Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00329 006662 13246054 na godz. na dobę w sumie
Słodycz życia  - ebook/pdf
Słodycz życia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8274-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Darcy Parrish, policjantka z zawodu, nie szukała księcia z bajki, lecz nieoczekiwanie dla siebie samej go znalazła. Po wypadku, w którym straciła władzę w nogach, pragnęła jedynie spokojnej pracy. Jednakże nowy szef Darcy, Patrick Judson, miał inny pomysł na jej życie. Zachwycony talentem kulinarnym Darcy i oczarowany jej urodą, nie zamierzał pozwolić, aby tak zdolna i piękna kobieta ukrywała się przed światem. Ona jednak nie miała odwagi mu zaufać…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Myrna Mackenzie S(cid:322)odycz (cid:380)ycia Myrna Mackenzie Słodycz życia Tłumaczyła Julita Mirska Tytuł oryginału: Hired: Cinderella Chef Pierwsze wydanie: Harlequin Romance, 2009 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska ã 2009 by Myrna Topol ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-93-238-8274-9 ROMANS – 1064 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Pan Judson prosi, żebyś wyszła do gości – powie- działa Olivia. Darcy zaschło w gardle. – Po co? – Chcą poznać szefa kuchni. – Wykluczone. Możesz mu to przekazać. Na twarzy Olivii, która pomagała w kuchni, od- malowały się strach i niedowierzanie. Darcy też była przerażona własnym tupetem. Pracowała u Judsona dopiero tydzień. Zatrudniła ją jego gospodyni, kiedy on przebywał poza miastem. Jeszcze nie miała okazji go poznać, ale wiele o nim słyszała. Natomiast on nie wiedział o niej nic, a przynajmniej tej jednej najważniejszej rzeczy. – Nie mogę. – Olivia zasępiła się. – Jeszcze mnie wyrzuci, a za mną nie wstawi się żadne stowarzyszenie czy organizacja charytatywna. Darcy przyznała dziewczynie rację. Bronić się ko- sztem innych byłoby nie fair. – Przepraszam, Liv, ale... – Darcy pokręciła głową – ale nie mogę. Kiedy wszyscy się na mnie gapią, czuję się jak robak pod mikroskopem. – Ojej... – Olivia westchnęła ciężko. – To co mam szefowi powiedzieć? 6 Myrna Mackenzie – Że jestem obsypana mąką. – Ale to nieprawda. Darcy jęknęła w duchu. Olivia, młoda i naiwna, nie rozumiała, że niewinne kłamstewka często chronią przed bólem i cierpieniem. A ona, Darcy, cierpiałaby, paradując niczym tresowane zwierzątko przed gośćmi swojego bogatego szefa. – W takim razie powiedz, że szykuję deser. Kolejne kłamstwo. Deser był gotowy; wystarczyło dodać na wierzch odrobinę bitej śmietany. – Boże, Darcy... – Olivio, proszę cię. Nie wyjdę tam. Nie mogę. – Jakiś problem? – rozległ się niski męski głos. Obróciwszy się na wózku, Darcy popatrzyła w oczy Patricka Judsona, człowieka odpowiedzialnego za bu- dowę ośrodka, w którym mieszkała. Wprawdzie nie widziała dotąd swojego szefa, ale któż inny mógłby to być? Wszedł przez drzwi prowa- dzące do jadalni, elegancko ubrany jak na zdjęciach w prasie. Był barczysty, miał ciemne, dosyć długie wło- sy, zielone oczy i mocno zarysowaną szczękę. Mógłby śmiało pozować do czasopism z modą męską. Stano- wił typ mężczyzny, dla którego kobiety tracą głowę, nawet te piękne kobiety o sprawnych nogach, dobrym pochodzeniu i pokaźnym koncie. Darcy zwróciła uwagę na jego wzrost. Sama była drobnej budowy. Wysocy mężczyźni zawsze ją onie- śmielali, zwłaszcza odkąd wylądowała na wózku. Nie na- leżała jednak do osób potulnych i nie okazywała strachu. – Bardzo mi miło, panie Judson, że chce mnie pan przedstawić swoim gościom, ale to niemożliwe. Muszę dokończyć deser – rzekła, trzymając się tej wersji. Mężczyzna powiódł wzrokiem po kuchni. Nie sko- Słodycz z˙ycia 7 mentował stojących na wierzchu miseczek z czekola- dowym musem. Zamiast tego popatrzył na Olivię. – Może podasz gościom kawę, Olivio? Dziewczyna skinęła głową i skierowała się ku drzwiom. Patrick utkwił spojrzenie w Darcy. – Od dawna tu pracujesz? Bo cię nie kojarzę... Lubiła być niewidoczna, a on przyglądał się jej tak intensywnie! Gdyby chociaż mogła wstać... Czytając w jej myślach, wysunął spod stołu krzesło i usiadł. Zdziwiła się. Facet ma gości, a sprawia wraże- nie, jakby zamierzał tu spędzić co najmniej kilka minut. Poruszyła się niespokojnie. – Od tygodnia – odparła. – Nazywam się Darcy Parrish. – I mieszkasz w Herosie. – Jak się pan domyślił? – spytała ironicznym tonem. Speszyła się. Oczywiście, że on o tym wie. Wszyscy okoliczni mieszkańcy sprzeciwiali się budowie domu przystosowanego dla ludzi z uszkodzonym rdzeniem kręgowym. Wszyscy oprócz Patricka Judsona, który sfinansował budowę, a potem dopilnował, aby pokoje były odpowiednio wyposażone. Darcy cieszyła się z możliwości zamieszkania w ta- kim miejscu; przynajmniej nie była dla nikogo ciężarem. Przez moment Patrick milczał skonsternowany, po czym zadrżały mu kąciki ust. – Na wózku jest napisana nazwa ośrodka. Schyliła głowę. – Nie widzę. – Na pewno sobie z niej zażartował. – Z boku, na jednej ze szprych. Ponownie schyliła głowę. Faktycznie: na szerokiej czarnej szprysze dostrzegła litery. Napotkała jego 8 Myrna Mackenzie wzrok. I patrząc w te zielone oczy, odniosła wrażenie, jakby wessało ją tornado. Poczuła się bezsilna. Nienawidziła takiego stanu. Zbyt wiele razy musia- ła polegać na silnych, sprawnych fizycznie ludziach. Niekiedy dobry samarytanin wcale nie był tak dobry, jak się początkowo wydawało. Nie cierpiała też litości i współczucia. Była dumna, ale... Ale, psiakość, od- powiadała jej praca u Judsona, i nie chciała jej stracić. Kiedy po wypadku zrezygnowała z marzeń, aby zo- stać policjantką, w jej życiu zapanował chaos. W doda- tku była kompletnie zależna od innych. Ten fakt przy- gnębiał ją i przerażał. Na szczęście odkryła w sobie zdolności kulinarne. W kuchni nikogo nie musiała słu- chać; w kuchni to ona rządziła. A jeśli straci pracę z powodu swojego ostrego języczka? – Przykro mi, jeśli pańscy goście poczują się za- wiedzeni – powiedziała, siląc się na uprzejmość. – Naprawdę? – Patrick uniósł pytająco brwi. W porządku, dość udawania. Poza tym nigdy nie kłamała w ważnych sprawach. A jej samopoczucie by- ło ważną sprawą. – Właściwie to nie – przyznała. – To znaczy, nie mam ochoty nikogo poznawać. Ale nie chciałabym, żeby ktokolwiek był rozczarowany jedzeniem. – Wszyscy są zachwyceni. Dlatego pragną cię po- znać. Chcą wyrazić swoje uznanie. – Przepraszam, nie lubię być na widoku. – Nie taki był mój zamiar. – Nie wiedział pan, że poruszam się na wózku? – Nie. Kiedy starała się o pracę, wyszło na jaw, że mieszka w Herosie. Przypuszczalnie ten fakt wpłynął na decy- zję gospodyni, pani D. Oczywiście Darcy doskonale Słodycz z˙ycia 9 radziła sobie w kuchni, ale w Chicago mieszka mnóst- wo utalentowanych kucharzy. Człowiek o pozycji i pieniądzach Patricka Judsona mógł zatrudnić najlep- szego. Nie musiał się kierować innymi względami. – Jestem panu ogromnie wdzięczna za tę pracę. – Gdybyś się nie nadawała, pani D. by cię nie przy- jęła. Uprzedzała cię, że to praca tymczasowa? Darcy skinęła głową. – To jak będzie? – zapytała. Przyjrzał się jej uważnie, jak człowiek, który nie przyjmuje odmowy do wiadomości. – Dziś przeproszę gości w twoim imieniu, ale... Wkrótce wyjeżdżam, na kilka miesięcy. Obiecałem so- bie, że wszystkim, których zatrudniam, znajdę nowe zajęcie. A jak mam to zrobić, jeśli pracownik nie wyko- nuje poleceń? – Na moment zamilkł. – Chciałbym, żeby Heros przetrwał dziesiątki lat. Ale żeby tak się stało, jego mieszkańcy muszą być jak latarnia morska, świecić przykładem. Czuję, że czeka nas ciężka praca. – Nas? – Ciebie i mnie. Razem pokonamy twój strach przed obcymi. Hm, nie na tym polegał jej problem. Nie lubiła, kie- dy ludzie się na nią gapili, ale nie żyła jak pustelnik. Po prostu starała się nie zwracać na siebie uwagi. – Nie chcę świecić żadnym przykładem. – To warunek naszej dalszej współpracy. Wstał i ruszył do drzwi. Ignorując przyśpieszone bicie serca, Darcy pchnęła wózek w jego kierunku. – Panie Judson, ja... Odwrócił się. – Zaufaj mi, Darcy. Przed wyjazdem dopilnuję, że- byś miała dobrą pracę i nie była dla nikogo ciężarem. 10 Myrna Mackenzie Obiecanki cacanki. Ileż razy słyszała takie słowa. A potem okazywało się, że jedyną osobą, na którą może liczyć, jest ona sama. – Dziękuję. Teraz dokończę mus. – Czekoladowy? Będzie mi smakował? – W jego oczach pojawiły się figlarne iskierki. – Przyprawi pana o orgazm – odparła. Psiakość, powinna ugryźć się w język. Jako policjant- ka nie musiała kontrolować swoich wypowiedzi, ale pra- cując w domu milionera... Otworzyła usta, zamierzając przeprosić szefa, lecz ten uśmiechnął się pod nosem. – Tak? Zobaczymy. Swoją drogą, jedzenie było znakomite. Dziękuję w imieniu swoim i gości. Moje kubki smakowe wciąż się cieszą. Nie zdołała zachować powagi i odwzajemniła jego uśmiech. Jak on to robi? Pewnie każdej kobiecie potrafi zawrócić w głowie. – Więc i ja się cieszę. Przeszył ją dreszcz. Nawet przed wypadkiem nie mogła marzyć o takim mężczyźnie jak Patrick Judson. Był zdecydowanie poza jej zasięgiem. Wiedziała, że musi się wziąć w garść; w żaden sposób nie może oka- zać, że on ją pociąga. Najlepiej by było, gdyby pozwo- lił jej spokojnie pracować. Gdyby nie próbował jej zmieniać, otwierać na ludzi. – A teraz przepraszam, ale naprawdę muszę zająć się deserem. Nazajutrz rano przypomniało mu się ogniste spoj- rzenie Darcy Parrish. Miała w sobie coś niepokornego, lecz jej brawura podszyta była lękiem. Wyczuwał to, a znał się na kobietach. Wychował trzy siostry. Zastanawiał się, dokąd sięgałyby jej włosy, gdyby Słodycz z˙ycia 11 były rozpuszczone. I co kryje się pod czerwonym far- tuszkiem. Widział, że Darcy jest drobnej budowy... – Przestań! – mruknął. Zachowuje się niestosownie. Darcy jest jego pra- cownicą, a on obiecał jej pomóc. Jęknął w duchu. Po jakie licho składał obietnice? Miał od groma zajęć, a był już prawie w podróży dookoła świata. Kiedy najmłodsza siostra wyjedzie na studia, on po raz pierwszy od śmierci rodziców stanie się wolnym człowiekiem. Będzie mógł spełniać swoje marzenia. O tej podróży marzył od lat. Okazja wreszcie się nadarzyła i nic go nie powstrzyma, nawet para ślicz- nych piwnych oczu. Miał dwadzieścia dziewięć lat. Był kawalerem, który w wieku dziewiętnastu lat prze- jął obowiązki głowy rodziny. Dopiero teraz będzie mógł się wyszumieć. Później, kiedy wróci z wojaży, ożeni się z kobietą ze swojej sfery, będzie miał dzieci. Angelise wydawała się odpowiednią kandydatką na żonę. Nie rozmawiali jeszcze o małżeństwie, ale oboje wiedzieli, że prędzej czy później się pobiorą. Ale najpierw podróż. Patrick prowadził firmę zaj- mującą się sprzedażą sprzętu sportowego. W ramach promocji firmy miał objechać świat, uczestniczyć w ryzykownych eskapadach i przedsięwzięciach, z któ- rych dochód wspomógłby organizacje charytatywne. Rzuci się w wir życia, zapomni o obowiązkach. Kilka spraw wymagało jednak jego uwagi. Ośrodek Heros. Oraz pewna młoda kobieta o imieniu Darcy. – Jesteś idiotą, Judson – powiedział sam do siebie. – Ona wcale nie chce twojej pomocy. Nie chce, ale ją dostanie. Sfinansował budowę Hero- sa, ponieważ uważał, że bogaci powinni dzielić się swym majątkiem. Pierwsi mieszkańcy zostali starannie 12 Myrna Mackenzie wybrani. Chodziło o ludzi silnych, zdolnych, którzy innych mogliby natchnąć nadzieją. Nie dziwił się, że Darcy trafiła do tej grupy. Była mądra, utalentowana, odważna. Ale słyszał, jak prosiła Olivię, aby za nią skłamała. Widział też gniew w jej oczach. Najwyraź- niej coś ją trapiło. Postanowił odkryć, co ją tak dręczy, i pomóc jej uwolnić się od problemu. Jako pracodawca czuł się za nią odpowiedzialny. Kiedy wyruszy w podróż, musi mieć pewność, że ośrodek funkcjonuje sprawnie. Nie chciał, by sąsiedzi mówili: ,,Uprzedzaliśmy, że to nie zda egzaminu’’ albo ,,Nie pozwolimy, aby przez ośrodek cena naszych nie- ruchomości spadła’’. Z początku niczym się nie przejmował. Koncent- rował się na Lane i jej przyszłych studiach. Uważał, że dyrekcja Herosa poradzi sobie sama. Najwyraźniej się mylił. Niektórzy mieszkańcy mo- gą stanowić problem. Na przykład Darcy Parrish: ona wolała sprzeciwić się woli pracodawcy niż wyjść do gości, którzy chcieli jedynie wyrazić swoje uznanie. Miała fantastyczny talent kulinarny, mogłaby odnieść wielki sukces, ale w mieście, gdzie rywalizacja była ogromna, bez autopromocji daleko się nie zajdzie. Szkodząc sobie, Darcy psuła wizerunek Herosa. Nie pozwoli na to. Wyciągnie Darcy z jej skorupy. Na razie jednak musi napić się kawy. Tak, kawa rozjaśni mu umysł. Podejrzewał, że kawa zaparzona przez Darcy Par- rish również może wywołać w człowieku zachwyt. – Ruszył na poszukiwanie ślicznej nowej pracow- nicy. ROZDZIAŁ DRUGI Z trudem panowała nad zdenerwowaniem. Wczoraj wieczorem, kiedy wróciła do ośrodka, próbowała za- snąć. Bez skutku. Przewracała się z boku na bok, wie- dząc, że nazajutrz znów spotka Patricka Judsona. Na samo wspomnienie o nim kręciło się jej w gło- wie. Usiłowała wymyślić jakiś wiarygodny pretekst, żeby nie iść rano do pracy. Nie potrafiła. – Wielkie mi mecyje – szepnęła, starając się pocie- szyć. – To przecież tylko facet. Zresztą pracowała u niego już tydzień. A że wczoraj pierwszy raz ujrzała go na oczy? Jakie to ma znacze- nie? No cóż, jakieś znaczenie miało. Patrick Judson był przystojny, seksowny, miał niski tembr głosu, który sprawiał, że kobieta zaczynała myśleć o... o rzeczach, o których wydawało się, że zapomniała dawno temu. W dodatku zamierzał poświęcić jej swój cenny czas, pomóc się ,,otworzyć’’. Dam radę, powtórzyła, gdy zmęczona, z podkrążo- nymi z niewyspania oczami, dotarła rano do pracy. Pewnie szef wygłosi półgodzinny wykład, udzieli jej paru wskazówek i na tym się wszystko skończy. Przecież poważny biznesmen nie będzie prowadził jej za rączkę; ma ważniejsze sprawy na głowie. 14 Myrna Mackenzie – Podobno cały dzisiejszy dzień spędzasz z sze- fem? – powiedziała na powitanie Olivia. – Tak? Skąd wiesz? – spytała Darcy zdenerwowa- na. Naprawdę? Cały dzień? – Od pani D., która mi powiedziała, że muszę dziś sama zrobić lunch. Powinnam z nią pogadać, uznała Darcy. – Pocieszyła mnie jednak, że to nie będzie trudne – kontynuowała Olivia. – Bo panna Lane wybiera się po zakupy, a pan Judson będzie z tobą, najpewniej poza domem. W każdym razie wczorajsi goście byli za- chwyceni. Kto wie, może szef zamówi u ciebie catering na swoje wesele. – Na wesele? – Nie poznałaś jeszcze Angelise Marsdon? Atrak- cyjna babka. – Nie wiedziałam, że pan Judson jest zaręczony. Całe szczęście, że zdołała zapanować nad emocjami i nie zdradzić słowem czy gestem, jak bardzo szef jej się podoba. Oczywiście Olivii nie przyszłoby do głowy, że ona, Darcy, może czuć pociąg do jakiegokolwiek męż- czyzny. Większość ludzi uważała, że człowiek na wóz- ku pozbawiony jest wszelkich pragnień erotycznych. – Jeszcze nie jest, ale to tylko kwestia czasu. On i Angelise... uwielbiam to imię... spotykają się od daw- na i moim zdaniem są dla siebie stworzeni – trajkotała Olivia. – Kiedy Lane wyjedzie na studia, pan Judson zostanie sam w tym wielkim domu. Przypuszczalnie wtedy oświadczy się Angelise. Zobaczysz. A ty... O czym on chce z tobą rozmawiać? O twojej wczoraj- szej odmowie wyjścia do gości? – Nie mam pojęcia i na razie nie zamierzam za- przątać sobie tym głowy. Słodycz z˙ycia 15 Nie zamierzała również zaprzątać sobie głowy zarę- czynami Patricka Judsona. Ale wzmianka o pięknej Angelise Marsdon podzia- łała na Darcy jak kubeł zimnej wody. Chryste, chyba oszalała, zachwycając się oczami i głosem Patricka... – Przygotuję śniadanie. – Otworzyła lodówkę. Chłodne powietrze ostudziło jej rozgrzane ciało. – Nie mogę wszystkiego na ciebie zwalać. Ledwo nastawiła kawę, kiedy wyczuła w kuchni czyjąś obecność. Odwróciła się i napotkała utkwione w siebie oczy. W ciągu ostatnich kilku lat przyzwyczaiła się, że ludzie patrzą na nią ze współczuciem – nienawi- dziła tego! – albo, co było jeszcze gorsze, szybko odwra- cają wzrok. Patrick patrzył inaczej, jakby był nią auten- tycznie zainteresowany. Jakby... Oblała się rumieńcem. Wezbrała w niej złość. Musi powstrzymać te nie- przystojne myśli. Po pierwsze, facet jest jej szefem, po drugie, jest prawie zaręczony. Ale nie tylko o to chodzi. Kiedyś pewien mężczyzna złamał jej serce, w dodatku gdy bardzo potrzebowała jego wsparcia. Straciła pracę. Straciła dziecko. Wszystko, o czym kiedykolwiek ma- rzyła, zostało jej zabrane. Teraz bała się marzyć. Dążyła wyłącznie do tego, co było w jej zasięgu, a Patrick Judson do tej kategorii się nie zaliczał. Mógłby mieć wielki świetlisty napis na czole: ,,Nie dla Darcy’’. Musiałaby być idiotką pozbawioną instynktu samozachowawczego, by czuć do niego pociąg. A ona nie była idiotką o skłonnościach autodestrukcyjnych. Od czasu wypadku nie bujała w obłokach, przeciw- nie, twardo stąpała po ziemi. Zresztą o Judsonie nie miałaby co marzyć nawet i przed wypadkiem – ich światy dzieliła przepaść. – Przepraszam, że tak bezpardonowo tu wlazłem, 16 Myrna Mackenzie ale nie mogłem się oprzeć. Skusił mnie najwspanialszy zapach na świecie – powiedział Patrick, spoglądając z uśmiechem na dzbanek z kawą. – Zaparzyła się już? Darcy odwzajemniła uśmiech. – Tak. – Podała szefowi filiżankę. – Dobrej kawie nie sposób się oprzeć. – Zatem łączy nas ten sam nałóg. Mmm... – szep- nął, wdychając aromat kawy. Przeszył ją dreszcz. Ten niski głos i pomruk roz- koszy... Wyobraziła sobie, jak Patrick przysuwa usta do jej szyi... Chryste, skąd jej to przyszło do głowy? Prędko wy- rzuciła ten obraz z myśli. – Śniadanie będzie za kilka minut – oznajmiła. Za kilka minut? Czyli musi to być coś prostego. Hm, omlet z warzywami, posypany serem i odrobiną ziół. – Świetnie – ucieszył się Patrick. – A po śniadaniu mamy sporo rzeczy do zrobienia. Zjesz ze mną? – Nie. To znaczy dziękuję, ale nie. Olivia jest dziś sama, muszę więc... Co musi? Przecież Olivia ze wszystkim sobie pora- dzi, tym bardziej, że nikogo nie będzie w domu w porze lunchu. Wcześniej, zanim zatrudniono Darcy, Olivia podawała domownikom zapiekanki, które w dużej ilo- ści zostawiła w zamrażalniku poprzednia kucharka. Teraz ja tu rządzę, pomyślała Darcy, ta kuchnia to moje królestwo. I w swoim królestwie nie zamierzała korzystać z potraw swojej poprzedniczki. Miała więc powód, aby nie siadać do stołu z Patrickiem. – Mam dużo pracy – dokończyła. – Tchórz. – Pogroził jej żartobliwie palcem. – Prze- cież jako szef dałbym ci wolne. Ale praca to wymów- ka, prawda? Mówiłaś, że nie lubisz być w centrum
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Słodycz życia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: