Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00068 006313 12460043 na godz. na dobę w sumie
Rozwiązywanie tekstów. Poetyckie polimorfie Tymoteusza Karpowicza - ebook/pdf
Rozwiązywanie tekstów. Poetyckie polimorfie Tymoteusza Karpowicza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 301
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1466-2 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Karpowiczowski poemat polimorficzny to poemat nieistniejący do końca, widmowy, zatrzymany w odwodzie języka, potencjalny. Można go składać z fragmentów, ale to nie załatwia sprawy, bo wiele fragmentów nie zostało napisanych, a te dające się odczytać pojawiają się w kontekstach, których architektury nigdy nie zgłębimy. To już właściwie nie Księga. To sen o Księdze. A może raczej coś pomiędzy snem a jawą, coś na tyle nieokreślonego, że wypisuje się w chwili, gdy próbujemy je zapisać, wpisać w cokolwiek, tak aby został ślad. Jedno z bardziej zapadających w pamięć wrażeń towarzyszących czytaniu Karpowicza: z lektury wynosimy nasze własne ślady – ślady fascynacji, milczenia, podjętej obecności.

W rozprawie Bartosza Małczyńskiego odnajduję ten rodzaj zaangażowania, który sprawia, że możemy nagle odnaleźć siebie w wierszu Karpowicza, a już po chwili słyszymy, jak słowa poety rozbrzmiewają w nas, stając się częścią nas samych. To podwójne złożenie pozwala nam czytać Karpowicza tak, jak być może on sam by tego pragnął – w skrytości, a jednocześnie otwartości języka; w pełnym świetle niemożności, o której opowiada i której przyświadcza poezja. (z recenzji Jacka Gutorowa)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bartosz Małczyński ROZWIĄZYWANIE TEKSTÓW POETYCKIE POLIMORFIE TYMOTEUSZA KARPOWICZA universitas ROZWIĄZYWANIE TEKSTÓW POETYCKIE POLIMORFIE TYMOTEUSZA KARPOWICZA Bartosz Małczyński ROZWIĄZYWANIE TEKSTÓW POETYCKIE POLIMORFIE TYMOTEUSZA KARPOWICZA Kraków © Copyright by Bartosz Małczyński and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2010 ISBN 97883-242-1466-2 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Katarzyna Kościuszko-Dobosz Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak Na okładce wykorzystano fotografię Andrzeja Polasza pt. Węzeł www.universitas.com.pl www.kreatywnywroclaw.pl Rodzinie SPIS TREŚCI Wykaz skrótów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . WSTęP do WEjŚCIa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 11 Część pierwsza ROZWIĄZYWANIE PRZESTRZENI a PRoBLEM TRaNSCENdENCjI TEKSToWEj . . . . . . . . . . . . . . . . . 41 I. Wobec fabuł biblijnych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 II. Poetyckie re-lektury dyskursów filozoficznych . . . . . . . . . . . . . . . 75 III. Galaktyka mitów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109 IV. W cyrku literatury . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 145 Część druga W STRoNę GENoLoGII (REKoNESaNS) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . I. Projekt poetyckiej trygonometrii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . II. Wiersze-paralaksy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . III. Wokół Karpowiczowskich gatunków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . WSTęP do WyjŚCIa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . doPEłNIENIE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . aneks . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nota bibliograficzna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 181 195 227 247 263 271 275 285 291 293 299 WyKaz SKRóTóW1 [dz] Dramaty zebrane, wstęp a. Falkiewicz, ossolineum 1975. [Gź] Gorzkie źródła, Wrocław 1957. [Hv] Homo viator w polskiej poezji współczesnej, w: Literatura polska na obczyźnie, t. V, red. j. Bujnowski, Londyn 1988. [jW] Tymoteusz Karpowicz do Jana Waszkiewicza [list z 6 września 2001 r.], „odra” 2006, nr 9. „Przecinek” 2001, nr 11. [K I] Karpowicz mówi, Karpowicz czyta wiersze (odtworzone z taśmy), cz. 1, [K II] Karpowicz mówi, Karpowicz czyta wiersze (odtworzone z taśmy), cz. 2, „Przecinek” 2001, nr 12. Listy do Bogusławy Latawiec i Edwarda Balcerzana (1971–1973), „Teksty drugie” 2006, nr 4. [L] [Km] Kamienna muzyka, Warszawa 1958 . [Mc] Małe cienie wielkich czarnoksiężników. Zarejestrowane w paśmie cyfr od 797 do 7777, red. i posłowie a. Falkiewicz, Wrocław 2007. [MK] M. Spychalski, j. Szoda, Mówi Karpowicz, Wrocław 2005. [Mn] Miejsce na Ziemi. Miejsce w istnieniu, „arkusz” 2002, nr 2. [Mo] Metafora otwarta. O poezji Krystyny Miłobędzkiej, „Pomosty” 2004, t . IX . 1975 . [oś] Odwrócone światło, ossolineum 1972. [Pi] Pielgrzym i jego veritas, w: Norwid bezdomny. W 180 rocznicę naro- dzin poety, red. j. Kopciński, Warszawa 2002. [Pn] Poezja niemożliwa. Modele Leśmianowskiej wyobraźni, ossolineum [Pw] Podziemne wniebowstąpienie. Szkice o twórczości Tymoteusza Karpo- wicza, red. B. Małczyński, K. Mikurda, j. Mueller, Wrocław 2006. 1 Skróty zamieszczone w niniejszym wykazie (z wyjątkiem skrótu [Pw]) odno- szą się do tekstów (mówionych i pisanych) T. Karpowicza. W dalszej części książ- ki będę się także posługiwał tradycyjnymi skrótami biblijnymi oraz innymi ozna- czeniami, o których informował będę już na bieżąco w odpowiednich przypisach. 10 WyKaz SKRóTóW [Sa] Skrzydlaty Alef. Rzecz o filozofii kultury, wykład zarejestrowany na taśmie wideo 1 czerwca 2000 r. we wrocławskim Muzeum architektu- ry przez T. złotorzyckiego. [Sn] Sztuka niemożliwa, „odra” 1976, nr 12. [Su] Słowo u Przybosia, „Profile” 1970, nr 12. [Sz] Słoje zadrzewne. Teksty wybrane, posłowiem opatrzył a. Falkiewicz, Wrocław 1999. [Śn] Świat niemożliwy. Rozmowa z Tymoteuszem Karpowiczem, rozmowę przeprowadził S. Bereś, oprac. K. Perka, P. Fiodorow, S. Bereś [wy- druk komputerowy]. Trudny las, Warszawa 1964 . [Tl] [Tn] Twórcza negacja. Rozmowa o poezji, „Wieloczas” 1983, nr 1–2 [roz- mowę przeprowadził R. Sawicki]. [Wiz] W imię znaczenia, ossolineum 1962. [zo] [zp] [zr] Znaki równania, Warszawa 1960 . [zt] Ziemia – ojczyzna ludzi w galaktyce mitu, „2B” 1995, nr 7–8. Z przechadzki w śnie Prometeusza, „Pomosty” 2001/2002, t. VI–VII. Z trosk buduję zachwyt (rozmowę z Tymoteuszem Karpowiczem przeprowadziła Małgorzata Matuszewska), „Gazeta dolnośląska”, 1 czerwca 2000, s. 12. [Żus] Żeby uniknąć szaleństwa. Na pytania Wandy Sorgente na temat dra- maturgii i teatru odpowiada Tymoteusz Karpowicz, „archipelag” 1985, nr 12. [Żw] Żywe wymiary, Szczecin 1948. WSTęP do WEjŚCIa Szczęśliwej drogi, w szczęśliwym słowie! [Hv 108]1 1 Poemat polimorficzny Tymoteusza Karpowicza zatytułowany Roz- wiązywanie przestrzeni właściwie nie istnieje. Nie istnieje jako ukoń- czona i przygotowana do druku, a następnie złożona w wydawnictwie i opublikowana całość. Nie istnieje jako osobna książka z własnymi stronicami, własną okładką, numeracją stron, z tytułem widnieją- cym na samym przodzie. Nie znajdzie się go w księgarni, bibliotece ani na wyprzedaży, w związku z czym nikt go dotąd nie opatrzył zna- kiem pieczęci, nie przydzielił sygnatury, nikt go też nie wycenił i nie przecenił. Bezcenny – istnieje własnym, tajemniczym niedoistnie- niem i bezbyciem. Czy ktoś go kiedykolwiek przeczyta? odpowiedź na to pytanie, wbrew powyższym uwagom, wcale nie jest oczywista. Równie niedookreślona jest geneza i historia tego niemożliwego poematu. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, kiedy poeta roz- począł pracę nad nim i jak ona przebiegała. Pierwsze jego partie po- wstały jeszcze przed 1972 rokiem, a więc przed opublikowaniem Od- wróconego światła, na co wskazują chociażby sygnatury zamiesz- czone pod wydanymi niedawno aforyzmami Karpowicza (Wrocław – Iowa City – Chicago – Monachium, 1950–1978 [zob. Mc 15, 20, 26]), których znaczna część weszła w obręb poematu polimorficznego. Nad resztą pracował autor Trudnego lasu do końca życia. Chronologia nie jest jednak tutaj aż tak istotna, ponieważ perspektywa lekturowa, 1 W całej książce stosował będę szereg skrótów odnoszących się do tekstów T. Karpowicza. Ich wykaz znajdzie Czytelnik na samym jej początku. 14 WSTęP do WEjŚCIa którą przyjmuję w niniejszej książce, wpisuje Rozwiązywanie prze- strzeni w znacznie szerszy kontekst czasowy, obejmujący kilka ty- sięcy lat i niedający się sprowadzić do genezy „poematu polimorficz- nego”. Źródła Rozwiązywania przestrzeni biją bowiem zarówno u sa- mych początków naszej kultury, jak i w ciągu całych jej powikłanych dziejów. Karpowiczowskie źródła są przecież zwykle „gorzkie”, „nie- ścisłe”, „suche”, „zamarznięte” albo „kwaśniejące” [zob. Gź, oś 232, 342, 346, Sz 7]. Rozwiązywanie przestrzeni ma jednak swoją małą wydawniczą hi- storię. jeszcze w latach siedemdziesiątych poeta przesyłał bliskim znajomym pewne partie poematu. jak pisze andrzej Falkiewicz, w kwietniu 1976 roku dotarło do niego z zagranicy „dziewięćdziesiąt osiem ciekawych wierszy, określonych jako «pochodzące z poematu wolnego pt. Przestrzenie», z których większość (nie wszystkie jednak) odnalazła się później w utworach z Rozwiązywania przestrzeni”2 (do- wiadujemy się zatem, że początkowo poemat polimorficzny nosił nie- co inny tytuł i podtytuł). Później, aż do końca 1978 roku, otrzymywał autor Istnienia i metafory jeszcze kilka innych fragmentów tego dzie- ła w związku z przygotowywanym przez niego (na okoliczność pre- miery sztuki Karpowicza pt. Kiedy przychodzi anioł we wrocławskim Teatrze Współczesnym) programem teatralnym. W 1986 roku wydawany w Berlinie „archipelag” (nr 1–2 [28–29]) opublikował fragmenty poematu polimorficznego, natomiast w trzy lata później te same wyjątki przedrukowano – bez wiedzy i zgody au- tora – w postaci cienkiej, błękitnej książeczki z białymi znakami zo- diaku na przodzie okładki i z notą Krzysztofa Karaska na jej tyle. Wydała ją wówczas Niezależna oficyna Wydawnicza („Nowa”), któ- ra (jak podaje jerzy Pluta, relacjonując przebieg spotkania z Karpo- wiczem, które miało miejsce 2 czerwca 2000 roku, podczas pobytu poety we Wrocławiu) nie zapytała o pozwolenie na przedruk, toteż do rąk samego autora książeczka ta trafiła dopiero dzięki Marian- nie Bocian3. Pluta wspomina także, że „w 1981 roku krążyła po Wro- cławiu kopia maszynopisu4 poematu (chyba ponad 150 stron)”, więc można było mniemać, „że już niedługo nowe dzieło poetyckie Karpo- wicza ukaże się w księgarniach (jeśli nie Wrocławia i Warszawy, to Paryża i Chicago). a w 2000 roku poeta powiada we Wrocławiu, że nie wie, kiedy poemat zostanie ukończony...”5 2 a. Falkiewicz, Jak wszedłem w posiadanie tych tekstów, posłowie do [Mc 36]. 3 j. Pluta, Spotkania – po 27 latach – z Tymoteuszem Karpowiczem, „Przeci- nek” 2000, nr 10, s. 17. 4 zob. aneks. 5 j. Pluta, „Figa z makiem (bez pasternaku)”, czyli znowu o „Słojach zadrzew- nych”, „Przecinek” 2000, nr 10, s. 14. WSTęP do WEjŚCIa 15 Należy jeszcze w tym miejscu wspomnieć o samowolnym (ale za to ekskluzywnym i bibliofilskim) „żarcie edytorskim” jerzego Plu- ty z 1981 roku, czyli o wydaniu zawierającym „osiem wierszy wyję- tych z poematu polimorficznego Rozwiązywanie przestrzeni” i zaty- tułowanym Kupa. Ukazało się ono w kilkunastu zaledwie egzempla- rzach i „z fikcyjnym miejscem edycji i nazwą oficyny” (Chicago 1981, Green and Pen): „wiersze zostały po prostu przepisane na maszynie”, a do tego dodano okładkę „z dusznickiego papieru chamois” i kilka grafik jacka Solińskiego6. Karpowicz autoryzował tego białego kru- ka dopiero w roku 2000. W 1993 roku poeta zwierzył się Mirosławowi Spychalskiemu i ja- rosławowi Szodzie, że nad „drugą częścią Odwróconego światła” pra- cuje „już dwadzieścia lat i wszystko to jest bardzo dalekie końca” [MK 72], co wzbudzać musi – dodał – rozgoryczenie w redaktorze janie Stolarczyku z wrocławskiego Wydawnictwa dolnośląskiego, który wielokrotnie namawiał autora Trudnego lasu do ukończenia i przygotowania kolejnej książki poetyckiej. Na podstawie tych słów można postawić tezę, iż Rozwiązywanie przestrzeni pomyślane było jako kontynuacja wielkiego dzieła z 1972 roku, poeta (rezygnując cał- kowicie z publikowania pojedynczych wierszy) planował więc dylo- gię albo nawet Trylogię, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż równolegle pracował on nad jeszcze jedną Księgą, zatytułowaną Wielkie cienie małych czarnoksiężników. Frank Kujawinski i Tomasz Tabako (dwie bardzo ważne dla poety postacie na obczyźnie) w roku 2001 informo- wali zza oceanu, że „Rozwiązywanie przestrzeni rozrasta się do 500 stron”, a „kolejny zbiór, Wielkie cienie małych czarnoksiężników, nad którym Karpowicz pracuje od lat, zbliża się do czterechsetnej stro- ny”7. Niestety, kilka lat później, 24 kwietnia 2004 roku (a więc w nie- spełna tydzień po śmierci Maryli Karpowiczowej, żony poety, która przez długi czas cierpiała na chorobę nowotworową) e-mail od Toma- sza Tabako do mnie pozbawiał wszelkich złudzeń: „obawiam się, że nic z zaplanowanych całości (Rozwiązywanie przestrzeni czy Wielkie cienie małych czarnoksiężników) nie ujrzy światła dziennego w naj- bliższym czasie. Być może kiedyś, pod fachową ręką edytora rozumie- 6 j. Pluta, Spotkania – po 27 latach – z Tymoteuszem Karpowiczem, s. 18. Plu- ta twierdzi przekornie, że tomik ten został wydany przez jego „znajomego” (zob. tamże, s. 17). Reprodukcję okładki oraz strony tytułowej znaleźć można na s. 14– 15. Wrocławskie ossolineum posiada tę książeczkę w swoich zbiorach pod sy- gnaturą 615.567 I. Kupa zawiera następujące wiersze: Kupa, Znak, Zielona lek- cja cenzora, Pan Miró i dzieci, Światłowstąpienie, Dziewczynka, Z teorii protetyki oraz Szczucie w kolorze . 7 F. Kujawinski, T. Tabako, Tymoteusz Karpowicz. Krótki przewodnik, przeł. T. Kunz i T. Tabako, w: Życie w przekładzie, pod red. H. Stephan, Kraków 2001, s . 87 . 16 WSTęP do WEjŚCIa jącego zasady Karpowiczowskiej kompozycji”. osobiście jestem dale- ko bardziej sceptyczny. Nie wierzę bowiem w możliwość zrozumienia zasad kompozycyjnych i intencji poety co do owych „zaplanowanych całości”, nie wierzę w tę tekstualną mimikrę czy też empatię. Pod tym względem, tak jak i pod wieloma innymi, utraciliśmy Karpowi- cza bezpowrotnie. Poeta prawdopodobnie nie zdołał ukończyć Rozwiązywania prze- strzeni. Być może także dlatego, że już w samym tytule poematu kry- je się aspekt niedokonaności. Istnieje, rzecz jasna, jakiś cień szansy na to, że pośród rzeczy przywiezionych do Wrocławia z amerykań- skiego domu poety w oak Park pod Chicago ktoś kiedyś odnajdzie starannie przygotowaną teczkę z odpowiednią sygnaturą tytułową, wskazującą na wydawniczą gotowość, ale póki co kwestia ta pozo- stawać musi w sferze czytelniczych pragnień8. Tym bardziej, że po- eta od wielu lat zmagał się z poważnymi problemami natury egzy- stencjalnej (starość, trwałe kalectwo utrudniające opiekę nad chorą żoną i samym sobą), które opisywał, nie bez dozy humoru i autoiro- nii, choćby w liście do jana Waszkiewicza z 2001 roku: od przeszło trzech lat pochłania mój cały czas i siły obrona życia mojej żony. (...) ale moje siły też dramatycznie zmalały (w przyszłym roku będę już osiemdziesięcioletnim „śmiesznym staruszkiem”); byłem również trzy- krotnie, w „nawiasach” choroby żony, operowany (...), zgodziłem się na rolę guinea pig w stosowaniu niezatwierdzonego jeszcze leku o nazwie Celeco- xib (...). Szkoda, że dante nie znał sal szpitalnych z umierającymi na raka: jakiejś nocy w tym miejscu, gdy o tym pomyślałem, zacząłem się strasznie śmiać z wizji piekła tego komiksowego fraszkopisarza [jW 54]. Frank Kujawinski natomiast wspomina (przywołam dłuższe par- tie tego poruszającego eseju)9: 8 Wciąż nie wiadomo dokładnie, co stanie się ze spuścizną Karpowicza pozosta- wioną przez poetę w oak Park oraz we Wrocławiu. o przejęcie zbiorów zabiega m.in. wrocławskie ossolineum. 9 Poniższe fragmenty pochodzą z tekstu wspomnieniowego F. Kujawinskiego (niegdyś doktoranta Prof. Karpowicza, a później jego przyjaciela na obczyźnie) pt. Noc nadchodzi. Dnieje, przeł. j. Roszak (s. 5–6 i 8 wydruku komputerowego udostępnionego mi przez autorkę przekładu; tekst ten ukazał się w „Przestrze- niach Teorii” 2007, nr 8). Wkrótce ukaże się drukiem książka wspomnieniowa o Karpowiczu, składająca się z cyklu rozmów przeprowadzonych przez j. Roszak z rozmaitymi osobami, które miały szczęście zetknąć się na przestrzeni lat z po- etą. Tytuł tej książki to W cztery strony naraz. Portrety Tymoteusza Karpowi- cza. jej fragmenty ukazały się dotychczas m.in. na łamach „Toposu” (2006, nr 4) i „odry” (2006, nr 9). WSTęP do WEjŚCIa 17 Pięć lat choroby na raka, sięgania w niemożliwe zamieniło ich życie w ba- talię. Pamiętam, jak w początkowych miesiącach walki przeciw postępowi choroby Karpowicz był przekonany, że pokonają ją skrzętnością, ofiarnością i uporem, zastosowaniem wszystkich znanych remediów. oboje wyczekiwa- li wyników badań z prawie religijną dewocją, wierząc, że redukcja chorobo- wych znaków sugeruje, że choroba przegrywa. Rak stał się centrum, jedynym ogniskiem. Nadzieja Tymka, by spędzić jego emerytalne lata w prawdziwie intelektualnej i poetyckiej atmosferze, została całkowicie odsunięta. Nie do- puszczali pomocy z zewnątrz, tylko profesjonalną medyczną. Wkrótce Mary- la i Tymek odwracali się coraz bardziej do wnętrza, najpierw zniechęcając do kontaktów, a później odmawiając wszystkiego, co mogłoby przełamać ich izo- lację. To działo się stopniowo. Najpierw ludzie dzwonili do nich i odwiedzali ich. Karpowicz początkowo po zajmowaniu się osobistymi potrzebami Mary- li usiłował spędzać wieczorne chwile nad jego artystycznymi i krytycznymi studiami. Kiedy Maryla to zauważyła i zinterpretowała jako zaniedbanie jej potrzeb, chwilę wyrwy z poważnej uwagi skierowanej na jej zdrowotną kon- dycję – przestał. Przez ostatni rok Karpowicz zupełnie zaniechał twórczego życia. (...) Więc z czasem coraz mniej ludzi miało wstęp do domu Karpowicza. Stał się wyspą odseparowaną od świata przyjaciół, od wszystkiego spoza rze- czywistości choroby. Kiedyś siedziałem w ich małym pokoju gościnnym, Ty- mek przez chwilę patrzył na mnie, oddychał wolno, wydawał się wykończony na duchu i ciele. Kiedy chciałem cokolwiek powiedzieć, zareagował po jed- nym albo dwóch słowach i pokazał mi prostym ruchem, bym siedział z nim przez chwilę w ciszy. Tak jakby tylko to dało mu jakieś pocieszenie. Wzruszył ramionami i wyraził rozpacz z poczucia beznadziei swojej sytuacji. (...) toż- samość Karpowicza jako człowieka łączyła się z jego tożsamością jako poety, twórcy. Gdy zaniechał regularnego ćwiczenia poetyckich umiejętności, jego ludzka tożsamość musiała zniknąć. Karpowicz znikł. (...) ostatniego roku nie było żadnych rozmów, tylko milczenie; ogród zarastały nieoswojone rośli- ny, zgubił się porządek twórczości, wiedza umarła, poezja skończyła się; po- zostało tylko ciało. jednakże ciężkie rozterki natury artystycznej nie opuszczały Kar- powicza od znacznie dłuższego czasu. już w 1993 roku przyznawał się przecież Mirosławowi Spychalskiemu i jarosławowi Szodzie: Wiem, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, choćbym żył tysiąc lat, jak Matu- zalem. To jest dramat, ale równocześnie próba doświadczenia tego do ostat- ka. Praca – w pewnym sensie – beznadziejna. W tej teczce na przykład są teksty (papier już się rozpada), nad którymi pracuję od około czterdziestu lat, żeby znaleźć tę jedną, jedyną wypowiedź, jedną formę istnienia świa- ta w przekazie językowym, metaforycznym, poetyckim, która przetrwałaby przejście przez to piekło wiedzy i możliwości ludzkiej dookoła mnie. (...) pro- szę panów to się wszystko tak strasznie we mnie zatkało. jestem zapcha- ny, zakorkowany sobą i naprawdę nie wiem, jak się odkorkować. Magia sło- wa przestaje już na mnie działać, podobnie jak magia formuły myślowej [MK 72–73]. 18 WSTęP do WEjŚCIa W 2001 roku, w cytowanym powyżej liście do jana Waszkiewicza, Karpowicz ujawnił natomiast, że od wielu lat stara się „w obszarach metafory” rozwiązywać przestrzeń i ciągle znajduje się „w środku wę- zła Gordiana” [jW 54], a więc w samym centrum artystycznego pro- blematu, który okazał się problematem niemożliwym do rozstrzyg- nięcia, nie do zwieńczenia za życia. Marzenie o idealnym – koherentnym i konsekwentnym – moni- zmie egzystencjalnym i twórczym, pragnienie znalezienia jednego je- dynego „wzoru”10, pewnej magicznej formuły11 istnienia świata [MK 72] czy „ogólnej formuły życia” [MK 68], która dałaby się wyrazić w języku poezji, mającym stanowić intertekstualną syntezę, łączą- cą i adaptującą w sobie całą wielość kulturowych dyskursów – osta- tecznie obciążyły poetę ciężarem nie do uniesienia. Przestrzeń (kul- tury / tradycji / własnej twórczości) okazała się nieskończona, a przez to – nierozwiązywalna. Sam poeta przeczuwał oczywiście skalę trud- ności, z jaką postanowił się zmierzyć. Kiedy bowiem wspominał Szo- dzie i Spychalskiemu o tym, że ze wszech miar fascynuje go „unizm bycia i tworzenia”, którego roszczenia i ambicje mają charakter ho- listyczny i syntetyzujący, przyznawał się od razu także do tego, że pozostawanie „pod olbrzymim wrażeniem pewnego całościowego wi- dzenia rzeczywistości” wiąże się nierozerwalnie z koniecznością to- czenia permanentnej „holistycznej bitwy”, której stawką jest – z jed- nej strony – „zobaczenie życia w jak największej ilości wymiarów, znaków, prawd”, z drugiej zaś – całkowita artystyczna i egzystencjal- na porażka [MK 67–68]. W kategoriach porażki postrzegał bowiem po latach Karpowicz – ten ciągle niezaspokojony homo viator błą- dzący po nierzadko zwodniczych przestrzeniach naszej kultury – sta- tus Odwróconego światła we własnej, autorskiej percepcji i recepcji: „zorientowałem się jednak, że oparłem całość na jednym micie naro- dzin, męczeństwa i śmierci. Tymczasem to dopiero początek przygo- dy człowieka, której historia ta absolutnie nie wyczerpuje” [MK 68]. a więc po wydaniu w 1972 roku 424-stronicowego poematu Odwróco- ne światło Karpowicz był dopiero na początku drogi, tak jakby w ogó- le nie poruszył się z miejsca... Sprowadzenie semantyki tego dzieła do „jednego [a nie wszyst- kich naraz, można by dopowiedzieć, pół żartem, pół serio – przyp. 10 Karpowicz porównuje swoje artystyczne ambicje z niemożliwymi poszuki- waniami a. Einsteina, który także „chciał się dopracować wzoru (...) dotyczące- go prawdy życia”, tyle że „nie zdołał, bo to niemożliwe. Poniósł klęskę, zarzucił to” [MK 69]. 11 Nie bez powodu nazwano poetę „alchemikiem słowa” (zob. a. zawada, Al- chemik słowa, „Pomosty” 2001/2002, t. VI-VII). Podobnie rzecz ujęła K. Miło- będzka [zob. MK 81–82]. WSTęP do WEjŚCIa 19 B.M.] mitu”, całkowite oparcie struktury utworu na ewangelicznej historii jezusa Chrystusa, a więc de facto jej zredukowanie i poważne ograniczenie – skłoniły poetę do podjęcia jeszcze jednej próby. Powie- dzieć jednak, że Karpowicz żył nadzieją na pomyślne zakończenie tej swojej kolejnej holistycznej batalii i że wierzył w możliwość jej zwień- czenia, opanowania za pomocą jakichś (jakich?) środków artystycz- nego wyrazu, a także poprzez dopuszczenie do głosu „reprezentan- tów historii, kultury, świata” – oznaczałoby tyle, co posądzenie poety o naiwność: „Rozwiązywanie przestrzeni jest moją najdalszą próbą holistycznego widzenia rzeczywistości, która na pewno skończy się poznawczą klęską” [MK 68]12 . Niemniej jednak, namawiany i ponaglany przez jana Stolarczyka Karpowicz zdołał jeszcze za życia przygotować i opublikować (w 1999 roku) drugi w swojej twórczej karierze poetycki „wybór”, tym razem jednak nie jako tradycyjny „wybór wierszy”, jak to miało miejsce pod koniec lat sześćdziesiątych13, ale jako „wybór tekstów” (podtytuł wskazuje przy okazji na zasadniczą zmianę w sposobie myślenia o ar- tystycznie kształtowanej materii językowej). Co ważne: w Słojach za- drzewnych, bo o nich tutaj mowa, odnajdujemy 131 poetyckich para- laks, z których każda umieszczona została wewnątrz książki po pra- wej stronie i opatrzona u dołu sygnaturą Rozwiązywanie przestrzeni, co jednoznacznie wskazuje na ich pochodzenie i źródłowe ukierunko- wanie14. Ponadto, trygonometryczny rozdział XI Słojów także nosi tytuł Rozwiązywanie przestrzeni i stanowi całość w zasadzie bliźnia- czą z tą, którą znamy już ze wspomnianej wcześniej błękitnej ksią- żeczki z 1989 roku. Właśnie te teksty poddam w niniejszej książce lekturze palimpsestowej. Mamy zatem fragmenty, nieautoryzowane przedruki, samowolne wydania, krążące tu i tam kopie maszynopisów oraz dziesiątki mar- ginalnych paralaks i duże partie poetyckiej trygonometrii... Począt- ki i końce powstawania poematu polimorficznego nie tylko giną nie- odwołalnie we mgle naszej niewiedzy o procesie twórczym, ale także zacierają się u źródła, w samym założeniu tego niemożliwego pro- 12 Myśl tę rozwija poeta nieco dalej [MK 69]: „zatem rozszerzam swoje hory- zonty poznawcze, ale w pewnym paradoksalnym celu. Żeby gdzieś u końca swojej twórczości nagle znaleźć się w ognisku, w ogniskowej, przy pewnej postaci jedno- znaczności. Wiem jednak, że do tego nie dojdzie. Mimo to nadal podejmował będę swoje próby, jak to robiłem dotychczas”. 13 T. Karpowicz, Wiersze wybrane, ossolineum 1969. 14 Istnieje jednak w tej misternej kompozycji kilka wyjątków, kiedy to zarówno po lewej, jak i prawej stronie mamy do czynienia z tekstami oznaczonymi sygna- turą Rozwiązywanie przestrzeni [zob. Sz 204–207, 218–221 oraz 322–326]. W co najmniej jedno miejsce wkradł się ponadto drukarski chochlik [zob. np. Sz 73] – oznaczenie to powinno być bowiem zastąpione nazwą Odwrócone światło . 20 WSTęP do WEjŚCIa jektu poetyckiego i, co najwyżej, stanowią niedookreślone i umowne punkty albo bieguny w sferze Karpowiczowskiego tekstualnego „po- między”. Mówił Karpowicz: „Kiedy zaczynałem swoje pierwsze tek- sty, wiedziałem, że one niczego nie kończą, a tylko zaczynają, i że uwikłają mnie w wielką rozprawę, holistyczną bitwę” [MK 67–68]. a w innym miejscu i kilka lat wcześniej: jestem pisarzem narodzin, który nigdy nie użył słowa „połóg”. Bo moje na- rodziny to są właśnie wszystkie moje zewnętrzne i wewnętrzne podróże. W każdej nowej podróży człowiek inicjuje swoje życie od nowa. Każda podróż jest narodzinami. Gdyby ludzie uświadomili to sobie, poruszając się z miej- sca na miejsce, również w sensie psychicznym, mogliby rodzić się tysiąc razy na świecie. ale i umierać także [Żus 8]. otrzymujemy więc frapujący obraz tego niezwykłego „tomu”, któ- rego istoty próbują dotknąć (i w dużej mierze dotykają) słowa jerzego Pluty: „Nie wiadomo zresztą, jaki będzie ostateczny układ Rozwią- zywania przestrzeni: czy taki jak część XI Słojów, czy też inny, jesz- cze bardziej wielostopniowy”15. Wiemy już, że „ostatecznego układu” poematu polimorficznego prawdopodobnie nie poznamy nigdy (obym się mylił), z konieczności więc będę traktował Rozwiązywanie prze- strzeni jako tom w formie „przedkształtnej” [zob. Sn 46] i „przedosta- tecznej”, in statu nascendi, zgodnie zresztą z intencją samego Karpo- wicza (i Heraklita): „nigdy nie będzie u mnie wypowiedzi ostatecznej, gdyż panta rhei – «wszystko płynie»” [MK 65]. dla mnie poemat po- limorficzny to niesamodzielny intertekst16, który istnieje istnieniem nie swoim i przypomina (podejmując Karpowiczowską metaforę na- rodzin) tekstualny embrion w łonie Słojów zadrzewnych, będący ra- czej marzeniem niemożliwym do zrealizowania albo pragnieniem nie do spełnienia, albo wreszcie pisarskim dziecięciem nie do wydania na świat w „gotowej”, „pełnej”, „ukończonej” formie – aniżeli kolej- ną, osobną książką Tymoteusza Karpowicza. jak zatem będę czytał i rozwiązywał Rozwiązywanie przestrzeni? jakiego lekturowego ul- trasonografu użyję? do tych pytań wkrótce powrócę. 15 j. Pluta, „Figa z makiem (bez pasternaku)”, czyli znowu o „Słojach zadrzew- nych”, s . 14 . 16 W ujęciu R. Barthes’a (Przyjemność tekstu, przeł. a. Lewańska, Warszawa 1997, s. 43), akcentującym kategorię tekstualnej „żywotności”, pojęcie „interteks- tu” oznacza „niemożliwość życia poza nieskończonym tekstem”. WSTęP do WEjŚCIa 21 2 Nie spotkałem jeszcze liścia drzewa, który żyłby poza drzewem, a kropli morza, która istniałaby i szumiała poza tym morzem. [Żus 3] „Intertekstualność mówi językiem, którego słownictwo jest sumą tekstów istniejących”17, pisze Laurent jenny i trudno nie odnieść tych słów do późnej poezji Karpowicza albo do jego twórczości ese- istycznej, w której wręcz roi się od odwołań, odniesień, cytatów, in- tertekstualnych asocjacji i nade wszystko przypisów, które gdyby nie to, że umieszczane są zwykle na końcu tych tekstów [zob. Pn, Hv, Pi, Mo] – czyniłyby je trudno czytelnymi18. Pozostaje to, rzecz jasna, w ścisłym związku z ogólną koncepcją pisarstwa autora Kamiennej muzyki, którą artykułuje on implicite choćby w eseju pt. Homo viator w polskiej poezji współczesnej, gdzie czytamy o „zawrotnej ilości or- bit skojarzeniowych”, która może być zarówno sprzymierzeńcem, jak i wrogiem, gdyż „stawia mylne znaki równania «między dawnymi a nowymi laty», kiedy wiadomym jest, że nic się nie powtarza, o czym wiedział już Heraklit” [Hv 68]. ale mimo że Karpowicz traktuje roz- ważania filozofa z Efezu z wyjątkową estymą (będę o tym pisał jesz- cze niejednokrotnie), to akurat w tym względzie w dużej mierze im się sprzeniewierza. Powtarza bowiem nieustannie, powtarza słowa, sentencje, teksty, powtarza legendy i mity, mnoży nazwiska, miejsca i kulturowe symbole, poddając je w obrębie swoich utworów rozma- itym tekstualnym transformacjom i lekturowym oględzinom, i wy- chodząc przy tym z takiego oto (w gruncie rzeczy etycznego) założe- nia: „Nie pomogę nikomu, jeśli powtórzę się w stosunku do tego, co zostało zrobione przede mną” [MK 72]. Blaise Pascal wyróżnił dwa rodzaje umysłów: „jeden, który wni- ka żywo i głęboko w konsekwencje zasad, i to jest umysł logiczny”, i drugi, „który zdolny jest ogarnąć wielką liczbę zasad, nie gubiąc się w nich, i to jest umysł matematyczny”19. Pierwszy z nich charakte- ryzuje się „siłą” i „trafnością”, a drugi – „szerokością zasięgu”. Gdy- by pokusić się o przyporządkowanie tekstualnej inteligencji Karpo- wicza któremuś z tych typów, to należałoby umieścić ją zdecydowanie po stronie umysłu matematycznego20. Uderza bowiem Karpowiczow- 17 L. jenny, Strategia formy, przeł. K. i j. Faliccy, „Pamiętnik Literacki” 1988, z . 1, s . 276 . 18 a. zawada, Leśmian Karpowicza, „Twórczość” 1976, nr 8, s. 109. Warto do- dać, że przypisy Karpowicza zajmują często około 1/3 objętości całego tekstu, a ich liczba dochodzi nawet do 162 [zob. Hv]. 19 B. Pascal, Myśli, przeł. T. Żeleński (Boy), Warszawa 1972, s. 33. 20 o Karpowiczu jako „poecie matematycznym” pisał będę w rozdziale pt. Pro- jekt poetyckiej trygonometrii . 22 WSTęP do WEjŚCIa ska „powierzchowność” (w pozytywnym sensie tego słowa, w Odwró- conym świetle stanowi ono przecież jedno z bardziej istotnych słów- kluczy21); uderza także erudycja encyklopedysty22 ze świadomością „samouka i amatora”23, który jednym tchem jest w stanie przywo- łać Heraklita, św. Krzysztofa i Gabriela Marcela [Sz 256–257], No- ego, króla Baltazara i Salvadora dali [Sz 268–269], Horacego, Mic- kiewicza, de La Toura i Einsteina [Sz 237]24, Pindara, Rilkego, van Gogha, demokryta, Locke’a i wielu, wielu innych [Sn 46] – a czyni to zwykle bez szczegółowego wnikania w ich dzieła albo biografie, po- przestając jedynie na penetrowaniu kulturowych „powierzchni za- nurzenia” [zob. oś 88], tj. konstruowaniu samych relacji intertek- stualnych oraz artykułowaniu wspomnianych powyżej „orbit sko- jarzeniowych”, „znaków równania” między tekstualną przeszłością a zakorzenioną w kulturze teraźniejszością [zob. Hv 68]. Nie bez po- wodu pisał przecież już w 1972 roku (zaraz po wydaniu Odwróconego światła) Edward Balcerzan o tym, że czytanie Karpowicza „wyma- ga erudycji książkowej, «obkładania» się leksykonami i podręcznika- mi”25, a także – warto to dopowiedzieć prawie czterdzieści lat później – częstego spozierania do sieci, na przykład do Wikipedii, tej wielkiej, anonimowej i utopijnej „skarbnicy” naszej kultury, tego wirtualnego „źródła”, z którego przyjdzie mi niekiedy czerpać w toku komenta- rzy, a które – śmiem domniemywać – mogłoby się Karpowiczowi bar- dzo spodobać... jacek Trznadel ujmuje to jeszcze dobitniej, a przy tym bardzo trafnie: zdaje mi się, że w wierszach Karpowicza występuje, nieświadomy zapew- ne, syndrom jak najszerszego wykorzystania wszelakiej wiedzy. (...) To odwo- ływanie się do wiedzy o kulturze widać (...) w gęstych, jak w kalejdoskopie, przywoływanych w tych wierszach nazwach własnych, ważnych dla kultury i jej mitów, nazwach geograficznych, historycznych i wyodrębnionych symbo- lach kulturowych, odwołaniach do różnych epok kultury. Nie tu pora i miej- sce na cytowanie i dowody. To wykorzystywanie i szukanie wszelkiej wiedzy, aby napełnić nią tekst poetycki, wiąże się według mnie w jakiś tajemniczy sposób właśnie z procesem osobistego i żmudnego kształtowania się obrazu kultury u Karpowicza, systematyzowania jej przez amatora i samouka26 . 21 zob. [oś 12, 14, 19, 21, 24, 30, 88, 139, 141, 186, 198, 216, 218, 315, 327, 342, 22 zob. a. Falkiewicz, „Dlaczego uparłeś się mówić ze mną tak niejasno?”, po- 384, 400]. słowie do [Sz 334]. 23 j. Trznadel, Postscriptum [Pw 142]. 24 Wszystkie te wiersze (KRóTKĄ KRoNIKę jEdNEGo zdaRzENIa z Py- TaNIEM Na BRzEGU RzEKI HERaKLITa, ESCHaToLoGIę GIER Wo- jENNyCH oraz non omnis moriar [Sz 256–257, 268–269, 237]) omawiał będę w dalszej części pracy. 25 E. Balcerzan, Kto się boi „Odwróconego światła”? [Pw 109]. 26 j. Trznadel, dz. cyt. [Pw 142]. WSTęP do WEjŚCIa 23 Erazm Kuźma, analizując Odwrócone światło i usiłując odpowie- dzieć na postawione w tytule swojego artykułu pytanie (Kto mówi w „Odwróconym świetle” Tymoteusza Karpowicza?), zauważył, że podmiotem tego tomu-poematu (zarówno podmiotem czynności twórczych, jak i podmiotem mówiącym) nie jest jego autor ani też persona wypowiadająca się w kolejnych wierszach; faktycznie jest nim bowiem – a tę trafną uwagę chciałbym od razu odnieść także do Rozwiązywania przestrzeni – tradycja. Podmiot mówiący należy w związku z tym traktować co najwyżej jako „medium”, które prze- kazuje i przetwarza „komunikaty odbierane z zewnątrz”27, a więc od strony całej naszej kultury. jednocześnie Kuźma sygnalizuje tutaj problem, który stanowił będzie centrum pierwszej części niniejszej książki, a mianowicie problem tekstowej transcendencji w późnej po- ezji Karpowicza, transcendencji, która przejawia się w bezustannym „otwieraniu” znaczeniowych granic tekstów i dopuszczaniu do gło- su rozmaitych reprezentantów tradycji. I kiedy pisze autor komento- wanego tutaj artykułu o tym, że „cały tom jest w najwyższym stop- niu intertekstualny, bo nie tylko Biblia jest w nim przywoływana, ale i literatura od Homera po polskich poetów współczesnych, filozofia od najczęściej wspominanego Heraklita po Heideggera”28 – to trudno nie zauważyć, że słowa te mogą się równie dobrze odnosić do poema- tu polimorficznego, co zresztą będę się starał udowadniać. Tradycja (zwłaszcza tradycja pisana, która będzie mnie tutaj interesowała naj- bardziej i niemal wyłącznie29) nie jest bowiem dla Karpowicza „gar- bem”, ale raczej „perłopławem, w którym, w bólach, rodzi się perła nowości” [Żus 3]. dlatego też rolą poety jest odnajdywanie, wydoby- wanie oraz pielęgnacja owych pereł (bo perły się przecież starzeją), które to czynności polegają – jeśli sprowadzić je już na grunt inter- tekstualnej praktyki – na śledzeniu i artykułowaniu „kulturowych oboczności” [MK 68] oraz „skojarzeniowych orbit” [Hv 68], po któ- rych – niczym na rozgwieżdżonym niebie Rolanda Barthes’a – krążą teksty i tylko teksty30 . Warto jednak zaznaczyć, że owo nieustanne odwoływanie się przez poetę do wiedzy o kulturze i do samej kultury dokonuje się 27 E. Kuźma, Kto mówi w „Odwróconym świetle” Tymoteusza Karpowicza? [Pw 150]. 28 Tamże [Pw 147]. 29 W niniejszej książce ograniczam się zasadniczo do tekstów pisanych, jedynie w kilku miejscach analizował będę intertekstualne relacje pomiędzy poematami Karpowicza a malarstwem (G. de La Toura) i muzyką (j. Haydna). 30 zob. R. Barthes, S/Z, przeł. M.P. Markowski i M. Gołębiewska, wstępem opa- trzył M.P. Markowski, Warszawa 1999, s. 47–48. Metaforykę intertekstualnych galaktyk i orbit rozwijał będę (opierając się na koncepcji Sz. Wróbla) w rozdziale pt. Galaktyka mitów . 24 WSTęP do WEjŚCIa niekoniecznie „w bólach”, ale częstokroć przy sporej dozie bardzo swoistego – i nierzadko czarnego – humoru. już po wydaniu w 1964 roku Trudnego lasu zbigniew Bieńkowski zauważył, że „przy każ- dym wierszu Karpowicza Leśmian by chichotał”31. W tym samym duchu – aczkolwiek ponad trzydzieści lat później – kwestię tę ujmo- wał andrzej Falkiewicz, pisząc o humorze poetyckim Karpowicza ocierającym się o trywialność: „Na dobrą sprawę, nie uwzględniw- szy tej ostrej przymieszki humoru, nie da się w pełni przyjąć żadnego z wierszy Karpowicza”32. Erazm Kuźma dostrzegł natomiast w Od- wróconym świetle elementy „kodu ludycznego”, który z całą pewno- ścią odnaleźć można także w Rozwiązywaniu przestrzeni33 . . . Pozosta- je to w zasadniczej zbieżności z tym, co o „hipertekstualności” pisał Gérard Genette, zwracając uwagę na to, że wiąże się ona nieodwo- łalnie z przyjemnością i radosną przygodą, bowiem tekstualne „maj- sterkowanie jest zawsze zabawą”, a wpisany weń tryb ludyczny dzia- ła z „zarażającą siłą”: „Każda forma hipertekstualności jest po części zabawą nierozerwalnie związaną z praktyką powtórnego użycia ist- niejących już struktur”34. Żyrafa ze słynnego obrazu Salvadora dali pełniąca funkcję peryskopu na arce Noego, biblijna judyta usiłująca wysłać głowę Holofernesa pocztą do jej prawowitego właściciela, So- krates, który poi Platona trucizną, anty-Czerwony Kapturek, który pożarł babcię i wilka, kościelni wyrobnicy szukający z workami zbie- głego Boga35 – oto niektóre przykłady Karpowiczowskiego poczucia humoru, które będę szerzej opisywał w dalszej części, między innymi w rozdziale zatytułowanym W cyrku literatury . ale oprócz poczucia humoru Genette artykułuje jeszcze jeden istotny punkt kodeksu tekstofila: „jeśli ktoś naprawdę kocha teksty, powinien od czasu do czasu zapragnąć pokochać (co najmniej) dwa naraz”36. z całą pewnością można o Karpowiczu powiedzieć jedno: był on prawdziwym miłośnikiem (inter)tekstów. 31 z. Bieńkowski, Poezja niemożliwa, w: tegoż, Ćwierć wieku intymności. Szki- ce o poezji i niepoezji, Warszawa 1993, s . 102 . 32 a. Falkiewicz, „Dlaczego uparłeś się mówić ze mną tak niejasno?” [Sz 338]. 33 E. Kuźma, dz. cyt. [Pw 156]. 34 G. Genette, Palimpsesty. Literatura drugiego stopnia, przeł. a. Milecki, w: Współczesna teoria badań literackich za granicą. Antologia, oprac. H. Markie- wicz, t. IV, cz. 2, Kraków 1992, s. 364. Genette wyróżnił pięć zasadniczych rela- cji transtekstualnych: intertekstualność, paratekstualność, metatekstualność, hipertekstualność oraz architekstualność. Niektóre z nich będę omawiał w dal- szej części. 35 zob. kolejno [Sz 268–269, 39, 308, 29, 147]. 36 G. Genette, dz. cyt., s. 364. WSTęP do WEjŚCIa 25 3 Intertekstualność jest więc machiną wywołującą zamęt37 . Na przestrzeni ostatnich kilku stron parokrotnie już użyłem ka- tegorii „intertekstualność”, pora więc dookreślić, co przez to rozu- miem. zanim to jednak nastąpi, chciałbym zastrzec, że nie będę tutaj opisywał ani genezy tego pojęcia38, ani jego dziejów (ujęcia Michaela Riffaterre’a, Rolanda Barthes’a, Harolda Blooma, jacques’a derridy i wielu innych) – robiono to już bowiem wielokrotnie, rzetelnie i z po- wodzeniem, również na gruncie polskim39. W związku z powyższym będę się starał kategorię tę traktować funkcjonalnie, przyjmując ta- kie jej ujęcie (autorstwa Ryszarda Nycza), przez pryzmat którego będę mógł owocnie komentować teksty z Rozwiązywania przestrzeni . W kolejnych partiach książki – zwłaszcza w rozdziałach wprowadza- jących do obydwu części – będę zagadnienie to rozwijał i omawiał sze- rzej, podporządkowując je kolejnym założeniom i celom swoich lektu- rowych konceptów. a moim głównym, nadrzędnym celem będzie ukazanie problemu intertekstowości w kontekście późnej twórczości poetyckiej Tymote- usza Karpowicza, a więc wyartykułowanie go w lekturowej praktyce, a nie rozpatrywanie jako osobnej, teoretycznej czy metodologicznej kwestii. Będę się w związku z tym starał przedstawić autora Rozwią- zywania przestrzeni przede wszystkim jako wyrafinowanego „lektu- 37 L. jenny, dz. cyt., s. 292. 38 Wg Kristevej, to Bachtin jako pierwszy dostrzegł, że „każdy tekst jest zbu- dowany z mozaiki cytatów, jest wchłonięciem i przekształceniem innego tekstu” i że „mowa poetycka jest do odczytania jako mowa co najmniej podwójna” (j. Kri- steva, Słowo, dialog i powieść, przeł. W. Grajewski, w: Bachtin. Dialog – Język – Literatura, red. E. Czaplejewicz i E. Kasperski, Warszawa 1983, s. 396). zob. też w związku z tym: M. Pfister, Koncepcje intertekstualności, przeł. M. łukasiewicz, „Pamiętnik Literacki” 1991, z. 4, s. 183–191, a także: W. Rapak, Bachtinowskie korzenie intertekstualności, w: Intertekstualność i wyobraźniowość. Studia, red. B. Sosień, Kraków 2003. 39 zob. np. M. Głowiński, O intertekstualności, w: tegoż, Poetyka i okolice, War- szawa 1992; H. Markiewicz, Odmiany intertekstualności, w: tegoż, Literaturo- znawstwo i jego sąsiedztwa, Warszawa 1989; S. Balbus, Między stylami, Kraków 1993; T. Cieślikowska, W kręgu genologii, intertekstualności, teorii sugestii, War- szawa – łódź 1995 (tu: cz. II pt. Intertekstualność); R. Nycz, Poetyka intertekstu- alna: tradycje i perspektywy, „Kwartalnik Filozoficzny” 2004, t. XXXII, z. 3. zob. ponadto przekłady z autorów zagranicznych pomieszczone w „Pamiętniku Li- terackim” 1988, z. 1 (L. jenny, M. Riffaterre, z. Ben-Porat, W.d. Stempel) oraz 1991, z. 4 (M. Pfister, R. Lachmann). Pozostałe adresy bibliograficzne odnotowy- wał będę na bieżąco w dalszej części książki. 26 WSTęP do WEjŚCIa rografa”40, który pisząc, nieustannie czyta, a czytając – sporządza na marginesie tekstów kultury całą wielość poetyckich glos. Paweł Śpiewak zaliczył kilka lat temu „intertekstualność” do gro- na pojęć „modnych”, sytuując ją między innymi obok „dekonstruk- cji”, „dyskursu”, „emancypacji”, „fantazmatu”, „homofobii”, „postno- woczesności” czy „tożsamości”41. Pokazuje to, jak bardzo kategoria ta zadomowiła się w naszym słownictwie, z czym niestety wiąże się także szereg zasadniczych problemów. Choć intertekstualność – pisze Ryszard Nycz w artykule z 2004 roku pt. Po- etyka intertekstualna: tradycje i perspektywy – zyskała status kluczowego ter- minu współczesnej teorii literatury i innych sztuk (o charakterze obiegowym, a więc jakby „samo-przez-się-zrozumiałym”), to próżno szukać w słownikach jej ustabilizowanego, wspólnie podzielanego znaczenia; zarówno indywidu- alne koncepcje, jak całe orientacje badawcze, nie wspominając o swoisto- ści poszczególnych dyscyplin badań nad sztuką i kulturą, definiują to po- jęcie w sposób istotnie odmienny, z trudem poddający się systematyzującej refleksji42 . Niemniej jednak Nycz podejmuje kolejną43 – nieco zmienioną i roz- budowaną – próbę skonstruowania własnej definicji „intertekstual- ności”, wedle której kategoria ta służy do 40 Termin „lekturografia” stosuję za a. Burzyńską, która w swojej książce pt. Anty-teoria literatury (Kraków 2006, s. 291 i nn. [zwłaszcza s. 310–312]) odno- si go do filozofii czytania j. derridy. W szerszym zakresie intertekstualne bada- nia nad Karpowiczem podjęły jak dotąd tylko K. Krasoń (Sztuka aluzji literac- kiej w twórczości lirycznej Tymoteusza Karpowicza, Szczecin 2001) oraz, w pew- nej mierze, j. Mueller (Warsztat teoretyka, warsztat poety. „Odwrócone światło” Tymoteusza Karpowicza jako poetycki traktat o teorii [praca z 2003 r., niepubli- kowana w całości]). 41 P. Śpiewak, Waginalna syntonia. Krótki słownik słów modnych, „Wprost” 2003, nr 33. oto ogólna definicja Śpiewaka, która łączy ze sobą kilka różnych praktyk interpretacyjnych (intertekstualność, hermeneutykę i dekonstrukcję): „Każda wypowiedź jest zrozumiała przez kontekst i w kontekście pola dyskur- su. Musi zostać odniesiona do szerszego tekstu. Wtedy zostanie zrozumiana, czyli zdekonstruowana” (s. 33). Warto dodać, że sama kategoria „intertekstualności” doczekała się ostatnimi czasy osobnych, monograficznych opracowań: G. allen, Intertextuality, London – New york 2000 oraz M. orr, Intertextuality: Debates and Contexts, Polity Press, Cambridge 2003. 42 R. Nycz, dz. cyt., s. 7. 43 Kilkanaście lat wcześniej, w artykule pt. Intertekstualność i jej zakresy: teks- ty, gatunki, światy Nycz definiował „intertekstualność” jako kategorię, która obejmuje „aspekt ogółu własności i relacji tekstu”, wskazujący na „uzależnienie jego wytwarzania i odbioru od znajomości innych tekstów oraz «architekstów» (reguł gatunkowych, norm stylistyczno-wypowiedzeniowych) przez uczestni- ków procesu komunikacyjnego” (zob. R. Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 83). WSTęP do WEjŚCIa 27 określenia tego wymiaru budowy i znaczenia tekstu (dzieła sztuki), który wskazuje na nieusuwalne, inherentne, uzależnienie jego wytwarzania, przed- miotowego statusu, odbioru, zarówno od istnienia innych tekstów i archi- tekstów (reguł stylistyczno-gatunkowych, konwencji dyskursywno-rodzajo- wych, kodów semiotyczno-kulturowych), jak też od możliwości rozpoznania owych odniesień inter- i archi-tekstualnych przez uczestników kulturowego poznania i procesu komunikacyjnego44 . Intertekstualna lektura utworu literackiego w sposób nieuchron- ny zależna jest więc od rozmaitych – transcendentnych i zewnętrz- nych wobec tego utworu – kulturowych dyskursów, a także od stop- nia wiedzy i kompetencji czytelnika na ich temat. Takie ujęcie niesie ze sobą pewne konsekwencje dla kwestii samego statusu ontologicz- nego dzieła sztuki, w tym dzieła literackiego, a Ryszard Nycz ów sta- tus opisuje poprzez negatywne odniesienie go do „modelu wcześniej obowiązującego”, a więc formalistycznego45 . dzieło jako „intertekstualny konstrukt” charakteryzuje się „sła- bą ontologią”46. Cóż to oznacza? Po pierwsze, nie jest ono bytem au- tonomicznym, esencjonalnym, szczelnie zamkniętym w obrębie włas- nych granic semantycznych: tekst żyje w środowisku innych tekstów i nieuchronnie (w zgodzie lub wbrew intencji autora) wchodzi z nimi w rozmaite relacje. Po drugie, znaczenie tekstu literackiego ma cha- rakter kontekstowy i relacyjny, i nie da się go ustabilizować ani do- mknąć, ponadto nie jest ono niezmienne, uprzednie ani niezależne względem odbiorcy-czytelnika. I wreszcie po trzecie: struktura utwo- ru nie jest koherentna i integralna, lecz stanowi „splot heterogenicz- nych własności i reguł”, którego nie da się „zredukować do jedne- go wzorca strukturalnej organizacji”47. Tożsamość dzieła, kulturowo i podmiotowo uwarunkowana, odkrywana jest więc (albo wręcz kon- struowana) w toku interpretacyjnej narracji, a „interpretacja” ozna- cza w tym wypadku dociekanie „związków dzieła z innymi dziełami (i stojącymi za nimi stylami, gatunkami czy kodami)” oraz konfron- towanie „sposobu organizacji znaczenia w badanym utworze z in- nymi wariantami semantycznej konstrukcji spotykanymi w innych utworach i w ogóle w tradycji oraz «systemie» literatury jako cało- ści”48. W ramach konkluzji Ryszard Nycz stwierdza – a stwierdzenie to chciałbym od razu odnieść do poematu polimorficznego Karpowi- 44 R. Nycz, Poetyka intertekstualna..., s . 12 . 45 Tamże, s. 17. 46 Tamże, s. 21. Termin „intertekstualny konstrukt” zapożycza Nycz od j. Cul- lera (zob. Presupozycje i intertekstualność, przeł. K. Rosner, „Pamiętnik Literac- ki” 1980, z. 3). 47 R. Nycz, Poetyka intertekstualna..., s. 17–18. 48 Tamże, s. 19. 28 WSTęP do WEjŚCIa cza – że dzieła tego typu przypominają palimpsesty49, które „nie pod- dają się ani spójnej, ani kompletnej wykładni”50. Ponadto, dzieła ta- kie nie traktują tradycji jako dziedzictwa negatywnego, które parali- żuje lub ubezwłasnowolnia twórcę, bowiem w tym ujęciu – dokładnie tak jak u Karpowicza – tradycja nie jest „garbem” [Żus 3], lecz rezer- wuarem „zastanych, po części jedynie spełnionych, możliwości twór- czych, od których nie można się uwolnić, a które można próbować uaktywniać, odnawiać i przetwarzać w toku własnej działalności”51 . Tak też traktował będę Rozwiązywanie przestrzeni – jako poetycki palimpsest, który będąc mozaiką cytatów, głosów, kulturowych ko- dów i gatunkowych architekstów, domaga się od czytelnika lektu- ry adekwatnej do jego intertekstualnej natury i niezbornej tożsamo- ści, domaga się zatem – lektury palimpsestowej, która niczego nie spełnia i nie zwieńcza, a jedynie pomaga zaktualizować, a następnie uchwycić i opisać relacyjną, niesamodzielną postać danego dzieła. 4 zamknij okno... W ogrodzie – zbyt śpiewno52 . zanim jednak przejdę do omówienia zasadniczych kwestii związa- nych z palimpsestową lekturą poematu polimorficznego, chciałbym w tym miejscu zrekonstruować i pokrótce przedstawić Karpowiczow- skie ujęcie problemu odbioru dzieła sztuki, w tym dzieła literackiego. Wiedzy na ten temat dostarczają nam głównie dwa teksty: jeden po- chodzący z drugiej połowy lat siedemdziesiątych zatytułowany Naj- gęstsza z wszystkich masek [Mc 28–34]53 i drugi będący zapisem jed- nej z wypowiedzi poety, zarejestrowanej przez Mirosława Spychal- 49 jako pierwsi posłużyli się tym terminem w odniesieniu do twórczości poetyc- kiej Karpowicza – j. Sławiński w 1964 r. („Wypowiedź przypomina palimpsest, w którym poszczególne warstwy [semantyczne] nie skrywają się jedne pod drugi- mi, lecz wszystkie równocześnie dążą do wyjścia na powierzchnię tekstu, przeni- kając się, mącąc i zagłuszając wzajemnie” – j. Sławiński, Próba porządkowania doświadczeń, w: tegoż, Przypadki poezji, Kraków 2001, s. 298) oraz a. okopień- Sławińska w 1966 r. (Tymoteusz Karpowicz: „Poradnik fotografa” [Pw 97]). 50 R. Nycz, Poetyka intertekstualna..., s . 22 . 51 Tamże. 52 B. Leśmian, Krzywda, w: tegoż, Poezje wybrane, oprac. j. Trznadel, ossoli- neum 1991, s. 262. 53 Esej ten pochodzi z większej, nigdy nieopublikowanej pracy Karpowicza pt. Sztuka jako ryzyko, poświęconej przede wszystkim problemom teatru i drama- turgii. WSTęP do WEjŚCIa 29 skiego i jarosława Szodę w 1993 roku podczas ich pobytu w oak Park [MK 64–69]. Pisze Karpowicz: Tak zwana troska o odbiorcę jest jednym z najbardziej ulicznych kłamstw (...). odbiorca nie chce troski o siebie, interesuje go prawda o człowieku, do którego się zbliża poprzez dzieło, które chce poznać. (...) Nie jest się w stanie być prawdziwie sobą, jeśli się myśli o innych (jak sprzedać produkt, a nie jak go stworzyć). Nie może artysta tworzyć naraz i odbiorców, i dzieła sztuki. je- śli sięga po oba te cele równocześnie, jest nieszczery i nie dociera do żadne- go [Mc 29]. Twórca zatem, który w chwili tworzenia myśli nazbyt wiele o od- biorcy swego dzieła i który bierze odbiorcę pod uwagę, choćby na- wet w jego wirtualności – naraża się na artystyczną nieszczerość, która jest dla każdego artysty „śmiertelną pułapką” [Mc 29]. jeśli więc jacek Gutorow nazywa Karpowicza „poetą z wieży” (przypo- minając przy tym postaci takie jak Hölderlin czy Rilke)54, to określe- nie to można interpretować również jako figurę separacji, twórczej izolacji, zabezpieczającej poetę przed ekspansywnym działaniem rze- czywistości. Tadeusz Różewicz nazwał poetę w czasie pisania czło- wiekiem odwróconym „tyłem do świata / do nieporządku / rzeczywi- stości”55, a słowa te odnieść można do artystycznej egzystencji Tymo- teusza Karpowicza, który po wydaniu Odwróconego światła w 1972 roku i wyjeździe z Polski do Stanów zjednoczonych stworzył w swo- im domu w oak Park pod Chicago (i wokół niego) tak zwane „oko- py Świętej Trójcy”, „system samoobrony”, który stoi na straży tego, aby „świat czysto fizycznych wymiarów” nie „zwalił się” na poetę i nie wchłonął go do swojego wnętrza [MK 39–40]. Paradoksalnie, nie chodzi jednak wcale o to, aby od rzeczywistego świata56 uciekać, ale raczej o to, aby móc się do niego „przebić” poprzez te umowne wały i ostatecznie się z nim „złączyć” jak najściślej się da [MK 75]. Po- wróćmy jednak do kwestii odbioru i odbiorcy. Według Karpowicza „każde dzieło sztuki istnieje niejako podwój- nie”57 i w związku z tym można mówić o jego dwukrotnych narodzi- nach. Po pierwsze więc dochodzi do połogu „autorskiego”, po drugie zaś – „czytelniczego”, kiedy to dzieło „staje się cząstką społeczne- 54 zob. j. Gutorow, Przez chwilę, w zawieszonym śpiewie. Karpowicz i „ostatni 55 T. Różewicz, Poeta w czasie pisania, w: tegoż, Niepokój. Wybór wierszy, War- 56 ...i światła – można by dodać, gdyż Karpowicz zwykł pracować w półmroku, „przy sztucznym świetle również w ciągu lata” [MK 40]. 57 Cytaty i parafrazy zawarte w tym akapicie odnoszą się przede wszystkim do wers” [Pw 70–71]. szawa 2000, s . 548 . [MK 64–65].
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rozwiązywanie tekstów. Poetyckie polimorfie Tymoteusza Karpowicza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: