Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00610 009534 16975672 na godz. na dobę w sumie
Sabo się zatrzymał - ebook/pdf
Sabo się zatrzymał - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 161
Wydawca: Biblioteka Słów Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-956056-1-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sabo się zatrzymał to prywatny dziennik żałoby, raport z rozpaczy rozpisany na kilkadziesiąt trzymających w napięciu miniesejów o rzeczach, zjawiskach i zdarzeniach związanych z człowiekiem umierającym. To zapis uczuć mężczyzny, który powoli tracąc żonę, musi przyjąć jej śmierć i jednocześnie nie pozwolić, żeby rozpadł się otaczający go świat. Książka jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak funkcjonować „potem”, z pęknięciem w poprzek jaźni, które nijak nie chce zasklepić się blizną, a które trzeba w końcu zagadać, zasypać, zasłonić dobrze zorganizowaną codziennością, czymkolwiek, byle nie popaść w obłęd.

Oto Horvat pisze o chorobie i umieraniu, ale – paradoksalnie – także o pogoni za życiem, w pełni odczuwanym dopiero w obliczu śmierci.

 

Myśli o ojcu wciąż go nachodzą, chociaż ostatnio coraz rzadziej. Na szczęście czy na nieszczęście? W zasadzie to przygnębiają­ce, że smutek z czasem traci moc i zmienia się w drobną niedogodność. Przeraża go wizja, że z A. będzie tak samo, że pamięć o niej przesunie się z rzęsiście oświetlonego proscenium za kurty­nę, gdzie ból nie jest już tak wyrazisty, jak byśmy sobie tego życzyli. Bo czy z nim, paradoksalnie, nie czulibyśmy się lepiej i nie byłoby nam łatwiej znieść faktu, że żyjemy dalej bez tych, bez których życie wydawało się nam niemożliwe? Czy tylko niegasnące cierpienie może równać się tęsknocie za utraconym człowiekiem? Wspomnienia słabną, bo się nimi nie dzielimy, nie wskrzeszamy w roz­mowie kolorów, dźwięków, smaku detali – fragment książki

Oto Horvat (1967, Nowy Sad) – poeta, prozaik i tłumacz (z węgierskiego, włoskiego i niemieckiego). Studiował hungarystykę w Nowym Sadzie, germanistykę w Erlangen i w Berlinie. Autor ośmiu książek poetyckich: Gde nestaje šuma (1987, Gdzie znika las; nagroda za najlepszy debiut), Zgrušavanje (1990, Krzepnięcie), Gorki listovi (1990, Gorzkie liście), Fotografije (1996, Fotografie), Dozvola za boravak (2002, Pozwolenie na pobyt), Putovati u Olmo (2008, Jechać do Olmo), Izabrane & nove pesme (2009, Wiersze wybrane i nowe) Sabo je stao (2014, Sabo się zatrzymał), a także zbioru opowiadań Kao Celanovi ljubavnici (2016, Jak Celanowscy kochankowie). Jako tłumacz poezji opublikował tomy Jánosa Pilinszkyego (Krater, 1992), Ottó Fenyvesiego (Anđeo haosa, 2009) i Hansa Magnusa Enzensbergera (Poslednji pozdrav astronautima, 2010).

Oto Horvat jest tłumaczony na macedoński, niemiecki, słoweński, węgierski i polski. W Polsce jego poezję prezentowały „Fabularie”, a prozę – „Literatura na Świecie”. Mieszka i pracuje we Florencji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

przełożył Miłosz Waligórski Tytuł oryginału: Sabo je stao © Oto Horvat, 2014 © Miłosz Waligórski, 2019 © Biblioteka Analiz, 2019 Wydanie pierwsze Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody wydawcy jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi. Redakcja: Tomasz Karpowicz Korekta: Ewa Tenderenda-Ożóg Projekt okładki: Aleksandar Ćirlić Zdjęcie na okładce: Adobe Stock Opracowanie graficzne i skład: TYPO 2 Jolanta Ugorowska Warszawa, 2019 Wydanie I ISBN 978-83-956056-1-1 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Twórczości Wydawca: Biblioteka Analiz ul. Mazowiecka 6/8 00-048 Warszawa tel. 22 828 36 31 www.rynek-ksiazki.pl Facebook.com/bibliotekaanaliz Facebook.com/WydawnictwoBibliotekaSlow Nagyon szerettem ezt a nőt. (Bardzo kochałem tę kobietę). György Petri Aleksandra Đajić-Horvat in memoriam 1966–2011 Proszę zaczynać, panie Sabo! Przystaję co dziesięć metrów. Walizka jest duża i  ciężka, dlatego wydaje mi się, że jej nie dźwigam, to w lewej, to w prawej ręce, tylko cią- gnę po ziemi. Idę skrótem na dworzec kolejowy, który zresztą już widzę przez gołe korony wyso- kich topoli. Obok jest dworzec autobusów pod- miejskich, chcę przez niego przejść, ale ze środ- ka wypływa potok podróżnych, więc muszę zwol- nić kroku. Potem z trudem lawiruję między ludź- mi i ich bagażami. Trzeba było pomyśleć wcze- śniej. Albo wziąć inną walizkę… Nie kończę tej myśli, idę dalej, przystaję, zmieniam rękę. Kiedy kilka dni temu poprosiłem ojca, żeby pożyczył mi walizkę, na jego twarzy pojawiły się wściekłość i rozczarowanie – jak coś takiego mogło przyjść mi do głowy?! Najwidoczniej naruszyłem rodzin- ne tabu. Z jakichś powodów mój ojciec był przy- wiązany do tej walizki, chociaż nie podróżował już od piętnastu lat, i  co jakiś czas wyciągał ją 7 x z  szafy, wietrzył i  odkurzał. Nie, nie był obieży- światem. Węgry, Polska, Włochy; z Włoch w za- sadzie jedynie Triest, dawno temu, w 1966 roku – dalej nie pojechał, bo kieszonkowcy ukradli mu portfel i paszport – i oczywiście, obowiązko- wo, Adriatyk, lecz tylko z tej naszej, jugosłowiań- skiej strony. Nie przypominam sobie, żeby kie- dykolwiek w mojej obecności snuł plany jakichś eskapad, co nie musi znaczyć, że za nimi nie tę- sknił. Jedynym krajem, o  którym mi opowiadał i  który często wspominał, była Kanada, ponie- waż wyprowadziła się tam większość naszej ro- dziny. Może więc przechowywał tę nieporęczną walizkę z  myślą o  podróży marzeń. Naprawdę nie wiem, a  nie mogę o  to zapytać. Pamiętam ją jeszcze z dzieciństwa. Kiedy wyjeżdżaliśmy na dwutygodniowe wakacje, jakimś cudem mieści- ły się w niej wszystkie nasze rzeczy. Właśnie dla- tego się na nią zdecydowałem – z  powodu jej pojemności. „Tak, możesz ją wziąć, ale pod jed- nym warunkiem: masz ją potem oddać”, burk- nął. Byłem szczęśliwy, wręcz podekscytowany, że się zgodził, i  chodziło nie tylko o  jej pakow- ność – weszło do niej wszystko, co chciałem za- brać – ale głównie o to, że była częścią naszej rodzinnej historii, naszych wspólnych podróży. w 8 Łudziłem się, że dzięki temu łatwiej zniosę po- byt za granicą. Będę miał przy sobie rzecz bez- pośrednio związaną z moją przeszłością, z tym, kim jestem, kim sądzę, że jestem. W  tej chwi- li jednak o  tym nie myślę, nie wspominam też tamtych wspólnych wyjazdów w sierpniu. Waliz- ka jest stara i sama w sobie ciężka, więc co dzie- sięć metrów przystaję i zmieniam rękę. Naresz- cie docieram do przeszklonego wejścia na dwo- rzec, wchodzę do hali, która wcześniej nie wyda- wała mi się taka wysoka i przestronna. Po pra- wej stronie, w głębi, widzę szerokie schody, pro- wadzące na pierwsze piętro do restauracji dwor- cowej, skąd dobiegają niewyraźne dźwięki radia. Nie rozpoznaję słów, mam wrażenie, że piosen- karka jęczy pod kocią muzykę. Przede mną nad parapetem z białego marmuru ciągną się okien- ka kas – z dziesięciu otwarte jest tylko jedno, ale i tak nikt przed nim nie stoi. Hala dworca, do- piero teraz to dostrzegam, jest pusta i przypomi- na wnętrze mauzoleum. W jedynym oświetlonym okienku kasjerka z papierosem w ustach rozma- wia przez telefon. Chyba patrzy w moją stronę. Dyskretnie obmacuję kieszeń kurtki, sprawdzam, czy bilet i  paszport jeszcze tam są, czy może zniknęły gdzieś po drodze. Są na swoim miejscu. 9 x Biorę walizkę, ruszam w lewo i szybkim krokiem przecinam halę aż do ciemnego korytarza, któ- ry prowadzi na perony. Tam też nie ma nikogo. Idę do schodów, z  trudem pokonuję stopień za stopniem – zdaje się, że wziąłem za dużo ksią- żek. Na peronie czeka już podstawiony pociąg. Ciągnąc za sobą walizę, gramolę się do najbliż- szego wagonu. W drzwiach odwracam się, jak- bym chciał pożegnać się z  kimś, kto mnie od- prowadził, chociaż nikt tam nie stoi. Widzę tylko szary beton, prawdopodobnie jestem jedynym podróżnym. Ostatnim pasażerem. Moje spojrze- nie zatrzymuje się na okrągłym czarno-białym zegarze, zawieszonym pod odrapanym dasz- kiem między dwoma peronami, tym z  „moim” pociągiem a  tym obok, na którym nie ma ani pociągu, ani ludzi. Szyba na tarczy jest rozbi- ta, brakuje też krótkiej wskazówki. W ogóle nie jestem pewien, czy zegar jeszcze chodzi, a jeśli nie, to może powinienem uznać to za jakiś waż- ny znak, dobitną alegorię. Wolałbym jednak pa- trzeć na coś, co dodałoby mi otuchy, co pozwo- liłoby wierzyć, że podróż zaczynam pod szczęśli- wą gwiazdą. Nagle pociąg rusza, czuję charak- terystyczne szarpnięcie wagonów, ale nie słyszę równie charakterystycznego gwizdka kolejarza. w 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sabo się zatrzymał
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: