Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00254 005125 13082491 na godz. na dobę w sumie
Rublowka - ebook/pdf
Rublowka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-296-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Podmoskiewski park narodowy milionerów nazywa się Rublowka. Poruszamy się tu powoli, a naprzeciwko nas suną samochody klasy luks: mercedes, mercedes, maybach, mercedes, bentley, volkswagen (ups, to służba pojechała), mercedes, mercedes, maybach, mercedes... Wokół nas rozpościera się dziewiczy las. Na jego skraju reklamy zachęcają do kupna pierścionka w cenie niewielkiej posiadłości, posiadłości w cenie niewielkiego kraju, łódki w cenie niewielkiego lotniskowca... Bogaci i sławni żyją tu za wysokimi płotami, a my, po drugiej stronie, chcemy wiedzieć, co jedzą, w co wierzą, czego się boją, na co mają nadzieję... I – a niech ich czort! – skąd mają tyle pieniędzy? Jeśli chcesz poczuć przedsmak życia, które toczy się w podmoskiewskiej Rublowce – tam, gdzie rosyjscy milionerzy rozgrywają partie, bynajmniej nie szachowe, o władzę, pozycję i wpływy na Kremlu, pobierz darmowy fragment reportażu w formacie mp3 i wysłuchaj go w dogodnym dla Ciebie czasie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

RUBLOWKA KOREKTA Bartosz Choroszewski PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI Magdalena Mamajek-Mich OPRACOWANIE GRAFICZNE Elżbieta Wastkowska REDAKTOR NACZELNY Paweł Goźliński PRODUCENCI WYDAWNICZY Małgorzata Skowrońska,Robert Kijak KOORDYNACJA PROJEKTU Magdalena Kosińska © COPYRIGHT BYAGORA SA 2013 © 2013 byValery Panyushkin WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE WARSZAWA 2013 ISBN: 978-83-268-1296-5 DRUK Druk-Intro Walerij Paniuszkin RUBLOWKA tłumaczenie Agnieszka Sowińska WSTĘP Każda metropolia na Ziemi ma swoje dzielnice albo przed- mieścia milionerów.Beverly HillswLosAngeles,AscotwLon- dynie, w Paryżu Neuilly-sur-Seine,w Berlinie Grunewald. Piękne, duże wille, zadbane ogrody, drogie samochody, zero imi- grantów, wytworne towarzystwo i dyżurny zestaw legend o wytwor- nym życiu wytwornego towarzystwa,które przewodnik opowiada wycieczkom prowincjuszy rozpłaszczających nosy na szybach auto- busów i wlepiających oczy w wille bogaczy.Właścicieli tych domów od uczestników wycieczki dzieli przepaść.Finansowa. PodMoskwątakiparknarodowymilionerównazywasięRublowka. A żeby być precyzyjnym:szosa Rublowo-Uspieńska,wzdłuż której znajdująsięosiedladlarybgrubychigrubszych,wśródnichnajbardziej luksusowe:Barwicha i Żukowka.Ale tu wycieczek się nie przywozi. Zresztą willi ukrytych za wysokim ogrodzeniem i tak nie da się zoba- czyć.Aprzepaśćmiędzywłaścicielamidomówiresztąpopulacjijesttu nie tylko finansowa,ale i – by tak rzec – kulturowa.Gdy Iwan Groźny jeździł Rublowką na polowania z sokołami,gdy pielgrzymowali po tej „carskiej”drodze do monastyru Sawwino-Storożewskiego1 pierwsi carowiezdynastiiRomanowów,różnicemiędzybogatymiabiednymi byływyłącznieekonomiczneiklasowe.TosięzmieniłowczasachPiotra Wielkiego.Zaczęto inaczej tu mieszkać,co innego jeść i pić co innego, inaczej spędzać czas wolny,a nawet mówić różnymi językami.Gdy po Piotrze I przy Rublowce osiedliło się szesnaście rodów bojarskich 1Zespół klasztorny w Zwienigrodzie założony w 1399 roku.W Zwienigrodzie znajduje się m.in. słynny Sobór Uspieński z freskamiAndrieja Rublowa [wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki]. 5 WALERIJ PANIUSZKIN i książęcych,wśród nich trzęsący Rosją Jusupowowie,Szuwałowowie i Golicynowie,różnica między bogactwem i biedą miała już w Rosji charakternietylkoilościowy.Niechodziłotylkoosumypieniędzyiliczbę dusz wykazanych w rewizskich skazkach22 . W grę wchodziło też samo życie i jego kształt. Tak jest do dzisiaj. Bogaci i biedni to w Rosji dwa społeczeństwa. Mają różne kultury. Nawet różne religie. Przykład? Bardzo proszę. Francuski arystokrata je na kolację ser i wino, czyli mniej więcej to samo, co francuski chłop. Droższe wino i droższy ser, rzecz jasna. Najpewniej jednak każdy zwykły Francuz zapytany o to, jakie jest ulubione danie milionera, bez wahania udzieli odpowiedzi. Zwykły Rosjanin, gdyby znalazł się w restauracji na Rub- lowce, nie zrozumiałby połowy nazw z menu. Co to takiego turbot? A ceviche? Trufla – czy to na pewno grzyb, a nie cukierek? Czym różni się belona od fin de claire? I jak to w ogóle można jeść? W XIX wieku, gdy na Rublowce mieszkała arystokracja oraz człon- kowie rodziny carskiej, wdomach rozmawiało się po francusku albo po angielsku. Tylko służba posługiwała się językiem rosyjskim, którego jaś- nie państwo często wogóle nie rozumiało. Na początku XX wieku wrub- lowskich domach mieszkali wykształceni w otoczeniu niewykształco- nych. W drugiej połowie XX wieku – syci w otoczeniu głodnych, ci, którzy mieli prawo do wyjazdu za granicę, wotoczeniu tych, którzy tego prawa nie mieli. Jednak każdy okres rublowskiej prosperity niezmiennie kończył się katastrofą dla tych wybrańców, właścicieli rublowskich domów, którzy jeszcze chwilę wcześniej byli obiektami powszechnej zawiści. Jak się zdaje, kolejny złoty wiek Rublowki zbliża się do swojego kresu. Bogaci i sławni zaczynają porzucać to błogosławione miejsce. Lecz my, po drugiej stronie wysokich płotów, do dziś nie wiemy, co to za ludzie. Co jedzą, co piją, w co wierzą, ku czemu dążą, czego się boją, na co mają nadzieję... I – a niech ich czort! – skąd mają tyle pieniędzy? 2Spis ludności Rosji w XVIII oraz XIX wieku, na wsi obejmował pana i jego rodzinę oraz liczbę poddanych mu chłopów. CZĘŚĆ PIER WSZA RA NEK Wprowadzenie do Gry 1. SAMOCHODY NA OBWODNICY Moskwy (czyli MKAD, co jest skrótem od Moskowskaja Kolcewaja Awtomobilnaja Doroga) podobne są do kropli wody w klepsydrze: co chwila kolejne wpadają w wąskie gardło Rublowki i tam zaczynają powoli płynąć przed siebie. Jakby swoim ruchem odmierzały upływ czasu – gęstszego i jakoś bardziej istotnego niż czas zwykłych ludzi. Pan Bóg w mundurze drogówki doskonale to rozumie, gdy każe nam się zatrzymać ipotem, gdy pozwoli łaskawie ruszyć dalej. Na razie jednak długi sznur samochodów potul- nie czeka w korku, a kierowcy dzwonią z komórek, żeby uprzedzić kogo trzeba, że się spóźnią. Ja też dzwonię: – San Sanycz, przepraszam, pewnie się spóźnię! Tu ruchem kieruje jakiś idiota. On chyba robi wszystko, żeby nikt nigdzie nie zdążył na czas! W słuchawce zamiast odpowiedzi słyszę śmiech: – Walerij, tu nie chodzi o to, żeby zdążyć. Drogówka ma tu inne zadanie. Właśnie przy- gotowuje trasę na przejazd konwoju rządowego, więc jej działania są całkiem racjonalne i profesjonalne. Proszę się nie spieszyć. Poczekam. Więc przestaję się spieszyć. Zresztą i tak nie mam wyjścia. Po wjechaniu na Rublowkę samochody – jeśli w ogóle się poru- szają, poruszają się z prędkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, ani wolniej, ani szybciej. I rzecz nawet nie w tym, że nie można nikogo wyprzedzić. I nie w tym, że droga na całej długości ma dwa 9 WALERIJ PANIUSZKIN pasy rozdzielone podwójną ciągłą linią. I nawet nie w tym, że nie można przyspieszyć, bo na każdej wiorście stoi policjant. Tu działają jakieś czary. – Niby codziennie stoisz w korku – opowiada Derk Sauer, jeden z pierwszych obcokrajowców, którzy zamieszkali na Rublowce – niby musisz odczekać czterdzieści minut, aż w końcu przejedzie konwój rządowych aut, ale wystarczy, że przetnę na Rublowce granicę Moskwy, a już jakbym był w domu. Spieszyć się odechciewa, jakoś tak przytul- nie się robi… Na Rublowce każdy przeżywa ten stan szczególnego błogostanu. Poruszamy się powoli, a naprzeciwko nas równie powoli suną samo- chody klasy luks: mercedes, mercedes, maybach, mercedes, bentley, volkswagen (ups, to służba pojechała), mercedes, mercedes, maybach, mercedes… Poruszamy się powoli, a wokół nas rozpościera się dziewiczy las. Na jego skraju reklamy zachęcają do kupna pierścionka w cenie nie- wielkiej posiadłości, posiadłość w cenie niewielkiego kraju, łódki w cenie niewielkiego lotniskowca albo… Możemy też wynająć poko- jówkę z Filipin, która się zawsze uśmiecha, zamiata do czysta i nie wia- domo, gdzie znika na noc: pewnie sama siebie wstawia do szafy z mopami. Tu zawsze tak było: szczególny czas, szczególna przestrzeń. Posiadłości carskiej rodziny w wieku XIX, dacze i sanatoria dla dygnitarzy partii komunistycznej w XX, pałace oligarchów w XXI. Nic się nie zmienia na tej nieobwiedzionej żadnymi granicami wyspie po my śl ności zwanej Rublowką. Gdyby poprosić zawodowego pośrednika w handlu (drogimi) nie- ruchomościami o wyznaczenie na mapie granic Rublowki, naryso- wałby ogórek. Mniej więcej. Prestiżowa część Rublowki zaczyna się nie zaraz za moskiewską obwodnicą, ale mniej więcej na wysokości Romaszkowa. A kończy na Nikolinej Górze. Więc w linii prostej to zaledwie jakieś dwadzieścia kilometrów. Szerokość ogórka to 10 RUBLOWKA Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo Goliewo SS SS SSSS SSSSSSSzSzSSSSSS SS SSzzSSSSSSSSSSSSSS zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzSSSSSSSSSSSzSzSSSSSSSS ooooooooooSS ooooososSSSzSzoozzzzzzzzzz sssasasszzososssoooozzooaaooaaaaaasasassososssss NoNoNNNNaaaa ooooNNNNNoNoooww ryrywwNNNNNNNN wwwowoNNoo Szosa Noworyska Szosa Noworyska NoNooooo ooororoooooowowowwwowowwororww rrwwwwwwww ryrywwororooororrrysysyyooyyooooyyryryooryryyyyyrrororryryryryyyrrrrrr ssssrrysysryryryryyyyyysysysysryryssyy kkkkyyyyyyyy kakakkysyssssskkkkaaaakksskkkaka oo oo oooo oo oo aakkkkkk aakakaaaaa ryry Woronki WW WW WW ooWW ooooWWWWWWWW rroooo oooorr kknnrroorroo kknn kk kk iiiikkkk Woronki Gorki 6 GGGG ooGGGG rroo kkrr iikk 66 6666 66 66666666 Gorki 6 Archangielskoje aahh nnaa ggnn iigg eellee sskkss ookkoo rrrrAAAA ccccccrrrr hh Archangielskoje AA AA jj oooojjjjjjjjeeee rrccccccrr Zacharkowo Zacharkowo ZZ aaaaZZ ccZZaaZZ hhcc aahh rraa kkrr ookk wwwwoo oooowwwwoo oo aaaaaa kwkwaawwwwwwww wwwwaaaaaawawa wawawwwawawwkkskskkwkwkwkwkkkkwwkkkkkk eka Moskwa eka Moskwa kkwwkwkwkwkwwwwawawawa kkkkkwkwkksksksksksskkssssss kk sksksssksksksk ososoo ooosos ssssss MMMoMo MMMMMoMoMoMoMM ooooooMMMMoooo M M MMMM M M M M MM MMMMMM aaaaaaa a eekkkkkkkakakkkaka kakaaaa a a a aa aaaa kkkkkkkk kkkkkk kkeeee kkkk kk ekek eeekekekek eeekek ekek e e e e e e Rz Rz RzRz RzRz zzzzz z zzzzRzRzRRRzRzRRRR RRRRRzRzzzz z z z RzRzRRzz zzzzzz zz zz RR RR RRRRRR DD DD rrDD uuuurr żżżżuużżbbbbżżżż aabbaa Drużba Drużba żż a R ublo w sko-uspieńsk a R ublo w sko-uspieńsk aaaa ńńńsńsss aass aaaaskskkkkkkksksk a a skskss ńńńsńssksk kkkk kkkk kkkk ss eńeńńńńsńsńsńs ńsńsńńńń ńń eńeńńń ńńńńńńńń spsppipippppppppeeeeeńeń iiiieńeńee ieieiiii pipiiiiiieieiipipiii ee pppipipipi iiiiii ii pppppp spspspspssususuuuuuuuu uuususssspsp ss kokooooouuusus ususssss ss uuuu-u-u uu o-o-ooookkkokokkkk oo-- -- oooo ookkkkkokokk koko kk wwwwwwwwoooooo ww ssssskskwwwwwwwwwwwwwwwwww kkkkkkkkkkkkskskss kk kk ss wwww ww ww ww ww uuuuuuRRRRRR bbbbbbuuuuuu llllllbbbb oooooobbllll aa RRRRRRaa aaaaaa aa RRRRooooRRRR mmmmaaaa aaaaaa zzss kkzz ookk wwwwoowwwwoowwwwoo oooo RRRRooooRR mmmmaa ssaa zzss kkzz ookk wwwwoowwwwwwoooo aa ss aa aa aa Romaszkowo Romaszkowo ss ss ss ssss ss ssss s s SS zz oooooozzSSSSSS zzzz oo oooo S z o S z o SS zzzzzzSSSSSS SS SS SS Razdory RRRR RR aaaaaaaaRRRRRR zzzzzzaaaaRR zzRRRR zzddddddzzzzzz oooooodddddd rrryryrroooooo yyyyyyyyryryryryryryyyrrrrrrrr rryyryryyyyyyy Razdory Michałkowo MMMMiiiiMM cc kkhhcc aahh łłaa kkooookk wwwwwwoo oooooowwwwww oo Michałkowo Korowino KK KKooKKKKoorroo oooorroowwwwrroowwww wwwwoo iiiinnnnoooooooo Korowino Ilińskoje-Usowo IIlliińńssńńsskksssskkookkkkojojjjjjojojoojjojojjjoooooo eeeejjjj ----eeee UUee UUUUUUssssoooowwwwwwwwoo oooooo Ilińskoje-Usowo ojoj jj ńń Newa NN NN NNeeNNNN wwwweewwwweewwwwaaaaaa Newa aaaaaaaaaa aa a a a a a a a a a a kkkkkk kkk kkk kkkkkkkkkk k k k k k k k k ssssssńńńńńsńs ssss Szosa Ilińs Szosa Ilińs IlIlIlIlIlIliiIlIlllllIlIlllńsńsńńńsńs ńsńsńsńs lilililiIlIlIliIliIlIlllliliińińiiIIIIIIińiń IIIIIIiiiililiIlIllińliń llińińińińlilililililiiiiilili lińlińiińńńń ńńńń IliIli ssssaaaIaIIlIllili lili lili IlIlIliIli ll aIaI oozozosasassoooo sssssasa aasssasasasassososaassss aa aa ss ss zzzzzozozzSSSzSzSzSzosos osos ssss ss oo zozo oozz oozz oooo oo SzSzSSzozozzSSSzSzzozozzzz oo zz zz SSSzSz SS SS SSSSSSSS SS Ilińskoje ńń ńńIIII II II ńń IIlllllllliiiiiiiińńss ńńńńńńńńńń kkss ojojkk jjjjojojoooo eejj ee ńń Ilińskoje aawwkwkwwawa kwkwwwaawwwwwwaaaaaawawa aa wwwawa Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja kkkwkw kkskskkwkwkkwwkk ww kkkk ososkkss sksk sksk Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań Przystań osos ss MoMo MMMoMoMM MMMoMooooo M MMM MM MMMM M M Żukowka XXI ŻŻŻŻuuuuuuuukkkkookkkkoowwwwoooowwkkwwwwwwkkkkaaaa XXXX aa XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXIIIIXX XX aakkkkkkaa kk kk kkkk Żukowka XXI a a a aaaa kakaa kkekekkakakkekek kk kkkk kkee RzRzRzRzeekk ekek zezeekek RRRRRzRzzezezzzeze RzRz RRzzzzzzzzzzRzRzRRRzRzRRRRRRRR RzRz zz zzzz RR Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Restauracja Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Weranda na Daczy Rzeka Moskwa Rzeka Moskwa kk kk kk kk kk kkkkkk kkkkss ssssss kk kkkkkk kkkkkkkkkkkkkkkkkk kkkk ń s k ń s k ńńńńńń ssssńń eeeeeeiiiiiipipi ńńńńńńńńńńńńńńńń ńńńńńń ń ń ń ń ń ń ń ńiieeee eeee eee ee ee e e e e w sko-u s pie w sko-u s pie e e e iiiiiiiiiiiiiiiiiiss pipipppppppppp pppipi pppppppppppipi Usowo UU ssUU ooss wwwwoo oooowwww oooo Usowo pp pp ss-- ss-- ssssssssssuu-u-uuuuuuuuu uuuu ssuu uu uu-u-uuu kkoooo uuuuoo-u-uoo uu uu w kkkkkkkkskskss ooooss ookokokkkkkkkk sksksssswwwwwwww w w wwwwwwww w oooollllllb lb l oooooo S zosa R u b l o S zosa R u b l o o o o o R uR uuu lluu llllllbbb lb lb lb lu bu bbbbbbb b lb l bbbbuuuuu bu b u bu buuuuR uR uRRR uR uRRRRRRRR aaa Ra R uu RRRRR uR u a Ra R RR RR RR RRRRRRRR aa aa aaaaaasasassssosos sssssasa ss zzzzzzzzSSSSSSSSSSSS ososooooSSSSSS zozozzSS zozoooosos ssss zzoo oo zzzz SSSS SS SSSS SS SS SS SS a a aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaa Łajkowo ŁŁ ŁŁaaŁŁ jjjjaa kkkjjjjkkkkkkkoooowwwwwwwwoo oooooo Łajkowo kk jj Barwicha Luxyry Village ViVi iiiiViViVV llVVVV llllllllll aaaallll aaggggaaaall ggggeeeeggeeee rrrrwwww ccww ccccccwwiiww hhhhhhhhcccc aaaahhhh LLLLLLaaaa uuuuLLLL xxxxuuxxyyyyyyyyxxxxxxuu ryry rrrr aaaaaaBBBB rrrraarraa wwwwwiwiwiwi rrrrwwwiwiwiwi Barwicha Luxyry Village BB BB BB iiiiiiii yyyy yyyyyyryryrrryryyyryry Żukowka uu ŻŻ ŻŻ ŻŻuuuuŻŻŻŻŻŻuuuukkuuŻŻŻŻŻŻuuŻŻ kkookkkkoowwoooo kkkkww aakk aa Żukowka aaaa LL Barwicha aaBB rraa wwwwrr BB BB BB cchhcc aahh aa iiwwrr Barwicha Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo Romaszkowo MM MM MM MM MMMM MM MMMMMMMMMMMM M M K K KKKKKKKKKKKKKK KKKKKKKKKKKKKK KK KKKK A AA AAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAA AA AA A D DD DD DD DDDDDDDDDDDDDD DDDDDDDDDD D – –––––––– –– – oooo oooooo oo oo oooooooo o o b bb bbbbbbbbbbbb bb bbbbbbbb bb b w wwwwwwwwwwwwwwww ww ww wwwwwwww w oooooooooo oo oo o o d dddddddd dddddd d Niemczinowka NN NNiiNNNNiieeeemmeeee ccmm zzcc iizz nnoonn wwwwoo kkwwwwoo aakk aa Niemczinowka Wybór Wybór WybórWybór WybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybórWybór WybórWybór n n nnnnnnnn nnnnnn i iiiiiiiiiiii ii i c cccccc cccc c a aaaaaa aaaa a MMMMMM MMMMMM MM M M o oooooo oooooo o s ssssssss ssss s k kk kkkkkk kkkk kk kkkk k w wwwwwwwww www w wwwwww ww w w w w w w y y y y y y y y yyyyyyyyyyyy yyyyyy y y kakaaaa aaaaaa aaaakaka skskkkkkkakaaakkkka a ińińńsńsńsńsńsńsńń kkkkkk ńńńńńńńńńń kkkkkk ńńńsńssksk sssksksksk ińińiiiiMiMiMiMiMiMiMMMM ńsńsńńMMMMMMMM ńńińińiiińińii ss ńsńsssssss ii iiii MiMiMMMiMi a Ma Maaaasasa sasaaaa Ma Maa aa ssssssososoooo ososssss ss ososoooo SzSzzozozz zzzzzzzzSzSzSzSzSzSzSSSSSSSSSSSS zzzz SzSzSSSS Szosa Mińska Szosa Mińska pięć-siedem kilometrów na prawo i lewo od szosy. Spójrzcie na mapę. Poniżej willowego osiedla Ilinskoje – Rublowka. Jest prestiżowo. Za Ilinskoje już prestiżowo nie jest, to szosa Noworyska. Na północ od Łajkowa – prestiżowo, za to na południe już nie bardzo, tam już nie ma Rublowki, tylko szosa Mińska. Jakkolwiek długo przesłuchiwać by pośrednika, dlaczego właśnie tak układają się granice prestiżu, w odpowiedzi dostaniemy tylko wzru- szenie ramion: tak się jakoś złożyło. Niby te same sosnowe lasy rosną też w Nowej Rydze, ta sama rzeka Moskwa płynie również za Niko- liną Górą. Ale już nie jest to Ziemia Święta. Ona rozciąga się tylko tu, po obydwu stronach szosy Rublowo-Uspieńskiej. Granice prestiżu w Rublowce można też wyznaczyć w inny sposób. Wystarczy wpisać do Google map „szosa Rublowo-Uspieńska cmen- tarze”. Okaże się, że cmentarze leżą akurat na granicach wyznaczonych przez naszego speca od nieruchomości. WRomaszkowie bliżej Moskwy nie wypada mieszkać –bo wRomaszkowie jest cmentarz. Na południe 11 WALERIJ PANIUSZKIN od Łajkowa też mieszkać nie należy – w Łajkowie też jest cmentarz. Na północ od Ilinskoje – odpada. Cmentarz. I dalej niż w Nikolinej Górze też się osiedlać nie powinno, ponieważ wAksininie za Nikoliną Górą jest cmentarz. Ana Rublowce nie ma cmentarzy. Czytaj –nie ma śmierci. Awkażdym razie nie ma jej naocznych przejawów. Jedziemy więc powoli po tej świę- tej inieznającej śmierci ziemi, tak jak 19 stycznia 2011 roku skromnym oplem astra jechała dwudziestotrzyletnia Jelena Jarosz. Można podej- rzewać, że jechała z tym znanym nam już uczuciem błogostanu, gdy znaprzeciwka wyleciało czarne bmw przedstawiciela prezydenta wDumie Państwowej (to niższa izba parlamentu Federacji Rosyjskiej) Garriego Mincha i– łup, zderzenie czołowe. Kierowca Mincha zginął na miejscu, Jelena Jarosz trafiła do szpitala z licznymi złamaniami oraz wstrząsem mózgu. A Minch? Nic mu się nie stało. Wygląda więc na to, że na Rublowce mieszkają nieśmiertelni. Ale nie wszystkich to dotyczy. Jak w grze komputerowej: tylko nieliczni posiadają magiczną zbroję, dodatkowe życia, nadludzkie umiejęt- ności takie jak te, które pozwoliły Garriemu Minchowi wyjść bez jed- nego zadrapania z czołowego zderzenia oraz wpłynąć na sąd, by ten nie uznał roszczeń poszkodowanej w wypadku Jeleny Jarosz. Nawiasem mówiąc, nawet wszechmocny Garri Minch, któremu pozwolono jeździć po Rublowce pod prąd i któremu niegroźne są wypadki samochodowe, na znak policyjnej pałki bez szemrania zje- chałby na pobocze i zatrzymał się jak każdy z nas. Mercedesy, may- bachy, bentleye – wszystkie tulą się do pobocza, wszystkie zamierają jak wystraszone chrząszcze, jakby nas tu wcale nie było. Stoimy cicho, nie otwieramy okien, nie wychodzimy z samochodów, nie naciskamy klaksonów. Wszystko dlatego, że za czterdzieści minut przemknie obok nas konwój Pierwszej Osoby. Dla tej jednej chwili szosa całko- wicie zamiera. I nawet jeśli jesteś jakimś kolejnym Garrim Minchem, nawet jeśli masz w zapasie ileś tam bonusowych żyć, konwój Pierw- szej Osoby pozbawi cię ich za jednym zamachem. Jego moc podobna 12 RUBLOWKA jest do tej, jaką posiada elf osiemdziesiątego stopnia z „Warcrafta” (taka gra komputerowa o wojnie orków i ludzi, znacie ją przecież), który niszczy przeciwników jednym zaklęciem. Stoimy więc cicho w swoich samochodach klasy luks, bo nie ma wśród nas idiotów, któ- rzy chcieliby sprawdzić, co by się stało, gdyby tak na przykład wyje- chać teraz na drogę albo, nie daj Boże, zatrąbić klaksonem. Stoimy. I będziemy tak stać jeszcze ze czterdzieści minut. Obcokrajowcy, którzy po raz pierwszy znaleźli się na Rublowce, nie mogą pojąć: dlaczego z powodu przejazdu prezydenta albo pre- miera trzeba zatrzymać ruch na całe czterdzieści minut? Dlaczego nie na pięć? Ale my, uzależnieni od gry „Rublowka” – tak jak dzie- ciaki wciągnięte na amen do świata gier typu „Warcraft”, „Morro- wind” czy „Oblivion” – wszystko doskonale rozumiemy. – Po co aż czterdzieści minut? – nie może pojąć Derk Sauer. To zna- czy, że przez dwadzieścia lat życia tutaj poważany wydawca gazety „Na Rublowce” nie przyjął do wiadomości elementarnych zasad funkcjo- nowania tej okolicy. Przecież prezydent Putin jedzie zUsowa. AzUsowa do Moskwy jest siedemnaście kilometrów. Oficer ochrony prezydenta, odpowiedzialny za pustą w tej chwili drogę, przejedzie całą trasę tam i z powrotem właśnie w czterdzieści minut. Sprawdzi osobiście, czy ruch na drodze jest wstrzymany na dobre, czy wszystkie, ale to wszyst- kie samochody zostały spędzone na pobocze, czy nie wychodzimy przypadkiem z samochodów, nie trąbimy. A jeśli Derk Sauer zapyta, dlaczego rozstawieni co kilometr policjanci nie mogliby przez radio zameldować dowódcy ochrony, że szosa absolutnie stoi, wychodzi na to, że szanowny wydawca wciąż nic nie rozumie. Przecież gdyby dowódca prezydenckiej obstawy poprzestał na meldunkach przez radio, ozna- czałoby to, że dzieli z policjantami zarówno odpowiedzialność za los prezydenta, jak i władzę. A jeśli osobiście sprawdza drogę, to zarówno cała odpowiedzialność, jak i cała władza należą do niego. Jest nieza- stąpiony, aco za tym idzie, jego pozycja jest niepodważalna. Więc dopóki Pierwsza Osoba powierza mu zabezpieczenie drogi, dopóty jeździ 13 WALERIJ PANIUSZKIN z Usowa do Moskwy i z powrotem, a cała droga stoi. Delegowanie odpowiedzialności byłoby nawet nie tyle wbrew regułom, co wbrew duchowi Gry, w którą świadomie czy nieświadomie, z własnej woli lub nie, na Rublowce grają wszyscy – z wyjątkiem dzieci karmionych piersią. 2. A JAK ZNALEŹĆ SIĘ W GRZE? Jak zmienić swój społeczny status? Jak z człowieka w rodzaju „Jelena Jarosz” zmienić się w człowieka typu „Garri Minch”? Oto, co opowiedziała mi Wiera Kriczewska: – Status społeczny? On się wcale nie zmienił. Właściwie nic się nie zmieniło od chwili, gdy zamieszkałam na Rublowce. Pracuję tak, jak pracowałam, i przyjaźnię się z tymi samymi ludźmi, z którymi przy- jaźniłam się wcześniej. Ale nie o status społeczny toczy się rublowska Gra. Chodzi w niej wyłącznie o udział: albo jesteś w Grze, albo cię nie ma. Najważniejsze jest, by nie dać się z niej wykluczyć. Wiera Kriczewska miała szczęście, trafiła do Gry. Jak? Miała dwa- dzieścia pięć lat, już siedem lat pracowała jako dziennikarka. Zwróciła na siebie uwagę jeszcze jako uczennica, gdy chodziła wLeningradzie na wiece z żądaniem, by gazeta „Smiena”, z którą współpracowała, prze- stała podlegać Leningradzkiemu Miejskiemu Komitetowi Komsomołu. Sławna stała się wsierpniu 1991 roku, wczasie puczu Janajewa.Wlenin- gradzkim radiu czytała reportaże, które dyktował jej przyjaciel tkwiący wraz zBorysem Jelcynem ijego zwolennikami woblężonym przez twar- dogłowych puczystów Białym Domu, siedzibie rosyjskiego parlamentu. Gdy miała dwadzieścia pięć lat, pracowała już jako reżyserka i produ- centka w telewizji NTW i robiła błyskotliwą karierę: dobrze zarabiała, tworzyła własne programy, októrych mówiło się: „Ech ty, super!”. Cie- szyła się szacunkiem kolegów ikierownictwa. Ale wciąż nie była wGrze. Ciągle była jedną z tych, którzy przeprowadzają wywiady, a nie z tych, z którymi się je przeprowadza. Aż nagle coś się zmieniło. 14 RUBLOWKA Pewnego dnia do Wiery zadzwonił właściciel stacji NTW Władi- mir Gusiński i zaprosił na naradę do swojego biura. Ją? Bezpośredni zwierzchnicy Wiery nie mieli pojęcia, co to mogło znaczyć. Tak ponad nimi? Dwudziestopięcioletnią dziewczynę – reżyserkę? Do gabinetu Gusińskiego? A do tego Wiera jeszcze się spóźniła. Ze wszystkich sił naciskała pedał gazu w swojej najzwyklejszej ładzie, ale wydawało się jej, że samochód stoi w miejscu. Samochód, z którego Wiera jeszcze poprzedniego dnia była dumna, ponieważ kupiła go za własne pie- niądze, nagle okazał się nieprzydatnym gratem. Wiera spóźniła się pół godziny. Gdy podchodziła do recepcji, myś- lała, że teraz to już na pewno ją zabiją, zjedzą albo w najlepszym wypadku zwolnią. Ale na szczęście Gusiński spóźnił się jeszcze bar- dziej. W jego gabinecie czekali już ludzie, których Wiera traktowała, no, jeśli nie jak bogów, to jak półbogów na pewno. Podejść do nich? Zapytać? To wymagało od niej nadludzkiego wysiłku. – Olegu Borysowiczu – to do ówczesnego wiceprezesa NTW Ole ga Dobrodiejewa. – Nie wie pan przypadkiem, dlaczego wezwano mnie na naradę? – Nie mam pojęcia – Dobrodiejew wzruszył ramionami. –Ale niech się pani nie niepokoi. Gdyby co, jakoś pani pomożemy. – Jewgieniju Aleksijewiczu – to do drugiego wiceprezesa i pro- wadzącego program „Itogi” Jewgienija Kisielewa. – Nie wie pan, za co mnie...? – Wiera, nie można tak od razu wpadać w rozpacz! Ale ona była bliska załamania. Prawie zemdlała. – Igorze Jewgieniewiczu – to już w zupełnej rozpaczy do prezesa i dyrektora generalnego Igora Małaszenki. – Co ja takiego zrobiłam? Więc ona prawie mdlała ze strachu, a Gusińskiego ciągle nie było. Godzinę go nie było. Półtorej godziny. Pod koniec drugiej godziny oczekiwania w końcu się zjawił. Gusiński. Głośny, szybki, masywny. Uściskał wszystkim ręce i od razu przystąpił do rzeczy. Poinformo- wał zgromadzonych, że telewizja NTW otworzy filię w Petersburgu. 15 WALERIJ PANIUSZKIN I że budżet tego nowego petersburskiego oddziału oraz skład oso- bowy będzie porównywalny z budżetem oraz zespołem moskiew- skim. A do tego, że terminy gonią, że to ogromna odpowiedzialność i że projektem pokieruje Wiera Kriczewska, która siedzi tu przed wami, proszę ją poważać i cenić. Wszyscy obecni w gabinecie boso- wie NTW o mało nie podusili się z wrażenia. Nie od razu udało im się przetrawić wiadomość, że dwudziestopięcioletnia dziewczyna stała się nagle jedną z nich. Owszem, po chwili zaczęli dodawać jej otuchy, obiecywać pomoc, mówić, że w nią wierzą, ale wciąż nie mogli zrozumieć, dlaczego. Dlaczego właśnie ona? Przecież musi być jakaś przyczyna. Przecież to błogosławieństwo musiało jakoś spłynąć na jej rudą głowę. Może jest kochanką Gusińskiego? Ale nie, na kochanki bierze się sekretarki i załatwia im jakąś ciepłą posadkę. Ale nie wciąga się do Gry. Nawet żon się nie bierze – ekstremalne odstępstwa od reguły rzecz jasna tylko ją potwierdzają. Sama Wiera nie miała najmniejszego pojęcia o tym, gdzie, kiedy i jak spadło na nią to błogosławieństwo. Za co? Wiedziała tylko, że jeśli straci tę szansę, drugiej nie będzie. Wróciła więc do rodzinnego Petersburga, zatrudniła ludzi, przygotowała infrastrukturę, wprowa- dziła drakońskie porządki oraz pańskie przywileje dla swoich dzien- nikarzy i po kilku miesiącach wszystkich tych zdziwionych prezesów iwiceprezesów NTW, na czele zsamym Gusińskim, zaprosiła na trium- falne otwarcie filii. Przylecieli, nadal zdziwieni, samolotem szefa. Gdy stało się jasne, że wszyscy są zadowoleni z osiągnięć Wiery i że nie stra- ciła swojej szansy, podeszła do Siemiona Lewina, który należał do kręgu najbliższych znajomych Gusińskiego, i zapytała: – Siemionie Miendielewiczu –obcy zwracali się do niego per Siemion Michajłowicz, Wiera zaś Siemion Miendielewicz, podkreślając, że jest swoja – nie wie pan przypadkiem, dlaczego właśnie mnie Gusiński wybrał na szefa tego projektu? Lewin obiecał to wyjaśnić i po kilku godzinach wyjaśnił. Okazało się, że Gusiński zauważył Wierę podczas nagrania „Noworocznej 16 RUBLOWKA iskry”, świątecznego show telewizji NTW. Estrada, artyści, stoliki, szampan, świece… Wiera była reżyserką i producentką programu. Gusiński niespodziewanie zjawił się na nagraniu. Przyszedł z żoną, nikogo nie uprzedziwszy, więc nie było dla nich stolika. Jeden z asys- tentów przekazał Wierze, że gdzieś na sali jest Gusiński z żoną i że nie ma dla niego miejsca. Wiera wiedziała oczywiście, że to on jest właś- cicielem NTW, ale z jego fizjonomią dotąd nie miała przyjemności. Krzyknęła więc na asystenta: – O tu, w tym miejscu, za trzydzieści sekund ma stać stół! – Nie ma przecież więcej stołów… – asystent przestępował z nogi na nogę. – To go znajdź, kurwa! – krzyczała inteligentna dziewczyna z porządnej petersburskiej rodziny. – Dwadzieścia sekund! Stół, obrus, świece, naczynia i sztućce! Bie-giem! Gusiński tymczasem stał obok, zachwycał się Wierą, a w końcu założył się sam ze sobą: jeśli zaraz zjawi się tu stół, wciągnie dziew- czynę do Gry. Stół się pojawił. A Wiera znalazła się w Grze. Zdobycie przez nią atrybutów stosownych dla gracza – chociażby domu na Rublowce – było już teraz tylko kwestią czasu. Ma się rozu- mieć, Wiera dostawała je na szczególnych warunkach albo za pół ceny. Dom w osadzie Czygasowo kupiła, gdy Gusiński wypadł z łaski Kremla i nastały dla niego gorsze czasy. Wyprzedawał wtedy po kawałku osiedle swoich marzeń, w którym sam mieszkał i w którym instalował swo- ich zastępców, osadzał oswojonych przez siebie polityków, prawni- ków i działaczy społecznych. Kiedy miał jeszcze nadzieję na powrót do łask, wyprzedawał kolejne domy. Oczywiście tylko swoim ludziom, znajomym, bliskim – z ogromnymi zniżkami. Więc Wiera kupiła. Rozdział pierwszy GRA SIĘ ZACZYNA 3. NIKT Z MIESZKAŃCÓW nie powie wam wprost, jaki jest cel Gry zatytułowanej „Rublowka”. Zresztą rzadko który tubylec świadomie formułuje swoje życiowe cele. Tak jest bezpieczniej. Bo jeśli jakiś postronny pojmie, do czego tak naprawdę dążysz, będzie w stanie ci przeszkodzić. Lepiej więc o celach milczeć. – No skąd, Walerij – mówi mi Piotr Awien, nalewając szampana do kieliszków. – Nawet w firmie. Trzech, maksymalnie czterech ludzi rozumie, co chcemy osiągnąć. Reszta nie ma pojęcia. Bo i po co to im? Pusty dom. Późny wieczór. Trzech uzbrojonych ochroniarzy z należącego do Awiena i jego współpracowników Alfa-Banku obser- wuje teren. A ja siedzę w fotelu i przeżuwam swoją porażkę: za nic w świecie, za żadne skarby Piotr Olegowicz nie zdradzi mi, o co właś- ciwie gra. Zresztą, faktycznie, po co mi ta wiedza. To zwykła ciekawość, po prostu. Ciekawość, która nigdy nie zostanie zaspokojona. Cieka- wość, która każe pytać na przykład, dlaczego w ogóle ludzie przepro- wadzają się na Rublowkę? Dlaczego dają się wciągnąć w tę Grę? Taki Lew Trocki. Dlaczego zaraz po zwycięstwie rewolucji paź- dziernikowej w 1917 roku zajął Pałac Jusupowski?3 Żeby zaspokoić 3Klasycystyczny petersburski pałac, od 1830 roku siedziba jednego z najbogatszych w Rosji, książęcego rodu Jusupowów. Przed rewolucją było w nim zgromadzonych 40 tys. dzieł sztuki, m.in. obrazy Rembrandta. Tu w grudniu 1916 roku miał miejsce zamach na Rasputina. 19 WALERIJ PANIUSZKIN kompleks niepełnowartościowego żydowskiego chłopca, którego dziesięć lat wcześniej nie wpuszczono by nawet w okolice pałacu? Czy może, żeby wzmocnić swój status proletariackiego wodza, bo prole- tariacki to on był, za to pałac czynił go bardziej wodzowskim? A może na złość Stalinowi, którego zazdrość (może rzeczywiście poszło o ten pałac) skróciła życie Trockiemu za pomocą ciosu czekanem? Albo Lenin. Dlaczego (według świadectwa Adriana Rudomino, autora książki „Legendarna Barwicha”) w 1918 roku pisał o koniecz- ności otwarcia w Barwisze wzorcowego sanatorium dla członków KC i wydania na ten cel sporej kupki dewiz? W kraju głód, widmo wojny, waluty nie starcza na import zboża – dlaczego więc sanatorium na Rublowce? Naprawdę nie można było się bez niego obejść? A może Lenin musiał się utwierdzić w przekonaniu, że głodujący naród kocha go tak niesamowitą miłością, że wybaczy mu nawet sanatorium za dewizy? A jeszcze Marjasin. Po co (według świadectwa tegoż samego Rudo- mino) ten radziecki minister finansów na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku buduje w swojej rublowskiej daczy ogromne stajnie dla koni wyścigowych? A parę lat później zakochuje się nieszczęśli- wie w jednej ze swoich amazonek i próbuje się powiesić w stajni z powodu tej nieszczęśliwej miłości? Czy to nie za te stajnie pod koniec lat trzydziestych rozstrzelają Marjasina? Jeśli myślicie, że celem przeprowadzki do jednego z prestiżowych osiedli Rublowki jest spokojne życie blisko natury, jesteście w błędzie. Z tego punktu widzenia działania mieszkańców Rublowki sprawiają wrażenie kompletnie pozbawionych logiki. Na odwrót – celem jest właśnie życie niespokojne. No bo jak inaczej zrozumieć, po co wielki wiolonczelista Mścisław Rostropowicz osiedlił się na daczy wŻukowce? Przypuśćmy, że mogło to być dowodem przynależności wioloncze- listy do sowieckiej elity artystycznej. Jeśli tak, to po kiego diabła zapro- sił na swoją daczę będącego w niełasce pisarza Sołżenicyna, by mógł w spokoju pracować? Zbudował mu nawet osobną oficynę. Dając 20 RUBLOWKA schronienie Sołżenicynowi, sam popadł w niełaskę, utracił możliwość koncertowania, występów zagranicznych, odebrano mu ukochaną orkiestrę. Dlaczego Rostropowicz to zrobił? Czyżby po to, by nie być już dłużej muzykiem obsypywanym przez władzę względami, azamiast tego muzykiem, z którym władza radziecka ma kłopot? Wyobraźmy sobie: oto Aleksander Sołżenicyn przechadza się po lesie w Żukowce i obmyśla swoje antysowieckie dzieła, mijając na tra- sie swojego spaceru czołowych radzieckich polityków. Oto naprze- ciw wychodzi mu inny mieszkaniec Rublowki, czołowy ideolog i par- tyjny „opiekun” kultury Michaił Susłow. Albo sam Breżniew. Czemu nie? Niemal się sobie kłaniają. A prezydent Jelcyn? Dlaczego w niespokojnym roku 1993 nie mieszka na Kremlu, gdzie w zasięgu ręki miałby rządową łączność i gdzie łatwiej byłoby mu trzymać rękę na pulsie rodzącego się buntu wysadzonych z siodła politruków? Dlaczego mieszka na Rublowce? Sam przecież pisze we wspomnieniach, że gdyby na czas nie przyle- ciał po niego helikopter, straciłby władzę, a pucz Janajewa zakończyłby się sukcesem. Dlaczego od jednego pilota zależała cała przyszłość Jel- cyna? A może nie byłaby świętą władzą, gdyby prezydent się bał, że pilot go zdradzi? A prezydent Putin? Dlaczego mieszka na Rublowce i codziennie rano i wieczorem zatrzymuje całą rublowską szosę na całych czter- dzieści minut? Przecież go za to nienawidzą. A może w tym właśnie rzecz, że go nienawidzą, ale przy tym milczą, bojąc się go i znosząc jego fanaberie? Dlaczego w końcu kupuje tu dom „zwyczajny” mieszkaniec Rub- lowki? Zdaje sobie przecież sprawę, że diamentowe kolie żony będzie musiał trzymać w sejfie w moskiewskim banku, a nie w domu, bo tu grasują nad podziw roztropni, sprytni i ryzykanccy rublowscy zł o - dzieje. Wie też, że będzie płacił za wszystko trzy razy drożej niż poza granicami Rublowki: za filiżankę herbaty w restauracji Przystań, za bilety na koncert w ekskluzywnym centrum handlowym Barvikha 21 WALERIJ PANIUSZKIN Luxury Village, za światło, za gaz, za wodę (a i tak ilekolwiek by za nią płacił, zdarzać się będą przerwy w dostawie). Zdaje sobie sprawę, że do miasta, żeby załatwić najprostsze sprawy, będzie jechał bite dwie godziny. Wie również, że sąsiedzi albo powycinają sosny, albo postawią siedmiometrowej wysokości płoty, zasłaniając mu cały boży świat. Zdaje sobie z tego sprawę, ale i tak kupuje dom po cenie, za którą można kupić praktycznie każdą willę nad praktycznie każdym morzem, praktycznie każdy górski dom w praktycznie w każdych górach, dowolne mieszkanie w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie… Albo w Moskwie. Mógłby też wynajmować apartamenty w hotelach i miesz- kać tak całe życie, nie przejmując się domem, podatkami, remontami, służbą. Wyjdzie taniej. Ale nasz bohater mimo to kupuje dom na Rub- lowce. A kto nie ma pieniędzy na dom, i tak ciągnie na Rublowkę, choć na jeden wieczór, choć na kilka dni. Pozwolę sobie zasugerować, że nie po to, by się wyciszyć. Wręcz przeciwnie: żeby znaleźć się w sytua- cji ostrej selekcji, konkurencyjnej walki wszystkich ze wszystkimi. Albo go to zabije, albo wzmocni. 4. FORMUŁOWANIE CELU Gry to zabawa dla początkujących. Dla słabiutkich graczy, którzy więcej myślą, niż robią. Bankier Piotr Awien nie formułuje swojego celu: – Niech się pan zlituje, Walerij... Inny bankier, Michaił Fridman, formułuje go w sposób dość wymi- jający: –Wie pan, podczas kryzysu wszyscy tracą. Ale w pewnych oko- licznościach można tracić mniej niż cała reszta... Z kolei autorka kroniki towarzyskiej Rublowki Bożena Rynska for- mułuje go bez ogródek: – Wygrać w konkurencji „życie”! A więc mieszka się na Rublowce nie po to, żeby rozkoszować się luksusem, kochać i być kochaną, wychowywać dzieci, realizować się w pracy, seksie, sportowych pasjach, mizdrzyć się w pięknych stro- jach, smacznie jeść, spacerować na świeżym powietrzu... Nic z tych rzeczy! Chodzi o to, żeby wygrać w konkurencji „życie”! Wywyższyć 22 RUBLOWKA się ponad nasze otoczenie. Albo to otoczenie poniżyć. Na jedno wycho- dzi. W lata tłuste zarabiać więcej niż konkurencja. W czasie kryzysu mniej niż konkurencja tracić. Ale po co aż tyle zarabiać? Dlaczegóż nie mielibyśmy czegoś tra- cić? Czy to nie normalna kolej rzeczy? Nie zadawajcie głupich pytań! Bo kiedy będziecie się zastanawiać nad sensem egzystencji, tylko patrzeć, jak konkurencja was przesko- czy. I to wasi konkurenci, a nie wy, zwyciężą w konkurencji „życie”. Wróćmy do Aleksandra Sołżenicyna. Siedział więc sobie u Rost- ropowicza, pisał swoje dysydenckie książki, ale i tak wydawało się, że w całości, razem ze swoimi bebechami, jest we władaniu członków Komitetu Centralnego, mieszkających tuż obok. To szef KGB, który leczył nerki w sanatorium w Barwisze, aresztował rękopisy pisarza, również „Archipelagu Gułag”. Inni nie pozwalali publikować jego książek, a w końcu zmusił Sołżenicyna do opuszczenia kraju. Ale lata minęły i gdzie są ci członkowie KC? Gdzie jest teraz szef KGB, prze- śladowca Sołżenicyna? Nie ma ich. Zostały tylko kamienne płyty w ścianie Kremla. A tymczasem Sołżenicyn otrzymał literacką Nagrodę Nobla, przeżył emigrację i wrócił triumfalnie do kraju. Prezydent Putin (bądź co bądź spadkobierca szefa KGB) przyjeżdżał do niego, by oddać mu hołd. Prezydent Miedwiediew (spadkobierca człon- ków KC) przyjeżdżał oddać hołd jego grobowi. Pewnie to właśnie Bożena Rynska nazywa zwycięstwem w konkurencji „życie”. Bo to, że pisarz może pisać w innym celu niż ten, by poniżyć władcę i wynieść się ponad zwykłych śmiertelników, nie mieści się w rublowskiej logice. Służyć literaturze? Rozmyślać nad losem Ojczyzny? Badać ludzką duszę? To jakieś brednie! Za to wygrać w konkurencji „życie” – to jest cel. Innych nie ma. Dowód? Michaił Chodorkowski. W ciągu zaledwie kilku lat stworzył bank, kupił i postawił na nogi koncern naftowy, stał się najbogatszym człowiekiem w kraju. Ale gdy osiągnął szczyt suk- cesu, nie uchronił się przed więzieniem i nie ocalił koncernu przed 23 WALERIJ PANIUSZKIN zniszczeniem. Czy to znaczy, że przegrał w konkurencji „życie”? Owszem. Ale warto przy tym pamiętać, że w końcu kiedyś wróci z zesłania. I zemści się za wszystko. Strategie prowadzące do ostatecznego zwycięstwa bywają przecież różne. Niektóre z nich bywają dość nieoczekiwane i – trzeba przyznać – zaskakujące. Bożena Rynska na swoim blogu pisze, jak wielkie poczucie kom- fortu odczuwa w czasie swoich podróży po Europie. Nie do wytrzy- mania jest tylko jedno: inwalidzi. Przez całą noc pod oknem luksu- sowego hotelu Bożeny piszczy sygnalizacja świetlna dla niewidomych. I w żaden sposób jej nie wyłączysz, nawet gdybyś wynajął apartament prezydencki. Przed samochodem Bożeny zatrzymuje się autobus i nieznośnie długo ładują do niego niepełnosprawnego na wózku. A ty, piękna, zdrowa i bogata kobieta sukcesu, nic nie możesz zrobić, siedzisz i cze- kasz. Na parkingu dla bardzo drogiego samochodu Bożeny może w ogóle nie starczyć miejsca, za to najwygodniejsze prostokąty placu, te przeznaczone dla inwalidów, prawie zawsze są puste. To jest nie- uczciwe! Kierując się logiką Bożeny, trzeba przyznać, że w konkurencji „życie” nie da się wygrać z inwalidami. Dostają po prostu zbyt duże fory. Nie można ich ograć, pozbawić przywilejów ani zdobyć tego samego zestawu przywilejów co oni. No, może gdyby odciąć sobie nogę... Bożenie wydaje się, że cała ta historia z niepełnosprawnymi toczy się wbrew regułom. Wbrew regułom europejskie kaleki ograły ją, mądrą i piękną rosyjską kobietę sukcesu. Jakby w Grze w ogóle ist- niały jakiekolwiek reguły... 5. TAK, W GRZE NIE UŚWIADCZYSZ określonych reguł. Na przykład Ellen Verbeek. Wychodzi w niedzielę ze swojego domu w Żukowce na nartach. Plan jej niedzielnego spaceru wygląda nastę- pująco: przejechać się na biegówkach po zamarzniętej rzece Moskwie 24 RUBLOWKA aż do restauracji Przystań, zdjąć narty, wypić filiżankę herbaty, a po herbacie wrócić tą samą drogą do domu. Proste. Więc w czym pro- blem? Otóż obok zwykłych narciarzy ścigają się po lodzie jeszcze jakieś bezmózgowce na skuterach śnieżnych. Hałas, łoskot, spaliny. I to wcale nie dzieci, nie młodzież, tylko dorośli, poważni ludzie pędzą jak wariaci po torze narciarskim albo w poprzek niego, jakby postawili sobie za cel zagładę narciarzy, swoich sąsiadów, którym, być może, dzień wcześ- niej kłaniali się podczas zakupów w Dream House. Już kilka osób zgi- nęło na skuterach, bo nie poradziło sobie z prędkością. Wiele zostało rannych. W latach świetności swojego imperium nawet sam Borys Bierezowski pędził razu pewnego skuterem po polach, dopóki nie wpadł na kępkę roślin wystającą spod śniegu. Przewrócił się, złamał kręgosłup i na noszach, z unieruchomioną głową prywatny samolot dostarczył go do szwajcarskiej kliniki, gdzie długo się leczył. – Przeklęte skutery – myśli Ellen, wracając ze zmarnowanego spa- ceru, i pisze do gazety „Na Rublowce” felieton o tym, że co prawda nie rozumie radochy, jaką odczuwają użytkownicy skuterów, ale jeśli już muszą gnać po lodzie na złamanie karku, to może dobrze byłoby usta- lić pewne reguły, by nie przeszkadzali i nie zagrażali narciarzom. Na przykład umówić się, że narciarze mają do dyspozycji prawą stronę rzeki, a skutery lewą. Tak pisze Ellen, nie zdając sobie sprawy z tego, że reguły w Grze nie mogą zostać wynegocjowane czy przegłosowane. Mogą wyłącznie zostać narzucone – przez tego, kto silniejszy. Narzu- canie reguł jest przecież częścią Gry. Zresztą rzecz nie w tym, że skuter ze swoim ryczącym spalinowym silnikiem jest silniejszy niż narty. Klu- czowe jest, kto jedzie na skuterze, a kto na nartach. Jeśli – dajmy na to – Pierwszej Osobie w Państwie przyszłoby do głowy przejechać się na nartach po lodzie na rzece Moskwie, skutery śnieżne przywarłyby do brzegów, jakby zdmuchnął je wiatr. Ale co innego, gdy na nartach jedzie Ellen Verbeek. Chyba jasne jest, kto wtedy dysponuje większą siłą! Nie należy jednakże myśleć, że reguły na Rublowce ustanawiane są wyłącznie zpomocą siły. Czasem pomaga spryt, czasem nieoczekiwany 25 WALERIJ PANIUSZKIN splot wydarzeń, czasem porywczość. Przykład: na samym początku lat dziewięćdziesiątych na osiedlu Now, wtej części, która wychodzi ku wsi Razdory, mieszkał Aleksandr Auzan, profesor Uniwersytetu Moskiew- skiego. Mieszkał tam od dawna, od lat pięćdziesiątych, kiedy to jego babcia kupiła tu kawałek ziemi, żeby uczcić męża, słynnego dowódcę rozstrzelanego wwielkich czystkach. Jego marzeniem było zamieszkać w Razdorach. Choć już bez niego, żona spełniła marzenie. Profesorowi dobrze się tu mieszkało. Jego sąsiadem był marszałek lotnictwa Jewgienij Sawicki, którego córka Swietłana była drugą kobietą kosmonautką Związku Radzieckiego, dwukrotnie odzna- czoną tytułem bohatera ZSRR. Ale czasy się zmieniają. Marszałek ubożeje. Jego córka, nieprzyzwyczajona do codziennego kapitalis- tycznego wysiłku zamiast bohaterskich wyczynów, zubożała rów- nież. Coraz częściej marszałek czy to podczas spacerów, czy to dosia- dając się do Auzana, napomykał o sprzedaży daczy. Może oczekiwał, że sam Auzan kupi od niego ziemię. A może tak sobie gadał, jak to starzy ludzie mają w zwyczaju. Możliwe też, że wiedząc, iż Auzan pisze artykuły na tematy ekonomiczne w największych gazetach, mar- szałek uważał Auzana za człowieka bliskiego nowej władzy, czyli wpływowego. Ale Auzan ani nie był wpływowy, ani nie miał związków z nową władzą – zasady Gry „Rublowka” nie działają tak prosto. Auzan nie kupił więc działki od marszałka. Za to pewnego dnia marszałek Sawicki poinformował Auzana, że w końcu znalazł się kupiec. Ponoć solidny człowiek. Po kilku dniach do byłego generalskiego domu wprowadził się Otari Kwantriszwili – według wersji oficjalnej przedsiębiorca, mece- nas oraz miłośnik zapasów, a według plotek kryminalna szycha. Wprowadził się i w pierwszej kolejności, rzecz jasna, obok domu generała zaczął budować nowy dom, dziesięć razy większy. Pogłoski o tym, że Otari jest wysoko postawionym mafijnym bonzem, pośred- nio się potwierdziły. Każdego dnia od rana pod jego bramą maja- czyły niezbyt przyjemne typy, oczekujące, że boss rozstrzygnie „jak 26 RUBLOWKA należy” ich złodziejskie spory. Auzan się denerwował: bandyci są przecież jak rekiny, bez ruchu się duszą, zdobycz ich nie uspokaja. Więc jeśli Otari zdobył już jedną działkę, za chwilę będzie chciał zdo- być sąsiednią. Tak też się stało. Pewnego dnia Kwantriszwili przyszedł do Auzana i zaczął reali- zować zaplanowany scenariusz: opowiedział mało prawdopodobną historię, w którą jednak nie można nie uwierzyć, bo jeśli nie uwie- rzysz, opowiadający się obrazi, a jemu właśnie o to chodzi, byś się obraził i dał mu powód do kłótni. Kwantriszwili próbował tłuma- czyć, że jego budowlańcy to idioci, że jakoś tak zaczęli budować jego nowy dom, że włazi na ziemię Auzana i – w końcu! – czy Auzan nie byłby tak dobry i nie sprzedałby części swojej działki po rynkowej cenie. Auzan zdawał sobie sprawę, że to tylko początek, pierwszy krok wieloetapowej operacji, której celem jest zajęcie ziemi sąsiada. Kwan- triszwili działał jak menel, który na ciemnej ulicy zatrzymuje inteli- genta i prosi go o papierosa. Jeśli inteligent odmówi – można się na niego obrazić, pobić i okraść. Jeśli się zgodzi – słabeusz znaczy się, trzeba więc zadać mu kolejne pytanie, znaleźć pretekst, by się obra- zić, pobić i okraść. Ale Auzan nie dał nowemu sąsiadowi powodu do obrazy. Powie- dział: – U nas w Razdorach sporne kwestie gruntowe rozstrzyga się polubownie. Kwantriszwili przytaknął. Tak, polubownie, po dobrosąsiedzku, właśnie tak trzeba, nawet złodzieje to rozumieją. Zwłaszcza że jest to zgodne z zapisanymi głęboko w zwojach mózgu Kwantriszwilego gru- zińskimi obyczajami. – A jak po dobrosąsiedzku, to pieniędzy... – kontynuuje Auzan – ...od sąsiada brać nie wypada. Kwantriszwilemu ze zdziwienia unoszą się brwi. Już wówczas, na początku lat dziewięćdziesiątych, jeden ar, marne sto metrów kwadratowych, na Rublowce wart był majątek. 27 Spis treści WSTĘP . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 CZĘŚĆ PIERWSZA: RANEK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Wprowadzenie do Gry . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Rozdział pierwszy GRA SIĘ ZACZYNA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Rozdział drugi FILISTER . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Rozdział trzeci TRENDSETTER . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 77 CZĘŚĆ DRUGA: DZIEŃ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Rozdział czwarty PROJEKT . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 113 CZĘŚĆ TRZECIA: WIECZÓR. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 141 Rozdział piąty ADEPT . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 147 Rozdział szósty URZĘDNIK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 175 Rozdział siódmy KAPŁAN . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185 CZĘŚĆ CZWARTA: NOC . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 203 Rozdział ósmy BLUŹNIERCA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 Epilog: NIEBOSZCZYK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 217 Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rublowka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: