Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00496 008184 15910538 na godz. na dobę w sumie
Sen - ebook/pdf
Sen - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 283
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63080-00-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Sen' to kolejna kryminalna zagadka rozwiązana przez małżeństwo Piotra i Annę Balickich. Tym razem autor zabiera nas do australijskiego miasta Bunbury na południu stanu Zachodniej Australii.

'Sen' to historia, która z realistycznego snu Anny przełożyła się na realny świat i zdarzyła się naprawdę. Ta wyśniona sprawa kryminalna ma wiele wątków i skomplikowanych zagadek, które - jak w każdej książce Janusza Brzozowskiego - na końcu pięknie się wyjaśniają, zaskakując czytelnika.

Po huraganie, jaki nawiedził dom Anny i Piotra posesja ich zostaje całkowicie zrujnowana łącznie z garażem przygniecionym przez wyrwane z korzeniami drzewo. Grupa przyjaciół z odległego Brisbane postanawia przyjechać, by pomóc im w porządkowaniu ich rezydencji. Przy okazji zamierzają celebrować urodziny jednego z przyjaciół i omówić ostatnie szczegóły>przygotowań do wydobycia z dna Pacyfiku tajemniczej dziewiętnastowiecznej, rosyjskiej fregaty pełnej złota.

Jednak zdrada małżeńska doprowadza do wmieszania się niepożądanych osób w sprawę wyprawy wydobywczej. W wyniku ich działań giną ludzie.

Pierwszą ofiarą jest kobieta, jedna z przyjaciółek Piotra z odległych czasów, zaangażowana w wydobycie fregaty.

Morderstwo zostaje popełnione w garażu w czasie niszczycielskiego huraganu. Piotr nie widział ofiary, swojej przyjaciółki od wielu lat, ale policja twierdzi, że kobieta ta przyjechała do Balickich na wyraźne zaproszenie Piotra, mając na to dowody...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

JJaannuusszz BBrrzzoozzoowwsskkii SS EE NN Janusz Brzozowski: SEN | 3 © Copyright by Janusz Brzozowski e-bookowo Projekt okładki: e-bookowo ISBN 978-83-63080-00-6 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrze(cid:298)one. Kopiowanie, rozpowszechnianie cz(cid:266)(cid:286)ci lub cało(cid:286)ci bez zgody wydawcy zabronione Wydanie II 2011 (wydanie I Goneta.net) www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 4 Składam serdeczne podzi(cid:266)kowania Mojej (cid:297)onie Czesławie za okazan(cid:261) cierpliwo(cid:286)ć podczas pisania tej ksi(cid:261)(cid:298)ki. Janusz Brzozowski www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 5 ROZŹZIAŁ 1 Pacyfik tego dnia był wyj(cid:261)tkowo spokojny. Źziób statku Amsterdam, płyn(cid:261)cego do Brisbane, łagodnie rozbijał leniwe fale w po(cid:286)wiacie zachodz(cid:261)cego sło(cid:276)ca. Na rufie, jak ka(cid:298)dego wieczoru, gdy dopisywała pogoda, Johan i Rudolf Vinnerowie odbywali strzelecki trening. – Z takimi wynikami mogliby(cid:286)my z powodzeniem wystar- tować na zbli(cid:298)aj(cid:261)cej si(cid:266) Olimpiadzie w Sydney – powiedział z uznaniem Johan Vinner, kapitan statku. Był czterdziestopi(cid:266)cioletnim, wysokim, dobrze zbudowanym blondynem o gł(cid:266)bokich, wyra(cid:296)nych bruzdach na twarzy. – A co ja mówiłem? Wystarczy tylko ka(cid:298)dego dnia troch(cid:266) treningu, (cid:298)eby(cid:286)my byli wr(cid:266)cz nie do pobicia. Spójrz Johan, na dziesi(cid:266)ć twoich strzałów masz dziewi(cid:266)ć dziesi(cid:261)tek i jedn(cid:261) dzie- wi(cid:261)tk(cid:266). – Jak zwykle czekasz Rudolfie na to, bym uznał twoj(cid:261) wy(cid:298)- szo(cid:286)ć. Johan spojrzał na brata, który był zupełnym przeciwie(cid:276)- stwem jego sylwetki. Jego naturalne, białe jak mleko włosy mocno kontrastowały z br(cid:261)zowaw(cid:261), (cid:286)wie(cid:298)(cid:261) opalenizn(cid:261) jego www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 6 ciała. Był niskim czterdziestoletnim m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261) o szczupłej, wr(cid:266)cz chłopi(cid:266)cej budowie ciała. – Musz(cid:266) przyznać, (cid:298)e od paru lat jeste(cid:286) niepokonany przez nikogo z naszej rodziny. Nawet Willi nie ma z tob(cid:261) szans. Stoj(cid:261)c przy tarczy, w której był praktycznie tylko jeden du(cid:298)y otwór, spojrzeli na płyn(cid:261)cy równo z nimi statek ich brata Wil- lego. – My(cid:286)l(cid:266), Rudolfie, (cid:298)e wystarczy na dzisiaj tej zabawy. Mam jeszcze co(cid:286) wa(cid:298)nego do zrobienia. Jutro b(cid:266)dziemy ju(cid:298) w Bris- bane, a do tej roboty, jaka nas czeka musimy si(cid:266) dobrze przy- gotować. Sprawdziłe(cid:286) ju(cid:298) liny i pontony? – Jeszcze nie, ale zapewniam ci(cid:266), braciszku, (cid:298)e jeszcze przed wpłyni(cid:266)ciem do portu wszystko b(cid:266)dzie zrobione i dopilnowane. Odwrócił si(cid:266) i oparł o burt(cid:266), wpatruj(cid:261)c si(cid:266) w bezkres wód. – Co ci(cid:266) gn(cid:266)bi? Johan stan(cid:261)ł obok brata i dotkn(cid:261)ł jego ramienia. – Jak długo b(cid:266)dziemy stać w porcie, nim wypłyniemy po to złoto? – spytał nagle Rudolf. – Tego mój drogi nikt z nas nie wie. Wszystko zale(cid:298)eć b(cid:266)dzie od tego Ziarkowskiego, który od podstaw przygotował t(cid:266) wy- praw(cid:266). Źlaczego o to pytasz? – zdziwił si(cid:266) Johan. Rudolf odwrócił wolno głow(cid:266) w kierunku brata i u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266). – Znasz mnie, Johan. Mo(cid:298)esz si(cid:266) ze mnie (cid:286)miać, ale chciał- bym co(cid:286) zobaczyć w tej Australii, a nie tylko siedzieć na statku www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 7 i u(cid:298)erać si(cid:266) z lud(cid:296)mi. Źu(cid:298)o czytałem o ro(cid:298)nych zak(cid:261)tkach tego kontynentu i podnieca mnie sama my(cid:286)l, co mógłbym tu zoba- czyć. – Nie widz(cid:266) (cid:298)adnych przeszkód w tym, by(cid:286) gdzie(cid:286) sobie po- jechał. Kto wie, kiedy nast(cid:266)pny raz los sprawi, (cid:298)e b(cid:266)dziemy w tych stronach? Ale uprzedzam ci(cid:266), (cid:298)e wszystko musi być za- pi(cid:266)te na ostatni guzik nim si(cid:266) gdzie(cid:286) wybierzesz. Smutna twarz Rudolfa nagle poja(cid:286)niała. – My(cid:286)lisz, (cid:298)e b(cid:266)dzie taka mo(cid:298)liwo(cid:286)ć, bym urwał si(cid:266) ze statku na jaki(cid:286) czas? – spytał uradowany. – S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e tak. Nie zapomnij te(cid:298), (cid:298)e wła(cid:286)nie w Brisbane b(cid:266)- dziemy montować nie tak dawno zakupion(cid:261) now(cid:261) aparatur(cid:266). A to mo(cid:298)e troch(cid:266) potrwać. Wszystko b(cid:266)dziemy wiedzieli dopie- ro po rozmowie z tym Ziarkowskim. A teraz mój drogi my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e jest odpowiedni czas by(cid:286)my co(cid:286) zjedli. – Ja tu jeszcze przez chwil(cid:266) zostan(cid:266), ale niedługo. – Spotkamy si(cid:266) w takim razie w mesie i rozchmurz si(cid:266) wreszcie – dodał, widz(cid:261)c ponownie zamy(cid:286)lon(cid:261) twarz brata. – Uwierzysz mi, (cid:298)e widz(cid:266) ju(cid:298) siebie w(cid:286)ród kangurów, koala i krokodyli. Zarobi(cid:266) tam tyle zdj(cid:266)ć i filmów, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) w domu miał na rok zaj(cid:266)cia z ich obróbk(cid:261). – Nie zapomnij zabrać swojej broni marzycielu, jak b(cid:266)dziesz wracał do kajuty. – Johan zwrócił mu uwag(cid:266). „Zawsze był inny od nas” – pomy(cid:286)lał, id(cid:261)c w kierunku scho- dów prowadz(cid:261)cych do jego kajuty. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 8 – Nie, nie zapomn(cid:266) jej zabrać! Ona mo(cid:298)e być jeszcze nie raz potrzebna w tej krainie kangurów! – u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266), krzykn(cid:261)ł za bratem. Zachodz(cid:261)ce słonce dotkn(cid:266)ło ju(cid:298) horyzontu, rzucaj(cid:261)c czer- wonaw(cid:261) łun(cid:266) na spokojn(cid:261) wod(cid:266) oceanu. „Ciekawe, czy b(cid:266)d(cid:266) miał wystarczaj(cid:261)co czasu, by zrealizować swój plan” – pomy(cid:286)lał Rudolf, decyduj(cid:261)c si(cid:266) jednak na zjedze- nie wieczornego posiłku. * * * Twarz Piotra Balickiego wyra(cid:298)ała zdziwienie, gdy odkładał swój telefon komórkowy na szafk(cid:266) przy łó(cid:298)ku. Odruchowo spojrzał na zegarek, którego nigdy nie zdejmował z r(cid:266)ki, a na- st(cid:266)pnie na po(cid:286)ciel, z której wyrwał go sygnał dzwoni(cid:261)cej ko- mórki. Źochodziła czwarta nad ranem. (cid:285)wie(cid:298)e, rze(cid:286)kie powietrze, wpadaj(cid:261)ce przez otwarte okno w pokoju motelu „Zenit”, owiało jego nagie ciało. Przeci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266). Usłyszał trzask zastanych ko(cid:286)ci i wolno opu(cid:286)cił r(cid:266)ce. „Starzejesz si(cid:266), panie Piotrze” – pomy(cid:286)lał. Narzucił na siebie cienki szlafrok i podszedł do okna, nie przestaj(cid:261)c my(cid:286)leć o zako(cid:276)czonej przed chwil(cid:261) rozmowie. Wy- dawało mu si(cid:266) dziwne, a zarazem (cid:286)mieszne, (cid:298)e o tak wczesnej www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 9 porze Bob mógł wpa(cid:286)ć na pomysł, by zapraszać ich do siebie na nadchodz(cid:261)ce (cid:285)wi(cid:266)ta Bo(cid:298)ego Narodzenia i potem krótkie waka- cje. „Widocznie nie tylko ja si(cid:266) starzej(cid:266) – pomy(cid:286)lał, a zawsze we- soła i u(cid:286)miechni(cid:266)ta twarz przyjaciela pojawiła mu si(cid:266) we wspomnieniu. – Musz(cid:266) przyznać, (cid:298)e wybrał do(cid:286)ć oryginaln(cid:261) godzin(cid:266) na te zaprosiny. Ale po nim wszystkiego mo(cid:298)na si(cid:266) spodziewać” – podsumował swoje my(cid:286)li. Przypomniał sobie jego ostatni zwariowany kawał, jaki zro- bił Annie w dzie(cid:276) jej urodzin, co momentalnie rozchmurzyło jego powa(cid:298)n(cid:261) twarz. Widok wstaj(cid:261)cego dnia przyci(cid:261)gn(cid:261)ł jego uwag(cid:266). żama pojawiaj(cid:261)cych si(cid:266) na niebie kolorów zmieniała swe barwy z minuty na minut(cid:266). Spojrzał w dół, gdzie jeszcze w blaskach ogrodowych lampionów wesoło pobłyskiwała czar- na tafla wody. Monotonny szum pompy filtruj(cid:261)cy wod(cid:266) był ledwo słyszalny. Wstawał kolejny letni dzie(cid:276). Od(cid:286)wie(cid:298)ony i ubrany ju(cid:298) do podro(cid:298)y zszedł na (cid:286)niadanie. Restauracyjna sala (cid:286)wieciła pustk(cid:261). Mijaj(cid:261)c stolik, na którym stała (cid:286)wie(cid:298)o zaparzona kawa z przyjemno(cid:286)ci(cid:261) wci(cid:261)gn(cid:261)ł gł(cid:266)boko powietrze, delektuj(cid:261)c si(cid:266) jej aromatem. W momencie zajmo- wania miejsca przy stoliku tu(cid:298) kolo okna ujrzał pierwsze pro- mienie sło(cid:276)ca, prze(cid:286)wituj(cid:261)ce przez palmowy zagajnik. Odru- chowo wzi(cid:261)ł do reki gazet(cid:266) i spojrzał na jej pierwsz(cid:261) stron(cid:266). www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 10 „Sukces naukowca. Mapa z XIX wieku okaza- ła si(cid:266) niezb(cid:266)dna. […] znany naukowiec, doktor Bob Ziarkowski, dopi(cid:261)ł swego. Po wielu latach bada(cid:276) doktor Bob Ziarkowski wyrusza w połowie stycznia z ekspe- dycj(cid:261), by wydobyć z dna Pacyfiku rosyjska fre- gat(cid:266), która zaton(cid:266)ła w XIX wieku [...]” – Słucham pana? – Młoda kelnerka, która wcze(cid:286)niej zaj(cid:266)ta była na zapleczu swoimi czynno(cid:286)ciami, kiedy wchodził na sal(cid:266), okazywała mu teraz pełne kobiece wdzi(cid:266)ki, stoj(cid:261)c obok jego stolika. – Źzie(cid:276) dobry, pani. Poprosz(cid:266) omlet z trzech jajek, dwie bułki i morze tak dobrej kawy, jak ta, któr(cid:261) ju(cid:298) przed chwil(cid:261) pozwoliłem sobie nalać samemu. – Zaraz podaj(cid:266), prosz(cid:266) pana – wymuszony u(cid:286)miech, jaki wydobyła z siebie przypominał mu Ann(cid:266), dla której obecna pora dnia to co najmniej (cid:286)rodek nocy. Znowu wrócił my(cid:286)lami do niedawno odbytej rozmowy z Bobem. „Kusz(cid:261)ca propozycja – pomy(cid:286)lał, zapominaj(cid:261)c na razie przeczytanej przed chwil(cid:261) notatce w gazecie. – „Jestem troch(cid:266) ju(cid:298) zm(cid:266)czony prac(cid:261) i tymi ci(cid:261)głymi wyjazdami. Annie te(cid:298) przy- dałoby si(cid:266) troch(cid:266) odpocz(cid:261)ć. Kto wie, czy nie namówi(cid:266) j(cid:261) na ten wyjazd do Ziarkowskich”. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 11 żdy ko(cid:276)czył pić kaw(cid:266) po sko(cid:276)czonym (cid:286)niadaniu, zwrócił uwag(cid:266) na jeszcze jeden artykuł. Tym razem o Instytucie Mor- skim w Melbourne: „Zagadkowe zatoni(cid:266)cie statku badawczego. […] nadal nie jest jasne, kto ponosi win(cid:266) za zatoni(cid:266)cie statku badawczego »Black Boy«, któ- ry prowadził badania na Południowym Pacyfi- ku. Przeprowadzone dochodzenie w Instytucie Morskim w Melbourne wykryło szereg niepra- widłowo(cid:286)ci odno(cid:286)nie zakupu aparatury, w któr(cid:261) wyposa(cid:298)ony był statek. Prokuratura i Naczelna Izba Kontroli prowadzi nadal intensywne (cid:286)ledz- two […]” „No to Cezary ma kłopoty” – pomy(cid:286)lał Piotr, odkładaj(cid:261)c ga- zet(cid:266). Za kierownic(cid:261) swojego forda wygl(cid:261)dał jak typowy turysta. Niczym nie przypominał agenta, zajmuj(cid:261)cego si(cid:266) sprzeda(cid:298)(cid:261) drogocennych pereł. Płócienna niebieska koszula w du(cid:298)e kolo- rowe motyle oraz (cid:298)ółty słomkowy kapelusz uzupełniały ciemne okulary, zakrywaj(cid:261)ce mu spor(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć twarzy. – (cid:297)ycz(cid:266) panu przyjemnej podró(cid:298)y. Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e jeszcze kiedy(cid:286) zawita pan do naszego motelu. Piotr dopiero teraz zauwa(cid:298)ył młod(cid:261), wysok(cid:261) szatynk(cid:266), która opierała si(cid:266) o dach jego forda. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 12 – Pani ka(cid:298)dego go(cid:286)cia osobi(cid:286)cie (cid:298)egna, czy wybiera pani jednostki? – spytał Piotr. W blaskach sło(cid:276)ca widział teraz zupełnie inn(cid:261) dziewczyn(cid:266), ni(cid:298) t(cid:266), która obsługiwała go podczas (cid:286)niadania. „Młodo(cid:286)ć i uroda rzadko id(cid:261) w parze” – pomy(cid:286)lał, widz(cid:261)c przed sob(cid:261) (cid:286)niad(cid:261) pi(cid:266)kn(cid:261) twarz o wyj(cid:261)tkowo niebieskich oczach. – Zalet(cid:261) tego motelu, prosz(cid:266) pana, jest dbanie pod ka(cid:298)d(cid:261) postaci(cid:261) o swoich go(cid:286)ci. Zwłaszcza, gdy s(cid:261) tak roztrzepani, (cid:298)e zapominaj(cid:261) zabrać portfel ze stolika. To chyba Pana własno(cid:286)ć, prawda? Wyci(cid:261)gn(cid:266)ła z kieszeni fartucha portfel i wr(cid:266)czyła Piotrowi jego zgub(cid:266). – Oh, tak, jest mój. Źzi(cid:266)kuj(cid:266) bardzo. Przyznaj(cid:266), (cid:298)e ostatnio jestem troch(cid:266) roztargniony, ale nie spodziewałem si(cid:266), (cid:298)e a(cid:298) tak. Jeszcze raz bardzo dzi(cid:266)kuj(cid:266). Źaleko bez niego bym nie ujechał. Pozwoli pani, (cid:298)e zrewan(cid:298)uj(cid:266) si(cid:266) jako(cid:286) za t(cid:266) opiek(cid:266) nad tak roz- trzepanym klientem. Otworzył portfel i wyci(cid:261)gn(cid:261)ł pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciodolarowy bank- not. – Prosz(cid:266) darować sobie t(cid:266) hojno(cid:286)ć. Wystarczy mi pana obietnica, (cid:298)e jeszcze kiedy(cid:286) pan nas odwiedzi. Zupełnie inny u(cid:286)miech Piotr dostrzegł teraz na jej ustach. Spojrzeli sobie w oczy. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 13 – W takim razie jeszcze raz bardzo dzi(cid:266)kuj(cid:266) i obiecuj(cid:266), (cid:298)e jeszcze nie raz zagl(cid:261)dn(cid:266) tutaj. Ostatnio cz(cid:266)sto jestem w tych stronach. Jak si(cid:266) pani nazywa? – Pamela Huston. Przyjaciele mówi(cid:261) do mnie Pam. Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e nie zapomni pan... tak jak swojego portfela. – Nie, nie zapomn(cid:266). Jestem Piotr Balicki – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), wyci(cid:261)gaj(cid:261)c do niej r(cid:266)k(cid:266). – Jeszcze raz dzi(cid:266)kuj(cid:266) za oddanie mo- jej zguby. Poczuł delikatny u(cid:286)cisk na swej dłoni, po czym jej r(cid:266)ce roz- prostowały mu dło(cid:276). – Powiem co(cid:286) panu – powiedziała, nie spuszczaj(cid:261)c oczu z jego dłoni. – Jest pan w (cid:298)yciu szcz(cid:266)(cid:286)liwym człowiekiem i ma pan w nim wyj(cid:261)tkowe szcz(cid:266)(cid:286)cie. Jednak widz(cid:266) przed panem zbli(cid:298)aj(cid:261)ce si(cid:266) powa(cid:298)ne kłopoty. Ostrzegam pana przed przyja- ciółmi, z którymi si(cid:266) pan wkrótce spotka. Widz(cid:266) (cid:286)mierć, zgar- niaj(cid:261)c(cid:261) spore (cid:298)niwo. Prosz(cid:266) uwa(cid:298)ać na siebie... i (cid:298)on(cid:266) – dodała po chwili, uwalniaj(cid:261)c mu r(cid:266)k(cid:266). – Źzi(cid:266)kuj(cid:266) za ostrze(cid:298)enie. Przy najbli(cid:298)szej okazji powiem pani, czy miała pani racj(cid:266). – Ja nigdy si(cid:266) nie myl(cid:266), drogi panie. Przyjemnej podro(cid:298)y, szcz(cid:266)(cid:286)liwcu. Ruszaj(cid:261)c spod motelu widział w lusterku Pamel(cid:266), machaj(cid:261)c(cid:261) mu na po(cid:298)egnanie r(cid:266)k(cid:261). Z Coolgardie do domu w Bunbury miał około pi(cid:266)ciuset pi(cid:266)ć- dziesi(cid:266)ciu kilometrów. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 14 „Powinienem za sze(cid:286)ć godzin być ju(cid:298) w domu” – pomy(cid:286)lał, wje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c na autostrad(cid:266) numer dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t cztery, pro- wadz(cid:261)ca na zachód. Źla orientacji spojrzał na zegarek, min(cid:266)ła szósta. Wł(cid:261)czył radio i klimatyzacj(cid:266), zamykaj(cid:261)c szczelnie szyby. – „Ciekawe, jak Anna prze(cid:298)yła ten tydzie(cid:276) rozł(cid:261)ki?” – pomy- (cid:286)lał. (cid:297)ył ju(cid:298) domem, Ann(cid:261)... pragn(cid:261)ł odpoczynku. Źroga stawała si(cid:266) coraz bardziej kr(cid:266)ta. Małe wzniesienie, na które wła(cid:286)nie wje(cid:298)d(cid:298)ał było strome. Spojrzał w prawo, zwraca- j(cid:261)c uwag(cid:266) na wspaniały widok typowego australijskiego buszu ton(cid:261)cego w porannym sło(cid:276)cu. Sygnał dzwoni(cid:261)cej komórki przerwał mu tok układanego w my(cid:286)li planu urlopu. – Tak, słucham? – odezwał si(cid:266), przykładaj(cid:261)c komórk(cid:266) do ucha. – Jak ja si(cid:266) ciesz(cid:266), Piotrze, (cid:298)e ci(cid:266) słysz(cid:266). Nie wytrzymałam dłu(cid:298)ej i chc(cid:266) ci powiedzieć bardzo mił(cid:261) wiadomo(cid:286)ć. Przed chwil(cid:261) sko(cid:276)czyłam rozmawiać z Basi(cid:261) Ziarkowsk(cid:261), która szła na ten swój trening strzelecki. Nie wiem, czy jest to odpowiedni czas i pora na to, by zawracać ci głow(cid:266), ale skoro ju(cid:298) zdecydo- wałam si(cid:266) z tob(cid:261) rozmawiać, to musz(cid:266) ci o tym powiedzieć. Basia bardzo nalegała, by(cid:286)my jak najszybciej do nich przylecie- li. – My(cid:286)l(cid:266), Aniu, (cid:298)e oni znowu co(cid:286) wymy(cid:286)lili. Wyobra(cid:296) sobie, (cid:298)e dzisiaj o czwartej rano telefonował do mnie Bob, który wr(cid:266)cz nalegał, by(cid:286)my przylecieli do nich na (cid:285)wi(cid:266)ta Bo(cid:298)ego Narodze- www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 15 nia. Jednak tym razem chyba go rozgryzłem. Czytała(cid:286) ju(cid:298) dzi- siejsz(cid:261) gazet(cid:266)? – Nie. Le(cid:298)y pod drzwiami. Co jest w niej takiego ciekawego? – Pisz(cid:261) w niej o Bobie. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e chce solidnie uczcić z nami swój sukces. Przeczytaj sama, co o nim pisz(cid:261) i wytnij ten arty- kuł na pami(cid:261)tk(cid:266). Najdalej za sze(cid:286)ć godzin b(cid:266)d(cid:266) w domu, to porozmawiamy. Jak b(cid:266)dziesz si(cid:266) nudzić, to mo(cid:298)esz spakować nasze rzeczy. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e po całym roku pracy nale(cid:298)y si(cid:266) nam zasłu(cid:298)ony odpoczynek. – Czy ja dobrze rozumiem? Chcesz polecieć do Brisbane? – Oczywi(cid:286)cie. Źawno ju(cid:298) razem nigdzie nie byli(cid:286)my. Ostry zakr(cid:266)t, w jaki wszedł na du(cid:298)ej szybko(cid:286)ci obudził w nim czujno(cid:286)ć. Zwolnił. – Nawet nie masz poj(cid:266)cia, jak(cid:261) fantastyczn(cid:261) zrobiłe(cid:286) mi tym niespodziank(cid:266). Ju(cid:298) id(cid:266) si(cid:266) pakować. Uwa(cid:298)aj na siebie, Piotrze! – Za sze(cid:286)ć godzin b(cid:266)d(cid:266) w domu, Aniu. Do zobaczenia! * * * Anna oczekiwała Piotra na werandzie. Widział j(cid:261), machaj(cid:261)c(cid:261) do niego r(cid:266)k(cid:261) ju(cid:298) w momencie zjazdu z szosy na swoja posesj(cid:266). Zawsze podziwiał jej codzienn(cid:261), niewymuszon(cid:261) rado(cid:286)ć (cid:298)ycia, jak(cid:261) okazywała swoim zachowaniem. Miała na sobie białe szor- ty i w tym te(cid:298) kolorze trykotow(cid:261) bluzk(cid:266) bez r(cid:266)kawów, która wyra(cid:296)nie uwydatniała jej piersi. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 16 – Jak si(cid:266) czujesz, mój aniele? Piotr, trzymaj(cid:261)c j(cid:261) w ramionach, czuł jak jej ciało dr(cid:298)y. – Zrobiłe(cid:286) mi naprawd(cid:266) mił(cid:261) niespodziank(cid:266), decyduj(cid:261)c si(cid:266) na ten urlop u Ziarkowskich. Kiedy chcesz lecieć? – Nie wiem. Je(cid:298)eli b(cid:266)d(cid:261) jeszcze wolne miejsca na nocny sa- molot, to mo(cid:298)emy polecieć jeszcze dzisiaj. – Naprawd(cid:266)? To cudownie. Jestem ju(cid:298) całkowicie spakowa- na. Mimo wypowiedzianych słów w radosnym tonie, zobaczył w jej oczach jaki(cid:286) opór, dziwne zawahanie. – Stało si(cid:266) co(cid:286)? Czym si(cid:266) dr(cid:266)czysz? – spytał z niepokojem. Poci(cid:261)gn(cid:266)ła go za r(cid:266)k(cid:266) w stron(cid:266) domu. – Nie, nic si(cid:266) nie stało – odwróciła głow(cid:266) w jego stron(cid:266), sta- raj(cid:261)c si(cid:266) wydobyć z siebie u(cid:286)miech. – Wiesz, Aniu, (cid:298)e nie potrafisz kłamać. Mów, o co chodzi. – Znowu b(cid:266)dziesz si(cid:266) ze mnie (cid:286)miał, ale miałam dzisiaj w nocy dziwny sen. Wyobra(cid:296) sobie, (cid:298)e do tej chwili nie mog(cid:266) o nim zapomnieć – zrobiła krótk(cid:261) przerw(cid:266). – Na pewno, moja droga, czytała(cid:286) lub ogl(cid:261)dałe(cid:286) znowu jaki(cid:286) horror. Od kiedy pami(cid:266)tam zawsze po tym tak dziwnie reagu- jesz. – Kiedy ten sen był zupełnie inny od tych, które miałam do tej pory. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, (cid:298)e ze wszystkich moich snów jaka(cid:286) cze(cid:286)ć zawsze mi si(cid:266) sprawdzała do tej pory. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 17 – Pokazały ci si(cid:266) mo(cid:298)e numery totolotka? – spytał (cid:298)artobli- wie. – Nie (cid:298)artuj sobie, prosz(cid:266). Widziałam, Piotrze, po raz pierw- szy w swoim (cid:298)yciu (cid:286)mierć i zwi(cid:261)zane z tym... Zainteresował si(cid:266) wreszcie słowami Anny. Stan(cid:266)ła mu przed oczami postać Pam i jej słowa. – Kłopoty, Piotrze. Powa(cid:298)ne kłopoty – powiedziała jednym tchem. – Aniu, b(cid:261)d(cid:296) rozs(cid:261)dna, prosz(cid:266). Obj(cid:261)ł j(cid:261) ramieniem, mocno przytulaj(cid:261)c do siebie. – Chod(cid:296) do domu, napijemy si(cid:266) kawy i porozmawiamy. – Przepraszam ci(cid:266). Na pewno jeste(cid:286) zm(cid:266)czony i spragniony, a ja ci opowiadam swoje nocne koszmary. – Przyznaj(cid:266), (cid:298)e ju(cid:298) od godziny marzyłem o napiciu si(cid:266) swo- jej kawy, ale to, co mówisz wydaje mi si(cid:266) bardzo interesuj(cid:261)ce. – Jak pi(cid:266)knie, Piotrze, znowu wybrn(cid:261)łe(cid:286) z sytuacji. Ale uwierz mi, (cid:298)e to, co ci opowiedziałam jest prawd(cid:261). Mnie samej wydaje si(cid:266) to dziwne i nieprawdopodobne. Piotr zatrzymał si(cid:266) przy schodach, prowadz(cid:261)cych na weran- d(cid:266). – Mówisz, (cid:298)e widziała(cid:286) (cid:286)mierć we (cid:286)nie. Mogłaby(cid:286) mi do- kładniej o tym opowiedzieć? Anna, id(cid:261)c przed m(cid:266)(cid:298)em, gwałtownie si(cid:266) odwróciła i badaw- czo przyjrzała Piotrowi. www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 18 – Oczywi(cid:286)cie, ale my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e najpierw powiniene(cid:286) si(cid:266) od(cid:286)wie- (cid:298)yć. A ja w tym czasie przygotuj(cid:266) ci co(cid:286) do zjedzenia. No i twoj(cid:261) ulubion(cid:261) kaw(cid:266). – Masz racj(cid:266). Chłodny prysznic na pewno doskonale mi zrobi. Ten upał czasami za bardzo mnie m(cid:266)czy. Anna przyniosła tac(cid:266) na werand(cid:266) i postawiła j(cid:261) na stole. Na- gły podmuch wiatru zaskoczył j(cid:261). Spojrzała na niebo i zobaczy- ła nadci(cid:261)gaj(cid:261)ce z północy ciemne chmury. Zastygła bez ruchu. Od kiedy tylko pami(cid:266)tała, zawsze bała si(cid:266) burzy i grzmotów. – Czemu si(cid:266) tak bardzo przygl(cid:261)dasz? – usłyszała niespo- dziewania głos Piotra za sob(cid:261). żwałtownie odwróciła głow(cid:266). – Przestraszyłe(cid:286) mnie, Piotrze. Siadaj. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e ci b(cid:266)d(cid:261) smakować moje kanapki. Widok spływaj(cid:261)cej wody po jego policzkach i szyi z mokrych włosów rozbawił j(cid:261). – Zadzwoni(cid:266) do Źanieli i spytam o te bilety do Brisbane. – Zerkn(cid:261)ł na zegarek. – Ju(cid:298) po czternastej? – zdziwił si(cid:266). – Je(cid:298)eli b(cid:266)dziemy mieć szcz(cid:266)(cid:286)cie, to od jutra rozpoczniemy wspaniały urlop. – Źzwo(cid:276), Piotrze, dzwo(cid:276). A ja przynios(cid:266) ci poczt(cid:266) z ostat- niego tygodnia. Uniósł fili(cid:298)ank(cid:266) ze stołu i spojrzał za Ann(cid:261) oddalaj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) w kierunku kuchni. Przeniósł wzrok w miejsce, w które upo- rczywie wpatrywała si(cid:266) Anna, lecz nic szczególnego nie zoba- www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 19 czył. Wybieraj(cid:261)c numer telefonu Źanieli gł(cid:266)boko wierzył, (cid:298)e b(cid:266)dzie miał szcz(cid:266)(cid:286)cie i jeszcze dzisiaj wylec(cid:261) do Brisbane. – I jak? S(cid:261) wolne miejsca? Anna poło(cid:298)yła na stole zwi(cid:261)zan(cid:261) gumk(cid:261) spor(cid:261) paczk(cid:266) listów. – Oczywi(cid:286)cie, (cid:298)e s(cid:261). Samolot mamy przed jedenast(cid:261). – Spoj- rzał na zegarek. – Mamy siedem i pół godziny czasu, by doje- chać na lotnisko. Je(cid:298)eli rzeczywi(cid:286)cie jeste(cid:286) całkowicie spako- wana, to mo(cid:298)emy teraz spokojnie porozmawiać. Nadci(cid:261)gn(cid:266)ły granatowe chmury, które coraz bardziej prze- słaniały niebo. Robiło si(cid:266) coraz ciemniej. – Wprowadz(cid:266) samochód go gara(cid:298)u. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)dzie niezła burza – stwierdził Piotr, wkładaj(cid:261)c do ust ostatni k(cid:266)s kanapki. Wstał, zrobił par(cid:266) kroków w kierunku schodów i odwrócił si(cid:266) w stron(cid:266) Anny i spytał, przeszukuj(cid:261)c kieszenie spodni. – Nie widziała(cid:286) mo(cid:298)e, gdzie poło(cid:298)yłem kluczyki? – Nie, nie widziałam ich od czasu twojego przyjazdu. Mo(cid:298)e zostawiłe(cid:286) je w samochodzie? Pierwsze błyskawice roz(cid:286)wietliły ciemne niebo. – Dobra my(cid:286)l, Aniu. Je(cid:298)eli nie b(cid:266)dzie ich w samochodzie, to w gara(cid:298)u mam zapasowe. Anna oparła si(cid:266) o por(cid:266)cz werandy i u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266), obser- wuj(cid:261)c m(cid:266)(cid:298)a d(cid:261)(cid:298)(cid:261)cego od samochodu w kierunku gara(cid:298)u. „Skleroza nie boli” – pomy(cid:286)lała. Burza zbli(cid:298)ała si(cid:266) bardzo szybko. Nagły, niespodziewany podmuch wiatru zrzucił ze stołu tac(cid:266) z fili(cid:298)ank(cid:261) i talerzykiem www.e-bookowo.pl Janusz Brzozowski: SEN | 20 pozostałych po posiłku Piotra. żał(cid:266)zie drzew coraz bardziej wyginały si(cid:266) pod naporem porywistego wiatru. Spojrzała w drug(cid:261) stron(cid:266). Na piaskowej drodze, prowadz(cid:261)cej w busz wi- rowały w powietrzu tumany kurzu. Silna błyskawica roz(cid:286)wietli- ła ponownie ciemne niebo, po czym nast(cid:261)pił pot(cid:266)(cid:298)ny grzmot. Nat(cid:266)(cid:298)enie błyskawic, grzmotów i wiatru nasilało si(cid:266) z ka(cid:298)d(cid:261) chwil(cid:261). Stoj(cid:261)cy przed domem pojemnik na (cid:286)mieci niczym piór- ko uniósł si(cid:266) w powietrze, zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) na konarach euka- liptusa, łami(cid:261)c grube gał(cid:266)zie. Wzmagaj(cid:261)cy si(cid:266) wiatr ryczał ogłuszaj(cid:261)co i zmiatał wszystko, co stało na jego drodze. – Piotrze! – zawołała, jak tylko mogła najgło(cid:286)niej. – Piotrze! Wracaj do domu! Boj(cid:266) si(cid:266)!!! – krzyczała z całej siły. Ledwo utrzymywała si(cid:266) na nogach, mimo (cid:298)e kurczowo trzymała si(cid:266) por(cid:266)czy tarasowych schodów. Czuła, jak wibruje podłoga pod jej nogami. Wzmogła uchwyt por(cid:266)czy, o ile jeszcze mo(cid:298)na było go w jej przypadku wzmocnić. Uniesiony wiatrem stół, przy którym niedawno siedzieli, wzniósł si(cid:266) w powietrze łami(cid:261)c si(cid:266) o pot(cid:266)(cid:298)ny slup werandy. W panuj(cid:261)cym mroku za- iskrzyły przewody elektryczne, po czym słup niczym złamana zapałka run(cid:261)ł na ziemi(cid:266). Kolejne błyskawice i pot(cid:266)(cid:298)ne grzmoty uzupełniał szalej(cid:261)cy i grzmi(cid:261)cy wiatr. Zobaczyła nagle tu(cid:298) przed gara(cid:298)em jaki(cid:286) (cid:286)wietlny, poruszaj(cid:261)cy si(cid:266) punkt. Krzykn(cid:266)- ła. Chciała dać Piotrowi znać, (cid:298)e go widzi, (cid:298)e (cid:298)yje i nic jej nie jest. Po kilku próbach zdała sobie jednak spraw(cid:266), (cid:298)e jest to jej daremny wysiłek. www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: