Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00337 005627 15384535 na godz. na dobę w sumie
Rozbitki - ebook/pdf
Rozbitki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 181
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-047-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Kontynuacja serii „Klasyka Mniej Znana” adresowanej głównie do studentów filologii polskiej. Utwór „Rozbitki” obok „Pana Damazego” należy do najbardziej dojrzałych artystycznie komedii Józefa Blizińskiego, polskiego dramaturga i komediopisarza pozytywistycznego, uważanego za spadkobiercę komedii fredrowskiej. Degradacja ziemiaństwa ukazana została w „Rozbitkach” poprzez wyeksponowanie takich wad jak rozrzutność czy kłótliwość. Motywy komiczne ustąpiły miejsca wątkom traktowanym bardziej serio, pogłębiony został również rys psychologiczny bohaterów.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883242-1047-3 Mojej śonie w upominku 6 OSOBY: } ich dzieci SZAMBELANIC CZARNOSKALSKI SZAMBELANICOWA MAURYCY GABRIELA DZIEŃDZIERZYŃSKI POLA jego córka WŁADYSŁAW CZARNOSKALSKI KOTWICZ-DAHLBERG CZARNOSKALSKI JAN STRASZ ŁECHCIŃSKA ZUZIA MICHAŁEK strzelec Dzieńdzierzyńskiego SŁUśĄCY Szambelanica PIERWSZY CHŁOPIEC DRUGI CHŁOPIEC z cukierni } Rzecz dzieje się na wsi, w majątku Czarnoskalskich, z wyjątkiem aktu III, który odbywa się w Warszawie. 7 8 AKT PIERWSZY Polanka w lesie. Z lewej w głębi domek leśniczego, z prawej na przodzie ławka pod drzewem. SCENA I ZUZIA, MICHAŁEK stoją przed drzwiami domku, Michałek pije z dzbanka. MICHAŁEK oddawszy dzbanek No, Bóg zapłać... to i dziad więcej nie powie... A teraz do widzenia. GdzieŜ się tak spieszysz? (otarłszy usta) ZUZIA MICHAŁEK Muszę iść, bo stary się tam skręci beze mnie... Słychać z dala parę chrapliwych zadęć trąbki. O! Słyszysz? Rozumiesz ty to? To się znaczy, Ŝe mieliśmy się strą- bić. Ale nie myśl, Ŝeby to było takie strąbienie, jak na przykład arakiem... broń BoŜe! To się znaczy, Ŝe on trąbi na mnie i po- wiada: Miszel, chodź sam tu! A ja mu powinienem odtrąbić: (naśladując trąbkę) 9 Idę, idę, idę! (tak samo) Dobywa z torby fajeczkę i nakłada. To idźŜe juŜ sobie, kiedy ci tak pilno... ZUZIA Odnosi dzbanek i wraca po chwili z koszykiem. MICHAŁEK który przez ten czas zapalił fajeczkę A ty dokąd z tym koszykiem? Na rydze. Ty sobie, ja sobie. ZUZIA Hola, czekaj no... Nie wiem, czy to dla ciebie bezpiecznie. MICHAŁEK A to dlaczego? ZUZIA MICHAŁEK Dlatego, Ŝe ja tu dopiero co spotkałem kogoś. ZUZIA CóŜ dziwnego? WszakŜe dziś polują. MICHAŁEK Polują, polują... Ja wiem! Ten teŜ poluje, ale mnie się to polowanie nie bardzo podoba. O, nie pleć. ZUZIA MICHAŁEK Widzisz, zrozumiałaś mnie, boś raki spiekła. Co ci się śni? Nawet nie wiem, o kim mówisz. ZUZIA 10 Nie wiesz? Doprawdy? MICHAŁEK (patrząc jej w oczy) A wasz panicz, pan Maurycy? Hę? Spojrzyj mi w oczy... He he he... a widzisz! (wskazując palcem) ZUZIA No to cóŜ, Ŝe czasem do nas zajrzy? Przecie moja nieboszczka matka go wypiastowała. MICHAŁEK Hm! Wiem, wiem... Ale słuchaj no, juŜ kiedy tak, to Ŝeby przynaj- mniej znał się na rzeczy i pamiętał o tobie... toby było pół biedy. Jak to? ZUZIA MICHAŁEK A no Ŝeby było przecie czym zacząć, jak się pobierzemy. Hm, toś ty taki? Nie chodzi ci o mnie, tylko o pieniądze? ZUZIA MICHAŁEK KaŜdemu o to powinno chodzić. Nie myśl, Ŝebym ja cię miał na- mawiać na jakie złe rzeczy, boć to przecie byłoby na moją skórę... Ale widzisz, kto ma rozum, to drze łyka, kiedy się da. Ej, Ŝebyś czasem nie Ŝałował, jeŜeli to mówisz naprawdę. ZUZIA MICHAŁEK na stronie Udaje, Ŝe się gniewa, ale dobrze, Ŝe jej powiedziałem: niech wiedzą, Ŝem ja nie ślepy... moŜe człowiekowi co z tego kapnie... Masz! Znowu trąbi... trza lecieć... (słychać trąbkę; głośno) Odchodzi na prawo. 11 SCENA II ZUZIA, po chwili KOTWICZ, później ŁECHCIŃSKA ZUZIA sama; po chwili zastanowienia A to!... Czy on naprawdę mówi, czy tylko tak, Ŝeby się czego do- wiedzieć... Co by mi nawet przez myśl nie przeszło, tego on mnie sam uczy... (po chwili) Niech on jeno sobie z tego Ŝarcików nie robi, bo jeszcze kiedy mu to na złe wyjdzie... Wchodzi na chwilę do domku. KOTWICZ wchodzi z prawej strony rozglądając się Tu jest, tu go nie ma... śe teŜ ja ich nie mogę nigdy zdybać razem, a wiem, Ŝe myszkuje. Sekreta przede mną... co mu się stało?... Bar- dzo bym chciał mieć czarne na białym. (spostrzega Zuzię, która wyszła zarzucając chusteczkę na głowę) O, jest jedno... pewno i drugie niedaleko, „pod umówionym jawo- rem”. GdzieŜ to rybcia idzie? Hę? (zastępując jej) Na spacer. ZUZIA KOTWICZ Ale fe! Tak na pojedynkę czy ma się z kim zejść? Co panu po tej ciekawości? ZUZIA Rybciu! Muszę się dowiedzieć. KOTWICZ groŜąc Ŝartobliwie (zatrzymując ją) 12 O, tyle! ZUZIA wydarłszy mu się Pokazuje mu figę i wybiega. KOTWICZ Ta figa daje bardzo wiele do myślenia. Ha ha ha! A ta tu co robi? ŁECHCIŃSKA która weszła przed chwilą KOTWICZ na stronie ŁECHCIŃSKA Pan hrabia! Ha ha ha! Nie w kniei, tylko na leśniczówce... A to ładnie, słowo daję... zamiast strzelać sarny w lesie, to się tu kręci koło sarny na dwóch nóŜkach. Co kręci, kręci... Nie wiedzieć co! KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Jak to, nie widziałam na własne oczy? Zaraz wszystkim opowiem... Komu to tu świat durzyć, jak matkę kocham!... Okropność! Ale daję słowo honoru. KOTWICZ ŁECHCIŃSKA A! Więc hrabia chyba komu innemu robił interesa... To juŜ prędzej ujdzie... No, jestem w domu. (na stronie) KOTWICZ chodząc, kwaśno Teraz mnie faktorem robią. 13 Tego nie powiedziałam... ŁECHCIŃSKA (do chłopca, który wnosi dwa spore koszyki i nie wie, co z nimi robić) No, czegoŜ tu stoisz, zanieś do izby... Śniadanie dla myśliwych... (do Kotwicza) (poufnie) ale to tylko dyplomacja, bo inaczej nie miałabym z czym się zamó- wić. Po co? KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Po co? Nikt by nie zgadł... Oto po prostu po to, Ŝeby pilnować hrabiego. Mnie? KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Nie inaczej, jak matkę kocham... Bo hrabia taki cięŜki do wszyst- kiego, Ŝe niech Bóg broni... moŜe juŜ i zapomniał, Ŝe pani sobie Ŝyczyła, aby po polowaniu przyjechali wszyscy do pałacu na obiad. No tak, wspominała mi kuzynka. Więc cóŜ? KOTWICZ A Strasz jest? Jaka straŜ? ŁECHCIŃSKA KOTWICZ ŁECHCIŃSKA O! JuŜ koncepta... Strasz, ten młody, co się to teraz sprowadził do Zagrajewic, bo to o niego przede wszystkim chodzi. Ale fe! CóŜ to nowego się święci? KOTWICZ 14 ŁECHCIŃSKA Najprzód, czy jest? Bo jeŜeli go nie masz, to to wszystko niepo- trzebne. KOTWICZ Ale jest, jest, i to nawet mnie zdziwiło... skąd się tu wziął niepro- szony? Nikt go nie zna. Ale ba!... Proszony. Przez kogo? ŁECHCIŃSKA tajemniczo KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Wystaw sobie hrabia, to cała historia. Pani na bilecie wizytowym męŜa napisała parę słów ołówkiem i postarałyśmy się, Ŝe mu zanie- siono dziś raniutko, niby to z polowania. Ale fe! KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Jak matkę kocham! I jakŜe on wygląda? Przyzwoicie? Fagas... za kamerdynera bym go nie przyjął. KOTWICZ ŁECHCIŃSKA E, hrabiego to nie ma się co pytać, bo taki arystokrata, jak nie wiem co. Szewcem, dzięki Bogu, się nie urodziłem. KOTWICZ Co tam, jaki jest, taki jest, dosyć, Ŝe ma pieniąchy. ŁECHCIŃSKA KOTWICZ I grube, ani słowa! Po prostu milioner. 15 (po chwili, z goryczą) Dostało się w ładne ręce... mój BoŜe! Zagrajewice, taka pańska rezydencja... gniazdo Zagrajewskich... To był dom, jakich dziś juŜ nie ma. Jakeśmy się tam bawili! Goście prawie nie wyjeŜdŜali... szampan lał się strumieniami. ŁECHCIŃSKA z admiracją Jak matkę kocham, to były czasy! KOTWICZ Zwykle po takich bachandriach zjeŜdŜano do mnie na barszczyk, z którego słynął mój kucharz. Prawda, Ŝe te barszczyki kosztowały mię tyle, Ŝe łajdak Wucherstein zlicytował mi Bębnówkę i zabrał jak swoją. A, to tak?... Ale hrabia miał jeszcze i drugą jakąś wioskę. ŁECHCIŃSKA KOTWICZ Lipowiec? Mam tu po nim pamiątkę. (otwiera cienki pugilares, do którego Łechcińska ciekawie zagląda) Przegrałem go na tę samą dwójkę pikową. Jezus! No i cóŜ? ŁECHCIŃSKA KOTWICZ A no nic... oddałem w dwadzieścia cztery godzin... dług honorowy, trudno! (po chwili) No, ale się przynajmniej Ŝyło i uŜyło po pańsku... A teraz? Pierwszy lepszy cham, prosty wyrobnik jakiś spod płotu... chodzi zasmolo- ny, przy fartuchu... będzie kamienie tłukł przy drodze... później: jest! Wypływa na wierzch... krezus!... I niechŜe taki potrafi dom prowadzić!... Chyba Ŝe go panowie nauczą, bo to tak wszystko idzie w kółko... o! ŁECHCIŃSKA (pokazuje palcem) 16 Taki tam jakiś, skoro się dochrapie grosza, to nie ma spokoju, póki się nie wprosi do koligacji z jakim prawdziwie pańskim domem, i te miliony znowu wracają tam, skąd je wyciśnięto. śeby to! KOTWICZ ŁECHCIŃSKA Niech mówią co chcą, pan panem zawsze będzie. Na przykład hra- bia stracił taki majątek, ale jak był, tak jest hrabią, a to jest kapitał, i jaki! Niejedna majętna osoba na wydaniu chętnie by oddała wszyst- ko, Ŝeby być hrabiną. Ja sama powiadam, Ŝe gdybym tak wygrała wielki los na loterii albo gdyby mi dopisały jedne duŜe pieniądze – co jeszcze sekret – toby się hrabia musiał zaraz Ŝenić ze mną, jak matkę kocham! Ale fe! Tak zaraz? Na poczekaniu? KOTWICZ Byłabym hrabiną... ŁECHCIŃSKA (chodząc, do siebie) Jezus! Dopiero bym nosa zadzierała! Ciekawa rzecz, jaką minę zro- biłaby na to stara szambelanicowa. (do Kotwicza, z przymileniem) OŜeniłby się hrabia ze mną, gdybym miała pieniądze? Co? KOTWICZ po chwili, przyjrzawszy się jej, pół Ŝartem Chyba bardzo grube. ŁECHCIŃSKA A co! Jeszcze by grymasił, jak matkę kocham... Nie powiedziałam? Zaraz chce się krociów... Dobre i coś... zawsze byłby swój kąt, a co by przyszło robić, gdyby zabrakło cudzych? Przecie hrabiemu nie wypada się zaprzęgać do podłej pracy jak jakiemu pierwszemu lep- szemu. To tak jak gdyby na przykład naszemu państwu kazać być czym... Jezus! Taka wielka familia, od ksiąŜąt, hrabiów, nawet od królów podobno... Czy to prawda, Ŝe Czarnoskalscy pochodzą od królów? 17
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rozbitki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: