Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00318 006115 14490841 na godz. na dobę w sumie
Skowyt. Nowy porządek - ebook/pdf
Skowyt. Nowy porządek - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 300
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63300-16-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Świat, który znasz przestanie istnieć. Porządek, wedle którego żyjesz upadnie. Jesteś ojcem i matką wydarzeń, które przyniosą kres Twoim wartościom. Jesteś pokoleniem, które spłodzi Wielką Zawieruchę. Ta zaś będzie nam matką.

Zatańczymy na Twoim grobie, depcząc wspomnienie Twego istnienia. Nie przebaczymy Ci błędów, których konsekwencje weźmiemy na siebie. My, pomioty nasienia Twego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

„żyć, to przekształcać siebie w dzieło sztuki” Fiodor M. Dostojewski Copyright © Daniel Krawczyk 2013 Redakcja i korekta: Maja Olejarczuk Projekt okładki: Piotr Porczyński Skład: Piotr Porczyński Wszystkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wydawnictwo e-publika nie ponosi odpowiedzialności za treści zawarte w publikacji. Na okładce wykorzystano ilustrację Patricka J Lyncha (licencja Creative Commons) 18+ Książka wyłącznie dla dorosłych. ISBN: 978-83-63300-16-6 – wersja PDF 978-83-63300-17-3 – wersja ePub 978-83-63300-18-0 – wersja mobi www.e-publika.pl self-publishing w najlepszym wydaniu 3 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek Wstęp Lynn Margulis (5.03.1938 – 22.11.2011 Starego Porządku) w swej teorii seryjnej endosymbiozy, zwanej hipotezą Gai, uświadomiła całemu światu, że Ziemia to jeden wielki superorganizm, w którym wszystkie zarówno organiczne, jak i nieorganiczne elementy koegzystują ze sobą w har- monijnej współpracy oraz konstruktywnej rywalizacji, pozostając zarazem w genetycznej odrębności swego osobniczego rozwoju. Jej wkład w teorię i praktykę biolo- gii życia był tak nadzwyczajny i pożyteczny, jak fizyczna myśl Einsteina, niemniej spotkał się z masowym cyni- zmem, płodzonym przez ludzką ciemnotę i tylko światły człowiek nie stał obojętny wobec znaczenia endosymbio- zy. I tak oto ciągłe pragnienie władzy i pieniędzy zaśle- piało jednych, a drugim wskazywało konieczność unie- zależnienia się od egzystencjalnej próżności. Tyle, że tych drugich było stosunkowo niewielu, co implikowało globalną ignorancję, tyleż zabójczą dla Ziemi, ile upośle- dzającą dla człowieka. Endosymbioza wskazała ludzką 4 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek istotę jako integralną część planety i poniekąd jeden z jej narządów. Tak pojmowanego człowieka stoczyła własna głupota, czyniąc zeń cel autoagresywnego ataku Ziemi. Dzisiaj ludzkość na nowo wyłania się ze zniszcze- nia i zamętu własnej produkcji. Na zgliszczach Starego Porządku buduje nowy, a na swym karku czuje trwożący oddech koszmaru, który przyzwała skowycząca Ziemia. 5 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek Trupia mgła snuła się po tafli mrocznego bajora, na którego błotnistym brzegu sterczał martwy dąb. Czarna woda całymi latami wypłukiwała ziemię spomiędzy wiją- cych się rozlegle odnóg korzenia, a teraz mgła wpełzała weń niczym upiorna zjawa. Woda z bajora wdarła się również na zmurszały cmen- tarz, pośrodku którego stał sypiący się już kościół – relikt przypominający czasy globalnej inicjatywy społecznej, zwanej religią – wyznaniem wiary. Wiary w boga, który dla ludzkości okazał się wielkim rozczarowaniem. Nie- gdysiejszy przybytek powierzchownego uduchowienia był teraz odstręczającą norą pełną żałosnych ćpunów, nie- bezpiecznych zbirów oraz zwyczajnych włóczęgów. Upiorna mgła spowijała ów przybytek, zacierając ostrość kształtów. Białe macki pięły się w górę po zapusz- czonej świątyni, zmierzając ku rozwalonej dzwonnicy, która odznaczała się na tle ołowianego nieba swymi wy- szczerbionymi krawędziami. Trupie opary wierciły się w konarach martwego dębu niczym larwy w gnijącym ścierwie. To martwe drzewo będące pospolitym przedstawicielem współczesnej flory było przyczyną mej obecności w tym nędznym i mrocz- nym miejscu. Na jednym z konarów wisiał rozkładają- cy się trup. Stanowił pastwę dla opasłych much, tęgich czerwi i wszelkiego innego plugastwa, które zrodziła 6 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek skowycząca Ziemia. Kiedy się zbliżyłem, wisielec drgnął, a duszący go za- wilgły powróz jeszcze mocniej zacisnął się na gałęzi, która odpowiedziała smętnym trzeszczeniem. Gnijące powieki trupa rozchyliły się zwolna, ukazując wyblakłe, pozbawione źrenic oczy. – Czarny jak smoła płaszcz i ta blada gęba, wiecznie skryta w obszernym a postawionym na sztorc kołnierzu – z poetycką wręcz niechęcią trup wychrypiał, po czym szarpnął się z nagła targnięty bolesnym spazmem. – Oczy twoje puste, pozbawione nadziei – ciągnął dalej swym potępieńczym chrypieniem. – Zaś kudły na krótko masz ścięte i do czaszki przylizane. Z wyglądu patrzysz mi się na iluminatora. A z eteru jawisz się jako żniwiarz, co mi upragnioną śmierć niesie – przegniła twarz niebosz- czyka wykrzywiła się w coś, co można by nazwać rzew- nym uśmiechem. – Nic nie mówisz, a przecież to ja z nas dwóch jestem martwy – zarechotał posępnie. Zaraz potem jednak oblicze jego stężało i zacietrzewiło się w grymasie bólu. – No nie gap się tak na mnie tymi swoimi czarnymi ślepiami, w których mniej jest życia niż w moich gniją- cych – szarpnął się na powrozie, jakby chciał się zeń ze- rwać i wprost na mnie skoczyć. – Kolejny jaśnie oświeco- ny iluminator zawitał w me skromne progi, by stwierdzić, że nic tu po nim – zironizował trawiony goryczą. W czasach miecza i topora, kiedy to na Ziemi żyły sobie żałośnie romantyczne księżniczki, uwięzione w wieżach strzeżonych przez wyimaginowane smoki, wszystko było takie obłudnie oczywiste. Dobro i zło, bóg i diabeł, rycerz i zbój, ksiądz i heretyk, cnotka i kurwa… Jednakże oczy- wistość owa zaczęła się komplikować. Luter, Kalwin oraz 7 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek im podobni zachachmęcili sprawę, czyniąc ją pogmatwa- ną, a w ich mniemaniu prawdziwszą. Wtenczas na scenę wkroczyła nauka – dziecię ludzkiego intelektu. Jeszcze będąc w powijakach, została przez człowieka wysłana na rozpoznanie, wedle którego miała odnaleźć boga – ogar- nąć fenomen dobra i zła. Przemijały wtenczas lata i poko- lenia, aż ludzkość skupiła się wreszcie na poprawie stanu swej targanej niejasnościami egzystencji, znudziwszy się oczekiwaniem na rezultaty, które miała w swym zadaniu przynieść nauka. I tak oto powstały betonowe metropo- lie, syntetyczne łachy, żarcie w proszku i pigułkach, spa- liny, plastikowe śmieci, nadmierne promieniowanie oraz twardsza od żelaza woda płynąca w toalecie i kranie. Kiedy już człowiek za sprawą postępu medycyny oraz egzystencjalnej poprawności rozmnożył się jak szarańcza, a dzięki taniej rozrywce oraz pozbawionemu głębszego sensu życiu uczynił z siebie zwyczajną biomasę przezna- czoną jeno na opał wyzwalający energię będącą pożywką dla wszechświata, nauka niespodziewanie powróciła z mi- sji, na którą została wysłana przed setkami lat. Zaczęło się zupełnie niewinnie i bez słyszalnego echa. Ot, gdzieś tam w Peru odnaleziono jakiś manuskrypt trak- tujący o energii Ziemi oraz wszystkich istot na niej żyją- cych. Potem tybetańscy mnisi dokonali jakiegoś nama- calnego przełomu w swej ciągnącej się ponoć tysiące lat duchowej praktyce. Do tego jeszcze doszły potwierdzające się na całym globie naukowe odkrycia dotyczące jakoby ete- rycznej substancji człowieka. Potem nastąpił incydentalny efekt domina i wszystko stanęło na głowie. W ogniu owego incydentu okazało się, że istota ludzka po śmierci nie idzie do żadnego nieba czy tam piekła, tylko żyje nadal i to pełną 8 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek gębą, jak dowiodła nauka. Oczywiście anachroniczne filary człowieczej poprawności w swym zacietrzewieniu zareago- wały na te nowinki w jedyny znany im sposób – agresją. Wojna przybrała wszelki możliwy obraz i wymiar, pęta- jąc całą planetę oraz ludzkość. W jej ogniu Stary Porządek spierał się z Nowym, przez co masowo i dotkliwie cierpia- ły jak zwykle szaraki – sami sobie winni kmiotkowie, któ- rym przyszło zapłacić wysoką cenę za marnowanie swego życia na pozbawiony samoświadomości egzystencjalny banał. Jednakże jak wszystko, co ma swój początek, tak i ta wojna ujrzała koniec, kiedy ludzkość wyjałowiała do reszty, a duchowość zwana eterem wszelkiego istnienia objawiła się w swym własnym jestestwie, niezależnym od ludzkiej fanaberii. Ten ożywiony wisielec, którym szarpie skowyczący wiatr, jest właśnie jednym z wielu obrazów, jakie nam lu- dziom przedstawia eter – odkryty i rozbudzony przez na- ukę, a stymulowany przez ludzkie ekscesy. – Ile tak jeszcze będziesz tutaj bez słowa sterczał i przypominał mi o życiu, które utraciłem? – warknął roz- huśtany wiatrem trup. – Utraciłeś? – uniosłem nieznacznie brew w bezna- miętnym zdziwieniu. Trup zaś wykrzywił zgniłą gębę w, jak sądzę, pobłażli- wym uśmiechu. – No tak. Co ty byś mógł innego pomyśleć, widząc nadgryzionego zębem czasu samobójcę – wycharczał. – Otóż rozczaruję cię srodze, przyjacielu – sarkastycznie dalej ciągnął, nie wiedząc, czy jego słowa w ogóle przebi- jały się przez kamienne oblicze mego nieprzeniknionego jestestwa. 9 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek – To był wyrok, którego jestem ofiarą – podjął smęt- nym głosem. – Tam, w przytułku nikczemności wszelkiej, zostałem pochwycony – wymawiając te słowa, wskazał na stojący pośród grobów spowity trupią mgłą kościół. – Do- padły mnie, naćpane ścierwa – chrypiał z goryczą, lecz bez złości. – Obwiesili na tym drzewie, bo chciałem im odebrać dziwkę, zaniedbaną kurwę… którą przecież tak bardzo kochałem – westchnął rzewnie. – Kochałeś? – z niedowierzaniem mruknąłem, marsz- cząc brwi. Ten człowiek musiał zostać zamordowany dłu- gie lata temu. Dzisiaj bowiem nikt już nie kocha. – Pewnie nawet nie wiesz, co to znaczy – prychnął trup zgryźliwie. – A ja ją kochałem – zasępił się. Wiatr wtenczas zamilkł, zostawiając w spokoju zgniłe- go wisielca. – W jednej z gałęzi tego martwego drzewa są ukryte dwa skręty – podjął z niespodziewanym wigorem po chwi- li ponurej ciszy, kołysząc się smętnie na trzeszczącym po- wrozie. – Jeżeli je znajdziesz, to sobie zapalimy. Co ty na to? – w swej upiornej rubaszności zaproponował, łypiąc na mnie oczyma pełnymi nadziei na to, że się zgodzę na jego ofertę. Irracjonalizacja to od niedawna stosowany przez na- ukę termin, który określa niewytłumaczalne jeszcze na- gięcie zasad fizyki, biologii, fizjologii wespół z całym wa- chlarzem innych dyscyplin traktujących o zwyczajności życia. Nauka zdążyła już ustalić, że w procesie irracjona- lizacji manifestuje się obrazoburczy w swej naturze eter naszego istnienia. Zawinięte w bibułę suche liście marihuany w niewy- tłumaczalny sposób wkomponowane w jedną z gałęzi 10 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek stojącego przede mną drzewa oraz wieloletni trup, który nadal gnił, były właśnie taką irracjonalizacją. To dla niej tutaj przybyłem. Bez słowa zatem dobyłem piłującego ostrza mecha- nicznego i zabrałem się do patroszenia drzewa, na co trup zareagował entuzjastycznym rzężeniem. 11 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek Szesnaście godzin, dwadzieścia pięć minut i czterdzie- ści siedem sekund zajęło mi poszukiwanie. W tym czasie podniecony wisielec zanudzał mnie historią swego pospo- litego życia. Urodził się jeszcze w czas Wielkiej Zawieru- chy. Po wojnie zaś załapał się na kontrakt górniczy. Nie- istniejąca już dzisiaj korporacja wysłała jego i dziesiątki jemu podobnych na Księżyc, gdzie przez trzy lata wy- dobywał minerały, których zabrakło na Ziemi. Chory na paskudną odmianę nadciśnienia wewnątrzustrojowego zwanego pospolicie rozdymką, wrócił na Ziemię zaraz po tym, jak wydobywcza korporacja ogłosiła upadłość i pu- ściła z torbami tysiące swych pracowników. Zarząd oczy- wiście składał się z samolubnych i cholernie wpływowych świń, które nie widziały świata poza czubkiem swoich ry- jów. Toteż nikt się z nimi nie szarpał, zwłaszcza że każdy szanujący się wówczas sąd spoczywał na dnie oceanu ne- potyzmu i korupcji. Nijak zatem było zwyczajnemu sza- raczkowi szukać sprawiedliwości. Zresztą ani wówczas, ani w szczególności dzisiaj nikt nie piastuje subiektyw- nie pojętej sprawiedliwości, bo jest to zbyt kosztowne i nie przynosi zadowalającego efektu. Poza tym chorzy na rozdymkę górnicy poumierali w rynsztokach, gdyż jak się ku rozgoryczeniu wisielca okazało, zapewnione przez pracodawcę ubezpieczenie to fikcja i żaden szpital nie po- czuł się do odpowiedzialności za śmierć tysięcy ludzi. Ale 12 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek któżby się dzisiaj przejął śmiercią tysięcy ludzi? Wszak w niczyim interesie takie strapienie, a zutylizować tyle ścierwa to przecież ogromne koszty. W wyniku takiego podejścia do sprawy na strzeżonych wysypiskach prócz toksycznych i radioaktywnych odpadów, straszą również gnijące sterty ludzkiego mięsa. Ucieszył się więc wisielec na kameralne warunki, w ja- kich przyszło mu skończyć, a nawet pogładził wtenczas swój powróz, okazując przy tym nieprzystającą jego kon- duicie tkliwość. Ja natomiast, rozsiadłszy się na gałęzi drzewa przy wtórze groteskowych wynurzeń trupa, odpaliłem odna- lezione skręty przy pomocy oldskulowej, benzynowej zapalniczki. Znalazłem ją onegdaj przy zwłokach napa- stliwego alfonsa, rozwlekłszy po ulicy jego pełne gówna i strachu flaki. – Czy ty też uważasz mnie za demona? – wycharczał wisielec, wydychając kłęby odurzającego dymu. Marihuana wprowadziła go w iście paradoksalny stan. Błogi wyraz jego gnijącej gęby zaprzeczał toczącemu go cierpieniu, które miało źródło w rozkładającym się ciele. – A wolałbyś być człowiekiem? – pogardliwie spyta- łem, wypuszczając kłęby dymu nosem i ustami. Trup uczepił się swego powroza i w paroksyzmie wysił- ku wykręcił głowę w górę, by móc się mi przyjrzeć. – Kim ty jesteś? – wycharczał nieufnie. Westchnąłem w rozgoryczeniu. Na mnie marihuana nie działa, ale nie o odlot mi chodziło, lecz o stanie się ele- mentem irracjonalizacji. Teraz wisielec postrzegał mnie jako jej integralną część. W końcu mogłem zrobić to po co naprawdę tu przybyłem. 13 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek Trup zarzęził z pretensją na widok ledwie nadpalone- go skręta, którego wystrzeliłem od niechcenia wprost do zalegającej pod drzewem brei. – Nie chcesz wiedzieć – ponuro mruknąłem, po czym przykucnąłem na gałęzi bezpośrednio nad wisielcem i schwyciłem jego powróz. Jednym szarpnięciem wciągnąłem zdziwionego trupa na tyle wysoko, by z powodzeniem ucapić jego robaczy- wą głowę. W tej samej chwili pootwierałem wszystkie ete- ryczne zawory swego ciała, a cały okoliczny eter począł we mnie wpływać. Gołym okiem procesu owego nie było widać, ale za to odczuć go dało się intensywnie, o czym trup przekonywał się właśnie na własnej skórze. Już pojął, co się dzieje, bowiem stawiał zdecydowany, aczkolwiek daremny opór. Mój organizm wchłaniał łapczywie wszelkie resztki eterycznej witalności trupa oraz drzewa, które przez te ostatnie lata było jego osobliwym miejscem spoczynku. Przy czym osobliwość owa wynikała ze związanej z tym miejscem irracjonalizacji, nie zaś z samego obrazu pre- zentującej się tutaj abominacji. Upstrzone wisielcami martwe drzewo jest dzisiaj czymś zupełnie pospolitym i nie wzbudza szczególnego zainteresowania. No, chyba że któryś z wisielców zacznie wierzgać, tak jak ten tutaj, co go trzymałem w żelaznym uścisku. – Prosiłem o śmierć, nie o unicestwienie – wycharczał z wyrzutem. – Ja prosiłem o lepszy świat – w posępnej goryczy odparłem, po czym w jednej chwili przepuściłem przez siebie cały pochwycony eter, pławiąc się w orgazmicznej rozkoszy. 14 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek W konsekwencji mego czynu wysuszone drzewo z na- gła runęło w cuchnącą breję, rozchlapując ją dookoła oraz płosząc stadko brodzących nieopodal zmutowanych ro- puch. Zaś nadzwyczajny dotychczas wisielec pozostał już tylko pospolitym dzisiaj truchłem, zmiażdżonym przez martwy pień dębu. Zabłąkany spazm eterycznej rozkoszy zakręcił się wo- kół moich jąder, następnie wzniecił żar w trzewiach, da- lej wstrząsnął sercem i na końcu uleciał z mych ust wraz z tchnieniem. 15 Daniel Krawczyk Skowyt • Nowy porządek
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Skowyt. Nowy porządek
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: