Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00126 006334 14085047 na godz. na dobę w sumie
Sędzia od Świętego Jerzego - ebook/pdf
Sędzia od Świętego Jerzego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 33
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-938869-0-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> kryminał
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Społeczeństwo żyje w stanie niepewności. Niebezpiecznie jest mieć „niewłaściwe” poglądy polityczne. To efekt śmiertelnej rywalizacji dwóch największych partii politycznych i polaryzacji społecznej.

Ani rząd, ani prezydent nie umieją rozwiązać problemu. Perspektywa wydarzeń staje się coraz bardziej niejasna. Igrzyska polityczne doprowadzają do niebezpiecznej konfrontacji przywódców dwóch największych partii. Rozstrzyga ją sędzia główny igrzysk ku bezgranicznej radości widzów na trybunach. Uważają go za bohatera.

W ocenie prezydenta państwa decyzja sędziego jest bardzo ryzykowna. Prezydent nie myli się. W najmniej oczekiwanym momencie przynosi ona szokujące konsekwencje, które nikomu nie przyszłyby do głowy.

Powieść napisana jest ze swadą, żywym językiem i czyta się bardzo dobrze. To jej dodatkowe walory.

Oto fragment:



-Drzwi były otwarte. Kiedy nacisnęłam klamkę po raz drugi, otworzyły się – wyjaśniła ciemnooka niewiasta niewinnym głosem osoby niesłusznie oskarżonej o wtargnięcie do cudzego mieszkania. Patrzyła na mężczyznę czystymi, szeroko otwartymi, nad wyraz pięknymi oczami. Wyglądała jak obraz niewinności namalowany przez uduchowionego artystę.

Zdezorientowało to sędziego.- Może rzeczywiście zostawiłem drzwi otwarte? – przeszło mu przez myśl.- Przecież to bzdura! – natychmiast odezwał się głos wewnętrzny. Intuicja podpowiedziała mu, że kobieta kłamie znakomicie udając zaskoczenie. Omalże nie wprowadziła go w błąd.

-Czego ode mnie chcecie? – zapytał poirytowany bezsensownym wyjaśnieniem. -Wtargnęłyście tutaj jak oddział Biura Poprawności Politycznej. To włamanie. Odpowiecie mi za to przed sądem!

-Co będzie pan nas straszyć sądem! Są ważniejsze sprawy. Jest pan pilnie potrzebny do sędziowania najważniejszych zawodów w tym kraju – odpowiedziała wyższa i zaczęła bezceremonialnie szarpać kołdrę, która osłaniała piersi i brzuch Sędziego.

-Jakich zawodów? – dopytywał się zdezorientowany mężczyzna.

-To coś więcej niż zawody. Ale pan jest dociekliwy i uparty! Chodzi o Sportowe Igrzyska Partii i Organizacji Politycznych. Potrzebny jest sędzia główny i został pan wytypowany – wyjaśniła starsza z kobiet usiłując wyciągnąć Sędziego z łóżka.

-Zostawcie mnie w spokoju! – bronił się przed nieoczekiwanym atakiem. Szarpnięta mocniej kołdra wyśliznęła mu się z rąk i opadła na podłogę jak wielki, nadmuchany, pasiasty liść. Kobiety bez żenady zaakceptowały nagość mężczyzny. Ich wzrok wydawał się jednak żądać wyjaśnienia, czemu tak się zachowuje w obecności kobiet.

-Sypiam nago, do cholery! – krzyknął wyprowadzony z równowagi Sędzia. - Nie widzicie tego? Czego ode mnie chcecie? – ponowił zapytanie. Prawie krzyczał.

- Niech się pan nie przejmuje, człowieku... Panie Sędzio – poprawiła się wyższa z kobiet. - Nie takie rzeczy się widziało!- Agresorka popatrzyła na koleżankę i obydwie zaśmiały się pokazując zęby.

 



Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Michael Tequila Sędzia od Świętego Jerzego Prawa autorskie 2014 Michał E. Wrzesiński Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Gdańsk, 2014 Wydawca: Michał E. Wrzesiński Projekt okładki: Lechosław Martyński Korekta: Justyna Jagielska ISBN: 978-83-938869-0-6 Podziękowania Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które w trakcie pisania, modyfikowania i poprawiania powieści wspomagały mnie swoimi uwagami i sugestiami. Autorską wdzięczność kieruję w szczególności do Henryka Z za jego cenne komentarze i wątpliwości, Henryka W za jego uwagi i zachętę do pisania, Justyny J za rzeczową i szybką korektę tekstu oraz Lechosława M za oryginalny projekt graficzny okładki i pomoc techniczną. Szczególne podziękowania winien jestem żonie Annie za jej wyrozumiałość za niezliczone godziny spędzone przeze mnie samotnie przy komputerze. Dziękuję również wszystkim innym osobom, które okazały mi pomoc. One wiedzą najlepiej, kogo mam na myśli. Disclaimer: Niniejsza powieść jest wytworem wyobraźni autora. Imiona, nazwiska, miejsca, nazwy i wydarzenia są fikcyjne i ich podobieństwo do rzeczywistości może być tylko przypadkowe. Strona autorska: www.michaeltequila.com Email: michael.tequila@michaeltequila.com Inne publikacje Michaela Tequila (ebooki): „Klęczy cisza niezmącona” - wybór poezji „Oniemiałość” - wybór poezji „Plener zagubionych uczuć” - powieść Sędzia Orlando nie tak wyobrażał sobie zakończenie dnia. Leżał w łóżku i leczył obrażenia, ale bardziej niż ciało cierpiała jego dusza. Był przygnębiony bandyckim napadem, a przecież dopiero kilka dni wcześniej po wielu latach nieobecności wrócił do kraju wypoczęty i szczęśliwy. Nie mieszał się do polityki, a już był poszkodowany. Popatrzył na półkę nad głową, gdzie leżał nowiutki iPad, który podarowała mu siostra na przywitanie. Prawdziwe cacko w skórzanej granatowej oprawie. Nie potrafiłby żyć bez niego. IPad dla niego wszystkim: prasą codzienną, telewizorem, telefonem, urzędem pocztowym i bankiem, nade wszystko zaś skarbnicą wiedzy o czym tylko dusza zamarzy. Teraz nawet iPad go nie cieszył. Sędzia ponuro wpatrywał się w sufit i rozpamiętywał wydarzenia poprzedniego dnia. Wciąż powracała ta sama uparta myśl: wojna podjazdowa między głównymi partiami politycznymi przypominała Dominikanę - prowadziła donikąd. A on został wciągnięty do gry, w której nienormalność graniczyła z paranoją. Kiedy tak rozmyślał, do pokoju weszła siostra. Byli dobrym i rozumiejącym się rodzeństwem, choć drażniło go niekiedy jej wylewne współczucie. Siostra był starsza od niego, opiekowała się nim, kiedy był dzieckiem i wczesne uczucia macierzyńskie pozostawiły w niej ślad łagodzony wątpliwą świadomością, że brat nie jest już dzieckiem. I tym razem zareagowała w dawnym stylu. Biedaku, zawsze byłeś taki sprawny i pełen energii, a teraz leżysz w łóżku i cierpisz z powodu tych łajdaków. Orlando nie pozwolił jej mówić dalej. Wyleczyła go swoim współczuciem. Zareagował jak koń pobudzony niespodziewanie ostrogą. Mylisz się, Mario. Nie pozwolę, aby ktokolwiek zmuszał mnie do leżenia w łóżku. Dziś wieczorem przyjdzie lekarz, ale jutro bezwzględnie wstaję. Od razu poczuł się lepiej. Był nawet wdzięczny siostrze za jej współczucie. ***** Stali pod wielkim wiązem, najbardziej rozłożystym drzewem w parku i okolicy. Górowało ono nad innymi ogromną i prawie idealnie poziomą koroną. Posadzono je niegdyś do góry korzeniami a niezwykła zdolność adaptacji biologicznej spowodowała, że korzenie rozwinęły się w gałęzie i pokryły liśćmi. Inicjatorem spotkania był przyjaciel Sędziego. To on zebrał dawnych kolegów szkolnych, aby spotkać się z Orlando po jego niespodziewanym powrocie do kraju. W cieniu wiązu zastali sześć ławek ustawionych w dwa trójkąty. Zajmiemy te trzy ławki – Sędzia brodą wskazał wybrany trójkąt. Siedli tak, jak za czasów szkolnych: na krawędzi ławek ze stopami umieszczonymi na miejscach do siedzenia. Poczuli się jak w amfiteatrze lub cyrku. Była to prawdziwa frajda. Po kilkunastu minutach rozmowa zeszła na temat sytuacji w kraju. Co ty, Orlando, sądzisz o tym, co zastałeś tutaj? Jak ci się tu podoba? – Pytania zmusiły Sędziego do zabrania głosu. Miał swoje przemyślenia i obserwacje, i tak się rozgadał, że nawet nie zauważył, kiedy przy pozostałych ławkach zatrzymało się trzech mężczyzn i jedna kobieta. Zastanawiali się nad czymś, potem usiedli i rozpoczęli rozmowę między sobą. Ich twarze pozostawały w półcieniu. Kiedy Sędzia skończył i zauważył przybyszy, przyglądał im się przez dłuższą chwilę. Wiatr poruszając gałęziami wiązu rozgrywał światłem i cieniem prawdziwy spektakl teatralny. Twarze mężczyzn i ich towarzyszki pokrywały migające cienie, paski i plamy, które nadawały im wygląd Irokezów w barwach wojennych, niebezpiecznych i okrutnych. Sędzia poczuł ciarki na plecach. Po kilku minutach najwyższy i najchudszy z mężczyzn zbliżył się do grupki Sędziego i odezwał się. Przepraszam panów. Nie podsłuchiwaliśmy, ale mimo woli słyszeliśmy fragmenty panów rozmowy. Rozmawiacie o ciekawych sprawach. Czy możemy się przyłączyć? Też interesujemy się polityką. Przyjaciele popatrzyli po sobie niezdecydowani. W końcu któryś mruknął niezachęcająco: Jak chcecie, bo my właściwie to już kończymy dyskusję. Nie zniechęciło to przybyłych. Podeszli bliżej i przedstawili się. Jestem Chudy – pierwszy przedstawił się mężczyzna o figurze, która mimo woli narzucała się jako oczywisty pseudonim. Orlando przyglądał się gościom. Oni również dyskretnie go taksowali, kiedy nie patrzył w ich kierunku. Czuł ich wzrok na sobie. Byli młodzi, mniej więcej w tym samym wieku, z wyjątkiem kobiety, która mogła mieć trzydzieści pięć lat. Zastanawiał się chwilę nad jej wiekiem. Dyskusja w nowym gronie nabrała rumieńców dopiero wtedy, kiedy zeszła na temat rządu i opozycji. Młodzi ludzie okazali się zaangażowani politycznie. Zapalczywie krytykowali rząd i dopatrywali się pozytywnych cech jedynie u największej partii opozycyjnej. Usiłowali przekonać gospodarzy do swoich poglądów. Zrobiło się gorąco; wydawało się, że zaczną się kłócić. Dziwna to była dyskusja: starsza generacja przeciw młodszej generacji. Do awantury jednak nie doszło. Grupa Chudego zapewne zmęczyła się przekonywaniem, że racja jest po ich stronie i zaczęli się żegnać. Późno się już robi. Nie przekonamy was, że nie macie racji. My idziemy własną drogą – podsumował Chudy i nieoczekiwanie zwrócił się do Sędziego: W polityce nie stoi pan po stronie sprawiedliwości. To błąd, którego może pan pożałować – dodał miękkim głosem, który Sędziemu wydał się łagodny tylko z pozoru. Ten facet jest toksyczny – doszedł do wniosku. Chudy dał dyskretny sygnał swojemu towarzystwu do odejścia. Aha, to on tutaj rządzi – z zainteresowaniem zaobserwował Sędzia i dodał: Nie zależy nam na przekonywaniu was do czegokolwiek. Macie wyjątkowo radykalne poglądy. Nie wszystkim przypadają one do gustu. Chudy nic nie odpowiedział, tylko obdarzył go długim, uważnym spojrzeniem. Nie było w nim uśmiechu, jedynie chłód zimnych oczu i milczenie. Patrzy, jakby chciał mnie zapamiętać. Albo powiedzieć: nie bądź taki mądry, jeszcze się okaże, kto ma rację – Sędzia nie miał wątpliwości co do trafności swojej obserwacji. Czuł to przez skórę. ***** Robiło się już ciemno, kiedy przyjaciele zdecydowali się rozejść. Orlando udał się w kierunku najbliższego przystanku autobusowego. Nie miał jeszcze samochodu. Nie zdążył nawet zajrzeć do Internetu ani zadzwonić do kilku dystrybutorów nowych i używanych samochodów. Kolega zaproponował, że go podwiezie, ale odmówił. Chciał się przespacerować. Przechodził obok stawu parkowego, w którym hodowano karpie, gdy nagle otoczyli go ludzie w kapturach. Nie widział twarzy, lecz od razu ich rozpoznał. Poczuł gęsią skórkę na ciele i mrowienie pleców. W gardle zrobiło mu się sucho. Czuł, że to spotkanie może się źle skończyć. Chudy nie owijał słów w bawełnę. Natychmiast przystąpił do konfrontacji, na którą już wcześniej miał chęć. -Ty sukinsynu! Nie będę ci ponownie tłumaczyć co znaczy prawdziwy patriotyzm, boś baran. I tak nic nie zrozumiesz. - Nienawiść mieszała się w nim z wulgarnością. Orlando rozpaczliwie zastanawiał się, jak wybrnąć z niepewnej, idiotycznie niebezpiecznej sytuacji. Uznał, że nie ma szans na pokojowe rozwiązanie, tłumaczenie czy rozmowę. Rzucił się do ucieczki; był w dobrej kondycji. Jeden z mężczyzn podstawił mu nogę i uciekający zarył twarzą w ziemię. Nie poczuł nawet bólu. Wtedy zaczęli go kopać. Kobieta dopingowała ich okrzykami: Dołóżcie mu! Nie żałujcie butów! Powalony zaczął wołać o pomoc. To jeszcze bardziej rozwścieczyło napastników. -Ty gnido! Nie bądź taki mądry. Tu nikt cię nie usłyszy, a jak usłyszy, to i tak nie przyjdzie, bo się boi. -O co wam chodzi? – Zawołał w nadziei, że uda mu się coś wynegocjować. -O ciebie, kretynie! Myślisz, że jak umiesz ładnie mówić to wszystko? Trzeba jeszcze mieć rację. Przez takich jak ty mamy teraz rząd złodziei, oszustów i zdrajców! Śmierdzisz liberałem na odległość. Wytłumaczymy ci twoją głupotę. Przestaniesz głosić swoje poglądy, ty dewiancie polityczny! Wybijemy ci je ze łba. Kopniaki wymierzano systematycznie i precyzyjnie, aby zadać jak najwięcej bólu. Wyglądało to jak ćwiczenie opanowane do perfekcji przez regularne powtarzanie. Orlando skulił się i zakrył twarz rękami. Leżąc na brzuchu czuł na ustach oraz języku zapach i szorstkość wilgotnej ziemi, a także ból, strach i nienawiść. Nie rozumiał, dlaczego go napadnięto, a jego poglądy polityczne wywołały taką reakcję. Jemu nie przeszkadzało, że dyskutanci, którzy okazali się zwykłymi bandytami, mają inne poglądy. Pod wpływem mocniejszego kopnięcia poczuł palący ból w szyi. Zaczął się modlić, aby ktoś nadszedł drogą nad stawem. Nie było jednak nikogo. Wydawało mu się, że traci przytomność. Przestał się ruszać i cokolwiek odczuwać. Wtedy przywódca bandy dał swoim ludziom znak zakończenia. Pobity słyszał jego głos jak przez watę. -Teraz już wiesz gnido, co to znaczy mieszać się w politykę. Zapamiętaj dobrze tę lekcję, bo następna będzie bardziej bolesna. To samo spotka ciebie, jeśli doniesiesz na nas policji. Nic się tu nie wydarzyło. Wbij to sobie do łba. Orlando podniósł się z ziemi. Odczuwał ból w każdej cząstce ciała, szczególnie szyi i nogach. Powoli doszedł na brzeg stawu i przejrzał się w ciemniejącej wodzie. Zobaczył tylko niewyraźne odbicie twarzy. Dotknął jej w kilku miejscach. -To chyba krew, pot i ziemia – doszedł do wniosku. - Nieźle mnie urządzili. Wszystko mnie boli, ale chyba nie mam nic ***** złamanego. Sukinsyny! Pieprzeni fachowcy od bicia za poglądy! Obmył się i ruszył w drogę do domu. Na szczęście zapadał już zmierzch i jego wygląd nie rzucał się zbytnio w oczy. Z trudem się poruszał. W pewnym momencie zaniemógł, zbierało mu się na wymioty. Poprosił o pomoc przechodzącą parę małżeńską w średnim wieku, a potem samotnego mężczyznę. Żadne z nich nie wyraziło takiej chęci. Zaniepokojeni rozglądali się niepewnie wokół. Zrozumiał. Bali się. Po przejściu kilku przecznic zauważył, że jest śledzony. - Aha, pewnie chcą sprawdzić, czy nie idę na posterunek policji. Taki głupi to nie jestem. Ominął posterunek i dopiero gdy był pewien, że nikt go już nie śledzi, wrócił. Uznał, że jego stan i wygląd będą najlepszymi dowodami w zeznaniach. Nie puszczę tym wszarzom płazem pobicia! – Był zdecydowany dochodzić sprawiedliwości. ***** Przesłuchujący go policjant miał rangę sierżanta. Najpierw zanotował dane osobowe, zapisał odpowiedzi, a następnie przystąpił do szczegółowego przesłuchania. Opis okoliczności i przebiegu zajścia nie nastręczał trudności, chodziło o oczywiste fakty. - Czy są świadkowie zdarzenia? -Nie. Chyba nie … Obawiam się, że nikt tego nie widział. Wołałem o pomoc, kiedy myślałem, że już mnie wykończą, ale Chudy ostrzegł, że nawet gdyby ktoś słyszał, to będzie bał się interweniować. Być może ktoś widział, ale się nie ujawnił. Ja nikogo nie widziałem. -To niedobrze. Oczywiście będziemy musieli sprawdzić czy ktoś nie znajdował się przypadkiem w pobliżu, ale szanse odnalezienia takiej osoby są prawdopodobnie niewielkie. Szkoda. Nawet gdybyśmy ich ujęli, to musimy im jeszcze udowodnić napad i pobicie. Zapewne się wyprą. Pańskim oskarżeniom przeciwstawią własne zeznania twierdząc, że w czasie kiedy pana pobito, oni byli gdzie indziej. Niewykluczone, że zatarli już ślady. Wzajemnie będą sobie zapewniać alibi. Tak to najczęściej wygląda. - Czy wszedł pan w kontakt cielesny z którymś z napastników? Sędzia spojrzał pytająco. -Na przykład, gdyby broniąc się zadrapał pan któregoś z nich, moglibyśmy mieć do zbadania próbkę materiału DNA. To dobry materiał dowodowy w sądzie. Sędzia zastanowił się i przecząco pokiwał głową. -Miałem kontakt tylko z ich butami. Przykre, ale prawdziwe. To wszystko. - Rozejrzał się po małym pokoju przesłuchań, szarym i trochę zagraconym. Widok nie poprawił jego samopoczucia. - Wygląda to na sprawę raczej przegraną. Brak świadków! – Sędzia opuścił głowę w geście rezygnacji. - Brak świadków – powtórzył i apatycznie spojrzał na policjanta, który w milczeniu podsunął mu zeznanie do podpisania. Sędzia nie czytając podpisał. -Czy ktoś mógłby mnie odwieźć do domu? To niedaleko stąd. Nie czuję się dobrze. -Najpierw zawieziemy pana do pogotowia ratunkowego. Powinien pan przejść badania. Lekarz musi zbadać obrażenia i ustalić, czy nic nie zagraża pańskiemu zdrowiu. -Nie pojadę na pogotowie. Nie ma potrzeby. Nie ma mowy! – Zdecydowany głos poszkodowanego nie budził wątpliwości, że nie uda się dobrowolnie na badania. Pojadę jutro rano do szpitala. To niedaleko ode mnie. W mojej sytuacji nic się nie zmieni, obrażenia pozostaną takie, jakie są. Umyję się tylko. Sierżant zastanawiał się nad czymś. Popatrzył uważnie na klienta, który odczytał jego spojrzenie na swój sposób. -Jeśli w pogotowiu mieliby sprawdzać czy jestem pijany to wolałbym, aby pan to zrobił teraz. Na pewno możecie to wykonać. Policjant pomedytował chwilę, zadzwonił gdzieś, a następnie odszedł nic nie mówiąc. Po chwili wrócił z alkomatem. Pomiar nie wykazał śladów alkoholu we krwi. -Odwiozę pana do domu – zdecydował. - O tej porze już kończę służbę. Przez kilkanaście minut wspólnej jazdy mężczyźni zajęci byli rozmową. - Czy śledztwo przeciw tym draniom zostanie szybko podjęte? - To nie takie proste, choć sprawa wydaje się oczywista. Najpierw mój szef zapozna się z pańskim zeznaniem i wynikami badań lekarskich, a potem ustali, kto i kiedy się tym zajmie. Rzecz w tym, że jest pan koleją ofiarą bandyckiego napadu, którego motywy są niejasne. Ponadto mamy mnóstwo pracy. Nie nadążamy. - Jak to niejasne? Niejasne motywy? Co to znaczy? - Pobicie drugiego człowieka ze względu na inne poglądy polityczne to rzadkie wydarzenie. Oczywiście, jeśli ludzie są trzeźwi. To nie są zwykli chuligani jak agresywni kibole na stadionie. Ci, którzy pana pobili zachowywali się prawie jak bojówkarze organizacji faszystowskiej. Chyba nie uznają demokratycznie wybranej władzy, a z pewnością nie tolerują odmiennych poglądów. – Sierżant rzeczowo wyłuszczał argumenty jak socjolog opisujący zachowania społeczne. - Czy dużo macie takich spraw? - W sumie nie tak dużo, ale ostatnio coraz więcej. - Czyli nie jestem pierwszy ani zapewne ostatni, któremu to się przydarzyło. - Na to wygląda. - To dlaczego nikt o tym nie pisze ani nie mówi? - Piszą i mówią, ale ci którzy to robią idą na pierwszy ogień. Przepraszam, źle to określiłem. Mam na myśli, że oni pierwsi dostają pogróżki, ktoś podpala im samochody, były także pobicia. I to poważniejsze, niż pańskie. Media stały się wstrzemięźliwe i ostrożne. Dziennikarze i reporterzy też odczuwają strach, żądają ochrony osobistej. A gdzie są na to środki i ochroniarze? Nie ma też prawa, które dokładnie definiowałoby, kiedy ludziom należy się ochrona z urzędu. - Kto to robi? Kim są ci napastnicy? - To trudne pytanie. Ci ludzie są bardzo ostrożni. Wydają się być dobrze przeszkoleni lub starannie wyselekcjonowani. Być może należą do jakiejś organizacji. Milczą, nawet jeśli udowodnimy komuś aktywny udział w rozboju. Łączą w sobie dwie cechy: agresję z poglądami politycznymi. Nie podobają im się ludzie, którzy mówią dobrze o aktualnej władzy: premierze, rządzie, prezydencie. Najbardziej nie odpowiada im rząd. Uważają, że jest niekompetentny i skorumpowany, że dba tylko o siebie i najbogatszych. - Ma pan rację. Przypomniałem sobie słowa tego chudego palanta. Policjant spojrzał pytająco na Sędziego. - Niech pan się nie dziwi – sędzia zareagował wyjaśnieniem. Używam słowa „palant”, ponieważ Chudy mnie tak nazwał. Bardzo mi się to nie podobało. To on właśnie powiedział: „Ten twój premier Słabosilny, to prawdziwy sukinsyn. Nic nie robi dla kraju. Złodziej, kłamca i oszust”. W samochodzie zapadło milczenie. Sierżant myślał o tym, że atmosfera społeczna jest napięta i się pogarsza. Ludzie stawali się coraz bardziej ostrożni w wyrażaniu poglądów politycznych, mówieniu, jaka partia jest im najbliższa lub kogo będą popierać w wyborach. W tej ostrożności było coś brudnego i dwuznacznego jak gęsta, lepka mgła, która pojawia się znikąd i nie wiadomo co w sobie kryje. - To nie może potrwać długo. Ktoś musi zaprowadzić porządek. – Policjant czekał na zmiany podobnie jak i inni ludzie. Nie wiadomo było tylko kto, kiedy i jak miałby to zrobić. ***** W windzie o nieskazitelnie błyszczących metalowych ścianach Sędzia poczuł, że tam, w parku stał się nieczysty. Wzburzone myśli kotłowały mu się w głowie. - Jestem głupi i nędzny. Jestem Hindusem z najniższej kasty społecznej – mamrotał do siebie niezrozumiale. Jestem nikim. Ty też możesz mnie kopnąć. - Ni z tego ni z owego zaczął machać rękami jakby opędzając się od niewidzialnych ludzi lub duchów. Z trudem dotarł do mieszkania. Dłonie i kolana miał podrapane do krwi, wszystko go bolało. Drzwi otworzyła mu siostra, która na kilka dni zatrzymała się w jego wynajętym lokum. - Jezus Maria! Orlando jak ty wyglądasz? – Była przerażona i wzburzona. - Kto ciebie tak urządził? Pewnie zadałeś się ze swoimi dawnymi koleżkami, tymi pijanicami! Skąd oni biorą pieniądze na alkohol?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sędzia od Świętego Jerzego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: