Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00364 005942 14492207 na godz. na dobę w sumie
Skradziony relikwiarz  - ebook/pdf
Skradziony relikwiarz - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 193
Wydawca: Astrum Media Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7277-360-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jan Kąkol w Skradzionym relikwiarzu wciąga Czytelników w nie lada zagadkę. Ginie kolekcjoner staroci, a jego cenny zbiór pozostaje w mieszkaniu, w którym nie stwierdzono żadnych śladów rabunku. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Angus Brian Carney, który jest przekonany, że wyjaśnienie sprawy wiąże się z tajemniczą przeszłością starszego pana i jego wojennym pobytem w Egipcie. Wielość wątków i wielu podejrzanych w zadziwiający sposób łączy pozornie cichą i nie rzucającą się w oczy postać starca, z bogatymi przedsiębiorcami, zainteresowanymi eksploracją ruin i stanowisk archeologicznych na Bliskim Wschodzie.

Co łączy zdziwaczałego staruszka z czcicielami relikwii? Jakie, niewygodne informacje posiadał, że musiał zginać? Czy Sir ABC zdoła wyjaśnić te zagadkę?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wydawnictwo ASTRUM z okazji obchodów 20-lecia swego powstania (1990-2010), przygo- towało dla swoich wiernych, a tak(cid:304)e nowych Czytelników szereg ciekawych inicjatyw pro- muj(cid:264)cych jego mark(cid:269). Najwa(cid:304)niejsza z nich nosi nazw(cid:269) WYDAJ SI(cid:268) W KSI(cid:263)(cid:303)CE. Jest to MO(cid:303)LIWO(cid:291)Ć WYDANIA W NASZEJ OFICYNIE WŁASNEJ, NAPISANEJ PRZEZ SIEBIE KSI(cid:263)(cid:303)KI, WIERSZY, OPOWIADA(cid:280), POWIE(cid:291)CI, PŁYTY AUDIO Z WŁASNY- MI TEKSTAMI CZY NAWET KOMPOZYCJAMI MUZYCZNYMI. DLA AUTO- RÓW POWIE(cid:291)CI, KRYMINAŁÓW, ROMANSÓW, BAJEK DLA DZIECI IST­ NIEJE MO(cid:303)LIWO(cid:291)Ć NAGRANIA SŁUCHOWISKA (NIE MYLIĆ Z CZYTA­ NYM AUDIO­BOOKIEM), A NAWET FILMU ANIMOWANEGO! Dla promocji tej inicjatywy oraz w celu ułatwienia bezpo(cid:292)redniego kontaktu, po- wstał portal www.wydaj­sie.pl, daj(cid:264)cy mo(cid:304)liwo(cid:292)ć oceny ksi(cid:264)(cid:304)ek – zarówno ju(cid:304) wydanych, jak i nowych propozycji. Twórczo(cid:292)ć mo(cid:304)e być ró(cid:304)norodna: od poezji, opowiada(cid:281), esejów, powie(cid:292)ci, ksi(cid:264)(cid:304)ek dla dzieci i dorosłych, a(cid:304) do prac popular- nonaukowych, naukowych (magisterskich, doktoranckich, habilitacyjnych). Wiek autorów nie ma znaczenia, wa(cid:304)ne by poprzez swoj(cid:264) twórczo(cid:292)ć mieli co(cid:292) do po- wiedzenia Czytelnikowi. Tak wi(cid:269)c tre(cid:292)ć ksi(cid:264)(cid:304)ki: jej warto(cid:292)ć i jako(cid:292)ć le(cid:304)(cid:264) po stro­ nie autora, natomiast wydawnictwo zapewnia przygotowanie ksi(cid:264)(cid:304)ki redakcyj- nie i edytorsko. Ksi(cid:264)(cid:304)ki wydawane w serii WYDAJ SI(cid:268) W KSI(cid:263)(cid:303)CE przed ich publikacj(cid:264) b(cid:269)d(cid:264) oceniane, kierowane do opracowania redakcyjnego i wydane z du(cid:304)(cid:264) staranno(cid:292)ci(cid:264) edytorsk(cid:264). Po wydaniu zapewniamy handel w sieciach współpra- cuj(cid:264)cych z nami ksi(cid:269)gar(cid:281) i w innych popularnych punktach sprzeda(cid:304)y. Jak ju(cid:304) do(cid:292)wiadczyli(cid:292)my, niektóre warto(cid:292)ciowe ksi(cid:264)(cid:304)ki s(cid:264) trudne w sprzeda(cid:304)y ze wzgl(cid:269)- du na temat, st(cid:264)d wybrane tytuły powinny mieć wsparcie inansowe. Mog(cid:264) je dotować osoby indywidualne, instytucje, inni beneicjenci, do których zwraca si(cid:269) wydawnictwo lub bezpo(cid:292)rednio sami autorzy. Autorzy, którzy dotuj(cid:264) swoje pra- ce s(cid:264) pełnymi wła(cid:292)cicielami nie tylko praw do wydanych ksi(cid:264)(cid:304)ek, ale te(cid:304) wydru­ kowanego nakładu, którego sprzeda(cid:304) mog(cid:264) nam zlecić lub sprzedawać ty- tuł sami. Od sprzedanych egzemplarzy otrzymuj(cid:264) prowizj(cid:269) wg ustalonej umow(cid:264) stawki, a niesprzedane w okre(cid:292)lonym czasie egzemplarze ksi(cid:264)(cid:304)ek wracaj(cid:264) do autora. Prezes Wydawnictwa ASTRUM Lech Tkaczyk www.wydawnictwo-astrum.pl wrocław © copyright by wydawnictwo aSTrUM Sp. z o.o. wrocław 2008 Wszelkie prawa zastrze(cid:298)one Opracowanie redakcyjne alekSandra oTr(cid:265)bSka Redakcja techniczna el(cid:297)bieTa bUrSzTynowicz Projekt okładki anna jankowSka (cid:297)adna cz(cid:266)(cid:286)ć tej pracy nie mo(cid:298)e być powielana i rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, wł(cid:261)cznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na ta(cid:286)my lub przy u(cid:298)yciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy nasz adres wydawnictwo aSTrUM Sp. z o.o. 50-950 wrocław 2, skr. poczt. 292 e-mail: handlowy@astrum.wroc.pl tel. (71) 328-19-92, fax (71) 372-18-34 zamówienia na ksi(cid:261)(cid:298)ki mo(cid:298)na składać na kartach pocztowych lub przez Internetow(cid:261) Ksi(cid:266)garni(cid:266) Wysyłkow(cid:261) http://www.wydawnictwo-astrum.pl napisz do nas lub zadzwo(cid:276)! iSbn 978-83-7277-360-9 * * * Mizerny blask płon(cid:261)cej zapałki nieco rozproszył nocny mrok. ogie(cid:276) na chwil(cid:266) przygasł, by po chwili rozbłysn(cid:261)ć na kno- cie (cid:286)wiecy. z półmroku wyłaniał si(cid:266) pokój, w tym (cid:286)wietle przy- pominaj(cid:261)cy graciarni(cid:266), ale jednak zamieszkały, o czym (cid:286)wiad- czył w(cid:266)druj(cid:261)cy płomie(cid:276) i przenikliwe skrzypienie łó(cid:298)ka. Mo(cid:298)e to wszechogarniaj(cid:261)ca cisza sprawiła, (cid:298)e owe odgłosy wydawały si(cid:266) przera(cid:296)liwie gło(cid:286)ne, zdolne nawet obudzić (cid:286)pi(cid:261)cego w łó(cid:298)ku starca. Po chwili skrzypienie stało si(cid:266) intensywniejsze, dało si(cid:266) słyszeć m(cid:266)cz(cid:261)cy płuca kaszel. na (cid:286)cianie pojawił si(cid:266) cie(cid:276). Szu- ranie nogami wskazywało, (cid:298)e rozbudzony osobnik wstał. Mi(cid:266)dzy pokasływaniem a (cid:286)wiszcz(cid:261)cym oddechem, dało si(cid:266) słyszeć gderliwe narzekanie na bol(cid:261)ce kolana i plecy, obwinia- nie wieku o te przypadło(cid:286)ci i nadziej(cid:266) na ulg(cid:266) po za(cid:298)yciu tablet- ki przeciwbólowej. Plusk wody nalewanej do kubka i gło(cid:286)ne połykanie koło komody wskazywało, (cid:298)e starzec wzi(cid:261)ł pigułk(cid:266). Szedł do łó(cid:298)ka, ale o spaniu chyba nie mogło być mowy – gde- raj(cid:261)c udał si(cid:266) do innego pokoju i zapalił lamp(cid:266). okazało si(cid:266), (cid:298)e próg stanowił granic(cid:266) dwóch (cid:286)wiatów. Potok elektrycznego (cid:286)wiat- ła zalał pomieszczenie, zupełnie inne od poprzedniego. zal(cid:286)niły nowoczesne meble i wszelkie udogodnienia cywilizacji. Pokój był rzeczywi(cid:286)cie imponuj(cid:261)cy. dwie (cid:286)ciany od podło- gi do suitu zajmowały regały z ksi(cid:261)(cid:298)kami, s(cid:261)siadował z nimi niski stolik i wygodny fotel, za(cid:286) na wolnej od ksi(cid:261)(cid:298)ek (cid:286)cianie obok okna stało du(cid:298)e biurko, a naprzeciwko znajdowały si(cid:266) im-  Skradziony relikwiarz ponuj(cid:261)ce szafy, w jedn(cid:261) z nich wkomponowany był do(cid:286)ć du(cid:298)y barek. nagły błysk przestraszył skrywaj(cid:261)cego si(cid:266) pod (cid:286)cian(cid:261) domu m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266). zanim zaskoczony tym faktem człowiek odsun(cid:261)ł si(cid:266) od (cid:286)wietlistej strugi, mo(cid:298)na było dostrzec blask na długiej luie broni, któr(cid:261) trzymał w dłoni. widz(cid:261)c, (cid:298)e (cid:286)wiatło nie ga(cid:286)nie, m(cid:266)(cid:298)czyzna zakl(cid:261)ł pod nosem i ostro(cid:298)nie si(cid:266) oddalił, nie zadaw- szy sobie najmniejszego trudu, aby zajrzeć przez szpar(cid:266) i do- wiedzieć si(cid:266), co robi ten starszy człowiek o tak niestosownej porze w rzadko przez niego u(cid:298)ywanej cz(cid:266)(cid:286)ci domu. Tymczasem nie(cid:286)wiadomy niczego starzec stan(cid:261)ł przy du- (cid:298)ym biurku, przysun(cid:261)ł sobie aparat telefoniczny i wystukał ja- ki(cid:286) numer. chwil(cid:266) słuchał sygnału oznaczaj(cid:261)cego, (cid:298)e numer jest zaj(cid:266)ty, po czym odło(cid:298)ył słuchawk(cid:266) i wszedł do s(cid:261)siaduj(cid:261)cej z pokojem łazienki. kiedy wyszedł był zupełnie odmieniony. Miejsce nocnej koszuli zaj(cid:266)ła bon(cid:298)urka, a na głowie zamiast sm(cid:266)tnie zwisaj(cid:261)cej staromodnej szlafmycy widać było starannie uczesane rzadkie, siwe włosy. Ponadto, lek zaczynał ju(cid:298) chyba działać, poniewa(cid:298) ustały zarówno j(cid:266)ki, jak i (cid:286)wiszcz(cid:261)cy oddech. Starzec ponownie podj(cid:261)ł prób(cid:266) poł(cid:261)czenia. Tym razem nu- mer był wolny, jednak chwil(cid:266) czekał. wszystko wskazywało, (cid:298)e koniecznie chciał si(cid:266) z kim(cid:286) skontaktować, albo z innym „noc- nym Markiem”, albo z rozmówc(cid:261) innej strefy czasowej. wresz- cie uzyskał poł(cid:261)czenie i odbył krótk(cid:261) rozmow(cid:266). wypowiedział jedynie kilka słów i odło(cid:298)ył słuchawk(cid:266). Teraz, jakby ju(cid:298) zupeł- nie nie potrzebuj(cid:261)c snu, podszedł do zawalonego ksi(cid:261)(cid:298)kami re- gału, ale podniósł tylko le(cid:298)(cid:261)ce na niskim stoliku dzieło i zagł(cid:266)bił si(cid:266) w lekturze. Pozycja okazała si(cid:266) oprawion(cid:261) w czerwon(cid:261) skór(cid:266) ksi(cid:266)g(cid:261) (cid:286)redniego formatu. złocone litery pozwalały odczytać tytuł ,,Power of relic” i nazwisko autora eideard. Sprawiała wra(cid:298)enie ładnie oprawionej pracy literackiej samego twórcy – czytelni- Skradziony relikwiarz  ka. druk i ilustracje wyszły chyba z wysokiej klasy, komputero- wej drukarki, a nie z profesjonalnej maszyny poligraicznej. było to dzieło istniej(cid:261)ce zapewne w jednym egzemplarzu. ksi(cid:261)(cid:298)ka nosiła (cid:286)lady cz(cid:266)stego przegl(cid:261)dania, wi(cid:266)c jako au- tor i czytelnik, nie mógł chyba znale(cid:296)ć w niej nic nowego. a jed- nak pilno(cid:286)ć z jak(cid:261) czytał, wodz(cid:261)c palcem po szczególnie intere- suj(cid:261)cych go linijkach, była zastanawiaj(cid:261)ca. co wi(cid:266)cej, chwilami przymykał oczy i powtarzał przeczytane fragmenty z pami(cid:266)ci. jedna ze stron, na której si(cid:266) teraz zatrzymał, przedstawiała jaki(cid:286) przedmiot, przypominaj(cid:261)cy (cid:298)ółt(cid:261) rze(cid:296)bion(cid:261) skrzyneczk(cid:266), a niektóre jej fragmenty prezentowano w du(cid:298)ym powi(cid:266)kszeniu. Starzec zamkn(cid:261)ł ksi(cid:266)g(cid:266) i zamy(cid:286)lił si(cid:266) gł(cid:266)boko. Pochłoni(cid:266)ty my- (cid:286)lami ponownie nie zauwa(cid:298)ył jak bardzo pod (cid:286)cian(cid:261) jego domu tej nocy kwitło (cid:298)ycie towarzyskie. Po odej(cid:286)ciu osobnika z broni(cid:261) pod tym samym oknem przycupn(cid:261)ł chłopak z dziewczyn(cid:261). Po wyszeptaniu kilku nerwowych słów po(cid:298)egnali si(cid:266) i ka(cid:298)de z nich pobiegło w inn(cid:261) stron(cid:266). Po chwili, jakby tylko czekaj(cid:261)c na sposobno(cid:286)ć, podszedł ukradkiem kto(cid:286) obcy i ten ju(cid:298) z premedytacj(cid:261) zajrzał do (cid:286)rodka. Stał tak z 10 minut, po czym podbiegł do najbli(cid:298)szych zaro(cid:286)li, wsiadł na ukryty w nich rower i (cid:286)piesznie odjechał. nie(cid:286)wiado- my obserwatora starzec zachowywał si(cid:266) w tym czasie do(cid:286)ć osob- liwie. wstał z fotel i podszedł do szafki przypominaj(cid:261)cej barek. zamiast alkoholu mie(cid:286)cił si(cid:266) w niej domowy ołtarzyk. wiekowa ksi(cid:266)ga i prosty drewniany krzy(cid:298), identyczny jak umieszczony na okładce ksi(cid:266)gi. alabastrowa miseczka z wod(cid:261), zapewne (cid:286)wi(cid:266)co- n(cid:261), dopełniała wyposa(cid:298)enia. Stary człowiek zanurzył palce w naczyniu, prze(cid:298)egnał si(cid:266), a nast(cid:266)pnie przesun(cid:261)ł ksi(cid:266)g(cid:266) i si(cid:266)gaj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:261) jeszcze dalej w gł(cid:261)b, otworzył tyln(cid:261) (cid:286)ciank(cid:266) mebla, zasłaniaj(cid:261)c(cid:261) ogniotrwał(cid:261) skryt- k(cid:266). nie miała ona zamka, bo przypuszczalnie złodziej nie natra- iłby na ni(cid:261), zadowalaj(cid:261)c si(cid:266) łupem cennej biblii i wyra(cid:296)nie zabyt- kowej miseczki z alabastru. jedynie prosty krzy(cid:298), choć wykonany z hebanowego drewna, nikogo by chyba nie skusił. Starzec ostro(cid:298)- nie otworzył stalowe drzwi skrytki i wydobył prawdziwy skarb.  Skradziony relikwiarz złot(cid:261), zdobion(cid:261) drogimi kamieniami skrzyneczk(cid:266). na jej boga- tych złoceniach ta(cid:276)czyły releksy (cid:286)wiatła. M(cid:266)(cid:298)czyzna ucałował skrzyneczk(cid:266), na moment wszedł z ni(cid:261) do s(cid:261)siedniego pomieszcze- nia i natychmiast powrócił nios(cid:261)c (cid:286)nie(cid:298)nobiał(cid:261) tkanin(cid:266). Usiadłszy przy biurku, długo i dokładnie czy(cid:286)cił i polerował powierzchni(cid:266) skrzyneczki, nie zagl(cid:261)daj(cid:261)c jednak do jej wn(cid:266)trza. nast(cid:266)pnie po- nownie schował j(cid:261) do skrytki, poustawiał przesuni(cid:266)te poprzed- nio przedmioty, prze(cid:298)egnał si(cid:266) i zamkn(cid:261)ł barek. cała operacja, nie trwała wi(cid:266)cej jak 10 minut. z westchnieniem ponownie zagł(cid:266)bił si(cid:266) w fotelu, poło(cid:298)ył na kolanach ksi(cid:266)g(cid:266) i skupił na jej tre(cid:286)ci. Par(cid:266) godzin wcze(cid:286)niej dostawczy samochód cicho sun(cid:261)ł nie- co wyboist(cid:261) drog(cid:261). zbli(cid:298)ała si(cid:266) ju(cid:298) północ, ale kierowca wcale si(cid:266) nie (cid:286)pieszył. Przeciwnie, co chwil(cid:266) zwalniał, a nawet zatrzymywał si(cid:266) i uwa(cid:298)nie rozgl(cid:261)dał, jakby sprawdzaj(cid:261)c czy dane miejsce na- daje si(cid:266) na dłu(cid:298)szy postój, a nawet schronienie. Przez ulice mia- steczka przejechał prawie niezauwa(cid:298)ony, poniewa(cid:298) mieszka(cid:276)cy skupili si(cid:266) na zabawie i pokazie sztucznych ogni. Specjalnie wy- brał dzie(cid:276) Guy’a Fewkes’a, by zrealizować swoje zadanie. nie było to zadanie zbyt trudne. rozpoznanie terenu miał znakomite. Tu jednak nie tylko liczył si(cid:266) efekt, o który był spo- kojny, ale przede wszystkim to, by nikt nie skojarzył jego udzia- łu z tym zdarzeniem. Taki obrót sprawy mógł przynie(cid:286)ć niepo- wetowane szkody nie tylko jemu, ale wielu innym ludziom. dom w pobli(cid:298)u miasteczka był pozornie cichy i senny, ale bystre oczy przybysza zauwa(cid:298)yły snuj(cid:261)ce si(cid:266) tu i ówdzie cienie. To spostrze(cid:298)enie go ucieszyło. Udział kogokolwiek innego w tym miejscu, automatycznie mógł go postawić w roli podejrzanego o czyn, który on zamierzał dokonać. a to dawało mu szans(cid:266) by całkowicie odsun(cid:261)ć jakiekolwiek podejrzenia. Musiał jedynie być nieco bardziej czujny, co sprawiło, (cid:298)e decyzj(cid:266) o rozpocz(cid:266)ciu odkładał w czasie. kiedy zaczynało (cid:286)witać, nie mógł dalej cze- kać. był pewny, (cid:298)e jest całkowicie sam, dlatego zbli(cid:298)ył si(cid:266) do tyl- nej (cid:286)ciany domu. Skradziony relikwiarz  * * * nazajutrz, w miejscowym sklepiku, jak zwykle panował poranny ruch. ludzie kupowali pieczywo i inne wiktuały, cza- sem robili wi(cid:266)ksze zakupy, ale przede wszystkim spotykali si(cid:266), (cid:298)eby pogadać. Tym razem plotkowano o starym eideardzie, zwłaszcza o jego posuwaj(cid:261)cej si(cid:266) sklerozie. Tom, sprzedawca i wła(cid:286)ciciel sklepiku, miał najwi(cid:266)cej do opowiadania: a to, (cid:298)e stary ei zapominał po co przyszedł do sklepu, myliły mu si(cid:266) obecne ceny z przedwojennymi, a ostatnio za(cid:298)(cid:261)dał gazety z wia- domo(cid:286)ciami z frontu. – nie wyobra(cid:298)acie sobie – rechotał Tom – jak bardzo ei niepokoił si(cid:266) okupacj(cid:261) egiptu przez faszystowskie włochy i jak przepowiadał rychłe oswobodzenie całej cyranei. – wiem co(cid:286) o tym – dodał z powag(cid:261) listonosz – niedawno pytał mnie czy przysłano mu kart(cid:266) powołania do wojska, ponie- wa(cid:298) ogłoszono mobilizacj(cid:266). – biedny człowiek – westchn(cid:266)ła jaka(cid:286) kobieta – musiał sporo wycierpieć i mu si(cid:266) w głowie pomieszało. Sama nie wiem, jak sobie radzi sam w tym domu. dobrze, (cid:298)e cz(cid:266)sto wyje(cid:298)d(cid:298)a na badania i do sanatorium, gdzie zapewne ma dobr(cid:261) opiek(cid:266), jed- nak nie ma to jak własna rodzina. (cid:297)e te(cid:298) ten stary człowiek nie ma nijakiej pomocy. Mógłby nawet poprosić kogo(cid:286) z miastecz- ka, wielu by si(cid:266) na to zgodziło z dobroci serca. a tak w ogóle to powinien do niego zagl(cid:261)dać kto(cid:286) z urz(cid:266)du. Przecie(cid:298) syn, który wyremontował i urz(cid:261)dził drug(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć domu, wcale tu nie zagl(cid:261)da, a stary siedzi dzie(cid:276) i noc w swojej jednej, zagraconej izdebce. Słysz(cid:261)c te słowa chłopiec, zajmuj(cid:261)cy si(cid:266) sprz(cid:261)taniem skle- pu i układaniem towaru, odwrócił głow(cid:266), a w jego głosie za- brzmiało zdumienie. – jak to, przecie(cid:298) dzisiaj w nocy w pokoju po drugiej stro- nie domu (cid:286)wiatło paliło si(cid:266) do rana. – a có(cid:298)e(cid:286) ty obwiesiu robił za rzek(cid:261) w nocy a(cid:298) do rana? – zapytała wsparta na kontuarze (cid:298)ona sklepikarza. – a tak, nie mogłem spać i wyszedłem pospacerować – 10 Skradziony relikwiarz b(cid:261)kn(cid:261)ł chłopak czerwony jak burak. Przypomniał sobie, (cid:298)ałuj(cid:261)c głupiej uwagi, (cid:298)e ostatnia noc obitowała w ró(cid:298)ne zdarzenia. za- czerwienił si(cid:266) na wspomnienie niektórych szczegółów spotka- nia z Glori(cid:261). z kolei strachem napawali go dwaj inni m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni, z których jeden niew(cid:261)tpliwie ich (cid:286)ledził, i mało brakowało, a był- by ich nakrył, a drugiego interesował wył(cid:261)cznie domek starca. – zało(cid:298)(cid:266) si(cid:266) elli, (cid:298)e Gloria te(cid:298) nie mogła spać – zawołał Tom do innej kobiety, w której najwyra(cid:296)niej wzbierała furia. – ale oczywi(cid:286)cie (cid:298)artuj(cid:266) – wycofał si(cid:266) szybko, widz(cid:261)c na co si(cid:266) zanosi. – Gloria to uczciwa dziewczyna, chłopak te(cid:298) nie ma pstro w gło- wie, a i artur chyba nie rozstaje si(cid:266) z dubeltówk(cid:261) – Tom, jako(cid:286) nie mógł całkiem zrezygnować ze zwykłej zło(cid:286)liwo(cid:286)ci. – rzeczywi(cid:286)cie – elli jakby zapomniała o swojej w(cid:286)ciekło- (cid:286)ci – artur gdzie(cid:286) noc(cid:261) wychodził z dubeltówk(cid:261) i wrócił dopiero rano – powiedziała w zamy(cid:286)leniu, nie spostrzegaj(cid:261)c na szcz(cid:266)(cid:286)- cie, (cid:298)e chłopak sprz(cid:261)taj(cid:261)cy sklep nagle pobladł. a to mieli(cid:286)my szcz(cid:266)(cid:286)cie – my(cid:286)lał chłopak, gdy to(cid:298)samo(cid:286)ć jednego z m(cid:266)(cid:298)czyzn została ujawniona – musz(cid:266) powiedzieć Glorii, (cid:298)eby nikomu nic nie mówiła. Pal licho tego obcego, pew- nie zabł(cid:261)dził i chciał zapytać o drog(cid:266), widz(cid:261)c pal(cid:261)ce si(cid:266) w nocy (cid:286)wiatło. zreszt(cid:261) sam widziałem jak zaraz wsiadł na rower i od- jechał. on z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie powie, (cid:298)e nas widział, a stary choć kaszlał jeszcze dobre pół godziny, co słyszałem wracaj(cid:261)c ju(cid:298) sam do domu, te(cid:298) nas z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie widział. na razie nasza randka si(cid:266) nie wyda. – dziwne, (cid:298)e naszego staruszka jeszcze tutaj nie ma – za- uwa(cid:298)yła druga z kobiet – przewa(cid:298)nie narzeka, (cid:298)e z bólu, nie mo(cid:298)e spać i wcze(cid:286)nie rano wychodzi, a dzisiaj jest poniedziałek i pew- nie niewiele mu zostało do jedzenia. Mo(cid:298)e gorzej si(cid:266) czuje? – dobra – zdecydował si(cid:266) listonosz – zajrz(cid:266) do niego po drodze. w pi(cid:261)tek zaniosłem mu list z ameryki, pewnie od tego jego syna. był tym nieco zdziwiony i zdenerwowany. warto sprawdzić jak si(cid:266) stary czuje – zako(cid:276)czył wychodz(cid:261)c. ludzie jakby ockn(cid:266)li si(cid:266) po wyj(cid:286)ciu listonosza, poniechali plotek, szybko porobili zakupy i rozeszli si(cid:266) do domów. nie byli Skradziony relikwiarz 11 wi(cid:266)c (cid:286)wiadkami, gdy pół godziny pó(cid:296)niej listonosz biegiem wró- cił do sklepu i ostatkiem tchu wyst(cid:266)kał zdumionemu Tomowi, (cid:298)e stary ei, le(cid:298)y w kału(cid:298)y krwi w swojej izdebce z całkowicie rozbit(cid:261) głow(cid:261). kamie(cid:276), narz(cid:266)dzie zbrodni, le(cid:298)ał tu(cid:298) obok zwłok. * * * w sennym miasteczku nastał s(cid:261)dny dzie(cid:276). najpierw z wy- ciem syren nadjechała policja, potem dziennikarze. z okolicy nadci(cid:261)gały tłumy gapiów. Tłumy to pewnie za du(cid:298)o powiedzia- ne, ale w tym przez boga zapomnianym zak(cid:261)tku, pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t ludzi zgromadzonych w jednym miejscu, to nie byle jakie zgro- madzenie. Tom natychmiast, czego nigdy nie czynił, posłał własnym jeepem chłopaka po zapas piwa i ró(cid:298)ne smakołyki, wietrz(cid:261)c niebywałe obroty. z niepokojem wyczekiwał powrotu samo- chodu, byle całego. Gotów był chłopaka obedrzeć ze skóry, gdy- by stało si(cid:266) inaczej. Tymczasem zachwalał przed kupuj(cid:261)cymi wszystko, co miał. Miejscowi nie wierzyli w jego zapewnienia, ale paru obcych udało si(cid:266) skusić. Tom, widz(cid:261)c, (cid:298)e samochód wraca i prowadzony jest pewn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261), zatarł dłonie, uspokajaj(cid:261)c sumienie nieco chaotyczn(cid:261) modlitw(cid:261) za dusz(cid:266) biednego ei. wychwalał pod niebiosa zmarłego, jego cnoty, bohaterstwo podczas wojny i wielkie oddanie dla kraju i społeczno(cid:286)ci. wtó- rował mu listonosz, dodaj(cid:261)c, (cid:298)e zmarły otrzymywał listy z całe- go (cid:286)wiata. Tom, nie wspominaj(cid:261)c ju(cid:298) o sklerozie, stawiał za wzór jasno(cid:286)ć my(cid:286)li i trafne s(cid:261)dy staruszka, dodaj(cid:261)c, (cid:298)e jego cennych rad nikt nie lekcewa(cid:298)ył. w opowiadaniach pojawiały si(cid:266) nowe szczegóły i sensacje, o których dot(cid:261)d nikt nie słyszał, a dzienni- karze zapisywali i nagrywali wszystko jak leci. Policja nie po- (cid:286)wi(cid:266)ciła pismakom ani chwili uwagi. zostali zdecydowanie przep(cid:266)dzeni z najbli(cid:298)szego otoczenia domu, dlatego te(cid:298) zaj(cid:266)li si(cid:266) Tomem i jego klientami. Sprzedawca łypał okiem na chłopa- ka, któremu powierzył obsług(cid:266) sklepu i czuł si(cid:266) w swoim (cid:298)ywio- 12 Skradziony relikwiarz le. wkrótce dziennikarze odjechali z przekonaniem, (cid:298)e Szkocja straciła wybitnego człowieka, jednego z najwi(cid:266)kszych bohate- rów kampanii afryka(cid:276)skiej, dobrodusznego, uczynnego, odda- nego krajowi obywatela i niezwykle szanowanego w całej okoli- cy mieszka(cid:276)ca. dziennikarze nie mrugn(cid:266)li nawet okiem na te rewelacje. było im wszystko jedno, co napisz(cid:261). wkrótce rozeszli si(cid:266) równie(cid:298) gapie, a Tom zajrzał do kasy i mamrotał ró(cid:298)ne in- wektywy pod adresem n(cid:266)dznego, jak na takie wydarzenie, za- robku. zburczał nawet chłopaka, ale ten nawet nie zareagował. wobec tego co si(cid:266) stało, zmniejszyła si(cid:266) jego stanowczo(cid:286)ć, co do zachowania tajemnicy wydarze(cid:276) nocnych. oczywi(cid:286)cie, przez my(cid:286)l mu nie przeszło, aby zwierzać si(cid:266) Tomowi i bandzie plot- karzy odwiedzaj(cid:261)cych jego sklep. My(cid:286)lał raczej o policji. Posta- nowił najpierw porozmawiać z Glori(cid:261), a potem zdecydować, jakie pocz(cid:261)ć kroki. – Tak zrobi(cid:266) – zdecydował ostatecznie. Technicy kryminalni nie mieli du(cid:298)o roboty. dom starego był zadbany i czysty. (cid:285)ladów znaleziono niewiele. odciski pal- ców nale(cid:298)ały praktycznie tylko do denata i, jak si(cid:266) pó(cid:296)niej oka- zało, listonosza. bo te(cid:298) nikt inny starego nie odwiedzał. infor- macja o graciarni pochodziła wła(cid:286)nie od dor(cid:266)czyciela listów. w nikłym płomieniu (cid:286)wiecy, te(cid:298) mogło si(cid:266) tak wydawać, ale te- raz, w blasku dnia, rzecz wygl(cid:261)dała inaczej. To prawda, (cid:298)e sprz(cid:266)ty mogły pochodzić z wyprzeda(cid:298)y staroci i były kiepsko dobrane, ale wygl(cid:261)dały na solidne i funkcjonalne. dobrze za- konserwowane, z nienaruszon(cid:261), podkre(cid:286)laj(cid:261)c(cid:261) ich wiek patyn(cid:261), nadawały urok pomieszczeniu. Skrzypi(cid:261)ce łó(cid:298)ko osłaniał balda- chim, a wypalona do ko(cid:276)ca (cid:286)wieca tkwiła w solidnym secesyj- nym lichtarzu, co zapewne zapobiegło po(cid:298)arowi, gdy(cid:298) pozosta- wiono j(cid:261) na tak długi czas bez dozoru. nawet kubek, z którego ei pił lekarstwo, nie był byle jakim naczyniem, lecz r(cid:266)cznie ci(cid:266)- tym kryształowym pucharkiem. zdumienie policjantów rosło. co i raz natraiali na jakie(cid:286) ciekawe przedmioty, w(cid:286)ród których dominowały stare gazety, Skradziony relikwiarz 13 zdj(cid:266)cia i widokówki. wszystko jednak pochodziło sprzed kilku- dziesi(cid:266)ciu lat i raczej nie mogło wi(cid:261)zać si(cid:266) z obecn(cid:261) tragedi(cid:261). bibeloty stoj(cid:261)ce na szafkach nie miały zbyt du(cid:298)ej warto(cid:286)ci, ale niektóre wygl(cid:261)dały oryginalnie. z pewno(cid:286)ci(cid:261) niejeden ko- lekcjoner mógłby za nie nieco zapłacić, mo(cid:298)e nie fortun(cid:266), ale zawsze co(cid:286). a jednak wydawało si(cid:266), (cid:298)e nic nie zgin(cid:266)ło. Motyw rabunku ostatecznie upadł, gdy policjanci odkryli ołtarzyk. cen- na biblia i alabastrowa czarka pozostały nietkni(cid:266)te. krzy(cid:298) z he- banu równie(cid:298). na widok ołtarzyka policj(cid:266) zdziwił nieco brak jakiegokolwiek (cid:286)wi(cid:261)tka czy religijnego symbolu w innych po- mieszczeniach, nawet w zagraconej sypialni starego. widać do uprawiania religijnych praktyk słu(cid:298)ył mu wył(cid:261)cznie schowany w tym niby barku ołtarzyk. na schowek nie natraiono. dla porz(cid:261)dku przejrzano pobie(cid:298)nie ksi(cid:266)gozbiór, ale nie było nigdzie (cid:298)adnego spisu ksi(cid:261)(cid:298)ek, dlatego nie mo(cid:298)na było stwierdzić, czy co(cid:286) zostało skradzione. Pewne w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci bu- dził jedynie (cid:286)lad po zabraniu jakiego(cid:286) przedmiotu ze stolika obok regałów. Gładka powierzchnia stolika była nieco pokryta kilkudniowym kurzem, z wyj(cid:261)tkiem niewielkiej prostok(cid:261)tnej płaszczyzny, która wygl(cid:261)dała tak, jakby le(cid:298)ała tam jaka(cid:286) ksi(cid:261)(cid:298)ka lub koperta. listonosz twierdził, (cid:298)e raz widział eidearda z jak(cid:261)(cid:286) czerwon(cid:261) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:261), której teraz nigdzie nie było. ale czy tylko ten przedmiot był obiektem rabunku i przyczyn(cid:261) brutalnego morderstwa, to nale(cid:298)ało dopiero wyja(cid:286)nić. nie wydawało si(cid:266) to łatwe. Policja przesłuchała wyra(cid:296)nie dumnego z wyró(cid:298)nienia li- stonosza, który jako jedyny widział wn(cid:266)trze domku. wpuszczo- no go nie tylko do cz(cid:266)(cid:286)ci, w której wła(cid:286)ciciel go przyjmował, ale i do innych pomieszcze(cid:276). wyra(cid:296)nie zaintrygowany listonosz po- twierdził mniemanie, (cid:298)e prawdopodobnie nic nie skradziono. Policjanci, po zako(cid:276)czeniu czynno(cid:286)ci wst(cid:266)pnych, opiecz(cid:266)- towali dom i wrócili na posterunek, by podj(cid:261)ć (cid:298)mudn(cid:261) prac(cid:266) papierkow(cid:261). zaj(cid:266)li si(cid:266) opisywaniem całego zdarzenie i poszuki- waniem syna oiary. dyskretnie obserwowano te(cid:298) mieszka(cid:276)ców i słuchano rozmaitych przypuszcze(cid:276) i plotek. Pozorny bezruch
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Skradziony relikwiarz
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: