Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00214 005460 13254269 na godz. na dobę w sumie
Słodko-gorzkie pocałunki - ebook/pdf
Słodko-gorzkie pocałunki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 221
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8267-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Kate ma dwadzieścia dwa lata, dyplom szkoły dla sekretarek i duże pokłady optymizmu. Z radością przyjmuje pracę u Gilberta Callistera, zamożnego ranczera. Niestety szef jest opryskliwy, w dodatku zbyt często powtarza, że nie szuka ani żony, ani matki dla swoich córeczek. Po co? Przecież skromna Kate nigdy nie ośmieliłaby się myśleć o nim jako o ewentualnym partnerze życiowym. Nieoczekiwanie Gilbert prosi, by Kate towarzyszyła jemu i córkom w wakacyjnym wyjeździe na Bahamy. Urok tropikalnej wyspy wywołuje w obojgu emocje, nad którymi przestają panować…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Diana PALMER Słodko-gorzkie pocałunki Tłumaczyła Marcelina Jarzębska Tytuł oryginału: Circle of Gold Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2000 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Joanna Rodziewicz-Cygan Korekta: Sylwia Kozak-Śmiech, Joanna Rodziewicz-Cygan ã 2000 by Diana Palmer ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i serii Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzez˙one. Wydawnictwo Arlekin – Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8267-1 Gwiazdy Romansu ROZDZIAŁ PIERWSZY Kate Mayfield była podekscytowana per- spektywą nowej pracy, a jej szare oczy błysz- czały z zadowolenia, kiedy siedziała w ob- szernym salonie w domu na ranczu Double C w Medicine Ridge. Czekała ją rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko sekretarki w biurze tego wielkiego gospodarstwa. Kan- dydatka miała dopiero dwadzieścia dwa lata, dyplom szkoły dla sekretarek i wielką chęć ulepszania wszystkiego, co moz˙na było w z˙y- ciu poprawić. Ponadto chciała pracować u Johna Callistera, którego poznała przypad- kiem i do którego zapałała młodzieńczą sym- 6 Słodko-gorzkie pocałunki patią. Wkrótce okazało się, z˙e John był młod- szym synem magnatów prasowych z Nowe- go Jorku i potentatów ziemskich w stanie Montana. Czekając na swoją kolej, dziewczyna czy- tała ciekawą historię całej rodziny Callis- terów, opisaną w jednym z elitarnych czaso- pism. Państwo Callisterowie mieszkali w Nowym Jorku, gdzie zajmowali się wy- dawaniem wielu czasopism, między innymi bardzo znanego i powaz˙anego pisma poświę- conego tematyce sportowej. Na krótkie urlo- py wyjez˙dz˙ali do posiadłości rodzinnej na Jamajkę. Callisterem, który dał początek amerykań- skiej linii rodziny, był brytyjski ksiąz˙ę, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i w 1897 roku kupił w Nowym Jorku redakcję mało znanego pisma. Po jakimś czasie redak- cja stała się potęgą wydawniczą, a jeden z jego synów przeniósł się do Montany, kupił tam ziemię pod pastwiska i załoz˙ył ogromną hodowlę bydła. W końcu ranczo przeszło w ręce Douglasa Callistera, który wychowy- wał dwóch bratanków, Gilberta i Johna. Nikt Diana PALMER 7 nie wiedział, dlaczego wuj zajmował się chłopcami i z jakiej przyczyny po jego śmier- ci posiadłość stała się własnością braci, ale zapewne była to jakaś mroczna rodzinna tajemnica dotycząca rodziców, którzy z nie- znanych powodów nie zajmowali się włas- nymi synami. Starszy z braci, trzydziestodwuletni Gil- bert, został wdowcem trzy lata temu i obec- nie wychowywał dwie córeczki, pięcioletnią Bess i czteroletnią Jenny. John, ten młodszy, nigdy się nie oz˙enił i pracował jako jeździec na pokazach rodeo, a takz˙e wystawiał na krajowych wystawach wyhodowane przez siebie byki rozpłodowe rasy Angus. Gilbert zajmował się marketingiem w gos- podarstwie, zarządzał eksportem i zasiadał w radach nadzorczych dwóch międzynaro- dowych korporacji. Większość czasu spędzał jednak na ranczu, troszcząc się o wszystko po trochu. W czasopiśmie zamieszczono jego zdję- cie, ale Kate nie musiała się mu przyglądać, z˙eby wiedzieć, jakiego pokroju jest człowie- kiem. Miała okazję zerknąć na niego, kiedy 8 Słodko-gorzkie pocałunki szła na rozmowę. Wystarczyło jedno spo- jrzenie, z˙eby wyrobić sobie zdanie o tym antypatycznym męz˙czyźnie, który, mimo z˙e wcale jej nie znał, popatrzył na nią z wyraźną niechęcią. Inna, bardziej zarozumiała młoda kobieta, mogłaby sobie schlebiać, z˙e to oznaka zain- teresowania. Ale nie Kate. Uwaz˙ała, z˙e ten wysoki, smukły męz˙czyzna nawet nie zainte- resowałby się kimś takim jak ona. Z pewnoś- cią od razu poczuł do niej antypatię i zapew- ne nie dostanie tu pracy. Popatrzyła dyskretnie na piękną, ciemno- oką blondynkę w mini siedzącą obok i krytycz- nie pomyślała o swojej zakrywającej kost- ki dz˙insówce i szarej bluzce, dobranej do kolo- ru oczu. Pomyślała, z˙e jej długi, kasztanowy warkocz, owalna buzia i pełne usta pociągnięte lekko błyszczykiem nie pobiją konkurent- ki czekającej na rozmowę. Wiedziała, z˙e ma odpowiednie kwalifikacje do pracy biurowej, ale męz˙czyźni często zatrudniali kobiety, które im się podobały, a nie te, które cokolwiek umiały. Kate uwaz˙ała, z˙e powinna mieć zawód Diana PALMER 9 w rękach, bo prawdopodobnie będzie mu- siała sama się utrzymywać całe z˙ycie. Raczej nikt się na nią nie połaszczy, domniemywała. Pomyślała o swoich rodzicach i bracie i przy- gryzła wargi. Za wcześnie, za wcześnie, westchnęła. Być moz˙e ta praca uchroni ją od codziennych rozmyślań. – Panna Mayfield! Podskoczyła na dźwięk głosu nieznoszą- cego sprzeciwu. – Tak? – Proszę wejść. Wchodząc do gabinetu, przykleiła uś- miech do twarzy i zacisnęła dłonie na małej torebce. Z kaz˙dej ściany patrzyły na nią portrety okazałych byków i rozliczne medale zdobyte przez kaz˙de z tych zwierząt. Wokół mahoniowego, masywnego biurka pyszniły się wypoczynkowe meble obite czarną skórą. Na jednym z takich foteli siedział za biur- kiem jasnowłosy męz˙czyzna, któremu ostre rysy nadawały wyraz surowości. Nie był to John Callister. Kate nie usiadła, tylko stała niemal na baczność, wsłuchując się w mocno bijące 10 Słodko-gorzkie pocałunki serce. To Gilbert Callister przeprowadzał rozmowy, i wiedziała, z˙e sprawa jest przesą- dzona. Johna poznała w aptece w miastecz- ku, gdzie pracowała dorywczo jako magazy- nierka, aby opłacić swoją szkołę dla sek- reterek. John ją zaczepił i to on powiedział jej o wakacie w biurze swojego rancza. Dał jej po prostu szansę, ale jego brat zaraz ją na pewno odstrzeli. Gilbert rzucił długopis na blat i powiedział: – Proszę usiąść. Poczuła, z˙e ma miękkie kolana. Drzwi były zamknięte i została sama w jaskini lwa, ale postanowiła podjąć wyzwanie. Niech nikt nie powie, z˙e się boi. Mogą ją rzucić na poz˙arcie lwom właśnie, a ona zapewne umrze z godnością jak prawdziwa Rzymian- ka... Otrząsnęła się. Naczytała się Pliniusza i Tacyta, a tu i teraz to współczesność, a nie pierwszy wiek naszej ery. – Dlaczego pani chce tu pracować? – spy- tał obcesowo Gilbert. Zaskoczona dziewczyna uniosła brwi. – Bo John jest miłym facetem – odpowie- działa. Diana PALMER 11 – Powaz˙nie? – spytał zadziwiony. – Kiedy pracowałam w aptece, zawsze był dla mnie uprzejmy – odparła wymijająco. – Powiedział mi o tej pracy, bo wiedział, z˙e kończę szkołę dla sekretarek i mam dobre oceny. Gilbert zacisnął usta i nie zamierzał się uśmiechnąć. Lustrował powoli jej CV i list motywacyjny. – Rzeczywiście – skwitował. – Naprawdę potrafi pani pisać 110 słów na minutę? – Właściwie nawet szybciej. – Jacyś narzeczeni? – Słucham? – Zacisnęła palce na torebce. – Chodzi mi o to, czy jest pani uwikłana w jakieś sercowe sprawy, które mogą spowo- dować kłopoty w pracy – wyjaśnił i wyraźnie spiął się przed jej odpowiedzią. – Właściwie to miałam jednego chłopaka, który był dla mnie bardziej jak brat – poru- szyła się nerwowo – a tak naprawdę, to oz˙enił się z moją przyjaciółką. Mieszkam u ciotki w Billings i nie spotykam się z nikim. Kate czuła się jak w imadle. Ten człowiek nie wiedział nic o jej pochodzeniu, inaczej 12 Słodko-gorzkie pocałunki nie zadawałby tych dziwnych pytań. Powie- działa wprawdzie, z˙e John jest super... o mat- ko, czy jemu się wydaje, z˙e ona poluje na facetów? Czy dlatego nie zechce jej przyjąć do pracy? – Pani referencje są od dziwnego zestawu osób... – powiedział po chwili, marszcząc brwi. – Tak... katolicki ksiądz, ranczer z Tek- sasu, jakaś zakonnica i milioner niejasno powiązany z mafią. – Przyjaźnię się z wyjątkowymi ludźmi. – Moz˙na tak powiedzieć. A czy ten milio- ner to pani kochanek? Ze zdumienia otworzyła usta i się zaru- mieniła. – No dobrze, niewaz˙ne – powiedział szyb- ko, niezadowolony, z˙e w ogóle zadał to pyta- nie i zadziwiony jej reakcją. – Nie moja sprawa. W porządku, Kate... – niespodziewa- nie zwrócił się do niej po imieniu. – Kate, a jak masz naprawdę na imię? – To jest moje prawdziwe imię. – Milioner ma inicjały K.C. i jest około czterdziestki. – Zmruz˙ył oczy. – Tak. Uratował z˙ycie mojej mamie, kie- Diana PALMER 13 dy nosiła mnie w brzuchu. I nie zawsze był milionerem. – Wiem, był zawodowym z˙ołnierzem, a właściwie najemnikiem. – Zmruz˙ył oczy jeszcze bardziej. – Chcesz mi o tym opowie- dzieć? – Nie za bardzo. – Dobrze. Jeśli to wszystko, to chyba bę- dziesz się do nas nadawać. Nie działasz tak rozpraszająco, jak cała reszta kandydatek. Nie ma nic gorszego niz˙ kobieta, której spód- nica ledwo przykrywa majtki, a potem się dziwi, z˙e wszyscy faceci gapią się, kiedy się pochyla. Mamy tu ściśle opracowany model ubioru i kaz˙dy musi się go trzymać. – Nie mam spódnic, które by mi ledwo zakrywały... no, nie noszę takich krótkich – wypaliła wreszcie. – Zauwaz˙yłem – skwitował. – No dobrze, to moz˙esz zacząć w poniedziałek o wpół do dziewiątej. Czy John poinformował cię, z˙e będziesz musiała z nami zamieszkać? – Skądz˙e! – Nie w tym pokoju, oczywiście – powie- dział i z uciechą patrzył, jak się czerwieni. – 14 Słodko-gorzkie pocałunki Panna Parsons, zajmująca się moimi córecz- kami, i pani Charters, która gotuje dla nas, mieszkają tu w domu, z nami. My zapew- niamy wikt i opierunek, jak to się mówi, i pensję. Tu podał kwotę, od której zakręciło się Kate w głowie. W porównaniu do zarobków w aptece, była to fortuna. – Obejmiesz stanowisko osobistej asys- tentki, a to oznacza, z˙e będziesz z nami czasami podróz˙ować. – Podróz˙ować? – Lubisz? – O, tak, to znaczy lubiłam, kiedy byłam dzieckiem. Patrzył na nią, jakby chciał się zorien- tować, czy miała zamoz˙nych rodziców. Nie mógł wiedzieć, z˙e oboje nie z˙yją. – To jak, chcesz tę pracę? – Tak. – To powiem tym, które czekają, z˙e mogą sobie iść. Wstał zza biurka z niezwykłą lekkością i gracją i poinformował młode kobiety, z˙e stanowisko zostało zajęte. Słychać było szu- Diana PALMER 15 ranie pantofli, wejściowe się zamknęły. jakieś komentarze i drzwi – Dobrze, Kate, przedstawię ci... – Tatusiu! – Usłyszała cienki głosik do- biegający z końca holu. Mała, rozczochrana dziewczynka rzuciła się w ramiona ojca, łkając donośnie. Podniósł ją i cała oschłość zniknęła z jego twarzy. – Co się stało, kochanie? – spytał naj- czulszym tonem, jaki Kate kiedykolwiek sły- szała. – Bawiłam się razem z Jenny, a ten wielki pies chciał nas ugryźć! – A gdzie jest Jenny? – spytał z nutą paniki w głosie. Od drzwi wejściowych nadbiegła druga, młodsza dziewczynka, rozmazując łzy brud- nymi piąstkami. Podniosła rączki, a ojciec przygarnął ją, nie bacząc na uwalaną błotem sukienkę. – Nikt nie ma prawa zrobić krzywdy mo- im dziewczynkom. Czy ten pies was po- gryzł? – Nie, tatusiu. 16 Słodko-gorzkie pocałunki – To niedobry piesek – narzekała Jenny. – Niech sobie idzie! – Dobrze, zaraz pójdzie – odpowiedział Gilbert, całując małą w policzki. Drzwi wejściowe otworzyły się ponow- nie i do domu wszedł John Callister. Nie przypominał miłego, pogodnego człowieka, jakiego poznała w aptece. Jego twarz po- ciemniała ze wzburzenia, a oczy lśniły gniewem. – Nic im nie jest? – spytał brata, przy- stając, aby pogłaskać bratanice po głowach. – To ten cholerny kundel nalez˙ący do Freda Simsa. Starałem się zagrodzić mu drogę, ale na mnie tez˙ chciał się rzucić. Kazałem Sim- sowi się go pozbyć, ale odmówił, więc po- zbyłem się Simsa. – Trzymaj – rozkazał Gilbert i przekazał mu dziewczynki, po czym wyszedł z do- mu wojskowym krokiem. John popatrzył za nim. – Mam nadzieję, z˙e Sims zdąz˙y dojść do swojej cięz˙arówki, zanim Gilbert go dorwie. Ale nie daję głowy. – Pocałował dwie małe buzie. – Jak tam, moje królewny?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Słodko-gorzkie pocałunki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: