Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00342 007073 10216699 na godz. na dobę w sumie
Sankofa - ebook/pdf R
Sankofa - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 288
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-6150-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook (-23%), audiobook).

Tytułowa Sankofa to aforyzm z Afryki, który oznacza mitycznego ptaka patrzącego w przeszłość, po to, żeby ją zrozumieć i ruszyć ku przyszłości. Warto przypomnieć sobie, skąd idziemy, kto nam towarzyszył, czego dokonaliśmy, a co nam nie wyszło. Dzięki temu możemy w pełni przeżywać teraźniejszość i z nadzieją odkrywać przyszłość.

Książka jest rozmową… o życiu, a proste pytania i proste odpowiedzi ułożyły się autorom w opowieść o tym, jak go nie zmarnować. Skomplikowany świat „ja”, uczucia, powołanie, duchowość, miłość, poczucie winy, komunikacja, konflikt  i psychoterapia to kolejne punkty na mapie tej wędrówki.

Dzięki wielości form ta książka jest kolorowa. Autorzy odwołują się w niej do swoich przeżyć i osobistych historii, a rysunki, krótkie opowieści i maile wprowadzają w kolejne rozdziały. Czasem opowiadają również… bajki. Ta różnobarwność bierze się też stąd, że rozmowa toczy się między zakonnikiem i księdzem, a żoną i mamą. On żyje w klasztorze, ona w rodzinie. On interesuje się psychologią, a ona literaturą. Mają jednak wiele wspólnego – fascynację wiarą, ciekawość świata, pasję uczenia. Nade wszystko jednak – lubią rozmawiać.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Recenzje na blogach:

clevera.blox.pl Sankofa – Tomasz Gaj OP , Magdalena Pajkowska

Darmowy fragment publikacji:

© Copyright for the text by Magdalena Pajkowska and Tomasz Gaj OP, 2017 © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2017 Redaktor prowadzący Lidia Kozłowska Korekta Agnieszka Czapczyk, Paulina Jeske-Choińska Redakcja techniczna Justyna Nowaczyk Projekt okładki, opracowanie grafi czne Krzysztof Lorczyk OP Zdjęcia autorów Norbert Kuczko OP ISBN 978-83-7906-150-1 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2017 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl WSTĘP Czy wiara i psychologia się nie kłócą? To pytanie wydawało się zbyt poważne jak na słoneczne czerwcowe popołudnie, ale to właśnie od niego zaczęły się nasze rozmowy. Jest ich dwanaście. Proste pytania i proste odpowiedzi ułożyły się w opowieść o tym, jak nie zmarnować życia. Droga, na którą zapraszamy, wiedzie przez różne krainy. Na początku wydawało się nam, że sporo już o nich wiemy, po drodze odkrywaliśmy, jak są zaskakujące i po- wiązane ze sobą. Nasza wędrówka zaczyna się w  rozległej krainie „ja”, gdzie mówimy o  ciele, o  poczuciu własnej wartości, ale i  o depresji, która bywa atakiem na samego siebie. „Ja” nie stoi w  miejscu, lecz ciągle się zmienia. Dlatego zastanawiamy się, czym jest roz- wój i dojrzałość. Kompasem w życiu są uczucia, które porównu- jemy do kolorowego ogrodu. Bez nich gubimy drogę. Wszystkie emocje służą miłości, na którą patrzymy z perspektywy różnych powołań. Mówimy o poczuciu winy, które w zaskakujący spo- sób się z nią łączy. Idziemy dalej, zastanawiając się, jak rozma- wiać. Kolejny rozdział to niebezpieczny teren, na którym czę- sto zdarzają się trzęsienia ziemi – tu mierzymy się z konfl iktem. 5 Potem opisujemy sztukę odpoczynku. Szukamy też odpowiedzi na pytanie, jak mądrze uczyć, wychowywać i pomagać. Spieramy się o relację duchowości i psychoterapii. W końcu nasza droga, która wyszła od „ja”, doprowadza do rozmowy o spotkaniu z Ta- jemnicą. Książka, którą trzymają Państwo w ręku, jest rozmową, a więc wymianą myśli, obserwacji, perspektyw. Do niektórych spraw odnosimy się szerzej, inne – zaledwie szkicujemy. W miejscach, gdzie ojciec Tomasz dzieli się wiedzą i praktyką psychologiczną, Sankofa przypomina wywiad ze specjalistą, któ- ry z wielości teorii wybrał te najlepiej opisujące daną rzeczywi- stość i dokonał ich syntezy. Mamy nadzieję, że może ktoś odnajdzie w naszej rozmowie drogowskaz, inspirację, obraz, i  dzięki temu inaczej spojrzy na swoje życie. Nasze odpowiedzi wyjaśniają wiele, ale z pewnością nie wszystko i nie wszystkim. Pozostawiają przestrzeń na dopo- wiedzenia. Otwierają na własne poszukiwania. Dzięki wielości form ta książka jest kolorowa. Odwołujemy się w  niej do na- szych przeżyć i osobistych historii, a rysunki, krótkie opowieści i maile wprowadzają w kolejne rozdziały. Czasem opowiadamy również… bajki. Ta różnobarwność bierze się też stąd, że ojciec Tomasz jest zakonnikiem i księdzem, a ja żoną i mamą. On żyje w klasztorze, a ja w rodzinie. On interesuje się psychologią, a ja literaturą. Mamy jednak wiele wspólnego – fascynację wiarą, cie- kawość świata, pasję uczenia. Nade wszystko jednak – lubimy rozmawiać. Dyskretnie, jak delikatna nić, przewijająca się przez kolejne roz- działy, towarzyszy nam tytułowa Sankofa – aforyzm z Czarnego Lądu. Oznacza mitycznego ptaka patrzącego w  przeszłość, po to, żeby ją zrozumieć i ruszyć ku przyszłości. Tego właśnie sło- 6 wa użył generał zakonu Bruno Cadoré, gdy niedawno domini- kanie obchodzili osiemsetne urodziny. Mówił, że warto spojrzeć na swoją przeszłość, przypomnieć sobie, skąd idziemy, kto nam towarzyszył, czego dokonaliśmy, a  co nam nie wyszło. Dzięki temu możemy w pełni przeżywać teraźniejszość i z nadzieją od- krywać przyszłość. Nie zmarnuj życia! Tylko ty możesz je przeżyć najpiękniej. Ono jest w twoich dłoniach… Magdalena Pajkowska I ZAJRZYJ W GŁĄB LUSTRA czyli… „ja” to kto? To było wydarzenie, na które czekały wszystkie dzieci z podwórka. Tylko raz w roku. Najczęściej wczesnym latem przyjeżdżało do nas wesołe miasteczko. Ileż tam było atrakcji! Młodsze dzieciaki nie- ustannie oblegały karuzelę z powolnie przesuwającymi się konika- mi, ale w głębi serca marzyły o karuzeli łańcuchowej, która królo- wała na środku placu. To jednak była przyjemność zarezerwowana dla starszych. Podobnie strzelnica, na której można było ustrzelić kwiaty z  bibuły. Był kramik z  watą cukrową, rozsiewający wo- kół zapach palonego karmelu. Ale największą zabawę zapewniała zawsze stara, zdezelowana buda na kółkach – salon śmiechu. Co roku chodziłem tam wielokrotnie z rodzicami, z kuzynami, z kole- gami. Przeglądaliśmy się w wykrzywionych lustrach i nie mogliśmy poznać samych siebie. Ręce wydłużały się do ziemi, ciała były raz małe i  grube, innym razem przesadnie chude i  wysokie. Raz wi- działeś siebie, jakbyś miał szczudła, a zaraz potem twoje nogi ro- biły się tak krótkie, że prawie łączyły się z głową. Zaśmiewaliśmy się do łez, przechodząc przed kolejnymi zwierciadłami. Ostatnie lustro było… normalne. Dlatego cała wędrówka kończyła się jękiem zawodu. Proporcje wracały na miejsce i znowu widzieliśmy swoje znajome ręce i nogi, głowy i tułowia, stopy i uszy. Od tamtych wydarzeń minęło wiele lat. Zielony plac, na którym kiedyś rozstawiano wesołe miasteczko, z czasem porósł betonowymi blokami. A  ja czasem zadaję sobie pytanie, czy lustra, w  których dziś się przeglądam, nie mają czegoś z krzywych zwierciadeł z sa- lonu śmiechu… Czy chciałbyś wiedzieć, kim jesteś? Czy już to może wiesz? Częściowo wiem, częściowo wydaje mi się, że wiem. Sporo jest jeszcze do poznania, ale nie mam pojęcia, ile na zawsze pozosta- nie nieodkryte. Ostatnio oglądałem fi lm o  Amazonii. Zaskoczyło mnie, że przez ostatnie dziesięć lat mniej więcej co trzy dni naukowcy od- krywają tam nowy gatunek. Może podobnie jest z naszym „ja”? Jak defi niujesz siebie? Jestem człowiekiem, mężczyzną, chrześcijaninem, dominikani- nem, księdzem, psychologiem… Mam na imię Tomasz. A ty? Jestem człowiekiem, kobietą, żoną, mamą, nauczycielką… Na- zywam się Magdalena. Czy to jesteś cała ty? Nie. Choć wymieniłam ważne rzeczy: płeć, powołanie, zawód, imię… A w twojej defi nicji zmieściłeś się cały ty? Też nie. Miałem problem z tym pytaniem, bo wymienianie ko- lejnych rzeczowników to za mało. Nawet jeśli wymieniłbym ich piętnaście, to i tak nie wyczerpie tego, kim jestem. To spróbuj określić się czasownikami. Żyję, modlę się, kocham jak umiem, próbuję, smakuję życie… A jakimi przymiotnikami ty określiłabyś siebie? Jak powiem jakieś dobre, to pomyślisz, że jestem pyszna. Jak po- wiem, co naprawdę o sobie myślę, to wyślesz mnie na psychote- rapię. Więc wymienię tylko jeden przymiotnik – jestem ciekawa świata. Zobacz, jak trudno zdefi niować siebie… Inaczej przedstawia się mieszkaniec Europy i Ameryki, a inaczej Azji. Na Zachodzie opisujemy siebie, wymieniając to, co indy- 12 widualne – nazwisko, umiejętności, zawód. Na Wschodzie czło- wiek określa siebie bardziej przez odniesienie do innych – czyim jest krewnym, do jakiej należy grupy. Sam sposób przedstawiania się ma znaczenie, bo mówi o tym, co jest dla kogoś ważne, a co jest na drugim planie. Każdej de- fi nicji jednak czegoś brakuje. Każde „ja” to osobna tajemnica. Można się do niej zbliżyć, opi- sywać, ale nie można jej do końca zamknąć w żadnych słowach. Czy odkrywanie siebie zaczyna się od ciała, czy na nim się kończy? Bobas najpierw zaczyna ssać swoje palce, dotyka swojej nogi, po- ciera rączki. Ciało to pierwsza kraina, którą stopniowo odkrywa. Będzie po niej wędrował przez całe swoje życie. Proces akceptacji własnego ciała zaczyna się bardzo wcześnie i jest naturalny. Dziecko się nie wstydzi. Dopiero potem słowu „ciało” zaczyna towarzyszyć słowo „wstyd”. Potrzebujemy zdrowego wstydu, który strzeże intymności. On chroni sakralności ciała. To jak dobre drzwi do domu – są ludzie, przed którymi je zamykam, i tacy, dla których mogę je otworzyć. Jest też jednak wstyd niezdrowy. Nie pozwala on na jakąkolwiek intymność. Wstydzę się siebie, swojego ciała. Może to prowadzić do przekonania, że cielesność jest wstydliwa, sekretna, niebez- pieczna, grzeszna. A taka nie jest. Dlatego zakrywam, chowam ciało – nawet przed samym sobą, a  już na pewno przed kimś innym. Drzwi do mojego domu są szczelnie zaryglowane, a  ja nawet boję się myśleć o ich otworzeniu. Czy ciało ludzkie jest sacrum, czy profanum? Sacrum, chociaż w  pierwszym odruchu kojarzy mi się bardziej z profanum. W ciele łączy się jedno i drugie. Bóg zamieszkał i za- 13 domowił się w  ludzkim ciele. Co więcej – Jezus zostawił nam swoje Ciało i Krew w Eucharystii. Choć przyzwyczailiśmy się do tego, jest to szokujące! Co to znaczy, że jesteśmy świątynią Ducha Świętego? Gdy dawniej słyszałem te słowa, to myślałem, że jest to pro- gram do wykonania – że muszę się bardziej postarać, aby stać się tego godnym. A przecież komunikat jest jasny – wasze ciała s ą świątynią. Takie, jakie są. Młode, stare, grube, chude... …i nie do końca święte. Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, jest przyjęcie i ucieszenie się własnym ciałem. Trzeba je zaakceptować, bo to coś więcej niż nasz wygląd. Ciało jest odbiciem naszej histo- rii. To jest jak z drzewem – każdy z nas niesie ze sobą przeszłość, która kształtowała nasze ciało. Czy jest wątłe, czy silne, przestra- szone czy odważne, chore czy zdrowe. Widać, czy ktoś doświad- czył lat obfi tych w czułość, miłość, czy były to lata suszy. Jego cia- ło będzie reagowało w zależności od zapamiętanych doświadczeń. Znałam kobietę, która mówiła, że kocha swoje zmarszczki, bo każda z nich jest pamiątką życia. Dlaczego zatem tak często mamy z ciałem problem? Zbyt często ogranicza się ciało do wyglądu i seksualności. A prze- cież ono jest z  nami we wszystkich sytuacjach naszego życia – w szkole, w kościele, na spacerze, na zakupach, w małżeństwie, w przyjaźni, w macierzyństwie, w relacji z Bogiem. A czym jest czystość? Jest patrzeniem bez zniekształceń i  zakłóceń. To najbardziej pierwotne znaczenie słowa „czystość”. Jest prostotą spojrzenia. 14 Jest odwagą patrzenia na świat taki, jaki jest – z dobrem i złem, z  pięknem i  brzydotą. Dzięki czystości spojrzenia nie pozwa- lam złu przesłonić dobra. Z takim podejściem nic, co przycho- dzi z  zewnątrz, nie jest w  stanie mnie zabrudzić. Dla czystego wszystko jest czyste. Dotyczy to wszystkich sfer życia. Także seksualnej? Tak. Gdy tak myślimy o  naszym ciele, to czystość seksualna przestaje kojarzyć się tylko z restrykcyjnymi zakazami i nakaza- mi, a  staje się wartością wyboru czegoś piękniejszego. Nie do- tyczy to tylko duchownych, ale jest drogą dla wszystkich, także małżonków, rozwiedzionych, nastolatków. To takie biblijne ujęcie czystości… Biblia nie boi się ciała. Zaczyna się od opisu stworzenia czło- wieka, w którym Bóg lepi Adama. Bardzo lubię patrzeć na ten obraz nie jak na dawną historię, ale coś, co dzieje się teraz. To opowieść o dotyku Boga. On z czułością i miłością dotyka każ- dej części mojego ciała, zwłaszcza tych miejsc, które trudno mi przyjąć. Lepi moje ciało, widząc, jak ono jest dobre. I jesteśmy jak gliniane naczynia. Nie ma dwóch identycznych. A czy twarz człowieka mówi cokolwiek o „ja”? Mówi wiele o indywidualności i niepowtarzalności każdego z nas. Nie znajdzie się dwóch takich samych twarzy. Nawet u bliźniaków jednojajowych. Każdy z nas ma inny układ oczu, nosa, ust, czoła… Mówi się czasem: „On ma myślącą twarz” albo „Można wyczy- tać to w jego oczach”. Niektórzy dostrzegają w oczach głębię, mądrość, ocenę, akcepta- cję, trud, atak czy dobroć. Moim zdaniem to wszystko są nasze 15 własne domysły, oczekiwania czy lęki, które nakładamy na ludzi, patrząc w ich oczy. I zostaną naszymi domysłami, jeśli nie spró- bujemy się dowiedzieć, czy to, co widzimy, jest prawdziwe. Na twarzy oprócz nosa, oczu i ich koloru, brwi, okularów, makijażu widać głównie emocje. Możemy je okazywać lub ukrywać, gdyż mięśnie twarzy są zależne od naszej woli. Czasami ukrywanie tak wchodzi w krew, że robimy to już automatycznie. Twarz może wyrażać to, co czuję, ale może też mówić: „Nic ci nie pokażę”. Pamiętasz, jak wygląda twarz ojca, babci, matki czy cioci pochy- lających się nad wózkiem, w którym leży kwilący niemowlak? To sam zachwyt i rozczulenie. Radość, duma, miłość. Niemowlęta bardzo zwracają uwagę na twarz. W mózgu mamy nawet specjalną strukturę odpowiedzialną za rozpoznawanie twa- rzy ludzkiej. Ostatnio słyszałem, że w tworzeniu się więzi między matką a  dzieckiem problemem staje się botoks, który czasowo paraliżuje mięśnie. Twarz matki staje się jakby skamieniała, po- zbawiona emocji. Wtedy dziecko się gubi. Od kiedy jesteśmy świadomi siebie? Od mniej więcej drugiego roku życia. Dopiero wtedy, patrząc w lustro, dziecko wie, że ma do czynienia z samym sobą, a nie z kimś innym. Patrząc na swoje odbicie, robi to z zachwytem. Nie nauczyło się jeszcze nakładania fi ltrów, które zniekształcają to, co widzi. Odkrywa słowo „ja”. Od tej pory, przez kilka mie- sięcy staje się ono jego ulubionym wyrazem. To etap naturalnego egocentryzmu. Niektórzy z tego nie wyrastają. Naturalny egocentryzm jest etapem przejściowym. Odgrywa ważną rolę w określeniu własnych granic. Dzieciak spogląda nie 16 tylko w  lustro, ale przegląda się w  oczach innych. I  to drugie zwierciadło jest o wiele ważniejsze dla jego rozwoju niż szklane. Tutaj istotna jest rola rodziców i ich reakcji na wszystko, co ro- bią dzieci. To lustro wpływa na całe życie. Przeglądając się w oczach rodzi- ców, dziecko szuka swojej wartości. Stopniowo zaczyna oceniać swoje zachowania, a  potem siebie tak, jak oni je oceniają. Jeże- li maluch stara się narysować krowę, a wyjdzie mu sześcionożna zielona plama, to żaden normalny rodzic nie powie: „Co to za bazgroły?!”. Raczej podejdzie do tego rysunku, jakby to było ar- cydzieło Jana Matejki. Ten zachwyt ma podwójne znaczenie. Do- wartościowuje samodzielność i  wysiłek dziecka. Nawet jeśli ma- luch nie zostanie drugim Matejką, to dzięki temu nabierze wiary we własne siły i w przyszłości będzie próbował odważnie działać. A drugie znaczenie? Pochwała wpływa zarówno na ocenę działania, jak i ocenę osoby. Dzięki niej dziecko coraz bardziej ufa nie tylko swoim zdolno- ściom, na przykład plastycznym, ale także temu, że jest warto- ściowe. Jego wartość nie wynika z tego, co i jak robi, ale z tego, że po prostu istnieje. Tak kształtuje się nasza samoocena, czy- li poczucie własnej wartości. Rodzice przyjmują dziecko bezwa- runkowo. Takie, jakie jest. To bezcenny dar, bo – nieco uprasz- czając – mamy do siebie taki stosunek, jaki mieli do nas rodzice. Dziecko jest bardzo dumne, gdy mama i tata je pochwalą. Między drugim a trzecim rokiem życia dziecko zaczyna odczu- wać uczucia dumy i wstydu. Czuje się dumne, jeśli zrobiło coś, co podoba się rodzicom, a wstydzi się, gdy nie spełniło ich ocze- kiwań. Jest to szczególnie ważny okres w  budowaniu poczucia 17 własnej wartości i dlatego dla małego dziecka pochwała i nagana mają o wiele większe znaczenie niż dla dorosłego. Od mądrości rodziców będzie zależało, czy późniejszy doro- sły będzie miał zdrową wiarę we własne siły. Czy będzie potrafi ł być dumny i cieszyć się, jeśli zrobi coś dobrego, czy też będzie przesadnie wycofany, zawstydzony i zdrowe uczucie dumy pozo- stanie mu obce. Czy chwalenie albo krytykowanie dorosłego też wpływa na po- czucie jego wartości? Dokonałem małego i prostego odkrycia – w dzieciństwie poczu- cie wartości pochodzi głównie z zewnątrz, a w dorosłości głównie ze środka. Błąd wielu dorosłych ludzi polega na tym, że szukają poczucia własnej wartości na zewnątrz, a  nie w  sobie samych. Dziecko jest jak gąbka, która chłonie zarówno miłość, akcep- tację, jak i krytykę oraz niezadowolenie. Stają się one podstawą całego stosunku do siebie samego – czasami nazywamy to sa- mooceną globalną. Taki dorosły ucieszy się z  pochwały, ale jej brak nie podkopie jego wiary w siebie. Krytyka będzie okazją do przemyślenia i ewentualnej korekty postępowania, a nie końcem świata. Dotknie tego, co robi, a więc samooceny szczegółowej, a nie tego, kim jest. A gdybyś zauważył, że na twoim kazaniu ktoś ziewa? Gdyby ziewała jedna osoba, to pomyślałbym, że pewnie jest nie- wyspana. Gdyby ziewało pół kościoła, to może zwaliłbym winę na niskie ciśnienie. To znaczy, że masz wysoką samoocenę globalną… …albo wysoką samoocenę, albo sprawny sposób tłumaczenia rze- czywistości na swoją korzyść. Mówię dalej kazanie, a ludzie wiercą 18 się w ławkach, dyskretnie spoglądają na zegarki i rozglądają się po sufi cie. Dałoby mi to do myślenia. Następnym razem próbo- wałbym mówić krócej, żywiej i bardziej obrazowo. Jednak gdy- bym miał niską samoocenę globalną, to nieudane kazanie trakto- wałbym jako porażkę i natychmiast zacząłbym sobie powtarzać: „Jestem fatalnym księdzem. Nie nadaję się do mówienia kazań. Trzeba było wybrać kartuzów, a nie Zakon Kaznodziejski. Nigdy już nie wyjdę na ambonę”. Zacząłbym pewnie unikać mówienia homilii, żeby nie ponieść kolejnej klęski. Co sądzisz o chwaleniu? Według mnie dobre słowa bardziej skła- niają do wysiłku niż krytyka. Jeśli uczę kogoś, to staram się wy- chwycić nawet jego małe sukcesy i nazwać je. Docenianie ma dużą wartość. Jednak chwalenie człowieka z ni- skim poczuciem własnej wartości to jak lanie wody do dziurawe- go garnka. Ludzie z niskim poczuciem wartości szukają pochwał, ale nie wierzą, gdy już je dostaną. Wewnątrz ciągle mówią sobie, że nie zasługują na docenienie, szacunek i miłość. Przez te dziury wycieka to, za czym tak bardzo tęsknią. Krytyka jest dla nich czę- sto trudna do przyjęcia. Odbierają ją zazwyczaj nie jako uwagę do jakiegoś aspektu ich działania, ale jako krytykę całej swojej osoby. Czy tak się dzieje, gdy rodzice nie akceptowali w pełni dziecka? Rodzice rzadko całkowicie odrzucają dziecko. Częściej się zdarza, że kochają malucha…, ale jakby pod jakimś warunkiem. Wtedy, nieświadomie, stają się krzywym zwierciadłem, w którym prze- gląda się dziecko. Pozostaje to potem częścią jego sposobu pa- trzenia na siebie i świat. Pomimo dobrej woli i wysiłku, rodzice dają swoim dzieciom to, co sami dostali. Dziecko może nauczyć się także, że jego wartość leży w tym, co potrafi . Będzie wtedy z całych sił udowadniać swoją wartość, 19 rzucając się w kolejne aktywności. Perfekcyjnie spełnia swoje za- dania i w ten sposób próbuje „zarabiać” na miłość. W głębi jed- nak będzie mieć przekonanie o swojej bezwartościowości. Gdy mówię „ja”, to właściwie o kim albo o czym mówię? Mówisz zarówno o  kimś, jak i  o czymś. I  o ile „coś” możemy próbować opisywać, o  tyle „ktoś” wymyka się prostym defi ni- cjom. Czasem mówimy o  „j a” podmiotowym i  o „ja” pr zedmiot o w y m. Zacznijmy od „ktoś”, czyli od „ja” podmiotowego. Słyszymy „ktosia”, gdy zdajemy sobie sprawę, że ja to ja, a nie ty. A także gdy uświadamiamy sobie, że „ja” w dzieciństwie jest tym samym „ja”, co dzisiaj, i tym samym, co w przyszłości. Choć moje cechy będą się zmieniać, to rdzeń pozostanie ten sam. Wie- my to wszystko dzięki samoświadomości. A jak wygląda „coś”? „Coś” da się zmierzyć i zważyć. To jest to wszystko, co można opi- sać. Wyobraź sobie kobietę, która tak opisała samą siebie: „Jestem Zosia, mieszkam w Szczecinie, mam trzydzieści lat, sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, ważę… (pominęła ten szczegół). Mam blond włosy… (to cecha czy kolor farby?). Mówią, że jestem elegancka. Dobrze gotuję, ładnie śpiewam, mówię po hiszpańsku. Pracuję jako pielęgniarka. Lubię chodzić po górach, czytać książki, sprzątać. Je- stem raczej nieśmiała, ale często się uśmiecham. Jestem dobrą żoną Jurka i matką wspaniałego Józia. Można na mnie polegać”. To typowy opis wyglądu, umiejętności, zawodu, upodobań, cech. To właśnie „ja” przedmiotowe. Z jednej strony to samowiedza – pani Zosia wie, jaka jest i jakie ma cechy. Z drugiej – to samo- 20 ocena, czyli część emocjonalna. Pani Zosia uważa siebie za dobrą żonę, choć nie wiemy, jak ocenia siebie w innych dziedzinach. W tym opisie „ja” dużą rolę odgrywa słówko „samo-”. Rzeczywiście uzbierało się tego trochę. S a m o ś w i a d o m o ś ć to świadomość własnych zachowań, uczuć i myśli. Wynika z tego szukanie odpowiedzi na pytania: jaki jestem? jakie mam cechy? To s a m o w i e d z a. Emocjonalny stosunek do wiedzy o  sobie to s a m o o c e n a, czyli inaczej mówiąc, poczucie własnej war- tości. Następny krok to s a m o a k c e p t a c j a, czyli przyjęcie lub odrzucenie „ja”. Wtedy jest miejsce na s a m o r e g u l a c j ę, czyli zmiany, na które zdecyduję się sam. Czy nasz obraz nas samych może być prawdziwy? Przecież nasz obiektywizm jest… subiektywny. Według mnie do prawdziwego obrazu możemy tylko dążyć, przybliżać się, ale nigdy nie mamy pewności, czy to już jest to. Dlatego poznawanie „ja” nie jest raz na zawsze – nigdy się nie kończy. To ciągłe szukanie, z jednoczesnym założeniem, że mogę się mylić. Wobec tego, gdzie ja mogę znaleźć „ja”? Pamiętasz Piotrusia Pana? Pewnego razu zgubił, a potem gonił swój cień. Podobnie jest z  „ja”– wciąż próbujemy je uchwycić defi nicjami, przyszyć raz na zawsze i  zamknąć temat. Tymcza- sem „ja” jest jak dżungla. Każdy z nas ma wiele koncepcji siebie – „ja” prywatne, „ja” zawodowe, „ja” rodzinne… Poza tym nie wszystkie „ja” odpowiadają rzeczywistości. Stąd mamy – „ja” re- alne, idealne, prawdziwe, fałszywe. A ponadto „ja” podmiotowe, „ja” przedmiotowe, „ja” prywatne, „ja” publiczne. Zastanawiam się, ilu „ja” jeszcze nie wymieniłem? 21 Czy istnieje szansa i czy jest sens to porządkować? Każda teoria opisuje „ja” z różnych stron. Czasami teorie się do- pełniają, czasem się rozmijają czy wręcz wykluczają. Ale spró- bujmy. Wyobraźmy sobie „ja” jako komodę z  wieloma szufl adami. Naga komoda, tak jak ją stolarz stworzył – bez forniru, inkru- stacji i upiększeń – to byłoby „j a” p r a w d z i w e. Ale wyobraź sobie, że piękną, dębową komodę ktoś pomalowałby ohydną, żółtą farbą olejną, a na blacie położył poplamioną serwetę i po- stawił sztuczne kwiaty. Wszystko to zakryłoby przecież piękno dębowych słojów. Farba, serweta i  kwiaty to „j a” f a ł s z y w e. Ono zakrywa piękno tego, jacy jesteśmy naprawdę. Cała konstrukcja komody, trzymająca szufl ady, to „ j a” p o d- m i o t o w e. Ona zapewnia spójność i  stabilność. Środek wraz z  zawartością to „j a” p r z e d m i o t o w e. W  poszczególnych szufl adach znajdują się różne koncepcje siebie. Po jednej stronie komody znajdują się szufl ady z tym, jacy jesteśmy – „j a” r e a l- n e. Po drugiej stronie z tym, jacy chcielibyśmy być, czyli „j a” i d e a l n e. Są tam powkładane ideały, do których dążymy, ocze- kiwania, które mieli wobec nas inni i które uznaliśmy za swoje, wzorce kulturowe itd. W oddzielnych szufl adach spoczywają róż- ne pomysły, jakie mamy na siebie: wygląd zewnętrzny, umiejęt- ności, pełnione role, powołanie… Pomiędzy tym, jak wyglądam, a jak chciałbym wyglądać, może być jednak różnica. Może dlatego nie wszyscy lubią oglądać siebie na zdjęciach. Chcia- łabym wyglądać jak gwiazda kina niemego, a tu… nic z tego. Po- zostaje albo przyjąć to, że jestem, jaka jestem, albo sięgnąć po programy do obróbki zdjęć. Tu wygładzić, tam odchudzić, ca- łościowo odmłodzić i upiększyć. I już jesteśmy prawie jak nasze ukryte pragnienie o wyobrażonym wyglądzie. 22 Patrząc na swoje zdjęcie, widzisz obraz twarzy, sylwetki – to jest coś realnego. Ale masz też jakąś koncepcję, jak powinnaś wyglą- dać. Przez nią spoglądasz na fotografi ę. Im bardziej twoja kon- cepcja idealna odbiega od realności, tym bardziej jesteś niezado- wolona. Tak już jest, że im większa odległość między „ja” realnym a „ja” idealnym, tym niższe mamy poczucie własnej wartości. Dotyczy to zresztą nie tylko wyglądu, ale również cech, umiejętności, ról… Na komodzie zazwyczaj stoi lustro. Gdy w nie patrzę, zastana- wiam się, czy podobam się sobie. Czy to jest samoocena? Jeżeli oceniasz się w zdrowy sposób, to patrzysz na siebie z sym- patią i szacunkiem. Wiesz, że osoba, którą widzisz w lustrze, za- sługuje na szczęście i miłość. Jest jeszcze drugi aspekt samooce- ny. Nie zobaczysz go w lustrze, bo widzi się go w działaniu. To wiara we własne siły i racjonalne przekonanie, że moje działanie może być skuteczne. Kiedy zaczynam coś robić, wierzę, że mi się uda. Ufam, że zwy- ciężę, a nie przegram? Tak. Spodobało mi się porównanie, które kiedyś słyszałem, że samoocena jest jak odporność organizmu. Jeśli jest obniżona, wtedy zaatakuje nas byle jaka infekcja. Jeśli odporność jest na właściwym poziomie, to organizm lepiej się broni i łatwiej rege- neruje. Porażki zdarzają się wszystkim, ale ludzie ze zdrową sa- mooceną szybciej się z nich podnoszą. Czy mówimy o dobrym, zdrowym, czy o wysokim poczuciu wartości? To są synonimy. Zdrowe, dobre i  wysokie poczucie wartości oznacza, że patrzymy na siebie z mądrą miłością. 23 Czy osoby o dobrym poczuciu własnej wartości są szczęśliwsze od innych? Na pewno łatwiej im dążyć do szczęścia, bo ich działania są bardziej nastawione na szukanie radości niż unikanie porażki. Szczęście i samoocena mają dużo wspólnego. Osoby z dobrym poczuciem wartości są bardziej twórcze, niezależne i gotowe na współpracę. Realistycznie podchodzą i do porażek, i do sukce- sów. Umieją współpracować i radzą sobie ze zmianami. Nie ucie- kają przed trudnymi sytuacjami. Wiele jest jednak osób, które borykają się z niskim poczuciem wartości. To prawda. Przede wszystkim uważają one, że nie zasługują na miłość. Jeśli więc takie szczęście im się przydarzy – wpadają w panikę. Boją się wyzwań, ponieważ są niewolnikami negatyw- nego obrazu siebie, odrzucenia, porażki. Bezpiecznie czują się tylko w tym, co jest im znane. Ich działania są skoncentrowane na tym, jak uniknąć kolejnego bólu porażki. Ludzie z obniżo- ną samooceną mogą być bardzo ambitni i nawet wiele osiągnąć. Problem polega na tym, że rzadko będą zadowoleni z własnych osiągnięć. Nie potrafi ą cieszyć się z sukcesów. Ich wysiłki kon- centrują się na udowadnianiu, że są wystarczająco dobrzy. Ten maraton nie ma końca, bo choć stają się coraz lepsi, nigdy nie są zadowoleni i coraz wyżej podnoszą poprzeczkę. Czym są kompleksy? Kompleksy to negatywne przekonania na własny temat – jeden z elementów zaniżonej oceny własnej. Ich posiadacze nie mogą przyjąć miłych słów, a  nawet neutralne wydarzenia odczytują jako skierowane przeciwko sobie. Krytyka staje się nie do unie- sienia i na długi czas pozbawia ich spokoju ducha. 24 SPIS TREŚCI Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Rozdział I  – Zajrzyj w głąb lustra, czyli… „ja” to kto? . . . 9 Rozdział II – Rozkwitaj i owocuj! . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41 Rozdział III – Zaufaj uczuciom, używaj głowy! . . . . . . . . 61 Rozdział IV – Nie przegap miłości! . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 Rozdział V  – Zagraj z Bogiem w szachy . . . . . . . . . . . . . 107 Rozdział VI – Czuj się winny, ale w sam raz! . . . . . . . . . . 123 Rozdział VII – Rozmawiaj, czyli… wina smak i kawy łyk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 141 Rozdział VIII – Nie bój się burzy! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169 Rozdział IX – Odpocznij, czyli… reCreazione . . . . . . . . . 187 Rozdział X  – Nie wędruj sam! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 207 Rozdział XI – Nie chodź na skróty! . . . . . . . . . . . . . . . . . 237 Rozdział XII – Poczuj zapach Boga, czyli… między pustką a tęsknotą . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 259 Inspiracje bibliografi czne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 283
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: