Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00262 007200 15920842 na godz. na dobę w sumie
Rok osobisty - ebook/pdf
Rok osobisty - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 81
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-359-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
„Rok osobisty” to powieść przede wszystkim o miłości. O uczuciu, które przychodzi nawet wtedy, gdy już nie mamy nadziei na spotkanie z nim. To także rzecz o losie i przeznaczeniu. Na swój los możemy wpływać, natomiast przeznaczenia nie da się zmienić. Tak właśnie jak w przypadku historii miłości Karoliny i Michała, ludzi już dojrzałych, bohaterów tej książki. W jakimś momencie ich wyboiste drogi życiowe, całkiem przypadkiem się skrzyżowały. Ale ponieważ nic nie dzieje się przypadkiem, to także spotkanie tych dwojga musiało być jakoś zaznaczone, jak na mapie, na wielkim planie wszechświat.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

El(cid:258)bieta Brzoza  Rok osobisty     Ka(cid:298)dy człowiek ma swoje rany. Czas je leczy, ale blizny pozostaj(cid:261). Na trudnych do(cid:286)wiadczeniach uczymy si(cid:266) (cid:298)ycia. Przede wszystkim trzeba uwolnić si(cid:266) od negatywnego otoczenia, które nas otacza, od wampirów energetycznych i odzyskać swój naturalny magnetyzm ochronny, niezb(cid:266)dny potencjał daj(cid:261)cy osłon(cid:266) przed negatywnymi wpływami z zewn(cid:261)trz. Trzeba umieć odró(cid:298)niać prawdziwych przyjaciół od tych fałszywych poubieranych w ró(cid:298)ne przyjazne maski – na ka(cid:298)d(cid:261) okazj(cid:266) w inn(cid:261). Jak odró(cid:298)nić tych prawdziwych od przebiera(cid:276)ców? Nale(cid:298)y patrzeć na (cid:298)ycie, na to, co nas otacza, jak na jedn(cid:261) wielk(cid:261) energi(cid:266). My jeste(cid:286)my energiami. Podobne si(cid:266) przyci(cid:261)gaj(cid:261). Czasami kogo(cid:286) spotykamy, mijamy i nic o nim nie wiemy, wystarczy kilka słów, jaki(cid:286) gest i ju(cid:298) go lubimy. Widocznie jego energia jest bliska naszej, a podobne przyci(cid:261)ga podobne. Ale bywa te(cid:298) odwrotnie i chocia(cid:298) by(cid:286)my nie wiem jak próbowali polubić kogo(cid:286), od kogo nas co(cid:286) odpycha – nic z tego nie wyjdzie. Musimy tak(cid:298)e dbać o swoj(cid:261) przestrze(cid:276) energetyczn(cid:261), aby nie spotkała nas choroba, cierpienie. Je(cid:286)li pojawiaj(cid:261) si(cid:266) jakiekolwiek zaburzenia w naszej przestrzeni energetycznej, powinni(cid:286)my błyskawicznie reagować. A przecie(cid:298) wszystko zaczyna si(cid:266) w głowie, na poziomie mentalnym. Mamy swoje marzenia, wyobra(cid:298)enia o szcz(cid:266)(cid:286)ciu, potem kawałek po kawałku je realizujemy – tworzymy tak(cid:261) własn(cid:261) układank(cid:266), starannie dobieraj(cid:261)c poszczególne elementy. I mimo, (cid:298)e bardzo si(cid:266) starali(cid:286)my i pozornie wszystko si(cid:266) zgadzało, nie wyszło nam. Na moment odwrócili(cid:286)my si(cid:266), u(cid:286)pili(cid:286)my swoj(cid:261) uwag(cid:266) i kto(cid:286) nam co(cid:286) poprzestawiał, zmienił – oszukał nas. Przestało si(cid:266) zgadzać, pasować do siebie i nagle układanka rozsypała si(cid:266) jak tekst w zawirusowanym komputerze. I co mo(cid:298)emy zrobić? Pami(cid:266)ć o tej zdradzie zdeterminowała nasze (cid:298)ycie. Cierpimy za co(cid:286), co kto(cid:286) nam złego zrobił. A to, zapisane na twardym dysku naszej pami(cid:266)ci, pozostało na trwale. W przyszło(cid:286)ci oczywi(cid:286)cie b(cid:266)dziemy ostro(cid:298)niejsi. Chocia(cid:298) miło(cid:286)ć to tak(cid:298)e wymiana uczuć i energii, wi(cid:266)c dlaczego tak łatwo si(cid:266) pomylić? A mo(cid:298)e to nie były prawdziwe uczucia, dlatego nas oszukano. Jak to si(cid:266) dzieje, (cid:298)e odbieramy t(cid:266) energi(cid:266) jako dobr(cid:261) i dlaczego to potem tak boli? Szłam powoli przez ten jesienny park, przedzieraj(cid:261)c si(cid:266) przez wilgotn(cid:261) mgł(cid:266), rozsuwaj(cid:261)c na boki opadłe, suche li(cid:286)cie. Pami(cid:266)tałam ka(cid:298)de jej słowo. Mówiła patrz(cid:261)c na mnie, a jednocze(cid:286)nie miałam wra(cid:298)enie, (cid:298)e jej wzrok przenika mnie i tak naprawd(cid:266), to ona patrzy przez moj(cid:261) głow(cid:266) na co(cid:286), co napisane jest na białej (cid:286)cianie, do której siedziałam tyłem. Nawet w pewnym momencie odruchowo obejrzałam si(cid:266) za siebie. Chyba odczytała dokładnie moje podejrzenia, bo u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) ze zrozumieniem i mówiła dalej. Znała tylko moje imi(cid:266) i nazwisko, dokładn(cid:261) dat(cid:266) urodzenia, no i ja siedziałam przed ni(cid:261), wi(cid:266)c mogłam pytać i ona mogła zadawać mi pytania. Ale ja wolałam, aby to ona powiedziała mi o mojej przeszło(cid:286)ci, przyszło(cid:286)ci i o tym, co si(cid:266) teraz ze mn(cid:261) dzieje. Nie chciałam niczego sugerować, podpowiadać. Przecie(cid:298) przyszłam do numerolo(cid:298)ki posiadaj(cid:261)cej dar jasnowidzenia. Mówiła du(cid:298)o o moim dzieci(cid:276)stwie, tak jakby(cid:286)my od urodzenia razem si(cid:266) wychowywały, razem bawiły w piaskownicy, a przed za(cid:286)ni(cid:266)ciem opowiadały sobie o duchach, o chłopakach i plotkowały o naszych wspólnych kole(cid:298)ankach z podwórka. Jako(cid:286) to potrafiła odczytać, mo(cid:298)e z mojej daty urodzenia, z obrazów, które mój mózg przywoływał si(cid:266)gaj(cid:261)c w przeszło(cid:286)ć. Nie wiem. Ale z cał(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261) nigdy przedtem nie spotkały(cid:286)my si(cid:266), co wi(cid:266)cej była ode mnie troch(cid:266) młodsza, mo(cid:298)e nawet dziesi(cid:266)ć lat. To ja j(cid:261) w pewnym sensie znałam. Odk(cid:261)d si(cid:266)gn(cid:266) pami(cid:266)ci(cid:261), zawsze interesowałam si(cid:266) parapsychologi(cid:261), ezoteryk(cid:261), okultyzmem, numerologi(cid:261), chocia(cid:298) dawniej nie wiedziałam, (cid:298)e owa wiedza tajemna wła(cid:286)nie tak si(cid:266) nazywa. T(cid:266) numerolo(cid:298)k(cid:266) znałam z czasopism po(cid:286)wi(cid:266)conych sprawom astrologii, magii, nieznanym wymiarom naszego (cid:298)ycia, zamieszczaj(cid:261)cym dokładne horoskopy i przepowiednie. Przecie(cid:298) nie poszłabym do byle kogo. Zreszt(cid:261) jej numer telefonu dostałam od redaktorki pracuj(cid:261)cej w jednym z tych miesi(cid:266)czników. A swoj(cid:261) drog(cid:261), to (cid:286)mieszne, co mi powiedziała, (cid:298)e z blisko dwugodzinnej wizyty u niej zapami(cid:266)tam w najlepszym razie pi(cid:266)tna(cid:286)cie do dwudziestu procent z tego, co usłyszałam. I tu si(cid:266) pomyliła. Zapami(cid:266)tałam wszystko. Jestem tego pewna. Widziała jak bardzo byłam zdenerwowana, zreszt(cid:261) powiedziałam jej, (cid:298)e nie mam zamiaru ukrywać, jakim jest to dla mnie ogromnym prze(cid:298)yciem. Nie licz(cid:261)c Cyganek, które odczytywały mi los z mojej dłoni, była to pierwsza wizyta u prawdziwej wró(cid:298)ki, pi(cid:266)knej, wła(cid:286)ciwie młodej jeszcze kobiety. Zafundowałam sobie taki prezent przedurodzinowy. Czułam, (cid:298)e znalazłam si(cid:266) na przysłowiowym zakr(cid:266)cie i chciałam wiedzieć, czy za tym zakr(cid:266)tem jest jasna, prosta droga, czy nie daj Bo(cid:298)e nast(cid:266)pny zakr(cid:266)t i kolejne niepowodzenie, cierpienie. Z jednej strony miałam (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e Michał pragnie, aby(cid:286)my si(cid:266) pobrali. Nasz zwi(cid:261)zek trwa blisko siedem lat, a od trzech mieszkamy razem. A z drugiej strony po co cokolwiek zmieniać, skoro wła(cid:286)nie tak nam dobrze, a oboje mamy za sob(cid:261) nieudane mał(cid:298)e(cid:276)stwa, ja dłu(cid:298)sze, on krótsze. Ale je(cid:286)li nasz (cid:286)lub, jest dla niego, jak powiedział „marzeniem z najwy(cid:298)szej półki, bo kocha mnie nad (cid:298)ycie”, to dlaczego mam si(cid:266) nie zdecydować na ten krok, skoro ja te(cid:298) go kocham. Je(cid:286)li nie mog(cid:266) zaufać swojej intuicji, zwracam si(cid:266) o pomoc i podpowied(cid:296) do wiedzy tajemnej. Ona ujawni to, co skrywa los, pozwoli mi być mo(cid:298)e unikn(cid:261)ć kolejnego bolesnego rozczarowania. Je(cid:286)li id(cid:266) przez las, to mog(cid:266) nie zauwa(cid:298)yć dołka, bo przysłaniaj(cid:261) go trawy, mchy czy gał(cid:266)zie, a wtedy wpadn(cid:266) w ten dołek i zwichn(cid:266) lub nawet złami(cid:266) nog(cid:266). Ale je(cid:286)li kto(cid:286) mnie ostrze(cid:298)e i powie: „ uwa(cid:298)aj, tam jest dołek”, omin(cid:266) go i nic mi si(cid:266) nie stanie. Dlaczego wi(cid:266)c miałam nie skorzystać z wielu takich ostrze(cid:298)e(cid:276) dokładnie dziewi(cid:266)ć dni przed swoimi kolejnymi urodzinami? Chciałam tak(cid:298)e zrozumieć, dlaczego w moim (cid:298)yciu dzieje si(cid:266) tyle spraw, na które nie mam (cid:298)adnego wpływu. Ostatnio, co(cid:286) blokuje moje działania, nie osi(cid:261)gam zamierzonych celów. Przecie(cid:298) mam wszelkie atuty, aby spełniać swoje marzenia... Mo(cid:298)e kto(cid:286) zastosował wobec mnie czarn(cid:261) magi(cid:266)? Ja wiem, (cid:298)e działanie na czyj(cid:261)(cid:286) szkod(cid:266) jak bumerang wraca do osoby, która wysyła przywołane złe moce. Ale czy ten kto(cid:286) te(cid:298) o tym wie? Nie spytałam wró(cid:298)ki czy tak jest wła(cid:286)nie ze mn(cid:261), nie chciałam jej niczego sugerować, a ona sama z siebie nie doszukała si(cid:266) ingerencji złych mocy w moje (cid:298)ycie. Usiadłam na ławce przy głównej alejce. Bo(cid:298)e, jaka pi(cid:266)kna jesie(cid:276). Zawsze uwa(cid:298)ałam j(cid:261) za najpi(cid:266)kniejsz(cid:261) por(cid:266) roku, mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e urodziłam si(cid:266) wła(cid:286)nie jesieni(cid:261). Co roku, gdy zbli(cid:298)ały si(cid:266) moje urodziny czułam si(cid:266) tak jak przed Wigili(cid:261) Bo(cid:298)ego Narodzenia, pełna nadziei i oczekiwania na wielkie szcz(cid:266)(cid:286)cie, na jaki(cid:286) cud spełnienia marze(cid:276). I wła(cid:286)nie w jaki(cid:286) bardzo tajemniczy sposób, za ka(cid:298)dym razem male(cid:276)ka cz(cid:261)stka tych marze(cid:276) spełniała si(cid:266) zarówno na Gwiazdk(cid:266) Bo(cid:298)onarodzeniow(cid:261) jak i w dzie(cid:276) urodzin. Zreszt(cid:261) zawsze w kalendarzu moje urodziny wypadaj(cid:261) tego samego dnia tygodnia co Wigilia Bo(cid:298)ego Narodzenia. Wykryłam to bardzo dawno, gdy miałam dwana(cid:286)cie lub trzyna(cid:286)cie lat, w czasach szkoły podstawowej. Wł(cid:261)czyłam komórk(cid:266) i jeszcze nie zd(cid:261)(cid:298)yłam schować jej do kieszeni, gdy wesoło zadzwoniła. – Karola? – to ja. Od godziny próbuj(cid:266) si(cid:266) z tob(cid:261) skontaktować, ju(cid:298) my(cid:286)lałam, (cid:298)e nigdy nie wł(cid:261)czysz tej komórki. Do domu te(cid:298) dzwoniłam, ale tam ci(cid:266) nie ma! No mów, jak było, umieram z ciekawo(cid:286)ci! – Ka(cid:286)ka nie dawała mi doj(cid:286)ć do głosu. – Cze(cid:286)ć – przywitałam si(cid:266) spokojnie – niedawno od niej wyszłam. Bardzo dodała mi otuchy. Powiedziała, (cid:298)e jestem w trzecim roku osobistym i cokolwiek teraz rozpoczn(cid:266) powinno si(cid:266) udać. – Czekaj, nie bardzo rozumiem. Musimy natychmiast si(cid:266) spotkać! – Kasia była wyra(cid:296)nie poruszona. Nie ma sprawy, siedz(cid:266) sobie teraz w Łazienkach, patrz(cid:266) na kolorowe drzewa i próbuj(cid:266) ochłon(cid:261)ć. Chcesz tu przyjechać? Mam jeszcze troch(cid:266) czasu... A mo(cid:298)e jutro jako(cid:286) si(cid:266) umówimy? – No, wiesz – przerwała mi niecierpliwie – błagam, przyjed(cid:296) do mnie, przecie(cid:298) to tak niedaleko, spokojnie pogadamy, do wieczora b(cid:266)d(cid:266) sama w domu. To co, zaraz b(cid:266)dziesz u mnie? Oczywi(cid:286)cie przyjechałam, chocia(cid:298) miałam w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, czy chc(cid:266) teraz o tym z kimkolwiek rozmawiać. Wła(cid:286)nie gdy zdejmowałam kurtk(cid:266) w przedpokoju u Kasi, zadzwonił Michał. Chyba mój głos brzmiał jako(cid:286) inaczej, bo dwa razy upewniał si(cid:266), czy dobrze si(cid:266) czuj(cid:266). Ustalili(cid:286)my, (cid:298)e to on ma szans(cid:266) wrócić do domu wcze(cid:286)niej i (cid:298)e wyprowadzi psa. – Zrobiłam co(cid:286) do jedzenia – zawiadomiła mnie moja przyjaciółka. – Najpierw przegry(cid:296) „conieco”, a potem i opowiadaj, jak było, bo ju(cid:298) nie mog(cid:266) si(cid:266) doczekać. – Wspomniała(cid:286) o jakim(cid:286) roku osobistym – odezwała si(cid:266), gdy tylko przełkn(cid:266)łam pierwszy k(cid:266)s. – Tak, o moim trzecim roku osobistym. Jestem numerologiczn(cid:261) szóstk(cid:261). Do sze(cid:286)ciu dodaj(cid:266) warto(cid:286)ć numerologiczn(cid:261) roku obecnie nam panuj(cid:261)cego i dwie cyferki tego wyniku znów dodaj(cid:266) do siebie, dzi(cid:266)ki czemu uzyskuj(cid:266) jedn(cid:261) cyferk(cid:266) i to jest wła(cid:286)nie liczba mojego roku osobistego. Ale zwa(cid:298)ywszy, (cid:298)e w numerologii nowy rok rozpoczyna si(cid:266) nie na przełomie grudnia i stycznia, lecz od pocz(cid:261)tku pa(cid:296)dziernika i trwa do ko(cid:276)ca wrze(cid:286)nia nast(cid:266)pnego roku, to mimo, (cid:298)e w kalendarzu widnieje 2003, to ka(cid:298)dy, kto wedle tej zasady chce obliczyć swój osobisty rok, bierze pod uwag(cid:266) ju(cid:298) 2004. To znaczy, (cid:298)e na pocz(cid:261)tku tego miesi(cid:261)ca weszłam w trzeci rok osobisty. – A je(cid:286)li ja jestem numerologiczn(cid:261) siódemk(cid:261) – Ka(cid:286)ka po swojemu zmru(cid:298)yła oczy – to jak powiedziała(cid:286) „weszłam” w czwarty rok osobisty. Widzisz, jak jestem zdolna, nie musiałam nawet liczyć, skoro moja siódemka znajduje si(cid:266) zaraz po twojej szóstce. Zupełnie bez powodu parskn(cid:266)ły(cid:286)my (cid:286)miechem i poczułam, (cid:298)e to całe napi(cid:266)cie jakie we mnie siedziało, gdzie(cid:286) odeszło. Przypominały(cid:286)my sobie daty urodzenia naszych znajomych i zacz(cid:266)ły(cid:286)my „obliczać” jakimi s(cid:261) „numerkami” i co ich czeka w tym roku osobistym. Poniewa(cid:298) mam ogóln(cid:261) wiedz(cid:266) z dziedziny numerologii i potrafi(cid:266) scharakteryzować poszczególne warto(cid:286)ci numerologiczne pocz(cid:261)wszy od jedynki, a sko(cid:276)czywszy na dziewi(cid:261)tce, wiec układały(cid:286)my znajomym coraz to bardziej frywolne horoskopy na bie(cid:298)(cid:261)cy rok. Po tej zabawie, u(cid:286)wiadomiłam jednak przyjaciółce, (cid:298)e czwarty rok osobisty, w który ona wła(cid:286)nie weszła, nie b(cid:266)dzie łatwy. Czeka j(cid:261) du(cid:298)o pracy i borykania si(cid:266) z trudami, jakie niesie (cid:298)ycie Nie zmartwiła si(cid:266) specjalnie. – Jestem przyzwyczajona do pokonywania wszelkich kłopotów – powiedziała lekko. Dopiero przy kawie i ciasteczkach zacz(cid:266)łam jej opowiadać sama z siebie, ju(cid:298) nie ponaglana, co najbardziej utkwiło mi w sercu i pami(cid:266)ci z tego seansu u wró(cid:298)ki. Wiesz, Kasiu, ona stwierdziła, (cid:298)e jestem zbyt wra(cid:298)liwa, a wra(cid:298)liwo(cid:286)ć – to du(cid:298)a dawka stresu. To bardzo mi w (cid:298)yciu przeszkadza, a jeszcze bardziej przeszkadzało w dzieci(cid:276)stwie. Nawet w swoim jasnowidzeniu zobaczyła krwotoki z nosa, gdy miałam pi(cid:266)ć – osiem lat Nazwała je wentylem bezpiecze(cid:276)stwa moich emocji. Dobrze to pami(cid:266)tam, gdy ciotki, które przychodziły do nas do domu, zachwycały si(cid:266) moj(cid:261) cztery lata młodsz(cid:261) siostr(cid:261), (cid:298)e taka (cid:286)liczna, roze(cid:286)miana, ma pi(cid:266)kne oczka i wij(cid:261)ce si(cid:266) wokół tej słodkiej twarzyczki ciemne włoski. Widziałam jak patrz(cid:261) na mnie ze współczuciem, bo byłam chudziutka, blada – miałam po prostu jasn(cid:261) cer(cid:266) i jasne blond włosy. Mama głaskała mnie wtedy po głowie i mawiała: – Karolinka jest taka m(cid:261)dra i dzielna. Gdyby nie ona, nie dałabym sobie rady, zawsze przypilnuje Basi. Ciotki patrzyły wtedy na mnie łaskawie. Przynosiły cukierki i ksi(cid:261)(cid:298)eczki. Basiuni(cid:266) obdarowywały pi(cid:266)knymi zabawkami, a nawet lalkami, które zamykały oczy i miauczały jakby mówiły „mama”. Nie wspominam tego z zazdro(cid:286)ci(cid:261). Tak, zawsze lubiłam ksi(cid:261)(cid:298)ki, a du(cid:298)o pó(cid:296)niej, gdy miałam niecałe czterna(cid:286)cie lat, jedna z nich być mo(cid:298)e uratowała mojej siostrze (cid:298)ycie. Basia zachorowała na obustronne zapalenie płuc. Lekarz z przychodni rejonowej, który przyszedł do domu, natychmiast zrobił jej zastrzyk i wezwał karetk(cid:266). Kazał te(cid:298), zanim przyjedzie pogotowie, nie dopu(cid:286)cić do tego, aby dziecko zasn(cid:266)ło i nie straciło przytomno(cid:286)ci. Pami(cid:266)tam jak mama robiła mojej siostrze zimne okłady na czoło, a ja czytałam jej bardzo gło(cid:286)no powie(cid:286)ć Edmunda Niziurskiego „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. Udało si(cid:266), lekarz, który przyjechał zabrać Basiuni(cid:266) do szpitala, u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), pogłaskał mnie po głowie i powiedział, (cid:298)e byłam dzielna. – Kasiu, ta wró(cid:298)ka opowiedziała mi to zdarzenie, oczywi(cid:286)cie nie ze szczegółami, ale stwierdziła, (cid:298)e musiałam szybko dorosn(cid:261)ć, bo jako małe dziecko czułam si(cid:266) zbyt odpowiedzialna za swoj(cid:261) rodzin(cid:266) i przez to moje dzieci(cid:276)stwo pozbawione zostało zwykłej beztroski. Rodzice mnie kochali, ale byli bardzo młodzi, a ich (cid:298)ycie niełatwe. Nie miałam jeszcze pi(cid:266)ciu lat, a siostra ledwie sko(cid:276)czyła roczek, jak zmarł mój dziadek – ojciec mamy, a w kilka miesi(cid:266)cy pó(cid:296)niej babcia. Mama, dwudziestotrzyletnia kobieta została w (cid:298)ałobie z dwójk(cid:261) małych dzieci, a ojciec pracował wtedy nawet po dwana(cid:286)cie godzin na dob(cid:266), aby utrzymać dom. Wsz(cid:266)dzie musiała nas ze sob(cid:261) zabierać: po zakupy, na poczt(cid:266), a nawet gdy sama ze sob(cid:261) szła do dentysty. Dobrze pami(cid:266)tam taki prywatny gabinet, gdzie w male(cid:276)kim przedpokoju–poczekalni z trudem mie(cid:286)cił si(cid:266) wózek. Ja zazwyczaj stałam i pilnowałam mojej siostry, na krzesłach siedzieli oczekuj(cid:261)cy pacjenci, a pod nogami pl(cid:261)tały si(cid:266) dwa identyczne peki(cid:276)czyki – ulubione pieski pani doktor, których panicznie si(cid:266) bałam, bo pokazywały, ostre jak igiełki, białe z(cid:261)bki. Mama była szcz(cid:266)(cid:286)liwa, (cid:298)e dostała adres tej dentystki i mogła si(cid:266) tu leczyć. Pani doktor nie przyjmowała nikogo ot tak, z ulicy. A przecie(cid:298) ka(cid:298)da wizyta du(cid:298)o kosztowała i dotarcie do kamienicy, w której mie(cid:286)cił si(cid:266) gabinet wymagało półgodzinnego marszu w jedn(cid:261) tylko stron(cid:266). Czasami która(cid:286) z ciotek – a były to bratowe mamy – zostawała z nami w domu, albo przyje(cid:298)d(cid:298)ała moja ukochana matka chrzestna, ale ona mieszkała na drugim kra(cid:276)cu Warszawy i miała sporo lat – to siostra nie(cid:298)yj(cid:261)cej babci. – Ja te(cid:298) chodziłam z mam(cid:261) do takiego gabinetu w prywatnym mieszkaniu, ale mie(cid:286)cił si(cid:266) w bloku, w którym mieszkali(cid:286)my, trzeba było tylko przej(cid:286)ć przez podwórko do innej klatki schodowej. Tak, w latach pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tych to praktycznie była jedyna metoda skutecznego leczenia z(cid:266)bów. Ty mieszkała(cid:286) wtedy na Grochowie? – upewniła si(cid:266) Kasia – tak jak moi dziadkowie, rodzice ojca. W prawie ka(cid:298)d(cid:261) niedziel(cid:266) przyje(cid:298)d(cid:298)ali(cid:286)my z Ochoty do nich na obiadek. Ale posłuchaj, Karola, ja czego(cid:286) nie rozumiem, czy ona, ta jasnowidz, przez cały czas widziała tylko twoje dzieci(cid:276)stwo, młodo(cid:286)ć i nic nie powiedziała o tych wszystkich dramatycznych wydarzeniach, których do(cid:286)wiadczyła(cid:286) w ostatnich latach, a przecie(cid:298) to one maj(cid:261) i b(cid:266)d(cid:261) miały wpływ na twoje (cid:298)ycie teraz i pó(cid:296)niej. Czy miała jakie(cid:286) wizje dotycz(cid:261)ce twojej przyszło(cid:286)ci? – Tak – odpowiedziałam po chwili namysłu – mówiła wyra(cid:296)nie, (cid:298)e kto(cid:286) bardzo mnie skrzywdził i (cid:298)e to ci(cid:261)gle boli... Niestety, przewiduje jeszcze jakie(cid:286) rozstanie pozostawiaj(cid:261)ce bolesny (cid:286)lad. A lekarstwem na ten ból ma być praca i m(cid:266)(cid:298)czyzna, który da mi t(cid:266) prac(cid:266), a jednocze(cid:286)nie oka(cid:298)e si(cid:266) przyjacielem. – Powiedziała kiedy to si(cid:266) stanie? – W ci(cid:261)gu kilkunastu miesi(cid:266)cy, ale rozpocznie wła(cid:286)nie w tym trzecim roku osobistym. Stwierdziła równie(cid:298), (cid:298)e zbyt mocno prze(cid:298)yłam (cid:286)mierć rodziców. Ten smutek jeszcze jaki(cid:286) czas potrwa. Mówiła o szcz(cid:266)(cid:286)ciu rodzinnym, jakie niesie mi przyszło(cid:286)ć moich dzieci i wnuków. Widziała te(cid:298) jakie(cid:286) podró(cid:298)e zagraniczne w miłym towarzystwie. To w skrócie tyle. – Ja mogłabym to wszystko powiedzieć ci za darmo – Kasia była wyra(cid:296)nie zawiedziona. – Wiadomo, (cid:298)e skoro masz syna i jedn(cid:261) wnuczk(cid:266), to mo(cid:298)esz mieć wi(cid:266)cej wnuków. Twój syn jest m(cid:261)drym chłopakiem i kocha ci(cid:266), wi(cid:266)c na pewno nie pozwoli, aby(cid:286) była nieszcz(cid:266)(cid:286)liwa. A (cid:286)mierć rodziców – no có(cid:298), wchodzimy w taki wiek, (cid:298)e ich odej(cid:286)cie staje si(cid:266) rzecz(cid:261) naturaln(cid:261)... Kolejna sprawa – m(cid:261)(cid:298) ci(cid:266) oszukał i skrzywdził – spójrz w statystyki, co drug(cid:261) to spotyka. Ja wiem, został ci (cid:286)lad na całe (cid:298)ycie, ale przecie(cid:298) powiedzmy sobie szczerze, powinna(cid:286) być zadowolona, (cid:298)e dra(cid:276) ci(cid:266) zostawił, bo nie spotkałaby(cid:286) poczciwego Michała. Je(cid:286)li co(cid:286) si(cid:266) zawala, nie mo(cid:298)na tego na sił(cid:266) ratować. Miała(cid:286) racj(cid:266), (cid:298)e jednym ruchem, przeci(cid:266)ła(cid:286) ten wrzód. Nawet nie ogl(cid:261)dała(cid:286) si(cid:266) na jego pieni(cid:261)dze, które i tak poszłyby diabłu na kapelusz. Sama mówiła(cid:286), (cid:298)e jedno si(cid:266) ko(cid:276)czy po to, aby zrobić miejsce na co(cid:286) nowego i (cid:298)e nic nie dzieje si(cid:266) bez powodu, nie ma sensu rozdrapywać ran w niesko(cid:276)czono(cid:286)ć. Tak mnie pocieszała(cid:286), gdy zgin(cid:261)ł mój m(cid:261)(cid:298) w tym cholernym wypadku samochodowym... Kasia przerwała nagle, jakby co(cid:286) jej si(cid:266) przypomniało. – A to bolesne rozstanie, o którym ci powiedziała, mo(cid:298)e niestety dotyczyć mamy Michała. Wiem, jak bardzo jest ci bliska. Siedziały(cid:286)my chwil(cid:266) w milczeniu, ka(cid:298)da ze swoj(cid:261) smutn(cid:261) refleksj(cid:261) nad (cid:298)yciem. Wyrwała nas z tej zadumy Julka, gdy weszła do pokoju. Cmokn(cid:266)ła matk(cid:266) w policzek, a do mnie u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) promiennie: – Witaj ciociu, mam nadziej(cid:266), (cid:298)e nic si(cid:266) nie stało, macie takie powa(cid:298)ne miny... – Nie, w porz(cid:261)dku – odezwałam si(cid:266) pierwsza. – To kamie(cid:276) spadł mi z serca i z hukiem potoczył si(cid:266) w przepa(cid:286)ć – za(cid:298)artowała. – A czy Krzy(cid:286) wrócił ju(cid:298) z Francji razem ze swoimi dziewczynami? – Jeszcze nie, przylatuj(cid:261) za dziewi(cid:266)ć dni, na moje urodziny – odpowiedziałam wracaj(cid:261)c do rzeczywisto(cid:286)ci i otrz(cid:261)saj(cid:261)c si(cid:266) z tego, co usłyszałam od swojej przyjaciółki. Julka tak bardzo ró(cid:298)ni si(cid:266) od matki, oczywi(cid:286)cie je(cid:286)li chodzi o usposobienie i charakter, tak inna jest emocjonalnie, (cid:298)e sama Kasia stwierdziła, (cid:298)e bardziej przypomina mnie, ni(cid:298) j(cid:261) „z czasów młodo(cid:286)ci”. „Ja st(cid:261)pam po ziemi, a ona unosi si(cid:266) nad jej powierzchni(cid:261)” – to ulubione okre(cid:286)lenie Kasi. – Mam piln(cid:261) i wa(cid:298)n(cid:261) spraw(cid:266) do Anuli, chyba mnie z mam(cid:261) zaprosisz, ciociu, na swoje (cid:286)wi(cid:266)to, to przy okazji pogadam z twoj(cid:261) synow(cid:261). Oczywi(cid:286)cie, jak co roku obchodzisz dwudzieste dziewi(cid:261)te urodziny – roze(cid:286)miała si(cid:266) rado(cid:286)nie. – Dopóki nikt nie pyta od jak dawna... I pewnie nie wiesz, sk(cid:261)d si(cid:266) to wzi(cid:266)ło. Otó(cid:298) jak Krzy(cid:286) sko(cid:276)czył roczek, miałam wła(cid:286)nie dwadzie(cid:286)cia dziewi(cid:266)ć lat i wtedy uznałam, (cid:298)e to najwy(cid:298)szy czas przestać sobie odliczać mijaj(cid:261)ce lata, niech dziecku lat przybywa, a nie mnie. Tak si(cid:266) ze wszystkimi najbli(cid:298)szymi umówiłam i tak pozostało. – Chyba zaczn(cid:266) brać z ciebie przykład, ciociu – Julka zabawnie zmarszczyła brwi i nos jednocze(cid:286)nie. – Tylko najpierw musz(cid:266) urodzić jakie(cid:286) dziecko. – Najpierw musisz obronić prac(cid:266) magistersk(cid:261) – wtr(cid:261)ciła si(cid:266) Kasia – i dobrze byłoby zdecydować si(cid:266), kto ma zostać twoim m(cid:266)(cid:298)em. Obu równocze(cid:286)nie do ołtarza nie zaprowadzisz. – Mamu(cid:286), Piotrek to tylko przyjaciel! Z Maćkiem jego rodzin(cid:261) wyobra(cid:298)am sobie swoj(cid:261) (cid:286)wietlan(cid:261) przyszło(cid:286)ć. – Tak? – zdziwiła si(cid:266) moja przyjaciółka – za cał(cid:261) jego rodzin(cid:266) wyjdziesz za m(cid:261)(cid:298)? A je(cid:286)li dobrze pami(cid:266)tam, to jeszcze niedawno, mam na my(cid:286)li oczywi(cid:286)cie tych dwóch chłopców, mówiła(cid:286) odwrotnie. Wydawało mi si(cid:266), (cid:298)e Piotrek ci si(cid:266) bardziej podoba. A tak w ogóle, miała(cid:286) dzisiaj wrócić wieczorem, bo wybierała(cid:286) si(cid:266) z Maćkiem do kina, prawda? – A co, chciały(cid:286)cie same poplotkować i przeszkodziłam wam? – odpowiedziała pytaniem na pytanie troch(cid:266) speszona. – Ju(cid:298) si(cid:266) zamykam w swoim pokoju, siadam do komputera, a na kino nie mam dzisiaj czasu – obróciła si(cid:266) na pi(cid:266)cie i wyszła. Za chwil(cid:266) jednak wsadziła głow(cid:266) i zawołała: – cze(cid:286)ć, ciociu! Lubiłam, gdy tak do mnie mówiła, chocia(cid:298) nie były(cid:286)my (cid:298)adn(cid:261) rodzin(cid:261), to pozostało(cid:286)ć z jej dzieci(cid:276)stwa. Nawet dawno temu my(cid:286)lałam, (cid:298)e zostanie moj(cid:261) synow(cid:261), jest tylko trzy lata młodsza od Krzysia, ale on j(cid:261) zawsze traktował jak siostr(cid:266) i chyba Jula te(cid:298) nie dostrzegała w nim potencjalnego kandydata na m(cid:266)(cid:298)a. Chocia(cid:298) kiedy(cid:286), przed dziewi(cid:266)ciu laty, gdy Leszek – jej ojciec zgin(cid:261)ł w wypadku samochodowym, na pewno Krzy(cid:286) był dla niej, wówczas pi(cid:266)tnastoletniej dziewczynki, opieku(cid:276)czym przyjacielem, kim(cid:286) komu mo(cid:298)na si(cid:266) wypłakać na ramieniu i kogo mo(cid:298)na pokochać. I pewnie gdyby nie to, (cid:298)e rok pó(cid:296)niej mój syn prze(cid:298)ywał dramat we własnym domu, gdy jego własny ojciec ju(cid:298) przestał ukrywać swoje podwójne (cid:298)ycie i odszedł od nas, mo(cid:298)e inaczej potoczyłby si(cid:266) losy jego i Julki. Krzy(cid:286) bał si(cid:266) o mnie, a ja o niego. Wspólnie wspierali(cid:286)my si(cid:266) i prawie nie spuszczali(cid:286)my siebie z oczu. Gdyby nie on, nie chc(cid:266) my(cid:286)leć, co bym wtedy zrobiła, nawet nie wiem, czy chodziłabym jeszcze po tym (cid:286)wiecie. Wtedy tak naprawd(cid:266) zaprzyja(cid:296)niły(cid:286)my si(cid:266) z Kasi(cid:261), bo przedtem były(cid:286)my tylko dobrymi kole(cid:298)ankami z wydawnictwa, w którym pracowały(cid:286)my. – Troch(cid:266) martwi(cid:266) si(cid:266) o swoj(cid:261) córk(cid:266) – wyrwała mnie z tej smutnej zadumy Kasia. – Wiesz, niby wszystko jest w porz(cid:261)dku, dobrze si(cid:266) uczy, ma przyjaciół, mog(cid:266) z ni(cid:261) szczerze porozmawiać, ale ona chyba co(cid:286) przede mn(cid:261) ukrywa, ja o czym(cid:286) nie wiem... mniej wi(cid:266)cej od roku jako(cid:286) si(cid:266) zmieniła... – Mo(cid:298)e ci si(cid:266) tylko tak wydaje – starałam si(cid:266) rozwiać jej w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci – spytaj j(cid:261) wprost. – My(cid:286)lisz, (cid:298)e nie próbowałam, obraca wszystko w (cid:298)art, przecie(cid:298) dobrze znasz Julk(cid:266). A choćby dzisiaj rano, zapewniała mnie, (cid:298)e po zaj(cid:266)ciach i po lekcjach z Marzenk(cid:261) – udziela korepetycji dziewczynce, która ko(cid:276)czy gimnazjum i wybiera si(cid:266) do liceum – umówiła si(cid:266) z Maćkiem do kina. I co wyszło z kina? – No, nie przesadzaj, mogło chłopakowi co(cid:286) wypa(cid:286)ć, to o niczym nie (cid:286)wiadczy. Nie martw si(cid:266), sprowokuj rozmow(cid:266) na jego temat, mo(cid:298)e co(cid:286) ci powie – pocieszałam j(cid:261) bez przekonania, bo troch(cid:266) udzielił mi si(cid:266) ten niepokój. – Ale si(cid:266) u ciebie zasiedziałam, pó(cid:296)no ju(cid:298) – wstałam i chciałam zbierać si(cid:266) do wyj(cid:286)cia, gdy w mieszkaniu Kasi zadzwonił telefon. – Siadaj, to Michał. Przyjedzie po ciebie, mamy całe pół godziny, powiedz, co jeszcze dobrego przewidziała dla ciebie ta jasnowidz–numerolog, a mo(cid:298)e przez jej wizje przemkn(cid:266)ła gdzie(cid:286) niepozorna postać twojej przyjaciółki... – w głosie Ka(cid:286)ki znów zabrzmiał ten (cid:298)artobliwy, zaczepny ton, który wprawiał mnie w dobry nastrój. – Jakby(cid:286) zgadła, wspomniała, (cid:298)e mam szcz(cid:266)(cid:286)cie, w trudnych chwilach mog(cid:266) liczyć na przyjaciół i dzi(cid:266)ki nim w najbli(cid:298)szych latach osi(cid:261)gn(cid:266) to, o czym marzyłam dotychczas. A poza tym, wizyta u wró(cid:298)ki pozwoliła mi przyjrzeć si(cid:266) sobie z perspektywy całego dotychczasowego (cid:298)ycia. W dzieci(cid:276)stwie tkwi(cid:261) odpowiedzi na wiele gn(cid:266)bi(cid:261)cych nas pyta(cid:276), jakie zadajemy sobie w dorosłym (cid:298)yciu... – Mo(cid:298)e i ja powinnam do niej si(cid:266) wybrać – zastanawiała si(cid:266) Kasia tym razem bardzo serio. *** Dzisiejszy dzie(cid:276) rozpocz(cid:266)łam z now(cid:261) nadziej(cid:261), (cid:298)e co(cid:286) wreszcie zbudzi we mnie utracon(cid:261) wiar(cid:266) we własne mo(cid:298)liwo(cid:286)ci i w to, (cid:298)e mog(cid:266) ufnie patrzeć w przyszło(cid:286)ć. Codziennie staram si(cid:266) my(cid:286)leć pozytywnie. Wbrew wszystkiemu oczekuj(cid:266) miłej niespodzianki, u(cid:286)miechu losu, rozwi(cid:261)zanie chocia(cid:298)by cz(cid:266)(cid:286)ci problemów. A je(cid:286)li nic dobrego si(cid:266) nie zdarza, to zawsze jest nadzieja, (cid:298)e jutro nadejdzie nowy dzie(cid:276) i kolejna szansa. Na przykład zadzwoni telefon i dostan(cid:266) upragnion(cid:261) propozycj(cid:266). Albo zapuka listonosz i przyniesie przesyłk(cid:266), na któr(cid:261) czekam od tak dawna... Stałam w kuchni przy oknie i piłam porann(cid:261) kaw(cid:266). Na kasztanach przed domem nie było ju(cid:298) prawie li(cid:286)ci. Tej nocy gło(cid:286)no spadały na ziemi(cid:266). Teraz w(cid:286)ród drzew zrobiło si(cid:266) cicho, choć na podwórku toczyło si(cid:266) zwykłe codzienne (cid:298)ycie. Przechodzili ludzie, pod(cid:261)(cid:298)aj(cid:261)cy szybkim krokiem od p(cid:266)tli autobusowej, gdzie(cid:286) w kierunku swoich domów lub najbli(cid:298)szej stacji warszawskiego metra, spacerowały matki i babcie z dziećmi, jaki(cid:286) chłopiec przebiegł z psem na smyczy. Klienci wchodzili i wychodzili ze stoj(cid:261)cej opodal budki z warzywami, która od pół roku przemieniła si(cid:266) w osiedlowy sklepik ze wszystkimi rzeczami potrzebnymi na co dzie(cid:276) od zaraz, tylko ubra(cid:276) i mebli tam nie sprzedawali, no bo wiadomo, nie zmie(cid:286)ciłyby si(cid:266). Drog(cid:261) dojazdow(cid:261) pod mój dom przeje(cid:298)d(cid:298)ały, lub zatrzymywały si(cid:266) ró(cid:298)ne samochody. Mijała wła(cid:286)nie godzina dziesi(cid:261)ta i o tej porze było ich zdecydowanie mało. Od roku, odk(cid:261)d przeszłam na tak zwan(cid:261) wcze(cid:286)niejsz(cid:261) emerytur(cid:266) przysługuj(cid:261)c(cid:261) jeszcze wedle starych zasad dziennikarzom, moje (cid:298)ycie toczyło si(cid:266) swoim rytmem – dzie(cid:276) zaczynał i ko(cid:276)czył si(cid:266) pó(cid:296)niej. Chocia(cid:298) wiele kole(cid:298)anek b(cid:266)d(cid:261)cych w takiej samej sytuacji, woli nadal rano wstawać, wcze(cid:286)niej kła(cid:286)ć si(cid:266) spać jak dawniej, gdy pracowały na etatach. Ja współprac(cid:266) z redakcjami dopasowuj(cid:266) do swojego obecnego zegara biologicznego i nie jest mi z tym (cid:296)le. Natomiast (cid:296)le mi z czym innym. Brak poczucia bezpiecze(cid:276)stwa i niezale(cid:298)no(cid:286)ci finansowej wywołuj(cid:261) na co dzie(cid:276) stres, który wdziera si(cid:266) powoli w (cid:298)ycie krusz(cid:261)c prawdziwe warto(cid:286)ci, jak przysłowiowe krople wody dr(cid:261)(cid:298)(cid:261)ce skał(cid:266). Wiadomo emerytura po trzydziestu latach pracy w wydawnictwie na nie kierowniczym stanowisku starcza na podstawowe bie(cid:298)(cid:261)ce opłaty i wła(cid:286)ciwie tylko z wielkim trudem na bardzo skromne jedzenie. A z wydawnictwami, z którymi udawało mi si(cid:266) nawi(cid:261)zać współprac(cid:266) ró(cid:298)nie bywało, niektórzy wydawcy nawet nie płacili, co okazywało si(cid:266) po fakcie. Oczywi(cid:286)cie syn mi pomaga. Michał, odk(cid:261)d razem zamieszkali(cid:286)my, w połowie pokrywa koszty utrzymania, ale od roku jest w gorszej sytuacji finansowej, ni(cid:298) ja. Nie ma jeszcze emerytury, a firma, w której był zatrudniony, dziesi(cid:266)ć miesi(cid:266)cy temu zbankrutowała i ogłosiła upadło(cid:286)ć. Szuka stałego zatrudnienia, a póki co, koledzy ze studiów, architekci, daj(cid:261) mu jakie(cid:286) zlecenia. Przecie(cid:298) ja tak(cid:298)e nie czekam bezczynnie na odmian(cid:266) swego losu, na cud. Je(cid:286)li racjonalne działanie okazuje si(cid:266) bezskuteczne, to mo(cid:298)e gdzie(cid:286) w tych niezbadanych przez rozum ludzki sferach naszego istnienia, mo(cid:298)na znale(cid:296)ć jak(cid:261)(cid:286) rad(cid:266) czy podpowied(cid:296), mo(cid:298)e za pomoc(cid:261) białej magii da si(cid:266) wpłyn(cid:261)ć na polepszenie (cid:298)ycia. Czasami nasza witalno(cid:286)ć jest zbyt słaba, aby móc samemu czemu(cid:286) zaradzić. Dlatego osiem dni temu wybrałam si(cid:266) do wró(cid:298)ki jasnowidza i numerologa w jednej osobie. To ona mi powiedziała: – Je(cid:286)li uwierzymy, (cid:298)e zła nie b(cid:266)dzie w naszym (cid:298)yciu, los zacznie nam to (cid:298)ycie odmieniać na lepsze. A je(cid:286)li kto(cid:286) lubi płakać i czuć si(cid:266) nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy, to te(cid:298) zawsze znajdzie sobie do tego powód. – Przecie(cid:298) cierpienie jest cz(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) naszego (cid:298)ycia. Cierpimy, bo nie mo(cid:298)emy czego(cid:286) osi(cid:261)gn(cid:261)ć lub z czym(cid:286) si(cid:266) pogodzić – zaprotestowałam – a (cid:296)ródłem naszych najtrudniejszych sytuacji s(cid:261) rzeczy od nas niezale(cid:298)ne. – Od razu mi przerwała: – Siła optymizmu mo(cid:298)e wiele zdziałać. Tylko trzeba z cał(cid:261) moc(cid:261) uwierzyć w swoj(cid:261) dobr(cid:261) gwiazd(cid:266) i nie przegapić przysłowiowych „pi(cid:266)ciu minut”. A czasem los łaskawy sprawia, (cid:298)e owe „pi(cid:266)ć minut” trwa ładnych par(cid:266) lat. – Chyba miała racj(cid:266). Jutro s(cid:261) moje urodziny, a dzisiaj wieczorem przylatuj(cid:261) z Francji dzieci. Mój syn ze swoimi dziewczynami: (cid:298)on(cid:261) Ani(cid:261) i dwuletni(cid:261) córeczk(cid:261) Paulin(cid:261), któr(cid:261) nazywam Paol(cid:261). Krzy(cid:286) był tam na trzymiesi(cid:266)cznym sta(cid:298)u, pozwolili mu zabrać ze sob(cid:261) rodzin(cid:266). Pojedziemy z Michałem na lotnisko, ale dopiero wieczorem. A teraz jest zwykłe jesienne przedpołudnie i (cid:298)ycie toczy si(cid:266) swoim rytmem, jak gdyby nigdy nic specjalnego nie miało si(cid:266) zdarzyć. Tak samo zwyczajnie toczyło si(cid:266) (cid:298)ycie w pewne lipcowe poniedziałkowe przedpołudnie ponad dziesi(cid:266)ć lat temu, gdy zmarła moja mama. Była pełnia lata. Ludzie zwyczajnie sobie chodzili po osiedlu, je(cid:296)dziły samochody, kto(cid:286) energicznie trzepał dywan. Ale wcze(cid:286)niej, w sobot(cid:266) moi rodzice przyjechali do mnie na obiad. Zostałam w domu sama. Krzy(cid:286) wyjechał na obóz j(cid:266)zykowy do Anglii, a on, mój były m(cid:261)(cid:298), w swoj(cid:261) kolejn(cid:261), te(cid:298) tym razem zagraniczn(cid:261), podró(cid:298) słu(cid:298)bow(cid:261). Zaprosiłam do siebie rodziców, mogli(cid:286)my spokojnie porozmawiać. Zjedli(cid:286)my razem obiad i siedzieli(cid:286)my sobie przy stole popijaj(cid:261)c kaw(cid:266), to znaczy jak zwykle mój ojciec o ka(cid:298)dej porze dnia lubił j(cid:261) pić, a my z mam(cid:261) herbat(cid:266), chrupi(cid:261)c przy tym ciasteczka i tak zwyczajnie rozmawiali(cid:286)my o tym co jest, było i b(cid:266)dzie... Nagle mojej mamie opadła głowa. My(cid:286)leli(cid:286)my, (cid:298)e (cid:296)le si(cid:266) poczuła, zwyczajnie zasłabła jak to mo(cid:298)e si(cid:266) zdarzyć w upalny dzie(cid:276). Zimne okłady, sztuczne oddychanie, natychmiast wezwane pogotowie. Karetka długo nie przyje(cid:298)d(cid:298)ała. Lekarz po prawie czterdziestu minutach od utraty przytomno(cid:286)ci stwierdził zgon. – To tak jak niedawno odszedł mój ojciec, to tak jak mój ojciec – powtarzał. Był chyba bardzo przej(cid:266)ty, bo na tej karteczce stwierdzaj(cid:261)cej zgon, pomylił si(cid:266) i napisał w dacie miniony rok. Mo(cid:298)e wła(cid:286)nie rok wcze(cid:286)niej zmarł jego ojciec? Ja i mój tata wykonywali(cid:286)my wszystkie niezb(cid:266)dne czynno(cid:286)ci, jak dwa zaprogramowane automaty. Zawiadomili(cid:286)my zakład pogrzebowy, aby zabrał mam(cid:266), chocia(cid:298) powinnam powiedzieć „jej ciało”, zatelefonowali(cid:286)my do mojej siostry, która mieszka we Francji, a potem do innych osób z rodziny i przyjaciół. Ojciec został u mnie na noc. Niewiele pami(cid:266)tam z nast(cid:266)pnego dnia, z niedzieli. Wytworzyła si(cid:266) w pami(cid:266)ci jaka(cid:286) czarna dziura. Mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e poza dy(cid:298)urn(cid:261) przychodni(cid:261), rodzajem pogotowia ratunkowego, sk(cid:261)d w sobot(cid:266) wieczorem przyjechał karetk(cid:261) ten lekarz, nigdzie wi(cid:266)cej nie mogli(cid:286)my załatwiać (cid:298)adnych formalno(cid:286)ci. Tata pojechał tylko do swojego mieszkania, które od tej pory przestało być „ich domem”, a zaczynało istnieć jako „jego dom”, aby zabrać potrzebne dokumenty i jakie(cid:286) swoje rzeczy osobiste na kolejn(cid:261) noc u mnie, oraz, aby zawiadomić s(cid:261)siadów. I dopiero w tamten poniedziałek zmobilizowani do działa(cid:276) przygotowuj(cid:261)cych organizacj(cid:266) pogrzebu, zacz(cid:266)li(cid:286)my krz(cid:261)tać si(cid:266) wokół ró(cid:298)nych powinno(cid:286)ci. Najgorsze było to, (cid:298)e nie wiedziałam jak powiedzieć Krzysiowi o (cid:286)mierci jego ukochanej babci. Nie mieli(cid:286)my wtedy na szcz(cid:266)(cid:286)cie (cid:298)adnych telefonów komórkowych... To on zaniepokojony moim milczeniem zadzwonił z Anglii. Zreszt(cid:261) od zawsze miał ogromn(cid:261) intuicj(cid:266). Najbardziej zapami(cid:266)tałam z tamtego poniedziałkowego przedpołudnia, kiedy wychodzili(cid:286)my z domu, aby zacz(cid:261)ć załatwiać formalno(cid:286)ci zwi(cid:261)zane z pogrzebem, (cid:298)e kto(cid:286) na podwórku zacz(cid:261)ł trzepać dywan. Wtedy tak bardzo rozpłakałam si(cid:266). My(cid:286)lałam, (cid:298)e nie opanuj(cid:266) tego szlochania. Od soboty, cały ten płacz siedział gdzie(cid:286) w (cid:286)rodku, łzy ledwie s(cid:261)czyły si(cid:266) z oczu, jakby nie miały siły wydostać si(cid:266) na zewn(cid:261)trz. I nagle to trzepanie dywanu... Mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e moja mama przywi(cid:261)zywała tak wielk(cid:261) wag(cid:266) do generalnych porz(cid:261)dków zwłaszcza przed (cid:286)wi(cid:266)tami, a mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e był to odgłos zwykłego ludzkiego (cid:298)ycia, które i tak b(cid:266)dzie toczyło si(cid:266) swoim rytmem niezale(cid:298)nie od naszych rado(cid:286)ci i smutków, od naszego szcz(cid:266)(cid:286)cia czy rozpaczy. Odeszłam od okna i zabrałam si(cid:266) za sprz(cid:261)tanie. Misiek z całej siły uderzył łap(cid:261) w misk(cid:266). – No, dobrze zaraz co(cid:286) dostaniesz, wiem, (cid:298)e jeszcze dzisiaj nic nie miałe(cid:286) w pysku, oczywi(cid:286)cie poza moimi kapciami – pogłaskałam go po kudłatym grzbiecie i wło(cid:298)yłam do miski spory kawałek ciel(cid:266)cego ogona, który w nocy obgotowałam. Zabrałam si(cid:266) za sprz(cid:261)tanie. Wł(cid:261)czyłam odkurzacz, bo na dywanach pełno było psiej sier(cid:286)ci, wytarłam (cid:286)ciereczk(cid:261) meble – a swoj(cid:261) drog(cid:261) ten stary wielki kredens to wyj(cid:261)tkowo przyci(cid:261)ga kurz, jak magnes. Potem stwierdziłam, (cid:298)e dosyć porz(cid:261)dków w mieszkaniu, trzeba zadbać o siebie. Wstawiłam do piekarnika przygotowany poprzedniego dnia schab ze (cid:286)liwkami, mocno posypany ziołami i obło(cid:298)ony czosnkiem. Ju(cid:298) miałam wchodzić do łazienki, aby na pocz(cid:261)tek zadbania o siebie umyć głow(cid:266), gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. – Tu prosz(cid:266) pokwitować pełnym imieniem i nazwiskiem – powiedział młody listonosz wr(cid:266)czaj(cid:261)c mi br(cid:261)zow(cid:261) grub(cid:261) kopert(cid:266), formatu A4 – i (cid:298)ycz(cid:266) pani miłego dnia – dodał na do widzenia. Piecz(cid:261)tka w lewym górnym rogu sprawiła, (cid:298)e serce zacz(cid:266)ło mi bić z rado(cid:286)ci du(cid:298)o mocniej ni(cid:298) powinno. Zdobyłam pierwsz(cid:261) nagrod(cid:266) w konkursie na opowiadanie w znanym tygodniku. Przysłali list gratulacyjny i egzemplarz autorski, nagrod(cid:266)-honorarium dostan(cid:266) pó(cid:296)niej. Pocałowałam Mi(cid:286)ka w kudłaty łeb, od razu otrz(cid:261)sn(cid:261)ł si(cid:266) z tych czuło(cid:286)ci i zadzwoniłam do Michała – szczerze si(cid:266) ucieszył. Postanowiłam bardziej zadbać o siebie i poczuć si(cid:266) prawdziw(cid:261), docenion(cid:261) kobiet(cid:261). Chocia(cid:298) zawsze bardzo mnie (cid:286)mieszyło to okre(cid:286)lenie „prawdziwa kobieta” tak nadu(cid:298)ywane przez niektórych, zwłaszcza przez moj(cid:261) te(cid:286)ciow(cid:261). „Karolina, powinna(cid:286) ubierać si(cid:266) jak prawdziwa kobieta, a ty zawsze chodzisz w spodniach” albo „uczesz si(cid:266) jak prawdziwa kobieta jak mo(cid:298)na nie zrobić sobie jakiej(cid:286) eleganckiej fryzury?” Bardzo długo byłam dziewczyn(cid:261), i nie dlatego, (cid:298)e czas si(cid:266) dla mnie zatrzymał. Najpierw wynikało to z metryki i kalendarza. Wtedy czasami bardzo przeszkadzało. Byłam na pierwszym roku polonistyki, gdy cał(cid:261) grup(cid:261) urwali(cid:286)my si(cid:266) z zaj(cid:266)ć i poszli(cid:286)my do pobliskiego kina na „Pogard(cid:266)” – film dozwolony od lat osiemnastu. Sprawdzaj(cid:261)cy bilety wszystkich przepu(cid:286)cił, a tylko mnie poprosił o dowód osobisty. Oczywi(cid:286)cie miałam przy sobie jedynie legitymacj(cid:266) studenck(cid:261), dowodu nie nosiłam, bo po co. Biletera to nie przekonało. Patrzył długo na mnie i na t(cid:266) legitymacj(cid:266), chocia(cid:298) bez w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci zdj(cid:266)cie przypominało oryginał. Z pomoc(cid:261) przyszedł mi kolega: – Przecie(cid:298) to nasza kole(cid:298)anka z roku. Jeste(cid:286)my pełnoletni – zapewnił autorytatywnie. – A ty przypominasz genialne dziecko, które w wieku czternastu lat dostało si(cid:266) na uniwerek – dodał klepi(cid:261)c mnie po ramieniu. Byłam zła. Skoro na pierwszy rzut oka nie wygl(cid:261)dam na kobiet(cid:266), to jakie ja mam szanse na tym „babskim” wydziale, na którym na jednego chłopaka przypadało pi(cid:266)ć, a nawet sze(cid:286)ć dziewczyn. A takie zdarzenie jak to w kinie, dyskwalifikowało mnie na długi czas i pogł(cid:266)biało moje liczne kompleksy. Coraz lepiej wiedziałam, (cid:298)e u tych wygadanych chłopaków z wydziału nie mam szans. Mo(cid:298)e raczej powinnam zainteresować si(cid:266) kim(cid:286) z politechniki. Wła(cid:286)nie wtedy rozstawałam si(cid:266) z takim jednym z mechaniki precyzyjnej, o wielkich ambicjach naukowych. Był o kilka lat starszy, ale i te(cid:298) bardziej zakompleksiony ode mnie. Naukowo wydedukował, (cid:298)e skoro jestem pierwsz(cid:261) dziewczyn(cid:261), w której si(cid:266) zakochał, to na pewno b(cid:266)d(cid:261) nast(cid:266)pne, wi(cid:266)c uczciwiej teraz si(cid:266) rozstać. Po latach, gdy wychodziłam za m(cid:261)(cid:298) bardzo tego (cid:298)ałował, ale wówczas to ja, gdy si(cid:266) z nim rozstawałam, (cid:298)ałowałam siebie, (cid:298)e jestem tak(cid:261) nieciekaw(cid:261), chud(cid:261), zakompleksion(cid:261) dziewczyn(cid:261), w której nikt nie dostrzega interesuj(cid:261)cej, atrakcyjnej i poci(cid:261)gaj(cid:261)cej młodej kobiety. Tak(cid:298)e bardzo (cid:298)ałowałam, (cid:298)e nie zdawałam na matematyk(cid:266), z któr(cid:261) wi(cid:261)zała moj(cid:261) przyszło(cid:286)ć wspaniała pani profesor – matematyczka z liceum. Na matematyce proporcje dziewczyny – chłopcy były wr(cid:266)cz odwrotne ni(cid:298) na polonistyce. Ale, jak (cid:298)ycie pokazało, myliłam si(cid:266). Ju(cid:298) na trzecim roku studiów jeden z tych polonistycznych rodzynków, mój rówie(cid:286)nik, czaruj(cid:261)cy chłopak równoległej grupy, o(cid:286)wiadczył mi si(cid:266) i tym samym został moim narzeczonym. Ze (cid:286)lubem poczekali(cid:286)my do obrony naszych prac magisterskich, co solennie obiecałam jego dziadkowi. Dla jednych i drugich rodziców było to oczywiste, choć nie robili takich zastrze(cid:298)e(cid:276). Par(cid:266) miesi(cid:266)cy przed (cid:286)lubem rozpocz(cid:266)łam swoj(cid:261) pierwsz(cid:261) prac(cid:266) zawodow(cid:261), a nawet dwie naraz. Dostałam pół etatu w du(cid:298)ym szacownym wydawnictwie, od razu zostałam prawdziwym redaktorem, nawet nie młodszym. Na drugie pół etatu podj(cid:266)łam prac(cid:266) nauczyciela polonisty, w renomowanym wówczas warszawskim liceum. I mimo całego splendoru i szacunku, jaki na mnie spłyn(cid:261)ł – w wydawnictwie autorzy i graficy, tytułowali mnie „pani redaktor”, a w szkole, zgodnie z obowi(cid:261)zuj(cid:261)cym zwyczajem uczniowie zwracali si(cid:266) do mnie per „pani profesor” – to ja ani przez chwil(cid:266) nie czułam si(cid:266) dorosł(cid:261) kobiet(cid:261). Mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e zarówno w jednym, jak i w drugim miejscu pracy, poza garstk(cid:261) moich rówie(cid:286)ników, znacznie przewa(cid:298)ali albo wieloletni, znani redaktorzy, autorzy – osoby publiczne, albo szacowne grono do(cid:286)wiadczonych pedagogów. W wydawnictwie byłam zatem postrzegana, jako dobrze zapowiadaj(cid:261)cy si(cid:266) młody pracownik z odpowiedni(cid:261) specjalizacj(cid:261), przy tym ponoć ładna i m(cid:261)dra, a w szkole, jako nowa, fachowa siła pedagogiczna, z ciekawymi metodami pracy i dobrym kontaktem z młodzie(cid:298)(cid:261). W obu miejscach widziano we mnie atrakcyjn(cid:261) dziewczyn(cid:266) bez kompleksów. Po roku musiałam rozstać si(cid:266) ze szkoł(cid:261), bo wydawnictwo dało mi obiecany, cały etat. Lata płyn(cid:266)ły, a praca w familiarnej atmosferze wydawnictwa, w którym posiwiali ju(cid:298) redaktorzy nadal skrzykiwali si(cid:266) słowami: „chłopcy, to co, idziemy na obiad?” – sprzyjała poczuciu ci(cid:261)głego trwania (cid:286)wiata chłopaków i dziewczyn. I dopóki byli ci szarmanccy koledzy, to ja, moje starsze i młodsze kole(cid:298)anki wci(cid:261)(cid:298) czuły(cid:286)my si(cid:266) dziewczynami. Nawet mój syn, jeszcze jako ucze(cid:276) szkoły podstawowej, powiedział mi: – Mamo, jeste(cid:286) najfajniejsz(cid:261) dziewczyn(cid:261), jak(cid:261) znam. A dla m(cid:266)(cid:298)a, te(cid:298) chyba cz(cid:266)(cid:286)ciej byłam t(cid:261) dziewczyn(cid:261) z polonistyki, a raczej matk(cid:261)-Polk(cid:261), dzielnie borykaj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) z trudami dnia codziennego, ni(cid:298) prawdziw(cid:261) kobiet(cid:261). On, z racji swojej pracy dziennikarskiej, zawsze gdzie(cid:286) w Polsce, a ja bez ko(cid:276)ca w równoczesnej roli matki i ojca. I tak moja kobieco(cid:286)ć gdzie(cid:286) przepadała i znikała w trójk(cid:261)cie bermudzkim rozpi(cid:266)tym pomi(cid:266)dzy dzieckiem, domem i prac(cid:261). Tak było do pewnego momentu. Dwa lata temu le(cid:298)ałam w szpitalu, po operacji przegrody nosowej, z głow(cid:261) obwi(cid:261)zan(cid:261) banda(cid:298)em, który przytrzymywał tampony mocno wci(cid:286)ni(cid:266)te w obie dziurki nosa. Operacja trwała ponad trzy godziny. Z trudem dochodziłam do siebie. Mimo, (cid:298)e wygl(cid:261)dałam koszmarnie, miałam (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e młody otolaryngolog okazał si(cid:266) artyst(cid:261). Intuicja mnie nie zawiodła, (cid:298)e zaufałam temu lekarzowi. Chocia(cid:298) przed operacj(cid:261) wszyscy mnie przestrzegali, a najbardziej moja kole(cid:298)anka-pisarka: – Ty tak nie wierz wszystkiemu, co ci mówi(cid:261) medycy. Dobrzy lekarze s(cid:261) tylko w serialach telewizyjnych, które lubimy ogl(cid:261)dać. – Ale ja ufam temu doktorowi, jest rzetelny i ma w sobie co(cid:286), co przypomina mi mojego syna, dobroć i uczciwo(cid:286)ć – odparłam stanowczo. – Co(cid:286) ty – nie dawała za wygran(cid:261) kole(cid:298)anka – skoro taki młody, to pewnie i niedo(cid:286)wiadczony... – On jeden postawił trafn(cid:261) diagnoz(cid:266) i podj(cid:261)ł si(cid:266) operacji – przerwałam jej gwałtownie. Ale kole(cid:298)anka wiedziała swoje i zapewniała mnie, (cid:298)e przyznam jej racj(cid:266). Po dwóch dniach, gdy zdj(cid:266)to mi ju(cid:298) banda(cid:298)e i cał(cid:261) t(cid:266) tamponad(cid:266), a ja mogłam si(cid:266) uczesać, obmyć twarz i ogólnie ogarn(cid:261)ć, doktor spojrzał na mój nos i z u(cid:286)miechem powiedział: – Gdybym pani(cid:261) widział po raz pierwszy wczoraj, i zobaczył dzisiaj, to pewnie bym pani nie poznał. W kilka chwil, z obolałej po operacji pacjentki – stała si(cid:266) pani pi(cid:266)kn(cid:261) kobiet(cid:261). Kobiety to s(cid:261) czarodziejki... W jego oczach było tyle autentycznej rado(cid:286)ci i opieku(cid:276)czej troski, (cid:298)e naprawd(cid:266) poczułam si(cid:266) kobiet(cid:261). Natomiast dzisiaj odkryłam, (cid:298)e zacz(cid:266)ła działać magia urodzin, a wła(cid:286)ciwie tego pełnego tajemnic oczekiwania na urodziny i na to, (cid:298)e co(cid:286) dobrego musi zdarzyć si(cid:266) wła(cid:286)nie wtedy. To uczucie towarzyszyło mi równie(cid:298) od zawsze przed Wigili(cid:261) Bo(cid:298)ego Narodzenia, chocia(cid:298) teraz zapach suchych opadłych li(cid:286)ci w niczym nie przypominał zapachu zimy i choinki. Całe ludzkie (cid:298)ycie pełne jest magii. Gdzie(cid:286) tam w górze zostaje postanowione, (cid:298)e przychodzimy na (cid:286)wiat w okre(cid:286)lonym dniu i o okre(cid:286)lonej godzinie. I co z tego, (cid:298)e kilku do(cid:286)wiadczonych ginekologów-poło(cid:298)ników zapewniało mnie o konkretnej dacie urodzin mojego syna, skoro przyszedł na (cid:286)wiat dwa dni wcze(cid:286)niej. A jego córeczka Paola „spó(cid:296)niła si(cid:266)” ponad dziesi(cid:266)ć dni. Tak po prostu miało być. Oczywi(cid:286)cie mo(cid:298)emy pomagać losowi. Czemu(cid:286) pomóc, czemu(cid:286) zapobiec, ot troch(cid:266) białej magii, aby polepszyć (cid:298)ycie. Na przykład chcemy chronić nasz(cid:261) miło(cid:286)ć, wi(cid:266)c nie powinni(cid:286)my spotykać si(cid:266) na mostach i kładkach, bo s(cid:261) to sztuczne poł(cid:261)czenia, a nam przecie(cid:298) chodzi o prawdziwe uczucia. Kawiarnie te(cid:298) nie s(cid:261) najlepsze na randki, za du(cid:298)o si(cid:266) tam plotkuje, a nikt nie chce, aby plotki i pomówienia rozbiły nasz zwi(cid:261)zek. Kino jest dobrym miejscem na umawianie si(cid:266) z ukochan(cid:261) osob(cid:261), bo to przecie(cid:298) (cid:286)wiat naszych marze(cid:276) i wyobra(cid:298)e(cid:276) o szcz(cid:266)(cid:286)ciu, ale teatr ju(cid:298) nie – tam ludzie poprzebierani, a kiedy(cid:286) jeszcze poubierani w maski co(cid:286) udaj(cid:261). Je(cid:298)eli nie chcemy być nieszcz(cid:266)(cid:286)liwi nie całujmy si(cid:266) pod płacz(cid:261)cymi wierzbami. Nie wolno te(cid:298) suszyć wi(cid:261)zanek (cid:286)lubnych, bo miło(cid:286)ć umrze. Niestety, nie wiedziałam tego, gdy wychodziłam za m(cid:261)(cid:298) i przez kilka lat, gdy mieszkali(cid:286)my razem z te(cid:286)ciami, moja wi(cid:261)zanka (cid:286)lubna tkwiła w cepeliowskim wazonie na regale z ksi(cid:261)(cid:298)kami. Nawet jej ta m(cid:261)dro(cid:286)ć płyn(cid:261)ca z uczonych ksi(cid:261)g nie pomogła, bo mał(cid:298)e(cid:276)stwo nasze rozpadło si(cid:266) po dwudziestu czterech latach, tylko roku zabrakło do srebrnego wesela. A przecie(cid:298) niedu(cid:298)o wcze(cid:286)niej zdarzyło si(cid:266) co(cid:286), co było znakiem i przestrog(cid:261) i co powinno mi otworzyć oczy na faktyczny stan rzeczy, a ja tkwiłam w nie(cid:286)wiadomo(cid:286)ci otulona w swoj(cid:261) ufno(cid:286)ć jak w puszyst(cid:261) kołderk(cid:266). Mam na swoje usprawiedliwienie tylko to, (cid:298)e dziwne zdarzenie miało miejsce w rok po (cid:286)mierci mamy i moja intuicja była jeszcze bardzo osłabiona. Wracali(cid:286)my z Francji z wakacyjnej wyprawy samochodem. W drodze powrotnej postanowili(cid:286)my zwiedzić Wenecj(cid:266) i oczywi(cid:286)cie gdzie(cid:286) nieopodal tego pi(cid:266)knego starego miasta przenocować. W pełni lata, a wi(cid:266)c i w pełni sezonu nie było to łatwe. W ko(cid:276)cu udało si(cid:266) znale(cid:296)ć jaki(cid:286) motel troch(cid:266) dalej, ni(cid:298) nieopodal, ale za to ładny i nowy, nawet nie oznaczony w przewodnikach sprzed roku. Mo(cid:298)e dlatego wła(cid:286)nie si(cid:266) udało. Byli(cid:286)my bardzo zm(cid:266)czeni upałem i podró(cid:298)(cid:261), poło(cid:298)yli(cid:286)my si(cid:266) wi(cid:266)c wcze(cid:286)niej spać, a poza tym chcieli(cid:286)my nast(cid:266)pnego dnia mieć wi(cid:266)cej czasu na Wenecj(cid:266). Nad ranem zbudziło nas gło(cid:286)ne, ale jednocze(cid:286)nie takie skoml(cid:261)ce szczekanie naszego psa. Szczekanie to przechodziło w przejmuj(cid:261)ce wycie. Podró(cid:298)owali(cid:286)my wówczas ze swoim poprzednim psem, miesza(cid:276)cem autentycznego wilka z owczarkiem niemieckim. Było to zwierz(cid:266) bardzo odwa(cid:298)ne i naprawd(cid:266) niczego si(cid:266) nie bało. Pierwsza wstałam z łó(cid:298)ka i zobaczyłam co(cid:286), co mnie przeraziło. Pies stał w przedpokoju z mocno podkulonym pod siebie ogonem z głow(cid:261) zadart(cid:261) do góry, w kierunku sufitu. Połow(cid:266) sufitu zajmował okr(cid:261)gły szklany (cid:286)wietlik, a na tym wielkim (cid:286)wietliku le(cid:298)ało ogromne czarne ptaszysko z szeroko rozczapierzonymi skrzydłami. Z szyi spływała mu stru(cid:298)ka krwi. Pies na zmian(cid:266) gro(cid:296)nie szczekał i wył. M(cid:261)(cid:298) zadzwonił do recepcji. Przyszedł młody Włoch, któremu próbowali(cid:286)my po angielsku i francusku wytłumaczyć, (cid:298)e nam to przeszkadza. Chyba najlepiej dogadał si(cid:266) z nim Krzy(cid:286) po francusku, bo gdy wyszłam z łazienki, po martwym, a mo(cid:298)e tylko rannym ptaszysku, został ró(cid:298)owy (cid:286)lad na szkle, ale w mojej (cid:286)wiadomo(cid:286)ci zrodziło si(cid:266) przeczucie, (cid:298)e to zła wró(cid:298)ba dla dalszej podró(cid:298)y. Nie dotyczyło to jednak podró(cid:298)y, lecz dalszej drogi (cid:298)yciowej. Do domu wrócili(cid:286)my szcz(cid:266)(cid:286)liwie, ale nasza wspólna rodzinna wyprawa tak naprawd(cid:266) okazała si(cid:266) ostatni(cid:261). Co prawda jeszcze zim(cid:261), na pocz(cid:261)tku nast(cid:266)pnego roku, pojechali(cid:286)my na tydzie(cid:276) razem w polskie góry, ale był to bardzo nieudany krótki urlop i nim nastała wiosna, my jako rodzina ju(cid:298) nie istnieli(cid:286)my. Zostali(cid:286)my z Krzysiem sami, a mój m(cid:261)(cid:298) wybrał (cid:298)ycie z kim(cid:286) innym. Powiedział, (cid:298)e za mało po(cid:286)wi(cid:266)całam mu uwagi, a za bardzo pogr(cid:261)(cid:298)yłam si(cid:266) w smutku po (cid:286)mierci matki. Dwadzie(cid:286)cia cztery lata mał(cid:298)e(cid:276)stwa oczywi(cid:286)cie b(cid:266)dzie miło wspominał, ale wła(cid:286)nie na swojej drodze spotkał kogo(cid:286), kto jest bardzo wa(cid:298)ny w jego (cid:298)yciu i tylko to si(cid:266) teraz dla niego liczy. Był to kolejny grom z jasnego nieba, wymierzony dokładnie w rok i siedem miesi(cid:266)cy po (cid:286)mierci mojej mamy. Jeszcze nie zd(cid:261)(cid:298)yłam wyleczyć jednej rany, a ju(cid:298) los zadał mi nast(cid:266)pny cios. A wła(cid:286)ciwie nie los, tylko bardzo bliski mi człowiek. Ta rana spowodowała, (cid:298)e zwyczajnie nie chciałam (cid:298)yć. Michała poznałam rok pó(cid:296)niej w szpitalu. Przyje(cid:298)d(cid:298)ałam tam do znajomego lekarza–ordynatora i robiłam u niego w szpitalu ró(cid:298)ne badania serca, poniewa(cid:298) moja silna nerwica, do złudzenia przypominała chorob(cid:266) wie(cid:276)cow(cid:261). Doktor był przyjacielem rodziny Michała, a wła(cid:286)ciwie jego nie(cid:298)yj(cid:261)cego ju(cid:298) ojca. Teraz Michał przywoził tu swoj(cid:261) matk(cid:266) tak(cid:298)e na jakie(cid:286) badania. Gdy po raz drugi spotkali(cid:286)my si(cid:266) zupełnie przypadkiem w poczekalni przed gabinetem naszego wspólnego znajomego ordynatora, uznali(cid:286)my, (cid:298)e to znak i (cid:298)e trzeba to uczcić umówieniem si(cid:266) na przykład na kaw(cid:266). Byłam wtedy bardzo zła na siebie za to umówienie si(cid:266) z nim. Nie podobał mi si(cid:266), nie bardzo wiedziałam, czy znajdziemy jaki(cid:286) wspólny temat do rozmowy i czy ja w ogóle mam ochot(cid:266) na takie spotkanie. No, ale si(cid:266) zgodziłam i pocieszałam, (cid:298)e nie musz(cid:266) z nim długo siedzieć w tej kawiarni. Naturalnie spó(cid:296)niłam si(cid:266), niezbyt du(cid:298)o, dziesi(cid:266)ć minut, ale nie specjalnie, tylko tak wyszło. Na jego twarzy zobaczyłam smutek, ale ja te(cid:298) przecie(cid:298) byłam smutna. A podobne przyci(cid:261)ga podobne. Ponad godzin(cid:266) przegadali(cid:286)my w kawiarni, a potem drug(cid:261) pod moim domem. Dowiedziałam si(cid:266), (cid:298)e Michał jest ode mnie ponad półtora roku starszy, (cid:298)e mieszka z matk(cid:261), a jego (cid:298)ona wyjechała w 1989 roku do Nowego Jorku i ju(cid:298) nigdy nie wróciła do Polski. Nie maj(cid:261) dzieci. Natomiast on urodził si(cid:266), gdy Sło(cid:276)ce było w znaku Ryb, wi(cid:266)c ze mn(cid:261) zodiakalnym Skorpionem na pewno si(cid:266) dogada, co wi(cid:266)cej jest numerologiczn(cid:261) szóstk(cid:261), tak jak ja, ale nie mistrzowsk(cid:261). To wszystko ustalili(cid:286)my na pierwszym spotkaniu, no bo oczywi(cid:286)cie nie liczyli(cid:286)my tych w szpitalu. I nie umówili(cid:286)my si(cid:266) na nast(cid:266)pne, ale wymienili(cid:286)my numery telefonów, co oznaczało, (cid:298)e kiedy(cid:286) si(cid:266) zdzwonimy. Min(cid:261)ł miesi(cid:261)c, a on nie odezwał si(cid:266), ja te(cid:298) nie dzwoniłam. Zbli(cid:298)ało si(cid:266) lato. W pewne czerwcowe popołudnie, gdy porz(cid:261)dkowałam biurko i ogl(cid:261)dałam ulubiony serial, a Krzy(cid:286) w swoim pokoju przygotowywał si(cid:266) do kolejnego egzaminu, kto(cid:286) zapukał do drzwi. My(cid:286)lałam, (cid:298)e to która(cid:286) z kole(cid:298)anek-- s(cid:261)siadek, bo przecie(cid:298) pukania nie poprzedzał dzwonek domofonu i tak jak krz(cid:261)tałam si(cid:266) po domu, otworzyłam drzwi. Przede mn(cid:261) stał Michał elegancko ubrany, z bukietem herbacianych ró(cid:298). – Prosz(cid:266), niech pan wejdzie – zaprosiłam go do pokoju przeczesuj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:261) włosy. Nawet nie przepraszałam za bałagan jaki panował wokół biurka, byłam po prostu w(cid:286)ciekła, (cid:298)e tak długo nie odzywał si(cid:266) i teraz przyjechał bez zapowiedzi w najmniej oczekiwanym momencie. Za to on przepraszał. Mówił o chorobie swojej mamy. – Teraz jest ju(cid:298) dobrze, a wczoraj odwiozłem j(cid:261) do sanatorium, do Nał(cid:266)czowa. Dzisiaj, przez cały dzie(cid:276) chciałem zadzwonić, ale bałem si(cid:266), (cid:298)e po tak długim milczeniu, nie b(cid:266)dzie chciała si(cid:266) pani si(cid:266) ze mn(cid:261) spotkać. – Dzie(cid:276) dobry – przerwał mu Krzy(cid:286), który czujnie wyszedł ze swojego pokoju i wyra(cid:296)nie chciał si(cid:266) przyjrzeć mojemu go(cid:286)ciowi. – Pozwól, Michał, to mój syn Krzysztof – powiedziałam specjalnie zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do niego po imieniu, bo wiedziałam, (cid:298)e wcze(cid:286)niej czy pó(cid:296)niej to nast(cid:261)pi, a poza tym przekornie chciałam zobaczyć jak zareaguje. – Miło mi – zamrugał szybko oczami – Michał Michalczak – przedstawił si(cid:266) podaj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:266) Krzysiowi. Mój syn, a przecie(cid:298) znam go dobrze, przychylnie odebrał ten pozytywny impuls i byłam pewna, (cid:298)e zaakceptował nowo poznanego m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266). Zrobiło si(cid:266) prz
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rok osobisty
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: