Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00281 005833 11247526 na godz. na dobę w sumie
Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach. Tom II - ebook/pdf
Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach. Tom II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1111-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opracowanie przedstawione przez Michała Jagiełłę [...] jest imponujące. Autor swoimi badaniami, poszukiwaniami i szperaniami objął olbrzymi zakres czasowy - od końca XVIII wieku do jego początków, ściślej - do przedproża niepodległości nie tylko Polski, także Litwy oraz podjęcia tego zagadnienia w Ukrainie i Białorusi (drugi tom sięga 1918 roku). Rzeczpospolita, która została poddana rozbiorom, składała się z tych czterech narodów czy narodowości (także Żydów, o których jest mowa), więc dzieje przemian wzajemnych relacji w czasie kształtowania się nowoczesnej świadomości narodowej i nowoczesnych nacjonalizmów stanowią swego rodzaju odyseję ideowo-kulturowo-polityczną.

Autor tego opracowania tę odyseję, w jej księgach poszczególnych, chce nam przedstawić, a przedstawienie to opiera na niesłychanie bogatym materiale zaczerpniętym zarówno z prac rozwiniętych, jak i z artykułów gazetowych. Kwerenda, jaką przeprowadził i z jakiej zdaje plastyczne sprawozdanie w swoim opracowaniu, jest doprawdy imponująca! O ile mi wiadomo nikt dotąd podobnej nie przeprowadził, zarówno jeśli idzie o zakres czasowy, jak i materiałowy. Drugą przesłanką mojej wysokiej oceny tego opracowania jest jego dialogowy charakter - przedstawia ono tytułową problematykę nie tylko przez prezentację różnych stanowisk strony polskiej (choć ona, co zrozumiałe i uzasadnione, jest dominująca), ale i w odniesieniach do budzących się, rozwijanych i przybierających coraz bardziej dojrzałe, nowoczesne formy stanowisk adwersarzy. Ten sposób dialogowego przedstawienia całej, poniekąd podstawowej dla XIX wieku problematyki narodowej, pozwala sądzić, że opracowanie to nie tylko wejdzie do kanonu źródeł polskich, ale także litewskich, ukraińskich i białoruskich.

Z recenzji prof. dr. hab. Andrzeja Mencwela

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Michał Jagiełło RAZEM CZY OSOBNO? Przewodnik po lekturach Tom II NARODY_II_OK_OK:Layout 2 12/6/11 9:51 AM Page 1 Mi chał Ja gieł ło uro dził si´ w 1941 r. w ro dzi nie chłop skiej we wsi Ja ni ko wi ce pod Kra ko wem. Z wy kształ ce nia hi sto ryk li te ra tu ry pol - skiej (UJ 1964). Pro za ik, ese ista, pu bli cy sta i po eta. Od mło dych lat zwià za ny z gó ra mi: ta ter nik, ra tow nik, by ły na czel nik Gru py Ta trzaƒ skiej GOPR (1972-1974), czło nek ho no ro wy TOPR. Za in te re so wa ny wie lo kul tu ro wo Êcià daw nej i obec nej Pol ski oraz współ pra cà kul tu ral nà z Bia ło ru sià, Li twà, Sło wa cjà i Ukra inà, cze mu da wał wy raz ja ko wi ce mi ni ster kul tu ry i sztu ki (od je sie ni 1989 do je sie ni 1997) a na st´p nie dy rek tor Bi blio te ki Na ro do wej ( od czerw ca 1998 do czerw ca 2006); od wielu lat pro wa dzi çwiczenia Mniej szo Êci na ro do we w Pol scew In sty - tu cie Kul tu ry Pol skiej UW. Od zna czo ny Krzy ˝em Ko man dor skim Or de ru Od ro dze nia Pol - ski, Zło tym Me da lem „Za słu ˝o ny Kul tu rze Glo ria Ar tis”, li tew skim or de rem Ksi´ cia Gie dy mi na IV stop nia i ukra iƒ skim krzy ˝em „Za za słu gi” III stop nia. Au tor wie lu ksià ˝ek, m.in.: „Ty go dnik Po wszech ny” i ko mu nizm (1945-1953) (dru gi obieg,1988), Trwa łoÊç i zmia na. Szki ce o „Prze glà dzie Po wszech nym” 1884-1918(1993), Part ner stwo dla przy szło Êci. Szki ce o po li ty ce wschod niej i mniej szo Êciach na ro do wych(wyd. 2: 2000), Pró ba roz mo wy. Szki ce o ka to li cy zmie od ro dze nio wym i „Ty go dni ku Po wszech nym” 1945-1953(t. 1-2: 2001), Sło wa cy w pol skich oczach. Ob raz Sło wa ków w pi Êmien nic twie pol skim(t. 1-2: 2005). Ostat nio uka za ły si´: Wo ła nie w gó rach. Wy pad ki i ak cje ra tun ko we w Ta trach (wyd. 7: 2006), Go rycz ka, sło dycz ka, czas Opo wie Êci (2007), So sna i pies. Po emat z Za gro dy(2008), Cia ło i pa mi´ç. Wier sze(2010). f o t . W o j c i e c h P r o k o p c z u k Mi chał Ja gieł ło swo imi ba da nia mi, po szu ki wa nia mi i szpe ra nia mi ob jàł ol brzy mi za kres cza - so wy – od koƒ ca XVIII wie ku do po czàt ków wie ku XX, Êci Êlej – do przed pro ˝a nie pod le gło - Êci nie tyl ko Pol ski, tak ˝e Li twy oraz pod j´ cia kwe stii nie pod le gło Êci w Ukra inie i Bia ło ru si (dru gi tom si´ ga 1918 ro ku). Dzie je wza jem nych re la cji kształ tu jà cych si´ no wo cze snych Êwia do mo Êci tych na ro dów sta no wià swe go ro dza ju ody se j´ ide owo -kul tu ro wo -po li tycz nà. Au tor t´ ody se j´, w jej ksi´ gach po szcze gól nych, chce nam przed sta wiç, a przed sta wie nie to opie ra na bo ga tym ma te ria le za czerp ni´ tym za rów no z prac roz wi ni´ tych, jak i z ar ty ku łów ga ze to wych. Kwe ren da, ja kà prze pro wa dził, z któ rej szcze gó ło wo zda je spra w´ w opra co wa - niu, jest do praw dy im po nu jà ca! O ile mi wia do mo, nikt do tàd po dob nej nie prze pro wa dził, za rów no je Êli idzie o za kres cza so wy, jak i ma te ria ło wy. Opra co wa nie to po nad to ma cha rak - ter dia lo go wy – przed sta wia ono ty tu ło wà pro ble ma ty k´ nie tyl ko przez pre zen ta cj´ ró˝ nych sta no wisk stro ny pol skiej (choç ona, co zro zu mia łe, jest do mi nu jà ca), ale i w od nie sie niach do bu dzà cych si´, roz wi ja nych i przy bie ra jà cych co raz bar dziej doj rza łe, no wo cze sne for my sta no wisk ad wer sa rzy. Ten spo sób dia lo go we go przed sta wie nia po nie kàd pod sta wo wej dla XIX wie ku pro ble ma ty ki na ro do wej po zwa la sà dziç, ˝e opra co wa nie to nie tyl ko wej dzie do ka no nu êró deł pol skich, ale tak ˝e li tew skich, ukra iƒ skich i bia ło ru skich. An drzej Men cwel Cena 39 zł ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== M i c h a ł J a g i e ł ł o R A Z E M C Z Y O S O B N O ? T o m I I Narody_II_str.tyt.:Layout 1 11/28/11 3:46 PM Page 1 RAZEM CZY OSOBNO? ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narody_II_str.tyt.:Layout 1 11/28/11 3:46 PM Page 2 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narody_II_str.tyt.:Layout 1 11/28/11 3:46 PM Page 3 Michał Jagiełło RAZEM CZY OSOBNO? Przewodnik po lekturach Tom II ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Recenzent Andrzej Mencwel Projekt okładki i stron tytułowych Zbigniew Karaszewski Redaktor prowadzący Maria Szewczyk Redakcja Anna Chyckowska Indeks Matylda Matysiak Redakcja techniczna Zofia Kosińska Korekta Ewa Fedoruc Skład i łamanie Dariusz Dejnarowicz © Copyright by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011 © Copyright by Michał Jagiełło ISBN 978-83-235-0866-3 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy Świat 4 http://www.wuw.pl; e-mail: wuw@uw.edu.pl Dział Handlowy WUW: tel. (48 22) 55-31-333; e-mail: dz.handlowy@uw.edu.pl Księgarnia internetowa: http://www.wuw.pl/ksiegarnia Wydanie I ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ciąg dalszy opowieści Moja książka Narody i narodowości. Przewodnik po lekturach (część pierwsza niniejszego zbioru, wydana przez Wydawnictwa Uniwer- sytetu Warszawskiego w roku 2010) składa się ze wstępu Przed podróżą, pięciu rozdziałów: Od schyłku XVIII do początku lat 60. XIX w.; Od początku lat 60. do połowy lat 80. XIX w.; Ostatnie lata XIX w.; Lata 1900–1904; Lata 1905–1906 oraz kilkuzdaniowego tekstu będącego lakonicznym zakończeniem owego tomu i zapowie- dzią nowego. W tekście tym, pt. Zakończenie i zapowiedź, pisałem, że intelektualnym dorobkiem polskiej refleksji o n a r o d z i e to- czonej w omawianym okresie było przekonanie, że Rusini (Ukraiń- cy) i Litwini to nie rodowości czy nawet nie narodowości jednego polskiego narodu, lecz odrębne narody. Wciąż trwały dyskusje o statusie Białorusinów, ale i oni coraz częściej byli postrzegani przez naszych publicystów jako odrębna i pełnoprawna nacja. A zatem, skrótowo i niemal metaforycznie mówiąc, na pytanie: „Narody czy narodowości?”, odpowiadano: „Narody”. Wciąż jed- nak liczono, że te niemal „nasze”, „domowe” narodowości i nawet narody zechcą być r a z e m z Polakami – w jednym, zapewne fe- deracyjnym państwie. Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach jest drugą i ostatnią częścią opowieści o postrzeganiu Rusinów (Ukraińców), Litwinów i Białorusinów przez polską publicystykę od schyłku XVIII w. do 1918 r. w kontekście zagadnień narodowościowych. Tom skła- da się z niniejszego wprowadzenia, trzech rozdziałów: Lata 1907 –1910; Lata 1911–1914; Lata 1914–1918 oraz końcowych refleksji ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 6 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach pt. W drodze. Podobnie jak w Narodach i narodowościach interesuje mnie to, co – drukowane w postaci artykułów prasowych, broszur czy książek – mogło wywierać bezpośredni lub pośredni wpływ na odbiorców i kształtować ich opinie na dany temat. Ciekawi mnie, jak wówczas w naszym piśmiennictwie definiowano pojęcie „naród polski” oraz jak polskie elity reagowały na ruchy narodowe wśród Rusinów (Ukraińców), Litwinów i Białorusinów. Siłą rze- czy pojawi się też tu k w e s t i a ż y d o w s k a, ale jedynie spo- radycznie (jako uzupełnienie zasadniczego toku rozmyślań). Być może niniejsza opowieść będzie nie tylko przyczynkiem histo- ryczno-archiwalnym, ale również tekstem w jakimś stopniu od- noszącym się do dzisiejszej sytuacji narodowościowej w Europie, a także do obiegowych poglądów Polaków o Kresach i o roli Polski na jej dawnych wschodnich rubieżach. Byłbym rad, gdyby ten p r z e w o d n i k p o l e k t u r a c h, inkrustowany odpowiednio dobranymi przeze mnie wypisami z wielu źródeł, przydał się ko- muś do szerszych badań na temat tego intrygującego i pełnego wewnętrznego dramatyzmu zagadnienia. Wędruję tropem wielu historyków, co zaznaczam w przypi- sach, ale staram się przede wszystkim docierać do pierwodruków omawianych przez nich tekstów: i tych, które analizowali, i tych, które tylko na marginesach swych prac wspomnieli. To często skutkuje – choćby przez samo poszerzenie cytatu – wyjściem poza ramy opracowania zakreślane przez danego badacza. Piśmiennictwo na interesujący mnie temat jest wręcz tak bo- gate, że ze wzbierającego z biegiem lat strumienia artykułów pra- sowych i notatek, a wreszcie i książek, zmuszony byłem wybrać tylko ich część. Przy czym więcej miejsca poświęcam tekstom mało znanym, np. artykułom z czasopism czy broszurom, aniżeli pozycjom książkowym dobrze osadzonym w literaturze przed- miotu i stosunkowo łatwo dostępnym dla osób zainteresowanych polskimi reakcjami na narodotwórcze i państwowotwórcze ruchy na wschodnich krańcach dawnej Rzeczypospolitej. Dzięki temu Czytelnik ma możliwość dyskutowania z dziesiątkami autorów, których teksty nigdy nie były tak obficie cytowane, oraz z tymi, którzy dopiero teraz zostali dopuszczeni do głosu. Nigdy dotychczas ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ciąg dalszy opowieści 7 tak wielu polskich publicystów nie spotkało się (na zaproszenie późnego wnuka) po to, aby przedstawiać swoje widzenie polskości w kontekście ruskim-ukraińskim, litewskim i białoruskim. Tom Narody i narodowości został dobrze przyjęty, co poświadczają licz- ne omówienia1. Teraz oddaję pod ocenę dalszy ciąg tej opowieści. Zapraszam do lektury. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach 8 Przypisy 1 Por. K. Lubczyński, Narody, nie narodowości, www.pisarze.pl (dostęp: listo- pad 2010); K. Buchowski, Wschodnie uprzedzenia, „Przegląd” 2010, nr 48, s. 47; M. Janowski, Noty o książkach, „Mówią Wieki” 2010, nr 12, s. 62; bgz [B. Gruszka- -Zych], Jagiełło o narodach [nota; rubryka: Książki], „Gość Niedzielny” 2010, nr 50, s. 58; S. Łubieński, Publicystyka wobec narodów, „Nowe Książki” 2011, nr 2, s. 36–37; W. Turżańska, Wobec polskich resentymentów, „Akcent” 2011, nr 1, s. 119 –124; S. Sierny, W kręgu pojęcia narodu, „Śląsk” 2011, nr 3, s. 72; M. Maszkie- wicz, „Narody” Michała Jagiełły, „Przegląd Powszechny” 2011, nr 4, s. 105–111; [recenzja], „Studia Białorutenistyczne” 2011, nr 5, s. 429–440; J. Borkowicz, Gdy swój staje się obcym, „Nowa Europa Wschodnia” 2011, nr 3–4, s. 245–247; W. Kaliszewski, Kształt narodu, „Wyspa” 2011, nr 2, s. 42–47; E. Kabatc, Nie- oczekiwany dramat pogranicza, „Czasopis” 2011, nr 7/8, s. 72–74 oraz „Res Humana” 2011, nr 3, s. 35–37; M. Czech, Suczasnyj putiwnyk po minułomu [ukr. Współczesny przewodnik po przeszłości – M.J.], „Nasze Słowo” 2011, nr 42, s. 11; E. Miro- nowicz [recenzja], „Białoruskie Zeszyty Historyczne” 2011, nr 36 [w druku]. Por. także: rozmowa G. Chlasty z autorem w Tok Fm 11.03.2011 r. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 Choć „Gazeta Wileńska” w 1907 r. już nie wychodziła, jej re- daktor – Michał Römer – nie przestał zajmować się relacjami polsko-litewskimi: „Słowo «separatyzm» a jeszcze mniej [termin – M.J.] «litwomania» nie wyjaśniają istoty rzeczy” – pisał na ła- mach „Prawdy”. Prosił wręcz, aby Polacy wreszcie dostrzegli, że w ostatnich latach nastąpił „proces skonsolidowania całego spo- łeczeństwa w zwarty naród z przeniesieniem rozbieżności poszcze- gólnych w jego granice wewnętrzne. Odtąd bowiem wszelka akcja społeczna lub kulturalna [i każdy] kierunek polityczny – muszą określić swe stanowisko i zawrzeć swą czynność w granicach sa- modzielnych społeczeństwa litewskiego, jako narodu”. Niestety, znaczna część Polaków nie potrafiła uznać Litwinów za odrębny naród, który ma prawo decydować o własnej przyszłości. A to z ko- lei wywołało określone reakcje litewskie. Autor wykazywał daleko idące zrozumienie dla litewskich racji i reakcji; mówił: „Trudno zaiste żądać, aby Litwini uznali za spółobywateli tych, którzy im nie przyznają prawa do bytu samodzielnego”1. Dodał, że „koncepcja ściśle nacjonalistyczna już nie wystarcza, ponieważ wyłącza poza nawias narodu wszystko, co nie jest bezwzględnie czyste językowo i etnograficznie. Należy pamiętać, że zagadnienie powyższe dotyczy głównie wcielenia do narodu litewskiego tzw. Polaków litewskich, którzy nie są przecie przybyszami i kolonistami na ziemi litewskiej, jeno wyrastają bezpośrednio z tego samego pnia i podłoża, które się mieści w etnograficznym ludzie litewskim. Wcielenie to może być dokonane wyłącznie na podstawie czynnika obywatelskiego z zacho- waniem zupełnej indywidualności kulturalnej. Nacjonaliści, którzy ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach zaprzeczają koncepcji obywatelskiej, stanowią przeszkodę dla dalszej formacji narodowej”2. Römer jest też autorem obszernego szkicu Zagadnienie narodowe białoruskie, pierwszego u nas tak szczegółowego omówienia tego tematu. „Białoruś jest bodaj klasycznym wzorem wiązadła między dwiema kulturami, jest dotąd krajem-kolonią, obiektem «sfery wpływów rywalizujących». [...] Dotychczas nie zdo- łała ona w sobie samej, w swej własnej treści indywidualnej zało- żyć punktu wyjścia do swego dalszego rozwoju” – pisał. I stwierdzał: „O ile Litwa i Łotwa są w zupełności dojrzałe do rozwiązania za- gadnienia autonomicznego bytu politycznego i samodzielnego roz- woju kulturalnego, o tyle Białoruś ma jeszcze spory kawał drogi do tego celu przed sobą”. Kończył zaś zdaniem: „Nie podejmuję się na razie przesądzać, czy obecne prądy odrodzeniowe białoruskie wyda- dzą odpowiedni plon, czy Białorusini są już do swego odrodzenia dojrzali oraz w jakim zakresie i granicach odrodzenie to się doko- na”3. W tymże czasie redaktorzy „Tygodnika Ilustrowanego” taką oto dedykację zamieścili w numerze specjalnym: „Litwie Zygmun- tów, Litwie Kazimierzów świętych, Reytanów, Kościuszków i Mickie- wiczów – siostrzanej, współofiarnej i współbolejącej, Litwie ufnej, kochającej i wiernej – na znak pięciowiecznych niezłomnych ślubów zeszyt ten poświęcamy”4. Jeden z autorów tego numeru tygodnika powiadał: „mistyczną i marzycielską jest dusza polska na Litwie”. Ale też narzekał: „Ruch białoruski w sercach pewnej kategorii Po- laków w tym kraju poczynił spustoszenia, nić myśli potargał. I zda- ło się im, że, mieszkając wśród ludu białoruskiego, z obowiązku powinni sami mianem Białorusinów się ochrzcić”. Kończył za- pewnieniem: „[przedstawiciele – M.J.] narodu naszego na Litwie nie narzucają języka i zwyczajów własnych ludowi, mową obcemu. Sieją kulturę zachodnią, ale nie niecą nienawiści, unikają szowi- nizmu”5. Bolesław Prus rozpoczął zaś swój artykuł charaktery- stycznym wyznaniem: „Aż mi się chce powiedzieć, że choć trochę oświecony Polak nie potrzebuje wyjeżdżać na Litwę w celu pozna- nia jej. On ją zna prawie od dzieciństwa, a nawet dawniej, chyba z jakichś przedbytowych czasów”. Nie tylko krajobraz. „Nie mniej znanym i równie nam bliskim jest lud tamtejszy”. Dodał autor – „naprawdę mamy tylko dwu «bratanków», dwu sprzymierzeń- ców: polskiego Litwina i Ruś, mówiącą po polsku”. W pewnej chwi- li dziejowej do Litwinów przyszli Polacy, „nie jak wrogi do wrogów, ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 11 lecz jak sprzymierzeńcy, ażeby bronić i uprawiać niezmierne ła- ny pustej ziemi i bodaj czy nie w taki sposób urodziła się dziw- na, nieprawdopodobna historia Litwy. Gdyby nie ów ożenek z polskością w końcu XIV-go wieku, nie bardzo wiadomo, czy na początku XX-go miałby kto wymyślać Polakom za poniżenie lu- du i mowy litewskiej?”. I tu pisarz przeszedł do spraw bieżących: „Nie od dziś, ale od szeregu lat, w głębinach narodu litewskiego kipi niechęć już to do Polaków, którzy tam od wieków [się – M.J.] osiedli, już do Litwinów «renegatów», którzy przyjęli język polski. Zapowiada się niepodawanie rąk Polakom, bojkoty, jeżeli nie coś gorszego; niekiedy, ażeby uniknąć wstrętnej polszczyzny, zastępu- je się ją śpiewnym językiem rosyjskim, ba, nawet mówi się: precz za Niemen!... A co na to oskarżeni?... co na to «renegaci» [...] Oni – składają hołd miłości Litwinów do ich języka, podziwiają wy- trwałość, tłumaczą ich rozdrażnienie [...] Zaś w odpowiedzi na wymysły stawiają program: «sprawiedliwej obrony wszystkich za- mieszkałych w kraju narodowości». Żadnych gniewów!... żadnych odwetów!... jak najwięcej wyrozumiałości!... oto hasła, których pil- nować muszą litewskie klasy oświecone i pilnują ich w rzeczy sa- mej”. I takimi słowy Prus zwracał się do litewskich narodowców: „«Precz z polskością»... Ale jakież to krzywdy wyrządzała pol- skość Litwie? Gdzież są ci męczennicy litewskiej wolności, których zsyłali lub zabijali Polacy? Jakież to wsie litewskie spalili, jakie ograbili pamiątki, jakie zburzyli ogniska cywilizacji?... Gdzie te lochy, w których polskość więziła litewskich patriotów, te kajda- ny, w które je zakuwała, te rózgi, które zdzierała na ich grzbietach skrwawionych, te polskie zakazy przeciw litewskiemu językowi?...”. Wręcz przeciwnie. „Waszej świętej Litwie służyła nie tylko polska praca, polskie męstwo, polski rozsądek, ale także polskie serce i polska wyobraźnia, która mało żyzną ziemię i przemijających lu- dzi uniosła w dziedzinę wiekuistego piękna”6. Literatura piękna nie jest przedmiotem mojej analizy, ale spo- radycznie sięgam i do tych swoistych dokumentów danego okresu. Jest nim wiersz Marii Konopnickiej zatytułowany Litwie, którym poetka włączyła się w chór proszący Litwinów o opamiętanie się w imię wspólnie z Polakami przeżytych stuleci. Oto fragmenty te- go utworu: „Poprzysięgam ciebie, Litwo, / Poprzysięgam ciebie, Wilno, / Klątwą, pieśnią i modlitwą, / Wskrzesitelną, nadmogilną, / ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 12 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach Poprzysięgam ciebie, Litwo! // Zanim złamiesz pierścień krwawy, / Co twej wiary złotem błyska, / Idź na wielkie pola sławy, / Idź na wspólne bojowiska! [...]”7. Dokumentem swojego czasu jest także Dzwonnik Henryka Sien- kiewicza; nowela, której główny bohater – sędziwy Polak z Litwy – opowiada pisarzowi i zarazem narratorowi o swoich rozmowach z Tadziukiem z Grodna, synowcem po rodzonym bracie. Okaza- ło się, że Tadziuk... Posłuchajmy: „Dopieroż wziął prawić, jak się naród litewski rozbudził, jak Litwini nawet i w niektórych szla- checkich «okolicach» nie chcą być Polakami, jak się mowa litewska, wszystko, rozwija, jak drukują się po litewsku książki i gazety, jak już z kościołów księża wypędzają polskie nabożeństwo”. Na co Sienkiewicz – przepraszam: Dzwonnik – gdy ochłonął, tak perswa- dował: „Budzi się, mówisz, naród litewski? To chwała Bogu! Chcesz po litewsku gadać? Gadaj! Chcesz mieć książki, chcesz mieć szkoły i nabożeństwa? Miej. Ten, co krwi dla cię nie szczędził, jeszcze ci dopomoże, ale ty jego nie kąsaj, bo on razem z tobą jęczy, razem z tobą cierpi i razem z tobą o swoje się prawo upomina. A cóż ci to on? Osztrafował twoje litewskie słowo, tak jak Murawjew polskie? Zsyła cię w katorgę za twoją litewską duszę? A wspomnij ty dawne czasy: kto cię ochrzcił? Kto cię oświecił? Kto cię Niemcu [...], ja- ko psu z gardła, wyrwał?”. Dzwonnik tak był przejęty rozmową z Tadziukiem, że mocno ją przeżywał nawet wtedy, gdy opowiadał o tym pisarzowi. I pisarz-narrator tak zwierzał się czytelnikom: „Więc począłem mówić, żeby nie brał zbytnio do serca słów sy- nowca, albowiem dawna Litwa jeszcze nie zginęła, jest, żyje i więcej dotychczas ma w sobie sił żywotnych, niż nowa. Co Bóg złączył, tego nienawiść nie rozłączy. Nikt nie potrafi w jednym dniu po- targać wiekowych węzłów, a zwłaszcza węzłów dobrowolnych. Wojna, o której mówił Tadziuk, zaczęła się już dawniej, ale tylko z jednej strony, więc, jako sztucznie wymyślona i skierowana nie przeciw nieprzyjacielowi, musi się rozsypać, jak dom z piasku, i zniknąć, jak piana, która tylko na zmąconej wodzie powstaje”8. W parę miesięcy po ukazaniu się tej noweli, Sienkiewicz skrzyżował pióro ze znanym norweskim pisarzem Björstjernem Björnsonem, laureatem Nagrody Nobla (1903). Jak pisze Julian Krzyżanowski, sławny pisarz, „pozyskany przez Ukraińców gali- cyjskich, występuje z artykułem w obronie studentów ukraińskich, ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 13 którzy zdemolowali uniwersytet we Lwowie, demonstrując w ten sposób konieczność utworzenia uniwersytetu ukraińskiego. Redakcja wiedeńskiego dziennika «Die Zeit» zwróciła się 4. V do Sienkiewicza z prośbą o zabranie głosu w tej sprawie. Sienkiewicz odpowiedź swą wydrukował tam 19. V, nr 1670, tekst jej polski ogłaszając w dwa dni później w «Czasie»”9. Otwórzmy zatem krakowski dziennik i rzućmy okiem na tę odpowiedź: „Dwie rzeczy muszą uderzyć każdego, kto czytał artykuł Björnsona o Polakach: niesłychana bez- czelność, z jaką okłamano słynnego pisarza, i również niesłychana naiwność, z jaką człowiek sędziwy, w którym doświadczenie powin- no było wyrobić ostrożność i zmysł krytyczny, przyjął za stwier- dzone i pewne wszystko, co mu podsunięto” – mówił Sienkiewicz. Co więcej – kontynuował – Norweg pisze, że czytał o historii Polski, odkrywając w jej dziejach obecność szatana. „Według norweskiego pisarza był nim dziki indywidualizm, zamiłowanie wolności dla siebie, a tyrania i okrucieństwo względem innych połączonych czy też podbitych narodów – absolutny brak wyrozumienia dla ich aspi- racji, brak litości dla ich cierpień, potworny egoizm i brak miłości w ogóle”. Autor Potopu przeciwstawiał się tej krzywdzącej opinii, we właściwym świetle ukazując ideę i praktykę dawnej Rzeczypospolitej; podkreślał: „Kościuszko był Litwinem, a największy poeta polski, o którym sam Björnson mówi, że opromienił nową tęczą niebo lu- dów, uważał również Litwę za swą ojczyznę”. Zapewniał też: „Ta pełna miłości i tolerancji dusza polska nie zmieniła się w ciągu wieków i nie zmieni się nigdy. Od dawniejszych już czasów istnie- je na Ukrainie pod berłem rosyjskim i w Galicji pod austriackim, ruch narodowy ruski, a w ostatnich dniach rozbudził się na Litwie i litewski. Jakże zachowują się wobec tego Polacy? Gdyby Björnson mógł czytać dzienniki polskie, przekonałby się, że cała niemal prasa nasza, bez względu na barwę, nie zajmowała i nie zajmuje bynaj- mniej wrogiego względem tych aspiracji stanowiska. Panująca w niej myśl da się streścić w tych krótkich słowach: Nie budujcie na nie- nawiści do nas i do naszej kultury, bo na nienawiści nie da się nic zbudować. Bądźcie nam braćmi, a my wam odpłacimy miłością i pomocą”. Autor Ogniem i mieczem wtrącił w pewnym momencie: „Miłość ojczyzny nie zaślepia mnie tak dalece, bym nie miał wi- dzieć naszych dziejowych wad i zapoznawał nasze grzechy. Mie- liśmy jedne i popełniliśmy drugie, ale nie takie, jakie nam zarzuca ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach Björnson. Przede wszystkim zaś wady nasze przynosiły największe szkody nam samym, a za grzechy pokutowaliśmy i pokutujemy do- tąd, jak żaden inny naród”. Sienkiewicz zbijał zarzuty Norwega, wyjaśniał polski punkt widzenia na kwestię rusińską, obśmiewał opinię, że uniwersytet we Lwowie „był pierwotnie ruski”: „Skąd jednak wziął się cały ów las kłamstw i niedorzeczności, tak gęsty, że nie wiadomo do jakiego drzewa zbliżyć się najprzód z toporem? Z czego to wszystko poszło?” – pytał Polak. I odpowiadał, raczej to- pornie: „Oto przed niedawnym czasem banda studentów ruskich napadła pod nieobecność polskich na uniwersytet we Lwowie. Bohaterowie poniszczyli sprzęty, potłukli szafy, pokrajali portrety rektorów (a gdyby między nimi były dzieła Velázqueza, Van Dycka lub Rembrandta, pokrajaliby je bez najmniejszej kwestii tak samo) i poranili jednego bezbronnego profesora [...]. W więzieniu, do którego ich na krótko zamknięto, urządzili głodówkę z winem i befsztykami, nadsyłanymi przez znajomych. Poczym wypuszczo- no ich, i obecnie, za to kulturalne i patriotyczne bohaterstwo, bę- dzie ich sądził sąd niemiecki, aby nie mogło się zdawać, że ich sądzi stronniczy, polski. I to jest literalnie powód, z którego się zrodził artykuł Björnsona o szatanie polskim, o polskiej tyranii w ogóle i o ucisku Rusinów w szczególności”10. Sprawa miała ciąg dalszy. Pomówieni studenci „zareagowali na to skargą o obrazę czci, wnie- sioną do sądu wiedeńskiego. Sąd ten polecił sądowi krakowskie- mu przesłuchanie oskarżonego”. Pisarz „złożył zeznanie, w którym oświadczył, iż «w artykule szło mu tylko o odparcie błędów histo- rycznych Björnsona co do uniwersytetu lwowskiego, ale nie miał zamiaru obrażać osobiście akademików ruskich; o ich głodówce wspomniał zaś tylko nawiasowo, na podstawie informacyj, wyczy- tanych w «Czasie», «Nowej Reformie», i «Słowie Polskim»” – pisze cytowany wyżej badacz11. Pozostańmy w kręgu spraw polsko-ruskich, którym sporo uwagi poświęcał „Świat Słowiański”12. „Lekceważenie Rusinów byłoby cięż- kim błędem politycznym. Nie tylko można ich użyć przeciw nam każdej chwili w Petersburgu i w Wiedniu, ale samą siłą rzeczy jesteśmy wzajemnie skazani na wzajemną zależność od siebie” – pisano. „Sz e r o k i e p a s y k r a j u, całe prowincje, były, są i będą ziemiami polsko-ruskimi, a od zgody lub niezgody na tych obszarach zależeć może wiele, w danym razie nawet wszystko. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 15 Obowiązkiem naszym jest dać Rusinom w Galicji wszystko, co im się należy. Trudność porozumienia polega na tym, że nie wiado- mo, z k i m się porozumiewać [...]. Ale można dać bez układów, co się należy, a mianowicie: a) uznanie języka ruskiego urzędowym na równi z polskim w galicyjskim Namiestnictwie i podległych mu urzędach; b) osobny ruski uniwersytet we Lwowie; c) zrzeczenie się przywileju, że rząd wiedeński nie może założyć w Galicji ruskiej szkoły średniej bez zezwolenia lwowskiego sejmu. Z całych sił na- tomiast sprzeciwiać się należy żądaniu podziału Galicji na dwa odrębne «kraje koronne» i rutenizacji istniejącego polskiego uniwer- sytetu”*13. W opublikowanym właśnie Programie Polskiego Stronnictwa Demo- kratycznego znalazł się akapit Stosunek do Rusinów, w którym oświad- czano: „co do Rusinów – wypowiadamy zasadę, że największy ich rozwój narodowy i kulturalny nie może być bynajmniej szkodliwym dla całokształtu interesów polskich. Wedle głębokiego bowiem naszego przekonania rozwój ten może odbyć się bez jakiejkolwiek szkody dla polskiego stanu posiadania w Galicji, którego uszczuple- nia nie dopuszczamy”14. Życie wystawiało na trudną próbę ideowe fundamenty demokratów. Wciąż przecież trwało napięcie wokół Uniwersytetu Lwowskiego. W „Nowej Reformie” ukazała się dekla- racja wszystkich stu profesorów i docentów uniwersytetu, w której mówiono: „nie przesądzając kwestii osobnego uniwersytetu ruskiego, o ś w i a d c z a m y s i ę z c a ł y m n a c i s k i e m p r z e c i w k o u t r a k w i z a c j i n a s z e g o u n i w e r s y t e t u [...] w tym nie- zachwianym przekonaniu, że uniwersytet lwowski, jak dotąd jest p o l s k i m, tak też i n a p r z y s z ł o ś ć p o l s k i m p o z o s t a ć p o w i n i e n”15. Pozostańmy w Krakowie, gdzie właśnie ukazało się solidne opracowanie Wilhelma Feldmana o stronnictwach poli- tycznych w Galicji, w którym oczywiście dość często pojawiali się Rusini: „Śmiesznym jest twierdzenie, rozpowszechnione przez wielu krótkowidzów politycznych, iż Rusinów w r. 1848 biurokracja austriacka «stworzyła»; pewnym jest jednak, iż na charakter ich formacji politycznej biurokracja ówczesna niemały wpływ wywar- ła” – mówił autor już na samym początku swojego dzieła. Feldman tak opisywał sytuację na wschodzie w drugiej połowie XIX w.: „Na * Wyróżnienia w cytatach – M.J. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach ziemi, użyźnianej potokami krwi szlacheckiej, żydowskiej, kozackiej, lud pozostał rusińskim jak był, tylko bardziej w kulturze swej za- cofany i z zapiekłą w duszy ku Lachom nienawiścią, szlachcic zaś także umysłowo się zaniedbał, całą swą inteligencję i czujność mu- siał natężyć, by utrzymać dominujące swe stanowisko”. I doszło do zderzenia interesów rusińskich z interesami polskiej własności ziemskiej. „Wiek XIX, który widział mnóstwo odradzających się z popiołów narodowości, niewiele widział procesów odrodzenia tak szybkich i energicznych jak ten, który przebyła narodowość ruska w zaborze austriackim” – przyznawał autor w naładowanym fakto- grafią rozdziale Obozy ruskie (t. 2), przynoszącym najpełniejszy w polskim piśmiennictwie przegląd ruskich stronnictw politycznych. Wiele przemawia za tym, „że rozwijający się kulturalnie, silny poli- tycznie naród ruski, dłużej w podobnych jak obecnie warunkach żyć nie może, i że przyszłość wspólna poważnie jest zagrożona”16 – ostrzegał. Rzeczywiste interesy narodu polskiego i kraju zagrożo- ne są „przez egoizm klasowy i krótkowidztwo polityczne przywód- ców obecnej polityki «kraju»”. A przecież trzydziestomilionowa Ruś „sąsiad to jedyny, z którym możliwy jest w przyszłości związek w naszym i jego interesie”17. Redaktor „Krytyki” zanalizował anonimowo wydaną broszurę Un danger pour ľ Europe (Lipsk 1906), której autorem był – jak po- dawała prasa – Franciszek Rawita-Gawroński. „Zaprzeczenia tej wiadomości nie mamy, a zgadza się z nią cała działalność publicy- styczna tego pisarza, jednego z filarów nacjonalistycznego «Słowa Polskiego». On to do publicystyki naszej wprowadził wyraz «haj- damaki» na określenie każdego Rusina, on konstruuje teorie, że Rusini są mieszańcami turańsko-słowiańskimi, dziką hordą o nie- cywilizowanych instynktach, zdolną tylko do grabieży, łupiestwa, koczownictwa i anarchii. [...] Wszystkie potoki nieprawdy, niena- wiści i nierozumu, wezbrane w tej broszurce, tryskają codziennie kroplami jadu ze szpalt «Słowa Polskiego» i pokrewnych mu du- szyczek, ze zgromadzeń wszechpolskich i intryg małomiasteczko- wych i parlamentarnych polityków. Opary ich unoszą się nad całą Galicją Wschodnią, zatruwają współżycie sąsiadów, które kilka- naście lat temu było jeszcze dość znośne, wytworzyły atmosfe- rę, grożącą – krwawą eksplozją. Wiem dobrze, że [...] narodowo demokratyczni politycy ruscy dalecy są od ideału humanitaryzmu ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 17 i sprawiedliwości. Ale czego to dowodzi? Że nacjonaliści wszystkich krajów są sobie równi”. Nie brakuje u nas przekonanych, że „Ruś nie istnieje, istnieje tylko prowincja podbita, istnieją tylko martwe dusze, będące własnością tych, co je zawojowali, a jeśli chcą się wyzwolić – jest to bunt niewolników, chwilowy, który będzie uga- szony”. Ale – wbrew temu, co pisze „Przegląd Wszechpolski” – Ruś żyje i nie da się zniszczyć. „A jeśli tak – czyż cała polityka szowi- nistyczna, negatywna, burzycielska, nie jest bezmyślnym igraniem z ogniem, nie jest zbrodniczą, nie jest grą szulerską bez jutra! [...] dzisiejszy system, stosowany wobec Rusinów, jest bez przyszłości”. Budzi też ona podstawowe zastrzeżenia natury moralnej. „Spra- wiedliwości żądamy od wrogów na wschodzie i zachodzie, impo- nować im chcemy kryształem naszej duszy – i sami kujemy broń przeciw sobie. Kto śmie głosić, że idea polska domaga się, by we Lwowie istniał uniwersytet bez charakteru, mieszany, nie zaś je- den polski i jeden ruski? Kto śmie powiedzieć, że sprawie polskiej się służy, zabraniając urzędnikom w powiatach czysto ruskich urzę- dowania w języku ludności? Kto śmie twierdzić, że siła narodu polskiego polega na tym, aby i przy powszechnym głosowaniu na reprezentantów ludu ruskiego narzuciły się jednostki nic z tym ludem nie mające wspólnego? I czy istotnie jutro nasze zabezpie- cza się – przygotowując rewolucję na kresach? W przededniu jej stoimy. Chwila dzisiejsza jest historycznej wagi. Walka polsko- -ruska doszła do punktu przesilenia. Coś się stać musi. Oby nie nieszczęście”18. Kwestią kluczową było określenie, co kryje się w sformułowaniu p o l s k a r a c j a s t a n u w s p r a w i e r u s k i e j. Konstanty Srokowski zaczął swoje rozważania od stwierdzenia, że „wszechstronny rozwój narodowy Rusinów jest dla sprawy polskiej zjawiskiem korzystnym i pożądanym”. Choćby z tego względu, że demokratyzacja Rusinów i jakiś stopień samo- rządności Rusi to początek procesów decentralizacyjnych imperium rosyjskiego. Było też dla autora oczywiste, że „miasta wschodnio- -galicyjskie, ta rzekoma ostoja polskości w Wschodniej Galicji muszą rutenizować się i będą się też rutenizowały w miarę napływu do nich ludności ruskiej”; że „wszechstronnego rozwoju Rusinów galicyjskich nie powstrzymamy, nawet gdybyśmy rozporządzali ta- kimi środkami, jakie wobec nas stosuje rząd berliński”. Nie ma- my możliwości utrzymania wszystkich dotychczasowych pozycji; ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach obecnie najważniejsza „j e s t s w o b o d a n a s z e g o ż y c i a i r o z w o j u n a r o d o w e g o n a W s c h o d z i e . W y m a g a t e g o h i s t o r y c z n a n a s z a r a c j a s t a n u”. I z tego nie wolno nam zrezygnować. „Jednakowoż pełnia swobody naszej nie wymaga bynajmniej ograniczenia swobody Rusinów”. Najlep- szym systemowym rozwiązaniem jest a u t o n o m i a. Nie auto- nomia terytoriów, „jak chcą Rusini, nie «opieka» i «orędownictwo» spraw ruskich, jak chce nasza oligarchia szlachecka, ale p e ł n a a u t o n o m i a n a r o d o w a P o l a k ó w i R u s i n ó w n a w s p ó l n y m i c h t e r y t o r i u m”19. To były głosy demokratów. A teraz posłuchajmy Ignotusa z „Przeglądu Polskiego”, który bez ogródek mówi, że „głosowanie powszechne odebrałoby [nam, Polakom – M.J.] wszystkie bez wy- jątku krzesła poselskie na całej Litwie i Rusi, podczas gdy system kurialny [...] zapewniłby znacznie większą ilość posłów i znacznie wydatniejszą sumę wpływów na bieg życia politycznego w pań- stwie”20. I tak opisywał obecną sytuację: „Kwestia litewska już istnieje; jutro będziemy mieli kwestię białoruską, pojutrze – mało- ruską, tak, jak litewską, będziemy mieli je przede wszystkim tam, gdzie leży nasz organizacyjny teren – w kościele i parafii. [...] Znaczna część katolików łucko-żytomierskiej i kamienieckiej die- cezji, mówiąca po małorusku, a obok niej sto tysięcy nawróconych małoruskich chłopów, zażądają prędzej czy później swego języka w dodatkowym nabożeństwie i kazaniu i oczywiście nie będzie się godziło ani tego odmawiać, ani prawo to im okrawywać. Polskie społeczeństwo z polskim duchowieństwem na czele będzie miało przed sobą nieledwie kwadraturę koła: odczuć potrzebę, gdzie jest i uprzedzić żądania, naprzód je spełniając w całej ich pełni, nim zostaną sformułowane, nie dopuszczając do waśni, do rewindykacji i do rekryminacji, a tym mniej do wciągania rządu jako najwyższego rozjemcy do domowych między katolikami sporów. Z drugiej stro- ny nic ze stanu posiadania narodu nie uronić, skoro ten stan po- siadania i tak już niezmiernie szczupły i skoro każde stanowisko tam bywa placówką, której stracenie dla całej sprawy polskiej na kresach może stać się zgubne”. Miejscowa specyfika powoduje, że „na Litwie i Rusi sprawa narodowa zdaje się nam w całości złą- czona z religią i na niej jedynie może się opierać. Walka o polskość jest wszędzie tam przede wszystkim walką o katolicyzm, walką ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 19 z prawosławiem bardziej jeszcze, niż walką z rusyfikacją”21. W po- łowie czerwca 1907 r. w Wilnie przedstawiciele zachowawczego zie- miaństwa powołali Stronnictwo Krajowe Litwy i Białej Rusi, którego prasowym organem został „Głos Polski”. W Programie podstawowym pisano: „Wszystkie narodowości naszego kraju powinny używać równych praw we wszystkich dziedzinach życia politycznego i oby- watelskiego i mieć możność swobodnego rozwijania swej narodo- wej kultury. Uznajemy szczerze i w zupełności znaczenie w kraju i ujawnioną żywotność narodu litewskiego i jego prawo do pełnego, własnego, kulturalnego rozwoju. Szanować będziemy w równej mie- rze objawiające się wśród Białorusinów tendencje do narodowego, kulturalnego rozwoju”. Uznajemy też „żądania Żydów równoupraw- nienia za słuszne. [...] dążyć będziemy do zagwarantowania swobód obywatelskich w drodze ustawodawczej i do otrzymania szerokiego samorządu dla załatwienia spraw ściśle związanych z potrzebami miejscowymi”22. „Głos Polski” w komentarzu jasno dopowiadał, że chodzi o ugruntowanie „stanowiska naszego na Litwie i Białejrusi na podstawie zgodnej, pokojowej i braterskiej współpracy z równie rdzenną jego ludnością: z Litwinami i Białorusinami, jak nie mniej z tymi sferami ludności, by ją tak nazwać, państwowej, tj. rosyjskiej, która by na zasadzie nie przywilejów, ale równych dla wszystkich praw i obowiązków, w życiu krajowym wziąć chciały”. Nie za- pomniano dodać: „Stanowimy tu na Litwie i Białejrusi część lud- ności najkulturalniejszą i najzamożniejszą”. Plany były ambitne: „Stronnictwo Krajowe, samodzielne, nie związane dyrektywą re- zydującą poza krajem, ma stanowić przeciwwagę dla filiacyjnej, miejscowej Narodowej Demokracji, nie dopuszczając ją do osta- tecznego skłócenia stosunków między polską mniejszością w kraju a innymi narodowościami i tak już w dostatecznej mierze pochop- nymi do zaczepnego szowinizmu”23. Jak pisze Jan Jurkiewicz „Stron- nictwo Krajowe, atakowane z różnych kierunków, nie mogące liczyć przy swym wielko ziemiańskim charakterze na poparcie wśród ludności litewskiej bądź białoruskiej, nie rozwinęło prawie żadnej działalności”24. „Głos Polski” zdobył się zaledwie na pięć numerów, a szkoda, bo taki choćby Przegląd prasy polskiej, litewskiej, rosyjskiej i żydowskiej zapowiadał się interesująco25. Odszukajmy w biblio- tecznych zasobach dwutygodnik „Naród a Państwo”, gdzie jego za- łożyciel, redaktor i wydawca Władysław Studnicki twierdził, że ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 20 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach program Stronnictwa Krajowego „jest objawem patologii narodowej, objawem rezygnacji i dążności do likwidowania polskości w kraju, gdzie nie przypadkowo ona przenikała, zapuszczała korzenie i roz- pleniła się w szeregu wieków”. I następnie dopowiadał: „Wrogo i zaborczo przeciwko nam występują litwomani. Lecz nie mogą stać się im przeciwwagą ci, co w miarę potrzeby twierdzili, że są Biało- rusinami lub Litwinami o kulturze polskiej. Im przeciwwagą mogą być tylko ci, którzy pragną wzmocnić i rozbudzić drzemiące, po- tencjalne siły polskości na Litwie geograficznej, których nazywacie nacjonalistami polskimi”. Autor godził się, że „można uznawać ży- wotność narodu litewskiego i jego prawa do pełnego kulturalnego rozwoju”. Lecz należy mieć na względzie, „że narodowość litewska jeszcze w ciągu setki lat nie zdoła wytworzyć literatury, zdolnej do zaspokojenia potrzeb umysłowych każdego, kto przerósł umysłem masy ludowe, wszelki taki inteligent będzie psychicznie tkwił w sferze duchowej innego narodu. Nasza sfera duchowa może pretendować do ich zdobycia”. Bo przecież: „Spełniając obowiązki narodowe względem siebie, spełnimy je względem ludów Polski hi- storycznej. [...] Obowiązkiem naszym względem Litwinów i Biało- rusinów nie jest praca nasza skierowana na ich narodowe urobienie, ale walka o uchylanie wszystkiego, co sprzeciwia się normalnemu zaspokojeniu już odczutych potrzeb. Nie propaganda języka litew- skiego lub białoruskiego w szkołach elementarnych jest naszym za- daniem, ale domaganie się, aby gmina mogła decydować o języku swych szkół i urzędowania”. Nie ma się co łudzić – zdawał się mówić: „Litwomani pragną bezwzględnej eksterminacji narodu pol- skiego i tylko wówczas pójdą na kompromis z nami, gdy spotkają u nas zorganizowaną siłę? I o jej niepokonalności przekonają się. Co zaś do Białorusinów, to ich jako świadomej siły politycznej nie ma. Poza masami biernego pod względem politycznym, używającego narzecza białoruskiego, ale obojętnego względem jego praw chłop- stwa białoruskiego, jest kilkudziesięciu młodych Polaków”. Oni to „rozpoczęli syzyfową pracę – tworzenie narodowości białoruskiej”. A przecież Polacy mogą pociągnąć za sobą ogół mieszkańców Li- twy w inny sposób: „przez wypracowanie konkretnego programu gospodarczego kraju, przez szerokie plany podniesienia jego sił pro- dukcyjnych”26. Studnicki już wcześniej wyrokował: „narodu biało- ruskiego nie ma. Jest materiał etnograficzny, jest szczep białoruski, ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 21 w Grodzieńskiem pomieszany ze szczepem polskim, w Wileńskiem z polskim i litewskim, w Mohilewskiem i w Smoleńszczyźnie, zwłaszcza w tej ostatniej, z wielkoruskim”. I tak zwracał się do Zygmunta Wolskiego (redaktora i wydawcy „Naszej Niwy”) i jemu podobnych: „Chcecie koniecznie uprawiać narodowość białoruską? Jedzcie do guberni mohylewskiej, do białoruskich powiatów wi- tebskiej, tam nie uszczuplicie naszego stanu posiadania, ale pomnij- cie na swe polskie pochodzenie i nie rusyfikujcie Wilna”27. Powia- dał też: „Nasz proces polonizacyjny jest nieskończenie wyższy od procesu litwinizacji, podejmowanego przez litwomanów, gdyż pierw- szy jest udostępnieniem sfery duchowej bogatszej dla mas biało- ruskich i litewskich, drugi zacieśnianiem się do sfery ubogiej duchowo, bez skarbów w przeszłości, bez świetnych widoków na przyszłość”. I powtarzał: „O żadnym narodzie białoruskim nie można mówić, bo naród, jest to pojęcie polityczne, a żadnych własnych tradycji politycznych nie posiadają Białorusini”. A zatem polska kolonizacja, którą powinny podjąć poza ziemianami także sfery przemysłowe i rzemieślnicze, ma duże pole do rozwoju. „Nie likwidacja, lecz wzmocnienie się na kresach winno być naszym za- daniem narodowym”28. Otwórzmy teraz „Kurier Litewski” i odnajdźmy rewelacyjną wręcz wypowiedź tzw. Bezpartyjnego: „Emancypacja ludów, ongi w skład Rzeczypospolitej wchodzących, czyni postępy. Jak Litwini na Litwie, tak Rusini w Galicji Wschodniej, opieki naszej nie chcą. Ponieważ dążenie to zgodne jest absolutnie z duchem czasu, po- nieważ wynika z niedających się usunąć przyczyn, które stale po- głębiają demokratyzowanie się społeczeństw i ich instytucji, więc zwycięstwo ostateczne należy do strony przeciwnej. Tu tkwi tra- gizm naszego położenia”. Jakże trafnie mówił Bezpartyjny. Pomimo germanizacji, na zachodzie „jesteśmy elementem mającym przy- szłość przed sobą. [...] Chłop dzisiejszy już się nie wynarodowi. Ale w sukcesji po Rzeczypospolitej otrzymaliśmy też prowincje obco- plemienne, prowincje, z którymi się zżyliśmy, dla których kultury pracowaliśmy wieki i gdzie, skutkiem tego, mamy niewątpliwie prawa spółgospodarzy”. Rzecz w tym, że „chcąc zatem tylko trwać dalej, utrzymać się, nie zginąć, już tym samym bezwiednie staje- my się siłą wyłącznie konserwatywną, a dla spragnionych jutra – nienawistną”. Co więc mamy czynić? Oto radykalna, ale logiczna ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 22 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach propozycja: „Wyzbądźmy się przestarzałych pretensji do przewod- niczenia innym tam, gdzie stanowimy mniejszość; bez wypierania się swej narodowości i broniąc jej uwzględniania, poprzestańmy na skromnej roli sąsiadów między sąsiadami, równych między równymi – a zapewnimy sobie byt znośny i opinię żywiołu pożytecznego. [...] Skierujmy wysiłki nasze nie ku przodowaniu Rusinom lub Litwi- nom, lecz ku popieraniu odradzającego się Śląska”29. Parę miesię- cy wcześniej Czesław Jankowski opublikował swoją Kwestię suwalską, gdzie znalazły się, bodaj po raz pierwszy w polskiej publicystyce, następujące zdania: „W guberni suwalskiej siedziby ma swoje do 400.000 Litwinów (może więcej; o ścisłość cyfry nie chodzi w tej chwili), zaś Polaków przebywa tam do 160.000. Wykreślając gra- nice autonomicznego terytorium Polski lub Królestwa Polskiego – a może inną jeszcze jaką nazwę przybierze owe terytorium etno- graficzne – linia demarkacyjna p o w i n n a oddzielić suwalskie sie- dziby litewskie od suwalskich siedzib Polaków. Pierwsi ciążą ku rodakom swoim w gub. wileńskiej i kowieńskiej, a znowuż Litwini z gub. wileńskiej i kowieńskiej radzi by bardzo posiąść suwalskich Litwinów, bo żywioł to litewski najkulturalniejszy. [...] Zbrodnią byłoby rzucać sztuczne rogatki między takie żywiołowe prądy, dą- żące ku sobie”. Natomiast – uspokajał autor – „gęsta ława pod biało- stockich Mazurów powinna by stanowić dla autonomicznej Polski rekompensatę za straconych Litwinów suwalskich”30. Warto też sięgnąć po artykuł Aleksandra Lednickiego – znanego adwokata, posła do I Dumy, liberała zaangażowanego w ruch autonomiczno- -federalistyczny narodowości imperium rosyjskiego, który przypo- minał polskim ziemianom i inteligencji: „zarówno na Litwie, jak na Białejrusi i Ukrainie stanowimy mniejszość niedemokratyczną, stojącą ponad ludem. Jesteśmy przykrywką bez dna”. W gorzkiej refleksji po kolejnych wyborach pytał: „Czy stanęliśmy na czele miejscowego ruchu demokratycznego, czy staliśmy się rzecznikami ludu, czy wyrzekliśmy się przywilejów stanowych i narodowościo- wych? Niestety – zajęliśmy stanowisko odmienne: kopaliśmy i ko- piemy własnymi rękami dół dla własnej sprawy”. Sytuacja robi się bardzo trudna. „Na Litwie stosunki od dawna opłakane – do walki ekonomicznej dołączyła się walka narodowościowa; to samo nastąpi na Białej Rusi. Miejscowa ludność podnosi sztandar narodowościo- wy i, jak zwykle bywa, pod tym sztandarem zajmą pierwsze miejsca ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 23 nacjonaliści białoruscy, którzy, jak litewscy, zaostrzą kwestię. Anty- tezą nacjonalizmu nie jest kosmopolityzm, lecz demokratyzm”31. Natomiast Konstancja Skirmuntt wciąż pokładała nadzieje w jed- nym silnym stronnictwie krajowym, i od razu uspokajała etnicz- nych Litwinów i Białorusinów: „A niech nikt nie myśli, by pożądane i potrzebne krajowi skoncentrowanie polityczne Litwy i Białejrusi przeszkadzało swobodnemu rozwojowi osobnych ognisk kultur na- rodowościowych”32. A tymczasem Józef Hłasko powiadał, iż kap- łani Żmudzini przybywają do diecezji wileńskiej „z uprzedzeniem względem Polaków i z przekonaniem, że obowiązkiem ich jest roz- szerzać granice etnograficznej Litwy, zdobyć dla niej te okolice, które niegdyś były lub mogły być etnograficznie litewskie”. Według autora: „narzucanie języka żmudzkiego parafianom przez księży litwomanów odbywa się w sposób, jak tylko sobie wyobrazić można nieludzki i brutalny”. Jeśli nie położy się temu tamy, ludność ka- tolicka „rozdarta będzie na namiętnie nienawidzące się obozy”33. Wacław Gizbert-Studnicki pytał zaś „Czy istnieje narodowość li- tewska?”. I tak odpowiadał: „Są Litwini, istnieje język litewski, pra- sa litewska, mamy nawet wystawę sztuki litewskiej: te fakty i ich suma, zdawałoby się, są dowodem aż nadto oczywistym, niedopusz- czającym wątpliwości, że narodowość litewska istnieje”. A jednak trzeba sobie zdawać sprawę „z różnicy pomiędzy pojęciem naród a szczep, plemię albo lud”. To przecież oczywiste – dowodził – że „bez tradycji narodowo-państwowych nie ma narodu”. Nie ma też wątpliwości, że „tradycje pogańskiej Litwy, tak mgliste i niewyraź- ne [...], nie dadzą się w żaden sposób wyzyskać dla stworzenia czy odrodzenia «narodu» litewskiego”. Ponieważ narodowości „nie da się zaimprowizować, pozostaje Litwinom albo być tym, czym ich zrobiła historia – Litwino-Polakami, albo zrzec się tradycji polsko-litewskich i utonąć w morzu państwowości rosyjskiej. Nie ma warunków na wytworzenie się narodowości litewskiej, bo już nowe narodowości nie powstają, państwa litewskiego nie ma i nie zanosi się na po- wstanie państwa wyłącznie litewskiego”. Najlepszym rozwiązaniem – również dla Litwinów – byłaby autonomia Litwy historycznej. „Ale Litwa autonomiczna, Litwa względnie wolna, oprze się cen- tralizmowi petersburskiemu, znajdując punkt oparcia w Koronie, ku której naturalnie ciążyć będzie, albowiem jeden naród jest nad Wisłą i Niemnem”. W przypisie autor wyjaśniał: „Stwierdzenie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 24 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach faktu, że nie istnieje narodowość litewska nie pociąga za sobą jako konsekwencję zaprzeczenie ludności etnograficznie litewskiej pra- wa posiadania szkół, prasy i wydawnictw w języku miejscowym. W szkole, w kościele i w urzędach język litewski etnograficzny Litwinów powinien na Litwie etnograficznej być uważany za język krajowy”34. Józef Kuczyński pouczał: „W chaosie obecnym drobne narodowości przebywają gorączkę megalomanii. Z chorym człowie- kiem o interesie się nie gada. Trzeba cierpliwości. Jeżeli uzdrowieje, potrafią dojść do porozumienia z nim i nasze dzieci. Żądania obecne Litwinów mają nie więcej zdrowego sensu, jak bredzenie chorego w malignie. [...] litewska samoistność kulturalna – to mrzonka”. Oczywiście, Polak, „który by spróbował zabronić Litwinowi mó- wić do Litwina po litewsku, byłby posądzony o niespełna rozu- mu”. Czym innym jednak jest tego typu tolerancja, a czym innym „mazgajstwo polityczne” – jak to wybijał w tytule swego artyku- łu Kuczyński. „Więc ostatecznie co mądrego, co sprawiedliwego w mazgajskim uleganiu psychopatycznym albo burzycielskim na- rodom Litwinów bądź Rusinów? [...] zboczeniem jest polityka stań- czykowska względem Rusinów w Galicji – takim zboczeniem grozi polityka «świętego spokoju» naszych nad ugodowców na Litwie”35. Michał Girdwoyń ze Żmudzi powtarzał obiegowe przekonanie, że „Polska składa się z trzech narodów: Polaków, Litwinów i Rusinów”. Bo sam „Bóg zlał duchowo Polaków, Litwinów i Rusinów”. I dla- tego na Litwie Polacy i Litwini są „jednej i tej samej narodowości, różnicy narodowościowej pomiędzy nami nie ma, a skutkiem tego tu nie może być sporu narodowościowego, lecz tylko nieporozu- mienie językowe”36. Pewien autor, tak mówił: „Jest rzeczą ogólnie znaną, że na pograniczach zamieszkiwania dwóch narodowości od- bywa się zwykle proces wynarodowienia, który bądź jest obustron- ny, bądź też wypada na niekorzyść jednej tylko narodowości. [...] W Galicji dopiero przed kilkoma laty zwrócono uwagę na to, że we wschodniej części kraju mieszka około 1.200.000 Polaków, zagro- żonych zrutenizowaniem przez Kościół, szkołę i stosunki z sąsia- dami Rusinami. Rusini wołali na całą Europę o ucisku polskim, a jednocześnie posiadali znacznie więcej niż Polacy parafii, szkół ludowych i po cichu wytężali wszelkie siły, by Polaków w Galicji Wschodniej zrutenizować. [...] podobna, a może gorsza nawet, niż przed laty w Galicji Wschodniej, sytuacja jest na całym obszarze ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 25 Litwy historycznej. [...] konieczność obrony tej ludności polskiej przed wynarodowieniem jest rzeczą bezsporną”37. Odezwała się także Eliza Orzeszkowa, pisząc: „Nad każdym poszczególnym in- teresem narodowym – powiem więcej – nad każdym pojedynczym postępkiem człowieka pojedynczego, zasada interesu narodowego, obrony czy popierania tego interesu panować powinna”. Oczywiście, dopowiadała pisarka, zgodnie z zasadą: „Nie czyń drugiemu, co tobie nie miło”38. Zareagowała na to Litwinka, czyli Konstancja Skirmuntt, pryncypialnym stwierdzeniem: „Interes narodowy nie może być najwyższym kryterium naszego postępowania”. Istnieje przecież prawo Boże!39 Ono właśnie pozwala człowiekowi na wolny wybór. Na przykład polski szlachcic Otto Zawisza, weteran powstania styczniowego, przypomniawszy sobie swoje etniczne pochodzenie, wybrał opcję litewską i jako Ottonas Zavišas pisał: „My podaliśmy sobie ręce (unia) jako równy, niepodległy naród, takiemu polskiemu narodo- wi i chcemy tylko taki stosunek zachować i nadal”. Ale też – do- dawał – „pierwszym naszym obowiązkiem jest pozostawanie synami ojczyzny naszej – Litwy, tj. Litwinami, i to pojęcie powinno zastąpić w naszej krwi i w naszych kościach tkwiącą tam dotąd fałszywą zasadę. Wtedy pozbędziemy się fałszywego teraźniejszego położe- nia: jakiejś przyprzążki u woza polskiego i, jako niezależny naród, jak podczas unii, jeszcze bliżej staniemy obok bratniego nam naro- du”. Powiadał też: „nie język, a kraj jest wskazówką pochodzenia”. A w swoim Hymnie litewskim w 1907 r. pozwolił sobie na takie stro- fy: „Het! Za Niemen, het! Za Niemen / Uciekaj paniczu! / Nie ma tobie co tu robić / Nad Wilia i Ptyczą. // Kto się swojej mowy wstydzi / Tylko polską włada, / Kto w swym sercu z swoich szy- dzi, / Ten w swym kraju – zwada”40. Fragmenty publicystyki tego autora znalazły się w zbiorze Ze sto- sunków litewsko-polskich. Głosy Litwinów. Audiatur et altera pars (wyda- ne staraniem Jonasa Kriači)unasa), będącego litewską odpowiedzią na przygotowany przez Zygmunta Glogera tom Kwestia litewska w prasie polskiej (Warszawa 1905). W Słowie wstępnym pisano, że „wy- danie owej «kwestii litewskiej», uwzględniające tylko jedną stronę, gdy kwestia ta jest obustronna, domaga się wprost wydania tego, co p o w i e d z i ał a t a d r u g a s t r o n a”41. Krytycznie zbiór przyjął Leon Wasilewski: „głosy te ujawniają z jednej strony całą głębię ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 26 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach fanatyzmu nacjonalistycznego, nienawistnej nietolerancji i bez- względnej zaborczości narodowców litewskich, a z drugiej strony ich bardzo niski poziom kulturalny. [...] Zaślepienie szowinistyczne na- rodowców litewskich dochodzi do ostatecznych granic i przybiera niekiedy formy wprost humorystyczne”. Jednocześnie – kontynuo- wał poirytowanym tonem – „stosunki na Litwie są dla przeciętnego inteligenta polskiego zupełna terra incognita. Ale co tu mówić o prze- ciętnych inteligentach, kiedy nawet publicyści, zabierający się do oświecenia ogółu w sprawach Litwy, ujawniają rozpaczliwą igno- rancję. Niedawno np. Bolesław Prus w numerze «Tygodnika Ilustro- wanego» specjalnie poświęconym Litwie, informował czytelników, że liczba Litwinów «nie przechodzi czterech milionów», kiedy w rze- czywistości jest zaledwie połowa tej liczby. Postępowa «Ludzkość» bez słowa komentarza drukuje list jakiegoś szowinisty litewskiego dowodzącego, że cała gubernia suwalska jest litewską”42. Sięgnijmy teraz po książeczkę Litwa i jej ludy, którą Wasilewski zaczynał wyjaśnieniem: „mam zamiar mówić o kraju, który zachował nazwę historyczną – Litwy, jakkolwiek zamieszkiwany jest przez cały szereg narodowości, a pomiędzy innymi i litewską”. Co wię- cej, „skład narodowościowy Litwy jest bardzo pstry”. Ta skromna objętościowo praca była pierwszym w naszym piśmiennictwie wy- dawnictwem informacyjnym o skomplikowanych stosunkach naro- dowościowych na obszarze Litwy historycznej. Jak wiemy, wcześniej Römer rzetelnie informował o litewskim ruchu narodowym, i mo- że szkoda, że Wasilewski nie oddał mu należnych honorów. Na- tomiast sam tak pisał: „Z nieświadomej masy narodowościowej lud litewski w ostatnich czasach przekształca się na naród, pragnący żyć takim samym życiem wszechstronnym jak i inne narody cywilizo- wane”. Autor stwierdzał, że „niestety, szowinizm narodowościowy cechuje znaczną część wystąpień litewskich”. Prasa litewska, na- wet i socjalistyczna, dość często ujawnia dążność „do litwinizowa- nia Polaków i Białorusinów”. Zresztą: „Narodowy ruch białoruski w porównaniu z litewskim jest niezmiernie słaby i losy jego dotych- czas są bardzo niepewne”. A więc: „Czy się jednak ruch białoruski rozwinie i przybierze szersze rozmiary, dziś jeszcze trudno przesą- dzać. Rodzima kultura białoruska tak jest słaba i mało odrębna, że spółzawodnictwo jej z kulturą narodów ościennych, starą i bogatą, jest prawie niepodobieństwem”43. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Lata 1907–1910 27 Krytycznie o pracy Wasilewskiego wypowiedział się Römer44 w tomie Litwa. Studium o odrodzeniu narodu litewskiego. Książka obrosła licznymi komentarzami badaczy litewskiego ruchu narodowego za- równo po polskiej, jak i po litewskiej stronie, jest bowiem dziełem w wysokim stopniu swoistym – tak naznaczonym osobistymi po- glądami autora, że – będąc bez wątpienia chlubą polskiej refleksji o kształtowaniu się nowoczesnego narodu litewskiego – znajduje się jakby na pograniczu między polskim a litewskim punktem wi- dzenia. „Pod pojęciem Litwy będę rozumiał nie historyczno-poli- tyczny organizm dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, ujmujący prócz Litwy właściwej także Białoruś, ale Litwę etnograficzną, skry- stalizowaną, po dokonanym odrodzeniu, w zwarty i dojrzały do samodzielnego rozwoju – naród litewski”. Römer opowiadał się za litewskim ruchem narodowym, ale starał się zachować obiektywizm w opisie wydarzeń, potrafił być też zdecydowanie krytyczny wobec niektórych poczynań narodowców Jana Šliupasa i antysemickiego tonu obecnego w prasie. Pisał też: „Zarzuty robione przez Litwinów ziemiaństwu polskiemu w Litwie, a dotyczące faktu jego polskości, są nieuzasadnione współcześnie. Nie można żądać od ziemiaństwa, które dziś już jest kulturalnie polskie, ażeby przestało być sobą i wy- zbyło się swej indywidualności. [...] nie można atoli robić żywych ludzi odpowiedzialnymi za historię, ani też robić zarzutów historii z dzisiejszego stanowiska politycznego. Pomijam fakt, że ziemiań- stwo było nieprzychylne procesowi odrodzenia ze względów natury klasowo-społecznej. Ze względów wszakże ściśle kulturalnych nie mogło się ono wcielić do litewskiej formacji narodowej, dopóki takowa się odbywała na podstawie czynnika kulturalno-etnograficz- nego. Moim też zdaniem – wcielenie Polaków litewskich [...] do litewskiej formacji narodowej może i powinno się dokonać, ale jeno na podstawie czynnika obywatelstwa krajowego – bez tykania ich indywidualności kulturalnej”. Przytoczmy również opinię o Biało- rusinach: „Garstka inteligentów białoruskich, tęskniąca do indy- widualnego bytu narodowego Białej Rusi, nie jest jeszcze sama przez się narodem. Postulat autonomii wypłynie logicznie dopiero z pro- cesu odrodzenia Białej Rusi, o ile się takowy dokona”. Dodawał, że w rozmowach między Litwinami i Białorusinami „sporną była tak- że kwestia Wilna, które Białorusini chcieli traktować jako przyna- leżne raczej do Białej Rusi, ponieważ językowo najbliższe okolice ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 28 Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach Wilna, zwłaszcza w kierunku wschodu, są na poły białoruskie (właś- ciwie polsko-białorusko-litewskie)”45. Książka spotkała się z żywym, w zdecydowanej większości pozy- tywnym przyjęciem przez publicystów46. Jeden z nich w zakończeniu swego omówienia dodał: „Bezstronność każe zaznaczyć, że i w ruchu odrodzenia narodu litewskiego wielką rolę odgrywa ciasny nacjo- nalizm i szowinizm narodowy. Jest to jednak znamienny objaw fa- zy przejściowej narodu dźwigającego się kulturalnie i zagrożonego niebezpieczeństwami ze wszystkich stron. Tym właśnie tłomaczy- my wyrozumiałość Römera dla nacjonalizmu litewskiego”47. Inny wypominał „zupełne nieuwzględnienie sprawy stosunku różnych odłamów politycznych litewskich do polskości, a ta sprawa musi czytelnika polskiego najbardziej interesować; miał zaś autor do tego dosyć materiału w skrzętnie przezeń zebranej prasie litewskiej”48. Natomiast wileński lekarz i działacz społeczny Ludwik Czarkowski, pisujący jako Sobiesław Sękta, rzeczoną książkę49 potraktował jako symptom ogólniejszej tendencji: „Chodzi o propagandę zaprza
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach. Tom II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: