Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00100 009357 7440907 na godz. na dobę w sumie
Słówka - ebook/pdf
Słówka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 323
Wydawca: Wydawnictwo Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0272-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zbiór zabawnych, często pikantnych, wierszyków, które bawiły (i gorszyły!), bawią i bawić będą jeszcze następne pokolenia. Ich autor ze swadą i ironią kpi z ludzkich przywar, nierzadko „szargając świętości”, łamiąc zakazy i nakazy, występując przeciwko kołtunerii i pruderii. Wiele zabawnych sformułowań, których pełno w Słówkach, weszło na stałe do naszego języka potocznego, choć czasem sami nie wiemy skąd wzięło się stwierdzenie typu: „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”.
Wydanie, oparte na edycji z roku 1931, ukazuje się bez ingerencji redakcji – zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję. Jego dodatkowym walorem są komentarze samego Boya, które wprowadzają czytelnika w klimat tamtych lat. Publikację wzbogacono ponadto świetnymi zdjęciami, reprodukcjami obrazów, rysunków, karykatur z epoki, autorstwa czołowych polskich artystów tego okresu, a wśród nich: Wojciecha Kossaka, Kazimierza Sichulskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Stanisława Wyspiańskiego i innych.

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Slowka do wymiany 07.01.2005 15:08 Page 1 Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki Edytor: Anna Karczmarczyk Na obwolucie wykorzystano obraz Stanis∏awa Fabjaƒskiego Widok ulicy Floriaƒskiej oraz rysunek Witolda Wojtkiewicza przedstawiajàcy Boya-˚eleƒskiego. Autorzy i êród∏a ilustracji: Stanis∏aw Bobiƒski (str. 6), Zdzis∏aw Czermaƒski (str. 244), Karol Frycz (str. 16, 72, 88, 105, 125, 157, 177, 189, 227, 229, 230, 241, 242, 275), Wiktor Ivo Gall (str. 5, 78, 162, 281), Wojciech Kossak (str. 25), Henryk Kunzek (str. 294), Jacek Malczewski (str. 246), Kazimierz Sichulski (str. 10, 19, 34, 69, 101, 121, 135, 203, 207, 235, 264, 269, 283), Henryk Szczygliƒski (str. 12), Stanis∏aw Szreniawa-Rzecki (str. 8, 293), Stanis∏aw Ignacy Witkiewicz (str. 161), Witold Wojtkiewicz (str. 147), Leon Wyczó∏kowski (str. 62), Stanis∏aw Wyspiaƒski (str. 114, 215), archiwum Iskier (str. 2, 15, 166, 302–303), Wydawnictwo DolnoÊlàskie (str. 11, 83, 153, 181) Wydawnictwo do∏o˝y∏o wszelkich staraƒ, aby ustaliç autorstwo i skontaktowaç si´ ze wszystkimi artystami bàdê ich spadkobiercami i podpisaç stosowne umowy. W niektórych przypadkach okaza∏o si´ to niemo˝liwe. Dlatego sekretariat wydawnictwa prosi o pilny kontakt wszystkich zainteresowanych. Copyright © by Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2004 Wydanie I w tej edycji ISBN 83-207-1743-4 Wydawnictwo ISKRY ul. Smolna 11, 00-375 Warszawa Dzia∏ handlowy: tel./faks (0-22) 827-33-89 e-mail: iskry@iskry.com.pl www.iskry.com.pl Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 2 Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 3 SŁÓWKA Przedmowà i komentarzem opatrzy∏ dr Tadeusz ˚eleƒski Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 5 Od autora Kiedy nak∏adca zwróci∏ si´ do mnie z tym, ˝e S∏ówka znowu, jak co par´ lat, sà na wyczerpaniu i ˝e trzeba pomyÊleç o ich przedruku, zafrasowa∏em si´ nieco. Uczucie to mia∏em ju˝ przy paru ostatnich wydaniach. Mia∏em ÊwiadomoÊç, ˝e trze- ba by coÊ zrobiç, coÊ przewietrzyç, przebraç, przesiaç przez sito, ˝e sporo ju˝ w tej ksià˝eczce jest rzeczy niezrozumia∏ych dla publicznoÊci. Ale po namyÊle zmieni∏em zamiar. Niech zostanie wszystko jak by∏o: w∏aÊnie takie S∏ówka jak sà mogà byç dokumentem chwili, miejsca i okolicznoÊci, które je wy- da∏y i od których nie da si´ ich oderwaç. Raczej nale˝a∏o by opatrzyç rzecz jakimÊ komentarzem, mniej lub wi´cej «histo- rycznym». Tak szybko ˝ycie nasze zmie- nia si´ dziÊ w histori´... SposobnoÊç na- str´cza si´ bodaj i dlatego, ˝e wydanie niniejsze schodzi si´ z datà jubileuszo- wà, a wszak jubileusze to moja s∏aboÊç. W jesieni 1930 up∏yn´∏o dwadzieÊcia pi´ç lat od powstania Zielonego Baloni- ka. Wprawdzie S∏ówka, to nie jest Zie- lony Balonik – w ka˝dym razie nie ca- ∏e S∏ówka – ale geneza ich jest ÊciÊle z tà weso∏à instytucjà zwiàzana. Kusi∏oby mnie tu napisaç monogra- fi´ tego pierwszego «kabaretu» artystów, ale na to nie starczy miejsca. Trzeba by wprzód podjàç to, co – bardzo szkicowo co prawda – czyni∏em1 gdzie indziej: podmalowaç t∏o dawnego Krakowa, tej jedynej w swoim rodzaju maleƒkiej stolicy; po- kazaç te stare mury, te wàskie ulice, jesienià i zimà tonàce w lepkim b∏ocie, licho oÊwietlone, wczesnym wieczorem pu- 1 Brewerie, Ludzie ˝ywi, Plotki, plotki..., Pijane dziecko we mgle, Marzenie i pysk, S∏owa cienkie i grube, Flirt z Melpomenà, Znasz-li ten kraj. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 6 6 BOY SŁÓWKA ste, bez ruchu, nie dajàce ˝adnej strawy m∏odzieƒczemu g∏o- dowi wra˝eƒ; nabo˝eƒstwa majowe i pasterki w mrocznych, przesyconych zapachem kadzide∏ koÊcio∏ach jako surogat erotycznych prze˝yç; dewocje, sodalicje, sutanny, Êw. Wincen- ty a Paulo, matrony o t∏ustych lub koÊcistych r´kach, czarne mantyle, dobroczynne hrabiny z ich cudzoziemskà polszczy- znà a cz´sto polskà francusz- czyznà, wi´dnàce pannice w oczekiwaniu na m´˝a lata- mi oprowadzane przez matki po «plantach»; obchody, po- grzeby, linja A–B, lajtnanci, handelki, pilzner i bryndza, bryndza, bryndza... W tym historycznym mieÊcie wszystko by∏o histo- ryczne. Gdy w Warszawie wrza∏a walka oko∏o pozytywi- zmu i post´pu, w Krakowie terenem jej by∏y retrospek- tywne spory o... rok 1863. Na obchody jedni k∏adli Ok∏adka autorstwa Stanis∏awa Bobiƒskiego kontusze, drudzy przeciw- do jubileuszowego wydania S∏ówek stawiali im czamary. Gdy z 1931 roku w koÊciele ci intonowali «Bo˝e coÊ Polsk´», tamci przekrzy- kiwali ich Êpiewem «Z dymem po˝arów». Ale nam, malcom, wszyscy kazali Êpiewaç «Przy Cesarzu mile w∏ada, Cesarzo- wa pe∏na ∏ask»... Mówi´ tu oczywiÊcie o bardzo dawnym Krakowie, z epoki mojej ∏awy szkolnej; a mówi´ o nim dlatego, ˝e ta rozpaczliwa m∏odoÊç zacià˝y∏a na ca∏ej naszej generacji. Szko∏a trzyma∏a nas zresztà jak pod brudnym kloszem, spod którego nie wi- dzia∏o si´ Êwiata. Nie dawa∏a nic, nawet tego ucisku, który ro- dzi bunt i mocne podziemne ˝ycie. Ot, roÊliÊmy, m∏odzi dur- nie, kujàc gramatyk´ greckà i st´kajàc Od´ do m∏odoÊci. Jako wy˝ycie si´ fizyczne – Êlizgawka, kilkanaÊcie razy do roku; ja- Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 7 OD AUTORA 7 ko nasycenie romantycznego g∏odu – przyglàdanie si´ «facet- kom», wychodzàcym w niedziel´ ze mszy u Kapucynów. By∏o coÊ chorowitego w ówczesnym Krakowie, z jego nie- naturalnie rozd´tà g∏owà na maleƒkim korpusie. Mo˝na by ówczesny jego symbol widzieç w anachronicznie «hetmaƒ- skiej» g∏owie na ma∏ym cia∏ku hrabiego Stanis∏awa Tarnow- skiego, wielokrotnego rektora uniwersytetu i prezesa Akade- mii. Ten papie˝ dawnego Krakowa trzyma∏ r´k´ na wszystkim i wszystko nagina∏ do katechizmu grzecznych dzieci: profesor literatury, który póêniej jeszcze, w epoce Przybyszewskiego, Wyspiaƒskiego, Kasprowicza, dàsa∏ si´ na nich przeciwsta- wiajàc im Rydla; któremu Litka z Rodziny Po∏anieckich wy- dawa∏a si´ nie doÊç dobrze wychowana; który po ukazaniu si´ tomu poezyj Kazimierza Tetmajera, pyta∏ w Przeglàdzie Pol- skim, «co by powiedzia∏ pan Tetmajer, gdyby ktoÊ, przejàwszy si´ jego has∏ami, obla∏ naftà koÊció∏ Mariacki i podpali∏?» Zabawna figura, powie ktoÊ. Ale wówczas to nie by∏o za- bawne. Bo koteria, której szczytowym punktem by∏ «Szlak» (pa∏ac Tarnowskiego), skupia∏a ca∏kowità i bezwzgl´dnà w∏a- dz´. Mia∏a niedwuznaczny wp∏yw na «rzàd», którego ka˝dora- zowy «delegat» by∏ na jej us∏ugi; obsadza∏a (gdy chcia∏a) urz´- dy starostów; mia∏a mandaty poselskie dzi´ki systemowi ku- rialnemu; mia∏a w r´ku Wydzia∏ Krajowy i Rad´ Szkolnà; kler i banki; «Floriank´» i «Zach´t´»; mia∏a wp∏yw na wszystkie in- stytucje, obsadza∏a swoimi ludêmi uniwersytet, trzyma∏a za ∏eb Akademi´ i wszystko co si´ z nià wiàza∏o w postaci nagród, stypendiów, podró˝y. Dla grzecznych dzieci by∏y wszystkie ciasteczka, krnàbrnym grozi∏ absolutny post. Dodajmy do tego osobisty prestige tej kasty. W maleƒkim Krakowie, który, w epoce gdy ja chodzi∏em do szkó∏, mia∏ ma- ∏o co ponad 50 000 mieszkaƒców, nie by∏o przemys∏u, handlu, finansów; nie by∏o nic, co by si´ mog∏o przeciwstawiç tej sile spo∏ecznej. «Arystokracja» – cz´sto doÊç samozwaƒcza – by∏a zarazem plutokracjà w tym ubo˝uchnym mieÊcie; ona bywa∏a za granicà, zna∏a Êwiat, mia∏a powozy, strojne kobiety, salony. Mia∏a, w swoich najlepszych egzemplarzach, rzetelnà kultur´; ich malowa∏ Matejko, im przygrywa∏a ksi´˝na Czartoryska, Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 8 8 BOY SŁÓWKA uczennica Szopena, ich bawi∏ dowcipem znakomity Kazimierz Morawski, dla nich b∏aznowa∏ niewys∏owiony ksiàdz Pawlicki. Tak wi´c kasta ta mia∏a wszystkie Êrodki w∏adania duszami i nigdy mo˝e w∏adza nie by∏a tak kompletna. Bo có˝ mog∏o przeciwstawiç tylu splendorom zahukane «miasto»? Chyba po- ciesznà ba∏ucczyzn´ swoich «domów otwartych»... Nie chc´ tu pope∏niaç niesprawiedliwoÊci. Bardzo byç mo˝e, ˝e ówczesny Kraków nie by∏by si´ móg∏ zdobyç na nic innego i ˝e by∏by jeszcze mizerniejszà mieÊcinà bez tej «Êmie- tanki», w której p∏ywa∏o zresztà kilkunastu istotnie wartoÊcio- wych ludzi. Ale faktem jest ˝e ta przewaga, w po∏àczeniu z wp∏ywami Tow. Jezusowego, zanurza∏a ów dawny Kraków w letniej wodzie «dobrze myÊlàcej» martwoty. To by∏a epoka, w której dos∏ownie nie by∏o m∏odzie˝y, w której dwudziesto- paroletni ludzie byli rozsàdni, ograniczeni i – mierni. To wszystko trzeba by poka- zaç. Trzeba by dalej w owym szkicu nakreÊliç, jak w owej mar- twocie zbudzi∏o si´ nowe ˝ycie: jak wtargn´∏o w ten cichy paƒski folwarczek, jak nasta∏a doba «re- nesansu», jak nagle Kraków sta∏ si´ miastem, na które zwróci∏y si´ oczy ca∏ej Polski. Teatr, ma- larstwo, rzeêba, literatura, poli- tyka, cyganeria... Szcz´Êliwym zbiegiem zesz∏o si´ kilka faktów, spotka∏o si´ kilka indywidualno- Êci. Otwarcie nowego teatru, Pawlikowski. Przemiany w szko- le sztuk pi´knych i nap∏yw no- wych si∏ (zw∏aszcza Stanis∏aw- ski); przyjazd Przybyszewskiego w momencie przesilenia w za∏o- ˝onym przez Ludwika Szczepaƒskiego i Gabriel´ Zapolskà ˚yciu; wreszcie Wyspiaƒski. Z drugiej strony, na innej p∏asz- czyênie, dzia∏y si´ znamienne rzeczy: pierwsze procesy poli- tyczne m∏odzie˝y o socjalizm (a tak˝e o «symbolizm i deka- Jan Stanis∏awski w karykaturze Stanis∏awa Szreniawy-Rzeckiego Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 9 OD AUTORA 9 dentyzm i inne pràdy wywrotowe», jak brzmia∏ w jednym ta- kim procesie prokuratorski akt oskar˝enia), potem Daszyƒ- ski, m∏ody walczàcy socjalizm, odÊwie˝ajàcy st´chlizn´ gali- cyjskiej polityki. Zarazem coraz g´Êciej nap∏ywa∏ do Krakowa element m∏odzie˝y zmuszonej opuszczaç Warszaw´, co zw∏aszcza w r. 1905 sta∏o si´ masowym zjawiskiem. Rzecz osobliwa: w∏aÊnie w tym dramatycznym roku 1905 powsta∏ Zielony Balonik. Przypadek? Nie sàdz´. Mimo ˝e wyda si´ to paradoksem, bardzo byç mo˝e, ˝e w∏aÊnie ów dreszcz, jaki wznieci∏y wypadki warszawskie spowodowa∏ t´ nieoczekiwanà reakcj´. «Blut ist ein ganz besondrer Saft», jak powiada Goethe. Jedna tylko istnieje rzecz sta∏a: energia; natomiast transmisje jej i w´drówki podlegajà najosobliw- szym kaprysom. Zielony Balonik by∏ «kropkà nad i» przeobra˝enia stare- go Krakowa; by∏ niby owà ma∏à farsà, jakà niegdyÊ w dawnym teatrze dawano po pi´cioaktowej dramie. Czerpa∏ soki z wszystkich owych spraw, które si´ rozegra∏y w artystycznym Êwiatku Krakowa w poprzedzajàcym go dziesi´cioleciu. Znamiennà rzeczà jest, ˝e Zielony Balonik by∏ pierwotnie pochodzenia malarskiego raczej ni˝ literackiego, narodzi∏ si´ przy «stoliku malarskim» w kawiarence opodal Akademii Sztuk Pi´knych. Bo te˝ przemiana, jaka si´ dokona∏a w Êwie- cie malarskim, by∏a najbardziej dotykalna. Przedtem, na schy∏ku ˝ycia Matejki, panowa∏ w tej uczelni malarskiej te˝ swojego rodzaju terror, terror genialnej ale zamkni´tej w so- bie indywidualnoÊci. Gdy z Zachodu sz∏y ju˝ nowinki o «ple- nerze», s∏oƒcu, impresjonizmie, w szkole by∏y wcià˝ gipsy i draperie, i historyczne «koby∏y» epigonów Matejki. Ci, którzy rwali si´ do pejza˝u, do natury, kryç si´ niemal musieli przed Mistrzem. Naraz, zupe∏na zmiana. S∏oƒce i powietrze w miej- sce brudnych pracownianych «sosów»; zamiast Monachium – Pary˝, kole˝eƒska swoboda w miejsce dystansu i respektu. Pary˝! To czarodziejskie miasto coraz bardziej stawa∏o si´ wówczas celem t´sknot. Przedtem, gdy malarze jeêdzili na- gminnie do Monachium, intelektualiÊci w´drowali do Lipska, do Berlina, do Heidelbergu. Bohater Kisielewskiego W sieci marzy o... Zurychu, ale sam Kisielewski w par´ lat potem Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 10 10 BOY SŁÓWKA przybywa do Krakowa ju˝ z Pary˝a. Coraz wi´cej m∏odych tam Êpieszy. Czy nie z Pary- ˝a, tego buntowniczego miasta, powia∏a na Kraków szcz´Êliwa fala nieuszanowania? Tak powsta∏ Zielony Balonik. Nie b´d´ tu powtarza∏ tego, co gdzie indziej opowia- dano o organizacji tego «kabaretu» i jego doÊç nielicznych zresztà manifestacjach, które w ciàgu kilku lat odbywa∏y si´, zacho- wujàc charakter raczej towarzyski ni˝ wi- dowiskowy. Nie by∏o tam w∏aÊciwie Êcis∏ego rozdzia∏u mi´dzy estradà a salà, mi´dzy Jan August Kisielewski, dostawcami a odbiorcami zabawy; piosen- karykatura Kazimierza Sichulskiego karz bywa∏ nieraz redaktorem intencyj ca- ∏ej grupy. Gdyby obecny «jubileusz» Zielonego Balonika móg∏ zgromadziç wszystkich jego weteranów, zasiad∏oby u sto∏u kilku dzisiejszych dyrektorów teatru, kilku czo∏o- wych publicystów, sporo wybitnych ludzi w ró˝nym zakresie, no i zatrz´sienie t´gich malarzy i rzeêbiarzy, dziÊ profeso- rów, rektorów, laureatów. Ta ma∏a, setk´ osób zaledwie mieszczàca salka «Jamy Michalikowej», by∏a na∏adowana elektrycznoÊcià. By∏o coÊ radosnego w tej maleƒkiej biesia- dzie wszystkich sztuk, w tym misterium duchowej wolnoÊci, by∏o jakieÊ zbawcze odpr´˝enie dziesiàtków lat zakrzep∏ej ˝a∏oby, frazesu, celebry, za∏gania. Tote˝ ten wybuch Êmie- chu, jaki poszed∏ na ca∏à Polsk´, mia∏ energi´ wi´kszà, ni˝- by pozwala∏ wnosiç drobny kràg zdarzeƒ, z których si´ uro- dzi∏. Bo oto min´∏o çwierç wieku, a wcià˝ jeszcze zdaje si´, ˝e to ten nabój Êmiechu raz po raz eksploduje. Ile i jak od- dzia∏a∏ na formy naszego nowego ˝ycia, nie mojà rzeczà ro- biç bilans; mo˝e bardziej ni˝ si´ niejednemu buchalterowi literatury wydaje. I Balonik nie uniknà∏ wszak˝e tego losu, który grozi∏ wszelkim krakowskim poczynaniom: znów ta du˝a g∏owa na ma∏ym tu∏owiu! Wszystko mo˝na by∏o w Krakowie zmieniç, ale nie to, aby przesta∏ byç ma∏ym, zabiedzonym miastecz- kiem, w którym si´ «nic nie dzia∏o». MieliÊmy ostre z´by, nie bardzo mieliÊmy co gryêç. Ówczesne ˝ycie galicyjskie by∏o tak Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 11 OD AUTORA 11 mizerne... To, co by∏o w sferze teatru, sztuki, literatury, ogryêliÊmy do kostki. Zbiorowy a bezinteresowny wysi∏ek zmontowania – na raz jeden, bo ka˝dy wieczór by∏ tam pre- mierà! – nowego programu przychodzi∏ organizatorom coraz ci´˝ej, wieczory Balonika stawa∏y si´ co rok rzadsze. Co do mnie, odczuwa∏em to bardzo dotkliwie. Mia∏em ju˝ trzydziestk´, kiedy zab∏àka∏em si´ do Balonika, by∏em od lat kilku lekarzem, asystentem kliniki, mordowa∏em si´ nad pracà habilitacyjnà, jako ˝e szanujàcy si´ cz∏owiek nie Wi´ksza sala (tak zwana zielona) cukierni Michalika urzàdzona wed∏ug projektu Karola Frycza (oko∏o 1911 roku). Fotografia wspó∏czesna móg∏ zostaç w Krakowie czym innym jak profesorem uni- wersytetu. Gdyby nie Balonik, m´czy∏bym si´ z pewnoÊcià ca∏e ˝ycie w fa∏szywie obranym zawodzie, nigdy nie dowie- dzia∏bym si´ o swym istotnym powo∏aniu. Ale od czasu jak mnie ono nawiedzi∏o, m´czy∏em si´ inaczej. By∏em jak mamka, która ma za du˝o pokarmu. Wstrzymany tak d∏ugo zmys∏ pisania rozpiera∏ mnie: skàpe okazje wieczorów Ba- lonika nie zaspakaja∏y go, pisaç zaÊ wiersze tak, bez okazji, jakoÊ mi by∏o g∏upio. Stary koƒ, lekarz, asystent kliniki... To mnie pchn´∏o w dwóch kierunkach. Z jednej strony, in- stynktem samozachowawczym zwróci∏em si´ ku przek∏a- Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 12 12 BOY SŁÓWKA dom, które zaspakaja∏y bodaj formalnà potrzeb´ tworzenia. Polski Molier, Villon, Rabelais wyszli najzupe∏niej z ducha Zielonego Balonika. Z drugiej strony zacz´∏y si´ l´gnàç we mnie wiersze, jakieÊ inne, bardziej osobiste, których wyda- wanie na Êwiat po∏àczone by∏o z pogwa∏ceniem wrodzonej mi wstydliwoÊci ducha. To sà te inne S∏ówka, nie kabaretowe, zab∏àkane tu mi´dzy innymi, zahukane i cokolwiek onie- Êmielone tym towarzystwem. Ma∏o te˝ kto je zauwa˝y∏... Ale to uczucie zawstydzenia stawa∏o mi si´ coraz bardziej przy- kre, tak ˝e w koƒcu zaczà∏em si´ broniç tym napadom. Nie- bawem przemiana warunków naszego ˝ycia otwar∏a nowe mo˝liwoÊci i da∏a mi mo˝noÊç wypowiadania si´ w sposób nie tak upokarzajàcy jak pisanie wierszy: S∏ówka si´ skoƒczy∏y. Poza tym, nie wydaje mi si´, abym si´ odmieni∏ zbytnio. Sposób, w jaki tymi S∏ówkami çwierç wieku temu, na ciem- nym rogu ulicy Floriaƒskiej, pozna∏em si´ z literaturà, wycisnà∏ pi´tno na ca∏ej mojej karierze literackiej. Jak wówczas, tak i dziÊ jeszcze, wszystko wyda- je mi si´ w niej zabawnà i niespodzianà przygodà. I tak samo jak, po pierw- szym tomie moich wierszy- ków, czyta∏em w pierwszej w ogóle jakà mia∏em w ˝yciu «recenzji» takie dusery, jak «znikczemnia∏y drab» – «zwy- rodnia∏y g∏uptas» – «szarganie Zachowany fragment malowid∏a Êciennego w Jamie Michalikowej, Êwi´toÊci» – tak samo czytuj´ Pijana Brama Floriaƒska Henryka Szczygliƒskiego mniej wi´cej to samo i dziÊ. Tyl- ko ju˝ za co innego: S∏ówka sta∏y si´ tymczasem nietykalne, czcigodne, wesz∏y niemal w program szkolny. Niech˝e ten krótki komentarz naukowy pos∏u˝y kochanym malcom, pocà- cym si´ nad wypracowaniem: «S∏ówka Boya na tle epoki», al- bo «Krzywa humoru Boya na zasadzie chronologii S∏ówek». Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 13 OD AUTORA 13 Nie poprzestajàc na tym ogólnym komentarzu, umieÊci- ∏em na koƒcu tomu przypisy, z objaÊnieniem zawilszych miejsc tekstu. Nie taj´, i˝ sporzàdzenie tych przypisów nie przysz∏o mi bez trudnoÊci; wielokrotnie dawa∏ mi si´ we zna- ki mój niedostatek metody naukowej. Stara∏em si´ robiç jak najlepiej; jako niedoÊcig∏y wzór przyÊwieca∏ mi ów znakomity profesor-polonista, który (kilkanaÊcie lat temu) w «krytycz- nym» wydaniu dzie∏ S∏owackiego wiersz z Grobu Agamemno- na «tu czàbry smutne gór spalonych pachnà» opatrzy∏ nast´- pujàcym objaÊnieniem: «Comber, pieczeƒ sarnia lub ciel´ca». By∏o z tego du˝o Êmiechu; ostatecznie trzeba by∏o wycofaç tom z obiegu i przedrukowaç kartk´. Temu-to królowi mimo- wolnych humorystów naukowych niniejsze pierwsze «krytycz- ne» wydanie S∏ówek poÊwi´cam. Warszawa, grudzieƒ 1930 Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 14 Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 15 Różne wierszyki Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 16 Zaproszenie na zabaw´ do cukierni Michalika. Rysunek Karola Frycza Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 17 Słówka Gdy coÊ mnie nadto wzruszy, Lub serce mi podra˝ni, Chowam si´ a˝ po uszy Do swojej wyobraêni. Tam, o ka˝dziutkiej porze, Schronienie mam zaciszne, Gdzie myÊl wyprawiaç mo˝e, Przeró˝ne rzeczy Êmiszne. Miast czerpaç pró˝nà chwa∏´ W tym, ˝e jak z ksià˝ki gada, W g∏upiutkie s∏ówka ma∏e Calutka si´ rozpada. Te s∏ówka mi uciechy Sprawiajà nieraz mnóstwo, Lubi´ ich puste Êmiechy I ducha ich ubóstwo. Jak b∏azenkowie mali S∏ówko si´ z s∏ówkiem cacka, To j´zor mu wywali, To szczypnie je znienacka. Jedno przez drugie hasa, Wydajàc kwik weso∏y, Niby dzieciaków masa, Gdy wyrwie si´ ze szko∏y. Jednemu, w tej pogoni, Pàsem nabiegnà lice, Gdy ˝ywszy ruch ods∏oni M∏odziutkich p∏ci ró˝nice; Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 18 18 BOY SŁÓWKA Inne, troszeczk´ z boku, Przystanie gdzieÊ nieÊmiele I stoi, z mgie∏kà w oku, Jak zadumane ciele; Te dwa, w pustocie nowej, Obj´∏y si´ przyjemnie I same w rym gotowy Splatajà si´ beze mnie; Ja patrz´ na niewinne Figielki mi∏ych dziatek, I wol´ niêli inne Ten ma∏y, w∏asny Êwiatek... Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 19 RÓŻNE WIERSZYKI 19 O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce J. E. Prof. Dr. Hr. St. Tarnowskiemu poÊwi´cam II Pe∏na gracji, zacna, s∏odka, ˚y∏a sobie stara ciotka. Bez zbytków, lecz i bez braku, Mia∏a swój domek na Szlaku. Oprócz cnót rozlicznych wieƒca, Hodowa∏a te˝ siostrzeƒca. Brzydki ch∏opiec, z krzywà buzià, Zwa∏ si´ – dajmy na to – Józio. Ciotka by∏a pannà czystà, A Józio by∏ modernistà. (Modernista – znaczy ch∏opak, Co wszystko robi na opak; Ka˝dego si´ g∏upstwa czepi, A zawsze chce wiedzieç lepiej). Z tym smarkaczem, ciotka stara Mia∏a strapieƒ co niemiara. Zawsze jej czymÊ umia∏ dopiec. Taki ju˝ by∏ brzydki ch∏opiec. Pró˝no ciotka mu wymienia Albo Lucka, albo Henia, Co ich przyk∏ad wszystkim Êwieci Jako grzecznych, dobrych dzieci; On, rozeprze si´ wygodnie, Obie r´ce w∏o˝y w spodnie, Âmieje si´ i kiwa g∏owà, Jakby mówi∏: gadaj zdrowo! IIII To rzecz nie do uwierzenia Co on ma za przywidzenia! Czasem coÊ bez sensu ma˝e Stanis∏aw Tarnowski w karykaturze Kazimierza Sichulskiego Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 20 20 BOY SŁÓWKA I mówi, ˝e to w i t r a ˝ e. To znów, wieczór, biega nago I rozbija wszystkich lagà. Ciotka krzyczy: Joseph! arr˘te! A on: «Ciociu, to kabaret»! Wszystkie meble w domu psuje: Mówi, ˝e sztuk´ «s t o s u j e» Wsz´dzie wlezie, wsz´dzie dotrze, Deprawuje dzieci m∏odsze. To rzecz w Polsce nies∏ychana: Nie chcà wierzyç ju˝ w bociana! KiedyÊ, wpada ma∏a Hanka: – «Ciociu, jestem r o t o m a n k a» Któ˝ ci´ tak nauczy∏?! – «Józio», Mówi z rozpalonà buzià. «A ja – szepleni Ludwiczka – Jestem Êwi´ta pla-samiczka». Chocia˝ zwykle dobra, s∏odka Zawy∏a ze zgrozy ciotka: Razi∏a jà na kszta∏t gromu Taka haƒba w polskim domu! IIIIII Czasem, dobra ciotka wo∏a: «Usiàdêcie dzieci doko∏a, Powiem wam o dawnych dziejach O hetmanach, kaznodziejach, Potem, ka˝de z was wymieni, Którego najwy˝ej ceni». A Józio ze Êmiechu kona I krzyczy: «Ciociu! Kambrona!» IIVV Czasem, a najcz´Êciej w poÊcie, Przychodzà do ciotki goÊcie. «Józiu, przywitaj si´ z Panem! Co ty tam za parawanem?! Wy∏aê stamtàd, puÊç Haneczk´ Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 21 RÓŻNE WIERSZYKI 21 I powiedz goÊciom bajeczk´». Wylaz∏ Józio, g∏owà kiwa I wte s∏owa si´ odzywa: Bajeczka pana Jachowicza. StaÊ na sukni zrobi∏ plam´, Obla∏ bowiem ponczem mam´; A widzàc jà w srogim gniewie, Jak przepraszaç, sam ju˝ nie wie. «Plama g∏upstwo – mama doda – Ale ponczu, ponczu szkoda!» Skoƒczy∏ Józio, goÊç si´ Êmieje, A ciotk´ wnet krew zaleje: Biedaczka dosta∏a md∏oÊci I ze wstydu i ze z∏oÊci. Tak ten niegodziwy ch∏opiec Zawsze ciotce umia∏ dopiec. VV Tak si´ trapi dobra ciotka, Pe∏na gracji, zacna, s∏odka, Lecz najwi´kszà ma subiekcj´, Gdy rozpocznie z Józiem lekcj´. Dojdê˝e ∏adu z takà g∏owà: Zawsze ma ostatnie s∏owo! Ciotka prawi o «Trzech Psalmach»: Józio o «taƒczàcych palmach»; Ciotka mu o aposto∏ach, On jej o s p e r m a t o z o a c h; Ciotka uczy kto by∏ G a l l u s, On poprawia: «Ciociu, P h a l l us!» Ciotka, znów z innego wàtku, Baje o Êwiata poczàtku, Józio si´ zàb za zàb k∏óci, ˚e Êwiat ca∏y powsta∏ z CHUCI. (Mruknie ciotka w pasji szewskiej: «Wcià˝ ten ∏ajdak Przybyszewski!») Ciotka znów o idea∏ach – Józio: «ciociu, co to wa∏ach?» Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 22 22 BOY SŁÓWKA Takà ciotka ma subiekcj´, Gdy rozpocznie z Józiem lekcj´. VVII Kiedy wieczór ju˝ zapada, Ciotka do snu si´ uk∏ada: Józiu! zostaw ten rozporek I chodê odmówiç paciorek. Niech Józio przy ∏ó˝ku kl´knie, I powtarza g∏oÊno, pi´knie: «Boziu, us∏ysz g∏os ch∏opczyny, OdpuÊç s y n ó w naszych winy! Polska ci´ na pomoc wo∏a! Niech tradycji i KoÊcio∏a Pozostanie s∏ugà wiernà! Erotyzmem, ni modernà Niech si´ naród ten nie spodli!» Teraz, Józio si´ pomodli, Za mamusi´, za tatusia, Potem grzecznie si´ wysiusia I spokojnie, cicho zaÊnie. Brzydki ch∏opak mruknà∏: «W∏aÊnie!» Pisane w r. 1907 Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 23 RÓŻNE WIERSZYKI 23 Ach! co za prześliczne abecadło! (Fragment zamierzonego dzie∏a) B, b. Barbara si´ bawi∏a z Bernardynem bardzo, Lecz, ˝e takà zabawà zacni ludzie gardzà, Teraz ka˝de z osobna winy swoje ma˝e: Bernardyn beczy Bogu, a b´ben Barbarze. C, c. Certowa∏ si´ co nocy z Cecylià Celestyn Z ilu daƒ ma si´ sk∏adaç ich mi∏osny festyn; DziÊ, b∏àd swój po niewczasie pojmowaç zaczyna Cesia, ca∏ujàc ch∏odne cia∏o Celestyna. D, d. D∏ugà dyskusj´ z durniem dorzeczna Dorota Wiod∏a, co jest wa˝niejsze, czy mi∏oÊç czy cnota; Tymczasem si´ zciemni∏o: gdy weszli rodzice, W d∏oniach durnia dostrzegli Dorot´ dziewic´. E, e. Ekscytowa∏a Edzia eteryczna Emma I˝ przewrotnej mi∏oÊci chce poznaç dilemma: Póty si´ naprzykrza∏a, a˝ wreszcie, znudzony, Edward ewakuowa∏ Emmy edredony. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 24 24 BOY SŁÓWKA Dziadzio Raz maleƒka Fryderyka Mia∏a dziadzi´ tabetyka. A ˝e stàpa∏ doÊç niezdarnie, Dzieci´ pusty Êmiech ogarnie. «Przestaƒ, – rzecze jej na to staruszek ∏agodnie – I ja biega∏em niegdyÊ ˝wawo i swobodnie; A ˝e mi dziÊ chodzenie idzie jak po grudzie, To dlatego, ˝em w pracy ˝y∏ ci´˝kiej i trudzie». Dobre dzieci´, zawstydzone, Posz∏o p∏akaç a˝ na stron´; Odtàd, zawsze, w czci g∏´bokiej, Podpiera∏o starca kroki. Pami´tajcie, drogie dziatki, Nie ˝artowaç z ojca, matki, Bo parali˝ post´powy Najzacniejsze trafia g∏owy. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 25 Tetralogia z kajetu pensjonarki RÓŻNE WIERSZYKI 25 11.. SSTTEEFFAANNIIAA (PowieÊç psychologiczna) Kto pozna∏ panià Stefanià Ten wola∏ od innych paƒ jà. CoÊ w niej ju˝ takiego by∏o ˚e popatrzyç na nià mi∏o. Oczy mia∏a jak b∏awatki I na sobie ∏adne szmatki. Chocia˝ to rzecz dosyç trudna Zawsze by∏a bardzo schludna. A˝ mówi∏ ka˝dy przechodzieƒ: «Ta si´ musi kàpaç codzieƒ». Choç m´˝a mia∏a filistra W innych rzeczach by∏a bystra. Jeêdzi∏a a˝ do Abacji Po temat do konwersacji. Prócz tego natura szczodra Da∏a jej b. ∏adne biodra. Raz jà pozna∏ jeden malarz Który cz´sto pija∏ alasz. Jak jà zobaczy∏ na fiksie Zaraz w niej zakocha∏ w mig si´. Mia∏a w uszach wielki topaz I by∏a wyci´ta po pas. Zofia Hoesickowa, prawdopodobna bohaterka Stefanii, sportretowana przez Wojciecha Kossaka Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 26 26 BOY SŁÓWKA Przedtem widzia∏ ró˝ne panie Ale zawsze bardzo tanie. I do swego interesu Mia∏y dosyç pod∏e desu. Strasznie si´ zapali∏ do niej Wsz´dzie za Stefanià goni. Mia∏ kolorowà koszul´ I przemawia∏ bardzo czule. ˚eby da∏a mu natchnienie Ale ona mówi ˝e nie. ˚e umi kochaç bez granic Ale to te˝ by∏o na nic. Potem jej mówi∏ na raucie: «Da∏bym ˝ycie ˝ebym mia∏ ci´». Jak zobaczy∏ ˝e nie sposób Poszed∏ znów do tamtych osób. Ale ju˝ zaraz za bramà Mówi∏, ˝e to nie to samo. Takiej dosta∏ dziwnej manii ˚e chcia∏ tylko od Stefanii. Bo to zawsze jest najg∏upsze Kiedy si´ kto przy czym uprze. Mówili mu przyjaciele: Czemu jesteÊ takie ciele. Z kobietami trzeba twardo A nie cackaç si´ z pulardà. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 27 RÓŻNE WIERSZYKI 27 Wi´c jej zaczà∏ szarpaç suknie: A ta, jak na niego fuknie. Wtedy ca∏kiem straci∏ humor I upija∏ si´ na umor. Potem do Stefanii lubej List napisa∏ dosyç gruby. ˚e to b´dzie znakomicie Jak sobie odbierze ˝ycie. A ona myÊla∏a chytrze: «To by by∏o nienajbrzydsze». Lecz jak przysz∏o co do czego JakoÊ nic nie by∏o z tego. Potem znowu za lat kilka Przysz∏a na nià taka chwilka. I myÊla∏a czy to warto By∏o byç takà upartà. Lecz tymczasem mu wych∏ód∏o Bo ju˝ by∏a stare pud∏o. Tak to ludzie trwonià lata ˚e nie sà jak brat dla brata. Z tym najwi´kszy jest ambaras ˚eby dwoje chcia∏o na raz. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 28 28 BOY SŁÓWKA 22.. EERRNNEESSTTYYNNKKAA (PowieÊç obyczajowa) Druga znów by∏a dziewczynka A zwa∏a si´ Ernestynka. Jeden mia∏a smutek wielki Bo ojciec robi∏ serdelki. A przeciwnie za to ona By∏a bardzo wykszta∏cona. Wcià˝ czyta∏a co si´ zmieÊci Âliczne francuskie powieÊci. Mówili o niej Bógwico ˚e jest tylko pó∏dziewicà. Nie ka˝da jest taka Êwi´ta ˚eby zaraz mieç bliêni´ta. Raz jà ojciec przez to z∏apa∏ Bo jej narzeczony chrapa∏. Straszny krzyk si´ zrobi∏ w domu ˚e tak czynià po kryjomu. Ka˝dy wrzeszcza∏ o czym innym Jak zwykle w ˝yciu rodzinnym. Ojciec najgorsze wyrazy Powtarza∏ po kilka razy. Ona p∏aka∏a cichutko Bo jà przy tym kopnà∏ w udko. A potem jeszcze jej ostro Zakaza∏ bawiç si´ z siostrà. ˚e si´ taka sama Êwinka Zrobi jak ta Ernestynka. Z ksià˝kami te˝ by∏a heca Wszystkie powrzuca∏ do pieca. Choç sam nie wiedzia∏ dlaczego Co ma jedno do drugiego. W koƒcu usta∏y te krzyki Poszed∏ rano do fabryki. Na co cz∏owiek si´ nara˝a Kiedy ojca ma masarza. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 29 RÓŻNE WIERSZYKI 29 33.. FFRRAANNIIOO (PowieÊç dydaktyczna) Franio by∏ to ch∏opiec ma∏y Ale by∏ bardzo nieÊmia∏y. Lubi∏ widzieç u siostrzyczki Kiedy zdejmuje spódniczki. Zaraz robi∏ si´ niebieski I woczach mia∏ rzewne ∏ezki. A˝ mówi∏a dobra niania: «˚eby szlag nie trafi∏ Frania». Albo si´ w kàpieli Êmia∏a: «Tobie by si´ ˝ona zda∏a». A on patrzy∏ przestraszony Bo nie by∏ uÊwiadomiony. Naradzi∏ si´ Tato z Mamà I Babunia ty˝ to samo. ˚e to ju˝ ostatnia pora Zawieêç Frania do doktora. Doktór zaraz wzià∏ trzy ruble I kaza∏ go moczyç w kuble. Powiedzia∏ ˝e to dziedziczne Cierpienie psycho-fizyczne. I ˝e mu to przejdzie z wiekiem Jak b´dzie du˝ym cz∏owiekiem. Z∏e sobie daje Êwiadectwo Gdy kto wyszydza kalectwo. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 30 30 BOY SŁÓWKA 44.. LLUUDDMMII¸¸AA (PowieÊç fantastyczna) Inna znów dziewczynka by∏a A wo∏ali jà Ludmi∏a. Mimo doÊç t∏ustego cielska By∏a bardzo marzycielska. Cz´sto Êni∏o si´ jej w nocy ˚e jà Rycerz mia∏ w swej mocy A ona z wielkà ochotà Uwieƒcza∏a go swà cnotà. I w sympatii doƒ miota∏a Du˝e kszta∏ty swego cia∏a. Nikt na palcach nie policzy Ile mia∏a z tym s∏odyczy. Jednej nocy, bawiàc wspólnie Rycerz czu∏y by∏ szczególnie. Ciàgle mówi∏: «Ach! Ludmi∏o!» (Niby tak si´ to jej Êni∏o). Wcià˝ m´˝niej sobie poczyna∏ A˝ ∏ó˝ko wpad∏o w Uryna∏. Oto jak nas biednych ludzi RzeczywistoÊç ze snu budzi. Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 31 Z nastrojów wiosennych RÓŻNE WIERSZYKI 31 Nie masz nic milszego ponad Ciàgnàcy ˝eƒski pensjonat. Sunie sznurkiem przez plantacje, W ciszy, zwolna uroczyÊcie – Zielono, pachnà akacje, S∏oƒce gzi si´ poprzez liÊcie – – Ciàgnie podwójny sznureczek Takich przemi∏ych owieczek. Cieplutko, wiosna, po∏udnie, ¸aweczka, pró˝niactwo boskie, MyÊli rozigrane cudnie W jakieÊ kozio∏ki szelmoskie – – Idà: du˝a, mniejsza, ma∏a, KobiecoÊci gama ca∏a. Ptaszek çwierka gdzieÊ tam z góry Swoich liryk «pierwszà seri´», Zapoznanych serc tortury I celibatu mizerie – – Pod kapotkà granatowà Rysuje si´ to i owo. «W rytm melodii jakiejÊ sennej «Ko∏yszà si´ stare drzewa, «P∏ynie falà dech wiosenny, «W sercu puka coÊ, coÊ Êpiewa – – Ta ma∏a mog∏aby troszk´ Obciàgnàç sobie poƒczoszk´... Slowka 01/3 04.01.2005 11:51 Page 32 32 BOY SŁÓWKA JakiÊ czar nieznany jeszcze, JakieÊ czucia wiotkie, Êliczne – JakieÊ dziwne w piersiach dreszcze Pan i pani-teistyczne – – ……………………………… Czy to nie znaczy przypadkiem, ˚e czas mi ju˝ zostaç dziadkiem...?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Słówka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: