Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00857 013105 17002668 na godz. na dobę w sumie
Słowo i obraz. Na pograniczu literetury i sztuk plastycznych - ebook/pdf
Słowo i obraz. Na pograniczu literetury i sztuk plastycznych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 414
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1484-6 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Janusz Pelc jest twórcą współczesnej polskiej wiedzy o emblematach jako gatunku literackim, jest też jednym z niewielu światowych znawców tej problematyki i jej kontekstu historyczno-artystycznego, topograficznego i księgoznawczego. Książka jest wyjątkową w całej polskiej literaturze naukowej syntezą pełnego stanu badań oraz osobistych doświadczeń autora, zarówno w dziedzinie studiów nad emblematami, jak i nowoczesnych interdyscyplinarnych badań nad staropolszczyzną.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Janusz Pelc SŁOWO I OBRAZ na pograniczu literatury i sztuk plastycznych universitas SŁOWO I OBRAZ Janusz Pelc SŁOWO I OBRAZ na pograniczu literatury i sztuk plastycznych Kraków Podręcznik akademicki dotowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu oraz Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego © Copyright by Janusz Pelc and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2002, wyd. I ISBN 97883-242-1484-6 Opracowanie redakcyjne Edyta Podolska-Frej Projekt okładki i stron tytułowych Studio U Na okładce wykorzystano rycinę A.M. Fredro, Peristroma primum (współwydane z tego autora: Scriptorum seu togae et belli notationum fragmenta), Gdańsk 1660 Spis tre ści Słowo wstę p ne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 17 I. EMBLEMATYKA ORAZ IKONOLOGIA 11. Tra dy cje anty cz ne i śred nio wie cz ne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 19 12. Na początku był Al cia tus . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 17 13. Słow ni ki oraz ko m pen dia en cy klo pe dy cz ne . . . . . . . . . . . . . . . . .1 30 14. Obok Al cia tu sa – współtwó r cy ga tun ku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 32 15. Doj rze wa nie te o rii ga tun ku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 35 16. Wielka ka rie ra em b le ma tów – ana lo gie stru ktu ra l ne – nawiąza nia . . . . .1 43 17. Na ro dzi ny iko no lo gii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 47 18. Świat wi dzia ny z per spe kty wy em b le ma tów, hie ro gli fi ków, iko no lo gii . . . .1 49 II. RENESANSOWA PREEMBLEMATYKA ORAZ POCZĄTKI EMBLEMATYKI RENESANSOWEJ W POLSCE 11. Dzie dzi c two średnio wie cza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 57 12. Po eci łaci ń s cy przed Re jem. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 62 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 171 13. Rej 14. Po kre w ne ga tun ki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .1 99 15. Eks pan sja em b le ma ty ki. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .119 III. OD RENESANSU DO MANIERYZMU ORAZ BAROKU 11. Jan Ko cha no wski i świat re ne san so wych em b le ma tów oraz pre i ko no lo gii . .123 12. Mikołaj Ko cha no wski i jego wie r sze „pod ob razy” . . . . . . . . . . . . . .141 13. Mikołaj Sęp Sza rzy ń ski a świat em b le ma tów . . . . . . . . . . . . . . . . .142 14. Szy mo no wic – pó ź no re ne san so wy eru dy ta . . . . . . . . . . . . . . . . . .146 15. Eks pan sja em b le ma ty ki na przełomie XVI i XVII wie ku. Wi l no i je zu i ci . . .148 16. Krąg Ra dzi wiłłów bi r ża ń skich – „Pol ska Mon te nay” . . . . . . . . . . . . .161 17. Znów je zu i ci – em b le ma ty cz ne pra ce To ma sza Tre te ra . . . . . . . . . . .172 18. Em b le ma ty ka w pa ne gi ry kach i oko li cz no ścio wych dru kach re li gi j nych. . .180 19. Świa to wa Roz kosz i Va ni tas . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .183 10. Amor Di vi nus triu m p hans . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .185 IV. EMBLEMATYKA POLSKA PIERWSZEJ POŁOWY XVII WIEKU I JEJ KONEKSJE NIDERLANDZKIE 11. Amor Di vi nus oraz Ku pi do . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .191 12. Dzieła Ma r ci na Hi ń czy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .196 13. Em b le ma ty ka w ka za niach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .204 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .209 14. Sar bie wski 15. Pol skie „Em b le ma ta Ho ra tia na” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .219 16. Se ba stian a Ma tre Dei i Wie sz czy cki – dwa typy em b le ma ty ki re li gi j nej . . .225 17. Pol skie „Em b le ma ta miłosne” według Ca t sa . . . . . . . . . . . . . . . . .227 V. SZCZYTOWA FAZA POLSKIEJ EMBLEMATYKI BAROKOWEJ 11. Wszy s cy tworzą em b le ma ty. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .235 12. Pol skie wer sje Pia de si de ria z XVII wie ku . . . . . . . . . . . . . . . . . .246 13. Trzy naj wa ż nie j sze dzieła. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .251 14. Pe ri stro ma ta An drze ja Ma ksy mi lia na Fre dry – wi ze ru nek pa nującego 1i jego roli w pa ń stwie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .252 15. Jed na czy dwie wer sje Em b le ma tów Zbi g nie wa Mo r szty na? . . . . . . . . .259 16. Wizja świa ta i człowie ka w Em b le ma tach Zbi g nie wa Mo r szty na . . . . . . .262 17. Ad ver bia mo ra lia Lu bo mi r skie go – po chwała cno ty oraz apo te o za ro zu mu . 274 18. W te a trach i ar chi te ktu rze, stałej oraz oka zjo na l nej . . . . . . . . . . . . .287 19. „Po esis ta cens – pi c tu ra lo qu ens” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .306 VI. EMBLEMATYKA ORAZ HERALDYKA I KULT ŚWIĘTYCH 11. Stem ma ta ba ro ko we a wcze ś nie j sze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .309 12. „Po esis fi gu ra ta” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .310 13. „Li bri ami co rum” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .312 14. Ko m pen dia he ra l dy cz ne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .314 15. Em b le ma ty cz no - he ra l dy cz ne pa ne gi ry ki . . . . . . . . . . . . . . . . . . .315 16. Stem ma ta aka de mi c kie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .316 17. Em b le ma ty ka w te zach i dys pu tach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .320 18. Em b le ma ty ka i he ra l dy ka w dru kach oko li cz no ścio wych szczy to wej fazy ba ro ku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .323 19. Iko ny, stem ma ta, wi ze run ki ro dów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .329 10. Stem ma ta pó ź no ba ro ko we . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .330 11. Al lu sio nes pa ne gy ri cae et al lu sio nes em b le ma ti cae . . . . . . . . . . . . .335 12. Ku po mno że niu chwały bo żej i sławie ro dów . . . . . . . . . . . . . . . . .337 13. Schyłek epo ki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .346 VII. MIĘDZY POEZJĄ A SZTUKAMI PLASTYCZNYMI . . . . . . . . . . . . . . .351 Spis ilu stra cji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .365 Wy bra ne hasła rze czo we . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .375 Indeks osób i tytułów ano ni mo wych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .381 Sum ma ry . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .399 Słowo wstę p ne W trzy dzie ści lat po od da niu do dru ku pie r wszej mo jej książki po świę co - nej sta ro pol skiej em b le ma ty ce od da ję do dru ku nowe opra co wa nie, w któ - rym chciałbym przed sta wić prze de wszy stkim wy ni ki mo ich prac i ba dań, a w nich do em b le ma ty ki oraz iko no lo gii, a ta k że sze rzej do współist nie nia w sztu ce oraz w ota czającym nas świe cie słowa oraz ob ra zu wra całem wie - lo kro t nie przy ró ż nych oka zjach. Wy da na w roku 1973 moja książka pt. Ob raz – Słowo – Znak. Stu dium o em b le ma tach w li te ra tu rze sta ro pol skiej była pio nierską, pierwszą polską książką o em b le ma ty ce. Wywołała też dość żywy re zo nans w na uce. Po niej ba da nia w tej dzie dzi nie po dej mują inni. Prze de wszy stkim wy mie nić tu trze ba pra ce pro fe sor Pa u li ny Bu ch - wa l d - Pe l co wej, au to rki książki z ob sze r nym ze sta wem bi b lio gra fii dru ków em b le ma ty cz nych pol skich lub z Polską związa nych (1981) oraz jej li cz ne cen ne, nie ste ty dotąd roz pro szo ne roz pra wy, a ta k że pra ce jej ucz nia, ba - da cza już w pełni doj rzałego, dra Pio tra Ry p so na, au to ra dwu książek o po - ezji fi gu ra l nej i ta k że wie lu roz praw. Ale na mniejszą ska lę ba da nia nad polską em b le ma tyką i em b le ma tyką w Pol sce po dej mo wa li też inni, do wie - lu ich prac czy te l ni cy znajdą odsyłacze w tej książce. Lata 1972–2002 były prze de wszy stkim okre sem bu rz li we go wręcz roz - wo ju wie dzy o em b le ma ty ce oraz iko no lo gii w ska li świa to wej. W roku 1986 Pe ter M. Daly, ge r ma ni sta z Ka na dy (To ron to) i Da niel Ru ssell, ro ma ni sta z USA, założy li cen ne pie r wsze spe cja li sty cz ne pi s mo „Em b le ma ti ca” wy - da wa ne jako półro cz nik (dwa nu me ry ro cz nie). Pi s mo to ma ogro m ne zasługi w kształto wa niu świa to wej wie dzy o em b le ma ty ce i ga tun kach z nią powiąza nych. W roku 1996 w dzie się cio le cie jego po ja wie nia się dzie sięć pie r w szych ro cz ni ków omó wiłem na łamach na sze go półro cz ni ka „Ba rok. Hi sto ria – Li te ra tu ra – Sztu ka” (R. III, 1996, Nr 1 (5), s. 256–262). W tym - że nu me rze „Ba ro ku” po ja wiło się też ki l ka prac o em b le ma ty ce ba da czy pol skich przy na le ż nych do dwu już po ko leń. Do ceniając w pełni rolę pi s ma „Em b le ma ti ca” nie mo ż na nie do ce nić fa ktu, że w ogó le od lat sie dem dzie siątych XX wie ku no tu je my ogromną licz bę pod sta wo wych dzieł z za kre su wie dzy o em b le ma tach oraz iko no lo - gii: oso b nych książek, roz praw, re fe ra tów z kon gre sów i kon fe ren cji em b le - ma ty cz nych, dro b nych czę sto a nie mniej bar dzo cen nych przy czyn ków 8 Słowo wstępne oraz ko men ta rzy – co szcze gó l nie wa ż ne – do edy cji i re e dy cji te kstów. Książka ni nie j sza sta wia so bie za cel, by pol skie go czy te l ni ka po in fo r mo - wać i za po znać z głów ny mi do ko na nia mi tych prac, zwłasz cza tymi, któ re wa ż ne są dla nas przy oce nie sy tu a cji w Pol sce, w wie lo na ro do wej Rze czy - po spo li tej pol sko - li te wskiej, z pełną świa do mo ścią, że to co było u nas, było cząstką sy tu a cji ogó l nej w ku l tu rze re ne san su oraz ba ro ku w Eu ro pie. Książka ni nie j sza jest opra co wa niem no wym. Z da w nej wer sji z roku 1973 z ważnymi zmia na mi prze ję to tre ści dwu roz działów. Po zo stałe opra - co wa no całkowi cie na nowo, ko rzy stając ty l ko z fra g men tów da w nych prze - my śleń. Ró ż ni się też od swej po prze dni cz ki nie ty l ko za kre sem oma wia nych pro ble mów i utwo rów, wśród któ rych o wie le czę ściej odwołano się do pu b li - ka cji oko li cz no ścio wych. W toku wie lo le t nich ba dań i prze my śleń do - szedłem do wnio sku, że przy oce nie em b le ma ty ki oraz iko no lo gii jako two - rów my śli lu dzi doj rzałego re ne san su, ma nie ry z mu i ba ro ku NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO, któ re mu po tem to wa rzy szyć bę dzie OBRAZ. I jed no, i dru - gie miało być ZNAKIEM, bo taka była fun k cja i słowa, i ob ra zu w em b le ma - cie. Na początku jed nak było SŁOWO w zna cze niu gre c kie go „lo gos”, któ re posiada bar dzo bo ga te ko no ta cje. Książka ni nie j sza po wstała w wy ni ku wie lo le t nich prac i prze my śleń. Nie mogłaby po wstać jed nak, gdy by nie ży cz li wa po moc i dys ku sje z wie lo - ma oso ba mi. Wie le za wdzię czam li cz nym kon ta ktom z ba da cza mi em b le - ma ty ki, prze de wszy stkim z pro fe so rem Ka re lem Po rte ma nem z Lo wa - nium. Kon ta ktom tym bar dziej cen nym, po nie waż oka zało się, że pol ska em b le ma ty ka ba ro ko wa szcze gó l nie wie le za wdzię cza em b le ma ty ce ni de r - lan dz kiej. Temu wie le mie j s ca po świę cam w mej książce. Szcze gó l nie wie - le książka ta za wdzię cza ży cz li wej po mo cy, kry ty ce Żony mo jej, prof. Pa u li - ny Bu chwa l d - Pe l co wej. Bez dys ku sji z Nią i za chę ty oraz po mo cy w kłopo t - li wych chwi lach trud no byłoby au to ro wi zdo być się na do ko ń cze nie książki. Za to wy ra żam wdzię cz ność szcze gólną. I. Emblematyka oraz ikonologia 1. TRA DY CJE ANTY CZ NE I ŚRED NIO WIE CZ NE Em b le ma ty ka i po tem jej młod sza sio stra iko no lo gia po ja wiły się jako doj rzały wy nik działania twó r ców i te o re ty ków cza sów re ne san su w Eu ro - pie. Pełnię roz wo ju i długo trwającego roz kwi tu osiągały w do bie do mi na cji ma nie ry z mu oraz ba ro ku. Obie były wy ni kiem świa do me go łącze nia słowa i ob ra zu w okre ślo ne związki i współdziałania mającego służyć po zna niu i rozu mie niu świa ta, wy ja ś nia niu jego ta j ni ków, me cha ni z mów działania ota czającej człowie ka i two rzo nej prze zeń rze czy wi sto ści. Em b le ma ty ka i po tem iko no lo gia oczy wi ście nie po ja wiły się w pró ż ni. Miały swo je an te - ce den cje, swo je tra dy cje. Twó r cy oraz te o re ty cy em b le ma ty ki i iko no lo gii po szu ki wa li owych tra dy cji i za ra zem je two rzy li. An te ce den cji oraz tra dy - cji po szu ki wa no prze de wszy stkim w sta ro ży t no ści gre c ko - rzy m skiej, a na - wet w sta ro ży t no ści ro zu mia nej sze rzej i głębiej. Nie bez zna cze nia też dla twó r ców em b le ma ty ki oraz iko no lo gii było dzie dzi c two współist nie nia i wza je mne go od działywa nia słowa i ob ra zu w chro no lo gi cz nie bli ż szych lu dziom od ro dze nia cza sach śred nio wie cza, w któ rych wie le zna cze nia i uwa gi przy wiązy wa no do roli ale go rii oraz sym bo lów. Lu dzi re ne san su szcze gólnie jed nak fa s cy no wało dzie dzi c two sta ro ży t - no ści, od kry wa ne i po zna wa ne z pasją oraz kon se k wencją w myśl prze wod - nie go dla hu ma ni stów re ne san so wych hasła ad fon tes. W sta ro ży t no ści szu ka no wzo rów i pod niet do włas nych prze my śleń oraz do ko nań. Szu ka - no ta k że mia ry wa r to ści oraz zna cze nia włas nych do ko nań. Wie l kie od kry cia ar che o lo gi cz ne i ukształto wa nie się ar che o lo gii jako w pełni sa mo dzie l nej dys cy p li ny do ko nało się do pie ro w XVIII stu le ciu. Wte dy to w sze r szym za kre sie po czę to wy do by wać po grze ba ne w I wie ku na szej ery Po mpe je i He r cu la num, w któ rych od kry wa no ta k że wa ż ne prze ja wy współist nie nia słowa i ob ra zu. O ist nie niu jed nak ich wcze ś niej do wia dy wa no się na pod sta wie za pi sów, po śred nich świa dectw. Śla dów za - sy pa nych Po mpe jów po szu ki wa no już pod ko niec XVI wie ku, po szu ki wa no ich i w wie ku XVII. Było to wy ra zem pre a r che o lo gi cz nych pa sji tak zna mien - nych dla lu dzi re ne san su, wa ż nych i dla ich kon ty nu a to rów w wie ku XVII za in te re so wa nych da w ny mi po zo stałościa mi mi nio nych ku l tur anty cznych. 10 Emblematyka oraz ikonologia Ar che o lo gia była oczy wi ście dziełem wie ku XVIII, ale osta t nio co raz bar - dziej do ce nia my działal ność pre a r che o lo gów i wy ni ki ich do ko nań właś nie z XVI i XVII wie ku. Ku da w nym związkom słowa i ob ra zu pro wa dziły za cho wa ne, na wet cząstko we, ich opi sy. Czę sto za cho wa ne i po wie la ne w po pu la r nych księ - gach, rę ko pi śmien nych, a po tem rów nież dru ko wa nych, księ gach in skry pcji i sen ten cji, nie gdyś związa nych z ob ra za mi, tworzącymi wraz z nimi dwu - człono we de wi zy lub ko m po zy cje sym bo li cz ne, ale go ry cz ne. Skrzę t nie od - czy ty wa no na pi sy na da w nych rze ź bach i bu do w lach. Zbie ra ne, wy do by wa ne i spi sy wa ne re li kty da w nych ku l tur służyć miały pogłębie niu wie dzy o włas nych ko rze niach. W po szu ki wa niach nie le kce - wa żo no na wet dro b nych wzmia nek i opi sów. Ro zu mie niu wy do by wa nych za by t ków co raz bar dziej służyły za cho wa ne na nich in skry pcje. Co raz większą wagę przy wiązy wa no też do wy do by wa nych i po wie la nych w od pi - sach i prze dru kach kodeksów da w nej epi gra fi ki. Za in te re so wa nie po zo stałościa mi ku l tu ry anty cznej, ar che o lo gi cz na pa - sja wy do by wa nia ich i od twa rza nia odkry wa nych usz ko dzo nych za by t ków, od twa rza nie ich ad in te grum – do pełnego kształtu, zna j dy wało zna mien - ne prze ja wy w dzie dzi nie sztu ki. Przykładem szcze gó l nie wy mo w nym może tu być sto su nek do od kry tej w roku 1506 w Rzy mie usz ko dzo nej rze ź - by z I wie ku przed naszą erą przed sta wiającej tak zwaną gru pę La o ko o na, którą sta ra no się od two rzyć w pełnym jej kształcie. Fi lo lo go wie re ne san so - wi wy do by wa li za cho wa ne czę sto ty l ko w ułam kach te ksty da w nych au to - rów. Czę sto sta ra li się też z ułam ków, po uzu pełnie niach, od twa rzać ad in - te grum da w ne dzieła. Przykładem tego u nas cho ć by pra ca Jana Ko cha - nowskie go nad fra g men ta mi Cy ce ro no we go przekładu na łaci nę z gre ki po ema tów Ara to sa, od twa rza ny mi ad in te grum. Nie mniej zna mien ny był współudział naj wy bi t nie j sze go po ety pol skie go re ne san su w sze rzej za mie - rzo nym dzie le jego przy ja cie la, jed ne go z naj zna ko mi t szych fi lo lo gów ty ch - że cza sów, An drze ja Pa try ce go Ni de c kie go nad ze bra niem i edycją skrzę t - nie gro ma dzo nych roz pro szo nych fra g men tów pism bo skie go Tu lliu sza1. Jak już wspo mnia no, lu dzie re ne san su, ich kon ty nu a to rzy w XVII stu le - ciu szcze gó l ne za in te re so wa nie oka zy wa li sta ro ży t nej, gre c kiej i sta ro - rzym skiej epi gra fi ce. Ba da no jej związki z dawną sztuką sa kralną i świecką, z da w ny mi in sty tu cja mi społecz ny mi i pa ń stwo wy mi, z oby cza ja mi to wa - rzyszącymi ży ciu lu dzi od ich na ro dzin aż do śmie r ci, służące utrwa le niu ich pa mię ci w po mni kach, gro bo w cach. Lu dzie renesan su i po tem XVII wie ku nie ogra ni cza li swych za in te re so - wań przeszłością i po szu ki wań ko rze ni do zgłębia nia dzie dzi c twa sta ro ży t - 1 1 O tym pi szę w książce: Ko cha no wski. Szczyt re ne san su w li te ra tu rze pol skiej (nowa wer sja), Warsza wa 2001, s. 75–76, 93, 272–274. Tra dy cje anty cz ne i śred nio wie cz ne 11 nej Hel la dy i Romy. Sta ra li się się gać po nie sze rzej i głębiej do pokładów dzie dzi c twa ku l tur kształtujących się w krę gu śród zie mno mo r skim, obe j - mującego związany z chrze ści ja ń stwem wspól notą Bi b lii Sta re go Te sta - men tu świat ku l tu ry ju de j skiej, ale ta k że i Egipt oraz kra je Azji Mnie j szej. Twó r cy re ne san so wej em b le ma ty ki uz na li, iż po prze dni kiem upra wia - nej przez nich sztu ki była sta ro egi p ska hie ro gli fi ka. Sta ro egi p skie hie ro gli - fy od czy ta no w na szej erze do pie ro w roku 1779, do ko nał tego Fran cuz Jean François Cha m pol lion. Zna no je jed nak wcze ś niej. Rosła też wokół nich już w cza sach po prze dzającego bez po śred nio naszą erę gre c ko - rzy m - skie go anty ku, po tem w śred nio wie czu, a ta k że w epo ce re ne san su swo i sta, nawar s twiająca się sto p nio wo le gen da. W le gen dzie tej, a ra czej może w ró ż - nych wa rian tach owej ży wej przez wie le wie ków le gen dy, ele men tem właści wie stałym, po wta rzającym się, przy ję tym za pe w nik było prze ko na - nie o tym, że owe sta ro egi p skie eni g ma ty cz ne hie ro gli fy były nie ja kimś układem zna ków od po wia dających dźwię kom, fo ne mom, słowom, zda - niom, ze społom powiąza nych ze sobą se man ty cz nie zdań, czy li te kstom, wy po wie dziom sfo r mułowa nym na pi śmie, jak to miało mie j s ce w za pi sa - nych al fa be tem gre c kim, łaci ń skim czy in nym (np. he bra j skim) te kstach, lecz ze społem zna ków od po wia dających ogó l nym ide om. Sym bo li cz na, ukry ta w sym bo li ce treść zna ku od po wia dać miała idei2. W sym bo li ce sta ro egi p skich zna ków hie ro gli fi cz nych do szu ki wa no się złożo nych, zawiłych tre ści fi lo zo fi cz nych, ma gi cz nych. Ów sym bo li cz ny ję - zyk idei w pe wien spo sób sa kry fi ko wa no, a przy naj mniej ce nio no bar dzo wy so ko. Wy ra żać miał on wie dzę ta jemną, trudną, a przy tym głęboką, do - tyczącą fun da men ta l nych spraw świa ta i człowie ka. Już sta ro ży t ni Gre cy pa trzy li na Egipt jako na kraj da w nej, ta je mnej wie - dzy, uw z nio ślo nej mądro ści prze ka zy wa nej skrzę t nie od da w na. Taką wi - zję da w nie j szej egi p skiej ku l tu ry utrwa lić mie li mę dr cy – Pi ta go ras, So lon, Pla to. W cza sach Ale ksan dra Wie l kie go i po tem za cie ś niły się je sz cze za - dzie rz g nię te wcze ś niej wię zy ku l tu ry gre c kiej z dzie dzi c twem da w nie j szej ku l tu ry egi p skiej. Po przez ku l tu ry świa ta hel le ni sty cz ne go prze ni k nęły one do im pe rium rzy m skie go. W Ti ma jo sie Pla to na od naj du je my opo wieść o po by cie So lo na, pra wo da w - cy Aten, w egi p skim Saïs. Kapłani egi p s cy opo wie dzie li mu wie le o włas nej przeszłości i o za mierzchłych dzie jach Hel la dy. Grecką Pal las Ate nę uto ż - sa mio no z egipską Izydą (czy Ne ith). Wie dza owych kapłanów – roz mów - ców So lo na opa r ta była na świę tych księ gach za wie rających naj sta r szy sym bo li cz ny wykład ta j ni ków i mądro ści dzie jów3. 2 2 L. Die c k mann, Hie ro gly p hics. The Hi sto ry of a Li te ra ry Sym bol, Wa s hin g ton 1970, s. 3–4; E. Ive r - sen, The Myth of Egypt and its Hie ro glyphs in Eu ro pe an Tra di tion, Co pen ha gen 1961, s. 11–37. 3 3 Pla to, Ti ma ios i Kri tias, przeł. i oprac. W. Wi twi cki, Wa r sza wa 1960, s. 24–31. 12 Emblematyka oraz ikonologia Według te o rii Pla to na ob ra zy, wy ob ra że nia pla sty cz ne, wi dzia l ne i do ty - ka l ne, oraz słowa są sym bo li cz nym od bi ciem świa ta idei. Od bi ciem tego świa ta idei miało być też wszy stko, co ist niało i do stę p ne było lu dz kie mu do zna niu, post rze ga niu, ro zu mie niu, świat lu dzi i rze czy. W Pla to ń skim Fa j dro sie, So kra tes nawiązując do ge ne zy i zna cze nia egi p skich hie ro gli - fów mówi o zna mien nych ana lo giach mię dzy pi s mem a wy two ra mi sztuk pla sty cz nych. Dają one sym bo li cz ny ob raz świa ta idei4. Twó r cy sztu ki sło - wa i sztu ki ob ra zu mają dążyć do uka za nia i prze kaza nia pra wdy. W Pa ń - stwie Pla to do strzegł wie l kie po do bie ń stwo mię dzy pracą twórczą ma la rza i po ety5. Obaj uka zują od bi cie świa ta idei, a ta k że sym bo li cz ne owych idei od po wied ni ki. Pla to ń skie idee po do b nie jak li cz by pi ta go re j czy ków były próbą uchwy - ce nia i wy ja ś nie nia isto ty wszech świa ta. W sym bo li cz nym przed sta wie niu idei i w sym bo li ce liczb już sta ro ży t ni Gre cy do szu ki wa li się właści wo ści zna ków wie dzy ta je mnej. Jak twier dził So kra tes w Fa j dro sie Pla to na, egi p - ski bóg The uth pie r wszy wy na lazł li cz by, ge o me trię z jej cha ra kte ry sty cz - ny mi fi gu ra mi, astro no mię, a ta k że hie ro gli fy6. W spe ku la ty w nych ze sta - wie niach liczb i figur Gre cy i po tem Rzy mia nie do strze ga li – tak jak w sta - ro egi p skiej hie ro gli fi ce uz na wa nej za ję zyk posługujący się wi ze run ka mi idei – układy sym bo li cz nych zna ków wie dzy ta je mnej. Twó r cy re ne san so - wej i – je sz cze bar dziej – ba ro ko wej em b le ma ty ki pla to ń skie ro zu mie nie hie ro gli fi ki, pi ta go rejską sym bo li kę liczb, a ta k że le gen dę o oku l ty sty cz nej mądro ści egi p sko - cha l de j skich ma gów tra kto wa li na ogół syn kre ty cz nie jako dające się po go dzić ko m po nen ty ich tra dy cji. Szcze gó l nie ważną rolę pełnił po tem wśród po sta ci sław nych ma gów He rmes Tri s me gi stos, do któ - re go nawiązy wa li ta k że pi sa rze wczes no chrze ści ja ń s cy. Dzieła pla sty cz ne i li te ra c kie według Pla to na miały być od bi ciem, ilu - stracją idei. Miały uka zy wać abs tra kcyjną pra wdę, choć mogły to czy nić ty l - ko w spo sób nie do sko nały, nie pełny, sym bo li cz ny i wie lo aspe kto wy, dający się in ter pre to wać tak lub nie co ina czej. Pewną próbą uporządko wa nia tych spraw już w sta ro ży t no ści stała się ale go ry cz na me to da in ter pre ta cji związków idei, my śli i ich po ety c kich, pla sty cz nych wykład ni ków, związków mię dzy zna kiem i tym, co było oz na cza ne. Pla to ń ski sy stem świa ta idei uporządko wa ny był hie ra r chi cz nie i hie ra r chi cz ny był też układ sym bo li mających przy bli żyć lu dziom po zna nie (po śred nie wpra w dzie) tych spraw. Ale go ry za cja ów hie ra r chi cz ny porządek do sko na liła (przy naj mniej w za - mie rze niu), upra sz czała i ukon kre t niała, spro wa dzała do pod sta wo wych sche ma tów. Tak tra dy cję Pla to ń skich idei i jej sta ro egi p skie, hie ro gli fi cz ne 4 5 4 Pla to, Fa j dros, przeł. i oprac. W. Wi twi cki, Lwów–Wa r sza wa 1922, s. 110–116. 5 Por. fra g ment dzieła w: W. Ta tar kie wicz, Hi sto ria este ty ki, t. 1: Este ty ka sta ro ży t na, Wa r sza wa 1960, s. 163. 6 6 Pla to, Fa j dros, s. 110–111. Tra dy cje anty cz ne i śred nio wie cz ne 13 pa ran te le wi dział Plu tarch w swych Mo ra liach (pisząc m.in. o Izy dzie i Ozy - ry sie). Sym bo le hie ro gli fi cz ne współtworzące hie ra r chi cz ne kon stru kcje ale go ry cz ne tra kto wał on jako wykład ni ki fi lo zo fii mo ra l nej, wie dzy o oby - cza jach7. W owych ale go ry cz nych hie ra r chiach za j mo wa li swe mie j s ca bo - go wie, lu dzie ró ż nych kon dy cji, zwie rzę ta i rze czy. Po do b ny kie ru nek ale go ry cz nej in ter pre ta cji zna lazł po da t ny grunt w ku l tu rze he bra j skiej. Re pre zen to wał go m.in. Fi lon z Ale ksan drii, łą czący w in ter pre ta cjach Sta re go Te sta men tu tra dy cję da w nie j szej szkoły he bra j - skiej z tra dycją neo pla tońską. Fi lon od gra ni czał zresztą wy ra ź nie przy tym sta ro egipską czy grecką wie dzę od re li gii8. Były to dlań rze czy ró ż ne, wśród któ rych do ko ny wał świa do me go wy bo ru. Tra dy cje Plu ta r cha i Fi lo na przy - jęło po tem wcze s ne chrze ści ja ń stwo i ku l tu ra eu ro pe j ska wie ków śred - nich, a w czę ści ta k że ku l tu ra no wo ży t na cza sów re ne san su (Pico de lla Mi - ran dola i inni)9, a na wet i epok pó ź nie j szych. U schyłku epo ki sta ro ży t nej wy soką oce nę sta ro egi p skiej hie ro gli fi ki dali pi sa rze ale ksan dry j s cy, neo pla to ni cy, po ga nie i chrze ści ja nie. Nawiązując do tra dy cji Fi lo na, Kle mens z Ale ksan drii w swych Stro ma tach do wo dził swo i stej jed no ści ju da j sko - chrze ści ja ń skiej Bi b lii oraz gre c kiej i egi p skiej fi - lo zo fii i po kre wie ń stwa mi ste riów wia ry chrze ści ja ń skiej z ta jemną wiedzą o gre c kim i egi p skim świe cie bo gów. Pra wda o tym kryć się miała w sym bo - lach i eni g ma tach, ale go riach. W ten spo sób Kle mens i wie lu pie r wszych oj ców Ko ścioła ro zu miało sens Pi s ma św.10 Ważną rolę w pod trzy ma niu mitu sta ro egi p skich hie ro gli fi ków ode grał Plo tyn, któ ry w En ne a dach twier dził, roz wi jając my śli Pla to na, iż egi p skie hie ro gli fi ki były zna ka mi idei, sym bo la mi idei. Plo tyn mo c niej niż Pla ton pod kre ślał związki hie ro gli fi ki i dzieł pla sty cz nych, sta tui, rzeźb, dzię ki któ - rym lu dzie po znają pię k no idei i zbli żają się do po zna nia ta je mnic bytu. Nie ro zu miejąc pi s ma hie ro gli fi cz ne go, Plo tyn wi dział w nim sztu kę sym bo li cz - nie przed sta wiającą za po mocą po wta rza l nych i wi dzia l nych zna ków ta je mni - ce Pra wdy, Bo sko ści, Pię k na11. My śli Plo ty na, któ re pó ź niej ode grały tak ważną rolę w dzie jach re ne san so we go neo pla to ni z mu, pod ję li jego ucz nio - wie, Po rfi rius i z ko lei uczeń te goż, mniej zna ny Ja m b li chus, któ ry w eni g - ma ty cz nych hie ro gli fach sta ro egi p skich do szu ki wał się nie ty l ko sym bo li cz - nych zna ków Pię k na i Bo sko ści, lecz prze de wszy stkim może zna ków ma - gicz nych, mi sty cz nych. Była to dlań wie dza bo gów i de mo nów, a wgłębia nie 7 8 17 Die c k mann, op. cit., s. 7–8. 18 Ibi dem, s. 11–12; H.A. Wo l f son, Phi lo. Fo un da tions of Re li gio us Phi lo so p hy in Ju da ism, Chri - stia ni ty and Is lam, Ca m bri d ge 1947, s. 30–32, 20. 9 19 E. Ga rin, Me dio e vo e Ri na s ci men to, Bari 1961, s. 150–169 i pas sim; ten że, Fi lo zo fia od ro dze nia we Włoszech, przeł. K. Żabo kli cki, Wa r sza wa 1969, s. 150–153. 10 11 10 Die c k mann, op. cit., s. 14–16. 11 Ibi dem, s. 17–18. 14 Emblematyka oraz ikonologia się w nią miało cha ra kter mi ste rium. Pra cę Ja m b li chu sa znał i przełożył na łaci nę Ma r si lio Fi ci no12. Naj wię kszym rozgłosem i uz na niem jako po prze dnik re ne san so wej em - ble ma ty ki cie szyły się od kry te w r. 1419 na wy spie An dros i prze wie zio ne do Flo ren cji Hie ro gly p hi ca Ho ra pol la pi sa ne po gre c ku i wy da ne dru kiem po raz pie r wszy w r. 1505 w Wene cji, wie lo kro t nie pó ź niej wzna wia ne. Hie ro - gly p hi ca, dzieło Ho ra pol lu sa Ni lia cu sa na pi sa ne po egi p sku, miało być nie - gdyś przełożo ne na gre cki przez ja kie goś Fi li pa. Imio na au to ra zbio ru: Ho - rus i Apo llo, były związane z po sta cią tego sa me go bó stwa, bó stwa słońca i wy ro cz ni. Tak też wykłada li i ro zu mie li sens owe go dzieła lu dzie re ne san - su. Fi ci no in ter pre to wał Hie ro gly p hi ca oczy wi ście w du chu neo pla to ń skim: Sa cer do tes Ae gy p tii ad si g ni fi can da di vi na my ste ria, non ute ban tur mi nu tiis li te ra rum cha ra c - te ri bus, sed fi gu ris in te gris her ba rum, ar bo rum, ani ma lium qu o niam vi de li cet Deus scien tiam re rum ha bet non ta m qu am ex co gi ta tio nem de re mu l ti p li cem, sed ta m qu am si m p li cem fi r ma - m que rei fo r mam. Exo gi ta tio te m po ris apud te mu l ti p lex est et mo bi lis, di cens vi de li cet te m - pus qu i dem est ve lox, et re vo lu tio ne qu a dam prin ci pium ru r sus cum fine co niun git: pru den - tiam do cet, pro fert res, et au fert. To tam vero di s cu r sio nem eiu s mo di una qu a dam fi r ma que fi gu ra co m pre hen dit Ae gy p tius ala tum se r pen tem pin gens, ca u dam ore pra esen tem: ca e te ra - que fi gu ris si mi li bus, quas de scri bit Ho rus13. Szcze gó l nie god ne uwa gi jest pod kre śle nie przez Fi ci na fi gu ra l nej in ter - pre ta cji sym bo li cz nych zna czeń. W nich i w bo skich mi ste riach kryła się siła, wie dza i au to ry tet egi p skich ma gów. W isto cie rze czy Hie ro gly p hi ca Hora pol la były jed nak prze de wszy stkim zbio rem anty cznych opo wie ści i bajek zwie rzę cych z pla sty cz nym, sym bo - licz nym wyob ra że niem przed sta wia nych spraw. Wykład przy naj mniej nie - któ rych uka zy wa nych tam tema tów w nie co innych związkach i pro po r cjach odna leźć moż na w śred nio wie cz nym Phy sio lo gu sie i popu la r nych bestia - riu szach14. Oczy wi ście Hie ro gly p hi ca Hora pol la nie były tyl ko swo i stym kata lo giem sym bo li ki zwie rzę cej, zna nej z anty cznych i śred nio wie cz nych zbio rów bajek. Dzieło to wpro wa dzało w sym bo li cz nie uję ty świat bogów i ludzi, taje m ny i dzi w ny, wol ny od nawa r stwień inter pre ta cji śred nio wie cz nych. Bli ż szy dzię ki temu ludziom rene san su i twó r com rene san so wej emb le ma - ty ki. Ułatwiło to powsta nie i sze rze nie się legen dy owe go dzieła uzna ne go za skar b ni cę mądro ści. Popu la r ność utwo ru Hora pol la w dobie rene san su 12 12 Ibi dem, s. 24; A. Ku czy ń ska, Fi lo zo fia i te o ria pię k na Ma r si lia Fi ci na, Wa r sza wa 1970, s. 22, 33; F.A. Ya tes, Gior da no Bru no and the he r me tic Tra di tion, Lon don 1964, s. 62–83 (por. też s. 84–116), 115–129. 13 13 M. Fi ci no, Ope ra omnia, Ba si lea 1576, s. 1768 (cyt. za: E.H. Go m brich, Ico nes sym bo li cae. The Vi su al Ima ge in Neo -Pla to nic Tho ught, „Jo u r nal of the War burg and Co u r ta uld In sti tu tes”, Vol. XI: 1948, s. 172). 14 14 Ive r sen, op. cit., s. 47–49; Die c k mann, op. cit., s. 27. Tra dy cje anty cz ne i śred nio wie cz ne 15 utrwa liła też prze ko na nie o tym, iż sta ro egi p skie hie ro gli fy były pla sty cz ny - mi sym bo la mi idei, a nie swo i stym alfa be tem, przy czy niła się do wyso kiej oce ny iko ni cz ne go wykładu prawd filo zo fi cz nych i mora l nych. Nowo ży t ni twó r cy emb le ma tów dostrze ga li oczy wi ście swe tra dy cje nie tyl ko w daw nej hie ro gli fi ce. Zna ne były im wie r sze sta ro ży t nych Gre ków i Rzy mian związane z posągami i malo widłami. Uzna ny za twó r cę nowo ży t - nej emb le ma ty ki Włoch Andre as Alcia tus 50 sub skry pcji do swe go zbio ru przejął z Anto lo gii gre c kiej. Odpo wied ni ki nie któ rych wize run ków ze zbio - ru Alcia tu sa wid niały na ścia nach Pompei wraz z epi gra ma mi15. W sta ro ży t - nej Gre cji i w sta ro ży t nym Rzy mie, w orbi cie kul tu ry hel le ń skiej, hel le ni - sty cz nej i laty ń skiej, rzy m skiej wzno szo no posągi bóstw, osób, rze ź by sym - bo li cz ne, któ re opa try wa no sen ten cja mi, wie r sza mi wyja ś niającymi ich sens, prze ka zującymi w słowie to, co okre ślić miały wizu a l nie kształty i bar - wy odpo wia dających im dzieł pla sty cz nych. Napi sy, w for mie sen ten cji, wie r szy towa rzy szyły rze ź bom, płasko rze ź - bom w zew nę trz nym i wewnę trz nym wystro ju dzieł anty cznej, a zwłasz cza może rzy m skiej archi te ktu ry. Z poga ń skie go Rzy mu tra dy cje te przejął Rzym chrze ści ja ń ski. Chrze ści ja ń stwo zresztą już w okre sie prze śla do wań i działalno ści w kata ku m bach wytwo rzyło własną sym bo li kę, nawiązującą do Sta re go i Nowe go Testa men tu, łączącą tra dy cje hebra j skie, egi p skie z rzy m ski mi i gre c ki mi. Wczes no chrze ści ja ń skim moza i kom towa rzy szyły wie r szo wa ne titu li, czę sto utrzy ma ne w duchu neo pla to ń skim, mod ne tak że póź niej. Suger, opat St. Denis w XII w., napi sy takie zwał ver si cu li. Układał je sam i umie sz czać kazał na fra g men tach nowych lub rekon stru - o wa nych budo w li, witra żach, reta bu lach, naczy niach16. Do prawd oczy wi s tych zali czyć dziś trze ba stwier dze nie, iż sym bo li ka śred nio wie cz na zawdzię czała wie le sym bo li ce anty cznej. Związków tych poszu ki wać trze ba w wie lu dzie dzi nach. Ist nieją one czę sto nawet tam, gdzie nie podej rze wa li by śmy ich ist nie nia. Poprze dniczką rene san so wej emb le ma ty ki była, przy naj mniej w pew nym zakre sie, śred nio wie cz na hera l - dy ka, napi sy „na” i „pod” her by, śred nio wie cz ne stem ma ta, czy li wie r sze na godła her bo we. Ale prze cież sym bo li kę zna ków ryce r skich i umie ję t ność łącze nia godeł oraz sen ten cji znała już sta ro ży t ność. Śred nio wie cz na kul tu - ra ryce r ska prze jęła pew ne wzo r ce, roz wi nęła je, stwo rzyła wokół nich wysub li mo waną atmo s fe rę, sakry fi ko wała w swo i sty spo sób oby czaj ryce r ski i feu da l ny17. Tra dy cje schry stia ni zo wa ne go anty ku spo ty kały się tu z daw ny - 15 15 M. Praz, Stu dies in Se ven te en t h - Cen tu ry Ima ge ry, 2 ed., Roma 1964, s. 25–30; A. Schöne, Em - b le ma tik und Dra ma im Ze i ta l ter des Ba rock, 2 ed., München 1968, s. 25. 16 16 E. Pa no f sky, Stu dia z hi sto rii sztu ki, wybr. i oprac. J. Białosto cki, Wa r sza wa 1971, s. 82, por. też s. 74–94. O sym bo li ce tej por. G. Fe r gu son, Signs and Sym bols in Chri stian Art, New York 1961, pas sim. 17 17 Por. L. Ver riest, No b les se, che va le rie, li g na ge, Bru xel les 1960; F. Lot, L’Art mi li ta i re et les armées au Mo y en Age, Pa ris 1946. 16 Emblematyka oraz ikonologia mi rodo wy mi tra dy cja mi szcze pów poga ń skich. W nawiązaniu do tych tra - dy cji roz wi jał się i roz kwi tał oby czaj uży wa nia zna ków - go deł i zna ków - za - wołań, zna ków - sen ten cji, a tak że właści wy dla ryce r stwa feu da l ne go kult owych zna ków. War to chy ba przy po mnieć, iż chorągiew począt ko wo w śred - nio wie czu była zna kiem roz po zna w czym. Potem ów znak nabie rał coraz boga t szych tre ści sym bo li cz nych, sam sta wał się war to ścią, sym bo lem hono ru pew nej okre ślo nej społecz nie i orga ni za cy j nie gru py, ryce rzy służących pod owym zna kiem. Zna ny już cza som anty cznym zwy czaj łącze nia dzieła pla sty cz ne go – malo widła, rze ź by z napi sem prze trwał cza sy śred nio wie cza, a nawet bywał wów czas czę ściej sto so wa ny. Napi sy (titu li), sen ten cje ułatwiały ale go ry cz ny wykład tre ści obra zu, a jed no cze ś nie prze cież wize run ki pla - sty cz ne wska zy wały nie ja ko widzo wi -o d bio r cy na treść towa rzyszącego napi su, sen ten cji. By zro zu mieć napis, trze ba było umieć czy tać, wize ru - nek oddziaływał (w róż nym sto p niu oczy wi ście) na każ de go, kto mógł nań patrzeć. Pod kre ślić nato miast trze ba, iż ludzie śred nio wie cza, choć zna jo - mość czy ta nia nie była – zwłasz cza we wcze s nym śred nio wie czu – czę sta, byna j mniej nie lekce wa ży li owych teksto wych „enklaw seman ty cz nych”18. Prze ciw nie, przy wiązywa li do nich dużą wagę (pri mum scri p tu ra, dein de pic tu ra) i wie lo kro t nie roz bu do wy wa li je, prze zna czając dla nich spo ro mie j s ca szcze gó l nie na malo widłach. Zape w ne więc były one uży te cz ne, spełniały zamie rzoną fun kcję dyda ktyczną19. Śred nio wie cze pozo sta wiło nam jed nak tak że dzieła, w któ rych enklawą seman tyczną był nie napis, tekst pisa ny, lecz właśnie obraz, wize ru nek. Cho dzi tu o tak zwa ne ręko pi sy ilu mi no wa ne, a więc takie, w któ rych obok tekstu pisa ne go wypo wie dzi poja - wiły się ryci ny z tym tekstem – moc niej lub słabiej – związane. W ten spo sób ilu stro wa no kode ksy zawie rające żywo ty świę tych, wywo dy hera l dy cz ne, histo ry cz ne i inne. Czę sto ilu mi na cje towa rzy szyły pisa nym tań com śmie r ci (dan ces maca bres). I nie przy pa d ko wo. Był to prze cież czę sty temat kom po - zy cji pla sty cz nych, prze de wszy stkim mala r stwa. Przy nie któ rych rea li za - cjach owe go tema tu w mala r stwie ścien nym czy tab li co wym bądź w ilu mi - no wa nych księ gach moż na by właści wie zapy tać: co tu jest seman tyczną enklawą? Obraz czy tekst? Wątpli wość ta poja wia się zresztą chy ba czę ściej przy mala r stwie. Ilu mi no wa nie ksiąg było koszto w ne i nie sza fo wa no nim zby t nio. I tu, i tu zresztą wypa d ki kra ń co we zda rzały się raczej rza d ko, choć spra wę tę, nie obo jętną dla póź nie j szych dzie jów emb le ma ty ki wystę pującej zarów no w książkach, jak w kom po zy cjach pla sty cz nych, w archi te ktu rze, 18 19 18 M. Wal lis, Na pi sy w ob ra zach, „Stu dia Se mio ty cz ne”, II, Wrocław–Wa r sza wa 1971, s. 39–43. 19 Mniej wy ro bio ne mu lub mniej znającemu przed sta wio ne re a lia od bio r cy niewątpli wie wska zów ka taka ułatwia zro zu mie nie te ma tu oraz za sto so wa nych kon we ncji. Por. H.E. Go m brich, Art and Il lu - sion. A Stu dy in the Psy cho lo gy of Pi c to ral Re pre sen ta tion, New York 1960, s. 267–268; Wal lis, op. cit., s. 39. Na początku był Alcia tus 17 w tak zwa nej archi te ktu rze oka zjo na l nej20, chciałbym pod kre ślić szcze gó l - nie moc no. Rów no wa ga seman ty ki obra zu i seman ty ki słowa, jako dwu zespołów zna ków mających zwró cić uwa gę odbio r cy ku tym samym tre ś - ciom o z n a c z a n y m, czę ściej wido cz na była w śred nio wie cz nej hera l dy - ce. Tu sym bo li cz ne mu zna ko wi godła ryce r skie go czę sto prze cież towa rzy - szyła kró t ka sen ten cja. Zwy czaj łącze nia godła her bu z napi sem, za - wołaniem, mot tem sze rzył się szcze gó l nie u schyłku śred nio wie cza. Tę dwuczłonową kon stru kcję zwa no już wte dy cza sem dewizą. Potem u wcze s - nych huma ni stów dewi zy z myślą prze wod nią, sen tencją łączyły czę sto nie herb, lecz jakiś sym bol – wize ru nek. Była to już wyra ź nie kon stru k cja pre - em b le ma ty cz na21. Póź niej ter min „dewi za” zaczę to uży wać wymien nie z „sen ten cja”, „lem ma”. W sto sun ku do dwuczłono wej dewi zy posługi wa - no się też okre śle niem impre sa, któ re Włosi sto so wa li potem czę sto tak że jako nazwę „emb le ma tu”. Pra gnę tu jesz cze zwró cić uwa gę, iż wśród ilu mi no wa nych ręko pi śmien - nych książek śred nio wie cz nych zda rzały się też zbio ry bajek z ryci na mi. Dopie ro jed nak wyna la zek dru ku u pro gu euro pe j skie go rene san su przed gatun kiem tym otwo rzył lata wie l kiej pro spe ri ty. Doty czyło to rów nież róż - nych umo ra l niających opo wie ści, któ re we wcze s nych dru kach otrzy mały ilu stra cje powiązane z pew ny mi par tia mi tekstu, cza sem nawet powiązane bar dzo moc no22. Do pro ble mów pogra ni cza wcze s nej książki ilu stro wa nej i wczes no re ne san so wej emb le ma ty ki powró ci my jesz cze w dal szych roz wa - ża niach. 2. NA POCZĄTKU BYŁ ALCIA TUS Jako ini cja tor, a tak że jako kody fi ka tor emb le ma ty ki uzna wa ny jest właści wie powszech nie włoski pra wnik, logik i poeta Andrea Alcia ti (1492–1550), czę ściej wymie nia ny w łaci ń skiej for mie imie nia i nazwi ska: Andre as Al cia tus (ryc. 1). Dość powszech nie też i długo uzna wa no, iż rok 1531, w któ rym w Aug s bu r gu uka zała się pie r wsza edy cja jego dzieła: Viri cla ris si mi D. Andre ae Alcia ti... Emb le ma tum liber (ryc. 2), jest dokładną datą naro dzin nowo ży t nej emb le ma ty ki, któ ra nawiązywała do boga tych tra dy cji, lecz była gatun kiem nowym, a przy naj mniej wów czas właśnie 20 20 Te r min ten wpro wa dził sze ro ko u nas do hi sto rii sztu ki J.A. Chro ści cki, Ba ro ko wa ar chi te ktu ra oka zjo na l na, w: Wiek XVII – Kontr re fo r ma cja – Ba rok. Pra ce z hi sto rii ku l tu ry, pod re dakcją J. Pe l ca, Wrocław 1970, a ta k że w in nych swych pra cach. 21 21 Praz, op. cit., s. 13–14; D. Rus sell, The Em b lem and De vi ce in Fran ce, Le xin g ton Ken tu c ky 1985, pas sim. 22 22 J. Pelc, Old Po lish Em b lems (In tro du c tion to the Pro blems), „Za gad nie nia Ro dza jów Li te ra c - kich”, t. XII: 1970, z. 2 (23), s. 31–32. 18 Emblematyka oraz ikonologia okre ślo nym na nowo. Wie l ka euro pe j ska karie ra dzieła Alcia tu sa już za jego życia, a tak że po jego śmie r ci uza sad niała tytuł, jakim obda rzyła go poto mność, co tak dobi t nie w połowie XVII wie ku wyra ził cze ski jezu i ta i poli hi stor Bohu s la us Bal bi nus: „Emb le ma tum Pater et Prin ceps”23. Słowo „prin ceps”, w nawiązaniu do tytułu dzieła Nic co lo Machia vel le go Il Prin ci pe (1532), bywa, nie tyl ko w Pol sce, tłuma czo ne jako „książę”. Takie rozu mie nie słowa „prin ceps” poświa d czają licz ne teksty z XVI, XVII i XVIII wie ku. Ale w isto cie tak że dla Machia vel le go jego „il prin ci pe nuo - vo” to nie tyl ko „książę”, to prze de wszy stkim ideał „nowe go władcy”, „panującego”. W tym właśnie zna cze niu Bal bi nus słowa „prin ceps” użył w odnie sie niu do Alcia tu sa. Dla Bal bi nu sa i dla innych twó r ców emb le ma - tów i teo re ty ków emb le ma ty ki już pod koniec XVI wie ku, a zwłasz cza w wie ku XVII Alcia tus był „Ojcem i Władcą” emb le ma tów. Uzna wa ny był za ini cja to ra owe go roz krze wio ne go i cieszącego się ogro mnym uzna niem gatun ku, za jego twó r cę i zara zem pra wo da w cę okre ślającego nor my owe - go gatun ku, jego trójczłonową budo wę przy j mo waną jako wzo r cową. Pomi - ja no nato miast nie ja ko wkład w to dzieło jego współcze s nych i nastę pców. We współcze s nych nam bada niach powszech nie posługu je my się ter mi - nem „książka emb le ma ty cz na”. Angie l skie „Emb le m bo ok”, nie mie c kie „Em - b le m buch”, pol ska „książka emb le ma ty cz na” to dość wie r ne odpo wied ni ki tytułu edi tio prin ceps dzieła Alcia tu sa: Emb le ma tum liber. Rok 1531 otwie - ra więc dzie je nowo ży t nej emb le ma ty ki upo wsze ch nia nej w dru kach. Tak zaczęły się dzie je dru ków e m b le ma ty cz nych, zbio rów, zawie rających „księ gi emb le ma tów” ułożone przez auto ra lub reda kto ra zbio ru. Dla same go Alcia tu sa, któ ry nota be ne pie r wsze wer sje swe go zbio ru emb le ma tów okre ślał raczej pie sz czo t liwą formą „Emb le ma tum li bel lus”, spra wa naro dzin jego dzieła nie była tak oczy wi sta. Aug s bu r skie wyda nie z ro ku 1531 autor oce nił bar dzo suro wo jako wyko na ne „coru p tis si me” i dopie ro wyda nie pary skie z roku 1534 uznał za zgod ne z wolą auto ra, choć nad udo sko na le niem swe go dzieła pra co wał nadal. Do spra wy tej powró ci my nie co dalej. Tu jed nak prze de wszy stkim trze ba stwier dzić, że Alcia tu so wa kon ce p cja emb le ma tów rodziła się powo li i zaczątków jej poszu ki wać trze ba już w latach o wie le wcze ś nie j szych. Na uwa gę zasługują młodzie ń cze zain te re so wa nia przyszłego auto ra Emb le ma tum libel lus, pie r wszej edy cji z roku 1534, apro bo wanej przez Alcia tie go. Osta t nio słusz nie przy po mi na się zna cze nie dla póź nie j szych zain te re so wań i prac auto ra dato wa nych około roku 1508 dwu młodzie ń - czych ręko pi sów Alcia tu so wych zawie rających Monu men to rum vete ru m - que inscri p tio num, quae cum Medio la ni tum in eius agro adhuc extant 23 23 B. Ba l bi nus, Ve ri si mi lia hu ma nio rum di s ci p li na rum seu iu di cium pri va tum de omni li te ra - rum (quas hu ma nio res ap pe lant) ar ti fi tio, Pra gae 1666; wyd. II – Li p siae 1687; wyd. III – Au g s burg 1710, s. 212. Na początku był Alcia tus 19 col le c ta nea, libri duo, okre śla nych też jako Anti qu i ta tes Medio la nen ses24. Było to wyra zem histo ry cz nych i filo lo gi cz nych zain te re so wań młodego człowie ka, któ ry wyka zał tak typową dla ludzi rene san su pre a r che o lo - giczną pasję pozna wa nia daw nej kul tu ry. Młodego huma ni stę zafa s cy no - wał już wte dy świat daw nych pomni ków i towa rzyszących im inskry pcji, a więc pew nych powiązań słowa i obra zu, świat sym bo li ki, zwłasz cza (choć nie tyl ko) fune ra l nej, wyra żo nej w słowach i obra zach. Dzieło to powsta - wało w latach, w któ rych nowo ścią na ryn ku wyda w ni czym były wyda ne w wene c kiej ofi cy nie dru ka r skiej Alda Manu cju sza świe żo odkry te Hie ro - gli fi ki Hora pol la (1505). Zain te re so wał się Alcia tus zwłasz cza ich prze - kładem na łaci nę wyda nym potem w roku 1517. Zna jo mość tego dzieła i roli jego sym bo li ki wyka zał młody Alcia tus już w swych notach do Anti qu i - ta tes Medio la nen ses. Na temat, co Alcia tus jesz cze przed rokiem 1531, a tak że i potem, rozu - miał przez słowo „em b le ma”, od daw na toczy się żywa i dziś dys ku sja. Współ czesne nam sta dium owej dys ku sji ini cjo wała roz pra wa Hes sel Mie - de my dru ko wa na w roku 1968 w „Jou r nal of the War burg and Cou r ta uld Insti tu tes”25. Ważną rolę w dys ku sji tej ode gra li w latach sie dem dzie siątych XX stu le cia w swych pra cach Daniel S. Rus sell i Peter M. Da ly, któ rzy potem zaini cjo wa li w roku 1986 wyda wa ne w posta ci półrocz ni ków cza so - pi s mo „Emb le ma ti ca”26. Począwszy od tej daty główny nurt owej dys ku sji toczy się na łamach tego cza so pi s ma, ale tak że i w innych perio dy kach nauko wych, w pub li ka cjach zbio ro wych, ta k że w oso b nych pub li ka cjach. Ucze st ni czy w niej wie lu wybi t nych uczo nych, m.in. Cla u die Bala vo i ne, Vir gi nia Woods Cal la han, Wil liam S. Hec ks cher, Karl Joseph Hölt gen, Johan nes Köhler, Karel Porte man, Hol ger Homann, Ali son Saun ders, Ber n hard F. Scholz27. Waż ny mi ogni wa mi w owej dys ku sji były dwa arty kuły Ber n har da F. Scho l za dru ko wa ne w dru gim zeszy cie pie r wsze go rocz ni ka (1986) cza so pi s ma „Emb le ma ti ca” i potem w nume rze dru gim w rocz ni ku 24 24 Wy po wie dzie li się na ten te mat Pier re La u rens i Flo ren ce Vu il le u mier, De l’archéologie à l’emblème: la genèse du „Li ber Al cia ti”, „Re vue de l’Art”, 101, 3 (1993), s. 86–95. 25 25 H. Mie de ma, The Term „Em b le ma” in Al cia ti, „Jo u r nal of the War burg and Co u r ta uld In sti tu tes”, Vol. XXXI, 1968, s. 234–250. 26 26 Por. np. D.S. Rus sell, The Term „Emblème” in Si x te en t h - Cen tu ry Fran ce, „Neo phi lo lo gus”, 1975 (Vol. 59), s. 337–351, po tem au tor książki: The Em b lem and De vi ce in Fran ce, Le xin g ton Ken tu - c ky 1985, a ta k że wie lu roz praw; P.M. Daly, Em b lem The o ry. Re cent Ge r man Con tri bu tions to the Cha ra c te ri za tion of the Em b lem Gen re, Nen deln 1979; ten że, Li te ra tu re in the Light of Em b lems. Stru c tu ral Pa ral lels be twe en Em b lem and Li te ra tu re in Si x te enth and Se ven te enth Cen tu ries, To ron - to 1979. Wska zu je my tu na pod sta wo we pra ce obu uczo nych, w któ rych za ma ni fe sto wa li swe sta no wi - sko, uzu pełnia ne wciąż no wy mi pu b li ka cja mi w cza so pi śmie „Em b le ma ti ca” i oso b no. 27 27 No wsze dys ku sje do r. 1996, pro wa dzo ne głów nie na łamach pi s ma „Em b le ma ti ca” omó wiłem w ar ty ku le pt. „Em b le ma ti ca. An In ter di s ci p li na ry Jo u r nal for Em b lem Stu dies” – dzie się cio le cie półro cz ni ka, „Ba rok”, R. II: 1996, Nr 1 (5), s. 256–262. 20 Emblematyka oraz ikonologia V za rok 1991. Dys ku sja trwa zresztą dalej, mię dzy inny mi po tem pono w - nie zabrał w niej głos Hes sel Mie de ma28. Już w roku 1968 Hes sel Mie de ma pod kre ślił bar dzo moc no, iż Alcia tus w roku 1522 w liście do przy ja cie la Fran ce s co Cal va słowem „Emb le ma ta” posłużył się dla okre śle nia tytułu swej „książecz ki epi gra ma tów”. Cytat z tego listu pro gra mo wo jako tytuł pie r wsze go ze wspo mnia nych tu arty - kułów obrał Scholz, pod kre ślając, że Alcia ti słowem „emb le ma ta” posłużył się w owym liście jako „nazwą” (name), tytułem dzieła, swej „książecz ki epi - gra ma tów”, a nie był to dla nie go „ter min” (term) okre ślający gatu nek29. Wypo wiedź Alcia tu sa w liście do Fran ce s ca Cal vo z przełomu grud nia 1522 i sty cz nia 1523 roku jest nie zwy kle waż na dla okre śle nia posta wy twó r cy30. Przy to cz my ją prze to w obsze r nie j szym cyta cie w łaci ń skim ory gi - na le, a tak że w pol skim przekładzie przy bli żającym trud ny, a wie l ce zna - czący tekst: His sa tu r na li bus ut il lu stri Am bro sio Vi ce co mi ti mo rem ge rem, li bel lum co m po sui epi gram - ma ton, cui ti tu lum feci Em b le ma ta: sin gu lis enim epi gram ma ti bus ali qu id de scri bo, quod ex hi sto ria vel ex re bu na tu ra li bus ali qu id ele gans si g ni fi cet unde pi c to res, au ri fi ces, fu so res, id ge nus con fi ce re po ssint, quae scu ta ap pe la mus et pe ta sis fi gi mus, vel pro in si g ni bus ge sta - mus, qu a lis „An cho ra” Aldi, „Co lu m ba” Fro be ni et Ca l vii „Ele p has” tam diu pa r tu riens, ni hil pa riens31. Po pol sku odda je my to nastę pująco: Pod czas tych sa tu r na liów nakło nio ny przez ja ś nie oświe co ne go Am bro że go Vi s con ti ułożyłem książe cz kę epi gra ma tów, któ rej nadałem tytuł Em b le ma ta, bo wiem w po szcze gó l - nych epi gra mach opi su ję to, co wy ra ża jakąś rzecz ważną [do sko nałą] w hi sto rii lub w na tu rze i skąd cze r pią po mysły ma la rze, złot ni cy, lu d wi sa rze, by mo gli two rzyć dzieła, któ re na zy wa - my godłami her bo wy mi i przy pi na my je do ka pe lu szy lub posługu je my się nimi jako zna ka mi [sy g ne ta mi dru ka r ski mi], jak to na przykład „Ko twi ca” Alda, „Gołąb” Fro be na, „Słoń” Ca l va – co jest dokład nie oz na czo ne, lecz nie jest bez po śred nio wprost na zwa ne. 28 28 H. Mie de ma, Alciati’s „Em b le ma” Once Aga in, „Em b le ma ti ca”, Vol. 7, 1993, Nr 2, s. 365–367 (no ta be ne ten nu mer pi s ma dru ko wa ny w opó ź nie niu: do pie ro w r. 1995). Wspo mnia ne wy żej dwa ar - ty kuły B.F. Scho l za to: 1) „Li bel lum co m po sui epi gram ma ton cui ti tu lum feci Em b le ma ta”: Alciatus’s Use of the Ex pres sion „Em b le ma” Once Aga in, „Em b le ma ti ca”, Vol. 1, 1986, Nr 2, s. 213–226; 2) The Au g s burg Edi tion of Alciato’s „Em b le ma ta”: A Su r vey of Re se arch, „Em b le ma ti ca”, Vol. 5, 1991, Nr 2, s. 213–254. 29 30 29 B.F. Scholz, The Au g s burg Edi tion of Alciato’s „Em b le ma ta”..., op. cit., s. 215–226. 30 Toczą się dys ku sje na te mat dzien nej daty tego li stu: 2 lub 9 grud nia 1522, lub 9 sty cz nia 1523, jak pro po nu je Vi r gi nia Wo ods Cal la han, An dre as Al cia tus and Bo ni fa ce Amer bach: The Chro ni c le of a Re na is san ce Frien d s hip, w: Acta Con ven tus Neo -La ti ni Gu e l p her by ta ni, ed. Stel la P. Re vard („Me - die val and Re na is san ce Texts and Stu dies”, Vol. 53), New York 1988, s. 197 (por. też s. 192–200); taż, A Com ment on the 1531 Edi tion of Alciato’s Em b lems, „Em b le ma ti ca”, Vol. 6, 1992, Nr 2, s. 203. Da ta - cję Cal la han przy j mu je też P.M. Daly (The Em b lems of An dre as Al cia tus, To ron to 1985, s. 24), także w naj no wszych wy po wie dziach. Opo wia da się za nią też piszący te słowa. 31 31 Le Let te re di An drea Al cia to Giu re s con su l to. A cura di Gian Lu i gi Ba r ni, Flo ren ce 1953, s. 46 (let. 24). Por. też V. Woods Cal la han, An dre as Al cia tus and Bo ni fa ce A mer bach..., s. 197. Na początku był Alcia tus 21 Bar dzo zna mien ne, iż Alcia tus swe epi gra ma ty, ich sens, prze no ś ne, nie wy po wie dzia ne wprost zna cze nia porów nu je z tym, co w dziełach swych czy nią mala rze, złotni cy, lud wi sa rze (odle w ni cy) tworzący sym bo li cz - ne zna ki, jaki mi okre ślają pew ne tre ści nie uka zy wa ne wprost. Nie mniej waż ne jest porów na nie Alcia tu so wych epi gra ma tów z syg ne ta mi fir mo wy - mi zna nych dru ka rzy: z „Kotwicą” Aldu sa Manu cju sza z Wene cji, z „Gołę - biem” (umie sz cza nym na czu b ku Kadu ce u sza) w bazy le j skich dru kach Fro be na i tak że ze „Słoniem” z rzy m skich dru ków Cal vu sa. Zna mien ne, iż Alcia tus wyra ź nie dostrzegł, iż wybi t ni dru ka rze euro pe j s cy wydo by wają i powie lają w swych dru kach okre ślo ne sym bo le prze wod nie jako zna ki roz - po zna w cze swo ich firm. Zapa mię tać to war to tym bar dziej, że potem z kolei dru ka rze euro pe j s cy, tak że pol scy, w swo ich syg ne tach fir mo wych czę sto nawiązywa li do sym bo li ki Emb le ma tów Alcia tu sa. Uwa dze Alcia tu - sa nie mogło umknąć pod sta wo we spo strze że nie, że owo cze ś ni impre so ro - wie ksiąg syg ne ty swo ich dru ka r ni two rzy li, nawiązując wyra ź nie do pra k - ty ki sto so wa nej w dewi zach łączących obraz z prze wod nim morałem wyra - ża nym słowem. Pra kty kę tę sto so wa no tak że czę sto przy kon stru o wa niu kart tytułowych i kolo fo nów dru ko wa nych dzieł. Zbie racz „sta ro ży t no ści medio la ń skich”, co poświa d czają jego kode ksy ręko pi śmien ne dato wa ne 1508 roku, dostrze gający wyda ne już w roku 1505, a w roku 1517 w prze - kładzie łaci ń skim, Hie ro gli fi ki Hora pol la, nawiązywał do nich, podo b nie pragnął kształtować swo je epi gra ma ty, nadając sym bo li cz ne zna cze nie swo im słowom w tek ście poety c kim. 10 maja 1523 roku w liście do Boni fa ce go Amer ba cha Alcia ti pisał, że Ambro ży Vis con ti pod su wał pomysły i „argu men ty” do pisa nia emb le ma - tów nie tyl ko Alcia tu so wi, ale i jego przy ja cie lo wi Aure lio Albu zie mu. Wspo mi nając o inspi ra to r skiej roli Vis con tie go Alcia ti pisał do Amer ba cha: Edun tur apud nos et Em b le ma ta qu o rum duo fo lia ad te mit to gu stus ca u sa, Ca r mi nis au c tor est Al bu tius, in ven tio nis Am bro sius Vi ce co mes ex pri ma riis pa tri tiis. Eius ar gu men ti et ipse li - bel lum ca r mi ne co m po sui, sed res meas cum alie nis mi s ce re no lui: di vi l ga bi tur in ter ca e te ra no stra epi gram ma ta32. I ten fra g ment ze wzglę du na wagę uży tych tu słów tłuma czy my dokładnie: Uka zały się [Po ja wiły się] u nas Em b le ma ta, z któ rych dwie ka r ty posyłam ci do oce ny, au to - rem wie r sza jest Al bu tius, in we ncji zaś Am bro ży Vi s con ti po chodzący z wie l kiej ary sto kra cji. Jego ar gu men ty i ja sam ułożyłem w książe cz kę wie r szem, lecz mo ich rze czy nie chcę mie szać [łączyć] z ob cy mi, będą upo wsze ch nio ne mię dzy in ny mi mo i mi epi gra ma ta mi. 32 32 Le Let te re di An drea Al cia to..., op. cit., s. 59. 22 Emblematyka oraz ikonologia Z cy to wa ne go fra g men tu li stu wy ni ka nie zbi cie, iż Al bu zi (Al bu zio, po - do b nie jak Al cia to, to fo r my obo cz ne, w XVI wie ku uży wa ne rów no rzęd nie obok: Al bu zi, Al cia ti)też pi sy wał wie r szem utwo ry, któ re okre śla no jako „em b le ma ta”. Dwie ka r ty z ta ki mi właś nie jego utwo ra mi Al cia ti prze syłał Amer ba cho wi do oce ny. Jed no cze ś nie Al cia ti do bi t nie pod kre śla, iż pra g - nie, by jego wie r szy, na wet po kre w nych w kształcie i tre ści, nie łączo no z ob cy mi, pra g nie je wy dru ko wać wraz z in ny mi swy mi epi gra ma ta mi. Jest wie l ce pra wdo po do b ne, że Am bro ży Vi s con ti za chę cał obu ko le gów, pra wni - ków i po etów z Me dio la nu, by swe „em b le ma ta” opu b li ko wa li ra zem w jed - nej książce. W da w nie j szych stu diach o em b le ma ty ce po ku to wał mit o ist - nie niu ja kie goś wcze s ne go wy da nia em b le ma tów Al bu ziu sa i Al cia tu sa z roku 1522. Czy ist niało ja kieś nie zna ne nam dziś wy da nie em b le ma tów Al bu zie go? Bądź też wspó l ne Al bu zie go i Al cia tie go? Za miar stwo rze nia ta - kiej edy cji ist niał i – jak wy ni ka z cy to wa ne go fra g men tu li stu do Amer ba - cha – Al cia tus był mu prze ciw ny. W au g s bu r skiej edy cji Em b le ma tum li ber Al cia tu sa z roku 1531 zna j du je my zresztą epi gram Al bu tiu sa pi sa ny jako em b le mat dla Al cia tie go. Al bu zi był pra wdo po do b nie bar dzo bli skim ko legą Al cia tu sa, po ja wiał się – co słusz nie pod kre ślo no33 – jak „cień” swe go sław - nego przy ja cie la. Obaj związani byli z pro tekcją i in spi ro wa ni byli po my słami oraz za chę ta mi mo ż ne go pro te kto ra, Am bro że go Vi s con tie go. Nie któ rzy sądzi li na wet, że Al bu tius był pse u do ni mem Alcia tu sa. Do hi po te zy tej z re - zerwą od no sił się już w ro ku 1968 Mie de ma, a w no wszych ba da niach, np. Scholz34, od rzu ca się ją jako całko wi cie nie uza sa d nioną. Niewątpli wie, co po twier dza w pó ź nie j szej swej wy po wie dzi Mie de ma, wszy stko wska zu je na to, że były to dwie po sta cie bar dzo so bie bli skie, o po do bnych za in te re so - wa niach. Obaj pi sy wa li wie r sze in spi ro wa ne przez Am bro że go Vi s con tie go. Być może ist niał – w po sta ci rę ko pi su lub dru ku – nie zna ny nam dziś zbiór em b le ma tów Al bu zie go po wstały około roku 1523? Czy wte dy go to wy już był w rę ko pi sie – je śli wie rzyć słowom Al cia tu sa – tom jego Em b le ma tów? Wy da je się, że Al cia ti dys po no wał już wte dy ja kimś ze sta wem epi gra ma - tów, któ rym na da wał ten właś nie tytuł. Ale dzieło to mu siało na druk je sz cze po cze kać, za pe w ne było je sz cze dopełnia ne, do sko na lo ne. Al cia ti był zdo l - nym i ce nio nym twórcą epi gra ma tów. Za fa s cy no wa ny był od kry waną i wy - da waną na przełomie wie ków XV i XVI An to lo gią grecką. Wie le epi gra ma - tów z niej Al cia tus przekładał. W roku 1529 w sie r p niu w Ba zy lei uka zał się tom przekładów z An to lo gii gre c kiej: Se le c ta epi gram ma ta Gra e ca la ti ne ve - r sa, ex se p tem Epi gram ma tum Gra e co rum li bris. Ac ces se runt omni bus omnium prio ri bus edi tio ni bus ac ve r sio ni bus plu s qu am qu in gen ta Epi - 33 33 J. Köhler, Alciato’s Sha dow: Au re lio Al bu zio – pod tak zna mien nym tytułem uka zał się ar ty kuł w pi śmie „Em b le ma ti ca”, Vol. 9 za rok 1995, wy da ne w roku 1998, Nr 2, s. 343–366. 34 34 B.F. Scholz, „Li bel lum co m po sui...”, op. cit., s. 218–219. Hi po te zę, że Al bu tius miałby być pse u - do ni mem Al cia tu sa wy sunął G.L. Ba r ni w przy pi sie do swej edy cji li stów Al cia tu sa, s. 85 i po twier dził to w in de ksie. Na początku był Alcia tus 23 twó r ców rze mie śl ni ków -a r ty stów, gram ma ta, re cens ve r sa ab An drea Al cia to, Ot to ma ro Lu s ci nio, ac Iano Co r - na rio Zu ic ca u ien si35. Li cz ne epi gra my tłuma czo ne tu wie r szem łaci ń skim przez Al cia tie go weszły po tem do jego au to rskie go zbio ru Em b le ma tów. Czy za uro czo ny da w ny mi po mni ka mi z in skry pcja mi me dio la ń ski mi (1508) au - tor książe cz ki epi gra ma tów już w roku 1522 za ty tułowa nej (choć je sz cze nie wy da nej!): EMBLEMATA, au tor wy da nych w roku 1529 wie lu przekładów na łaci nę kró t kich wie r szy z An to lo gii gre c kiej wcie lo nych po tem do zbio ru swych Em b le ma tów kon se k wen t nie my ślał o pi sa niu epi gra ma tów pełniących po dobną rolę jak sym bo li cz nie na ce cho wa ne two ry ma la rzy i in - nych in sy g niów? Nawiązujących ta k że do sym bo li ki Hie ro gli fi ków Ho ra pol la? Czy już wcze ś - niej my ślał o ta kim wy da niu swych Em b le ma tów, by te kstom jego epi gra - mów to wa rzy szyły ry ci ny o po do bnej tre ści i też sym bo li cz nych kształ tach? O po trze bie ko re la cji słowa i ob ra zu związa nych wspó l nie sym bo liką otwie rającą przed od biorcą rze czy wi stość prze de wszy stkim godną po zna nia był Al cia tus prze ko na ny zresztą nie ty l ko pisząc swe epi gra ma ty i tłu macząc z gre ki na łaci nę wie r sze z An to lo gii gre c kiej. Jak słusz nie przy po mniała Vi r - gi nia Wo ods Cal la han, już w roku 1520 Al cia tus w mo wie wygłoszo nej na cześć Spra wie d li wo ści z oka zji ob ję cia ka te dry na uni we r sy te cie w Avi g no nie prze ja wił te same ten den cje, któ re oży wiały jego pi sa nie epi gra ma tów36. Per - so ni fi ko waną Spra wie d li wość przed sta wio no tu zgod nie z kon wencją owo - cze s nej iko no gra fii, owo cze s nych rzeźb, ma lo wa nych ob ra zów, kon wencją bliską do ujęć sto so wa nych w jego epi gra ma tach. Była to kon stru k cja wy ra ź - nie pre e m b le ma ty cz na czy pro to e m b le ma ty cz na. Za po wia dała też nie ja ko pó ź nie j sze uję cia, któ re doj rzałą po stać zyskały w Ico no lo gii Ce sa re Ripy. sym bo li cz nych Za uro czo ny ana lo gia mi mię dzy sym bo liką słowa i ob ra zu Al cia tus co raz wy ra ź niej do ce niał rolę od kry tych na początku wie ku XVI, w roku 1517 wy da - nych w łaci ń skim przekład zie przez Fi li pa Fa sa nie go Hie ro gli fi ków Ho ra pol - la. W wy da nym w roku 1530 w Ly o nie dzie le me dio la ń skie go pra wni ka i poety, a za ra zem ce nio ne go zna w cy lo gi ki Al cia tus pisał: „Ver ba si g ni fi cant, res si g ni fi can tur. Ta me t si et res qu an d
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Słowo i obraz. Na pograniczu literetury i sztuk plastycznych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: