Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00083 004914 19012173 na godz. na dobę w sumie
Ryszard Czajkowski. Podróżnik od zawsze - książka
Ryszard Czajkowski. Podróżnik od zawsze - książka
Autor: Liczba stron: 344
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-9284-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook (-35%), audiobook).

Książka Ryszard Czajkowski. Podróżnik od zawsze jest fascynującym zapisem życia pełnego pasji, w którym szeroko podjęte podróże były motorem napędowym wielu działań i wyborów. Oddajmy głos bohaterowi tej opowieści:

Nie jestem pewien, czy podróżuję dlatego, że lubię, czy dlatego, że muszę. Gdy wytrwam w domu kilka miesięcy, staję się rozdrażniony i przykry dla otoczenia. Jednak gdy tylko pojawi się perspektywa wyjazdu, przechodzę prawdziwą metamorfozę.

Zacząłem podróżować, gdy jeszcze nie znałem słowa podróżnik. W czasie okupacji na wędrówki zabierał mnie ojciec. Zawsze miał ze sobą ostry scyzoryk, spławiki, haczyki, żyłkę i ołowianą blaszkę na ciężarki. W dwie godziny potrafił zbudować solidny szałas, który nie przepuszczał wody nawet w czasie burzy. Czasem zatrzymywaliśmy się w stodołach lub wiejskich chałupach, kupowaliśmy czarny chleb i świeże mleko. Jeśli udało nam się coś złowić, gospodyni smażyła to na kolację. Nie pamiętam, czy te wędrówki sprawiały mi przyjemność. Wiem za to, że potem już nigdy nie mogłem usiedzieć na miejscu.

Zacząłem od wypraw wzdłuż Wisły. Latem kąpiąc się po drodze. Zimą ślizgając się po lodzie. Nieco dłuższe były spacery nad Świder i Mienię. Z biegiem lat docierałem coraz dalej: ziemie odzyskane, Beskidy, wspinaczki w Tatrach. Potem było żeglarstwo, modelarstwo lotnicze i szybownictwo, a w myślach szykowałem się do wypraw polarnych. Po drodze były też wycieczki 'prawie' polarne: na nartach, kajakach i kanadyjkach po zimowych rzekach. Opisywałem je potem w tygodnikach i ilustrowałem własnymi zdjęciami. Nurkowałem, zrobiłem nawet obudowę do aparatu do zdjęć podwodnych.

W końcu ruszyłem w szeroki świat: Antarktyda, Spitsbergen, Mongolia, Hindukusz, Indie, Kenia, Etiopia, Sudan... Tysiące godzin w podróży szczodrze zaowocowały, dając kilkaset nakręconych na ich podstawie programów telewizyjnych, setki artykułów i wykładów, kilkanaście filmów i książek.

Z perspektywy czasu wiem, że te imponujące liczby ustępują przed drugim człowiekiem. To jego szukałem w podróżach, każde z nowych miejsc poznawałem poprzez kontakt z mieszkającymi w nim ludźmi. Mam nadzieję, że tą książką przybliżę czytelnikowi nie tylko mój, ale i ich świat.

Ryszard Czajkowski - geofizyk, polarnik, podróżnik, publicysta, autor filmów oraz programów edukacyjnych i podróżniczych. Wyprawa, o której marzył od dziecka, ziściła się w 1965 roku, gdy po raz pierwszy pojechał na Antarktydę. Potem przyszły kolejne podróże, na każdy z siedmiu kontynentów. W latach siedemdziesiątych jako pracownik Zakładu Sejsmologii, a później Zakładu Badań Polarnych Instytutu Geofizyki PAN uczestniczył w sześciu wyprawach polarnych do polskiej stacji badawczej na Spitsbergenie, a okresie 1976-78 brał udział w dwóch pierwszych polskich wyprawach naukowych do Antarktyki. Był jednym z budowniczych Polskiej Stacji Antarktycznej  imienia Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Na jego cześć nazwano nunatak, zwany odtąd Iglicą Czajkowskiego.

W 1982 roku zakończył współpracę z Polską Akademią Nauk i poświęcił się wzmożonej aktywności dziennikarskiej, podróżniczej i filmowej. Odwiedzając odległe zakątki świata, poznawał je oczami lokalnych społeczności. W czasach, kiedy podróżowanie często pozostawało jedynie w sferze marzeń, chętnie dzielił się zdobytą wiedzą z widzami - za pośrednictwem Telewizji Polskiej oraz podczas prelekcji i wykładów. W 1993 roku został członkiem prestiżowego The Explorers Club. Autor książki Rok w lodach Antarktydy, wielu publikacji naukowych i artykułów podróżniczych, kilkunastu filmów dokumentujących odwiedzane rejony świata oraz szeregu programów telewizyjnych, w tym kultowego cyklu podróżniczego Przez lądy i morza.

 

'Tę ciekawą i dobrze napisaną książkę, z mnóstwem fotografii oraz kopii dokumentów, mogę z przyjemnością polecić miłośnikom interesujących biografii i egzotycznych podróży'

Cezary Rudziński (http://www.globtroter.info/wydawnictwa/3768-bezdroza-ryszard-czajkowski-podroznik-od-zawsze) 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

4 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E Autor: Dagmara Bożek-Andryszczak Redaktor prowadzący: Paweł Sondej Redakcja: Agnieszka Szmuc Korekta: Bartłomiej Szpojda GRAFOMAN Projekt okładki: ULABUKA Zdjęcie na okładce: z arch. R. Czajkowskiego Projekt graficzny: Michał Tincel Skład: Krzysztof Hosaja Fotografie zamieszczone w publikacji pochodzą z arch. R. Czajkowskiego, D. Bożek-Andryszczak (s. 12), D. Szmajdy (s. 327), ze zbiorów Akademickiego Klubu Turystyki Kajakowej Bystrze (s. 266, 268, 270, 272) oraz z zasobów Muzeum Nurkowania w Warszawie (s. 67, górne zdjęcie). Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz wydawnictwo Helion dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawnictwo Helion nie ponoszą również żadnej odpo- wiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Wydawnictwo Helion ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel.: 32 2309863 e-mail: redakcja@bezdroza.pl księgarnia internetowa: http://bezdroza.pl Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres: http://bezdroza.pl/user/opinie/?berycz Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydanie I ISBN: 978-83-246-9284-2 Copyright © Dagmara Bożek-Andryszczak, 2019 Copyright © Helion, 2019 • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! Nasza społeczność Spis treści 341 Spis treści 12 15 Spotkanie w innej rzeczywistości 5 Warszawa 7 Bracka 18 10 Tadeusz Czajkowski Janusz Żelaziński Książki 20 Polarni pisarze 23 Wojna 27 Sprichst du Deutsch? 31 Wielki powrót 33 Stefania Czajkowska, z domu Dramińska 37 Wieczny chłopiec 41 Szybownictwo 44 Nie matura, lecz chęć szczera 46 Studenckie życie 50 Wśród górskich szczytów 55 Podwodny świat 61 Pod żaglami 67 Maria Mancewicz-Jakubowska 70 Maryla Jakubowska-Czajkowska 74 Dom na Starych Bielanach 77 Władysław Jakubowski 82 Na tropach Smętka 84 Zmiana 88 Historia jednego telefonu 91 Wielka podróż 95 Biały Kontynent 99 Wódka Nocne Polaka z Rosjanami rozmowy Oaza Bungera 106 103 110 Kup książkę Poleć książkę 342 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E 146 181 192 139 167 116 122 127 132 134 185 150 157 163 Mołodiożnaja Brak Notatki z Antarktydy Symfonia antarktyczna Powrót na Wielką Ziemię Tata podróżnik Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk Pierwsze zauroczenie Mongolią Dlaczego ludzi ciągnie w góry? Przepisy dla kochanego męża Droga na północ 175 Wyprawa bez szefa Po drugiej stronie świata Stacja Arctowski Świątek Czajkowski Needle W poszukiwaniu nowych definicji 202 Śliczna panienka na Spitsbergenie 207 Pożegnanie 211 Trudny start w lata osiemdziesiąte 216 Szklana pogoda 220 Na antenie pod globusem 225 Tybet – u stóp Potali 229 Bez ucieczki na szczyt 234 Pustynie polarne i piaszczyste 238 Lęk 247 Świat widziany oczyma kobiet 252 The Explorers Club 258 Tam, gdzie zaczyna się Nil 264 W krainie Dogonów 272 196 Kup książkę Poleć książkę Spis treści 343 Świat widziany przez wizjer 278 Przez lądy i morza 284 Gdzie mieszka szczęście? 293 Antkiem do Konga 303 Równoległe życie 312 Pamięć 316 Pożegnanie z wyspą szczęśliwą 321 Ryszard Czajkowski – rys biograficzny 325 Bibliografia 331 Podziękowania 339 Kup książkę Poleć książkę 12 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E Tadeusz Czajkowski Urodził się około 1909 roku na Powiślu w Warszawie, skąd zresztą pochodziła również młodsza o rok matka Ryszarda. Przed wojną pracował w Banku Gospodarstwa Krajowego jako pracownik fizyczny. W 1937 roku skierowano go do pracy do Torunia. Ryszard pamięta, że mieszkał tam z rodzicami przez rok. Miał cztery lata i interesowało go nowe, nieznane miasto. Z tego pobytu utkwił mu w głowie dziecięcy żal po metrowej długości modelu „starożytnego żaglowca”. . Tadeusz Czajkowski – Raz byliśmy nad Wisłą i tam go zobaczyliśmy – wspomina. – Ojciec wyciągnął statek z wody. Byłem przeszczęśliwy, ale przybiegli do nas właściciele i powiedzieli, że im uciekł. W ogóle nie rozumiałem, dlaczego muszę go oddać. Ryszard uśmiecha się do tego wspomnienia. Podczas naszych rozmów ten uśmiech będzie często gościł na jego twarzy. Z Torunia rodzina przeniosła się na warszawską Saską Kępę, ale Ryszard niewiele pamięta z tego okresu. Wie, że ojca raczej się bał, choć był to bardziej atawistyczny lęk. A ten ostrzegał, że kiedy rodzic się zdenerwuje, zawsze może sięgnąć po „sprawdzone metody wychowawcze”, czyli pas. O poważ- nych sprawach nie rozmawiali albo w dziecięcych wspomnieniach nie został po nich żaden ślad. Zresztą o czym może rozmawiać dorosły mężczyzna z kilkulatkiem? Dzisiejsza pedagogika bliskości miałaby pewne sugestie na ten temat, ale ówczesny model rodzinnego życia był zupełnie inny. Rola ojca wymagała troszczenia się o byt. Mimo to Tadeusz znajdował czas na wędrówki z synem. Ryszard zauważa: – Mój ojciec miał potrzebę kultywowania takiej formy spędzania czasu. To było bardzo naturalne, nawet bym tego nie nazwał chęcią pokazania mi świata. Rysio uczył się od niego harcerskich metod radzenia sobie w terenie. Było kogo naśladować, bo ojciec miał wiele umiejętności. Wybudowanie szałasu Kup książkę Poleć książkę Tadeusz Czajkowski 13 z gałęzi, który skutecznie chroni przed burzą? To była pestka. Potrafił też stanąć w obronie syna, kiedy dokuczały mu miejscowe łobuziaki, i dzielnie ich sprać. A potem wybuchła wojna i ojca zmobilizowano. Brał udział w kampanii wrześniowej. Szczęśliwie przez kilka dni stacjonował na ulicy Dobrej w War- szawie, w zabudowaniach elektrowni, więc syn mógł go odwiedzać. Rysio mieszkał wtedy po drugiej stronie ulicy, u babci Heleny. To była matka ojca, o której nie mówił inaczej jak babcia. Łączyła ich bardzo silna więź, aż do jej śmierci w latach pięćdziesiątych Ryszard regularnie ją odwiedzał. Nieraz bywało, że ojciec kazał małemu Rysiowi zawieźć tornister pod wskazany adres. Tylko pod żadnym pozorem nie mógł zaglądać do środ- ka. Słuchał przestróg ojca, a z jednej z niezrozumiałych dla niego misji zapamiętał podróż tramwajem w przedziale z napisem Nur für Deutsche i plucie Niemcom na swastyki, które mieli na paskach. Bezpieczniejsze w transporcie były ryby. Za okupacji ojciec wstawał skoro świt i łowił w Wiśle sieje. Obowiązkiem Rysia było je odebrać i przekazać mamie, która następnie sprzedawała je sąsiadom. Dzięki takim zabiegom łatali skromny domowy budżet. Ojca w mundurze nie pamięta. W głowie został tylko obrazek, jak pewnego razu siedzi na koniu należą- cym do taty, a zwierzę nagle staje dęba. Kto żyw, rzucił się do ratowania i małemu Rysiowi na szczęście nic się nie stało. Pamięta za to in- nych żołnierzy. Budzili w nim uczucie nieuzasadnionej zazdrości. Nieuzasadnionej, bo potem do wojska iść nie chciał. To były lata pięćdzie- siąte i zupełnie inna rzeczy- wistość – w czasach Polskiej Republiki Ludowej wojsko . Ryszard Czajkowski z ojcem, Toruń, 1937 rok Kup książkę Poleć książkę 14 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E niekoniecznie dobrze się kojarzyło. Miary dopełniały naciski na mamę Ryszarda, że syn ma „służyć ojczyźnie”. Polityka wtedy go nie zajmowała, więc odmowa nie wynikała z przyczyn ideologicznych. Jako młody człowiek miał po prostu inny pomysł na życie i zamiast siedzieć w koszarach wolał się wspinać i żeglować. O tych pasjach już niestety nie mógł ojcu opowiedzieć. I znów przed oczami mam tę tablicę z Brackiej, niemego świadka prze- szłości, który beznamiętnie podaje tylko fakty. Znów powraca wspomnienie jednego z lutowych dni 1944 roku, w którym Tadeusz znika z życia rodziny. Czy Rysio to zrozumiał? – Tak – potwierdza. – Bo musiałem się mamą opiekować. Bardzo źle to przeżywała. Rano przeczytałem, że ojciec był na liście rozstrzelanych, a kie- dy wróciłem do domu, moja matka biegała dookoła stołu. Była zupełnie zagubiona. Trwała okupacja. Świat stanął w płomieniach drugiej wojny światowej, więc dzieci szybko dorastały. Nie miały innego wyjścia. Rysiu wiedział, że teraz jest jedynym mężczyzną w domu i musi pomóc matce. Chociaż aresztowanie ojca było de facto równoznaczne z jego śmier- cią, finał został przesunięty w czasie. Tadeusz zdążył jeszcze wysłać żonie i synkowi cztery czy pięć listów spisanych na kawałku kartonu. Niektóre przyszły z Pawiaka. Rodzina wiedziała, że trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof, który Niemcy utworzyli w miejscowości Sztutowo, trzydzieści sześć kilometrów od Gdańska. Tam ślad się urywa. Listy przestały przychodzić. Czy Rysio rozmyślał o śmierci ojca? Twierdzi, że nie – oboje z mamą wiedzieli, że muszą żyć dalej. Ten upór w walce o przetrwanie zabronił im oglądać się wstecz. Ryszard nigdy nie był w Muzeum Stutthof. Podobnie jak w Muzeum Auschwitz-Birkenau czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Bardzo źle to przeżywa. A czas leczy nie wszystkie rany. Janusz Żelaziński Bardzo byłam ciekawa tego spotkania. Przychodzę lekko spóźniona, z po- koju Ryszarda dochodzi już gwar rozmów. Nadstawiam ucha – panowie Kup książkę Poleć książkę Janusz Żelaziński 15 wspominają zabawne historie z przeszłości. Czekam na moment, w którym mogę się włączyć do rozmowy. – Kiedy już mnie wyrzucili ze wszystkich szkół… – Janusz Żelaziński zaczyna kolejną historię, gdy wchodzę mu w słowo: – Pana też wyrzucili? Ryśku, przecież mówiłeś, że pan Janusz był takim pilnym uczniem?! – Nawet nie wiedziałem. Według mnie to wyglądało całkiem przyzwoicie. – Ryszard próbuje się bronić, a my z jego kolegą z podwórka pogryzamy pyszną szarlotkę Maryli i dusimy się ze śmiechu. Za otwartym oknem wieczorne Stare Bielany, koniec sierpnia. Wśród drzew sennie gadają do siebie ptaki. – Teściowa nieboszczka znalazła moje świadectwo z dziewiątej klasy z IV Liceum Ogólnokształcącego imienia Adama Mickiewicza na Saskiej Kępie – podejmuje opowieść Żelaziński. – Czyta, czyta i nagle mówi: „To ja- kaś fałszywka. Niemożliwe, żeby ktoś miał takie świadectwo!” A ja miałem sześć ocen niedostatecznych, sto sześćdziesiąt dziewięć opuszczonych godzin lekcyjnych i ledwie dwie trójki – ze sprawowania i gimnastyki. Nie otrzymałem promocji do dziesiątej klasy i wyrzucono mnie za „brak postępów w nauce i demoralizujący wpływ na kolegów”. – To nieźle miałeś. – W głosie Ryszarda przebija nutka podziwu, bo z nauką też był na bakier. Jeśli ojciec był dla małego Rysia przewodnikiem dziecięcych wypraw, to Janusz był jego najwierniejszym towarzyszem. I serdecznym przyjacielem. Poznali się, kiedy mieli po parę lat. Jeden wypatrzył drugiego i uznał, że przyłączy się do zabawy. – Była późna wiosna 1941 roku, bawiłem się przed domem – opowiada Żelaziński. – Po drugiej stronie ulicy stał Rysio, taki sam kajtek jak ja, dzieli nas niecały rok różnicy. Z kolegą próbowali złapać pisklę, które wypadło z gniazda, więc dołączyłem do tych łowów. I tak się ta znajomość zaczęła. Janusz Żelaziński przed wojną mieszkał razem z rodzicami w Międzylesiu. Matka pracowała w fabryce Philipsa, ojciec miał firmę zajmującą się projekto- waniem i budową centrali telefonicznych. Codziennie dojeżdżali do Warszawy pociągiem elektrycznym. Przestali, kiedy wybuchła wojna, bo Niemcy coraz częściej organizowali na stacjach łapanki i wywozili podróżnych na roboty Kup książkę Poleć książkę 184 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E Rysiek, niestety ustawił się tyłem do fotografa. We wspomnianej grupie był jedynym cywilem, ale doświadczenie miał niebagatelne, bo przede wszystkim praktyczne. Skowron nie ukrywa, że bardzo się ono przydało: – Doskonale znał regiony podbiegunowe, z wyprzedzeniem uświadomił nam, jakie warunki środowiskowe na nas czekają. Uczestniczył też w pracach związanych z projektowaniem budynków mieszkalnych, zasilania w energię elektryczną czy sposobów łączności. Na miejscu pomagał w pracach budow- lanych. Robił też rozpoznanie terenu pod przyszłą budowę laboratorium geofizycznego. W ostatnich dniach grudnia 1976 roku z Gdyni wypłynęły dwa statki: Dalmor i Zabrze. I Polska Wyprawa Antarktyczna pod kierownictwem Rakusy-Suszczewskiego rozpoczęła długą podróż na południe. Ponad sto pięćdziesiąt osób (w tym pięćdziesięciu dwóch wojskowych) i prawie trzy tysiące ton ładunku. Ciężki sprzęt, taki jak trzy amfibie PTS, dwa dźwigi samojezdne czy łodzie desantowe, zapewniło wojsko. 27 stycznia 1977 roku ekspedycja dotarła do Szetlandów Południowych. Rekonesans rozpoczęto od Wyspy Króla Jerzego, największej w archipela- gu. Po wizji lokalnej w kilku miejscach okazało się, że najlepsze warunki są nad Zatoką Admiralicji. Tam postanowiono wybudować pierwszą polską stację naukową w Antarktyce. Czas gonił, bo lato w tej części świata do długich nie należy. Członkom ekspedycji zostały jedynie dwa miesiące, zanim antarktyczna zima przysypie wyspę śniegiem, a zatokę skuje lodem, utrudniając żeglugę. Czasu mało, ale duch ochoczy – roboty budowlane, rozpoczęte 2 lutego, zakończono 25 marca. Mój rozmówca odprowadza mnie na przystanek autobusowy. Dookoła słoneczna, pyszniąca się barwami jesień, dla nas – niewidoczna, bo myślami jesteśmy daleko na południu. Tam, gdzie jeszcze trwa zima. Skowron uśmie- cha się do wspomnień i puentuje: – Moim celem było, aby ludzie na tej stacji mogli bezpiecznie spędzić rok48. Okazało się, że większych błędów nie zrobiłem, a stacja stoi do dziś. To dzieło mojego życia. 48 I Polska Wyprawa Antarktyczna zimowała w latach 1976–77. Kup książkę Poleć książkę Stacja Arctowski 185 Stacja Arctowski W jednej ze scen Człowieka z marmuru w reżyserii Andrzeja Wajdy Win- centy Witek (Michał Tarkowski) próbuje przedstawić Agnieszce (Krystyna Janda), studentce szkoły filmowej, rozmach budowy Huty Katowice, której jest dyrektorem. Mówi: Te trzy kolosy, które tam pani widzi, żółte, to są spycharko-ładowarki. Dwa takie jeszcze pracują w Porcie Północnym. Dziewczynę bardziej jednak interesuje historia jego przyjaciela, Mateusza Birkuta (Jerzy Radziwiłłowicz), niż proces powstawania socjalistycznego olbrzyma, największego kombinatu metalurgicznego w Polsce, jednego z symboli dekady rządów Edwarda Gierka. To, czego Witek opowiedzieć nie zdążył, uzupełnia kamera, ślizgając się kolejnymi ujęciami po monumental- nym placu budowy. Coś podobnego musiało się wydarzyć pod koniec lat siedemdziesiątych w Antarktyce. Ogrom problemów chwilami nas przerastał. […] Nikt z nas nie prowadził wyła- dunku kilku tysięcy ton sprzętu bez portu i urządzeń portowych. Wszystko to miało się odbywać w trudnych warunkach silnych i zmiennych wiatrów. Nie mówię o tym, że w przeciągu dwóch, a najwyżej trzech miesięcy musieliśmy wybudować całą stację […]. W warunkach krajowych obiektu takiego nie wybudowano by w rok. […] Ta wyprawa była po prostu budową Huty Kato- wice w stosunku do typowych wypraw, w jakich do tej pory uczestniczyłem49 – pisze Rysiek dziewiętnaście lat później na łamach miesięcznika „Po- znaj Świat”. A przecież przed wyjazdem wyobrażał sobie małą i przytulną bazę, jaką pamiętał ze Spitsbergenu… Jedno nie uległo zmianie – zaan- gażowanie przy budowie stacji, takie samo jak na północy, bo wyprawy 49 Czajkowski R., Stacja Arctowski, „Poznaj Świat” VI, 1995, s. 50. Kup książkę Poleć książkę 186 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E . Antarktyczny plac budowy polarne były i są organizowane przez entuzjastów. A ludzie wiedzeni ideą są w stanie pracować z większym poświęceniem. W dzienniku budowy stacji zachował się dokładny zapis kolejno wykony- wanych prac. Jego kopia jest dostępna w internecie50, oryginał znajduje się w domowym archiwum państwa Skowronów. Brulion formatu A4 z pożół- kłymi kartkami, włożony w plastikową, brązową okładkę. W środku staranne rysunki techniczne, pieczołowicie zapisane liczby, parametry i wzory. Pod niektórymi zapiskami rozpoznaję zamaszysty podpis Stanisława Rakusy- -Suszczewskiego – ślad aprobaty dla działań naczelnego inżyniera budowy. Dane dotyczące materiałów idą w tony, a rozwiązania techniczne opisy- wanych obiektów aspirują do miana nowatorskich. W końcu budownictwo polarne było dla grupy technicznej rzeczą zupełnie nową, do której umie- jętności zdobyte w Polsce dopiero musieli dopasowywać. – Budynki powinny być podniesione nad powierzchnię gruntu, żeby nie zasypał ich śnieg, a wiatr mógł go swobodnie przewiewać. Rysiek nam opowiadał, że w Mołodiożnej Rosjanie stawiali domy na palach, ale 50 Dziennik budowy stacji Arctowskiego, http://www.arctowski.pl/arctowski/biblioteka/ pdf/zapisy_dziennik_budowy_stacji.pdf [dostęp: 19.09.2018]. Kup książkę Poleć książkę Stacja Arctowski 187 . Powstawanie laboratorium geofizycznego ja wiedziałem, że jak wezmę kilkaset pali, to ich umiejscowienie zajmie tyle czasu, że nie zdążymy z budową stacji. Skorzystaliśmy więc z funda- mentów prefabrykowanych – wspomina Skowron, podkreślając, że każde rozwiązanie musiało być przemyślane. Trwała walka z czasem, ludzie pracowali po kilkanaście godzin na dobę. W sprawozdaniu z wykonanych robót listę wniosków końcowych otwiera spostrzeżenie: Techniczna działalność w rejonach polarnych, ze względu na warunki klimatyczne, nawigacyjne, lodowe i terenowe oraz specyfikę organiza- cyjną, nie ma żadnych analogii w budownictwie krajowym51. Dlatego też nikt nikogo nie pytał o uprawnienia i certyfikaty, bo liczyło się doświadczenie i chęć do pracy. A tej nie brakowało, bez względu na stopień naukowy czy charakter wykonywanych obowiązków. Rysiek uczył się spawać, operować dźwigiem i kierować olbrzymią amfibią typu PTS do przewożenia ładunku ze statku na ląd, która przypominała mu radziecką 51 Op. cit. Kup książkę Poleć książkę 252 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E Świat widziany oczyma kobiet 26 marca 2018 roku, Arteteka Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Kra- kowie. Rysiek spotyka się z miłośnikami podróży, którzy nigdy nie mają dość jego opowieści. Program przewiduje projekcję filmu Sposób na Afrykę hojnie okraszoną anegdotami i historiami z Czarnego Kontynentu, który- mi Rysiek potrafi sypać jak z rękawa. Jest lekkie opóźnienie, bo technicy walczą z prawidłowym wyświetlaniem filmu w rzadko spotykanym forma- cie. Wykorzystujemy ten moment i niespiesznie gawędzimy w kuluarach z organizatorami. Nagle jeden z nich pyta Ryśka: – Jak ty to robisz, że te kobiety tak do ciebie lgną? Rysiek się chwilę zastanawia i mruga do mnie porozumiewawczo. – Po prostu z nimi rozmawiam. Wszyscy wybuchamy śmiechem. Jestem bardzo ciekawa tego wystąpienia, a podczas spotkania ukradkiem obserwuję zasłuchane twarze. Na sali przeważają młodzi ludzie, którzy nie mogą oderwać wzroku od prelegenta. Ryśkowi też jakby nagle ubyło lat, opowiada barwnie, ze swadą, zaskakuje otwartością spojrzenia. Jeden żart, który rzuca na początku wystąpienia, zbiera salwę śmiechu i zdobywa uwagę publiczności na kolejne półtorej godziny. Czy ma znaczenie to, że wśród zebranych przeważają przedstawicielki płci pięknej? Rysiek lubi mawiać, że poznaje świat oczami kobiet. Trudno stwierdzić, ile w tym typowo męskiego gadania, a ile podróżniczej pasji odkrywania. A może jest i jedno, i drugie? Nie zawsze tak jednak było. – Wstyd się przyznać, ale mając dwadzieścia lat, niewiele wiedziałem o kobietach. Kiedy byliśmy w górach, to jako instruktor często poganiałem moje koleżanki, miałem wobec nich wysokie oczekiwania. Nie rozumiałem, że mogą mieć gorsze dni, kiedy były słabsze, źle się czuły. Nikt mi tego nie uświadomił i potem było mi głupio, że tego nie wiedziałem – wspomina swoje młodzieńcze początki w świecie kobiet. Wyzwaniem była Antarktyda, kiedy na kilkanaście miesięcy znalazł się z dala od żony, w niepodzielnie męskim środowisku. Ryśkowa ciekawość Kup książkę Poleć książkę Świat widziany oczyma kobiet 253 świata ułatwiała przetrwanie okresów bezczynności, ale dotkliwość braku kobiet była oczywista, zwłaszcza podczas długich zimnych miesięcy nocy polarnej. Te historie pozostały na dalekim południu, a w myśl niepisanej zasady nie odbiły się echem na Starym Kontynencie. Gdy skończyło się zimowanie, pojawiły się kobiety. Rysiek tak to zapamiętał: – Kiedy samolot wylądował, pierwszą osobą, którą zobaczyłem, była pra- cownica statku, ubrana w piękne futro. Jej widok tak mnie poruszył, że od razu do niej podszedłem i powiedziałem mnóstwo komplementów, czego za bardzo nie umiem robić. Podejrzewam, że dla niej to też było przeżycie, bo takich pochwał raczej nie słyszała od kolegów marynarzy. Przez całą drogę byliśmy przyjaciółmi. Najgorsze, że co chwilę pojawiała się inna kobieta, bo na statku było ich kilkanaście. Byłem przekonany, że ta pierwsza, którą zobaczyłem, jest najpiękniejsza na świecie. Trzecią z kolei była Sława, z którą się zaprzyjaźnił. Kiedy pytam, co ich łączyło, Rysiek odpowiada, że długa, wspólna podróż. Szczypty pikanterii dodaje historia, którą opowiada w następnej kolejności: – Na statku obchodziliśmy sylwestra. Sława powiedziała: „Rysiek, nie pójdę na zabawę, bo wszyscy się będą do mnie zalecali”. Mnie pewnie też miała na myśli. Dała mi klucz od kajuty i ja jako młody człowiek wyobrażałem sobie Bóg wie co. Ten klucz miał dla mnie istotne znaczenie i bardzo byłem z tego dumny, ale nie mogłem o nim nikomu powiedzieć. Kiedy zaczął się sylwester i wszyscy się bawili, poszedłem, żeby ten klucz wykorzystać. Okazało się, że przed tą kajutą siedziało już iluś marynarzy i nie miałem innego wyjścia, jak się wycofać. Kilkakrotnie tam przychodziłem i sytuacja się powtarzała. Sława miała dobrą ochronę, a Ryśkowe „Bóg wie co” pozostało w sferze marzeń. Może dlatego mógł bez większych wyrzutów sumienia pokazać po powrocie wśród tylu innych zdjęć fotografię Sławy opalającej się u wybrzeży Antarktydy w kostiumie kąpielowym. – Maryla oczywiście pytała, kto to jest. Poznała całą historię. O sprawach, które nie mają zakończeń, łatwo opowiedzieć i łatwo w nie uwierzyć. W latach siedemdziesiątych w letnich wyprawach na Spitsbergen również uczestniczyły kobiety. Rysiek dzieli się swoimi spostrzeżeniami: Kup książkę Poleć książkę 254 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E – Zaobserwowałem, że przy kobietach w  stacji mężczyźni się inaczej zachowywali, bardziej się cenzurowali. Sam nie czułem po- trzeby modyfikowania zachowania z powodu damskiego towarzystwa. Koledzy cieszyli się, bo panie zawsze coś dobrego ugotowały. Dla mnie jednak bardziej istotna była ta in- ność spojrzenia, to mnie ciekawiło. Za to kiedy przebywałem na Antark- tydzie, na imprezy, które przecież odbywały się wyłącznie w męskim gronie, zakładałem marynarkę. Normalnie unikam takich ubrań jak ognia. Wtedy była to próba odróż- nienia jednego dnia od drugiego w polarnej monotonii. . Pasztuńska koczowniczka, należąca do rdzennej grupy etnicznej z Afganistanu Na Spitsbergenie Ryśka interesowało, jak kobiety sobie radzą w trud- nych warunkach. Pamięta, że uczył swoje koleżanki pływać łodzią. Praw- dziwym przełomem był jednak wspomniany już wyjazd do Afganistanu w 1972 roku. – Kiedy jechaliśmy autobusem, akurat szła karawana. Na jej czele jechały kobiety na wielbłądach, obwieszone srebrnymi ozdobami. Nie ustępowały przed autobusem, to pojazd musiał się zatrzymać, a one dumnie przecho- dziły obok nas – zauważa Rysiek. – Były same, bo mężczyźni gdzieś z tyłu prowadzili bydło, więc próbowaliśmy je czarować. Nie było mowy, żeby nawiązać jakikolwiek kontakt. Nawet na uśmiech nie mogliśmy liczyć. W Afganistanie Rysiek zrozumiał, że odtąd celem jego podróży będą lu- dzie. Ale to kobiety stały się dla niego łączniczkami z nieznanymi zwyczajami. Tłumaczyły mu codzienność. Wprowadzały w kulturę. Najpierw jednak musiał zrozumieć reguły rządzące lokalnymi społecznościami. – Zawsze mi było łatwiej nawiązać kontakt z kobietą. Jest spore prawdo- podobieństwo, że to, co potem opowiadałem o moich podróżach, było niczym innym jak wizją kobiet, z którymi podczas nich rozmawiałem – wspomina. Kup książkę Poleć książkę Świat widziany oczyma kobiet 255 . Spotkanie z kobietami w wiosce w dolinie rzeki Omo w południowej Etiopii Potem nawiązuje do pewnego specyficznego aspektu świata pełnego ko- biet: – W małych miejscowościach, dalekich od naszej cywilizacji, występuje stały problem: opuszczenie wspólnoty przez mężczyzn w sile wieku. Kiedy naturalny sposób życia oparty na samowystarczalności się zakłóci i po- trzebne są pieniądze, to mężczyzna musi iść do pracy. W kopalni, na roli… Początkowo wraca do swojej rodziny, potem, z upływem czasu, w ogóle o niej zapomina. Spotykałem takie miejscowości w Afryce, w dolinie rzeki Omo, w Lesotho i w Swazilandzie96, gdzie w większości byli tylko chłopcy i starcy. Dzięki temu w sposób naturalny mogłem rozmawiać z kobietami. Żeby trafić do kobiecego świata, trzeba było zyskać przychylność mężczy- zny. Męża, brata czy kuzyna. Innym razem to życzliwość kobiet umożliwiała mu wstęp do męskiego świata. Szybkie wyczucie lokalnej etykiety ułatwiało Ryśkowi nawiązywanie kontaktu z miejscowymi. Wcześniej jednak była po- trzebna dokładna obserwacja. – Jechaliśmy autobusem razem z miejscowymi z Kabulu do Kunduzu. W środku najpierw siedziały panie, potem, jak myśmy mówili, właściciele 96 Obecnie Eswatini. Kup książkę Poleć książkę 256 RYSZARD CZAJKOWSKI P O D R Ó Ż N I K O D Z AW S Z E pań, czyli mężowie, a potem dopiero my i cała reszta. Wszyscy znali swoje odgórnie określone miejsce w grupie – śmieje się Rysiek. Przeglądając jego zdjęcia, nie sposób nie trafić na kobiece portrety. Panie uśmiechają się, poważnie patrzą w obiektyw, ukrywają wzrok. Czasem ich twarz przysłania udrapowany kawałek tkaniny, czasem głowę zdobi mister- nie i ze smakiem skomponowana fryzura. Przed oczami przesuwa się szereg typów urody, reprezentacja miejsc na mapie świata. Uzupełniają go sceny z codziennego życia, w którym dominują zajęcia tradycyjnie przypisywane przedstawicielkom płci żeńskiej – wyszywanie makatek, suszenie ziarna, pielenie przydomowych ogródków. Nie brak też kadrów poświęconych ma- cierzyństwu, gdyż w tradycyjnych społecznościach wiecznie zapracowanej matce towarzyszy jej pociecha. Zawinięta w chustę na plecach, trzymająca się maminej spódnicy. Niektóre z tych zdjęć zauważam później podczas wer- towania kolejnych numerów czasopisma „Poznaj Świat”. Nie muszę zgadywać, kto jest ich autorem. . Mieszkanka Mauretanii . Mieszkanka Bukavu (Zair) Kup książkę Poleć książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ryszard Czajkowski. Podróżnik od zawsze
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: