Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00381 014559 13631127 na godz. na dobę w sumie
Rzeczpospolita Krakowska, jej lata i ludzie - ebook/pdf
Rzeczpospolita Krakowska, jej lata i ludzie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 257
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883–242–1517–1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Są to zwięzłe dzieje Wolnego Miasta Krakowa w latach 1815-1846: jego powstania, ustroju i trudnej pozycji pomiędzy rosyjskim, austriackim i pruskim zaborem, którą niemiecki uczony Konstanty Wurzbach ironicznie porównał do sytuacji myszy obserwowanej przez trzy koty. Miasto o wielkiej tradycji, ale zbiedniałe i pozbawione uprzedniego znaczenia, powoli podnosiło się z upadku. Szczególnie ciekawe są dzieje miejscowego społeczeństwa, które wzbogacali przybysze z bliższych okolic i dalszych krajów – przyjmowani dobrze, bo nie cechowała Krakowa ksenofobia. Przybysze ci polonizowali się rychło, czemu sprzyjała rola, jaką pełniło miasto pod Wawelem: strażnicy polskiej tradycji narodowej. Pojawi się w tym środowisku dążenie do odegrania istotnej roli w dziedzinie nauki i kultury; ujawni się to w następnym pokoleniu po upadku Wolnego Miasta, to jest w epoce Młodej Polski. Zatem czasy tej niewielkiej Rzeczypospolitej nie przeminęły w dziejach narodu polskiego bez ważnego śladu.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Stanisław Grodziski RZECZPOSPOLITA KRAKOWSKA, JEJ LATA I LUDZIE universitas RZECZPOSPOLITA KRAKOWSKA , JEJ LATA I LUDZIE Stanisław Grodziski RZECZPOSPOLITA KRAKOWSKA, JEJ LATA I LUDZIE Kraków © Copyright by Stanisław Grodziski and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012 ISBN 97883–242–1517–1 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak Na okładce H. Walter, Kollegium Jagiellońskie (Biblioteka) w Krakowie, rys. z nat., lit. M. Salba www.universitas.com.pl Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny, jak świat jest boży, tak on był nasz własny. Jakże tam do nas wszystko należało, jak pomnim wszystko, co nas otaczało. I tylko krajów tych obywatele, jedni zostali, wierni przyjaciele, jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni! Bo któż tam mieszkał? Matka, bracia, krewni, sąsiedzi dobrzy... Adam M. Spis rzeczy 9 22 Zanim jeszcze powstała Kształt, jaki jej nadano 39 Dzieje narzucone W służbie tradycji 68 Mieszkańcy miasta 82 Mieszkańcy wsi podkrakowskiej Na małej prowincji Na krakowskim Rynku 194 Co po Rzeczypospolitej zostało 157 WYBRANA BIBLIOGRAFIA INDEKS OSÓB 225 221 140 212 Zanim jeszcze powstała W Pierwszej Rzeczypospolitej, kraju ziemiańskich dworów i magnackich latyfundiów, opartych na poddańczej pracy wło- ścian, niewiele było miejsca dla miast. Tu jednak będzie mowa o jednym z nich, ongiś znacznym i bogatym, z czasem podupa- dłym, ale pamiętającym o dawnej tradycji. Było to miasto, w którym kiedyś rezydował król, ale rządził bo- gaty patrycjat; miejscowy kupiec podejmował ucztą monarchów, a butny magnat, gdy obraził rzemieślnika, płacił za to krwią; w którym stanowisko profesora Akademii oznaczało nobilitację; w którym królewski błazen okazywał się mądrym statystą. Wchłaniało to miasto i przetwarzało całe fale osiedleńcze; średniowieczną kolonizację niemiecką; osadnictwo żydowskie; imigrację czeską w czasie wojen husyckich; napływ włoski w XVI wieku, a od końca XVIII wieku – niemiecko-austriacki. Każda z tych fal pozostawiała swoje ślady nie tylko w niepokoju archi- tektury, ale także w świadomości społecznej. Z czasem żyło się w tym mieście coraz gorzej. Opuścił je dwór królewski, przestał w nim zbierać się sejm, gdzie indziej ulokował się Trybunał Koronny, nie pojawiały się już świetne poselstwa zagraniczne. Wielcy magnaci i zamożni ziemianie, jeśli budowali sobie w tym mieście pałace i dwory, to żyli w swoim gronie, dumnie wynosząc się ponad miejscowe mieszczaństwo. Przyszły zniszczenia wojenne, pogłębiał się zastój gospodarczy. 10 Zanim jeszcze powstała Nas tu jednak interesuje kolejna epoka, kiedy miasto zaczęło podnosić się z upadku. Szkoda, że było to w czasach, kiedy upa- dało państwo, którego ongiś to miasto było stolicą. Propozycja spaceru po Krakowie i jego okolicach – a tym właśnie byłaby lektura tego tekstu – jest pouczająca i miła, ale niezbyt oryginalna. Godna uwagi jest natomiast propozycja spa- ceru po mieście takim, jakim było w latach 1815–1846, w cza- sach „Wolnego Miasta”. Chodzilibyśmy tymi samymi ulicami, choć niektóre z nich nosiły inne nazwy (dziwne, jak niektóre generacje starają się za- cierać ślady po swoich poprzednikach), koło tych samych kamie- nic i kościołów. Mniej zajmiemy się problemem, które z zabyt- ków uległy zniszczeniu i z czyjej winy. Postaramy się natomiast napotkać ludzi w nadziei, iż znajdą się pomiędzy nimi nasi pra- dziadowie. Starsi przechodnie to pokolenie pamiętające jeszcze Rzecz- pospolitą; nosiło się ono zgodnie z modą końca XVIII wieku, wspominało czasy Sejmu Wielkiego czy Insurekcji jako czasy swojej młodości. Po trosze epigoni, po trosze weterani, którzy patrzyli na upadek państwa, ale nie przypisywali sobie winy za klęskę – przecież walczyli! Młodsi to już pokolenie, które wywodziło się z czasów na- poleońskich, a szczyt ich aktywności życiowej przypadał na czasy Wolnego Miasta Krakowa; to pokolenie interesować nas tu będzie najbardziej. Może w mniejszym stopniu zajmiemy się ich powstańczą próbą, która zakończyła się klęską, polityczną w Krakowie, społeczną w sąsiedniej Galicji – choć ich „Manifest do Narodu Polskiego” z 1846 roku jest jednym z najpiękniej- szych tekstów, jakie powstały w Europie ówczesnej. Ale sporo po sobie zostawili, w samym mieście i na wsi. Oto- czyli miasto Plantami, przyłączyli Kazimierz i szereg pomniej- szych jurydyk, decydując w ten sposób o samym sercu Krakowa. Podejmowali pracę nad ochroną zabytków i mieli już – choć nie do końca skrystalizowaną – wizję przyszłości Krakowa jako strażnicy tradycji narodowej, centrum nauki i kultury. Zanim jeszcze powstała 11 Warto więc przyjrzeć się temu środowisku, jego wadom i za- letom. „Już Polska wymazana jest z liczby narodów. W mieszkaniach królów, w siedliskach władzy rządowej wije pająk pajęczynę, a puszczyk bezpiecznie na wieżach gmachów spoczywając, wyda- je głos ostrzeżenia...” – pisał Tadeusz Czacki, działacz i uczony, który czas pewien przebywał w Krakowie i miał przed oczyma smutny obraz opustoszałego Wawelu. Przypomnijmy sobie, iż Kraków z końcem XVIII wieku to niewielkie miasto nadgraniczne. Z prawego brzegu Wisły pa- trzyły na Wawel straże austriackie, a cesarz Józef II, obdarzając sąsiednie Podgórze przywilejami, zmierzał do osłabienia, a może i całkowitego dobicia Krakowa. Jeden z ówczesnych obserwa- torów – Stanisław Wodzicki, o którym będzie tu jeszcze mowa – wspominał, że Józef II, zwiedzając Galicję i nie pytając niko- go o zgodę, przekroczył granicę, która biegła wówczas Wisłą, i wraz z całą świtą wyszedł na Wzgórze Wawelskie: „miał zwykły mundur jeneralski makowego koloru, włosy upudrowane, nakry- te trójgraniastym, galonowym kapelusikiem. W całej postaci nie było nic ujmującego, owszem, jakiś wyraz wzgardy i lekceważe- nia, jakby od niego zaczynała się historia świata. Towarzyszy- ło mu dwóch starych, niemogących za nim nadążyć jenerałów: Laudon, sławny z wojny siedmioletniej, i Nostitz; prócz tego kil- ku wyższych oficerów. Biegał on wszędzie po zamku, właził na mury, patrzył przez perspektywę i często ironicznie uśmiechał się do Laudona, wskazując na stojących opodal kilku kontuszo- wej szlachty...” Niewczesne to było lekceważenie. Przytoczyć tu trzeba znacz- nie późniejszą, ale ważną opinię, bo wyrażoną przez drugiego zaborcę. Wspominała Maria Estreicherówna, iż car Mikołaj I, przejeżdżając tędy w czasie Wiosny Ludów, przyjrzał się panora- mie Krakowa od strony Błoń i powiedział „To miasto stworzone jest na stolicę”. Stolicą jednak być przestało, a ogólny regres miast polskich w XVII wieku, klęski wojenne w XVII i XVIII wieku dopełniły 12 Zanim jeszcze powstała dzieła. „O, było niegdyś to miasto nieskalane, ale orły z niego uleciały” – jak napisano później. Zmalało miasto, zmaleli w nim ludzie; format jego przywódców przejawił się zwłaszcza w czasie, gdy na sejmie, który miał się stać czteroletnim, poruszono kwestię miejską. Kiedy Jan Dekert, burmistrz Starej Warszawy, zapraszał delegatów miast, którzy niebawem w 1790 zorganizowali „czarną procesję” w imieniu około 200 miast i miasteczek z całej Rzeczy- pospolitej, zabrakło w niej Krakowa. Rada przestrzegła bowiem swego przedstawiciela, Filipa Nereusza Lichockiego, by się do tej działalności nie mieszał, lecz występował tylko z lokalnymi, krakowskimi prośbami. Nie obdarzył też niebawem Lichockiego zaufaniem Tadeusz Kościuszko, zdejmując go z funkcji burmi- strza. Przerażony Lichocki zdobył się wówczas na gest odpowia- dający jego formatowi; przekazał na rzecz powstania 10 sztuk broni i 12 talarów z uzasadnieniem, „aby mnie nie powiesili”. I rzeczywiście go nie powiesili, ale nie z uwagi na jego wielkie winy, lecz dlatego, że go wówczas nie zauważono. Tymczasem ponownie obrany burmistrzem, gorącymi słowy witał wkracza- jących do Krakowa Austriaków i oddał im klucze miasta. Z tym już gestem przeszedł Lichocki do historii. Niewesołe to przykłady, ale mimo wszystko nie uzasadniają sądu, jaki opublikował później jeden z obywateli Wolnego Mia- sta Krakowa, przedstawiciel następnego pokolenia. Walerian Ka- linka (1826–1886), o którym Joachim Lelewel powiedział, że ta „malutka żmija do wszystkiego zdatna”, a jeszcze zanim został księdzem, już wygłaszał kazania. W „Listach o Krakowie”, wy- danych pod pseudonimem, odmalował skrajnie krytyczny obraz swego rodzinnego miasta: Jak Diogenes z latarnią w ręku szukałem człowieka, w którego by oczach połyskiwał ten ogień, co zamiast w sercach waszych, tli się jeszcze w grobach pod waszymi nogami. Daremnie... W części jest to obraz zaczerpnięty z Mickiewicza, iż „nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa...”, Zanim jeszcze powstała 13 ale Kalinka pominął świadomie dalszy tekst, stwierdzający, iż „wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”... Wróćmy jednak do czasów cesarza Józefa II, pełnego pychy zdobywcy, i jego lekceważącego spojrzenia na Rzeczpospolitą. Zagarnął jej prowincję, ale nie zdążył zrealizować swego planu, by Galicję przeobrazić w kraj koronny dostarczający zdrowe- go rekruta dla austriackiej armii i płacący znaczne podatki do wiedeńskiego skarbu. Nieco później – był to rok 1794 – jedna z gazet niemieckich doniosła swoim czytelnikom, iż „na dnia 23 marca przybywszy bryczką polski szlachcic z Podgórza, wy- powiedział nazajutrz Imperatorowej i królowi pruskiemu wojnę”. Gazeta owa nie poinformowała jednak czytelników, iż Tadeusz Kościuszko znajdował się w granicach państwa polskiego, gdzie właśnie wojska carycy Katarzyny II czy króla Fryderyka Wilhel- ma II były agresorami. Kraków – na krótki niestety czas – stał się wtedy stolicą Rzeczypospolitej. Co więcej: kiedy po drugim rozbiorze Częstochowa znalazła się pod pruskim panowaniem, do Krakowa właśnie, do kościoła na Skałce, zamierzano przenieść jasnogórski obraz „Królowej Ko- rony Polskiej”. Przecież Królowa nie może przebywać poza swoją Koroną. Niestety, uniemożliwił to dalszy przebieg wydarzeń. Sojusz „trzech czarnych orłów” doprowadził do upadku Rze- czypospolitej. Nie udało się jednak – jak tego domagała się Kon- wencja petersburska 1797 roku – wymazać jej na zawsze z mapy Europy. Z całą ostrością przypomniały sprawę polską wojny na- poleońskie; było rzeczą oczywistą, że przy jakimkolwiek wsparciu z zewnątrz naród polski odbuduje swoje państwo. Tak się nie stało na skutek tego, iż zawiodło w 1812 roku owo „wsparcie z zewnątrz”; wiadomo było jednak, iż nie da się powrócić do Konwencji peters- burskiej, usuwającej Polskę z europejskiej mapy i pamięci. W 1815 roku z części Księstwa Warszawskiego powstało Królestwo Polskie, pod berłem carów rosyjskich, którzy jednak dopisali sobie tytuł królów polskich. Zarysowało się rozwiązanie „rosyjsko-polskie”. Nie uszło uwagi niektórych obserwatorów, iż państwo, którego stolicą był ongiś Włodzimierz nad Klaźmą, 14 Zanim jeszcze powstała a potem Moskwa, przesunęło swoje centrum nad Bałtyk, budu- jąc Petersburg. To może następna będzie Warszawa? Oczywi- ście, bez pytania Polaków o zgodę. Nowy kształt, także i ziem polskich, gwarantować miało Europie Święte Przymierze. Wśród tych wielkich układów i koncepcji pojawiła się nagle drobna sprawa. O Kraków, dawną stolicę Rzeczypospolitej, wy- buchł spór pomiędzy Rosją i Austrią. Każde z tych państw chcia- ło Kraków dla siebie, po części z uwagi na symbol, jakim byłoby władztwo nad Wawelem. Gotowe też były włączyć się do sporu i Prusy w myśl starej zasady, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Kiedy spór zaognił się, w pewnej mierze do zgody do- prowadził cesarz Napoleon, który opuściwszy Elbę, wylądował we Francji, odzyskał władzę i zagroził koalicji nową kampanią wojenną. Zanim jeszcze w czerwcu 1815 stoczona została bitwa pod Waterloo, już w maju doszło do zgody w sprawie podziału ziem polskich. Kraków wraz z okolicą wzdłuż lewego brzegu Wisły stał się „Wolnym Miastem”, odrębną, choć nie suwerenną jednostką terytorialną. W rocznicę 3 Maja w 1815 roku podpisano trzy dwustronne traktaty: austriacko-rosyjski, rosyjsko-pruski i pru- sko-austriacki, oraz tak zwany „Traktat dodatkowy”, dotyczący Krakowa. Oto niektóre z postanowień tego traktatu w przekła- dzie z języka francuskiego, którym posługiwał się kongres wie- deński. Zwróćmy także uwagę na głównego tego traktatu autora i jego bogatą tytulaturę: My Aleksander I, z Bożej łaski Cesarz i Samowładca Wszech Rosji, Moskwy, Kijowa, Włodzimierza, Nowogrodu, Car Kazania, Car Astrachania, Król Polski, Car Syberski, Car Chersońsko-Tau- rydzki, Pan na Pleskowie i Wielki Książę Smoleński, Litewski, Wołyński, Podolski i Finlandzki, Książę Estoński, Inflantski, Kur- landzki i Semigalski, Żmudzki, Białostocki, Karelski [...] panujący nad całą stroną północną [...], wiadomo czynimy niniejszym, iż za wspólnym układem między Nami, Najjaśniejszym Cesarzem Au- strii... i Najjaśniejszym Królem Pruskim [...], zawarty i podpisany został w Wiedniu dnia 3 maja traktat [...]. Zanim jeszcze powstała 15 Artykuł I: Miasto Kraków wraz ze swoim okręgiem uważane będzie na wieczne czasy za miasto wolne, niepodległe i ściśle neutralne, pod protekcją trzech Wysokich Stron Kontraktujących. Artykuł II: Okręg Wolnego Miasta Krakowa mieć będzie za granicę na lewym brzegu Wisły linię, która zaczyna się od wsi Wolica, przy ujściu strumienia, który przy tej wsi wpada w Wisłę, pójdzie w górę tegoż strumienia przez Cło, Kościelniki aż do Czulic, tym sposo- bem iż te wsie należeć będą do okręgu Wolnego Miasta Krakowa. Stamtąd idąc wzdłuż granicami wsi, linia prowadzona będzie przez Dziekanowice, Garlicę, Tomaszowice, Karniowice, które również pozostaną w okręgu Wolnego Miasta Krakowa aż do punktu gdzie zaczyna się granica odłączająca Powiat Krzeszowski od Olkuskie- go. Dalej ta linia ciągnąc się będzie brzegiem wspomnianych dwu powiatów aż do granicy Śląska Pruskiego. Tak zrazu szczegółowo, a potem niejasno określona granica pozostawiała po stronie Rzeczypospolitej Krakowskiej wsi: Ko- bylany, Paczółtowice, Czerną z jej klasztorem Karmelitów Bo- sych, Ostrężnicę, Lgotę, Płoki, Czyżówkę, Sierszę, Ciężkowice, Szczakowę, Długoszyn. Dalej wzdłuż biegu Białej Przemszy aż do jej ujścia do Przemszy; tu powstało miejsce, gdzie spotykały się granice Prus, Rosji i Wolnego Miasta Krakowa. Kiedy w roku 1846 Kraków zostanie zajęty przez Austrię, a król pruski stanie się w 1871 roku cesarzem Niemiec, miejsce to – aż do roku 1918 – nazywane będzie „kątem trzech cesarzy”. Następnie granicę stanowił bieg Wisły i artykuł IV przytacza- nego tu traktatu stanowił, iż „Jego Cesarsko-Królewska Apostolska Mość postanowiła również dozwolić Miastu Kraków opierać swe mosty o prawy brzeg Wisły [...] Utrzymywanie brzegu tam gdzie jego mosty będą przyhaczane lub przymocowane, należy do wspo- mnianego miasta”. Kraków otrzymał wolność nawigacji na Wiśle. Podczas dyskusji nad utworzeniem Wolnego Miasta car Aleksander I domagał się, by przyłączono doń po drugiej stro- nie Wisły miasto Podgórze; zapewne powiedziano mu (mógł 16 Zanim jeszcze powstała to uczynić książę Adam Czartoryski), że w 1809 roku granica Księstwa Warszawskiego objęła Podgórze i współwłasność ko- palń w Wieliczce. Było to bardzo niedawno, zaledwie sześć lat temu, i przebieg tej granicy pamiętano. Może car liczył na to, że Wolne Miasto Kraków wraz z Podgórzem stanie się w przyszło- ści jego, jako króla polskiego, łupem? Austria jednak na to po- szerzenie zgody nie wyraziła; we Wiedniu z kolei pamiętano, że cesarz Józef II chciał uczynić z Podgórza miasto konkurencyjne dla Krakowa. I też na pewno myślano o włączeniu Krakowa do monarchii habsburskiej. W sytuacji, jaka wytworzyła się w 1815 i w następnych latach, pogląd cara Aleksandra I wydawał się znacznie bliższy realizacji. Niebłahe znaczenia miał też fakt, iż spośród trzech monarchów Aleksander, zwycięzca Napoleona, władca Królestwa Polskiego, któremu nadał konstytucję, słuchający rad księcia Adama Czar- toryskiego, szanowany przez Kościuszkę, był znacznie bliższy Po- lakom niż cesarz austriacki Franciszek I czy król pruski Fryderyk Wilhelm III. I wreszcie – choć się nie koronował – posługiwał się tytułem króla polskiego. Ten pozytywny obraz cara Aleksandra dotarł do Krakowa, choć skądinąd nie brakowało w tym mieście starych, napoleońskich weteranów. Był jednak jeszcze i jeden czynnik, który działał na rzecz cara Aleksandra: granice Wolnego Miasta. Wyraźnie zaznaczała się granica z Austrią – biegła przecież Wisłą. Choć Wisła miała licz- ne rozlewiska i starorzecza, a w lecie przy niskim stanie wody przechodziło się ją wpław, przecież była to granica widoczna i pamiętano, że obowiązywała ona w 1772–1795. Równie wyraź- na była granica pruska – biegła ona wzdłuż Przemszy. Pamiętano nie tylko przedrozbiorowe czasy polskie, ale i lata Księstwa War- szawskiego, gdzie żadnej granicy na północ od Krakowa nie było. Ustawione w pewnych odstępach drewniane słupy i patrolująca – niezbyt starannie – straż graniczna przypominały, że opuszcza się Wolne Miasto i wkracza do Królestwa. Trzeba było czasu, aby ta granica poczęła istnieć nie tylko w terenie, ale także w świadomości społecznej. Sąsiednia wieś Zanim jeszcze powstała 17 była ciągle wsią sąsiednią, z którą miało się wiele gospodarczych i rodzinnych więzów, chodziło się do kościoła czy karczmy. Nie respektowali tej granicy nie tylko chłopi, ale i panowie. Prezes Senatu Wolnego Miasta, Stanisław Wodzicki, miał swoje dobra w Kongresówce, Niedźwiedziu koło Słomnik, i czę- sto się tam bez żadnych formalności udawał. To samo, przynaj- mniej do czasu powstania listopadowego, czynili panowie Po- pielowie, Wielopolscy, Mieroszewscy i wielu innych, uboższych ziemian. „Gazeta Krakowska” podawała swoim czytelnikom, jakie dobra w Miechowskiem można zakupić bezpośrednio czy w drodze licytacji, jakie są aktualne ceny zboża. Granica nie dzieliła więc narodu. Wspomniana „Gazeta Kra- kowska” w każdym z numerów podawała na początku, co działo się w Warszawie, przytaczając wszystkie rządowe obwieszczenia, choć nie miały one mocy obowiązującej w Krakowie. Podawała też zwykłe codzienne informacje, w przekonaniu, iż interesują one czytelnika krakowskiego. Dopiero po nich podawano wia- domości z Petersburga. Daleko za nimi znajdowały się informa- cje z Wiednia, Berlina, Paryża czy Londynu. Rzeczpospolita Krakowska czy Wolne Miasto ze swoim okrę- giem to godny pamięci fragment dziejów nie tylko polskich, ale i Europy czasów Świętego Przymierza. Wśród elit intelektual- nych budziła zainteresowanie przede wszystkim z politycznych względów, miała bowiem nietypowy ustrój dla tej epoki wszech- władnego absolutyzmu. Przeciętny francuski czy niemiecki mieszczanin traktował ten twór Kongresu jako ciekawostkę, nie wiążąc go z dawną Rzeczpospolitą, o której jeśli w ogóle miał ja- kieś pojęcie, to było ono bardzo mgliste. Najwyżej zadawał sobie pytanie, czy przyniesie to ożywienie handlowe Europy Środko- wej z Cesarstwem Rosyjskim. W aktywnych politycznie kręgach społeczeństwa polskiego, skoro zawiodły rachuby na Napoleona, żywiono nadzieje na po- wstanie Królestwa Polskiego, posiadającego własną konstytucję, powiązanego z Rosją osobą panującego, ale przecież przyjmują- cego koronę polską. Wolne Miasto Kraków znalazło się na dal- 18 Zanim jeszcze powstała szym planie. Nie oznaczało to jednak, iżby nie zasługiwało na zainteresowanie, ale i na badania, nie od razu zresztą, to jest od pierwszej połowy XIX wieku, w różnych środowiskach pro- wadzone. Badaczy polskiej przeszłości uderzył więc rzucający się w oczy fakt, iż ten niedługi, trzydziestoletni okres trwania Rzeczpospolitej Krakowskiej, zaledwie jedna generacja, przy- niósł poważne zmiany: społeczne i kulturalne. Niektóre z tych zmian ujawniały się natychmiast, inne zaś obserwować można było w następnym pokoleniu, którego dzie- ciństwo i młodość przypadły na czasy Wolnego Miasta, ale wiek męski przeżywało to pokolenie w drugiej połowie XIX wieku. Dziejom ustroju i sytuacji politycznej poświęcimy tu niewiele uwagi. Zajmiemy się natomiast ludźmi, którzy tu mieszkali od pokoleń, lub przybyszami, którzy wrośli w miejscową społecz- ność. Tylko niektórzy z nich przekroczyli próg przeciętności i po- zostawili po sobie ślad w historii, i to regionalnej. Nie sprzyjała wielkim czynom i ważnym osiągnięciom atmosfera maleńkiej Rzeczypospolitej, którą jedni nazywali „poronionym tworem kongresu wiedeńskiego”, inni zaś uważali, że jest ona zwykłym zaściankiem. Czy i w jakim stopniu mieli rację, niech czytelnik wyrobi sobie własne zdanie, sine ira et studio. Okręg Wolnego Miasta – była tu już mowa o jego rozmiarach i granicach – to obszar gęsto zaludniony; przypadało w nim 70 osób na kilometr kwadratowy. Była to ludność etnicznie polska; mówiła tym samym językiem, wyznawała tę samą religię. Po- mińmy domieszkę żydowską, gospodarczo od pokoleń wrośniętą w społeczność polską, ale religijnie i kulturowo odrębną. Na uwagę zasługuje narodowa atrakcyjność Polaków, której bynajmniej nie osłabił upadek państwa polskiego. Przybysze z innych krajów szybko, zazwyczaj w ciągu jednego pokolenia polonizowali się. Było zaś tych przybyszów niemało, bo w cza- sach od końca XVIII wieku, podczas wojen napoleońskich czy po nich, przywędrowało na ten teren sporo Niemców, Czechów, Austriaków, zdarzali się nawet Francuzi. Był to proces samorzut- ny, nie miał bowiem charakteru zorganizowanej kolonizacji, jak Zanim jeszcze powstała 19 w czasach panowania Józefa II – ale proces ten popierały władze sąsiednich mocarstw. Jednolitość narodowa nie oznaczała jednolitości społecznej – utrzymywały się tradycyjne różnice między szlachtą, mieszczań- stwem i chłopami. I tu jednak dochodziło do zmian, widocz- nych na niewielkim terytorium Wolnego Miasta. Jeśli za Wisłą, w Galicji, konflikt między dworem a wsią, nie bez czynnej roli władz austriackich, doprowadził do groźnej „antyszlacheckości” wsi, to w Wolnym Mieście, choć ten sam konflikt ujawniał się wielokrotnie, „antyszlacheckość” była słabsza. W samym Krakowie mieszczaństwo było warstwą niejednoli- tą, nie tylko dlatego, że znaczny dystans dzielił zamożnego kup- ca od ubogiego rzemieślnika. Szybko bowiem wyodrębniła się grupa określana mianem inteligencji. Powoli i nie bez oporów następowało jej zbliżanie się do ziemiaństwa, które tradycyjnie strzegło dogmatu herbu i „urodzenia”. Ziemiaństwo nie doceniło narastającej potęgi tej grupy, która nabierała znaczenia przez to, że Kraków posiadał podnoszący się z upadku Uniwersytet i przy- ciągał młodą inteligencję z innych dzielnic polskich. W Rzeczypospolitej, która aż do końca swego istnienia była państwem w ogromnej większości rolniczym, panował prosty i oczywisty podział na dwór i wieś, rozwarstwiający się z czasem na pałac i chałupę. Kościół nie stanowił trzeciego czynnika – stał bowiem na poziomie dworu. Wolne Miasto Kraków odziedzi- czyło ten spadek, ale go wzbogaciło; powstała triada: dwór, wieś i miasto – przyciągające zwolnionych od poddaństwa osobistego, dające możność życia. Nie tylko w rzemiośle. Ogólna jednak sytuacja Wolnego Miasta nie była do końca ja- sna. Choć podległe surowej kontroli ościennych mocarstw i nie- suwerenne, jednak było to odrębne państwo. Konstytucję miało oktrojowaną, ale przecież używała ona określenia „Wolne Miasto Kraków”, z naciskiem na ten przymiotnik: wolne. Jak się okaza- ło, niektórzy jego obywatele sądzili, że choć osłonięte od Zacho- du przez Wiedeń i Berlin, zainteresuje Paryż i Londyn. Nie było przecież słabsze od niejednego niemieckiego księstewka. 20 Zanim jeszcze powstała W skład Rzeczypospolitej Krakowskiej wchodził sam Kra- ków, trzy miasteczka stanowiące własność prywatną: Chrzanów, Trzebinia i Nowa Góra, wreszcie dwieście dwadzieścia cztery wsie, niektóre ludne i liczebne. Na powierzchni około 1150 km kwadratowych zamieszkiwało w 1815 roku 88 000 mieszkańców, w czym 25 tysięcy w samym Krakowie. Kiedy państewko to ule- gało likwidacji w 1846 roku, jego ludność wynosiła 103 tysiące, z czego na Kraków przypadało 34 000. Mimo wspomnianego już regresu w czasach staropolskich w drugiej połowie XVIII stulecia zubożały Kraków odgrywał jeszcze poważną rolę. Wprawdzie niewiele pozostało z jego spo- łeczności, nawet koronacja króla Stanisława Augusta odbyła się w Warszawie, tu jednak znajdował się zarząd rozległych dóbr królewskich, tak zwanych Wielkorządów Krakowskich. W bez- pośrednim sąsiedztwie miasta żupy solne dostarczały poważnych dochodów Koronie. Tu znajdowała się stolica obszernej i bogatej diecezji krakowskiej, której biskup nosił tytuł księcia siewierskie- go. Nieco podupadła i zubożała, ale zachowywała swe znaczenie Akademia Krakowska. Tu krzyżowały się ważne szlaki handlowe od Wrocławia w kierunku Lwowa i Kijowa oraz z Węgier ku Warszawie. Kordon graniczny wytyczony w 1772 roku zadał poważny cios temu znaczeniu, czyniąc z Krakowa ubogie nadgraniczne miasto, odcięte od swego południowego zaplecza, zatem i od żup solnych. Mimo oporu ze strony biskupa Kajetana Sołtyka w 1785 roku oderwano od diecezji krakowskiej „Cisvistulanę” czyli część diecezji na południe od Wisły, powołując do życia diecezję tarnowską. Cesarz Józef II, nadając w 1784 roku dla Podgórza przywilej „Wolnego miasta handlowego”, wyjętego spod przepisów celnych, zmierzał – jak już wspomniano – do zduszenia handlu krakowskiego. Wprawdzie po 1795 roku, kiedy Kraków znalazł się w obrębie monarchii habsburskiej, działania te straciły na znaczeniu, ale zdążyły już wywrzeć poważne szko- dy. Niewiele się zmieniło, gdy Kraków na kilka lat (1796–1803) stał się stolicą „Galicji Zachodniej”, czyli zaboru austriackiego, Zanim jeszcze powstała 21 dokonanego w 1795 roku; miastu zagroziła wówczas forsowna germanizacja. Włączenie Krakowa do Księstwa Warszawskiego w 1809 roku germanizację tę przerwało, ale ten nowy okres trwał zbyt krótko, by mógł miastu przywrócić znaczenie. Uczynił to dopiero kongres wiedeński 1815 roku. Kongres decydując, iż wbrew zasadzie restauracji stanu poli- tycznego sprzed rewolucji francuskiej, nie zostanie odbudowane państwo polskie, uznał jednak istnienie odrębnego narodu pol- skiego. Artykuł 3 traktatu rosyjsko-pruskiego z 21 kwietnia – 3 maja 1815 roku stanowił, iż: „Polacy, poddani każdej w szcze- gólności Wysokiej Strony Kontraktującej, otrzymają instytucje, które zapewnią zachowanie ich narodowości, podług form bytu politycznego, jakie każdy z rządów, pod którymi zostawać będą, nadać im uzna za przyzwoite”. Tadeusz Kościuszko niewiele się spodziewał po decyzjach kongresu. W liście do Tomasza Jeffersona z 1816 roku pisał: „patrząc na sprzymierzone mocarstwa, jak wszędy uchybiają dobrej wierze, czynią niesprawiedliwość mniejszym państwom i postępują z ludami swoimi jak wilcy z baranami” – nie można się spodziewać niczego dobrego. Kiedy cesarz Napoleon tworzył w 1807 roku Księstwo War- szawskie, z jasnych politycznie powodów unikał nazwy „Polska”. Nieco inaczej już decydowali sygnatariusze kongresu, którzy nie czuli się związani postanowieniami Konwencji petersburskiej z 1797 roku i tej nazwy nie unikali. Niemniej jednak „Traktat dodatkowy” powołujący do życia Wolne Miasto Kraków, nie wspominał, że jest ono zamieszkane przez Polaków, ani tym bardziej że jest to szczątek dawnej Rzeczypospolitej. Tylko raz nie udało się uniknąć w konstytucji wzmianki o języku polskim jako urzędowym. Mimo to ten twór polityczny miał „zapewnić zachowanie narodowości” Polaków i na tym też polegało jego znaczenie. Spełniał je, choć nie wszyscy mieszkańcy Wolnego Miasta posiadali w tym czasie świadomość swojej narodowości i pochodzenia. Rychło się jednak polonizowali. Kształt, jaki jej nadano Należy się nieco uwagi ustrojowi Wolnego Miasta, czym był i czym mógł być, choć do tego nie dopuszczono. Są to problemy znane, więc tylko pokrótce zostaną tu przypomniane. Został ten ustrój przyniesiony z zewnątrz i narzucony, ale sami jego twórcy nie byli ze swego dzieła zadowoleni, wprowadzając zmiany do konstytucji; nie ulega też wątpliwości, iż pogłębiały się różnice między literą prawa i praktyką, nie tą oddolną, lecz narzuconą z góry. Mimo to jest rzeczą oczywistą, iż cały ten ustrój, choć obcy miejscowej tradycji i niestabilny, wpływał na codzienne życie mieszkańców. Oni też w swojej codziennej praktyce próbowali modyfikować jego kształt. Traktat wiedeński użył nazwy „Wolne Miasto Kraków”, na- dając temu określeniu oficjalny charakter. W praktyce stosowa- no jednak termin, który nie był znany konstytucji – mówiło się „Rzeczpospolita Krakowska”. Posługiwać się tu można obiema tymi nazwami, zdając sobie jednak sprawę z tego, iż ani jedna, ani druga nie oddawały rzeczywistości; „Miasto Kraków” nie było „Wolne” ani nie było „Republiką”. Stanowiło bowiem w rze- czywistości twór zbliżony do kondominium trzech ościennych mocarstw, które miały nad nim kontrolę, odbierając tym samym suwerenność i pozostawiając tylko skromną autonomię. Tymcza- sem obywatelowi tu zamieszkałemu łatwiej było użyć tradycyjnej Kształt, jaki jej nadano 23 nazwy „Rzeczpospolita”, Zgromadzenie Reprezentantów nazwać „sejmem”, a sąd apelacyjny określać jako „Trybunał”, co stanowi- ło nawiązanie do Trybunału Koronnego. Kim więc byli mieszkańcy Wolnego Miasta Krakowa? Kon- stytucja tego jasno nie określała. Na pewno nie byli poddanymi austriackimi, rosyjskimi czy pruskimi, na rzecz żadnego z tych państw nie składali przysięgi wierności. Kiedy wyjeżdżali poza granice Wolnego Miasta, na przykład w celach edukacyjnych, handlowych czy innych, przedstawiali się jako „obywatele Rzecz- pospolitej Krakowskiej”. Państewko to nie było jednak odrębnym podmiotem prawa narodów; gdyby więc potrzebowali pomocy czy opieki, to mogliby jej oczekiwać tylko ze strony przedsta- wicielstw dyplomatycznych „dworów opiekuńczych”. Niemniej jednak podkreślali swoją odrębność, a była to przecież odręb- ność polska. Taka sytuacja stwarzała Wolnemu Miastu niemałe możliwo- ści, gdyby dysponowało ono mężami stanu na miarę Talleyranda czy Fouchégo, gdyby choć dożył tych lat Hugo Kołłątaj. Różnice interesów i w związku z tym częste nieporozumienia pomiędzy ościennymi mocarstwami dawały szansę manewrowania. Szansy tej jednak nigdy nie wykorzystywano, gdyż politycy, jakimi Wol- ne Miasto dysponowało, nie dorastali nawet do jego skromnego formatu. Kiedy już podjęto decyzję o utworzeniu Wolnego Miasta Kra- kowa, „dwory opiekuńcze” (pod taką domagającą się szacunku nazwą występowali teraz trzej zaborcy Polski) powołały do życia Komisję Organizacyjną. Składała się ona z sześciu „komisarzy”, to jest po jednym przedstawicielu Rosji, Prus i Austrii oraz z trzech, niewiele mających do powiedzenia przedstawicieli miej- scowego społeczeństwa. Zadanie tej Komisji polegało na tym, aby interesy polityczne i gospodarcze „dworów opiekuńczych” były w pełni zagwarantowane, a Kraków w niczym nie stanowił – cząstkowej choćby – kontynuacji dawnej Rzeczypospolitej. W myśl definicji, często podkreślanej w XIX-wiecznej nauce, państwo to twór posiadający określoną ludność, zamieszkującą 24 Kształt, jaki jej nadano określone terytorium i podlegające określonej władzy. Na pod- stawie tej definicji można by przyjąć, że Wolne Miasto Kraków to państwo, albo raczej państewko: tak jednak wyglądało to od strony fasady. Nie posiadało bowiem – jak już wspomniano – suwerenności, nie prowadziło własnej polityki zagranicznej, nie było więc uzna- ne za odrębny podmiot prawa narodów. Czy nie mogło być uzna- ne, to już inny problem; było jednak rzeczą jasną, że przysłanie do Krakowa przedstawiciela rządu francuskiego czy angielskiego nie znalazłoby uznania w Berlinie, Wiedniu i Petersburgu. Posiadało też konstytucję, ale nie miało żadnego wpływu na jej treść. Nie była ona bowiem uchwalona przez jakieś własne zgromadzenie narodowe, lecz narzucono ją z zewnątrz, najpierw w formie zwięzłej, potem rozszerzonej, wreszcie także z zewnątrz znowelizowanej czyli, praktycznie – ograniczonej. Miało to jed- nak istotne znaczenie, gdyż konstytucja – choćby oktrojowana – w epoce Świętego Przymierza była zjawiskiem rzadkim i nie- zbyt mile przez absolutyzm widzianym. Warto też zaznaczyć, że pierwszy jej tekst z 1815 roku opracowany był z upoważnienia cara Aleksandra I przez księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Późniejszy przywódca prawego skrzydła emigracji polskiej, zwa- ny „niekoronowanym królem Polski”, w początkach XIX wieku nadzieje na korzystne rozwiązanie sprawy polskiej wiązał nie z Napoleonem, lecz z carem Aleksandrem. Na pewno sprzyjał on bardziej arystokracji i ziemiaństwu niż mieszczanom, dale- ki był od demokratycznych idei insurekcji kościuszkowskiej, ale przecież był Polakiem i z racji swego wieku (urodził się w 1770 roku) dobrze pamiętał Sejm Czteroletni. Podzielał więc to poję- cie narodu, jakie formułowała Konstytucja 3 Maja: złożonego ze wszystkich stanów. Niewielki jednak miał wpływ na dalszy bieg wydarzeń, zwłaszcza gdy coraz bardziej rozchodziły się drogi cara Aleksandra i księcia Adama. Słowo jednak o konstytucji. Nadana we Wiedniu i włączo- na do aktu końcowego traktatu z 9 czerwca 1815 roku, spisana była w języku francuskim. Nie definiowała, czym było Wolne
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rzeczpospolita Krakowska, jej lata i ludzie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: