Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00474 007842 18414131 na godz. na dobę w sumie
Skazany - ebook/pdf
Skazany - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 224
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-55-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Rafał Wałęka porusza w nim śmiało problemy społeczne jak narkomania, prostytucja czy pedofilia oraz korupcja.

Zenon Warski, główny bohater to genialny psycholog ze słabościami i pewną skazą. Niektóre jego metody mogą wzbudzać kontrowersje, ale nikt nie może odmówić mu skuteczności w leczeniu ludzi. Szaman ludzkich umysłów, drań i bohater w jednym. Prowadzi prywatny gabinet psychologiczny, do którego pewnego dnia trafia dziwny pacjent, którego Warski próbuje leczyć z kompleksów wobec płci pięknej. Niestety dobre zamiary naszego bohatera mają tragiczny skutek. Dr Warski niechcący rozbudza terapią pedofilskie skłonności u wspomnianego pacjenta. Gdy Zenon odkrywa ten fakt postanawia to za wszelką cenę naprawić błąd. Oprócz rozterek głównego bohatera autor stara się pokazać również przykłady problematycznie podejmowanych wyborów przez ludzi w sytuacjach kryzysowych. Sytuacje te powodują odchodzenie od ogólnie przyjętych norm społecznych. Niejednoznaczność czynów może prowadzić do różnych osądów postępowania postaci w opowieści. Co zrobi główny bohater?
Oprze się chaosowi czy na zawsze pogrąży się w dolinie własnych słabości?
Przekonaj się!

Rafał Wałęka — urodził się 8 marca 1988 roku w Szczecinie. Gdy miał rok, rodzice przeprowadzili się na Śląsk, do Kuźni Raciborskiej. Tam też ukończył wszystkie kolejne szkoły. Liceum o profilu sportowym kończył już jednak w Raciborzu. Po zdaniu matury wybrał szkołę policealną w Rybniku o profilu fototechnik. Po dwóch semestrach zmienił zdanie i postanowił iść na studia, a dokładnie na Politechnikę Opolską, Wydział Wychowania Fizycznego, profil Turystyka i Rekreacja. W tym roku rozpocznie także naukę na profilu Technik Organizacji Reklamy w TEB — Opole. To druga książka Rafała Wałęki wydana przez Gonetę i jest to kolejna bardzo ciekawa opowieść nie tylko o ludzkich słabościach, lecz także i o sile, która gdzieś tam drzemie w nas samych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Odcinek 1 — DOKTOR ZENON WARSKI „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Zenon Warski. Średniego wzrostu brunet przed czterdziestką. Uzależniony od ciemnych garniturów i swoich okularów w grubych oprawkach. Uważa wręcz, że jest na nie skazany, bo ludzie spotykający w pracy dobrze ubranego, eleganckiego człowieka z góry uznają, że jest on dobrze wykształcony. A jeśli wykształcony, to zna się na swojej robocie i można mu zaufać. A co by nie mówić „zaufanie” było nieodłącznym aspektem pracy Zenona Warskie- go, fundamentem wręcz. Potrzebował go bardziej niż ręki. Wracając do uzależnień. Skąd się wzięły? Pierwszym uzależnieniem, którego człowiek nie pozbył się przez wiele tysięcy lat, był grzech. Adam i Ewa raz spróbowali i do dziś nie potrafimy tego rzucić. Tak więc uzależnienia są nieodłącznym towarzyszem naszego życia. Z powodu jednych się cierpi, a inne się po prostu ma. Niektóre mogą być nawet zaletą. Bo po co walczyć na przykład z uzależnieniem od pomagania ludziom? Otóż dlatego, że każde uzależnienie doprowadza w końcu do przedawkowania, a to nigdy nie jest dobre w skutkach. Szczególnie jeśli ktoś za motto życiowe uznaje zdanie: „Im bardziej jestem dobry, tym mniej jestem zły”. Usprawiedliwianie się przed samym sobą i maskowanie się przed światem? Taki właśnie był Zenon Warski, to było kolejne z jego uzależnień. On jednak twierdził, że jest na nie skazany. Pewnego wieczoru, strudzony kolejnym ciężkim dniem pracy, wrócił do domu. Był cały przemoczony z powodu rzęsistego deszczu na dworze. Pomimo tylu lat w zawodzie organizm Zenona wciąż chyba nie umiał się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Nosił na barkach balast problemów innych ludzi i po prostu nie mogło mu być łatwo. Przynajmniej tak to widziała jego żona. Zdawało się jednak, że on czasami myśli, że jest po prostu przytłoczony ciężarem życia. Zawsze wracał zmęczony walką o byt swojej rodziny i zmaganiami z samym sobą. Czasami zastanawiał się, czy wyczerpuje go praca, czy może to codzienna rutyna. Kry- styna, żona doktora Zenona, twierdziła, że jej mąż często unika problemów w życiu oso- bistym poprzez „ucieczkę w pracę”. Zawsze jednak tłumaczył żonie, że psychologia to jego pasja i powołanie, a ona rozumiała to i zgodziła się na ten fakt, wychodząc za niego z mąż. Bo Zenon Warski był psychologiem. I to nie byle jakim, ale znanym, szanowanym i mającym za sobą kilka publikacji. Człowiek sukcesu. Jeśli coś jest pasją, to cóż, cza- sami musi bawić i dostarczać rozrywki, nawet jeśli jest to praca. Otóż doktor Warski lubił eksperymentować na ludziach. Nie był oczywiście doktorem Frankensteinem czy More- au, ale psychologiem. Interesowała go więc ludzka psychika, nie ciało. A jego wyniki 7 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net były bardzo dobre. Uleczalność jego pacjentów oscylowała w granicach 90 . Był więc bardzo dobry w pomaganiu ludziom z problemami psychicznymi. Co do jego zabawy ludźmi… Otóż, dzielił pacjentów na dwie grupy. Tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy i tych z błahymi problemami, które są często urojone lub bardzo łatwe do zaleczenia. Ale tacy dobrze płacili, więc ich tolerował. Wymyślał swoim pacjentom zadania, przy czym często robił sobie z nich najzwyklejsze w świecie żarty. Musieli je wykonywać w swoim realnym życiu, a potem chwalić się rezultatami doktorowi Warskiemu. Jedne reakcje naprawdę pomagały ludziom, a inne spisywał i używał ich w kolejnych publikacjach, a z jeszcze innych po prostu się śmiał. Nie mówił o tym żonie. Często ją okłamywał, bo skrywał pewien mroczny sekret… Cóż, może i nie jeden. Był skazany na tajemnicę, a gdzie tajemnica, tam i kłamstwa. Kochał jednak swoją rodzinę i wiedział, że tylko dzięki jego dobrze płatnej posadzie mogą dostatnio żyć. Takie bywa najprostsze wytłumaczenie pracoholizmu. Pomimo do- syć później pory dnia, żona czekała na niego wraz z siedmioletnim synkiem, Mateusz- kiem. Zawsze wyczekiwali głowy rodziny. Gdy tylko otworzyły się drzwi, mały chłopczyk natychmiast rzucił się ojcu na szyję. — Tatusiu, tatusiu! — wołał wesoło. — Chodź kochanie, kolacja czeka — powiedziała serdecznie żona Zenona i pocałowała go czule. — Już — rzucił w stronę Krystyny i zwrócił się do synka. — Mati, czemu jeszcze nie śpisz? — Czekałem na ciebie. — I dostaniesz nagrodę, ale za chwilę musisz iść spać, jeśli chcesz być dużym chłopcem. — A czemu tak? — zapytał chłopiec. — Bo w nocy przychodzi czarodziej i rozdaje wzrost. Mówił mi, że dostają go tylko chłopcy, którzy grzecznie śpią w łóżeczkach. — A jak nie pójdę spać? — dopytywał się uparcie synek. — Hmm… To czarodziej zamiast dać ci wzrost, zabierze ci jakąś zabawkę, którą miałeś dostać — tłumaczył tajemniczo Zenon. — Dla mnie? A jaką zabawkę? — Taką… — powiedział Zenek, wyciągając z torby nowiutki samochód, model bo- lidu BMW, którym jeździł Robert Kubica w Formule 1. Chłopczyk aż podskoczył z radości. — Co się mówi, skarbie? — zapytała matka Mateuszka. — Że Kubica powinien jeździć w Ferrari — odparował natychmiast malec. — Hm, musi chyba oglądać mniej telewizji — stwierdził Zenon z uśmiechem. — A co jeszcze mówimy? — Krystyna próbowała ukierunkować prawidłowo swoje- go potomka, czując oczywiście, że cała ta sytuacja jest potwierdzeniem stereotypu, że mama wychowuje, a tata się bawi. 8 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net — Dziękuję, tatusiu — powiedział Mateusz i przytulił się do nogi taty. — Nie ma sprawy. To chodź, zaprowadzę cię teraz do łóżka, dobrze? — zapropo- nował tata, a chłopczyk skinął głową i bez problemu dał się tam umieścić. Po kilku minutach już smacznie spał, przytulony do nowej zabawki. Tymczasem Zenon zszedł na dół i zjadł kolację wraz z żoną. Rozmawiali o pracy i o tym, jak komu minął dzień. Wszystko w miłej atmosferze, jak zawsze zresztą. Idylla wcale nie była rzadkim gościem w tym domu. Choć zdarzały się chwile, gdy zadawali sobie pytanie, czy to nie jakaś farsa, która pozwala uciec od problemów. Z drugiej jed- nak strony, jeśli kogoś się kocha, to chce mu się sprawiać przyjemność, a nie problemy. — Pyszne, Krysiu… Kochanie, będę musiał dziś jeszcze popracować — oznajmił Zenon po spożyciu posiłku. — O tej porze? — zdziwiła się żona. — Mam nowych pacjentów. Poza tym muszę uporządkować notatki na temat Woj- ciecha Cyny. Naprawdę nieciekawy typ… — Rozumiem, tylko nie siedź za długo, proszę — Krystyna z trudem okazała zro- zumienie. Po raz kolejny, gdy Zenon odszedł od stołu, samotnie dokończyła posiłek. Następ- nie posprzątała i pozmywała. Po wieczornych, kobiecych zabiegach pielęgnacyjnych zmęczona położyła się do łóżka. Sama. Znowu. Zenon zajrzał raz jeszcze do syna. Mateuszek spał twardym snem, wtulony w auto, które otrzymał od taty. Po upewnieniu się, że syn i żona śpią, udał się do swojego gabi- netu. Zamknął drzwi na klucz i włączył komputer. Upił kilka łyków niedawno zaparzonej herbaty. Następnie wygodnie się usadowił w swoim skórzanym, obrotowym krześle i czekał aż komputer połączy się z internetem. Za chwilę znów miał sięgnąć po zakazany owoc… Ponownie przegrał wewnętrzną walkę z samym sobą i po chwili wahania zaczął oddawać się swojemu wstydliwemu nałogowi — a mianowicie, jak to miał często w zwyczaju — oglądaniu stron z pornografią. Ogląda je wiele osób. Wielu robi to, co Zenon… Nie każdy jednak odczuwa pociąg do nastoletnich dziewczyn, bardzo mło- dych dziewczyn… Wszystko to było nienaturalne. Wiedział to i bywały chwile, gdy brzydził się samego siebie. Głód jednak był silniejszy, choć już dawno zrozumiał, że to, co robi, jest złe. Te skłonności to wewnętrzny potwór, z którym próbuje walczyć. Obawia się, jak niczego innego na świecie, że w końcu może nie być w stanie ukrywać tego sekretu przed ro- dziną. Ogromnym lękiem nie napawał go sam fakt przyłapania, ale to, że bliscy mogliby go opuścić… Zastałby sam na świecie. Mimo że w tej chwili ze swoim problem jest przecież i tak sam, nie ma do kogo się zwrócić, choć nie miał wątpliwości, że na świecie są tacy jak on — przeklęci, naznaczeni: przyszli mieszkańcy piekła. 9 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Przeglądając strony internetowe, trafił na zdjęcia jakiejś młodej, zbyt nawet młodej dziewczyny, wręcz dziewczynki. Spojrzał na nick. — Gosza13. Nie wytrzymał, zaczął się onanizować. Później miał zamiar jeszcze wejść na czat zatytułowany „Nastolatki”. Znów przegrał, znów nie wziął swoich tabletek… Nie martwił się tym teraz jednak, teraz oddawał się swojemu wewnętrznemu mrokowi, a rano znów znienawidzi sam siebie. Walka zacznie się od nowa. 10 Odcinek 2 — MŁODOŚĆ NIE WIECZNOŚĆ „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Kamila Mazocka miała bardzo ładny uśmiech, ale życie nie zawsze dostarczało jej okazji do pokazywania go światu szczerze. Traktowała go raczej jako narzędzie lub element grzecznościowy. Mimika twarzy i wrażenie wizualne były przydatne zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wyróżniała się też ciemnoniebieskimi oczami. Niektórzy określiliby tę barwę jako kolor brudnego morza. Cóż, z pewnością nie naszego, bo wprawdzie Bałtyk to mamy brudny, ale jednak jest raczej koloru zielonego. Kamila wiedziała, że oczy są jej zaletą i choć ogólnie nie była zwolenniczką przesadnego makijażu, to zdarzało się jej sporo czasu spędzić przed lustrem, by je wyeksponować. Uważała jednak z proporcjami, by nie upodobnić się do misia pandy. Musiała rozsądnie dysponować tuszem, bo dziewczyny w jej wieku mają tendencję do częstego nadużywania różnego rodzaju szminek, tu- szów czy pudru. Przecież ponoć makijaż ma służyć do podkreślenia urody, a nie do oszukiwania mężczyzn, którzy uchodzą za wzrokowców. Kamila wraz z koleżankami wyśmiewała takie przesadzone dziewczyny. Nazywa- ły je remontówkami, bo ta przykuwająca uwagę duża ilość makijażu kojarzyła się zaw- sze z jakimś pokojem w remoncie. Ubierała się raczej zwyczajnie, można powiedzieć przeciętnie. Z jednej strony nie chciała wyglądać jak pstrokata, kolorowa krejzolka, ale z drugiej – nie miała ochoty być brana za pozbawioną kolorów, smutną Emo. Takie zawsze są wytykane w palcami, czy to w szkole, czy na ulicy. Szczególnie, że Kamila miała już czarne włosy do ramion i grzywkę zaczesywaną na bok, która często miała zwyczaj złośliwie opadać jej na lewe oko. Odgarnianie grzywki stało się swego rodzaju jej znakiem rozpoznawczym. Był to także taki tik nerwowy, po którym można było po- znać u niej zdenerwowanie. Kamila z jednej strony unikała przeciętności poprzez eksponowanie ładnego uśmiechu, interesujących oczu czy wspomnianego tiku. Jednak z drugiej strony można by śmiało stwierdzić, że Kamila była raczej dziewczyną skrytą i nie chcącą się specjal- nie wyróżniać. Choć los zmusił ją do przyśpieszonego procesu dojrzewania, to z życiem radziła sobie nieźle. Oczywiście jak na tak młodą dziewczynę. Poza tym to raczej była jej opi- nia, która nie zawsze pokrywała się ze zdaniem innych. Kamilę z pewnością można było uznać za osobę skomplikowaną czy zagubioną. Cóż, taki wiek… W ciągu najbliż- szych tygodni miała skończyć 15 lat. Od niepamiętnych czasów ta okazja do święto- wania była dla niej także sposobnością osobistego odliczania. Cieszyła się niezmiernie na kolejne urodziny i w prywatnym pamiętniku odhacza- ła dni do swojego święta. Jej własny ojciec często o tym zwyczajnie zapominał, choć 11 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net czasami starał się jakoś to Kamili wynagrodzić. Jednak, jak dobrze wiemy, bardziej się liczy pamięć niż jakieś tam rzeczy materialne. Szczególnie jeśli chodzi o bliskich… Najbliższe koleżanki Kamili — Agata i Anna — nigdy o tej okazji nie zapominały. Zaw- sze szykowały dla niej jakąś niespodziankę. Choć świętowanie nigdy nie było huczne, to jednak dla nastoletniej dziewczyny najważniejsze było to, że jest o kolejny krok bli- żej kobiecości, dorosłości. — Nigdy nie byłam dziewczynką, zawsze byłam kobietą. Tylko po prostu bardzo młodą — powtarzała Kamila, która zawsze czuła się starsza od swoich rówieśników. — Rówieśników... Jak to dla mnie obraźliwie brzmi — stwierdzała z przekąsem nader często. Bo „przecież to nie ciało świadczy o duszy, a dusza o ciele…” — jak mawiał je- den z autorytetów Kamili, ksiądz Michał. To było motto kapłana, którego znała od cza- sów, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Głosił z ambony wiele mądrości, ale to szczególnie utkwiło jej w pamięci. — Nazywają to mądrościami, kazaniem, mantrą... Cóż, różnie to nazywają. Ja po prostu lubię chłonąć jego słowa. Kamila słuchała proboszcza co niedzielę, regularnie uczęszczała na mszę w dzień najświętszy. Często w taki sposób uciekała przed samotnością lub powrotem do domu. Tam nigdy się nie przelewało. Kamila miała często wrażenie, że jedynym domem, w jakim się ją szanuje jest właśnie Dom Boży. Oaza spokoju na pustyni cha- osu… — Jeszcze kilka dni, może tym razem będzie inaczej? — powtarzała Kamila z nadzieją. Na zegarze ściennym widniała godzina 14:05. Właśnie zakończyła się siódma lekcja. Ostatnia tego dnia w planie lekcji Kamili. Z zazdrością patrzyła na inne dzieciaki skaczące z radości po wyjściu z klasy. Te, które kilka minut przed dzwonkiem odliczają minuty, sekundy do momentu, gdy się odezwie dźwięk obwieszczający koniec lekcji. Byle się wyrwać z ciasnych murów szkoły. Czy to na przerwę, czy do domu. „Kolejny ciężki dzień, kolejny powrót do domu, którego nie mam ochoty nazywać domem…” — myślała Kamila, gdy z żalem opuszczała gmach szkoły. Tam przynajmniej była przez kogoś szanowana. Była kimś. Inteligentna, oczyta- na, dobra i pracowita dziewczyna. Taką miała opinię wśród nauczycieli i znajomych. Perspektywa spędzenia kolejnego popołudnia w domu nie napawała jej optymizmem i radością. Gdy dotarła do mieszkania, przez chwilę się zawahała. „Może uciec? Nie, nie mogę” — pomyślała i nacisnęła klamkę. W środku trwała kolejna libacja alkoholowa Piotra, jej ojca. Od wielu lat mieszka- ła z nim sama. To był jeden z etapów jej przyśpieszonego procesu dojrzewania. Kami- la nie miała ochoty na rozmowy z ojcem czy jego koleżkami, choć często lubił się wte- 12 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net dy chwalić przed znajomymi, jaką to ma ładną córkę. Gdy cicho przechodziła przez przedpokój, zauważył ją ojciec. — Czeeeść córa, kurde... Ja pierdolę, co dziś tak długo?! — zawołał pijany Piotr, chwilę po tym jak opędził się od tumanów dymu z papierosów. Jego głos przebił się przez głośne śmiechy i krzyki kompanów i dotarł do jej uszu. — To jest moja córka, Kamila. Ładna, nie? Po mamie! — krzyczał dumnie Piotr, a jego kompani zmierzyli ją wzrokiem. Dziewczyna udała, że tego nie widzi. — Szłam dziś naokoło. Idę pobiegać — rzuciła na odczepkę. Nie miała ochoty wdawać się w żadne rozmowy z pijanymi mężczyznami. Ruszy- ła więc w kierunku swojego pokoju. Chciała się tylko przebrać i wyjść. Zostawić to wszystko za sobą. — Gdzie ty, kurwa, wychodzisz?! Mówię do ciebie! — usłyszała za sobą, ale zignorowała te wrzaski. Nie pierwszy raz. „Zwykła rutyna. Wyrwać się stąd, za wszelką cenę!” — powtarzała sobie za każ- dym razem jak mantrę. Założyła, jak zwykle po szkole, swój dres. Liczyła na to, że adrenalina i zmęczenie poprawią jej humor, biegała tylko dla euforii powysiłkowej. Endorfina to był jej cel. Gdy już była przebrana i już chwyciła za klamkę drzwi wejściowych, za ramię złapał ją ojciec. Stalowy uścisk nie był miły. — Puść mnie, tato — powiedziała, wyrywając się. — A ty, kurwa gdzie, co? Stara będzie mi dupę truć, że się włóczysz! — powie- dział ojciec, a Kamila aż nadto czuła odór wódki. — Mama odeszła, tato. A ty nie pij tyle. — Taaa... Wszystkie odchodzicie. Znikacie i nie wracacie. — Tato, ja wrócę. Idę tylko pobiegać — odparła Kamila. — Ciągle tylko biegasz, wiecznie cię nie ma. A w ogóle nie masz pożyczyć piąta- ka? — zapytał Piotr, ale nim Kamila zdążyła odpowiedzieć, że nie ma, zza pleców jej ojca i kłębów dymu wyłonił się pijany kompan od kielicha, Stanisław. — Eee... Piotruś, mordo moja, co jest? Kolejka leci, a ty tu sapiesz coś do tej ma- łolaty. Niech idzie w pizdu. wymawiać słowa. — Spadaj, Stachu, ja tu z córą gadam — Piotr z trudem starał się poprawnie — Oj tam! Daj se spokój, niech spierdala. Baby to baby. Jest taka jak matka, idzie w pizdu. Chono do Władka. On tera polewa — wybełkotał chwiejący się Stachu. W tym momencie w głowie Piotra coś jakby pękło. Uderzył Staśka w twarz aż ten padł na ziemię. — Ani słowa o Lidii! — zawołał wściekły i pijany ojciec Kamili. 13 — Ale to zła baba była przecież! Sam, kurwa, mówiłeś! — krzyczał Stanisław. — Wypierdalać, wszyscy! Wypierdalać! — grzmiał Piotr pod nagłym napływem wściekłości i wpływem krążącej w jego żyłach gorzałki. Po chwili wszyscy, łącznie z jego córką, opuścili mieszkanie. Kamila pobiegła „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net przed siebie. Chciała uciec od tego wszystkiego. 14 Odcinek 3 — MASKA POTWORA „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Pobudka u boku żony. Zenon ziewnął i przeciągnął się. Był przesądny i miał pe- wien dziwny zwyczaj. Zawsze pilnował, by pierwszą stopą, która stanie na podłodze była stopa prawa. — Nie ma gorszej zapowiedzi dnia, niż wstać lewą nogą — mawiał. To nie kwestia tego, czy wierzymy, że przesądy się spełniają, chodzi tu o nasze samopoczucie. Obrzędy po przebudzeniu miał takie, jak miliony innych ludzi. Uciszenie znienawi- dzonego budzika, wizyta w toalecie — dłuższa lub krótsza, przemycie twarzy zimną wo- dą, by ocucić organizm. Następnie przebranie się i zejście na śniadanie… Tak też za- czynał dzień doktor Zenon Warski. Ubrany w czerwoną piżamę podszedł do szafy. Otworzył ją i zobaczył pięć równo powieszonych i wyprasowanych, nie różniących się od siebie garniturów. Jego pedantyczna żona dbała, by zawsze były w idealnym stanie, gotowe do założenia, bo ciemny garnitur był dla Zenona niczym mundur. Gdy tak patrzył na bliźniaczo podobne marynarki i spodnie, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo ruty- nowe prowadzi życie. Czasami mu to ciążyło, chciał zrobić coś spontanicznego. Jednak w końcu rozsądek brał górę i wiedział, że im bardziej uporządkowane i przewidywalne życie prowadzi, tym lepiej da się zachować w tajemnicy pewne sekrety. Odstępstwa mogłyby wzbudzać podejrzenie i ciekawość innych ludzi, więc im bardziej nudny tryb życia, tym mniej osób się nim interesowało. Mniej oczu, mniej pytań, łatwiej kłamać. „Kolejny poranek i kolejny dzień maskowania potwora. Ponowne starcie Ja versus Ja. Walka z samym sobą to moja codzienność...” — marudził Zenon w myślach. Gdyby nie skrytykował o poranku ciężkości swojego bytowania, nie byłby sobą. Lubił obwiniać o to swoją narodowość. „W końcu my Polacy to fajny naród, ale bardzo marudny…” Tak zaczynał się kolejny dzień Zenona. Już dawno przestał liczyć dni od chwili, gdy po raz pierwszy spojrzał na dziecko inaczej. Szczęście w nieszczęściu interesowały go „tylko” młode dziewczyny. Nastolatki, jeszcze niedojrzałe. Nie wiedział, co go w nich tak pociąga. Może ta ich nieskalaność? „Są dla mnie jak białe kartki, które dają większą dowolność w tworzeniu ciekaw- szego rysunku. Dają wolność, kontrolę…” — myślał Zenon, który, jako że był psycholo- giem, miał w zwyczaju robić samemu sobie psychoanalizę za każdym razem, gdy na- chodziły go takie myśli. W końcu nie miał do kogo się zwrócić. Uważał, że może leczyć się sam. Starał się unikać młodych dziewczyn, i w ogóle obcych dzieci. Udawał, że po pro- stu nie lubi dzieci poza swoim synem, ale w rzeczywistości nie chciał wodzić się na po- kuszenie. Obawiał się postępu swojej choroby. Niezmiernie bał się tego, że mógłby nie zapanować nad swoim wewnętrznym potworem, mając tak blisko młodą, słodką, jeszcze 15 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net nie okaleczoną biegiem czasu młodą dziewczynę. Bez nawyków, bez złych wspomnień, jakie mają dorośli już ludzie. „Nie mogę mieć córki! Nigdy!” — obiecywał sobie Warski. Bywały chwile, gdy sam się siebie brzydził. Dlaczego jeszcze ze sobą nie skończy- ł? Nie, nie miał natury samobójcy. Uważał, że pomimo chorych skłonności może zrobić jeszcze wiele dobrego. „Są momenty, gdy nie chcę żyć, ale nie chcę też umrzeć…” — tak określał swój stan Zenon Warski. Nie udawał jednak tylko dla siebie. Miał wspaniałego syna i kochającą żonę, któ- rych uznawał za największy podarunek od życia. To dla nich walczył, dla nich żył, po- mimo swojego mrocznego balastu, którego nie potrafił zrzucić. To wagon, którego nie da się odczepić. Codziennie trwał w tym boju o normalne życie. Był to żywot w trwodze. Strach, że „mroczny pasażer” może się wydostać. Przepełniał on Warskiego każdego dnia. Ostatnio coraz bardziej, coraz mocniej. Zenon zauważył, że ostatnimi czasy jego potwór mocniej domagał się pożywienia. Był głodny ofiar. Ciał. Zenon w całej swej tragedii, cho- robie, był dumny, że nie molestował żadnej dziewczynki. „Nie krzywdzę ich. To tylko zdjęcia, trochę oszustwa. Nie osobiście. Gdybym to zrobił, to może potwór zostawiłby mnie w spokoju?” — o tym ostatnim myślał coraz czę- ściej, natarczywiej i bardziej soczyście. Zastanawiał się, czy jego choroba cofnęłaby się w rozwoju, gdyby choć raz dał się ponieść swoim skłonnościom? „Może okazałoby się, że to nie jest takie fajne? Byłbym normalny” — rozmyślał Ze- non, by po chwili znów jakby oprzytomnieć i przypomnieć sobie słowa: „Gdy raz wejdzie się na ścieżkę mroku, to nie można zawrócić…”. „Czat, internet to przecież tylko rozmowy. Tylko rozmowy? Te pseudonimy: ona15, ewcia13, napalona14, 12poznaSponsora. Trzeba uważać na prowokacje i często zmie- niać czaty. Należy być na bieżąco z różnymi nowościami czy tematami młodzieżowymi. Trzeba wiedzieć, co interesuje dziewczyny w tym wieku. Przecież one same tego chcą. Odmiana, coś nowego. Pragną odskoczni od tych wszystkich niedojrzałych chłopców. Takich, którzy myślą, że są mężczyznami, a w rzeczywistości to gówniarze… Przecież dziewczyny dorastają szybciej, potrzebują rozmowy, komplementów. Zdarzają się wyjąt- ki. Ale o czym ja myślę? Czy to jakiś okrutny żart natury? Ponury dowcip? Dlaczego mnie takim stworzono? Czym zasłużyłem w poprzednim życiu na takie cierpienie w obecnym? Przecież one stają się kobietami, wchodzą w dorosłe życie. Nie mogę ich krzywdzić” — takie przemyślenia wielokrotnie kłębiły się w głowie Zenona, który nie chciał być potworem. Myśli te targały nim. Uważał, że nie jest pedofilem. Nie chciał tak tego nazywać. „Wewnętrzny balast”, „mroczny pasażer”, „bolesny towarzysz” — nigdy pedofil. Sam nie wiedział, jaka jest prawda. A może nie chciał wiedzieć? „Są takie bezbronne, tak łatwo je podejść” — usprawiedliwiał się. 16 Zenon byłby wdzięczny, gdyby było trudniej, znacznie trudniej. Uważał, że wtedy łatwiej byłoby mu powstrzymywać te niemoralne skłonności. Pragnął tego. „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net „Czy rodzice nie mogą bardziej bronić swoich dzieci? Dokładniej? Czy oni napraw- dę nie zdają sobie sprawy z tego, że gdzieś tam czają się takie potwory, zwyrodnialcy z problemami tożsamości, zboczeńcy tacy jak ja? Głupi rodzice” — rozmyślał Zenon i wzdrygał się na samą myśl, że jakiś potwór mógłby skrzywdzić jego synka. Jakiś pedo- fil, zły człowiek, który nie ma tyle sił, co Warski i nie trzyma w ryzach swoich skłonności. „Zaraz będę w pracy. Tam przestanę o tym myśleć...” — obiecywał sobie, zatrzy- mując swój samochód na służbowym parkingu przed gabinetem „Poradni Psychologicz- nej doktora Zenona Warskiego”. Po chwili dumnego spoglądania na napis na froncie jednopiętrowego budynku wszedł do środka. Znów był w swoim azylu, w którym zapominał o wewnętrznym potwo- rze. Klatka racjonalności trzymała w ryzach objawy niemoralności… 17 Odcinek 4 — SAMOTNA „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Pół godziny biegania. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić Kamila. Nie ograniczał jej organizm, tylko czas. Częsty jogging pozwalał jej na wyrobienie niezłej kondycji. Teraz czekała ją mniej przyjemna część dnia, a mianowicie praca. Była ciężka, niewdzięczna i słabo płatna, ale wynagrodzenie za nią musiało jej wystarczać. Nie robiła tego tylko dla siebie. Przy całej domowej patologii, jakiej uosobieniem był jej ojciec, kochała go. Dlate- go nie odeszła z matką, nie mogła mu tego zrobić, nie mogła zostawić go samego. Nie z tymi problemami, nie z nikłą rentą, którą notorycznie przepijał bądź przegrywał w karty. Nie z tą własną samotnością. — Może kiedyś... — mówiła sobie. Przez to znienawidziła swoją matkę. Zostawiła ją samą, uciekła, zdezerterowała z życiowego pola walki. — Bo życie to wojna, a ja walczę z samą sobą. Co z tego, że dzięki pracy czasami mogła sobie coś fajnego kupić, odskoczyć od poczucia biedy i samotności. Matki nie kupi. — Brak problemów? Wolność? Nie przekupi mnie, nie jestem taka słaba jak ona. Nie dam się, nie namówi mnie, bym za nią poszła. Nie będę taka jak ona. Nie można zostawiać bliskich, nawet gdy jest z nimi źle. Tym bardziej trzeba przy nich trwać… — obiecywała sobie Kamila za każdym razem, gdy ojciec znów w jakiś sposób ją zranił. A czym ją krzywdził? Broń Boże, nie podniósł na nią ręki! Nigdy. Najgorsza była ta obojętność. „Pewnie nawet by się nie przejął, gdybym odeszła. Wolałabym czasem, by mnie uderzył, zbeształ. To by znaczyło, że jakoś mu na mnie zależy. A tak? Jestem dla niego jak powietrze. Oddychamy nim, ale go nie doceniamy. Po prostu jest” — tak myślała o ojcu. Walczyła jednak z chęcią odejścia. Co dzień od nowa. To był jej balast, z którym musiała się zmagać. Była na to skazana. „Ucieczka? Tak byłoby łatwiej. Może i lepiej dla mnie” — Kamila wiedziała to do- skonale. Jednak miłość do ojca i nienawiść do matki zwyciężały, choć zdawała sobie sprawę, że te uczucia wypływają od niej, ale czy wracają to już niekoniecznie. Chciała być samodzielna. Pracowała w fast foodzie na pół etatu, ale to i tak było dla niej wiele. Wykańczało ją to. To wbrew prawom natury, dziewczyny w tym wieku nie powinny pra- cować. To burzy równowagę. Przecież nie ma dorosłości bez dzieciństwa, czyż nie? W lokalu „MadBurger” pracowała jako kelnerka. W krótkiej mini i białym fartuchu czy bluzce z dekoltem wyglądała na ciut więcej niż 14 lat. Taki był wymóg, przyjmowano tylko ładne dziewczyny, które wyglądem miały kusić klientów, gdyż właściciel wiedział, że jego targetem są mężczyźni. Więcej zjedzą i łatwiej ich omamić, a dla właściciela to 18 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net zysk. Jeśli nie przyjdą tu dla jedzenia, to dla dziewczyn. A wtedy i tak coś kupią. Kamila była często podszczypywana, poklepywana i musiała znosić chamskie za- gadywania chłopaków czy niemal równie częste szyderstwa dziewczyn, którym po- szczęściło się w życiu bardziej niż jej, przynajmniej materialnie. Skrycie sobie wzajemnie zazdrościły. Kamila chciała czasami zażyć życia w jego pełni, bez zobowiązań czy cięż- kich problemów. Natomiast te bogate na zewnątrz, a biedne wewnątrz dziewczyny po prostu zazdrościły jej urody i naturalnego uroku bez tony makijażu. Odczucia Kamili wa- hały się wobec takich dziewczyn przy każdej ich wizycie. Niektóre przychodziły tu regu- larnie, raczej dla rozrywki niż dla jedzenia. Ot, pośmiać się, podnieść sobie samoocenę. „Choć przez chwilę mieć pustą głowę, bez tego ciężkiego bagażu życia. Mieć taki beztroski dzień” — marzyła Kamila nie raz i nie dwa. Z drugiej jednak strony wiedziała, że jest mądrzejsza, znała swoją wartość. W całym więc tym wewnętrznym motaniu się Kamila pozostawała sobą, zaś chwile zazdrości były na szczęście tylko momentami słabości, której nie lubiła okazywać. — Pełne portfele, puste łby — tak zwykła określać te rozchichotane, sztuczne na- stolatki, dla których często najpoważniejszym problemem był brak najmodniejszych bu- tów czy to, że koleżanka ma chłopaka z lepszym samochodem niż gruchot należący do jej faceta. „Dzięki Bogu jestem inna — gratulowała sobie samej, ale w tym momencie często pojawiały się inne myśli. — Inna, ale czy wyjątkowa? Tak bardzo chciałabym, by ktoś mnie docenił, powiedział, że jestem wyjątkowa. To już nawet nie musi być prawda, niech tylko ktoś mi to powie” — błagała świat Kamila. — Ej, kelnereczko! — zawołał ktoś z końca sali. Głos należał do przystojnego, z pewnością już pełnoletniego chłopaka w czarnym golfie i modnych okularach z grubymi czarnymi oprawkami. Siedział z trojgiem znajo- mych przy jednym stoliku. Dwie dziewczyny i chłopak, który był tylko tłem dla nawołują- cego ją przystojniaka. — Słucham, co podać? — zapytała Kamila, po tym jak wyrwana ze swoich prze- myśleń dotarła już do wołającego ją klienta. — Hmmm, pomyślmy… A co polecasz, skarbie? — zapytał chłopak, zalotnie marszcząc brwi, co miało naśladować twarde, męskie spojrzenie Bruce’a Willisa. — Cóż, to zależy, czego pan oczekuje. Osobiście polecam... — Kamila nie dała się sprowokować. To nie pierwszy i z pewnością nie ostatni taki gość. Nim jednak skończyła zdanie, klient przerwał jej arogancko swoją wypowiedzią, która według niego z pewnością miała mieć wydźwięk inteligentny i błyskotliwy. Uznał, że to znakomity wstęp do miłego dla obu stron flirtu. — „Osobiście” mówisz? To skoro nalegasz, to może się „osobiście” poznamy, co maleńka? — to powiedziawszy, poklepał Kamilę po pośladku. Z pewnością chciał tym zaimponować swojemu towarzyszowi. Udało się, ale z towarzyszkami na pewno było odwrotnie. Ich nienawiść i zawiść wobec Kamili pogłębi- 19 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net ły się. Teraz nie tylko zazdrościły jej urody, gdyż same wdziękiem nie grzeszyły, ale z pewnością chciały także takiego zainteresowania ze strony młodego podrywacza, jakie właśnie zaprezentował w stosunku do Kamili. Musiały mieć wobec niego plany. Kamila po raz kolejny opanowała się i schowała godność do kieszeni. — Hamburger z podwójnym serem, może być? — zaproponowała chłodnym, pro- fesjonalnym tonem, co chyba nie spodobało się chłopakowi. Nie poddawał się jednak. — Spoko, ale niech to będzie z sosikiem z twojej cipki, okej? — odparł, puszczając oko, a Kamila sztucznie się uśmiechnęła. Musiała. Następnie udała się do kuchni podjąć zamówienie. Gdy się obróciła, sły- szała jak ludzie przy stoliku, przy którym jeszcze przed momentem stała, śmiali się. „Z pewnością ze mnie...” — westchnęła w myślach i zdała sobie sprawę z tego, że granica jej wytrzymałości może kiedyś zostać przekroczona. Któregoś dnia może po prostu wybuchnąć. Przed rozpoczęciem pracy jako kelnerka nigdy nie myślała, że tak pozornie proste zajęcie może jednocześnie dostarczać takiej dawki stresu. Życie jednak nie dawało jej wyboru, wiele restauracji odrzucało ją na starcie ze względu na wiek czy to, że nie mogła pracować na cały etat. — Nie będziemy użerać się z humorzastą czternastolatką — słyszała nader często z ust potencjalnych pracodawców. — Hamburger z podwójnym serem, dużo sosu, raz! — powiedziała do kucharza. Ten po kilku minutach podał jej gotowe danie, a Kamila ruszyła w kierunku stolika, by je podać. lował adorator Kamili. biciela jej wdzięków. „Teraz tylko zanieść i po bólu” — pomyślała. Wróciła do będących we wspaniałych humorach gości. Wśród nich oczywiście bry- — Cham... burger raz — powiedziała, po czym cisnęła hamburgerem w twarz wiel- Rozsmarowany sos soczyście spływał po jego zaskoczonej twarzy aż na spodnie, po drodze odwiedzając także jego golf. Całe towarzystwo i kilku innych gości w lokalu zaczęło się śmiać na widok chłopaka w sosie własnym . Gdy jednak po chwili zobaczyli czerwoną ze wściekłości minę cham-burgera, śmiechy ustały, ustępując miejsca ciszy i oczekiwaniu. — Kierownik! Dawać kierownika! — zawołał kilkukrotnie, a ten po chwili się zjawił. — Co jest, do cholery!? Kto tak się d... — tutaj kierownik nagle urwał. — Yyy, pan Maserski... ja... ten... — jąkał się nieoczekiwanie spokorniały kierownik, zmieniając swój stosunek wobec klienta o 180 stopni. — Zamknij się! Masz natychmiast wyjebać tę szmatę z roboty! — zażądał chłopak. — Ale ona… Ona przeprosi, to nie jej wina — bronił nieśmiało swojej pracowniczki kierownik. — A czyja to, kurwa, wina, że mam jebanego hamburgera na ryju, co?! — spytał 20 wściekły młody Maserski. mila. „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net — Zamawiałeś, to masz chamie! — wysyczała wściekła, ale i dumna z siebie Ka- — Cicho, dziewczyno. Ty wiesz, kto to jest? To syn szefa... — szeptał jej do ucha kierownik, próbując ratować sytuację. — Zamknij ryj, pasztecie! — krzyknął ponownie młody Maserski w kierunku Kamili, a kierownik zaczął w tym czasie wycierać twarz wściekłego chłopaka serwetkami. — Spokojnie, może jakoś to załagodzimy? — pytał nieśmiało kierownik. Z pewnością nie panował już nad sytuacją. Chciał uspokoić potwornie zdenerwo- wanego młodzieńca. — Wypierdalaj z tymi serwetkami! Ma stąd wylecieć, i chuj! Rozumiesz, czy mam pogadać z ojcem?! Zapomniałeś, do kogo należy ta buda i większość takich lokali w mieście?! — Moja droga, przykro mi, ale muszę… — jednak nie skończył zdania, nie pozwo- liła mu na to. — Nie, nie wywalisz mnie. To ja odchodzę, a ty sobie w dupę wsadź tę robotę! — wykrzyczała Kamila, zdzierając z siebie fartuch. Wyszła z lokalu, trzaskając za sobą drzwiami. Zostawiła ich wszystkich za sobą z hukiem i przytupem. Miała dość. Chciała odejść. Szła coraz szybciej i szybciej, aż w końcu zaczęła biec. Nie wiedziała jak długo, nie myślała dokąd. W końcu dotarła na most. Podeszła do jego krawędzi i usiadła. Spoglądała teraz w dół, w rwący nurt rze- ki. 21 Odcinek 5 — OJCIEC W STRZĘPACH „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Piotr Mazocki otworzył oczy. Zrobił to powoli, leniwie, jakby budził się właśnie z głębokiego snu, z koszmaru, z którego niezbyt chciał się wydostać. — Czy ja umarłem? — zastanawiał się, ale z przemyśleń wyrwała go nadchodząca fala wymiotów. Wiedział, że już tego nie zatrzyma. Okazało się, że jest przywiązany do łóżka. Z trudem więc obrócił głowę w bok, najmocniej jak to tylko było możliwe i zwymiotował na podłogę. Potem jeszcze raz, już mniejszą ilością. Część wymiocin znalazła się na nim. Trochę na twarzy, część na barku. Dookoła roznosił się okropny fetor. Był to odór alkoholu, wymiocin czy jakichś niedostatecznie wyczyszczonych łóżek po poprzednich „gościach”. Piotr z trudem to znosił, choć wiedział, że zapewne on także cuchnie niemiłosier- nie. Spojrzał w górę. Zmrużył oczy pod wpływem rażącego światła jarzeniówki zwisają- cej z zaniedbanego sufitu. Leżał tak i zastanawiał się, gdzie jest. Po chwili spróbował się uwolnić. Na próżno. Był skrupulatnie przywiązany do łóżka. „Ale dlaczego?” — zamajaczyło w jego głowie. Zdał sobie sprawę z tego, że sam się z więzów nie wydostanie, zaczął wołać. Za- chrypnięty, przepity i chrapliwy głos Piotra niósł się po pomieszczeniu. Nie wyglądało jednak na to, by ktokolwiek zwracał uwagę na jego krzyki, nawet jeśli ktoś je słyszał. Z pewnością personel tej tajemniczej placówki wielokrotnie słyszał takie wołanie. — Uwolnić mnie, chuje! Pedały zbolałe! Eeeeej! — wołał. — Gnoje!!! Odgłosy lamentów i wyzwiska w końcu chyba do kogoś dotarły, gdyż do sali we- szła jakaś kobieta. Miała nieco ponad 40 lat, rude włosy do ramion, ale z pewnością nie był to jej naturalny kolor. Miała charakterystyczną grzywkę, która opadała jej na oko. Odgarniała ją co chwilę. Kobieta zdjęła okulary i wyciągnęła z kieszeni chusteczki higie- niczne. Zaczęła delikatnie wycierać Piotra. Pachniały ładnie. Nie potrafił określić czym, ale cokolwiek to było, sprawiło, że natychmiast spokorniał i teraz leżał już spokojnie. W bezruchu napawał się miłym, przyjaznym dla nozdrzy aromatem i wpatrywał się w troskliwe, zielone oczy czyszczącej go kobiety. — Oj Piotrek, Piotrek. Co się z tobą stało? Kiedy wreszcie przestaniesz? — zapy- tała rudowłosa kobieta, która najwyraźniej znała Piotra. — Co mam przestać? — udał, że nie domyśla się, o co chodzi. — Pić, bo to się źle skończy. Nie widzisz tego? — odparła. — Gdzie ja jestem!? Rozwiąż mnie! — zażądał Piotr z nawrotem agresji. — Gdy mnie wysłuchasz... — kontynuowała łagodnym głosem kobieta. — Powiedziałaś mi już wszystko, a potem odeszłaś. Zostawiłaś mnie! — Nie wiń mnie za to, przestań w końcu. Już do końca swoich dni będziesz uwa- 22 żał, że ja jestem winna tego, co się stało? — mówiła. „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net — Lidio, wróć do mnie, proszę. — Wiesz, że nie mogę. Ty i ja to przeszłość. Zacznij myśleć o naszej córce. Ona mnie nienawidzi. Pozwoliłeś na to. Chcesz podzielić mój los? Doprowadzisz do tego, że ciebie także przekreśli — mówiła łagodnym głosem Lidia, odgarniając grzywkę. — Dobrze wiesz, że nie. Nie wiem tylko jak… Ja… — jąkał się Piotr. — Co ty?! Wiecznie tylko ty, ty i tylko ty. Świat nie lubi egoistów. Jesteś żałosny, wiedzą to wszyscy dookoła, prócz ciebie. Co musi się stać, byś rzucił w cholerę to chla- nie? — krzyczała Lidia, a jej głos stał się agresywny i pełen wyrzutów. Chciała wstrząsnąć Piotrem. — Będziesz pił, aż zdechniesz? To kwestia czasu — moralizowała. — Nie mogę, nie umiem. Ja… Jestem za słaby. — To żadne usprawiedliwienie. Ty nie chcesz wiedzieć, wolisz się nad sobą pa- stwić. Spędzisz życie na użalaniu się? rał się ponownie wściekły Piotr. — Spierdalaj! Mam już dosyć tego pierdolenia! Wypuśćcie mnie! Kurwa! — wydzie- Wił się jak oszalały, próbował wyrwać się z więzów. Lidia spojrzała na niego ze smutkiem i żalem, i zostawiła go w takim stanie. Opuściła salę. Chwilę po niej do pokoju weszło dwóch barczystych mężczyzn w białych, szpitalnych kitlach. Na ich widok Piotr uspokoił się i znów spokorniał. — Nooo, stały klient. Proszę, proszę — powiedział jeden z mężczyzn, po czym rozwiązał ręce Piotra, a drugi uczynił to samo z nogami. — Wiesz pan, jak się to odbywa. Proszę z nami — powiedział wyższy i wyprowadził z sali jeszcze nieco otumanionego Piotra. Przy wyjściu otrzymał rachunek za noc w izbie wytrzeźwień i został wypuszczony do domu. Na dworze było ciepło, a słońce raziło zmęczone oczy Piotra. Straszliwie go suszyło. — Ale mam kaca. Muszę się napić — stwierdził i ruszył przed siebie. 23 Odcinek 6 — ZAUFANIE TO PODSTAWA „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net Zenon siedział za swym masywnym, najpewniej drogim biurkiem i kreślił coś w zeszycie. Co jakiś czas spoglądał to na zegarek, to w sufit, jakby szukając natchnienia do zapełniania kolejnych stron tekstem. W końcu nadeszła godzina 17:00. Ktoś zapukał do drzwi jego gabinetu. — Proszę wejść — powiedział Zenon. Do środka weszła urocza, niespełna trzydziestoletnia kobieta ubrana w elegancką, białą bluzkę z odsłaniającym wiele dekoltem i krótką spódnicę do kolan. Włosy koloru blond miała zaplecione w warkocz. Taka fryzura dodawała jej słowiańskiej urodzie uro- ku. Wielu mężczyzn z pewnością uznałoby ją za bardzo atrakcyjną kobietę. Z pewnością nie narzekała na brak powodzenia. Kipiała seksapilem, czasami wręcz emanowała sek- sem. Nie natrętnie, ale z klasą i pewną dozą tajemniczości. Jednak Zenona, nie wie- dzieć czemu, specjalnie nie pociągała. Owszem, doceniał jej walory, ale zawsze twier- dził, że jednak nie tego oczekuje. Czuł się blokowany od wewnątrz. Czegoś mu w niej brakowało. Sam nie wiedział czego, choć często się nad tym zastanawiał. Czy to przez to, że jest żonaty, czy może dlatego, że to jego sekretarka i romanse w pracy nie są mile widziane przez pracodawcę? „A może to ten mój mroczny pasażer blokuje zdrowe zainteresowanie atrakcyjną, dojrzałą i w pełni rozwiniętą kobietą?” — pytał sam siebie doktor Warski. — Pacjent do pana. Paweł Wanieczny — zawiadomiła sekretarka. — Dziękuję, Alu, niech wejdzie — odparł Zenon i uśmiechnął się do kobiety, a ta odwzajemniła uśmiech, po czym delikatnie kołysząc biodrami, wyszła z gabinetu. Chwilę po tym do pomieszczenia wszedł niski mężczyzna. Miał więcej włosów na twarzy niż na głowie. śmiało wchodzi do jego gabinetu. „Nie ufaj brodatym” — mimowolnie pomyślał Zenon, patrząc jak mężczyzna nie- Pacjent miał w sobie jakąś ciężką do określenia skromność, jakby nosił jakąś ta- jemnicę. Wyglądał jak jedno wielkie zakompleksienie. Był uosobieniem wszystkich wad nieśmiałości. — Doktor Warski? — zapytał cicho mężczyzna. — Tak, w rzeczy samej to ja — odpowiedział Zenon i wskazał na tabliczkę umiesz- czoną na swoim biurku: „Dr Zenon Warski”. — A pan, o ile się nie mylę, to Paweł Wa- nieczny, tak? Pacjent twierdząco skinął głową, ale nie wydusił z siebie ani jednego słowa. — Proszę usiąść. Mam nadzieję, że będzie panu wygodnie — dodał po chwili Warski, wskazując skórzaną, elegancką kanapę. Sam zajął fotel naprzeciwko kanapy. Mężczyzna badawczo rozejrzał się po całym gabinecie, jakby kalkulował stopień bez- 24 „Skazany” Rafał Wałęka wydanie II, styczeń 2012 www.goneta.net pieczeństwa pomieszczenia. Chciał ocenić, na ile może zaufać psychologowi. — Nie mam podsłuchu, jeśli pan tego szuka. Wszystko, co tu powiemy, pozostanie między nami. Zobowiązuje mnie do tego mój zawód — powiedział Warski. Chciał uspo- koić pacjenta, który musiał skrywać jakąś tajemnicę, a Zenon chciał dociec jaką. Pacjent go intrygował. Uwielbiał to uczucie. „Psychologiczne zagadki. Ciekawość to ponoć pierwszy stopień do piekła, tak? To ja mam już chyba całe schody zbudowane” — pomyślał doktor Warski, obserwując rozglądającego się ukradkiem pacjenta. Następnie Paweł Wanieczny chyba uznał, że pomieszczenie jest w porządku, bo zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku tuż przy drzwiach i w końcu usiadł na kanapie. Wiercił się przez chwilę, jakby szukał odpowiedniej dla siebie pozycji. A może najbez- pieczniejszej? — Co więc pana do mnie sprowadza? — zapytał w końcu Zenon. — Sam nie wiem. Wygodnie tu dosyć — odparł Wanieczny, jakby chciał uniknąć odpowiedzi na zadane mu pytanie. — Nie sądzę, by płacił pan tak sowicie za samo leżenie. Wynająłby pan pokój lub poszedł do salonu Ikei. Może więc jednak spróbowałby się pan zastanowić, dlaczego się tutaj znalazł? — stwierdził Zenon i założył nogę na nogę. Ten gest miał od razu poka- zać, kto dominuje w tym pomieszczeniu. Warski wcześniej uznał, że Wanieczny nie jest zbyt spostrzegawczy. Chciał sprawdzić, czy pacjent zwróci uwagę na ułożenie nóg, i jeśli tak, to co zrobi. „Uniknie konfrontacji, czyli pozostanie w pozycji siedzącej ze złączonymi nogami — pomyślał Zenon i zdał sobie sprawę z tego, że ma przed sobą osobę nieśmiałą i skrytą. — Ciężko będzie coś z niego wyciągnąć”. Z gotowym do notatek zeszytem w jednej dłoni i długopisem w drugiej obserwował pacjenta. Zauważył, że Paweł nie spojrzał na nogi Zenona, ale w końcu przestał się wiercić. „Nareszcie. Albo owsiki, albo zdenerwowanie. Uspokoił się, no to mamy jakiś po- stęp?” — pomyślał Warski i zapisał coś w zeszycie. Po chwili pacjent znowu zaczął się wiercić zaniepokojony. Patrzył to w sufit, to w okno, przygryzał wargi, bawił się palcami, a czasami nawet delikatnie tupał nogami. Jakby na coś czekał. Robił wszystko, prócz udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie psychologa. „Dyskomfort? — zastanawiał się Zenon i ułożył nogi dokładnie w taki sposób, jak jego pacjent. Wanieczny zauważył to i uspokoił się natychmiast. — Zakładam, że nie zna na pamięć książki »Mowa ciała«. Podświadomie uspokoił się, gdy zobaczył, że mamy coś wspólnego. Czyli raczej samotnik. Alienuje się?” — podczas tej analizy Warski robił notatki w zeszycie. — Proszę pana, proszę pomyśleć i powiedzieć, co pana do mnie sprowadza? Za- stanowił się pan może już? 25
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Skazany
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: