Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00315 008410 10493347 na godz. na dobę w sumie
Reguły giełdy. Żelazne zasady największych inwestorów - książka
Reguły giełdy. Żelazne zasady największych inwestorów - książka
Autor: Liczba stron: 408
Wydawca: Onepress Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-0803-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> giełda i inwestycje
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wyraźna mapa zawiłej rzeczywistości rynkowej

Oto nazwiska dwunastu profesjonalnych inwestorów, wybitnych specjalistów i uznanych ekspertów finansowych, którzy wyrazili zgodę na to, by swoją wiedzą podzielić się z Tobą:

Rob Arnott
Bill Bonner
Mark Finn
Ed Easterling
Dennis Gartman
Andy Kessler
Michael Masterson
George Gilder
John Mauldin
James Montier
Richard Russell
A. Gary Shilling

Każdy z tych dwunastu inwestorów został poproszony o zdradzenie najważniejszej zasady, którą kieruje się w swojej działalności inwestycyjnej. W ten sposób powstał wyjątkowy tom, pełen praktycznych rad i cennych wskazówek, które od razu można wprowadzić w życie. Teraz również Ty możesz poznać sekrety praktyków, którzy odnieśli ogromny sukces na rynku inwestycji. Dowiedz się:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Regu‡y gie‡dy. flelazne zasady najwiŒkszych inwestor(cid:243)w Autor: John Mauldin T‡umaczenie: Izabela Szybilska ISBN: 83-7197-641-0 Tytu‡ orygina‡u: Just One Thing: Twelve of the World Format: A5, stron: 408 Wyra(cid:159)na mapa zawi‡ej rzeczywisto(cid:156)ci rynkowej (cid:149) Poznaj sekrety wybitnych inwestor(cid:243)w (cid:149) Odkryj nowe metody inwestowania (cid:149) Naucz siŒ unika(cid:230) niepotrzebnego ryzyka Oto nazwiska dwunastu profesjonalnych inwestor(cid:243)w, wybitnych specjalist(cid:243)w i uznanych ekspert(cid:243)w finansowych, kt(cid:243)rzy wyrazili zgodŒ na to, by swoj„ wiedz„ podzieli(cid:230) siŒ z Tob„: Rob Arnott Bill Bonner Mark Finn Ed Easterling Dennis Gartman Andy Kessler Michael Masterson George Gilder John Mauldin James Montier Richard Russell A. Gary Shilling Ka¿dy z tych dwunastu inwestor(cid:243)w zosta‡ poproszony o zdradzenie najwa¿niejszej zasady, kt(cid:243)r„ kieruje siŒ w swojej dzia‡alno(cid:156)ci inwestycyjnej. W ten spos(cid:243)b powsta‡ wyj„tkowy tom, pe‡en praktycznych rad i cennych wskaz(cid:243)wek, kt(cid:243)re od razu mo¿na wprowadzi(cid:230) w ¿ycie. Teraz r(cid:243)wnie¿ Ty mo¿esz pozna(cid:230) sekrety praktyk(cid:243)w, kt(cid:243)rzy odnie(cid:156)li ogromny sukces na rynku inwestycji. Dowiedz siŒ: (cid:149) Dlaczego najlepsze s„ informacje poufne? (cid:149) Jak korzysta(cid:230) z (cid:132)drogowskaz(cid:243)w we mgle(cid:148)? (cid:149) Kiedy (cid:132)to nie takie proste(cid:148) jest w rzeczywisto(cid:156)ci naj‡atwiejsze? (cid:149) Na czym polega mit dotycz„cy manipulowania ryzykiem? (cid:149) Jak zwiŒkszy(cid:230) zyski dziŒki (cid:132)rozwi„zaniu dwuprocentowemu(cid:148)? (cid:149) Dlaczego (cid:132)zasada zwyciŒzcy(cid:148) jest taka skuteczna? (cid:149) Czym jest fala milenijna? Spis treści Wprowadzenie 1 Drogowskazy we mgle Andy Kessler 2 „Nie takie proste” (a jednak dokładnie takie) zasady handlu Dennis Gartman 3 Zwycięstwo nadziei nad długofalowym doświadczeniem — wykorzystanie przeszłych rezultatów do przewidzenia przyszłych wyników doradcy inwestycyjnego Mark T. Finn i Jonathan Finn, CFA 4 Obligacja długoterminowa Dr A. Gary Shilling 5 Ryzykiem nie można manipulować Ed Easterling 6 Psychologia ma znaczenie. Przewodnik inwestora — co myśleć o myśleniu? James Montier 7 Środki to cele Bill Bonner 8 Rozwiązanie dwuprocentowe Rob Arnott 9 Afera z wykorzystaniem informacji poufnych George Gilder 7 11 35 55 87 135 169 237 257 279 6 S P I S T R E Ś C I 10 Zasada zwycięzcy Michael Masterson 11 Bogacz i biedak Richard Russell 12 Fala milenijna John Mauldin Skorowidz 303 323 343 399 R O Z D Z I A Ł 1 Drogowskazy we mgle (cid:93)(cid:94) Andy Kessler jest współczesnym człowiekiem renesansu (w dziedzinie inwestycji). Zna się na wszystkim. Pracował jako analityk danych i bankier inwestycyjny dla największych firm na Wall Street. Swoje doświadczenia opisał w książce Wall Street Meat. Następnie został współzałożycielem Velocity Capital Management, funduszu hedgingowego, który zgromadził 80 milionów dolarów. Kessler w ciągu pięciu lat obrócił je w skromny miliard dolarów i znalazł się na szczycie. Opisał te dni w książce Running Money. Obecnie publikuje komentarze w Wall Street Journal oraz artykuły w magazynach Forbes i Wired. Pojawia się często w programach CNBC, CNN, Fox News i Dataline NBC. Wciąż jest w doskonałej kondycji fizycznej, dotrzymując kroku czterem synom! Jego najnowsza książka, How We Got Here, opowiada o rozwoju przemysłu. Rozpoczyna się od silnika parowego, a kończy na internecie. Andy Kessler mieszka w Północnej Karolinie z żoną i czterema synami. Obecnie zajmuje się tajemniczym projektem, którym obiecał się podzielić, gdy tylko go dopracuje. Więcej informacji na temat Andy’ego można znaleźć na stronie www.andykessler.com, skąd można również pobrać jego ostatnią książkę. — John Mauldin (cid:93)(cid:94) D r o g o w s k a z y w e m g l e 1 3 Drogowskazy we mgle Andy Kessler (cid:93)(cid:94) Wiele lat temu postanowiłem wspiąć się na górę Was- hington, ciągnąc za sobą opornego przyjaciela, Paula. W stanie New Hampshire budził się piękny sierpniowy poranek, na niebie nie było ani jednej chmurki, ptaszki świergotały — nie mogło być lepiej. Paul brał udział w maratonach i tego dnia już przebiegł ponad dwana- ście kilometrów, a jednak przystał na moją „małą wspi- naczkę”. Wciąż miał na sobie strój do biegania; ja z ko- lei założyłem świeżą koszulkę z Blue Öyster Cult1. Zaparkowaliśmy samochód i znaleźliśmy wejście na szlak. Obok tradycyjnych ostrzeżeń o trującym bluszczu i chorych na wściekliznę wiewiórkach wisiał ogromny znak z napisem: „STOP. W tym rejonie występują najgor- sze warunki atmosferyczne w Ameryce2. Wiele osób zgi- nęło tu z tego powodu, nawet latem. Jeżeli jest zła pogo- da, zawróć”. Spojrzałem na bezchmurne niebo i stwierdziłem iro- nicznie: — Moim zdaniem nie wygląda to dobrze; zwijajmy się. 1 Amerykańska grupa rockowa — przyp. tłum. 2 Góra Washington uchodzi za najbardziej wietrzne miejsce na świecie — przyp. tłum. 1 4 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Wspinaczka była wyczerpująca, przynajmniej dla mnie, ale nie zabójcza. W pewnej chwili drzewa ustąpiły miejsca skałom, temperatura spadła i nie wiadomo skąd pojawił się obłok mgły, który zawisł trzy metry nad na- szymi głowami. Wspinaliśmy się dalej, aż zupełnie po- chłonęła nas mgła. — Wiesz może, gdzie jest szlak, Einsteinie? — zapytał Paul. — Nie. — Nic, do cholery, nie widzę. — Słyszałem, że miały tu być oznaczenia — drogo- wskazy czy coś takiego — odparłem. — Takie jak ten? — spytał Paul, wskazując na ledwo widoczny żółty kamień spoczywający na kupce czte- rech większych skał. Brnąc we mgle, ruszyliśmy zatem w kierunku żółtego kamienia. Gdy tam dotarliśmy, z trudem udało nam się dostrzec kolejny żółty znak na innym stosie kamieni. Był oddalony o jakieś trzy, cztery metry. I tak posuwali- śmy się naprzód, odnajdując drogowskazy we mgle, powoli, z uporem, wciąż do przodu — a tyłki nam za- marzały. W pewnym momencie nie mogliśmy już nic znaleźć. Ledwo widzieliśmy własne stopy. Już nie byłem pewien, czy dostrzegam żółte kamienie, czy może mam halucynacje. Parliśmy jednak w górę i — tak jak ocze- kiwaliśmy — była tam kolejna żółta skała zbliżająca nas do celu. D r o g o w s k a z y w e m g l e 1 5 Już dawno przestało być zabawnie, jednak wciąż by- liśmy podekscytowani. Około godziny 14:00 głodni, zziębnięci i ledwo się odzywając, osiągnęliśmy szczyt góry Washington. Zamiast wbić flagę, udaliśmy się do re- stauracji i przebiliśmy przez tłum turystów, którzy na szczyt wjechali kolejką górską, samochodem albo auto- busem. Kupiliśmy z Paulem podkoszulki z nadrukiem „Mount Washington” po znacznie zawyżonych cenach, wgryźliśmy się w tłuste cheeseburgery i byczyliśmy się przez jakieś pięć minut, aż w końcu Paul zapytał: — Gotowy do zejścia? Tym razem jednak wiedzieliśmy, na co się ważymy. W ten sposób, drodzy przyjaciele, nauczyłem się in- westować. INWESTOWANIE WE MGLE Inwestowanie jest trudne — tak trudne jak chińska aryt- metyka, jak miał w zwyczaju mawiać jeden z moich przyjaciół. Jest pracochłonne, zdradzieckie, upokarzają- ce i nieodporne na ciężkie warunki pogodowe. Mój dawny partner, Fred Kittler, chyba wyraził to najlepiej: „Giełda zmienia się po to, by zadać ci jak naj- więcej bólu”. Nie wiem, jak Wy, ale ja mam bardzo niski próg bólu. A jednak życie zawodowe spędziłem na Wall Street, pracując najpierw jako analityk badający firmy ze zmiennej branży technologicznej, później jako bankier 1 6 R E G U Ł Y G I E Ł D Y inwestycyjny, inwestor wysokiego ryzyka, a w końcu jako zarządzający funduszem hedgingowym o wartości miliarda dolarów. Dokonałem tego, inwestując we mgle. NIE DA SIĘ ZAROBIĆ PIENIĘDZY, STOJĄC NA SŁOŃCU Każdy uczestnik kursu „Stocks for Jocks”3 powie Wam, że cena akcji to nic innego jak bieżąca wartość netto przyszłych zysków firmy. To takie proste? Aby otrzymać bieżącą wartość netto, trzeba tylko wiedzieć, ile firma obecnie zarabia, jak szybko się rozwija i jaką stopę dys- kontową przypisać do przyszłych zysków. To z kolei przypomina mi sposób, w jaki Chevy Chase parodiował w programie Saturday Night Live prezydenta Geralda Forda biorącego udział w debatach wyborczych. Za- pytany o wpływ inflacji na deficyt budżetowy Ford- Chase odparł: „Och, powiedziano mi, że nie będzie matematyki”. Tymczasem matematyka jest prosta. Firma Widgets ‘R’ Us zarobiła w zeszłym roku dolara na akcji. Stopa wzrostu udziałów wynosiła wtedy 12 . Wskaźnik inflacji 3 Ironiczne określenie prostych kursów z ekonomii prowadzonych w amerykańskich college’ach, przeznaczonych głównie dla studentów-sportowców, którzy muszą zaliczyć jakieś przedmioty, żeby utrzymać się na uczelni (dosłownie: „Akcje dla atletów”) — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 1 7 utrzymywał się na poziomie 2,83 . W związku z tym cena akcji wynosiła dokładnie 18,42 dolara. Wzór ob- liczeń można wziąć z dobrego podręcznika ekonomii. Powodzenia zatem. Może i akcja rzeczywiście kosztuje 18,42 dolara. A może kosztuje 20 dolarów i należałoby zacząć wyprze- dawać? A może trzeba było kupić po cenie 15 dolarów? Jednak ja bym tego nie zrobił. Dlaczego? Ponieważ każdy wie już o 1 dolarze, 12 i wskaźni- ku inflacji na poziomie 2,83 . To jasne jak słońce. Ja- kiej skutecznej teorii efektywności rynku byś nie wymy- ślił, jeśli wszyscy ją znają, nie zarobisz na niej pieniędzy. „Branża narzędziowa świetnie się rozwija” — powiesz. Tak, i co z tego? Przecież nie żyjemy w statycznym świe- cie. A napis na śliniaczku mojego dziecka głosi: „Zda- rzy się plunąć”. Biznes narzędziowy nie będzie stać w miejscu. Jego sytuacja się poprawi albo pogorszy; o ile zatem nie fał- szujesz ksiąg rachunkowych, stopa wzrostu nie utrzy- ma się w dającej się przewidzieć przyszłości dokładnie na poziomie 12 . Tymczasem akcje — przynajmniej obecnie — ceni się za 12-procentową stopę wzrostu. Codziennie zmianie ulegają części składowe modelu. Właśnie dlatego giełda otwarta jest od poniedziałku do piątku. Z tego powodu podczas świąt nigdy nie zamyka się jej na dłużej niż jeden dzień w tygodniu. Zmienia się wartość firm. Wiele nowych danych wprowadza się do głupich formułek, chociaż nie są one zapisywane czarno na białym. Sprzedaż należy zamknąć. Trzeba 1 8 R E G U Ł Y G I E Ł D Y osiągnąć zysk. Plany wydatków sporządzone na począt- ku kwartału opierają się jedynie na prognozach przy- chodów. Wzrost z kolei opiera się na gospodarce glo- balnej. Motyl trzepoczący skrzydełkami4 w Indonezji niekoniecznie zmieni wartość akcji, ale już przewrót polityczny w Tajlandii prawdopodobnie tak (a do takich wydarzeń dochodzi co kilka lat). Takie formułki rzadko uwzględniają ryzyko. Nawet gdyby tak było, nie dałoby się wyrazić go ilościowo. Stopę wzrostu uwzględniającą ryzyko ze względu na jej specyfikę mogliby obliczyć tylko ekonomiści. Problem z firmą Widgets ‘R’ Us (a przynajmniej z jej akcjami) polega na tym, że znajduje się na widoku, jest skąpana światłem słonecznym. Wszyscy mogą to zoba- czyć. Wszyscy zgadzają się co do jej perspektyw. To ta- jemnica poliszynela. Tymczasem pogoda się zmieni. Osobiście wolę pozostawać we mgle, gdzie nikt nic nie wie. Jeżeli będę dobry, przebiję wzrokiem mgłę i doj- rzę żółte kamienie, które wskażą mi drogę na wyższy poziom. Gdy zaś dotrę do drogowskazu, stanie się on zupełnie wyraźny, a moje akcje oparte na dotarciu do niego zostaną właściwie wycenione; tam zaś zacznę rozglądać się za następnym. 4 Odwołanie do tzw. efektu motyla, teorii, która zakłada, że trzepot skrzydełek motyla na przykład w Nowym Jorku może wywołać huragan w Japonii; „efektem motyla” obrazowo określa się również zjawisko chaosu deterministycznego w matematyce — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 1 9 ZNACZENIE DOSTRZEGANIA DROGOWSKAZÓW WE MGLE Jeżeli jeszcze Cię nie wystraszyłem i dalej chcesz inwe- stować, musisz być albo uparty, albo głupi. Doskonale; każda z tych cech pomaga w dokonywaniu korzystnych inwestycji. Cały pomysł z inwestowaniem we mgle wcale nie polega na tym, aby być kontrarianinem5. Chodzi o to, by pewne rzeczy dostrzegać przed innymi. Jeżeli sądzisz, że ludzie będą siedzieć w kafejkach Starbucks, sącząc café latte, i używać laptopów podłączonych bezprzewo- dowo do internetu (tak jak ja w tym momencie), warto zainwestować w taki pomysł. Na takiej tendencji mo- głoby skorzystać z pół tuzina interesujących pomysłów na inwestycje. Jednak radziłbym rozejrzeć się po kawiar- ni, ponieważ jeżeli już ktoś tam sączy kawę i surfuje po internecie, to się spóźniłeś. Giełda już o tym wie i zdys- kontowała potencjalny wzrost wartości firm produ- kujących mikroprocesory, a także serwisantów. Kiedy wypijesz już odpowiednią ilość latte, możesz również pomarzyć o przyszłości. Inwestowanie we mgle opiera się na tym, żeby wi- dzieć rzeczy, których inni nie dostrzegają. Większość ludzi wpada we mgle w panikę; tymczasem cała sztu- ka polega na tym, by wejść we mgłę i czuć się dobrze, 5 Ang. contrarian; osoba przewidująca, że tendencje na rynku zawsze będą się kształtować odwrotnie do przewidywań większości — przyp. tłum. 2 0 R E G U Ł Y G I E Ł D Y popuścić wodze fantazji, wyobrazić sobie, jak sprawy się ułożą, dostrzec w dali niewyraźne kontury i zainwe- stować tak, jakby były rzeczywiste. Pamiętam, jak kiedyś satyryk z programu Ed Sullivan Show (wiem, że zdradzam tu swój wiek, ale to zabaw- na historia) powiedział, iż jego teściowa piła tak dużo, że oglądała telewizję w kolorze całe lata przed innymi ludźmi. Dajcie jej fundusz do zarządzania! Z czasem, gdy te kontury staną się rzeczywiste albo choć trochę wyraźniejsze, zdążysz zainwestować z tak dużym upustem w stosunku do końcowej wartości, że ubijesz prawdziwy interes. Tylko nie zapomnij, że nie znajdujesz się już we mgle, kiedy możesz dojrzeć coś, co kiedyś było tylko zarysem, jako twardą rzeczywistość. Wracaj znowu we mgłę. Giełda zawsze patrzy przed siebie. Wielki inwestor ma stałą paranoję na punkcie tego, kto co wie, co dokładnie wie i od kiedy. Wchodząc do jakiegokolwiek działu transakcji zwią- zanych z papierami wartościowymi czy firmy zarządza- jącej pieniędzmi, wkraczasz do specyficznego świata. Widzisz ekrany, a wszystkie migocą od informacji. Ceny akcji, nagłówki, komunikaty prasowe, wiadomości, mo- nitory wyświetlające program CNBC — często z wyłą- czonym dźwiękiem — rozrzucone są po całym poko- ju. Menedżerowie zajmujący się pieniędzmi od deski do deski czytają Wall Street Journal, dział biznesowy New York Timesa, wychodzące w weekendy wydanie tygodni- ka Barron’s; subskrybują serwis thestreet.com, otrzymują e-mailem powiadomienia z serwisu MarketWatch.com D r o g o w s k a z y w e m g l e 2 1 i przeglądają doniesienia na stronach Yahoo! i Motley Fool. A wszystko jeszcze przed otwarciem giełdy. Od- bierają również e-maile od ważniejszych firm makler- skich — tam z kolei zawarte są komentarze do poran- nych rozmów telefonicznych oraz opinie analityków na temat wszystkiego. Wielkie firmy odbierają telefony od agentów i agentek sprzedaży z Wall Street ze stresz- czeniem sytuacji, a następnie wraz z upływem dnia za ubarwianie jej zabierają się analitycy. Każda firma, jaką znam, musiała rozbudować system poczty głosowej, który często przestawał odbierać wiadomości już o 10:00 rano, gdyż pełno w nich było bełkotu. Czy opierając się na takich danych, ludzie ci mogą wpaść na dobre pomysły giełdowe? Szczerze wątpię. Ów hydrant informacji pozostaje odkręcony tylko i wyłącz- nie z jednego powodu: aby trzymać rękę na pulsie ryn- ku i odkryć to, co wszyscy już wiedzą. Informacja to światło słoneczne. Pragnę wszystko wiedzieć, gdyż tylko wtedy mogę sprawdzić, czy moje pomysły inwestycyjne już się pojawiły, czy może wciąż są jedynie wytworami mojej niespokojnej wyobraźni, konturami we mgle, we- wnętrzną ekscytacją. Sztuka polega na tym, by odkryć, co takiego wypłynie z tego przeładowanego informacjami hydrantu za trzy, sześć czy osiemnaście miesięcy, a nawet — jeśli cierpli- wie poczekasz — trzy albo pięć lat. Kiedy zaś wszyst- kie informacje znajdą się już na widoku, ogłaszając to, co usiłowałeś dojrzeć, docierasz do końca i wygrywasz. 2 2 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Rynek Cię dogonił i przysiadł na szczycie żółtego kamie- nia, który wcześniej ledwo odnalazłeś. Ty zaś zyskujesz na tym, że jako pierwszy go spostrzegłeś, gdy nikt inny Ci nie wierzył. Wartość posiadanych przez Ciebie akcji, które oparłeś na tej tendencji, wzrosła nie o 20 czy 30 , lecz dwa, trzy, a może nawet dziesięć razy. To się na- zywa inwestować. WYBIERANIE ODPOWIEDNICH DROGOWSKAZÓW Dobrze, dobrze, dość już było o mgle i świetle słonecz- nym. Sądzę, że już wiesz, o co chodzi. Czym zatem są owe drogowskazy albo oznaczenia szlaków, o których mówię? To całkiem proste: to ważne tendencje na rynku, w które wierzysz, którym ufasz, w głębi duszy czujesz, że są prawdziwe i mają 99,99 prawdopodobieństwa realizacji. Nie zostały jednak wybrane na chybił trafił, bez ogromnych nakładów pracy, potu i konsternacji. Cóż, bez pracy nie ma kołaczy. Podejmij zły trop, a drogowskazy poprowadzą Cię w przepaść. Może być i gorzej: wybierz zbyt oczywistą tendencję, a nigdy nie znajdziesz drogi prowadzącej we mgłę, gdzie mógłbyś odkryć tajne ścieżki wiodące do bogactwa. Podczas dwudziestu lat, które spędziłem na Wall Street, byłem w stanie znaleźć jedynie dwa praw- dziwe drogowskazy do inwestowania we mgle. Dwa. Naprawdę kiepsko. Byłem zawodowcem doradzającym D r o g o w s k a z y w e m g l e 2 3 w sprawach akcji, a następnie zarządzającym miliar- dem dolarów, które należały do innych ludzi, a wszystko oparłem na dwóch parszywych trendach. Tak. Ale cóż za cudowne były to trendy — i chyba nadal są. Myślałem też o tym, żeby napisać jeszcze z dzie- sięć, piętnaście akapitów o wspaniałości tych trendów, a potem zasugerować, żebyś przysłał mi 1000 dolarów w banknotach o małym nominale na skrzynkę pocztową w Palo Alto, a ja mógłbym Ci jeden z nich zdradzić. Ale — do diaska! — napisałem przecież już kilka książek, które w mniejszym lub większym stopniu wyjawiły tę ta- jemnicę, więc właściwie i tutaj mogę je podać. Oto te trendy (proszę o werble): • Elastyczność — niższy koszt tworzy swoje własne ogromne rynki. • Inteligencja przesuwa się do krańców sieci. Jeżeli czujesz rozczarowanie i mówisz sobie: „Hę? Tylko tyle? Każesz mi czytać ten głupi rozdział i tylko tyle z tego mam?”, uspokój się i pozwól mi wyjaśnić. Elastyczność na rynku W 1985 i 1986 roku byłem dwudziestosześcioletnim, niemającym najmniejszego pojęcia o akcjach inżynierem elektrykiem zatrudnionym jako analityk półprzewodni- ków w nowojorskiej firmie PaineWebber. W 1985 roku branża doświadczyła skoku zamówień, a rok później 2 4 R E G U Ł Y G I E Ł D Y potężnej recesji. Firmy Intel, TI, Motorola i AMD rów- nież odnotowały gwałtowny spadek wartości swoich akcji. Zamówienia się skończyły, a ceny pamięci i mikro- procesorów spadały. Zauważyłem, że w 1985 roku mikroprocesory kupo- wali dystrybutorzy, a nie IBM, więc udało mi się wy- generować jedną z tych rzadkich rekomendacji sprzedaży akcji tych dystrybutorów. Nad Wall Street wschodziła moja gwiazda. Dzięki tym akcjom dorastała do kapelu- szy o rozmiarach 6 i 7/8, 7… Zacząłem zatem szukać wymówki, żeby się rozejrzeć i komuś polecić te akcje. W magazynie Electronics przeczytałem artykuł o pamięci EPROM6. Twierdzono w nim, że za każdym razem, gdy ceny EPROM będą spadać, pamięć tę powinno się wy- korzystywać w jakimś innym urządzeniu albo zwiększać możliwości jej użycia: 16 tysięcy bitów zamiast tysiąca (pamiętaj, był rok 1986!). Gry wideo, komputery osobiste, modemy — przy załamaniu się cen każda z tych rzeczy miałaby być pro- jektowana pod kątem większego wykorzystania pamięci EPROM tudzież zwiększenia jej pojemności; a gdyby na pewnym etapie cykl się odwrócił, nawet gdyby ceny utrzymywały się na niskim poziomie, wyniki sprzedaży uległyby poprawie z uwagi na sprzedaż większych ilości pamięci EPROM. Słowo, które opisuje to zjawisko, brzmi — jak sprawdziłem — elastyczność. 6 Skrót od ang. nazwy Erasable Programmable Read-Only Memory; rodzaj pamięci cyfrowej przechowującej zawartość nawet po odłączeniu zasilania — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 2 5 Jako inżynier zmuszony byłem wybrać w college’u podstawowy kurs ekonomii (i powalić na kolana studen- tów ekonomii, którzy nie mogli sobie poradzić z mate- matyką); później już nie kształciłem się w tym kierunku. To dobra rzecz. Elastyczność bowiem to jedna z tych rzeczy, które trudno odwzorować. Ekonomiści nie po- trafią tego zrozumieć, więc niewiele mówią na ten temat (chyba że wypowiadają się o produktach, na które popyt jest nieelastyczny7, jak papierosy czy alkohol — a tych wydają się używać nieco w nadmiarze). W każdym razie zacząłem pracować nad ową dzi- waczną koncepcją elastyczności mikroprocesorów i pół- przewodników, analizowałem dawniejsze cykle i z całą pewnością ta była prawdziwa. Założyciel Intela, Gordon Moore zauważył, że wydajność procesorów podwaja się co osiemnaście miesięcy (w magazynie Electronics, jak się okazuje), a „prawo Moore’a” okazało się bezlitosne. Elastyczność jest bowiem finansowym wyjaśnieniem zja- wiska rozwoju przemysłu za każdym razem, gdy spa- dają ceny bitów, bramek i funkcji. Branża się rozwija (wraz z nią podnoszą się i ceny akcji), a sprytny anali- tyk półprzewodników mógłby podążać po tej krzywej. 7 Tzw. popyt nieelastyczny to popyt w niewielkim stopniu reagujący na zmianę ceny danego dobra z powodu braku substytutów tegoż dobra — przyp. red. 2 6 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Odpowiedziałem zatem na ten zew. Sprzedaż za- kończona? Świetnie, teraz kup z powrotem akcje In- tela i Motoroli, ponieważ elastyczność znów się pojawi i stworzy wspaniale rozwijający się rynek na mikropro- cesory z coraz większą prędkością zegara. Klienci, których portfelem akcji zarządzał mój me- nedżer, rzucali mi spojrzenia, jakby chcieli powiedzieć: „O czym ty, do cholery, mówisz?”. Dziwne, ale przyzwy- czaiłem się już, że tak na mnie spoglądają przyjaciele i członkowie rodziny. Wyjaśniałem zatem spokojnie, że za każdym razem, gdy ceny spadają, pojawi się jakaś nowa aplikacja, żeby skorzystać na tanich rozwiązaniach. Mówiłem im, iż nie zdziwiłbym się, gdyby pojawiły się drukarki laserowe z tanią pamięcią, które by dzięki temu drukowały szyb- ciej i taniej. Na moje szczęście wkrótce narodził się ter- min „komputerowe przygotowanie do druku” i mój ar- gument o elastyczności się potwierdził. Od tego czasu eksploatuję tę starą elastyczność. W 1996 roku rozkręciliśmy z moim partnerem firmę Velocity Capital, opierając się na prostej przesłance, że skoro elastyczność półprzewodników wciąż się spraw- dza (tak naprawdę do tej pory nikt na Wall Street nie zdołał jej zrozumieć), to ten sam wzór powieli przepu- stowość pasma w telekomunikacji. Gdy tylko potanieją koszty przepustowości pasma dla firm i domów prywat- nych, pojawią się nowe aplikacje wykorzystujące tanie rozwiązania. Prędkości modemów wzrosły od 14,4 kb/s D r o g o w s k a z y w e m g l e 2 7 przez 56 kb/s i 256 kb/s (DSL) do 1 Mb/s (modem ka- blowy). Przepustowość łączy w lokalnych sieciach, wynosząca początkowo 10 Mb/s wzrosła do 100 Mb/s, a w końcu do 1 Gb/s. Włókna światłowodowe umożli- wiły powstanie wielogigabitowych prędkości. Internet oraz branże pochodne okazały się nowymi aplikacjami. W praktyce wyglądało to tak, że mój partner doko- nywał oceny zarządzania firmy, którą się zajmowaliśmy (sam nigdy nikomu nie ufałem), a następnie wspólnie obmyślaliśmy dla niej strategię elastyczności. Próbowa- liśmy rozplanować produkty i usługi na kolejne dwa do pięciu lat. Jeżeli nie potrafiliśmy określić, jak firma może się wspiąć i wykorzystać zasadę elastyczności, nie tylko ją porzucaliśmy, ale i uciekaliśmy od niej, ile sił w nogach. Wróćmy do mgły: w 1996 roku ludzie reagowali na naszą koncepcję elastyczności szerokości pasma słowa- mi: „Jakie to urocze”. Jednak już w 1999 roku każdy inwestor powtarzał to w tej czy innej formie jak mantrę. Elastyczność wciąż się sprawdza. Ceny przepustowo- ści pasma spadły na łeb, ale mogę się założyć, iż popyt końcowy nadal jest elastyczny. Więcej pamięci używa się w aparatach fotograficznych i telefonach, w kompu- terach osobistych wykorzystuje się szybsze mikropro- cesory, wciąż rozwijają się 10-gigabitowe sieci i tak dalej. Ciągle można inwestować? Prawdopodobnie. Jednak mogę się założyć, że sam jesteś w stanie odnaleźć własne rynki elastyczne (przyślij mi pomysł e-mailem, a autorów pięciu najlepszych koncepcji na- grodzę koszulką z Blue Öyster Cult). 2 8 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Czy branża opieki zdrowotnej się rozwija? Nieko- niecznie, lecz jakaś jej część po prostu musi to robić. Na przykład aspiryna jest lekiem, który przez lata był ela- styczny. Większość leków na receptę nie jest elastyczna, lecz niektóre się wyłamują. Usługi finansowe mogą wykazywać przejawy ela- styczności — porozmawiaj z Charlesem Schwabem8. Samochody? Wzrasta ilość używanych w nich elemen- tów elektronicznych. I tak dalej. Zajrzyj głęboko, odkryj elastyczność, a znajdziesz się w środku mgły, gdzie Twój szlak znaczyć będą jedynie drogowskazy. Odnajdowanie inteligencji na najdalszych krańcach sieci Wiem, że ta książka nosi tytuł Just One Thing, a ja za- bieram się już za opisanie drugiej tendencji — lecz tak naprawdę jest ona jedynie produktem ubocznym ela- styczności. Dochodzi do niej, gdy już na rynku pojawią się te wszystkie tanie komputery PC, smartphony i jesz- cze tańsza przepustowość pasma. Czasami nie jesteś w stanie rozpoznać elastyczności albo już wszyscy dokoła ją zauważyli — lecz jeśli Cię zaskoczy, tym lepiej dla Ciebie. Pewien mądry człowiek zauważył kiedyś: 8 Założyciel firmy Charles Schwab Corporation, jednej z największych firm na rynku finansów. Jako pierwsza zaoferowała ona klientom usługi brokerskie przez internet — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 2 9 Powierzchnia sieci jest zbyt duża, aby jej interesami mógł kierować jeden tylko podmiot centralny. Kon- trola na odległość, sprawowana za pośrednictwem części składowych sieci, nie będzie w stanie objąć i nadzorować wszystkich detali potrzebnych do dobrego kierowania użytkownikami sieci; ta sama okolicz- ność — uniemożliwiając użytkownikom jej wykrycie — będzie skłaniać agentów do korupcji, grabieży i mar- notrawstwa. Kto jest autorem tych słów? Bill Gates? Bernie Ebbers9? Michael Powell10? Cóż, tak wypowiedział się w 1800 roku przyszły prezydent USA, Thomas Jefferson (dobrze, zamieniłem słowo kraj na sieć, a rząd na pod- miot, ale idea pozostała ta sama). Federalistyczne prze- konania Jeffersona brały się z rolniczego wychowania i strachu przed scentralizowaną kontrolą, lecz właściwie miał on zadatki na wielkiego entuzjastę techniki. W Dolinie Krzemowej powtarza się powiedzenie, we- dług którego większość ludzi żyje i inwestuje: „Inteligen- cja przesuwa się do krańców sieci”. Wyjaśnia ono roz- przestrzenianie się „pecetów”, iPodów, smartphonów, magnetowidów TiVo, map GPS, aparatów cyfrowych i innych gadżetów na zasadzie coraz tańszych kosztów 9 Były prezes upadłej firmy telekomunikacyjnej WorldCom, oskarżony o oszustwa giełdowe i fałszowanie informacji, skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia — przyp. tłum. 10 Prezes amerykańskiej Federalnej Komisji ds. Łączności (Federal Communications Commission), regulującej rynek mediów; syn byłego sekretarza stanu USA Colina Powella — przyp. tłum. 3 0 R E G U Ł Y G I E Ł D Y pracy w ojczyźnie techniki. Światem tym rządzi nie- wiele praw, dziewięciomiesięczne cykle produkcyjne oraz mieszanka ogromnego bogactwa z niespełnionymi marzeniami. Ci, którzy mieszkają na wschód od pasma Sierra Nevada, pewnie wciąż czują żelazną rękę specjalistów od planowania centralnego z czasów Hamiltona11 tłu- miących wszelką innowację. Prawie każda sieć, jaka powstała przed 1983 rokiem, jest kontrolowana przez starych analogowych monopolistów: SBC, Comcast, Cingular, Time-Warner Cable, Verizon12. Reguły ustalają komisje rządowe. Ceny określa się w zmowie — hmm, to znaczy przez prawodawców popieranych przez jakieś lobby. Innowacje ogranicza zaś oczekiwanie na połą- czenie telefoniczne i nagłówki wiadomości przesuwające się u dołu ekranu. Środek sieci jest sklerotyczny i eks- ploatowany przez potentatów oraz udziałowców. Użyt- kownicy znajdują się na szarym końcu. Ci ludzie uwiel- biają, gdy nakłada się na nich regulacje, gdyż zamraża to rozwój techniki, innowacyjność oraz modele biznesowe. Zapytaj SBC. Żąda 20 dolarów miesięcznie za usługi telefoniczne, które powinny kosztować parę pensów. Firma posiada bezbarwne telefony z dwunastoma przy- ciskami na krańcu sieci, a w centrach kontroli używa 11 Alexander Hamilton (1755 – 1804) — polityk i prawnik amerykański, twórca dolara amerykańskiego i banknotu dolara amerykańskiego, sekretarz skarbu w administracji prezydenta Washingtona — przyp. tłum. 12 Amerykańskie firmy telekomunikacyjne — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 3 1 kosztownych przełączników i miliardów linii kodu. Jed- nocześnie możesz zainstalować program o nazwie Skype i rozmawiać za darmo z własnego „peceta”. Ta sama usługa, głos wchodzi, głos wychodzi. 20 dolarów kontra gratis. Co nam wychodzi? To sieć, głupcze. Dosłownie. Piękno internetu pole- ga na tym, że sieć jest zwyczajnie i po staroświecku głupia — żaden wypas. Pakiety informacji fruwają sobie bez żadnego wysiłku. Zawierają adres nadawcy i odbior- cy. Cisco i Juniper to dwie firmy produkujące routery umożliwiające przesyłanie bilionów takich pakietów z prędkością dwojącej się i trojącej ośmiornicy. Nie ma znaczenia, co znajduje się w pakiecie — strona www, wyniki wyszukiwania w Google, zamówienie książki w sklepie internetowym Amazon, rozmowa z Republiką Vanuatu, pirackie wideo z filmem Zabawy z piłką — to nieważne. Sieć to sprinter, a nie rozgrywający. Dlaczego powinieneś się przejmować? Gdy po inter- netowym boomie zaczynają się umacniać firmy telefo- niczne, kibice tych transakcji zaczynają widzieć zysk gi- gantów, którzy mogą sobie pozwolić na ogromne wydatki doprowadzenia światłowodów do każdego domu i firmy w Ameryce. Czy i my to dostaniemy? Tak, ale nie od nich. W dniu, w którym ogłoszono fuzję firm Verizon i MCI, Dylan Ratigan z CNBC przeprowadził wywiad z dyrek- torem generalnym Verizona, Ivanem Seidenbergiem, i dyrektorem generalnym MCI, Michalem Cappellasem. Żaden z nich nie mógł wydusić z siebie, dlaczego zale- żało im na fuzji, dopóki Ivanowi się nie wyrwało: 3 2 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Musimy stworzyć sieci, ponieważ to one stanowią naszą siłę napędową w relacji z klientem. Cała inteli- gencja skupiona zostaje w sieci — właśnie tam obja- wiają się wszystkie interesujące cechy i funkcje. Właśnie przed tym ostrzegał nas Jefferson. Zapomnij o gadżetach, Verizon pragnie bowiem zaoferować wszel- kie usługi, których — jak sądzi — potrzebujesz, właśnie w sieci. Historia tego przedsiębiorstwa nie jest przeko- nująca. Kilka lat zajęło ośrodkowi Bell Labs13 opraco- wanie i uwierzytelnienie funkcji „rozmowy oczekującej”; przeforsowanie „rozmowy trójstronnej” trwało trochę dłużej. Opracowanie identyfikacji abonenta zabrało dzie- sięć lat, a funkcja wciąż nie znalazła się w powszech- nym użyciu. Jednocześnie inteligentny programista, sącząc ener- getyczną colę, może zarwać noc (z kilkoma przerwami na komputerowe bijatyki) i dodać parę opcji do połą- czeń internetowych. Potrzebujesz rozmów ośmiostron- nych? Proszę bardzo. Dźwięku o jakości CD? Proste. Zapisów ostatnich trzech rozmów? Zrobione. Kiedy inteligencja znajduje się na skraju sieci, łatwo jest wprowadzać zmiany i innowacje. Wiem, że to brzmi dziwacznie, ale tak długo, jak łącząca sieć jest prymi- tywna, jej wartość może wzrosnąć. 13 Właśc. Bell Telephone Laboratories; oddział badawczy i wdrożeniowy amerykańskiej korporacji telekomunikacyjnej Lucent Technologies — przyp. tłum. D r o g o w s k a z y w e m g l e 3 3 Firmy z branży telefonii komórkowej nie dodały zbyt wiele opcji do swojej podstawowej usługi, więc usiłują obmyślić plany taryfowe, które nas naciągną na więk- sze koszty. A jednocześnie, otwierając wyszukiwarkę w telefonie i przemieszczając pakiety w głupim inter- necie, a nie „inteligentnej” sieci głosowej, mogę oglądać mapy i sprawdzać kierunki. Dziękuję, Tomaszu Jeffersonie. Najlepszym przykładem inteligencji znajdującej się na skraju sieci jest twór, który wcale nie wydaje się taki oczywisty — Google. Setki tysięcy serwerów umieszczonych w centrach danych, zaprogramowanych przez dwa tysiące infor- matyków z doktoratami, wcale nie sprawia wrażenia inteligencji na skraju, ale tak właśnie jest. Dwadzieścia lat temu przełomowe wydawało się rozwiązanie fran- cuskiej firmy Minitel, która oferowała Francuzom stro- ny z informacjami. Pogoda, wiadomości, rozkłady jazdy pociągów. Wszystko zarządzane centralnie. Nowe strony musiały zostać zaprogramowane przez pracowników Minitela przy dużych nakładach czasu i pieniędzy. Tym- czasem Google — wprost przeciwnie — wcale nie mówi Ci, czego masz szukać; po prostu przetrząsa skraj sieci w poszukiwaniu informacji i przy użyciu algorytmów wylicza, czy te dane mogą Ci się przydać. Wymyślne serwery oferujące hosting stronom www oraz miliony użytkowników „pecetów” zamieszczających te strony to właśnie inteligencja na skraju. Miliardy stron interne- towych już raczkują właśnie z powodu istnienia opozy- cji inteligencji na skraju i w środku. 3 4 R E G U Ł Y G I E Ł D Y Może to dosyć subtelne rozważania, lecz potrafię wywęszyć biznes skazany na krótkie życie — nawet gdy ustalono, że będzie ono trwało — jeśli tylko złamie tę zasadę. Dobra wiadomość jest taka, że nasze sieci stają się coraz głupsze, podczas gdy urządzenia znajdujące się na ich krańcach stają się z każdym dniem coraz inteli- gentniejsze. Aparaty megapikselowe, telewizory z moż- liwością programowania, telefony z GPS-em — na skraju możliwości są nieskończone. RZUT OKA NA SATYSFAKCJĘ I WYNAGRODZENIE Po zdobyciu góry Washington wróciliśmy z Paulem do samochodu, pocąc się w koszulkach z nadrukiem góry Washington, które założyliśmy tak pogodnego i bez- chmurnego letniego dnia w New Hampshire. Przynajm- niej taka pogoda panowała u podnóża góry, którą właśnie zdobyliśmy. Umieraliśmy z głodu, czuliśmy, że należało- by zjeść konia z kopytami. Wyciągnąłem mapę, odnalazłem drogę, która wiodła dokładnie na wschód, złamałem kilka stanowych i fe- deralnych ograniczeń prędkości i kilka godzin później dotarliśmy do wybrzeża w stanie Maine. Wkroczyliśmy do pierwszej napotkanej budy i zamó- wiliśmy po trzy półkilogramowe homary — sprawiedli- wa nagroda za ten dzień i doskonałą metaforę, nad którą można snuć refleksje.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Reguły giełdy. Żelazne zasady największych inwestorów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: