Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00068 005666 13431914 na godz. na dobę w sumie
Razem przez życie - ebook/pdf
Razem przez życie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875376 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Maggie Collins pracuje u właściciela dużej posiadłości, Lonergana.Starzec udaje chorobę, aby zmusić do przyjazdu swych trzech wnuków. Przed laty wszyscy przeżyli tu tragedięi rzadko odwiedzają dziadka. Jako pierwszy odpowiada na wezwanie najstarszy wnuk, Sam. Spotkanie z nim spowoduje spore komplikacje w życiu Maggie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

8 4 9 6 5 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 5 0 0 1 R N ISSN 1641-5760 9 771641 576025 Maureen Child 0 Razem przez życie 05-GR-1.indd 2 05-GR-1.indd 2 3/21/07 2:09:37 PM 3/21/07 2:09:37 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Maureen Child Razem przez życie Tłumaczył Zbigniew Studziński Droga Czytelniczko! Witam serdecznie w maju. W tym miesiącu, myśląc już o wakacjach, zaczynamy trzyczęściową miniserię „Lato pełne sekretów”. Poznasz historię trzech braci Lonerganów... A oto pełna lista książek w serii Gorący Romans: Lekcje zalotów – kolejna część miniserii „Dynastia Elliottów”. Gorące uczucie połączy Scarlet Elliott i narzeczonego jej siostry bliźniaczki... Razem przez życie – pierwsza część miniserii „Lato pełne sekretów”. Sam Lonergan przyjeżdża po latach do domu dziadka. Poznaje tam Maggie... Królewskie łoże, Magiczne zwierciadło (Gorący Romans Duo) – dwie historie o wyczekiwanej, szczęśliwej miłości. Życzę przyjemnej lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Maureen Child Razem przez życie Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Expecting Lonergan’s Baby Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Agnieszka Jędrzejczak Korekta: Maria Kaniewska © 2006 by Maureen Child © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5001-4 Indeks 356948 GORĄCY ROMANS – 780 ROZDZIAŁ PIERWSZY Spotkanie ducha nad jeziorem nie zaskoczyłoby bardziej Sama Lonergana. Nie spodziewał się tu na- giej dziewczyny. To, co zobaczył, bardzo mu odpowiadało. Wie- dział, że powinien odejść, odwrócić się, ale nie zro- bił tego. Przeciwnie. Wbił wzrok w szczupłą, wysoką postać przecinającą ciemną, migocącą w blasku księ- życa toń. Nawet w słabym świetle widział wyraźnie jej lśnią- cą, opaloną skórę. Rozcinała gładką wodę niemal bez- szelestnie. Długimi ruchami ramion płynęła szybko i spokojnie. Intruz na cudzej ziemi, pomyślał o niej. Ale dobrze, że jest, dodał w myślach. Przyglądał się nieznajomej, ale myślami był gdzie indziej. Nie powinienem był tu wracać, mówił sobie. To jezioro, to ranczo przywoływały zbyt wiele wspomnień. Zbyt wiele obrazów z przeszłości atako- wało go boleśnie i bez litości. Zacisnął powieki i głęboko nabrał powietrza. Kie-  Maureen Child dy otworzył oczy, napotkał wzrok dziewczyny. Wpa- trywała się w niego, utrzymując się w miejscu macha- niem nogami. – Napatrzyłeś się? – rzuciła. – To zależy. Masz jeszcze coś do pokazania? Zagryzła wargi. Jakby siłą powstrzymywała cisnące się jej na usta słowa. – Kim jesteś? – spytała po chwili. W jej głosie więcej było złości niż lęku. – Mógłbym spytać o to samo. – To jest teren prywatny. – Jak najbardziej. – Skrzyżował ręce na piersi. – I właśnie zastanawiam się, co ty tutaj robisz. – Mieszkam tu. – Szarpnięciem głowy odrzuciła z twarzy mokre, brązowe włosy. – Mieszkasz tu? To jest ranczo Lonerganów. Ranczo należało do jego rodziny od wielu pokoleń. Od czasów gorączki złota, kiedy przodkowie Sama zde- cydowali się ruszyć do Kalifornii w poszukiwaniu lep- szego życia. Złota nie znaleźli. Zajęli się hodowlą koni. Z biegiem lat rodzina malała. Obecnie został tylko je- den starzec i trzech kuzynów: Sam, Cooper i Jake. Dziadek Sama, Jeremiasz Lonergan, mieszkał na ranczu samotnie od dwudziestu lat. Od śmierci żo- ny, babki Sama. Więc, jeśli wierzyć nagiej dziewczy- nie, miał lokatorkę. – Zgadza się – przyznała dziewczyna. – Ale właści- ciel tego rancza jest opiekuńczy. I bywa wściekły. Sam omal nie parsknął śmiechem. Nie spotkał na Razem przez życie  świecie człowieka o równie gołębim sercu jak jego dziadek. A według tej dziewczyny miał się wściekać. – Ale chyba nie ma go tutaj? – zapytał. – Nie ma. – Skoro więc jesteśmy tylko we dwoje i skoro za- przyjaźniamy się tak ładnie… może powiesz mi, czy często kąpiesz się nago? – A ty często podglądasz nagie kobiety? – Kiedy tylko mam okazję. Posłała mu groźne spojrzenie. Odsunęła z czoła mo- kre włosy. Zanurzyła się przy tym trochę głębiej. Utrzy- mywanie się na powierzchni męczyło ją coraz bardziej. – Nie wyglądasz na zawstydzonego. Uśmiechnął się. – Miła pani, gdybym nie spoglądał na nagą kobietę, kiedy tylko nadarzy się sposobność, to dopiero było- by zawstydzające. – Twoja mama musi być z ciebie dumna. Zaśmiał się. Mama pewnie nie, ale dziadek na pewno. Rozejrzała się dookoła. Pustka. Byli sami wśród dę- bów wokół jeziora. Do rancza mieli prawie dwa kilo- metry, a do szosy – dwadzieścia. – Posłuchaj – zaczęła – miałeś już swój spektakl. Te- raz jest mi zimno, jestem zmęczona i chciałabym wyjść. – Kto ci zabrania? Oczy jej pociemniały. – Słucham? Przecież nie wyjdę z wody, kiedy się na mnie gapisz.  Maureen Child Sam poczuł coś jak wyrzut sumienia, ale zigno- rował go. Owszem, powinien się odwrócić. Ale czy głodny człowiek odsunie stek tylko dlatego, że został skradziony? – Powinieneś się odwrócić – usłyszał po chwili. Delikatny uśmiech podniósł mu kąciki warg. – Skąd mam wiedzieć, że nie uderzysz mnie czymś ciężkim, kiedy to zrobię? – Czy wyglądam na kogoś, kto ma złe zamiary? Wzruszył ramionami. – Ostrożności nigdy za wiele. Pokiwała głową. Zanurzyła się przy tym po samą brodę. – Wspaniale. Ja jestem naga, ale to ty się boisz. Podmuch wiatru poruszył liśćmi. Zadrżała. Zanu- rzyła się jeszcze głębiej. Sam znowu poczuł wyrzuty sumienia. Podniósł głowę ku rozgwieżdżonemu niebu. – Jaka piękna noc – powiedział. – Może rozbiję tu obóz? – Nie zrobisz tego. – Nie? – Rozbawiony coraz bardziej, udawał, że po- ważnie się zastanawia. – Może nie. Ale pytanie pozo- stanie. Wychodzisz czy będziesz próbowała spać, pły- wając? Sapnęła gniewnie. Wściekle uderzyła dłonią w wodę. – Wychodzę! – Nie mogę się doczekać! Razem przez życie  – Straszny z ciebie palant, wiesz? – Już to kiedyś słyszałem. – Wcale mnie to nie dziwi. – Wciąż jesteś w wodzie. – Wetknął ręce do tylnych kieszeni spodni. – Musi ci być zimno… – Owszem, ale… – Już ci powiedziałem, że nie odejdę. Znów rozejrzała się nerwowo, jakby szukała ratunku. – Skąd mam wiedzieć, że nie rzucisz się na mnie, kiedy tylko wyjdę z wody? – Mogę ci dać słowo. Ale ponieważ mnie nie znasz, chyba nie na wiele się to zda. Parę chwil przyglądała się mu uważnie. Zrobiło mu się nieprzyjemnie. – Jeśli dasz mi słowo, zaufam ci – powiedziała po chwili. Zmarszczył brwi. Wyjął rękę z kieszeni i potarł się po karku. Piękna naga nieznajoma była gotowa mu zaufać. Wspaniale. – Zgoda. Daję słowo. Kiwnęła głową. Lecz minęła dobra minuta, nim ru- szyła do brzegu. Poczuł wtedy coś dziwnego. Oczeki- wanie? Podniecenie? Blask księżyca migotał na jej mokrej skórze, kiedy powoli wynurzała się z wody. Przyglądał się, jak szła do starannie złożonego pod drzewem ubrania. Zro- biło mu się gorąco. Gwałtowne pożądanie rozpaliło krew w żyłach Sama. 10 Maureen Child Była wysoka i szczupła. Miała drobne, jędrne pier- si i wąskie biodra. Fragmenty nieopalonej skóry po- wiedziały mu, że raczej rzadko opalała się nago. Ta niekompletna opalenizna sprawiła, że jej nagość stała się jeszcze bardziej podniecająca. Paski jasnej skóry aż korciły, by przyjrzeć im się dokładnie. Pożądanie wzburzyło krew Sama. W blasku księżyca była jak bajkowa zjawa. Aż go ręce świerzbiły, by wziąć ją w ramiona. Pomyślał, że to syrena wyszła z morskiej toni, żeby go uwieść. – Jesteś cudowna. Zawahała się. Wyżej uniosła głowę. Stała, dumna, pewna siebie. Wiedziała, że to on powinien był wsty- dzić się, że na nią patrzy. Ale, do diabła! Nie mógł przestać. Po chwili wciągnęła koszulkę i luźną, długą do ko- lan spódnicę. Stopy wsunęła w sandały. Powinien być jej wdzięczny. Dzięki niej uwolnił się od upiorów przeszłości. Od wspomnień, które budzi- ły się nad tym jeziorem. – Wiesz – odezwał się, kiedy się wyprostowała. – Przepraszam cię za wszystko. Nie spodziewałem się spotkać tu ciebie i… Dała mu kuksańca w żołądek. Niezbyt mocno. Ale zaskoczyła go tak bardzo, że na moment stracił oddech. – Zdziwiony?! – Maggie Collins zebrała włosy w gru- by węzeł i wycisnęła resztki wody. Cudowna, pomyślał. Cudowna. Razem przez życie 11 Wciąż czuła to dziwne ciepło koło serca, które po- jawiło się, kiedy jej się przyglądał. Było to tak, jak- by jej dotykał, a nie patrzył. I wtedy przez króciutką chwilkę zapragnęła, żeby naprawdę jej dotknął. Wprawiło to Maggie w jeszcze większą wściekłość. Rzuciła mu pogardliwe spojrzenie. – Ty zepsuty, samolubny, żałosny… Psiakrew! Znowu zabrakło jej przekleństw. Oddychała gwałtownie. Urażona duma bolała. Kie- dy zobaczyła go po raz pierwszy, przyglądającego się jej w ciemnościach, omal nie umarła na atak serca. Ale im dłużej mu się przyglądała, tym lęk szybciej słabł. Maggie bardzo długo musiała polegać na sobie. Miała instynkt, który podpowiadał jej, kiedy była bez- pieczna, a kiedy nie. Żaden dzwonek alarmowy nie włączył się, kiedy na niego patrzyła. Był źle wychowa- ny, ale nie był niebezpieczny. Przynajmniej izycznie. Ale działał na zmysły… To już zupełnie inna baj- ka. Był wysoki i przystojny. I miał błysk w ciemnych oczach… Coś bardzo… smutnego. A Maggie była bar- dzo wrażliwa na mężczyzn o smutnych oczach i o sa- motnych sercach. Niestety, kilka razy w życiu sparzyła się. Nabrała przekonania, że musi być jakiś powód tego, że męż- czyzna jest samotny. Wpatrywała się w Sama, który zakłócił jej nocne pływanie. Kilka lat wcześniej czmychnęłaby, gdzie 12 Maureen Child pieprz rośnie. Teraz było inaczej. W ciągu ostatnich dwóch lat zdarzyło się tak wiele. Tak wiele się zmie- niło. Znalazła dom. Stała się częścią rancza Lonerga- nów… I nikt, nawet taki przystojny nieznajomy, nie był w stanie jej przestraszyć. – Ale masz cios. – Sam próbował zagadywać Maggie. – Przeżyjesz. – Minęła go i ruszyła ścieżką między drzewami, wiodącą do rancza. Zatrzymał ją, kładąc rękę na ramieniu. Poczuła mrowienie na karku. Krew żywiej popłynęła w jej ży- łach. Gwałtownie odskoczyła. – Hej, hej – powiedział uspokajająco. – Wszystko w porządku. Uspokój się. Tak gwałtowna reakcja zaskoczyła nawet ją samą. – Nie dotykaj mnie więcej. – W porządku – powiedział. – To się nie powtórzy. Maggie oddychała głęboko. Starała się uspokoić. Nie wystraszyła się tego, że dotknął jej ramienia, ale jak na to dotknięcie zareagowała. Dzwonki alarmowe w jej głowie przeraźliwie się rozdzwoniły. Lepiej unikaj tego mężczyzny! – Dotarcie do domu zajmie mi jakieś dziesięć minut – powiedziała lekko drżącym głosem. – Wykorzystaj ten czas, żeby stąd odejść. – Nie zrobię tego. – Pokręcił głową. – Lepiej zrób. Kiedy tylko dotrę do telefonu, za- dzwonię na policję, że jakiś intruz się tu kręci. – Proszę bardzo – powiedział. – Ale nie będzie z te- go nic dobrego. Razem przez życie 13 – A to dlaczego? – Ponieważ chodziłem do szkoły z szefem policji w tym mieście. Poza tym myślę, że Jeremiasz Loner- gan protestowałby gorąco przeciwko aresztowaniu mnie. Maggie poczuła niepokój. Ale jednak zadała to py- tanie: – Czemu protestowałby? – Gdyż jestem Sam Lonergan, a Jeremiasz jest mo- im dziadkiem. ROZDZIAŁ DRUGI Gniew ścisnął gardło Maggie. Wiedziała, że wszys- cy trzej wnukowie Jeremiasza mieli tu przyjechać tego lata. Ale nie spodziewała się, że jeden z nich będzie podglądał ją pod osłoną nocy. – Gdybym wiedziała, kim jesteś – rzuciła wściekle – walnęłabym cię mocniej. – To dobrze, że siedziałem cicho. – Jak mogłeś to zrobić? – Wsparła się pod boki. Jej oczy groźnie migotały. – Co takiego? – Opuściłeś go – parsknęła. – Ty… wy wszyscy. Przez ostatnie dwa lata żaden z was nawet nie odwie- dził dziadka. – A skąd ty to wiesz? – Byłam tu przez cały czas. – Przyłożyła dłoń do piersi. – Opiekowałam się tym uroczym staruszkiem przez dwa lata. Żaden z was nie raczył wpaść do nie- go choćby na chwilę. – Uroczym staruszkiem? – Sam zaśmiał się głucho. – Jeremiasz Lonergan to najokropniejszy staruch w na- szym kraju.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Razem przez życie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: