Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00280 006170 12446443 na godz. na dobę w sumie
Rzeczy i Zagłada - ebook/pdf
Rzeczy i Zagłada - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 219
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1110-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jako jedno z najważniejszych doświadczeń historii XX wieku i modernizmu Zagłada przemawia do nas dzisiaj w języku śladów – jako wizualna migawka, materialny strzęp czy echo traumatycznej pamięci. Owa ocalała reszta jest tekstem Zagłady na równi z pisanymi świadectwami. Książka ta stawia pytanie o to, czym jest reszta i ślady pozostałe po uprzedmiotowionej ofierze i po przerobionej ludzkiej somie, a przede wszystkim jak dalece przerób ludzkich zwłok lub ich rozkład wespół z recyklingiem przedmiotów zacierały istniejącą pomiędzy nimi ontologiczną różnicę.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1110-4 Mojej mamie, która w latach 1940-1945 pracowała niewolniczo w Berlinie Podziękowania Profesor Harriet Murav zechce przyjąć podziękowania za za- proszenie mnie przed kilku laty na University of Illinois w Ur- banie-Champaign, gdzie przedstawiłam mój kiełkujący dopiero pomysł na tę książkę słuchaczom tyleż zainteresowanym, co wy- brednym. Za przekonanie, że badacz Holocaustu powinien za wszelką cenę unikać pokus populizmu, dziękuję mojemu mężowi. Obecne wydanie powstało na kanwie mojej anglojęzycznej książki The Holocaust Object in Polish Culture dzięki pomocy The University of Chicago. Rzecz stotalizowana. Wstęp Przedmiot Zagłady jako tekst Z oczywistych względów Zagładę łączy się z ludzką trage- dią, podczas gdy usypiska rzeczy odebranych zamordowanym właścicielom pojawiają się jedynie na obrzeżach percepcji. Z upływem czasu niesamoistność owych niemych, materialnych przedmiotów – włosów, okularów, ubrań czy walizek – wyekspo- nowanych za szkłem i w gablotach, więc umuzealnionych, prze- rodziła się w dominujące wyobrażenie o Zagładzie, a to z kolei stało się częścią naszego widzenia nowoczesności. Funkcjonując w ramach instytucji zwanej muzeum lub miejscem pamięci, ma- terialne pozostałości, w dużym stopniu poddane decyzjom i kon- cepcjom kuratorów, stanowią jeden z najbardziej namacalnych punktów odniesienia do Zagłady. Jej faktyczność przemawia ję- zykiem pozostałych po niej przedmiotów, zwłaszcza jeśli usza- nować ich pojedynczość, na którą niewiele jest miejsca w ope- rującym dużą skalą i zasadą seryjnego zmasowania muzeum w Oświęcimiu. Historia tych rzeczy jest pomijana, gdyż służą in- nym celom. A przecież zwykłe i jak najbardziej służebne przed- mioty obdarzone są jedyną w swoim rodzaju zdolnością repre- zentacji, gdyż zapisane są w nich różnorodne opowieści Zagłady. Z tych obserwacji wyrosła ta książka, w której podejmuję lekturę przedmiotów jako wielowymiarowych tekstów kultury funkcjo- nujących w sieci antropologicznych, filozoficznych, prawnych, ekonomicznych oraz literackich oznakowań i uwikłań. Ponieważ od Zagłady dzieli nas ciągle zwiększający się dystans czasowy – istnieje ona w słabnącej pamięci lub w postpamięci – 8 Rzecz stotalizowana. Wstęp jej materialne i niematerialne ślady mówią o danej kiedyś bezpo- średnio dostępności poprzez szereg mechanizmów zastępczych. Jedna, najważniejsza zapewne, funkcja metonimicznego istnie- nia przedmiotu odsyła ku ludziom niegdyś go używającym lub posiadającym. Rzeczy snują narracje o człowieku i jego śmier- ci i tym samym wywołują szczególne zderzenie pomiędzy teraź- niejszością a przeszłością, pomiędzy zbiorowiskiem ocalałych przedmiotów a całością życia. W chwili, gdy ludzie odrywani siłą od swego świata musieli podjąć szybką i nieodwołalną decyzję, co zabrać w daleką drogę, kierowały nimi potrzeby podstawowe. Zabierało się wówczas żyw- ność, ciepłą odzież, drobiazgi, takie jak fotografie mające być sym- bolem bliskich. Ci, co mieli kosztowności lub obcą walutę, trzy- mali je przy sobie, blisko ciała, przezornie schowane. Docierając do miejsc przesiedlenia lub przeznaczenia – gett, obozów śmierci, obozów koncentracyjnych – ludzie i ich rzeczy byli poddani kolej- nym, bezpośrednio decydującym o życiu segregacjom. Najpierw pozbawiano ofiary ich zredukowanego mienia, a potem życia, choć niektórych czekała jeszcze ciężka praca. Nieprawdopodobna masa splądrowanych rzeczy była znowu sortowana, stworzono nawet spe- cjalne oddziały SS Werterfassung do nadzorowania tego procesu, po czym te najbardziej wartościowe wysyłano do Trzeciej Rzeszy.1 Reszta zgromadzona w magazynach w ogarniętej wojną Europie została częściowo rozkradziona po wyzwoleniu, by w pomniejszo- nym, a przecież dalej szokującym swą ilością stanie być dowodem rzeczowym na to, iż Holocaust nie jest wymysłem perwersyjnej zbiorowej wyobraźni. Rzeczy zatem świadczą o historii – to kolej- na, wyrazista funkcja wielkiej przedmiotowej metonimii wprawio- nej w ruch przez machinę wojny i masowej śmierci, trzeba jedynie podjąć wysiłek zbliżenia się do nich, odczytania ich metonimicz- nych przegrupowań i postawienia pytania o ich szersze znaczenie. 1 Warto przy tym pamiętać, że koncepcja Ostatecznego Rozwiązania i łą- czącego się z nim zaboru żydowskiego mienia jako ekonomicznego p l a n u Hitlera została sformułowana dopiero po wojnie, między innymi przez H. Arendt w Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, tłum. A. Szostkie- wicz, Kraków 1987 oraz G. Reitlingera, The Final Solution: The Attempt to Exterminate the Jews of Europe 1939-1945, New York 1960. Rzecz stotalizowana. Wstęp 9 Kogoś kontemplującego przedmioty pozostałe w obozie oświęcimskim uderza przede wszystkim ich skromność, nawet zgrzebność i (zawsze) niezbędność określone przez chęć przeży- cia. Zerowy stopień ich estetyki idzie w parze z pierwszorzędnoś- cią ich użyteczności. Wśród walizek, okularów, naczyń nie znaj- dzie się wysłanej do Berlina biżuterii ani też dzieł malarskich czy mebli zagrabionych wcześniej, za cenę życia. Nielegalny pro- ces wzbogacania się Trzeciej Rzeszy uzewnętrznia różnicę po- między kolekcjonowaniem a gromadzeniem, zbieraniem a aku- mulacją, gdyż akt kolekcjonowania zawsze kieruje się ku sferze kultury, podczas gdy akumulacja jest pozbawiona tego wymiaru. Zdaniem Jeana Baudrillarda procesom akumulacji właściwe są nadmiar i nieporządek.2 Choćby ze względu na to patologiczne zbieractwo Zagłady połączone z agresywnymi antykulturowymi hasłami, takimi jak entartete Kunst, rozróżnienie to może być użyteczne w analizie procesów nagromadzania przeradzających się wpierw w bezład akumulowania, a następnie w zacierający wszelkie różnice recykling. Ten wypaczony charakter instynktu kolekcjonowania widać wyraźnie w narastającej, bezdennej nie- mal zachłanności zbieracza Hermanna Göringa, którego namięt- nością stało się przywłaszczanie co wartościowszych dzieł sztu- ki ze zbiorów europejskich muzeów i prywatnych kolekcji.3 John Elsner i Roger Cardinal w The Cultures of Collecting nie stosu- ją tego rozróżnienia, gdyż uważają mechanizm kolekcjonowania za wyłączną i niezbywalną część systemów totalitarnych, a na- zizmu w szczególności. Toteż utrzymują oni, że „Zagłada jest granicznym przykładem kolekcjonowania.”4 Ponadto autorzy ograniczają sferę impulsu zbieractwa wyłącznie do dzieł sztuki 2 J. Baudrillard, Consumer Society, w: Selected Writings, tłum. J. Mourrain, red. i wstęp M. Poster, Stanford 2001, s. 33. 3 Dzieła sztuki zabrane przez Göringa do jego posiadłości w Carinhall pod Berlinem zostały tam potem dokładnie udokumentowane. 4 Na temat polityki kulturalnej nazistów i kolekcji sztuki przez nich zagra- bionych zob. The Cultures of Collecting, red. J. Elsner i R. Cardinal, Cambridge MA 1994, s. 4. Autorzy dochodzą czasem do zdumiewających wniosków: „Jed- nak zastanawia, czy poszukujący nazistów przez okrągłe pięćdziesiąt lat nie są ogarnięci tą samą gorączką zbieractwa”, s. 4. Wszystkie tłumaczenia, o ile nie zaznaczono inaczej – B. S. 10 Rzecz stotalizowana. Wstęp i urzeczowionych ludzi, pomijając nazistowską praktykę grabie- ży i gromadzenia przedmiotów codziennego użytku, które nale- żą do sfery rozważań zawartych w tej książce. Nowy, postholocaustowy etap dyskursu nastąpił w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy rozpoczął się po raz kolejny zaniedbany wcześniej ze względów politycznych pro- ces restytucji włości zabranych mniejszości żydowskiej w Eu- ropie. Skomplikowany problem prawa majątkowego i ujawnia- nia wątpliwego pochodzenia wielu dzieł sztuki znajdujących się w prestiżowych zbiorach muzealnych wstrząsnęły świato- wym rynkiem sztuki, nadając nowy kierunek muzeologii i me- todom administrowania mającym zapewnić staranne śledzenie sposobów pozyskiwania oraz dokładną rekonstrukcję pocho- dzenia nabywanych obiektów. Drogą sądową wiele bezprawnie zawłaszczonych dzieł wróciło do spadkobierców prawowitych właścicieli. W Polsce udaremniany przez wiele lat przez komu- nistyczne władze proces zwrotu mienia nabrał pewnego rozpę- du w 1997 roku. Tutaj restytucja dotyczy głównie nieruchomości zwróconych gminom żydowskim, dlatego najwięcej jest wśród nich cmentarzy i synagog wymagających szczególnej opieki oraz dalszych negocjacji dotyczących ich funkcjonowania.5 Mowa tu o łamaniu i przywracaniu własności, pora zatem okre- ślić koncepcję własności jako takiej. Jeremy Bentham, autor pierw- szego nowoczesnego kodeksu prawa cywilnego noszącego tytuł Theory of Legislation, ujmuje ją następująco: „własność i prawo rodzą się razem i umierają razem. Zanim wprowadzono prawo, nie było własności; znieście prawo, a własność przestanie istnieć.”6 Definicja Benthama wyjaśnia, do jakiego stopnia własność jest koncepcją prawną. W czasie ostatniej wojny będącej jednym wiel- kim bezprawiem własność nie była poparta sankcją prawną. Pre- cedensem do tego były zmiany prawne wprowadzone w Trzeciej 5 Ze względu na trwający proces zwrotu mienia ciągle rozrastająca się litera- tura przedmiotu szybko się dezaktualizuje, więc wskazuję tylko na dwie kluczowe pozycje: The Plunder of Jewish Property during the Holocaust: Confronting Eu- ropean History, red. A. Beker, New York 2000 oraz M. Deana, Robbing the Jews: The Confiscation of Jewish Property in the Holocaust, 1933-1945, Oxford 2008. 6 J. Bentham, Theory of Legislation, tłum. R. Hildreth, London 1814, s. 113. Rzecz stotalizowana. Wstęp 11 Rzeszy w latach trzydziestych, gdzie doszło do przejęcia własno- ści żydowskiej, mimo że nie było ustaw bezpośrednio ją delega- lizujących. Nastąpiło to drogą okrężną, gdy w 1935 roku uchwa- lono Ustawy Norymberskie, które pozbawiły niemieckich Żydów praw obywatelskich. Miały one swój początek w dyskursie jury- stów niemieckich interpretujących koncepcję władzy. Przypomnę, że w pismach Carla Schmitta uzasadniona została wzajemna za- leżność „suwerena i jego nadrzędnej władzy” oraz „stanu wyjątko- wego” jako niezbywalnego elementu prawa.7 Konsekwencją tego ustawodawstwa było wprowadzenie stanu wyjątkowego w 1933 roku oraz wspomniane już pozbawienie Żydów niemieckich praw obywatelskich i stworzenie im osobnego statusu w społeczeństwie Trzeciej Rzeszy. Pisała o tym przenikliwie Hannah Arendt.8 Wraz z tą przemianą uległa zachwianiu prawna podstawa sta- nu majątkowego ludności żydowskiej. Powtórzę, że brak prawa bezpośrednio pozwalającego na przejęcie dóbr żydowskich pró- bowano obejść, wykorzystując zasadę arianizacji niemieckie- go społeczeństwa wprowadzoną w życie w Norymberdze. Pod tą przykrywką miały miejsce stopniowa dyskryminacja ekono- miczna i wymuszanie „sprzedaży” dóbr żydowskich za bezcen. Dowodem dalszej hipokryzji było wprowadzenie przez ministra spraw wewnętrznych Rzeszy w 1938 roku Dekretu Dotyczące- go Sprawozdania o Żydowskiej Własności. Na jego mocy każ- dy Żyd musiał oszacować swój krajowy, jak i zagraniczny ma- jątek i poinformować o tym władze.9 Nie ma w tym dekrecie ani słowa o zabieraniu czyjejś własności, mowa jest tylko o jej reje- stracji. Tymi sposobami doprowadzono, krok po kroku, do ode- brania Żydom niemieckim wszystkiego, co mieli. W okupowanej Polsce sytuację prawną Żydów i ich stan posiadania regulowano, 7 C. Schmitt, Teologia polityczna i inne pisma, tłum. M. A. Cichocki, Kra- ków: Znak – Fundacja im. Stefana Batorego, 2000; zob. zwłaszcza rozdział Definicja suwerenności, s. 5-15. Stan wyjątkowy był wprowadzony na podsta- wie artykułu 48 najpierw przez Hindenburga, a dopiero później przez Hitlera. 8 H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, tłum. D. Grinberg i M. Szawiel, War- szawa 1993. 9 Decree Regarding the Reporting of the Jewish Property, w: A Holocaust Reader, red. L. S. Dawidowicz, West Orange 1976, s. 50-51. 12 Rzecz stotalizowana. Wstęp posługując się metodami równie okrężnymi. W Generalnej Gu- berni, jak i w części okupowanej Polski przyłączonej do Rzeszy prawo również nie sankcjonowało prywatnej własności. Konfiska- ta własności państwowej oraz utworzenie w 1940 roku w Warsza- wie Komisarycznego Zarządu Zabezpieczonych Nieruchomości były pierwszymi krokami podjętymi przez okupanta, KZZN uła- twił przejęcie żydowskiej własności prywatnej niemal w ciągu kil- ku tygodni metodą dezorientacji – pełna nazwa Zarządu nie suge- rowała nic więcej niż zabezpieczenie stanu posiadania. Zważywszy, że przedmioty służą do metonimicznego przed- stawiania człowieka, jego losów i tożsamości, konieczny jest na- mysł nad tym, co właściwie konstytuuje ich kulturową specyfi- kę. Co właściwie stanowi o żydowskim lub jakimkolwiek innym charakterze danego przedmiotu? Mimo że najczęściej miejsce lub sposób wyrobu określają kulturową lub etniczną charakterystykę artefaktów, w czasie Zagłady pochodzenie najzwyklejszych na- wet parafernaliów definiował ich właściciel. I tak, w potocznym odczuciu były one żydowskie, ponieważ należały do Żydów, któ- rych ciała też zresztą były żydowskie. Nazistowsko zorientowa- na nauka uważała rasę, jak wiemy, za esencjalną, stałą cechę lu- dzi. Grabież żydowskich majętności nie stabilizowała jednak ich przedmiotowej tożsamości. Z wyjątkiem przedmiotów związa- nych z kultem religijnym splądrowane rzeczy niemal niepostrze- żenie traciły swe żydowskie nacechowanie i mogły być co naj- wyżej określane jako pożydowskie. Sądząc wedle nazistowskich praktyk, rozróżnienie na obiekty religijne i codzienno-użytkowe uzasadniało ich grabież i tym samym ułatwiało redystrybucję za- branych dóbr wewnątrz Trzeciej Rzeszy. W tym kontekście spo- strzeżenie poczynione przez Emmanuela Lévinasa, iż tożsamość przedmiotu nie przynależy do jego podstawowej struktury, na- biera wagi dla moich rozważań, gdyż procesy cyrkulacji przed- miotu – jego sprzedaż, kupno lub wymiana – rozpraszają toż- samość, zastępując ją „anonimowością pieniądza”.10 Podobnie działa recykling, pozbawiając rzeczy ich właściwości, choć rów- 10 E. Lévinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, tłum. M. Ko- walska, wstęp B. Skarga, przekł. przejrzał J. Migasiński, Warszawa 1998, s. 162.. Rzecz stotalizowana. Wstęp 13 nocześnie daje niektórym z nich szansę przetrwania w innej po- staci – swego rodzaju „wtórne życie”. Nie waham się stwierdzić, że w czasie Zagłady, z całą ówczes- ną bezwzględnością wobec świata ludzkiego, faworyzowano świat rzeczy, doprowadzając poprzez akty grabieży, gromadzenia, sor- towania i ponownego używania do nieznanej dotąd fetyszyzacji świata kultury materialnej. Nowe znaczenie przedmiotów, niema- jące oczywiście nic wspólnego z fenomenologicznym powrotem do nich ani też z jakimkolwiek filozoficznie pojmowanym materia- lizmem, było wynikiem upadłej, wojennej „gospodarki wyłączo- nej”, jak celnie nazwał politykę gospodarczą w okupowanej Polsce jej uważny obserwator Kazimierz Wyka.11 Spojrzenie na przedmio- ty przechodzące z rąk do rąk w czasie wojny i po wojnie ujawnia nie tylko ekonomiczne, lecz istotne ontologiczne i epistemologicz- ne różnice pomiędzy uwarunkowaniami świata kultury materialnej w okresie Zagłady i zaraz po niej. Różnice te dotyczą także odmien- nych sposobów i celów reprezentacji przedmiotów, czy to wizual- nej, czy to werbalnej. Ta odmienność, tyleż historyczna, co per- spektywiczna, przesuwa moje dociekania ku pierwotnemu źródłu doświadczenia i jego inskrypcji, ku niegdyś bezpośrednio danym przeżyciom i uwikłanym w nie rzeczom, ku stającej się wówczas historii i jej zapisom. Aby uchwycić faktyczność Zagłady, badacze często wykorzystują perspektywę, która przekształca masowe mor- derstwo w przygniatającą masę faktów i liczb mających oddać jej ponurą energię. Ta obiektywizacja pokazuje tak zwaną statystycz- ną prawdę na stronach opracowań naukowych i ścianach muzeów. Można odrzucić ją jako dosyć niebezpiecznie zbliżoną – w swej metodzie – do stotalizowanej depersonalizacji nazistowskiego pro- jektu. Trzeba szukać innych koncepcji badawczych. Przykładem może tu być proponujący zindywidualizowane ujęcie historii Za- głady Saul Friedländer, który bierze pod uwagę głos jednego świad- ka, jeśli jest on wsparty dwoma innymi zeznaniami lub zapisami.12 11 K. Wyka, Gospodarka wyłączona, w: Życie na niby. Pamiętnik po klę- sce, Kraków 1984, s. 138-175. 12 Mam tu na myśli odczyt Saula Friedländera, zatytułowany Świadek. Ku spójnej historii Zagłady [The Witness: Towards the Unifying History of the Ho- locaust], wygłoszony na University of Chicago (październik 2008). 14 Rzecz stotalizowana. Wstęp Tekst Zagłady jako rzecz Mogę powiedzieć, że książka która istnieje, że arkusz papieru który istnieje, mają szczególny sens, że są ożywione przez intencję. Książka ze swymi stronicami z papieru, z okładką, etc. jest rzeczą. Do tej książki sens nie jest dodany jako druga rzecz, gdyż ten ostatni, ożywając przeni- ka w pewien sposób jej fizyczną całość. Edmund Husserl Ponieważ każdy zapis, mający z definicji swoją fizyczną rea- lizację, stanowi materialną rzecz, można na niego spojrzeć przez pryzmat własności odmiennej od „własności intelektualnej”. Po- lityka okupanta doceniała materialny nośnik zapisu, skoro nie tyl- ko go cenzurowano, lecz ograniczano jego powstawanie lub nisz- czono. Inskrypcja Zagłady podkreśla swą materialną podstawę, a często pozbawioną materii materialność, którą reprezentuje. Ta pierwsza pozwala na odtworzenie biografii tekstu w tamtym okresie szczególnie powiązanego z osobą autora i jego własnym życiorysem. Twórcy złapani w wir wojny próbowali zabezpie- czyć swoje archiwa – książki, obrazy, grafiki lub nieopublikowa- ne rękopisy – na wszelkie możliwe sposoby, czy to zakopując je w ziemi, czy to chowając w rozmaitych skrytkach, czy zostawia- jąc w miejscach odległych i bezpieczniejszych niż własne miesz- kania, czy wreszcie poruczając je tym, którzy żyli we względnej wolności lub w spokojniejszych częściach kraju. Wiadomo, jak zabiegał o przetrwanie swego dorobku Bruno Schulz, korzystając z wszystkich dostępnych możliwości, by go uchronić. Określam to przezorne działanie słowem precarium, gdyż jego pierwotne znaczenie sygnalizuje pewien prawny status, na podstawie które- go powierza się jakąś rzecz w depozyt pod warunkiem zwróce- nia jej w dogodnych okolicznościach prawowitym właścicielom. Inne znaczenie tego łacińskiego terminu odnosi się do kondycji niestałości, a więc wskazuje na rozliczne drogi, jakimi tekst Za- głady przechodził z rąk do rąk. Precarium mówi o wędrownej egzystencji tekstu zdeterminowanej przez starannie zaplanowane Rzecz stotalizowana. Wstęp 15 lub przypadkowe scenariusze. Poza określeniem wyjściowej se- mantyki precarium w krąg znaczeń terminu chciałabym włączyć też szersze, choć zarazem konkretniejsze rozumienie tej niepew- nej kondycji, mianowicie to, że wskazuje ona na ciągłe narażenie zapisów werbalnych lub wizualnych na zniszczenie. Ponieważ tak zdeterminowany przedmiot–zapis Zagłady oscyluje nieustan- nie pomiędzy zniszczeniem a istnieniem, i to zarówno w sensie fizycznym, jak i prawnym, precarium najpełniej definiuje jego ontologię. W przewidywalny sposób każda wojna nasila preca- rium, ale Holocaust jako projekt destrukcji na monumentalną skalę stanowi ekstremalny przypadek tej kondycji. Precarium, będąc zasadą ontologiczną, akcentuje materialną podstawę tekstu oraz jej narażenie na niebezpieczeństwo i znisz- czenie. Rosjanie w czasach stalinowskiego terroru uczyli się swych tekstów na pamięć. Tradycja zapamiętywania jest w pol- skiej i żydowskiej kulturze zakorzeniona równie silnie jak w ro- syjskiej, lecz totalnie zaplanowane ludobójstwo podważało, jeśli wręcz nie udaremniało nadziei na przechowanie tekstu w pa- mięci jednostek. Pewniejszym rozwiązaniem było zabezpiecze- nie zapisu we względnie trwałej podstawie materialnej, choćby w metalowej puszce zakopanej w ziemi, jak to zrobili członko- wie Sonderkommando w obozie oświęcimskim.13 Tekst Zagłady dzieli tak opisaną kondycję z innymi artefaktami zakotwiczony- mi w materialnej podstawie, spośród których najbardziej kruche zdają się te utrwalone na papierze. Zagrożenie tekstów łączy się nie tylko z ciągłym zagrożeniem ich autorów, lecz również z sze- roką gamą skrajnych sytuacji, w jakich powstały. Z tego powodu efemeryczność tekstu Zagłady przewyższa powszechną skądinąd podatność materii na zniszczenie. Szczególna to przewaga, bo wzmocniona dodatkowo przez fakt, iż teksty Zagłady przenika jedyny w swoim rodzaju sens historyczny powodujący, iż były one często świadomie niszczone tylko i wyłącznie dlatego, że da- wały świadectwo aktom ludobójstwa. Nie jest to wszakże jedy- ny warunek decydujący o precarium jako kondycji odróżniającej 13 G. Greif, Płakaliśmy bez łez. Relacje byłych więźniów żydowskiego Son- derkommando z Auschwitz, tłum. J. Kaplon, Warszawa–Oświęcim 2001. 16 Rzecz stotalizowana. Wstęp teksty powstałe w czasie Zagłady od tych napisanych po za- mknięciu tego rozdziału historii. Tekst Zagłady – pojmowany jako materialny przedmiot – pod- legał stadiom swego powstawania, kopiowania, przechowywania, wędrówki oraz archiwizacji. Etapy te są oczywiste w normalnych warunkach. Jednakże okoliczności terroru, ostrej cenzury i ubó- stwa tak skrajnego, że brakowało przyborów piśmienniczych lub były one nielegalne, przekształciły pisanie w bardzo niebezpiecz- ne zajęcie. Historyk getta warszawskiego Emanuel Ringelblum odnotował, że „Ludzie bali się pisać w tamtym czasie przeczu- wając inspekcje.”14 Przeszukiwania bez wątpienia uwarunkowa- ły „przetrwanie dokumentów pisanych z tego okresu”, a głównie ich ilość.15 Mimo to, wbrew brakowi papieru, wbrew cenzurze, „Wszyscy pisali: dziennikarze, literaci, nauczyciele, działacze społeczni, młodzi ludzie, nawet dzieci.”16 Pomimo wysiłku, aby ochronić każdy manuskrypt, spora część piśmiennictwa tamtych lat przepadła. Świetne studium Jacka Leociaka traktujące o teks- tach powstałych w getcie warszawskim potwierdza tę konklu- zję.17 Tym bardziej zadziwiające jest, jak wiele listów, dzienni- ków, kronik czy luźnych zapisków przetrwało.18 Zasadniczy ich korpus, pisany w jidysz i po polsku, wewnątrz lub poza obrę- bem getta, składa się z piśmiennictwa autobiograficznego mó- wiącego o faktycznych przeżyciach. Pomimo atmosfery zastra- szenia sporo osób piszących o własnych doświadczeniach dla archiwum Ringelbluma miało nadzieję na przetrwanie ich słowa. Pragnienie, aby pozostawić ślad, zapis prawdy o własnym życiu, było silniejsze niż obawa przed ryzykiem. W przeciwieństwie do zrębu tekstów–dokumentów utwory poetyckie i prozatorskie, 14 E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939-styczeń 1943, tłum. A. Rutkowski, red. A. Eisenbach, Warszawa 1988, s. 471. 15 Ibidem. 16 Ibidem. 17 J. Leociak, Tekst wobec Zagłady. (O relacjach z getta warszawskiego), Wrocław 1997; rozdział Losy tekstów wiąże się bezpośrednio z moimi rozwa- żaniami na temat precarium, s. 83-96. 18 Leociak wyznaje, jak był zdumiony, gdy natrafił na tak wiele pisemnych świadectw, które przyczyniły się do powstania jego monografii, gdyż istniały one wbrew „logice «ostatecznego rozwiązania» ”. Rzecz stotalizowana. Wstęp 17 które dały artystyczny wyraz tamtym czasom, a przede wszyst- kim zostały odnalezione, uderzają mniejszą liczebnością. Z tej właśnie racji niniejsze wywody oparte są na stosunkowo ogra- niczonym materiale poetyckim. Na przykład, spośród niewielu wierszy okupacyjnych Zuzanny Ginczanki zaledwie jeden utwór odnosi się w sposób bezpośredni do Zagłady oraz do żydowskie- go doświadczenia poetki. Chociaż przeszukiwania mieszkań po aryjskiej stronie były rzadsze, spotęgowany mechanizm terroru i strachu prowadził do niszczenia zapisków. Tak właśnie postąpiła Zofia Nałkowska w czasie przeszukiwania przez Gestapo kamie- nicy, w której mieszkała. Paląc w przerażeniu swój „drugi dzien- nik”, gdzie notowała postępującą eksterminację żydowskiej lud- ności Warszawy oraz akcje pomocy, pisarka spowodowała wyrwę w dokumentacji ludobójstwa nie tylko z polskiej perspektywy, lecz także z perspektywy zaangażowanej osoby. Mówiąc o tych decyzjach i emocjach, nie zamierzam powta- rzać mądrości starożytnych, mimo że doskonale rozumieli oni dziwne losy słowa pisanego. W niniejszej książce wiara, iż „ha- bent sua fata libelli”, jest widziana inaczej. Tekst Zagłady na- daje zaskakująco nową wagę przekonaniu Osipa Mandelsztama, że wiersz jest jak wiadomość znaleziona w butelce, jakkolwiek pojmowana dosłownie metafora rosyjskiego poety nie całkiem odpowiada zakonspirowanej rzeczywistości, w jakiej funkcjo- nowały teksty Zagłady, ponieważ trzeba było ich poszukiwać po wojnie nieraz z wielkim poświęceniem. Toteż sam fakt, że dotarły do nas wiersze Władysława Szlengla lub zapiski człon- ków Sonderkommando, wydaje się cudem. Na zawiłe losy sło- wa pisanego miały wpływ rozliczne okoliczności, toteż kondycja precarium – rozumiana jako czysto losowy ruch pomiędzy kru- chą, ściśle materialną podstawą zapisu a siłami historii – spełnia najistotniejszy warunek definiujący istnienie tekstu Zagłady. Rozważając losy słowa pisanego jako rzeczy materialnej w czasie Holocaustu, trzeba zwrócić uwagę na różnorodność fi- zycznego fundamentu, w którym było ono zakotwiczone. W Za- gładzie, będącej podkulturą i gospodarką opierającą się na Ersat- zu, wykorzystywano każdy rodzaj powierzchni, aby tylko móc pisać: papier pakunkowy, stare rachunki, worki po cemencie, 18 Rzecz stotalizowana. Wstęp marginesy innych druków, nalepki na butelki, a nawet kawałki papieru toaletowego (gdy ten jeszcze był dostępny), nie mówiąc już o ścianach cel więziennych. Wszelka zastępcza, gorsza czy przypadkowa powierzchnia nie była wyłącznie służebna, gdyż przekształcała się w bezcenny nośnik tekstu i jego ważną część. Ponieważ nie wszystko, co wówczas napisano, przetrwało, ko- nieczne jest choćby pobieżne przyjrzenie się temu, co zapisywa- no i jak powstałe zapisy przechowywano. Na przykład skupio- na wokół Ringelbluma grupa oddanych sprawie archiwum ludzi, którzy pisali, zbierali i przechowywali materiały historyczne o Zagładzie, odróżnia się swym podejściem do czasu historycz- nego. W przeciwieństwie do obecnych kuratorów i archiwistów Zagłady archiwiści Endlösung kolekcjonowali swoją codzien- ność, własny Jetztzeit w jego traumatycznym przemijaniu i sta- waniu się częścią szerzej rozumianej teraźniejszości przechodzą- cej w ostateczność.19 Czyniąc tak, tamtejsi archiwiści kierowali się pragnieniem, by przechować świadectwo o swoich czasach, narodzie czy o sobie samych. Z drugiej strony, archiwiści Zagła- dy nie mieli szansy organizowania archiwów na zasadzie dostęp- ności charakterystycznej dla instytucji dobra publicznego. Gro- madzenie archiwów o Zagładzie – rozumiane jako konieczność ich ochrony – miało oprócz połączonych sił żywiołów i czasu jeszcze jednego przeciwnika: nazistowską ideologię i wsparty na niej plan „ostatecznego rozwiązania”. Jakakolwiek dokumentacja terroru była ryzykowna, zaś jej materialny nośnik był kruchy, więc niezbędne było ukrywanie jej w miejscach mniej narażonych, przede wszystkim z dala od przestrzeni publicznej i publicznego oglądu, gdyż była to sfe- ra wiążąca się z największym zagrożeniem. Zabezpieczanie ar- chiwów, nawet jeśli nie można było wykluczyć ich zniszczenia lub uszkodzenia, co zresztą miało miejsce z częścią archiwum 19 Do wyjątków zaliczyć trzeba punkt widzenia Ludwika Landaua, z wy- kształcenia ekonomisty, zainteresowanego głównie jednym, wprawdzie nader szerokim aspektem Jetztzeit, mianowicie teatrem wojny i ekonomicznymi prze- mianami zachodzącymi w ówczesnej Europie, jak i Warszawie. Landau zda- wał się znajdować nadzieję w daleko sięgającej analizie wydarzeń wojny. Zob. L. Landau, Kronika lat wojny i okupacji, t. 3, Warszawa 1962. Rzecz stotalizowana. Wstęp 19 getta warszawskiego, było przeniknięte zdecydowanie pozytyw- ną intencją.20 Gest archiwizacji, przeciwstawiając się precarium, demonstrował wiarę, że dokumenty istotnie były wiadomością umieszczoną w butelce i adresowaną do potomnych. W tym sen- sie piśmiennictwo, które do nas dotarło, można nazwać o c a l a- ł y m z Zagłady, opierając się pokusie personifikacji zrównującej jego los z losem ludzkim. Przestrzega przed tym Amy Hunger- dorf.21 Nie sposób się z nią nie zgodzić, że Holocaust był głów- nie masową destrukcją ludzi, która w konsekwencji doprowadzi- ła do zniszczenia kultury. W moich rozważaniach nie oddzielam jednak życia ludzkiego od dóbr kultury w tak radykalny sposób. Wprost przeciwnie: próbuję pokazać łączność sił życia z kru- chością kultury. Troskliwość, z jaką dziś te archiwa są traktowane, nie zmie- nia potrzeby poddania ich po wojnie umuzealnieniu. Odnosząc się z dystansem do procesów umuzealniania, nie mam zamia- ru odwoływać się do raczej oczywistego odczucia Jamesa A. Boona, dla którego muzea to smutne loci kultury, gdyż trudno byłoby oczekiwać inaczej zabarwionego doświadczenia w mu- zeum Zagłady. Sedno mojej krytyki wynika z poczucia separa- cji pomiędzy umuzealnionymi pozostałościami po Holokauście a czytelnikami, zwłaszcza obecnie, gdy coraz trudniej uzyskać bezpośredni do nich dostęp i trzeba opierać się na pośredni- ctwie mikrofilmów, fotografii i skomputeryzowanych danych. Trudno tu orzec, czy bardziej wyalienowany jest badacz Zagła- dy, czy przedmiot jego badania. Można natomiast sentencjonal- nie powtórzyć za innymi, że jest się na zawsze oddzielonym od 20 Archiwum Ringelbluma zakopano w dziesięciu zwykłych metalowych skrzynkach i dwóch pojemnikach na mleko, które dziś uważa się za bezcenne. Znalezione po wojnie, w roku 1946 i 1950, dokumenty schowane w jednej z kan na mleko były częściowo zniszczone przez wilgoć i nieczytelne, dowo- dząc raz jeszcze precarium oraz fragmentaryczności właściwych tekstów Za- głady. Trzeciej i ostatniej zarazem partii archiwum nigdy nie udało się odkryć, pomimo kilkukrotnych prób przeprowadzonych na terenie zburzonej kamie- nicy przy ul. Świętokrzyskiej 36. Zob. A. Eisenbach, Wstęp do: Kronika getta warszawskiego, op. cit., s. 18-19. 21 A. Hungerdorf, The Holocaust of Texts: Genocide, Literature, and Per- sonification, Chicago 2002. 20 Rzecz stotalizowana. Wstęp Zagłady. Uniemożliwiając dotyk jako najbardziej oczywisty ro- dzaj styczności, ta instytucjonalna alienacja dodatkowo zmie- nia naszą i tak ograniczoną próbę kontaktu z tamtym czasem i człowiekiem w czysto wizualny sposób komunikacji. Wobec niemożności przeżycia namacalnego konkretu tamtego świata pozostaje jego kształt wyrażony w języku śladów. Powiązane ze sobą zjawiska bliskości i śladu, czyli bezpo- średnio danego doświadczenia i niepełnego po nim znaku, po- rządkują zarówno czasowość, jak i usytuowanie przestrzenne przedmiotów wobec ludzi w okresie Zagłady. Aby pojąć bli- skość Zagłady, powinno się wniknąć w sens rozłączenia, po- nieważ przez rosnący dystans czasowy przekształciła się ona we własny ślad, w szczątek. Tymczasem Lévinas słusznie przy- pomina nam, że bliskość nie ma wyłącznie struktury intencjo- nalnej czy nawet dotykowej, i przeciwstawia ją przestrzennym determinantom.22 Bliskość – duchowa, intelektualna, emocjo- nalna – często jest świadomością bliskości, niewątpliwie sta- nowiącą fenomen ponadprzestrzenny i ponadczasowy, lecz nie tylko o takim jej rodzaju będzie tu mowa. Pojmuję ją także jako gest wyrażony językiem dotyku i pokonujący dystans prze- strzenny. Ślad – wątły punkt zanikania – sygnalizuje i strzeże prze- szłości. Nie utożsamiam go jednak z fragmentem, chociaż w swej otwartości funkcjonuje on w sposób podobny do for- my fragmentarycznej. W zamian jest tym, co pozostaje – cząst- kowym znakiem ambiwalencji ustawicznie odsyłającym ku minionej bliskości i obecności lub im przeczącym. W mate- rialnym śladzie niejednoznaczne współgranie negacji i mate- rii, przeszłości i obecności, bliskości i dystansu formowane jest w podwójnym ruchu: ślad to znak antycypujący własny ko- niec i zarazem znak, który stał się wartością historyczną. Więk- sze znaczenie niż ten teleologiczny charakter ma zapośredni- 22 E. Lévinas, Inaczej niż być lub ponad istotą, tłum. P. Mrówczyński, War- szawa 2000, s. 89. Jego rozumienie bliskości w tym tomie nie odbiega od my- ślenia zawartego w Całości i nieskończoności, gdzie filozof mówi o dłoni i jej umiejętności panowania nad przedmiotami poprzez dotyk jako nieimplikujący bliskości.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rzeczy i Zagłada
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: