(cid:304)ał Łazarz, blady i zesztywniały. – Łazarzu! – zawołał Janicije i znowu usłyszał głosy, które mamrotały mu zagadkowo co(cid:292) o (cid:304)yciu pozagrobowym, rybach, chlebie, małych i du(cid:304)ych przedsi(cid:269)biorstwach... Rzymscy (cid:304)ołnierze zgasili (cid:292)wiece. – Potrzebna nam b(cid:269)dzie trumna, to znaczy, krzy(cid:304), no tego, trumna... optymizmu, ukrzy(cid:304)ować szerzenia Chcieli(cid:292)my z ale si(cid:269) rozmy(cid:292)lili(cid:292)my. Pochowamy go. go powodu – śle ten człowiek nie jest martwy – powiedział Janicije i dotkn(cid:264)ł czoła nieboszczyka. W tym samym momencie Łazarz podskoczył jak oparzony. – Wygrzebałem si(cid:269) z tego paskudztwa – powiedział Łazarz wobec onie- miałych (cid:304)ołnierzy. Tak narodziła si(cid:269) legenda. * * * W fabryce – całkowity upadek systemu. Niektórzy pracownicy rzucaj(cid:264) w siebie butelkami od piwa, inni strzelaj(cid:264) z najwy(cid:304)szego pi(cid:269)tra do przechodniów. Pod deszczem pocisków Łazarz i Janicije weszli do fabryki na dział produkcji trumien i krzy(cid:304)y. Podbiegł do nich brygadzista Paweł i zdyszany paplał bez sensu: – Powiedzieli, (cid:304)eby(cid:292)my zdj(cid:269)li glin(cid:269) i przemalowali. źrzy(cid:304)e musimy ozdo- bić perłami i drogimi kamieniami. Wszystko to musi być gotowe do jutra. Ju- tro spodziewamy si(cid:269) epidemii. – Czekaj chłopie, człowieku! źto ci to powiedział? – Głosy... www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 7 Janicije nie był pewien, czy to przypadkiem nie te same głosy, które nie- pokoiły go ju(cid:304) od wielu dni. On jednak nie rozumiał tych bredni, głosy w jego mózgu sugerowały co(cid:292) zupełnie innego – generalny strajk. Padł na kolana i zacz(cid:264)ł mówić w jakim(cid:292) dziwnym j(cid:269)zyku. Po pół godziny odprowadzany przez tłum, nios(cid:264)cy motyki i kilofy, Janicije wyleciał z terenu fabrycznego, zdecydowany uczynić ostateczne przeobra(cid:304)enie. Jedynie To- masz, magazynier, cmokał z niedowierzaniem. – Rzymianie ich zabij(cid:264) – mówił sam do siebie – je(cid:292)li nie oni to policja. * * * żaria, powód cichych cierpie(cid:281) wszystkich m(cid:269)(cid:304)czyzn z fabryki, odprowa- dzała go(cid:292)cia i rzuciła spojrzenie w dół, na ulic(cid:269). Wydało si(cid:269) jej, (cid:304)e widzi Jani- cija na czele rozjuszonej masy, która zmierzała do centrum. Przypomniała sobie dni sp(cid:269)dzone z nim i noce, gdy jego wiara w siebie była wi(cid:269)ksza. Wci(cid:264)(cid:304) lubiła tego Janicija, chocia(cid:304) był zbyt mi(cid:269)kki i dobry jak na jej gust. On spoj- rzał ku górze i ujrzał rozchełstan(cid:264) kobiet(cid:269), jeszcze ciepł(cid:264) od niedawnego grzechu. Zatrzymał kolumn(cid:269) i wbiegł na schody. – Czego chcesz? – zapytała żaria oboj(cid:269)tnie. – Ucałować ci nogi, nazwać ci(cid:269) bezgrzeszn(cid:264), wybawić ci(cid:269) od (cid:292)wi(cid:281) pod twymi drzwiami... – Ty masz mnie bronić przed klientami?! Nie potrzebuj(cid:269) (cid:304)adnej ochrony. Sama umiem post(cid:269)pować z m(cid:269)(cid:304)czyznami. Prawdziwymi m(cid:269)(cid:304)czyznami. – Powariowali – powiedział Janicije. – Gotowi s(cid:264) palić, łamać i gwałcić. Wspominali te(cid:304) o jakim(cid:292) kamienowaniu. – ś ty(cid:292) dla nich kto – jaki(cid:292) wódz? – zapytała żaria. – ś jak(cid:304)e... Ja pierwszy usłyszałem głosy i wtedy we mnie zawrzało. Wszystko, czego pragn(cid:269) to normalne (cid:304)ycie, praca, (cid:304)ona, dzieci... To jest w pewnym sensie protest społeczny. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 8 – żnie tam tak jest dobrze, całkiem dobrze. Ja sprzedaj(cid:269) miło(cid:292)ć i nie chc(cid:269) strajkować. W tym momencie rozpocz(cid:269)ło si(cid:269) kamienowanie. Wtedy Janicije pod- niósł r(cid:269)ce i powiedział: – Jedynie komitet protestacyjny jest upowa(cid:304)niony do kamienowania i to – pomidorami. Przemoc nie jest rozwi(cid:264)zaniem. Rozwi(cid:264)zaniem jest – miło(cid:292)ć. * * * – (cid:303)ycie to nie pokój, lecz nieustanna walka – stwierdzili pojednawczo członkowie komitetu protestacyjnego. żaria jednego po drugim zaci(cid:264)gała do łó(cid:304)ka. Gdy wyszli, polecili zgromadzonym, aby zajrzeli do własnych serc, rzucili motyki i kilofy i oddali si(cid:269) błogiemu ot(cid:269)pieniu, a(cid:304) w ich sercach zamieszka rado(cid:292)ć. Janicije nie chc(cid:264)c, by go napadni(cid:269)to, zostawił żari(cid:269) i udał si(cid:269) na pu- styni(cid:269) tak, jak mu to poleciły głosy. Po paru krokach ziemia si(cid:269) otworzyła i połkn(cid:269)ła go. Gdy doszedł do sie- bie, ujrzał starca o oleistych oczach i długiej brodzie. – Jestem Jan – powiedział starzec. * * * Gł(cid:269)boko w sercu w(cid:269)zła sanitarnego, opowiadano mity i legendy, prowa- dzono dysputy teologiczne zrodzone w smrodzie, krwi i pocie ameby teozofii. Starzec podniósł warz(cid:264)chew, któr(cid:264) mieszał zup(cid:269) ze szczurów. – Ty musisz być śragorn – powiedział. – Nie. Na imi(cid:269) mi Janicije. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 9 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 10 – Janicije – powtórzył starzec. – Dziwne... Słyszysz głosy? – Słysz(cid:269). – I co ci mówi(cid:264) – te głosy? – ślty mówi(cid:264), jak im serca bij(cid:264), barytony (cid:292)piewaj(cid:264) o zdradzie i (cid:292)mierci... – Pomog(cid:269) ci – powiedział starzec i zanurzył jego głow(cid:269) w płytkim potoku pomyj. Po kilku sekundach w brudnej wodzie, głosy ucichły. * * * Po tym jak o mało go nie utopił, starzec zachwiał si(cid:269) i padł o(cid:292)lepiony blaskiem kocich wn(cid:269)trzno(cid:292)ci. – Co(cid:292) powstaje z niczego, (cid:292)wiatło z ciemno(cid:292)ci, droga z bezdro(cid:304)a, (cid:304)ycie ze (cid:292)mierci... Twój koniec jest naszym pocz(cid:264)tkiem. Janicije znowu bolała głowa. Gdy wypełzł z kanalizacji, gwiazda (cid:292)wieciła jeszcze silniej. Zaparkowany radiowóz spozierał na społecze(cid:281)stwo, skłonne do rewolucji i ekshibicjonizmu. Czuł si(cid:269) (cid:302)le, bolało go (cid:304)ebro i uwierała go au- reola. Chciał pój(cid:292)ć do żarii, ale akurat nie była jego kolej. Poszedł pod gór(cid:269), nie przypuszczaj(cid:264)c, (cid:304)e na górze znajduje si(cid:269) batalion pancerny źorpusu Priszti(cid:281)skiego. * * * (cid:303)ołnierze nie wygl(cid:264)dali na (cid:304)ołnierzy, lecz na przymusowo zmobilizowane bóstwa, lub te(cid:304) niczym energia obleczona w mundury. Jedynym, prawdzi- wym (cid:304)ołnierzem był chor(cid:264)(cid:304)y Piotr. żiał w(cid:264)sy i szerokie ramiona, okryte epo- letami. Wła(cid:292)nie szykował si(cid:269) by uzbroić Janicija w bomby i bro(cid:281) biał(cid:264), gdy przerwał mu głos pułkownika Budimira. Buda był grubym, dobrodusznym strzelcem o wielkich oczach i łagodnym wzroku. – źocham ci(cid:269) – powiedział do Janicija. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 11 – Słucham!? – odparł tamten zdumiony. – Jak brata – ci(cid:264)gn(cid:264)ł Buda. Potem rzucił karabin w nieprzeniknione po- le czerwonych maków, nieuniknione tło psychodelicznych scen. Nawet żu- hamed zgodził si(cid:269), (cid:304)e ten (cid:292)niady dryblas nie ma mózgu pod hełmem. Jednak chor(cid:264)(cid:304)y przerwał harmoni(cid:269) autorytatywnym głosem: – Ta bitwa jest decyduj(cid:264)ca – powiedział. * * * Siły dobra łatwo było odró(cid:304)nić od sił zła. Nasi byli dobrzy, m(cid:264)drzy i pi(cid:269)kni, ichni byli brzydcy, brudni i (cid:302)li. Nasi byli pacyfistami zmuszonymi do walki, aby prze(cid:304)yć. Wszystkie te karabiny, armaty, wyrzutnie rakietowe, czołgi, wszystko to miało jedynie oddziaływać psychologicznie na przeciwni- ka. To była tak naprawd(cid:269) komuna hipisowska w mundurach moro. Chor(cid:264)(cid:304)y Piotr podbiegł do Janicija jakby oczekiwał odpowiedzi, a z jego wzroku mo(cid:304)na było wyczytać, (cid:304)e nie ma jasnego planu ani strategii. – Co my(cid:292)lisz o tym, (cid:304)eby zbudować most, przenie(cid:292)ć rannych, a potem go zburzyć... (cid:303)eby Niemcy nie mogli przej(cid:292)ć... – żosty buduje si(cid:269) ponad wod(cid:264) – odpowiedział Janicije. – No to jak mamy pokonać smoka? – zapytał chor(cid:264)(cid:304)y, którego ksenofo- bia powa(cid:304)nie zagra(cid:304)ała fundamentom demokratycznego społecze(cid:281)stwa. Wi- dział wrogów serbsko(cid:292)ci w ka(cid:304)dym, kto nie nosi opanków2 i nie pisze cyryli- c(cid:264). – Jagni(cid:269) pokona smoka – powiedział Janicije, który lubił alegorie. * * * 2 Opanki – rodzaj tradycyjnych serbskich kierpcy www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 12 Nie było widoków na popraw(cid:269) sytuacji. Fabryk(cid:269) zamkni(cid:269)to, żaria znala- zła lepsze zaj(cid:269)cie, wojny toczyły si(cid:269) bez zwyci(cid:269)zców, fałszywym prorokom po- wodziło si(cid:269) lepiej ni(cid:304) prawdziwym. Janicije bł(cid:264)kał si(cid:269) po pustyni, na której nie stan(cid:269)ła ludzka stopa. żo(cid:304)na by z tego wywnioskować, i(cid:304) było to pyrrusowe zwyci(cid:269)stwo, albo (cid:304)e wszystkie bohaterskie idee to fatamorgany. Po kilku kilometrach piasku, sło(cid:281)ca i wody odpadowej, wydawało mu si(cid:269), (cid:304)e widzi brzeg, na brzegu chat(cid:269) z bierwion, w chacie pi(cid:269)kn(cid:264) dziewczyn(cid:269), która macha do niego i zaprasza go w j(cid:269)zyku niemieckim: – komcumirmajn- szac, komcumirmajnszac... Nie były to te same głosy, które go wygoniły, wie- dział o tym, ale d(cid:302)wi(cid:269)czały tak uspokajaj(cid:264)co. Gdy popatrzył lepiej, ujrzał, i(cid:304) znajduje si(cid:269) na błotnistej drodze, która rozwidla si(cid:269) w kilka dró(cid:304)ek. Dopiero co za(cid:292)witało, usłyszał ptasie trele i beczenie owiec. Zauwa(cid:304)ył sylwetki paste- rzy, którzy prowadzili stado i zacz(cid:269)li wesoł(cid:264) rozmow(cid:269): Dzi(cid:269)ki ci, (cid:291)wi(cid:269)ty Janici- je, opiekunie wytwórców sera, (cid:304)e nasze stado nie choruje i nie padło, (cid:304)e mamy mleko, mi(cid:269)so i wełn(cid:269), (cid:304)e jeste(cid:292)my (cid:304)ywi i zdrowi. Janicije zatrzymał si(cid:269), popatrzył wokół po raz pierwszy (cid:292)wiadomy swojej misji, a potem przypomniał sobie o swoich apatycznych kolegach i kole(cid:304)ankach ze szkoły (cid:292)redniej, którzy nie mieli wizji, ani te(cid:304) szczególnie rozwini(cid:269)tej wyobra(cid:302)ni. Wtedy znowu usłyszał głosy, były po aramejsku i bez w(cid:264)tpienia były prawdziwe. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 13 Die Brücke Niewiarygodnie małe Staliny z ziemniaków były wsz(cid:269)dzie wokół mojego pola grawitacyjnego. Otwierasz opakowanie kawy i wyskakuje mały Stalin – purèe. Otworzysz oczy i pierwsze, co wodzisz to – mały Ceauşescu – czekola- dowa biegunka. Otwierasz piekarnik, a z piekarnika wysypuje ci si(cid:269) pod nogi złowroga przemowa Hitlera na kongresie w Berlinie. Ja ju(cid:304) si(cid:269) przejechałem na otwieraniu czegokolwiek, oczu, ust, uszu, zamiast kiwać głow(cid:264), milcz(cid:269), przechodz(cid:269) przez most ze swoj(cid:264) mena(cid:304)k(cid:264) i nic, zupełnie nic nie zauwa(cid:304)am. Dzi(cid:292) rano po drodze do źuchni Dla Ubogich widziałem jak jakie(cid:292) kundle jedz(cid:264) jakiego(cid:292) bezdomnego, ale tylko go omin(cid:264)łem, a co mi tam, widz(cid:269), (cid:304)e nikt nie reaguje, hycle, milicja, stra(cid:304) miejska, wojsko, wi(cid:269)c gdybym si(cid:269) wmie- szał, oprócz w(cid:292)cieklizny i jakiego(cid:292) siniaka pod okiem, nic bym nie zyskał, mo(cid:304)e jeszcze po tym wszystkim bezdomny wprowadziłby si(cid:269) do mojego domu i zgwałcił mi (cid:304)on(cid:269). Z kilku pierwszych zda(cid:281) wynika, (cid:304)e zostałem paranoikiem. Dalej z tek- stu jasno wynika, (cid:304)e jestem biedny i (cid:304)e cz(cid:269)sto przechodz(cid:269) przez most. Rów- nie(cid:304) mo(cid:304)na zauwa(cid:304)yć, (cid:304)e jestem wyj(cid:264)tkowo szalonym człowiekiem. Spaceruj(cid:269) z t(cid:264) swoj(cid:264) mena(cid:304)k(cid:264) w t(cid:269) i z powrotem, dopóki mi do niej nie nalej(cid:264) papryka- rzu albo nie wrzuc(cid:264) martwej iguany i tak mija mi (cid:304)ycie. źiedy(cid:292), gdy mieszka- łem w dzielnicy artystycznej Tbilisi, w czasach wolno(cid:292)ci artystycznej i rewo- lucji seksualnej, cz(cid:269)sto wraz z innymi hipisami, ubrany tylko w listek figowy, przechodziłem przez most przy d(cid:302)wi(cid:269)kach mandoliny i p(cid:269)dziłem za złotym runem, wspierany przez niecodzienne reakcje chemiczne, które odbywały si(cid:269) w istocie szarej mojego mózgu. Pami(cid:269)tam dzie(cid:281), gdy byłem jesz- cze CZŁOWIEźIEż, miałem wszystkie z(cid:269)by, moje nerki funkcjonowały pra- widłowo, z ko(cid:281)czyn nie wyciekała mi (cid:304)adna zielonkawa ciecz, wci(cid:264)(cid:304) jeszcze miałem wszystkie 10 palców. Cz(cid:269)sto rozmawiałem na mo(cid:292)cie z Munchiem i radziłem mu, (cid:304)eby zacz(cid:264)ł uprawiać jaki(cid:292) sport. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 14 – Sport – mówiłem mu. – Jest dobry dla ciała, a duch, który mieszka w zdrowym ciele te(cid:304) b(cid:269)dzie zdrowy, gdy go otoczysz mi(cid:269)(cid:292)niami. Grałem w kawiarni w szachy z Macke m, Kandinsky cz(cid:269)sto dotrzymywał mi towarzystwa w kawiarni Bł(cid:269)kitny je(cid:302)dziec pod mostem, źlèe grał ze mn(cid:264) w tenisa stołowego na oddziale intensywnej opieki na Podwo(cid:304)niaku3, (cid:304)e ju(cid:304) nie wspomn(cid:269) słynnego rozbicia kordonu na mo(cid:292)cie Branka4... To były czasy optymizmu, a teraz spójrz, apatia, deficyt, zaburzenia psychosomatyczne... Nawet paprykarz nie smakuje ju(cid:304) tak, jak kiedy(cid:292). Wszyscy moi przyjaciele powymierali, niektórzy skoczyli z mostu, niektórzy si(cid:269) utopili, niektórzy zna- le(cid:302)li si(cid:269) na mo(cid:292)cie podczas zagro(cid:304)enia powietrznego, i tyle... żosty powinny być, no wiecie, symbolami jakiego(cid:292) zwi(cid:264)zku, poł(cid:264)czenia, metafor(cid:264) zbli(cid:304)enia, tak jak w tym sformułowaniu budujemy mosty przyja(cid:302)ni . Nie wiem, nie wiem, co si(cid:269) stało z nami i naszymi mostami. Wiem tylko, (cid:304)e gdy popatrz(cid:269) na innych Rumunów, jak przechodz(cid:264) przez most, otuleni w szmaty, ze swoimi pudełkami po Nutelli, ze swoimi szalami z przeszłego (cid:304)ycia, gdy ich z(cid:269)by wy- padaj(cid:264) do rzeki i płyn(cid:264) ku żorzu Czarnemu, prze(cid:292)laduje mnie jedno i to sa- mo pytanie: czy oni lubi(cid:264) iguan(cid:269) bardziej ni(cid:304) ja? Ech, tak, a ten na mo(cid:292)cie, ten, który wydaje krzyk, to nie jestem ja, to mój stryjeczny brat, Ole Gunnar Solskjær. 3 Podvožnjak – dzielnica Belgradu, w której miały miejsce demonstracje studenckie 3. lipca 1968r . Studenci protestowali przeciw sytuacji w kraju: biurokracji, rotacji stanowisk politycznych wci(cid:264)(cid:304) w(cid:292)ród tych samych osób i ich rodzin i braku perspektyw ekonomicznych. W konsekwencji Tito co prawda przyznał racj(cid:269) studentom, jednak przywódcy strajku zostali wyrzuceni z uczelni, pozbawieni paszportów, a wielu jego uczestników było w pó(cid:302)niejszym czasie represjonowanych. 4 Most Branka (Brankov most) – most na rzece Sawie, ł(cid:264)cz(cid:264)cy star(cid:264) i now(cid:264) cz(cid:269)(cid:292)ć Bel- gradu, nazwany tak z powodu blisko(cid:292)ci ulicy Branka Radi(cid:256)evicia (1824. – 1853 r.) serbskie- go poety romantycznego www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 15 Rosyjsko – serbskie charty przyja(cid:302)ni (cid:291)wi(cid:269)ty Nole od czasu do czasu spogl(cid:264)dał w krzaki, w których dwóch maniaków seksualnych burzliwie rozprawiało o Dostojewskim. Gdyby jakim(cid:292) przypadkiem był maniakiem seksualnym, ch(cid:269)tnie wł(cid:264)czyłby si(cid:269) w debat(cid:269), jednak konwencje towarzyskie tego nie dopuszczały, a w niektórych krajach, jak na przykład w ślabamie, było to nawet prawnie zabronione. Dlatego te(cid:304) Nole zszedł ze stosu i udał si(cid:269) do najbli(cid:304)szego klasztoru. Zadzwonił trzy razy, ale ksi(cid:269)(cid:304)a ju(cid:304) dawno poszli spać, oprócz ksi(cid:269)dza dy(cid:304)urnego, który tego wieczoru zamkn(cid:264)ł si(cid:269) w pustelni, aby znowu przywołać wizje. Dlatego Nole poszedł dalej prosto i po kilku kilometrach natrafił na głównych bohaterów powie(cid:292)ci satyrycznej źurta i żurta5 , źurt(cid:269) i żurt(cid:269). Niewiarygodne, ale oni te(cid:304) rozprawiali o Dostojewskim. Nole przyło(cid:304)ył ucho do (cid:292)lepej kiszki żurty i usłyszał jak żurta ukazuje trudy serbskiego i rosyjskiego chłopa, by uwol- nić si(cid:269) od tyranii dziedziców. źurta natomiast mówił m(cid:264)drze o tym, (cid:304)e trzeba zabić bab(cid:269) i unikn(cid:264)ć wi(cid:269)zienia. (cid:291)wi(cid:269)ty Nole, którego tak przezwały niewierne i dwulicowe gryzipiórki, pozbawione prawdziwego talentu w kre(cid:292)leniu postaci literackich i tworzeniu atmosfery, wci(cid:264)(cid:304) jeszcze odró(cid:304)niał dobro od zła, bez wzgl(cid:269)du na to, (cid:304)e ostatnich 1Ń lat sp(cid:269)dził w psiej kuchni, po(cid:292)ród zielonego bajora, powstałego wskutek parowania z miejskiej ciepłowni. – Nie kłóćcie si(cid:269), bracia! – powiedział Nole. – Zamiast zabijać baby, spróbujcie je zrozumieć. – To rzekłszy oddalił si(cid:269) do kolejnej fazy swojej twór- czo(cid:292)ci, w której zdania b(cid:269)d(cid:264) si(cid:269), niczym w wirze, oplatać, jedno wokół dru- giego, niezale(cid:304)nie od sensu, postaci lub fabuły, tak zupełnie swobodnie, do- póki nie wywołaj(cid:264) u czytelnika zawrotów głowy, dyskomfortu lub pogardy i 5 Kurta i Murta – opowie(cid:292)ć o perypetiach pary rezolutnych przyjaciół, którzy interesuj(cid:264) si(cid:269) wszystkim i wsz(cid:269)dzie musz(cid:264) si(cid:269) znale(cid:302)ć i we wszystko wmieszać, mawia si(cid:269) o nich i(cid:304) s(cid:264) niczym dr Jekyll (we- i żr Hyde, dług: http://vukajlija.com/kurta+i+murta) s(cid:264) Hyde m tym, z (cid:304)e oboje www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 16 nie zmusz(cid:264) go do zmierzenia si(cid:269) ze swoim nieczystym sumieniem, ze swoj(cid:264) prawdziw(cid:264) natur(cid:264). – żusimy si(cid:269) liczyć z ludzkim zepsuciem – powiedział mu wła(cid:292)ciciel szopy, w której mieszkał. Potem wrzucił do domku ko(cid:292)ć biodrow(cid:264) którego(cid:292) z naszych ochotników, ale nie dla niego, lecz dla rosyjskiego charta, którego Rosyjska Akademia Nauk i Umiej(cid:269)tno(cid:292)ci podarowała naszej, w czasach naj- wi(cid:269)kszej inflacji. Nole kochał i ludzi i zwierz(cid:269)ta, i czasowniki i rzeczowniki, a nawet walk(cid:269) narodowo-wyzwole(cid:281)cz(cid:264) i tak jak zawsze, gotów był si(cid:269) po(cid:292)wi(cid:269)- cić. Wiedział, (cid:304)e kiedy(cid:292) sprawiedliwo(cid:292)ć zwyci(cid:269)(cid:304)y, (cid:304)e w którym(cid:292) roku podł(cid:264)cz(cid:264) pr(cid:264)d, (cid:304)e ludzie przestan(cid:264) si(cid:269) w ko(cid:281)cu wieszać w kotłowniach... Wyszedł z budy dla psa i spróbował si(cid:269) wyprostować. Przed nim, w futrynie starego magazynu stały naturalne piersi Franceski Delere, otoczone atmosfer(cid:264) szkar- latyny i ospy. (cid:291)wi(cid:269)ty Nole zadr(cid:304)ał i zatrz(cid:264)sł si(cid:269), dopóki pierze kur nie zacz(cid:269)ło latać wsz(cid:269)dzie wokół. Potajemne zrywy, brak laktozy i mroczna serbska rzeczywi- sto(cid:292)ć pełna frustracji, zmusiła go by wyci(cid:264)gn(cid:264)ł r(cid:269)k(cid:269) ku cyckom, nie rozumiej(cid:264)c, (cid:304)e jest to fatamorgana, ułuda rogatego, oszustwo Nieczyste- go. Tymczasem zamiast dr(cid:304)(cid:264)cego ró(cid:304)owego mi(cid:269)sa, jedyne, co udało mu si(cid:269) uchwycić to ob(cid:292)linione nozdrza jego psa, który kiedy(cid:292), dawno temu, wabił si(cid:269) Pluto, w czasach, gdy jeszcze biegał po carskim dworze i był ma- skotk(cid:264) kibiców Dinamo z Kijowa. – Czasem zamiast klasztornej ciszy, (cid:304)ycie obdarza nas filmem rysunko- wym z elementami pornograficznymi – westchn(cid:264)ł (cid:291)wi(cid:269)ty Nole całuj(cid:264)c ogara. Pies odwdzi(cid:269)czył mu si(cid:269) wzrokiem pełnym miło(cid:292)ci i współczucia. Walt Disney zamro(cid:304)ony w swojej komorze hibernacyjnej nagle przekr(cid:269)cił si(cid:269) na drugi bok, aby nie dostać odle(cid:304)yn. Wszystkie pozostałe postaci (cid:304)yły dalej w biedzie, oprócz Dostojewskiego, który odszedł w roku 1881. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 17 Autobus Wczoraj sp(cid:269)dziłem cały dzie(cid:281) w autobusie, dopóki si(cid:269) nie zapalił. Naj- pierw podró(cid:304)owałem 1ń godzin do Belgradu, potem w (cid:292)rodkach komunikacji miejskiej sp(cid:269)dziłem 2 godziny, potem siedziałem na siedzeniu 4 godziny i w ko(cid:281)cu wróciłem do mojego rodzinnego miasta, po o(cid:292)miogodzinnej podró- (cid:304)y. Gdyby dzie(cid:281) miał 800 godzin, ja podró(cid:304)owałbym i 800, i to – autobusem. Samochodu nie mam, ani te(cid:304) nigdy mieć nie b(cid:269)d(cid:269). To wielka odpowiedzial- no(cid:292)ć. Wsz(cid:269)dzie s(cid:264) pijani kierowcy i szaleni piosenkarze. Benzyna kosztuje w pizdu, a opony s(cid:264) łyse. Ja bym zmusił wszystkich ludzi (cid:304)eby je(cid:302)dzili autobu- sami, po pierwsze dlatego, (cid:304)e w przypadku zderzenia, ucierpi zawsze mniej- szy pojazd, a równie(cid:304) ze wzgl(cid:269)du na przyjemne drganie motoru, które wywo- łuje sen albo szale(cid:281)stwo, wszystko jedno. Żubi(cid:269) te(cid:304) patrzeć w tłuste ciemi(cid:269) kierowcy i jego wy(cid:292)wiechtane spodnie, które zazwyczaj s(cid:264) szare. W autobusie jest wielu podró(cid:304)nych, którzy jad(cid:264) do Boljewca. Co tam jest takiego szczegól- nego – naprawd(cid:269) nie mam poj(cid:269)cia. żo(cid:304)e fabryka metali ci(cid:269)(cid:304)kich, mo(cid:304)e jaka(cid:292) zbiorowa mogiła... Ja jad(cid:269) autobusem dlatego, (cid:304)e bilet powrotny kosztuje 800 dinarów + ró(cid:304)ne opłaty peronowe, bilety i (cid:304)etony, to by wyszło jakie(cid:292) 900 di- narów. Daj(cid:269) jednego czerwonego6 i zostaje mi tyle, (cid:304)e wystarcza na pras(cid:269) co- dzienn(cid:264) i paczk(cid:269) gumy do (cid:304)ucia. Żubi(cid:269) czytać gazety, chocia(cid:304) mam (cid:292)wiado- mo(cid:292)ć, (cid:304)e to wszystko prasa kolorowa, lub, jakby to okre(cid:292)lił mój wysoko wy- kształcony kolega – (cid:292)mieci, ale lubi(cid:269) czytać o tym, (cid:304)e piosenkarki powi(cid:269)ksza- j(cid:264) sobie obwód piersi, albo (cid:304)e robotnicy kopi(cid:264)cy rowy ugodzili siekierami pierwszych napotkanych s(cid:264)siadów. W autobusie słucham, co mówi(cid:264) pozosta- li podró(cid:304)ni i wszystko wchłaniam, jak g(cid:264)bka. źto jest czyj(cid:264) kochank(cid:264), kto kogo zatrudnił i dlaczego, kto jest czyj(cid:264) pierwsz(cid:264), drug(cid:264), trzeci(cid:264) albo pi(cid:264)t(cid:264) (cid:304)on(cid:264), jak ludzie zabijaj(cid:264) si(cid:269) z pistoletu albo biał(cid:264) broni(cid:264), co si(cid:269) stało z Fer- nandem i jak Ruby znalazła si(cid:269) w odmiennym stanie. Poza tym, w autobusie czuć specyficzny smród, który gdy si(cid:269) do niego przyzwyczaić, pomaga prze- 6 Chodzi o banknot o nominale 1000 dinarów. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 18 zwyci(cid:269)(cid:304)yć stany l(cid:269)kowe i problemy psychosomatyczne. Staje si(cid:269) wam wszyst- ko jedno czy kiedykolwiek gdzie(cid:292) dojedziecie, stajecie si(cid:269) całkowicie oboj(cid:269)tni wobec nagłego hamowania, p(cid:269)kania gum albo zderze(cid:281) bocznych z innymi pojazdami. Podró(cid:304)ujecie przez Czestobrodic(cid:269)7, która jest zawsze zawiana i (cid:292)liska, i rozmy(cid:292)lacie o tym, czy autobus wytrzyma, a je(cid:292)li wytrzyma, to czy kierowca nie straci kontroli i nie spu(cid:292)ci go po zboczu w dół, do lasu. Pytacie, dlaczego droga wiedzie w kółko, a nie na wprost i kto w ogóle przebił skał(cid:269) na wylot, by(cid:292)my mogli teraz przejechać, a na twarzy wybija wam zagadkowy u(cid:292)miech tak, jak by(cid:292)cie ju(cid:304) od lat praktykowali w jakiej(cid:292) ordynacji psychia- trycznej. A wszystko to z powodu smrodu. Nie twierdz(cid:269), (cid:304)e w poci(cid:264)gu mniej (cid:292)mierdzi. Nie, tam jedyn(cid:264) zalet(cid:264) jest fakt, (cid:304)e wszyscy pozostawiaj(cid:264) was w spokoju i umieracie godnie, tam nawet jeszcze bardziej i dłu(cid:304)ej (cid:292)mierdzi, gdy wszyscy zaczn(cid:264) zdejmować buty, dzieci, starcy, kozy, drobne zwierz(cid:269)ta, straszne, dlatego ja je(cid:304)d(cid:304)(cid:269) autobusami i b(cid:269)d(cid:269) nimi je(cid:302)dził, je(cid:292)li Bóg da, dopó- ki nie wymy(cid:292)l(cid:264) jakiego(cid:292) innego (cid:292)rodka transportu, wodo(cid:292)lizgu albo na przy- kład metra... śle mówi(cid:264)c szczerze, tak naprawd(cid:269) nie znam prawdziwego po- wodu podró(cid:304)owania. Wydaje mi si(cid:269), (cid:304)e podró(cid:304)uje si(cid:269), aby si(cid:269) od czego(cid:292) uwol- nić, by dok(cid:264)d(cid:292) odej(cid:292)ć, by przemie(cid:292)cić swoj(cid:264) zdolno(cid:292)ć postrzegania, albo jak- by powiedział pewien mój wykształcony kolega by moja dupa drog(cid:269) zobaczy- ła . W ka(cid:304)dym razie, błogo si(cid:269) (cid:292)miej(cid:269), gdy odpada przednie koło i autobus przechyla si(cid:269) na jedn(cid:264) stron(cid:269), zaczyna wyrzucać iskry i uderza w band(cid:269). Nikt nie wymiotuje, wszyscy si(cid:269) (cid:292)miej(cid:264). źierowca wył(cid:264)cza ludowizn(cid:269) i mówi, (cid:304)e nie ma powodów do paniki, bo Bóg czuwa nad Serbami. źilku milicjantów, którzy le(cid:304)(cid:264) na podłodze i na siedzeniach tu(cid:304) za mn(cid:264), (cid:304)(cid:264)da mojego dowodu osobistego, bo oczywi(cid:292)cie tylko ja jeden spo(cid:292)ród pasa(cid:304)erów nie rzygałem i ja si(cid:269) (cid:292)miej(cid:269) pokazuj(cid:264)c im (cid:292)rodkowy palec. Jeden z nich uderza mnie pał(cid:264) po głowie i histerycznie si(cid:269) (cid:292)mieje, podczas gdy g(cid:269)sty dym zaczyna napełniać autobus. – śutobus si(cid:269) zapalił – mówi pewna studentka prawa i zaczyna chi- chotać, nast(cid:269)pnie autobus stacza si(cid:269) ze zbocza, a my, znajduj(cid:264)cy si(cid:269) w przedniej cz(cid:269)(cid:292)ci autobusu, machamy podró(cid:304)nym z cz(cid:269)(cid:292)ci tylnej, którzy na 7 Ĉestobrodica – górzysta osada w okr(cid:269)gu Požega (okolice BelgraduĘ www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 19 pewno si(cid:269) rozbij(cid:264), tak, jak by(cid:292)my chcieli powiedzieć: przykro nam, selekcja naturalna. Wymi(cid:269)ty i brudny przychodz(cid:269) do domu, matka si(cid:269) (cid:292)mieje i pyta, jak by- ło we Florencji. – Belgrad jest oddalony o 240 kilometrów – mówi(cid:269). – I wci(cid:264)(cid:304) jest szary. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 20 Iluzja (cid:292)wiata w ruchu Gdy pan młody schodził po schodach, weselnicy (cid:292)miali si(cid:269) i wznosili to- asty. – Najpierw (cid:292)lub, no a potem utrata niewinno(cid:292)ci – powiedział jeden z weselników. I tak wszystkie najlepsze pomysły, wł(cid:264)czaj(cid:264)c w to podział materiału ge- netycznego, były z góry skazane na przepadek lub ofiarowanie na rzecz dobra ogólnego. żontagne popatrzył na śleksandra Ńońtara8, który wyczyniał cuda (cid:304)eby strzelić gola. Złoto olimpijskie wisiało na jego piersiach tak, jak przed pi(cid:269)tna- stoma laty. – Czy(cid:304)by nic si(cid:269) nie zmieniło – pomy(cid:292)lał żontagne patrz(cid:264)c na wyp(cid:269)dzo- nych Serbów, którzy zbierali si(cid:269) wokół gilotyny. Był tam równie(cid:304) wujek Bra- na, troch(cid:269) oddzielony od weselników i zapatrzony w dal. – Czy to nie szale(cid:281)stwo wychodzić za m(cid:264)(cid:304) w takiej chwili? – zapytał żontagne i zauwa(cid:304)ył, (cid:304)e pan młody ma wielki brzuch na plecach. ży(cid:292)lał o bitwie nad żaric(cid:264)9, bitwie na Kosowym Polu10, rozpadzie Jugosławii i bom- bardowaniu Serbii. 8 śleksander Ńońtar – ur. w 1964 r., były serbski zawodnik siatkówki wodnej, który wraz z dru(cid:304)yn(cid:264) wywalczył złoty medal na olimpiadzie w Korei w 1988 r. 9 Bitwa nad żaric(cid:264) – 2ń. wrze(cid:292)nia 1371 r. pomi(cid:269)dzy koalicj(cid:264) antytureck(cid:264), składaj(cid:264)c(cid:264) si(cid:269) z chrze(cid:292)cija(cid:281)skich władców bałka(cid:281)skich i WołoszczyznyĘ, a wojskami tureckimi pod wodz(cid:264) żurada I; zako(cid:281)czyła si(cid:269) zwyci(cid:269)stwem Turcji i była pocz(cid:264)t- kiem podboju Bałkanów przez Turków osma(cid:281)skich. (Serbii, Bo(cid:292)ni, W(cid:269)gier 10 Bitwa na Kosowym Polu – 28. czerwca 1389 r., militarna kl(cid:269)ska wojsk serbskich pod wodz(cid:264) ksi(cid:269)cia Żazara w starciu z wojskami tureckimi dowodzonymi przez żurada I; w rezul- tacie Serbia dostała si(cid:269) pod panowanie tureckie na niemal Ń00 lat. www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 21 www.e-bookowo.pl I v a n P o t i ć : R a z j e s z c z e o n i e w i d z i a l n y m S t r o n a | 22 – żo(cid:304)e było by lepiej, gdyby(cid:292)cie zaczekali, a(cid:304) zmieni si(cid:269) re(cid:304)im, wizowy – zaproponował uprzejmie. Tymczasem wa(cid:304)ne było, co ludzie pomy(cid:292)l(cid:264), a on wszystko robił z wyrachowania: (cid:304)enił si(cid:269), walczył, budował, rozbierał, walił pałami obcych nauczycieli... – Żiczy si(cid:269) nie tylko talent, ale te(cid:304) solidna praca – zakrzykn(cid:264)ł w(cid:269)gierski trener ze srebrnym medalem na piersiach. – Wy jeste(cid:292)cie krajem (cid:292)wiatowych czempionów i tylko wasze matki wiedz(cid:264), jak trudna była droga od embrionu do medalu. – Gdzie jest pan młody? – zapytał żontagne naszego zwi(cid:264)zkowego selek- cjonera, który był człowiekiem skromnym i spokojnym, nieprzyzwyczajonym do podobnych prowokacji. – Nie wiem, gdzie jest pan młody, ja tu jestem wył(cid:264)cznie z poczucia du- my narodowej... żontagne popatrzył na pann(cid:269) młod(cid:264), potem na dziecko, które trzymała w r(cid:269)kach, potem na zachwycon(cid:264) mas(cid:269) przed Urz(cid:269)dem żiasta, potem na cebrzyk, i pomy(cid:292)lał, (cid:304)e kanibale to ludzie czy(cid:292)ci i prostolinijni, po czym usiadł do stołu i w duchu sceptycyzmu zacz(cid:264)ł je(cid:292)ć sarm(cid:269)11. 11 Sarma – potrawa z mielonego mi(cid:269)sa owini(cid:269)tego w li(cid:292)cie kiszonej kapusty, podobna do goł(cid:264)bków. www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Raz jeszcze o niewidzialnym
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: