Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00399 031483 15615779 na godz. na dobę w sumie
Skarb pod stopami - ebook/pdf
Skarb pod stopami - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 21
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-934146-6-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> przewodniki >> podróże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Poszukujący pracy pisarz zostaje kierowcą ekipy kręcącej film o kopalni soli w Wieliczce. Towarzyszy im podczas nagrywania poszczególnych scen, obserwuje ich na planie i gdy nie kręcą. Widzi pracę filmowców od strony ,,kuchni”.

Jest narratorem opowiadania , który reporterskim okiem opisuje, zwiedza i podziwia , a zarazem zachwyca się tym szczególnym i niepowtarzalnym miejscem na ziemi. Warto przeczytać przed zwiedzeniem Kopalni Wieliczka.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Andrzej Malczewski Skarb pod stopami Skarb pod stopami Andrzej Malczewski SKARB POD STOPAMI Redakcja i korekta: Urszula Lemańska Skład: www.mpress-freelancer.pl Copyright© Andrzej Malczewski Zielona Góra 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. e-book Wydanie I Zielona Góra 2014 ISBN:978-83-934146-6-6 4 Bez soli Słoneczny dzień. Jesteśmy w  Krakowie nad brzegiem Wisły. W dali błyszczy w promieniach Wawel. Na tra- wie leży, w pozycji pół leżącej, mężczyzna i trzyma w ręku ugotowane, obrane jajko. Na kocyku przed nim stoi termos z kawą i leży otwarty pojemnik z kanapkami. – Witam – mówi głębokim, przyjemnym głosem. – Nie ma to, jak posiłek na świeżym powietrzu, ale żeby smacznie zjeść ugotowane jajko, do tego potrzebna jest sól. Tak jest od wieków i  nic się tu nie zmieniło. Nawet w  epoce lotów kosmicznych i elektronicznych chipów soli nie zastąpi żaden wynalazek – mówi, po czym spogląda na koc, szukając czegoś wzrokiem. – A gdzie solniczka?! Wygląda na to, że zapomnia- łem ją zabrać na piknik… Gdzie szukać soli? – Wskazuje pal- cem w dół na ziemię. – Pod ziemią… – Stop! Niepotrzebnie wyjechałeś z tym palcem – przerywa mu reżyser w białej czapce z daszkiem i w drucianych oku- larach, wychodząc gwałtownie przed kamerę na plan. – Tego nie było w scenariuszu. Mężczyzna na kocu wzrusza ramionami i  spogląda łap- czywie na pojemnik z kanapkami. Ma na sobie seledynową, jedwabną koszulę z długim rękawem, w mankietach których tkwią złote spinki. Szyję zdobi bordowa, luźno przewiązana jedwabna apaszka. Niżej jasnobrązowych sportowych spod- ni z  paskiem z błyszczącą klamrą, wystawały zakrzywione czubki brązowych kowbojek. Reżyser zdjął energicznie czapkę, wyraźnie poirytowany, 5 Alfred… i podrapał się na czubku głowy palcem ręki, w której trzymał scenariusz. Zmierzył aktora lodowatym wzrokiem i  powie- dział przez zęby: – Kręcimy jeszcze raz. Tym razem bez żadnych numerów Jeszcze raz wszystko od początku. To już trzecia próba. Na szczęście ostatnia. Udało się. Alfred nie wychylał się tym razem, grając swoją rolę tak jak powinien. – Przerwa – zarządza człowiek w białej czapce z daszkiem. Aktor nie wstając z kocyka wrzuca jajko do koszyka z ka- napkami, bierze jedną z nich do ręki i je. – Rozumiem, że nie będą potrzebne – mówi jakby do siebie z pełnymi ustami. Podbiega kamerzysta i dwóch innych z ekipy. Wyrywają sobie pojemnik z jedzeniem. W chwilę potem wsiadamy w  samochody i  jedziemy wzdłuż rzeki. Wisła błyska odbijając blade światło słońca. Ruch z każdą chwilą wzmaga się na sile. Obok mnie siedzi reżyser. Paląc papierosa, przegląda tekst scenariusza, zapisa- ny kolorowymi pisakami niczym pisanka wielkanocna. – Słyszałem, że pan pisze? – odezwał się, nie wyjmując papierosa z ust. Skąd pan wie? mnie tutaj. się na wzniesienie. – Zdarza się mi czasami – odparłem, redukując bieg. – – Chce pan napisać o naszym filmie? – Po prostu szukałem pracy jako kierowca i skierowano Ciągnąca się przed nami kawalkada samochodów wspinała – Miejscowy? – spytał, gasząc papierosa w popielniczce. – Jestem z Pomorza. Jadący przede mną van, nie mający świateł stop, niespo- dzianie zatrzymał się. Gwałtownie przyhamowałem, rzuciło nas, reżyser uderzył czołem w przednią szybę. Zdenerwowa- ny wyszedłem ze samochodu. Okazało się, że kierowca był pijany. Na dobre pół godziny utknęliśmy w korku. 6 Schodzimy pod ziemię Ludzie stoją w  grupkach; rozmawiają, jedzą kanapki i popijają soki z butelki. Palacze ćmią papierosy, stojąc we własnym kręgu. Nauczyciele liczą swoich podopiecznych. Najbardziej niesforne spośród nich dzieci rozbiegają się na wszystkie strony, szarpiąc się i  przepychając. Krótkie upo- mnienie i groźba kary przynoszą jako taki skutek. – Poczekamy aż wyjdą wycieczki – informuje wszystkich z ekipy reżyser. Stoimy więc przy samochodach, podpierając blachy. Nie- którzy palą. Kościsty kamerzysta jest grotołazem i opowiada jak rok temu utkwił w jaskini na całą dobę, siedząc po kostki w wodzie. Miał szczęście, bo uratowali go inni, którzy wypra- wili się akurat dwa dni później w to miejsce. – Tu też bym chętnie pomyszkował – dodał, kończąc ka- merzysta. – Wieliczka to nie jakaś zapyziała dziura – wtrącił niskiego wzrostu operator światła. – Takich jak ty to tutaj peklują w so- lance i wystawiają potem na pokaz turystom za pięć złotych. Aktor grający prezentera zarżał gardłowo. Widzę, że pozo- stali członkowie ekipy traktują go z rezerwą. Gdy turyści zwolnili miejsce, przerwano żarty i przystąpio- no do kręcenia kolejnej sceny. Wejście do Szybu Daniłowicza znajdowało się w okazałym, murowanym i jasno otynkowa- nym budynku, przed którym był spory plac, a nawet niewiel- ki skwerek. Na zwieńczeniu dwuspadowego dachu pokrytego czerwoną dachówką umieszczony był mały dzwon, a nad nim 7
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Skarb pod stopami
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: